Uderzenie zimy. Ostrzeżenia przed opadami śniegu w niemal całej Polsce. Dramat w kurorcie. Nawet 40 ofiar pożaru podczas sylwestrowej nocy w Szwajcarii. W strefie euro. Bułgaria 21. krajem ze wspólną europejską walutą. Dobry wieczór, zapraszam na "19.30". Sypnęło, zawiało, ścisnęło mrozem. Jak na koniec grudnia niby żadna sensacja, ale zdążyliśmy odwyknąć, więc szok i niedowierzanie, bo auta w zaspach i nieprzejezdne nawet ekspresówki. Zima nie była szczególnie demokratyczna, bo pod śniegiem połowa kraju, ale to się może zmienić, bo nowe alerty pokazują prawie całą Polskę na żółto. To efekt trudnych warunków na podkarpackich drogach. Kolejny to wielogodzinne oczekiwanie na pomoc. Wszystko przez silny wiatr w połączeniu z opadami śniegu. Jeździ się koszmarnie - przyznają kierowcy. Przede wszystkim jest ograniczona widoczność i jest ślisko. Trzeba jechać ostrożnie, nic na to nie poradzimy. Ten odcinek jest znany z tego. Alerty przed zawiejami i zamieciami ogłoszono nie tylko dla Podkarpacia. Podobnie jest w Tatrach, Karkonoszach i północno-wschodniej części kraju. Szczególnie w Warmińsko-Mazurskiem. Tam, mimo wysiłków drogowców, kierowcy mogli dziś tylko pomarzyć o czarnej jezdni. Temperatury są bardzo niskie w województwie, opady śniegu cały czas obfite, dlatego apelujemy o ostrożność i ściągnięcie nogi z gazu. Atak zimy to problemy nie tylko na lokalnych drogach. Tak było wieczorem na autostradzie A4 między Wrocławiem a Legnicą. Po karambolu z udziałem 8 pojazdów korki sięgały kilku kilometrów. Służby miały i mają ręce pełne roboty. Bardzo często dochodzi do zdarzeń polegających na przewróconym drzewie, gałęzi na drodze, na nadjeżdżające samochody, na budynki czy na chodniki. I na tory kolejowe. Pod naporem śniegu drzewa runęły przed pociągiem relacji Olsztyn-Kraków. Trasa była zablokowana. Skład odholowano do stacji początkowej. Duże ilości śniegu, silny wiatr i mróz o tej porze roku w górach nie powinny zaskakiwać. A jednak w nocy turystka z Polski utknęła po słowackiej stronie Babiej Góry, pomogli jej ratownicy górscy. W Tatrach obowiązuje II stopień zagrożenia lawinowego. Jeszcze kilka dni temu była jedynka, teraz mamy dwójkę. Śnieg jest poprzewiewany, bardzo niejednolity. Turyści muszą o tym pamiętać przed wyjściem w wyższe partie gór. Odpowiednie obuwie, odpowiednie kurtki, bo jednak rzeczywiście wiaterek trochę targa. Jesteśmy przygotowani, cieplutko ubrani, herbatka gorąca. Takie wyposażenie będzie potrzebne w najbliższym czasie. Szybkiego końca zimowej aury na horyzoncie nie widać. Co więcej, na dniach solidnie sypnie też na Pomorzu Zachodnim, które teraz uchowało się przed atakiem zimy. To mogą być opady o dużym natężeniu, dość dużym natężeniu, które mogą dać w ciągu dnia czy w okresie nocnym przyrosty rzędu nawet kilkunastu centymetrów. Będzie więc jeszcze czas, by zimą się też cieszyć. Tragiczny finał sylwestrowej nocy w Giżycku. Od ran zadanych ostrym narzędziem zmarł 78-letni taksówkarz. W rękach policji jest 37-latek, mieszkaniec Giżycka, podejrzewany o dokonanie zabójstwa. To świadkowie powiadomili policję o dramacie kierowcy taksówki. Najpierw mieli podejrzenia, że