Polska skuta lodem. Przed nami rekordowo mroźna noc. Nowe przywództwo. Czy wybór Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz to koniec tarć w Polsce 2050? Pomoc bliźniemu. Chrześcijańska solidarność z marznącym Kijowem. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Przed nami najbardziej mroźna noc tej zimy. Dzień także przyniósł fatalne wiadomości. Nie żyje 57-latka, która z dwiema innymi osobami zgubiła się w podwarszawskim lesie w trakcie rodzinnego spaceru. Służby, dla których wraz ze spadkiem temperatury rośnie liczba interwencji, sprawdzają pustostany, piwnice czy altany, w których przed mrozem szukają schronienia osoby w kryzysie. Nasz reporter Igor Sokołowski towarzyszył strażnikom miejskim podczas nocnego patrolu w stolicy w czasie, gdy termometr pokazywał nawet -16 stopni. Jedna osoba nie żyje, a dwie trafiły do szpitala. To tragiczny bilans rodzinnego spaceru po Puszczy Kampinoskiej pod Warszawą. Turyści po zmroku zgubili drogę. 57-letnia kobieta straciła przytomność. 30-latka, jej córka, zadzwoniła na numer alarmowy 112. Policjanci wyposażeni w quady i dron z kamerą termowizyjną odnaleźli kobiety oraz partnera młodszej z nich. Niestety, mimo udzielonej pomocy 57-latka zmarła. Osoby, które ocalały, były pod wpływem alkoholu, natomiast o trzeciej osobie będziemy wiedzieć dopiero po sekcji zwłok. Prokurator bada przyczynę śmierci kobiety, do której najprawdopodobniej przyczyniło się wychłodzenie organizmu. Zabrakło tej rozwagi, emocje na pewno są duże, jak jest ciemno. Ofiarą silnych mrozów stał się także 33-letni mężczyzna w kryzysie bezdomności, którego odnaleziono w tym koczowisku w śródmieściu Łodzi. To 37. osoba, która w ciągu ostatnich 3 miesięcy zmarła z wychłodzenia organizmu. Służby w całym kraju są postawione w stan najwyższej gotowości, by ta tragiczna statystyka nie uległa zmianie. Z naszą kamerą towarzyszyliśmy stołecznym strażnikom miejskim podczas nocnego patrolu. Funkcjonariusze badali koczowiska, w których mogły nocować osoby w kryzysie bezdomności i namawiali do skorzystania z pomocy. - Do noclegowni pan nie chce dzisiaj na noc? - Nie. My śpimy pod kołdrami, tak że nam jest ciepło. Stołeczne służby są doskonale poinformowane, gdzie najczęściej przebywają osoby w kryzysie bezdomności i to właśnie te miejsca są patrolowane jako pierwsze, szczególnie w takie noce jak ta. Dziś w nocy termometry w Warszawie wskazywały nawet 17 stopni poniżej zera. Strażnicy wręczyli koczującym tu osobom koce termiczne. - Nie chcą państwo naprawdę z tych namiotów zrezygnować? - To jest najlepsza miejscówka na mieście. - Nie chcemy. - Jakie macie plany na dzisiejszą noc, jak chcecie ją przetrwać? - Maszynki z gazem, jedzenie i ten kociołek przede wszystkim. Ulice w poszukiwaniu osób potrzebujących pomocy patrolują także policjanci, którzy przeczesują między innymi dworce kolejowe. Samorządy w całym kraju organizują wsparcie dla tych, którzy są najbardziej narażeni na silne mrozy. W centrum Poznania stanęły ocieplane namioty, w których można się schronić i napić gorącej herbaty lub kawy. Dobrze, że jest w ogóle taka inicjatywa miasta Poznania, że pomyśleli o nas. Samorządy muszą też myśleć na bieżąco, jak rozwiązywać takie problemy jak ten. Na warszawskim Żoliborzu doszło do awarii ciepłowniczej, w wyniku której około 10 tysięcy mieszkańców musiało radzić sobie bez ogrzewania. Prace naprawcze wciąż trwają. Służby apelują, by śledzić komunikaty i zachować rozwagę w tych ekstremalnych warunkach. Po falstarcie 12 stycznia i sobotniej dogrywce Polska 2050 wybrała. Nową przewodniczącą ugrupowania została Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Jest długa lista wewnętrznych spraw do rozwiązania na starcie kadencji nowej szefowej i choć Polska 2050 w nazwie ma daleką perspektywę, to pytania o tę najbliższą wydają się kluczowe. Koalicjanci odetchnęli z ulga. Wiemy, kto leci na tym statku, kto leci jako pilot. Wybory w Polsce 2050, choć z 3-tygodniowym poślizgiem, wreszcie dobiegły końca. To nowa twarz partii. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zwyciężyła w drugiej turze wyborów, zdobywając 350 głosów. Jej konkurentka Paulina Hennig-Kloska otrzymała o 41 mniej. Dziękuję za zaufanie ludziom. Poprowadzę nas do przodu z wizją i odwagą. Pisze nowa przewodnicząca i zapewnia o współpracy, także z Pauliną Hennig-Kloską. Ze strony ministry klimatu podobne deklaracje. Mam dużo woli do współpracy, tak, jak obiecałam, nigdzie się nie wybieram, niezależnie od wyniku, ale oczywiście to przewodnicząca ma cały pakiet narzędzi do tego, by partię scalać. A sklejać jest co, bo 4-miesięczny serial wyborczy, który na finiszu miał tempo filmu akcji, odsłonił podziały, także wśród posłów Polski 2050. Jest ich 31, ale dla koalicji rządzącej są jak języczek u wagi, bo bez nich rząd traci większość. Ludzie nam tego nie wybaczą, mam nadzieję, że koledzy z Polski 2050 rozumieją, w jakiej jesteśmy sytuacji. Posłowie Polski 2050 zgodnie zapewniają, że nikt nawet nie myśli o przejściu do opozycji. Zrobię taką tablicę i będę wywieszać stan bezpieczeństwa koalicji. Ale wizja rozłamu w klubie poselskim Polski 2050, który w trakcie wyborów podzielił się niemal na pół, według naszych informacji wciąż jest realna. Dziś jest tu niemal tyle samo zadowolonych, co rozczarowanych. Trochę tak, bo kibicowałam Paulinie Hennig-Klosce, a wszyscy kandydaci, którzy chcieli zmiany, mówili, żeby głosować na Paulinę Hennig-Kloskę. Ale tu nie chodzi tylko o powyborcze emocje, bo te w trakcie kampanii były zdecydowanie wyższe. Szymon Hołownia proponował wprost. Pożegnać się z tymi, którzy szkodzą naszej partii. By z partii wykluczyć Ryszarda Petru, który był w przeciwnym obozie. Aleksandra Leo straciła stanowisko wiceprzewodniczącej partii po tym, jak zarzucono jej próbę puczu. Padły też te słowa dotychczasowego lidera. Jeżeli to będzie partia tylko jednej frakcji, to mnie w tej partii nie będzie. Uważam, że dzisiaj Szymon Hołownia jest zadowolony z wyniku wyborów, więc nie ma perspektywy odejścia z partii, w ostatnich kilku dniach ciężko pracował, żeby pomóc Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz. To wszystko pokazuje stan wewnątrzpartyjnych napięć. To teraz da się to wszystko posklejać? W mojej ocenie to były niepotrzebne słowa i nie powinny padać, być może też pod wpływem emocji były różnice zdań, było czasami za dużo emocji, ale naprawdę dalej razem rozmawiamy, pracujemy. Za to trzymają kciuki koalicjanci, bo im bardziej rozdrobniona, tym trudniejsza do ułożenia koalicja rządząca. Na pewno 3-4 partnerów lepiej niż 5-6, mniejsza liczba frakcji jest lepsza, tym bardziej, że mamy się czym zajmować. Podobnie jak Polska 2050, której sondaże nie dają szans na ponowne wejście do parlamentu. Nasze słupki sondażowe będą się podnosić, jeżeli będziemy łączyć, a nie dzielić czy wykluczać. To zadanie, które wciąż stoi przed Polską 2050. Oglądają państwo "19.30" w niedzielę. Co jeszcze przed nami? Jak zbudować u dzieci wiarę w siebie? Akademia nauczyła mnie doceniać drobne sukcesy i drobne momenty. Rozwijanie talentów