przed nimi jedzie pijany kierowca, gdy się zatrzymał, a świadkowie otworzyli drzwi, ujrzeli tragiczny obraz. Okazało się, że siedzący za kierownicą 78-latek jest zakrwawiony, ma liczne rany na całym ciele, na miejsce też natychmiast dojechali policjanci. Niestety te obrażenia 78-latka były na tyle poważne, że ten mężczyzna zmarł. Policjanci analizując miejski monitoring i zapis z kamery w taksówce w końcu zatrzymali 37-letniego pijanego mężczyznę, który mógł mieć związek ze śmiercią 78-latka. Zabezpieczyli także nóż, którym prawdopodobny sprawca zadał ofierze ciosy. Ta sprawa jest szeroko komentowana przez giżyckich taksówkarzy. Tylko idiota się nie boi. Boimy się tak samo, bo mamy z różnymi ludźmi do czynienia. Takie sytuacje się zdarzają. Nieczęsto, ale się zdarzają. Obelgi, bluzgi, ubliżania, itd. Zatrzymany 37-latek przebywa w policyjnym areszcie. Jeżeli usłyszy zarzut zabójstwa, będzie mu groziła kara dożywotniego pozbawienia wolności. Przyczyny eksplozji nie są jeszcze znane, za to bilans tragedii tak. W szwajcarskim Crans Montana w czasie sylwestrowej zabawy doszło do pożaru w lokalnym barze, a potem do eksplozji. Zginęło około 40 osób, ponad 100 jest rannych. Polskie służby dyplomatyczne podają, że wśród ofiar i poszkodowanych nie ma Polaków. Sylwestrowa noc w Crans-Montana, popularnym szwajcarskim resorcie narciarskim, co roku przyciąga tłumy turystów. Tym razem noworoczne świętowanie zamieniło się w koszmar. Myślałem, że to tylko fajerwerki, ale potem zobaczyliśmy mnóstwo uciekających ludzi, którzy głośno krzyczeli. Wybuchła panika. W pobliskim barze wybuchł ogromny pożar, słychać było serię eksplozji. w środku przebywało ponad 200 osób. Byli tam ludzie, którzy krzyczeli. Inni leżeli na ziemi, prawdopodobnie martwi. Mieli kurtki narzucone na twarze. Na nagraniu potem widziałem, jak ludzie próbowali się wydostać, ale było to trudne i tratowali się nawzajem. Co najmniej 40 osób zginęło. Ponad 100 jest w stanie krytycznym. W regionalnym szpitalu zabrakło miejsc na oddziale intensywnej opieki medycznej, więc służby ratunkowe musiały rannych przewozić do innych placówek. Wykorzystaliśmy helikopter ratunkowy do transportu pacjentów do wschodniej Szwajcarii. Zmobilizowaliśmy prawie cały dostępny personel, strażaków, ratowników, policję. To operacja na ogromną skalę, odzwierciedlająca skalę tragedii, której doświadczamy. Na miejscu trwa śledztwo. Służby ustalają, co było przyczyną pożaru. Świadkowie twierdzą, że jedna z kelnerek miała nieść butelkę szampana z przymocowanym do niej zimnym ogniem zbyt blisko sufitu sali. W obecnej sytuacji traktujemy to jako pożar i na tym etapie nie ma mowy o jakimkolwiek ataku terrorystycznym. Przed budynkiem od rana bliscy ofiar czekają na informacje. Służby przekazały, że identyfikacja ciał zająć może tygodnie. Przyszłam tu, bo znam dziewczynę, która mogła być w tym barze zeszłej nocy, a nie mogę się z nią skontaktować. Jestem bardzo zdenerwowana i martwię się. Władze kantonu Valais wprowadziły stan wyjątkowy - ma pomóc koordynować działania ratunkowe. Wśród ofiar są zagraniczni turyści. Polskie MSZ nie ma informacji, by w pożarze ucierpieli polscy obywatele. W "19.30" mamy dziś dla państwa także takie przymiarki. Polityczne prognozy na nowy rok. Będą dokonywane skomplikowane analizy, każde pole na politycznej szachownicy, każda nisza wyborcza w kontekście wyborów sejmowych. I ambitne plany polityków. Rozwój, bezpieczeństwo, niech to będzie wspólny kierunek na nadchodzący rok. Chciałbym zamknąć sprawę związaną z prawami kobiet i z procedowaniem ustaw aborcyjnych. Kto był pod Spodkiem minionej nocy szybko nie zapomni, 30 tysięcy na żywo, 4 miliony przed telewizorami, jasno było od świateł i gwiazd jak nigdzie. Rytualny wyścig na sylwestry przetoczył się przez Polskę jak co roku, więc z sympatią spoglądamy na inne anteny, dodając: popatrzcie, jak to się robi. Pod katowickim Spodkiem bawiła się cała Polska. Jak się bawicie? Super, podoba nam się wszystko. Czyli ten Sylwester z Dwójką jest najlepszy? Tak, najlepszy, najlepszy. To była największa impreza sylwestrowa w Polsce. Średnio Sylwestra z Dwójką oglądało niemal 3 miliony osób. A milion więcej o północy. Konkurencja została daleko w tyle. Nowy rok pod sceną przywitało 30 tysięcy osób. Bardzo fajnie, bardzo super się bawimy. Jest bardzo duże show, bardzo mi się podoba, jestem pierwszy raz na takim sylwestrze, jest super. Atmosfera, mimo aury, gorąca, także dzięki nim. Znacie "Every night"? Ja znam. Ja też. Artystom, którzy dawali z siebie 200 procent. Jest to piosenka, którą wydałam w lecie, więc wydaje mi się, że rozgrzała ona publiczność, wszyscy ze mną śpiewali, więc to jeszcze bardziej mnie ucieszyło i było naprawdę cudownie. Ale Sylwester z Dwójka to nie tylko największe polskie gwiazdy. Gwiazdą tego wieczoru był on - legendarny i niepowtarzalny Sting. Wielu pod Spodek przyszło specjalnie dla niego. Uwielbiam jego piosenki i na niego czekałam. Dla niego przyjechałam. Jego głos, jego talent, dla mnie mega. Artysta na scenę wychodził 3 razy. Zagrał swoje największe hity, w tym te stworzone z zespołem The Police. "Every Breath You Take", piosenka nagrana w 1983, dziś na YouTubie ma miliardy odtworzeń. Efekty specjalne, światła, taniec. Muzyczny spektakl trwał prawie 7 godzin. Kosmiczny Spodek, kosmiczna scena, a na niej 40 artystów, 100 tancerzy i wspaniała zabawa, zresztą jak widać, organizatorzy zadbali o to, by niezależnie gdzie nas państwo oglądają, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Od Dawida Kwiatkowskiego, Dodę po Michała Wiśniewskiego czy Kayah. Łączymy wszelkie pokolenia, od najmłodszych do najstarszych. Maryla Rodowicz, Ich Troje, Stachursky teraz. I to właśnie od ulubionych artystów płyną noworoczne życzenia. Spokoju, bo żyjemy w takich czasach, kiedy niepokój potrafi zdominować dzień codzienny i właściwie zapanować nad wszystkim, co powinno być radością, uśmiechem, zwykłością. Dzieciom dużo dobrych ocen i zdrówka. Spełnienia marzeń, żebyście realizowali siebie i podążali zgodnie ze swoim sercem. Ukraina ogarnięta wojną wchodzi w nowy rok, licząc dni do 4. rocznicy rosyjskiej napaści. Kreml dawał im 2 tygodnie na opór, a walczą 5. rok i choć broń mają z Zachodu, to ducha ciągle swojego, choć niełatwo go podtrzymać. Czy tam ciągle jest