dziecka, wzmacnianie jego dobrych stron. Akademia Przyszłości czeka na darczyńców. Funduje indeks i wybiera dziecko, któremu chce pomóc. Ukraina na skraju katastrofy. Rosjanie nie tylko nie wstrzymali ataków, ale wykorzystują sięgający 20 stopni mróz, by uderzać w dosłownie zamarzające miasta. Co najmniej 6 osób ucierpiało po uderzeniu w szpital położniczy w Zaporożu na południowym wschodzie. Mimo jednego z najpoważniejszych kryzysów tej wojny, Ukraińcy się nie poddają, wspierając tych, których sytuacja jest najtrudniejsza. Grube bluzy, rękawiczki i czapki - trening w takich strojach to wyzwanie. Jeśli jest dużo ubrań, trudno jest wykonać salto, bo strój ciągnie cię za sobą. To jak ciężarki na nogach. W sali gimnastycznej jest 12 stopni. Nawet robiąc akrobacje, nie jest łatwo się rozgrzać. Ogrzewanie w hali zależy od prądu. Jeśli jest prąd, mamy ogrzewanie. Brak prądu to brak ogrzewania. Z takim problemem borykają się nie tylko członkowie tego kijowskiego klubu sportowego. Ale tysiące mieszkańców ukraińskiej stolicy. Przeżyliśmy rosyjską ofensywę. Widzieliśmy wszystko, wszystkie ofiary, bombardowania. Mówi Wołodymyr, który wraz z rodziną do Kijowa uciekł z Mariupola. Teraz czeka go kolejna przeprowadzka. Brak prądu, wody, kanalizacji, ogrzewania - nie ma nic. Budynek nie nadaje się do zamieszkania. Taras z tego bloku jeszcze się nie wyprowadził. Razem z niektórymi lokatorami wspólnie próbują naprawić zniszczoną przez mróz kanalizację. To nieczystości. Wszystko, co wyleciało z pękniętych rur. Gdy zimno staje się nie do zniesienia, mieszkańcy ogrzewają się w punktach niezłomności. Widzę, że Ukraińcy są niezłomni. A czemu mamy się łamać? Będziemy to jeszcze długo ciągnąć. W Kijowie jest ponad tysiąc takich miejsc. Wiele takich punktów znajduje się na Trojeszczynie. To jedna z największych i najliczniej zamieszkałych dzielnic w ukraińskiej stolicy. I to właśnie tu problem z dostępem do prądu i ciepła jest największy. Wczoraj w tym punkcie niezłomności było prawie 400 osób. Przychodzą, by się ogrzać, zjeść ciepły posiłek czy napić herbaty. Chętnych jest wielu, bo Ukraina wciąż zmaga się ze skutkami awarii systemu energetycznego, który i tak nieustannie uszkadzany jest przez ataki Rosjan. Od prądu odciętych zostało kilka regionów kraju. Taki komunikat usłyszeli nie tylko mieszkańcy ukraińskiej stolicy, ale też Charkowa. Tylko w Kijowie pozbawionych elektryczności było prawie 3,5 tysiąca domów. Nie było też wody, podobnie jak w kilku innych miastach. Nie ma potwierdzenia ingerencji z zewnątrz ani cyberataku. Istnieją dane wskazujące na to, że oblodzenie linii spowodowane warunkami pogodowymi doprowadziło do automatycznych wyłączeń. Problemy z siecią energetyczną w Ukrainie spowodowało też wyłączenie systemu energetycznego w Mołdawii. W Kijowie bez elektryczności wciąż pozostaje około tysiąca budynków. Przed tygodniem był ważny apel, ta niedziela jest czasem mobilizacji, którą da się zamienić na ciepło dla Kijowa. Po dramatycznej wiadomości od arcybiskupa kijowsko-halickiego o piekielnej nocy na Ukrainie, metropolita krakowski kardynał Grzegorz Ryś natychmiast zaapelował do wiernych o wpłaty. "Pierwszy generator ufunduję osobiście" - deklarował kardynał ubiegłej niedzieli, a dziś jego śladem poszło wiele osób. Zbiórka ma służyć ratowaniu życia. To jest oczywiste. W słowach kardynała Grzegorza Rysia, który zorganizował zbiórkę dla zamarzniętego Kijowa, nie ma ani trochę przesady. W Kijowie to jest walka właściwie o to teraz, żeby przetrwać zimę, która się robi coraz