żywa nadzieja na pokój? Nadzieja umiera ostatnia. To jest chyba najważniejszy przekaz z ust wszystkich, z którymi rozmawiałem. Nie jest to łatwa nadzieja, bo zwiastuje kolejne długie miesiące wyczerpującej wojny. Pokój? To na razie tylko piękne słowo i kilka niepewnych zapisów na kartkach. Rosjanie niszczą i zajmują kolejne miejscowości na wschodzie Ukrainy, jeńcy wojenni, w tym obrońcy Mariupola z 2022 roku, wciąż przebywają w ogromnej liczbie w rosyjskich katorżniczych obozach. Niektórzy ludzie nigdy nie będą już mieli do czego wracać, bo ich domy albo są spalone, albo pod rosyjską okupacją. Jedyne więc, co pozostaje, to wiara i nadzieja, że będzie lepiej. Szliśmy do sklepu, spadł mały dron. Nie wiem, jak one się nazywają. Zostaliśmy ranni. Oczywiście jakaś nadzieja jest, ale, szczerze mówiąc, nie wiem. Sytuacja na froncie nie sprzyja dobrym myślom. Rosjanie w Donbasie prą w kierunku głównych miast regionu: Kramatorska i Słowiańska. I każdej nocy wysyłają nad ukraińskie miasta pociski i setki dronów. Nie mam do czego wracać. Rosjanie bombardują i niszczą wszystko wokół. Rosyjska armia zostawia po sobie jałową ziemię, spaloną i zniszczoną. Ale na froncie nadzieja na powrót do domu nie gaśnie. Konkretnych i oficjalnych liczb nie znamy, ale nieoficjalnie liczba ukraińskich jeńców w rosyjskich obozach może sięgnąć 30 tysięcy. Są torturowani, nie mają kontaktu z bliskimi. Czekam na spotkanie z naszą rodziną, z moim mężem. Szczerze życzę nie tyle sobie, co jemu, aby wreszcie te wszystkie miesiące, lata tortur dobiegły końca. Nastrojów nie poprawiają sprzeczne sygnały płynące z Waszyngtonu i uległość gospodarza Białego Domu wobec Wladimira Putina. Nadzieją jest europejska solidarność i wsparcie europejskich stolic, także Warszawy. Polska jest naszym sąsiadem i mi się wydaje, że najbardziej bliskim swoją mentalnością. Mamy wspólnego wroga. Przecież Polska bardzo dobrze w swojej historii zna, co to jest Rosja, więc zwycięstwa możemy się doczekać przy wsparciu Polski. Czy wielka polityka daje choć cień nadziei na lepszą przyszłość? Wojenna retoryka Putina nie zostawia wątpliwości. Łączy nas szczera, bezinteresowna i oddana miłość do Rosji. Pozdrawiam z nowym rokiem wszystkich naszych żołnierzy i dowódców. Wierzymy w was i w nasze zwycięstwo. Mimo to Moskwie dotąd nie udało się zdobyć nawet całego Donbasu. Po 4 latach wojny, która miała potrwać zaledwie kilka dni, Putin kontroluje zaledwie około 15% terytorium Ukrainy. Oddałbym wszystko, wszystko na świecie, żeby w tym orędziu móc powiedzieć, że pokój nastanie za kilka minut. Niestety na razie nie mogę tego zrobić, ale z czystym sumieniem mogę przyznać, że Ukraina dla pokoju robi, co może. Bo każdy dzień wojny to kolejne ofiary i zniszczenia. Według różnych szacunków odbudowa Ukrainy pochłonie nawet 800 miliardów dolarów. Bułgaria wchodzi w nowy rok z nową walutą, ten bałkański kraj stał się 21. członkiem strefy euro. W Unii Europejskiej Bułgarzy są od 2007 roku, wchodząc do strefy euro, chcą umocnić integrację ze wspólnotą. Jakie reakcje wywołuje ta decyzja? To mieszanka nadziei i obaw. Nadzieję, że jest do tego najbiedniejszego kraju Unii dotrą zagraniczni inwestorzy. I obawy o to, że wzrosną ceny, a kraj pogrąża się w gospodarczym chaosie. Panuje tu już chaos polityczny. Bułgarzy po raz ósmy w ciągu ostatnich 4 lat pójdą do urn, ponieważ kolejne rządy upadają ze względu na skandale korupcyjne i protesty. Protestów co do samej waluty było niewiele. Władze zrobiły wszystko, żeby zamiana tych lewów na euro przebiegała jak najsprawniej. Do końca stycznia można nimi płacić. Przez kolejne pół roku wymieniać bez dodatkowych opłat. Nie tylko nowy rok, ale też nową walutę, hucznie witali w Sofii Bułgarzy. Równo o północy Bułgaria raz na zawsze pożegnała lewa i stała się 21 krajem strefy euro. To najlepsza rzecz, jaka wydarzy się w Bułgarii od dawna. Wzrosną inwestycje, nie będziemy wymieniać pieniędzy, ludzie na tym zyskają. Ale nie wszyscy do nowej waluty podchodzą z entuzjazmem. Jak wynika z sondaży, społeczeństwo w sprawie euro podzielone jest niemal dokładnie na pół. Nie czuję się z tym dobrze i myśli tak wielu Bułgarów. To po prostu nie jest nasza waluta. Obawiają się recesji i wzrostu cen. By tego uniknąć, parlament wprowadził już mechanizmy ochronne i kary dla zawyżających ceny. Dzięki temu część usług, jak na przykład transport publiczny w Sofii, potanieje. Jeśli jakaś usługa kosztowała 10 lewów, to powinna kosztować 5 euro i 11 centów, a my te ceny zaokrąglamy w dół do 5 euro. Więc ceny faktycznie spadną. Na przyjęcie euro niecierpliwie czekali przedsiębiorcy, w tym producenci jednego z najsłynniejszych bułgarskich produktów eksportowych - wina. My jesteśmy pełni optymizmu, przyjeżdża tu wielu turystów, by odkryć nasze wina i teraz będzie im łatwiej. Ja widzę same pozytywy. Bułgaria to najbiedniejszy kraj UE z PKB na poziomie 60% unijnej średniej. Euro ma według rządzących Bułgarów wzbogacić, znikną koszty wymiany walut, kraj przyciągnie inwestorów tworzących miejsca pracy. Ale chodzi też o symboliczne odcięcie się od Rosji. Wejście do strefy euro czy rok temu do strefy Schengen pokazuje, że jesteśmy w pełni zintegrowani z Unią i że nie ma już od tego odwrotu. I to chociaż istnieją pro-rosyjskie siły polityczne, które chcą, żebyśmy zboczyli z tej drogi. Kampanię przeciw nowej walucie prowadzi Kreml, by skłócić Bułgarię z Europą i przed nadchodzącymi wyborami wypromować antyunijne siły narodowe. W grudniu po fali masowych protestów do dymisji podał się bułgarski rząd. To efekt skandali korupcyjnych i planów podwyżki podatków. Dlatego w dniu zbliżenia do Europy gratulacje do Sofii płyną przede wszystkim z Brukseli. Dziś już tylko 6 krajów Unii: Dania, Szwecja, Czechy, Węgry, Rumunia i Polska pozostaje poza strefą euro. Decyzję Bułgarów chwali polski MSZ. Konsumenci i przedsiębiorcy będą płacili niższe raty bez ryzyka kursowego. Inflacja w strefie euro jest niższa niż w Polsce. Ale rząd podkreśla, że planów wprowadzenia euro w Polsce nie ma. My nie pracujemy w Ministerstwie Finansów nad wejściem do Strefy euro, nasza gospodarka daje sobie radę całkiem nieźle przy utrzymaniu polskiej waluty. Polska na razie nie spełnia też unijnych kryteriów wejścia do strefy euro. Po raz pierwszy od kilku lat polityka wyplątała się