bardziej okrutna. Temperatury są -20 stopni. Nie ma żadnych środków ogrzewania. Trzeba po prostu pomóc. To samo słychać było od krakowskich wiernych. Ja myślę, że to teraz najważniejsze dla nich, bo oni tam po prostu marzną. To nie tylko krakowianie. Cała Polska umie pomóc. Bardzo się cieszę, że kardynał Ryś zbiórkę zainicjował. Ja byłam wolontariuszką na rzecz Ukrainy i uważam, że bardzo dużo ludzi już się wyłączyło, żyją w dobrobycie i nie pamiętają, że przy takiej pogodzie jak dziś, gdzie jest -11, ktoś inny może marznąć. Pierwsza pomoc z archidiecezji krakowskiej dotarła do Kijowa dwa dni temu. Kiedy w ubiegłą niedzielę kardynał Ryś zaapelował, by nie być obojętnym, na konto krakowskiej Caritas natychmiast popłynęły pieniądze. Do wczoraj prawie milion 300 tys. złotych i kilkaset euro. Z tego kupiono 182 agregaty, ponad 930 nagrzewnic elektrycznych i 12 ton żywności, za co podziękował zwierzchnik ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego. Ta solidarność jest światłem naszej nadziei. Polska i Ukraina razem walczą o nasze zwycięstwo. To na prośbę ukraińskiego arcybiskupa polski kardynał zorganizował pomoc. Arcybiskup Szewczuk, jak odczytał ten mój list w kościele w Kijowie, to powiedział, że ludzie płakali. Płakali nie dlatego, że mogą dostać nagrzewnicę, tylko płakali z tego przekonania, że są ludzie, którzy jeszcze się nimi przejmują. Kardynał chce, by pomoc z dzisiejszej zbiórki ruszyła już w tym tygodniu. Ofiarę na rzecz Ukrainy zbierano też w łódzkich kościołach. Trzeba wspomagać ludzi biednych w taką zimę, jak teraz jest. Bardzo dobra inicjatywa kardynała Rysia. W ogóle kardynał Ryś jest jedną z niewielu osób w episkopacie, która daje nadzieję na przyszłość Kościoła. W związku z trudną sytuacją mieszkańców Ukrainy za tydzień zbiórka w kościołach archidiecezji gnieźnieńskiej i warszawskiej. Jeśli drugi człowiek cierpi, potrzebuje pomocy w tak drastycznej sytuacji i my możemy pomóc, to po prostu pomagajmy. Generatory prądu i nagrzewnice przekazał też rząd, ale przede wszystkim, na przekór podsycanym antyukraińskim nastrojom, z pomocą ruszyli Polacy. W ramach akcji "Ciepło z Polski dla Kijowa" zebrano 9 mln złotych. Pierwsze agregaty trafiły już do Kijowa. Przywróciliśmy ludziom wiarę, pokazaliśmy, że polsko-ukraińska solidarność istnieje, że nic się z nią nie stało, że los Ukraińców nie jest obojętny. A pomoc ma różne twarze. Tysiąc litrów żurku w ramach akcji "Ciepła zupa dla Kijowa" ugotowała krakowska restauracja przy wsparciu mieszkańców i miasta. Dawajmy przykład dzieciom, dawajmy przykład innym, wspierajmy się. Po prostu nie przechodźmy obojętnie, jak nie musimy. Bardzo dziękuję wszystkim Polakom za każda złotówkę, za każdy kilogram kiełbasy, który właśnie w tych żurkach się gotuje. Cztery wozy z zupą ruszyły dziś do Kijowa. To nagranie specjalnie dla widzów "19.30". Polski żurek będzie rozdawany w 20 miejscach w Kijowie. Ja nie mam rodziny w Kijowie. Moj brat młodszy na froncie. Jak mówi, w akcji nie chodzi o zupę. Chodzi o solidarność i ciepło, które ogrzeje Ukraińców w najciemniejszych chwilach. Dziennikarze analizują miliony stron kolejnej partii odtajnionych dokumentów spraw dotyczących Jeffreya Epsteina. Przybywa przerażających historii i głośnych nazwisk osób, z którymi finansista wymieniał korespondencję - wśród przykładów Bill Gates czy Elon Musk. Jest także polski wątek - maile wymieniane z Wojciechem Fibakiem. Sam zainteresowany mówi o kontakcie dotyczącym "działalności kolekcjonerskiej". Ponad 3 mln dokumentów, 2000 nagrań