w Polsce z kalendarza i nie straszy nas wyborami. W logice kampanii i cieniu wyborczej urny zawsze rosły emocje i polityczne działania, więc powstaje pytanie, jak my sobie w tym roku bez tego poradzimy. Wiele jednak pokazuje, że mimo braku kampanii emocje mamy zapewnione. Jak mówił Karol Nawrocki w swoim pierwszym noworocznym orędziu, w sylwestrową noc spotykają się dwie myśli: o tym, co będzie, i o tym, co było. Hasło "po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy" nie jest zdaniem, jest zadaniem. W mijającym roku swoim wyborem Polacy powiedzieli jasno: nie podoba nam się to, co jest. Prezydent chce stawiać na rozwój, bezpieczeństwo i lepsze życie obywateli. Przypomniał, że w tym roku Polska po raz pierwszy weźmie udział w rozmowach G20, największych gospodarek świata w Miami. Zaznaczył, że jako pierwszy polski prezydent został zaproszony na ten szczyt przez Donalda Trumpa. To orędzie tylko potwierdza obserwacje politologów, że Karol Nawrocki wybija się na lidera opozycji. Ten rok będzie takim przeciąganiem liny pomiędzy rządem a prezydentem. Widzimy ewidentnie, że Karol Nawrocki chce być liderem polskiej prawicy, nawet szerzej niż samego PiS-u, bo nawet Jarosław Kaczyński dzisiaj w mediach prawie że nie istnieje. Ten rok będzie inny od czterech poprzednich - nie będzie żadnych wyborów. Wydawać by się mogło, że to święty spokój. Nic bardziej mylnego. To, co nas czeka w polityce Rafał Chwedoruk porównuje do szachownicy, na której najważniejsze mogą się okazać ruchy mniejszych graczy, zwłaszcza na prawicy. W trójkącie Jarosław Kaczyński, Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun, bo jeśli niewiele się zmieni, to z lekkiej przewagi prawicy w sondażach niewiele dla niej może po kolejnych wyborach wynikać. W samym PiS-ie konflikt będzie eskalować, bo, jak mówią politycy koalicji rządzącej, rośnie przekonanie, że Jarosław Kaczyński nie musi grać pierwszych skrzypiec, także przy układaniu list wyborczych. Jarosław Kaczyński może te listy układać pod dyktando różnych frakcji, maślarzy, margaryniarzy, harcerzy i innych silnych osobowości w PiS-ie. To jest przewrót na miarę kopernikańską. To jest bardzo mocno przesadzone. Wszyscy jesteśmy jednością w PiS i uważamy to za niezwykle ważne, biorąc szczególnie pod uwagę oczekiwania wyborców. Rządzący mają w tym roku skupić się na dowożeniu. Lewica mówi o swoim projekcie finansowania ochrony zdrowia, podobnie Polska 2050. To obszar, w którym jako koalicja powinniśmy wyjść z bardzo konkretnym planem. Marszałek Sejmu ma jeszcze bardziej ambitne plany. Chciałbym zamknąć sprawę związaną z prawami kobiet i z procedowaniem ustaw aborcyjnych. Sukcesy minionego roku wylicza Donald Tusk w życzeniach noworocznych dla Europejczyków. To m.in. bezpieczeństwo wschodniej granicy, skuteczna polityka azylowa, rozbudowa armii, walka z przestępczością, program in vitro, wzrost średniego wynagrodzenia, wzrost PKB i rewolucja energetyczna. Mam wszelkie powody do dumy z Polski. A moje najlepsze noworoczne życzenia dla Europy i Europejczyków brzmią: bądźcie jak Polska - energiczni, odważni i bezpieczni. Na pierwszy rzut oka cele Donalda Tuska i Karola Nawrockiego na ten rok wydają się zbieżne. Rozwój, bezpieczeństwo, niech to będzie wspólny kierunek na nadchodzący rok. Na pierwszy rzut oka widać też jednak, jak różnią się dwie wizje Polski - u Karola Nawrockiego brakuje flag UE. Przeliczanie stażu pracy po nowemu. Nowy rok przynosi duże zmiany dla milionów pracowników, którzy w przeszłości pracowali na umowach zlecenie, jednoosobowych firmach czy za granicą. Od teraz ich praca będzie dla systemu bardziej widoczna, a korzyścią będzie choćby szybszy dłuższy urlop. Przez 4 lata pracowałem na B2B, a teraz od wakacji będę miał umowę o pracę. Wojciech Urych jest trenerem fitness. Po studiach miał jednoosobową firmę. Za kilka miesięcy dostanie umowę o pracę, ale nie startuje od zera. Dotychczasowa działalność zostanie mu zaliczona do stażu pracy. Co pozwoli na dłuższy urlop. Ogromny komfort i ulga, ponieważ dzięki tej zmianie mogę mieć urlopy, mogę mieć L4, zwolnienia, mogę mieć katar i odpocząć w domu, a nie przychodzić do pracy z gilem w nosie. Z nowym rokiem zmienia się sposób naliczania urlopu dla osób, które były zatrudnione na umowę zlecenie, prowadziły jednoosobową działalność gospodarczą czy pracowały za granicą. Wracają, kończą działalność, zatrudniają się na etacie i do tej pory byli traktowani jak początkujący pracownicy, ich staż pracy wynosił zero. Od dziś już nie. Na starcie umowy o pracę jest 20 dni urlopu. Teraz dłuższy urlop dla wielu może być szybszy. Osoby te szybciej będą mogły nabywać prawo do 26 dni urlopu wypoczynkowego w roku kalendarzowym. Bo kiedy osiągamy 10 lat, należy nam się wyższy wymiar urlopu. Szacujemy, że na tych zmianach może skorzystać kilka milionów Polek i Polaków - około 3-4 milionów. Bo w wielu branżach nieetatowa forma zatrudnienia była i wciąż jest popularna. Bardzo wiele osób pracowało choćby na studiach na podstawie umowy cywilnoprawnej, roznosząc ulotki, pracując dorywczo w gastronomii czy na straganie sprzedając. Ta zmiana dotyczy sporej części pracowników i przez wielu jest oczekiwana. Pokazuje sprawiedliwe traktowanie pracowników niezależnie od formy zatrudnienia. Co ważne, nic samo się nie zadzieje. Ruch jest po stronie pracownika. Pracodawca z automatu nie będzie nam wliczał do stażu naszej pracy polegającej na zatrudnieniu niepracowniczym, tylko my musimy to udokumentować. Pracownik będzie musiał wystąpić o to do ZUS. ZUS będzie też w postaci elektronicznej wystawiał nam zaświadczenie o tym, że dane okresy są zarejestrowane w ich systemie i z takim zaświadczeniem będziemy szli do pracodawcy, żeby nam zaliczył te okresy pracy z przeszłości. Na zmianach w umowach stażowych najbardziej skorzystają pracownicy publicznych placówek, urzędów czy samorządów. Tam, gdzie od lat pracy zależą nagrody jubileuszowe czy awanse. To też szansa dla szukających pracy. Dzisiaj bywają takie sytuacje, że są ogłoszenia, w których widnieje, że trzeba mieć 5-letni staż pracy. Więc osoba, która całe życie prowadziła działalność gospodarczą, nie może się ubiegać o to zatrudnienie. Dzisiaj dla tych osób otwiera się furtka. Choć na zarobki ta zmiana raczej nie wpłynie. Trzeba pamiętać, że cały czas