wideo, 100 tysięcy zdjęć - to ujawnione przez Departament Sprawiedliwości akta sprawy Epsteina. W nich dobrze znane twarze i nazwiska - znajomości i przyjaźnie VIPów z przestępcą pedofilem. Wszyscy wiedzieli, kim jest Epstein, to była tajemnica poliszynela. Roman Imielski zwraca uwagę, jak szeroki był krąg przyjaciół Epsteina. Tam dochodziło do takiego powstania nieformalnego światowego klubu, który stworzył Epstein, który właśnie polegał na tym, że bardzo znanym osobistościom załatwiano dziewczyny. Czasami nieletnie. Publikacja akt następuje z opóźnieniem, w chaosie, bez opracowania - zdaniem ekspertów celowo dziennikarze mają w tym utonąć, bo anonimowe donosy, często nieprawdziwe, plotki, domysły mieszają się z prawdziwą korespondencją. Mamy taki misz-masz tego, co się wokół Epsteina działo, więc trudno jest bardzo przeanalizować, zweryfikować i zrobić listę osób, które można postawić w stan oskarżenia i wydaje mi się, że to jest chyba największy problem, że nie ma też woli politycznej, żeby to się zadziało. Polski w dokumentach mało. Wypłynęła krótka korespondencja z Epsteinem Wojciecha Fibaka. Byliśmy sąsiadami w Nowym Jorku przez ponad 20 lat. Widywaliśmy się w restauracjach, na wernisażach, mieliśmy wielu wspólnych znajomych. Tak tłumaczy były polski tenisista. Inny polski watek to próba werbowania przez Epsteina polskich modelek. To promil - większość dokumentów dotyczy spotkań amerykańskich polityków i przedstawicieli show biznesu u Epsteina. Głównie na jego własnej karaibskiej wyspie, gdzie stworzył system werbowania młodych dziewcząt. Ale i w nowojorskiej willi. Na zdjęciach m.in. Woody Allen czy Mick Jagger. Są także ci, którzy nie przyznawali się do zażyłych relacji z Epsteinem, jak Elon Musk, który pyta w mailu: "kiedy będzie najbardziej szalona impreza na wyspie?". Umoczeni są także demokraci, chociażby Bill Clinton, czy ich sympatycy, jak Bill Gates. Tak naprawdę cała klasa amerykańska ma się czego obawiać i zapewne i demokraci, i republikanie, ale też przedsiębiorcy i celebryci przeglądają te materiały, szukając, czy ich nazwisko tam się pojawia i czy będą się musieli niedługo tłumaczyć z tej znajomości. Nazwisko Trumpa pada ponad 3000 razy, z zeznań jednej z kobiet wynika, że miał ją zgwałcić, gdy miała 13 lat. Prezydent USA twierdzi, że to zmowa krytycznego wobec niego dziennikarza Michaela Wolffa z Epsteinem. Sam tego nie widziałem, ale kilka bardzo ważnych osób powiedziało mi to. Więc to nie tylko mnie rozgrzesza, ale jest wręcz przeciwnie, niż ludzie mieli nadzieję: wiecie, radykalna lewica. Poza USA najwięcej zainteresowania budzi to zdjęcie. Na nim były już książę Andrzej, brat obecnego króla Karola, pochyla się nad kobietą leżącą na podłodze w domu Epsteina. W mailach Epstein oferuje mu poznanie atrakcyjnej Rosjanki. Na rosyjskie powiazania zwraca uwagę Daily Mail. Brytyjska gazeta pisze, że seksualne imperium Epsteina było pułapką KGB, a finansista miał działać na rzecz Moskwy i Putina. Wielu dokumentów nie ujawniono ze względu na wrażliwe dane ofiar, ale z samej wypowiedzi prokuratora wyłania się przygnebiający obraz. Nie uwzględniono wszystkiego, co przedstawia wykorzystywanie seksualne dzieci, zawiera obrazy śmierci, przemocy fizycznej lub obrażeń. Epstein zginął w tej celi. W takich warunkach spędził ostatni miesiąc swojego życia, zanim popełnił samobójstwo w sierpniu 2010 roku. Czym jest wiara w siebie? To ważne pytanie, a każdy z nas może pomóc na nie odpowiedzieć najmłodszym, którzy tę wiarę muszą w sobie zbudować. Jeszcze przez niespełna dwa tygodnie można wesprzeć dzieci w ramach Akademii Przyszłości. Na darczyńców czekają setki osób. Na start dostaną symboliczny Indeks Sukcesów i to może być otwarcie całkiem nowego rozdziału. Jak działa Akademia? Hejt, ciągła krytyka czy porównywanie się z innymi to gnębiło i dalej gnębi dzieci. Zdaniem rodziców tylko 8% z nich jest bardzo pewnych siebie. Miałam wtedy 10 lat, czułam, że jestem niedostrzeżonym dzieckiem. Ania w Akademii Przyszłości spędziła 3 lata i przez ten czas zapełniała swój indeks sukcesów. Akademia nauczyła mnie doceniać te drobne sukcesy i drobne momenty. Bo tu każdy sukces ma znaczenie. Zaśpiewanie piosenki na konkursie czy przetłumaczenie opowiadania na lekcji to małe wielkie rzeczy budujące dziecięcą siłę. Pomaga w tym Akademia Przyszłości, czyli ogólnopolski program społeczny, który co roku pomaga około 2000 dzieci odzyskać wiarę w siebie. Pani Monika, moja wolontariuszka, była kimś takim, kto nie pozwolił, żeby ktoś podciął mi skrzydła. Wolontariusze Akademii Przyszłości raz w tygodniu indywidualnie spotykają się z dziećmi i dają im całą swoją uwagę. Odkrywają przyczyny braku wiary w siebie dziecka, pomagają z nauką i inspirują do realizacji marzeń. To są najczęściej wszelkiego rodzaju zajęcia, gry, zabawy, wszystko to, co pozwoli dziecku się otworzyć, to niejednokrotnie jest po prostu rozmowa. Oprócz dziecka i wolontariusza jest jeszcze jedna postać - darczyńca, który może na stronie akademii wybrać dziecko, któremu chce pomóc. Dziś jeszcze ponad 400 podopiecznych czeka na wsparcie. To jest ostatni moment, w którym można dołączyć do grona darczyńców. Do 13 lutego można wchodzić na stronę www.akademiaprzyszłości.org.pl i wybrać dziecko, dla którego ufunduje się indeks. Bo zaangażowanie wolontariusza i jego uwaga mają realny wpływ na dziecko i jego przyszłość. Mogą być tym ziarnkiem piasku, który zapoczątkuje całą lawinę zmian. Czasem niewiele potrzeba, żeby komuś pomóc. Właśnie się rozpoczął i potrwa aż do Środy Popielcowej. Karnawał po włosku ma wielowiekową tradycję i całą gamę barw. To wydarzenie doskonale znane w całej Europie, a w tym roku świat przy okazji zimowych igrzysk olimpijskich przyjrzy mu się naprawdę z bliska. Podniebne akrobacje, XIX-wieczny przepych i tysiące nieznajomych ukrytych za blaskiem masek. Wenecki Plac św. Marka zamienił się w wielką salę balową. Tak rozpoczął się największy uliczny karnawał w Europie. Dla mnie karnawał to niemalże rekonstrukcja historyczna. To sposób na przypomnienie sobie naszej historii. Obowiązkowym przystankiem jest parada wodna na Kanale Grande. To ważne wydarzenie, tradycja, nigdy jej nie przegapiamy, dla Wenecjan znaczy wszystko. Setki łodzi prowadzonych przez zamaskowanych wioślarzy i szczurzyca Pantegana - jej wybuch to oficjalny początek zabawy. W tym roku pod hasłem "Olympus u źródeł gry". Powinniśmy być dumni, że igrzyska olimpijskie odbywają się w tym roku we Włoszech, mamy wiele do zaoferowania. Na ulicach stylizacje z różnych epok, często własnego autorstwa, w maskach chodzą nawet turyści. Uszyliśmy własne stroje w tydzień, grzebaliśmy w starych rzeczach i udało się. Karnawał to ucieczka od codziennych schematów, sposób na wydobycie sztuki. Tak miasto będzie wyglądać przez niemal trzy tygodnie. Kończymy "19.30". Dziękuję państwu za uwagę. Za chwilę w "Pytaniu Dnia" gościem Aleksandry Pawlickiej będzie Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocnik rządu ds. Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy. Ciekawego wieczoru, do zobaczenia.