mamy do czynienia z rynkiem, który wykazuje deficyt kadr, więc pożądani pracownicy będą z powodzeniem mogli negocjować swoje poziomy wynagrodzeń w istocie niezależnie od formy zatrudnienia. W tym roku będzie aż 14 dni ustawowo wolnych od pracy. Dwa wypadają w sobotę, co oznacza dodatkowe dwa dni wolne w tygodniu. W styczniu i czerwcu święta wypadają w okolicy soboty i niedzieli, co przy wzięciu dodatkowego dnia urlopu pozwala przedłużyć weekend. Bez niej organizm nie jest w stanie ani trawić, ani przyswajać składników odżywczych. Produkuje insulinę, glukagon. Kiedy nie działa, pojawia się cukrzyca i zagrożenie dla życia. Ratunkiem jest przeszczep, ale brakuje materiału. Medycyna pracuje nad metodą produkcji bionicznego organu i sprawy zaszły naprawdę bardzo daleko. Nie pamiętam zdrowego życia, tylko zawsze chorowałam. Taki kornik, który siedzi w środku i niszczy. Maria Pamuła przez 40 lat zmagała się z cukrzycą typu 1. Choroba siała coraz większe spustoszenie w jej organizmie. Takie były spadki i wysokie cukry, że nie czułam już tego i to było niebezpieczne. Mogłam się nie obudzić. Ratunkiem okazał się przeszczep trzustki. Można się pożegnać z cukrzycą na zawsze i być zdrowym. Wiedziałam, że to się musi udać, zrobię wszystko i się udało. Przeszczep trzustki to szansa dla pacjentów z najcięższą postacią cukrzycy typu 1, u których często dochodzi do powikłań. Minęło już 15 lat i 2 miesiące. Małgorzata Rudnik była pierwszą osobą w Polsce, u której wykonano taki zabieg. Wielka radość, ale i stres, co będzie, postawiłam na jedną kartę, albo będę żyła bez cukrzycy, albo nie będę żyła. Zabieg się udał, a pani Małgorzata nadal jest w doskonałej kondycji. Jednak podobnych przeszczepów wykonuje się w Polsce bardzo mało, w ubiegłym roku zaledwie 30. Perspektywy przed transplantologią są bardzo duże, ale to, co pozostaje największym wyzwaniem, to liczba dostępnych narządów do przeszczepienia. Stąd ogromne nadzieje związane z bioniczną trzustką. Taki narząd udało się wyprodukować zespołowi profesora Michała Wszoły. W strzykawkach specjalnych mieszamy różne typy komórek z rożnymi biomateriałami i następnie przy pomocy drukarki 3D nakładamy warstwa po warstwie, budując narząd razem z układem naczyniowym. Bioniczną trzustkę testowano już na zwierzętach, wyniki są obiecujące. Ta trzustka się unaczynia, rozwija się mikrokrążenie, Trwają przygotowania do transplantacji narządu u ludzi. Pierwszy zabieg ma być przeprowadzony w ciągu 2 lat. To nie będzie procedura dla każdego, ale przynajmniej dla części tych osób, które faktycznie potrzebują tego przeszczepu, będzie ona dostępna. To daje nową nadzieję takim osobom jak Aleksandra Korczyńska, która od 20 lat zmaga się z cukrzycą. Niestety pojawiły się u mnie powikłania w postaci choroby oczu, niewydolności i neuropatii. Pani Aleksandra wierzy, że uda jej się zakwalifikować do przeszczepu i w końcu spełni się jej największe marzenie - zadzwoni telefon z informacją, że znalazł się dawca. Jest stres, ale też nadzieja na normalne życie. Kończymy "19.30". Dziękujemy za wspólnie spędzony wieczór i życzymy państwu wszystkiego dobrego w nowym roku. Do zobaczenia.