Uszczelnienie granicy. Rząd przywraca czasowe kontrole. Decyzja marszałka. Hołownia odbierze przysięgę od Nawrockiego. Kosmiczna lekcja. Nasz astronauta poprowadził ją ze stacji kosmicznej. "19:30", Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Na razie na 30 dni - na granicach z Niemcami i Litwą będą kontrole. Aktualna sytuacja migracyjna według MSWiA uzasadnia takie posunięcie. Im bardziej państwo polskie odzyskuje kontrole na granicach, tym mocniej atakowane jest przez PiS, Konfederację i ich bojówki - pisze Donald Tusk, odnosząc się do tak zwanych "patroli obywatelskich", które od kilku dni są na granicy z Niemcami. W żaden sposób nie czuję się tutaj zagrożony. Zawsze czułam się tutaj bezpiecznie. To mieszkańcy przygranicznych miejscowości... Nic nie widać tutaj, żeby coś się działo. ...a to politycy PiS i znana już narracja. Polska nie jest już krajem bezpiecznym dla kobiet. Państwo abdykowało, państwo wręcz pomaga w tym przerzucie. Tak opozycja komentuje jej zdaniem zbyt późną decyzję rządu o wprowadzeniu kontroli na granicy. Ja będę gotowy zamknąć granice. Co zapowiadał jeszcze w maju premier. Decyzja została podjęta ze względu na to, że szlak migracyjny z granicy polsko-białoruskiej zmienił się na szlak przez Litwę i Łotwę. Takie kontrole na granicy są od dwóch lat po stronie niemieckiej. Od poniedziałku na 30 dni rząd wprowadza wyrywkowe kontrole na granicach z Niemcami i Litwą. Musimy kontrolować kogo wpuszczamy. Nie może być bezprawia. Ciężko nam będzie przejeżdżać granicę, ale to dobry system. Opozycji to nie wystarcza i składa w Sejmie projekt ustawy o czasowym zakazie wjazdu obywateli państw spoza Europy. Jakie to państwa? Otóż takie to państwa z których najwięcej "inżynierów" pochodzi, tych którzy są przerzucani przez zachodnią granicę z terytorium Niemiec. Ten pomysł ma swoją nazwę. To się nazywa rasizm. - odpowiadają rządzący i przywołują konkretne dane o tym, jak wyglądała polityka migracyjna autorstwa Prawa i Sprawiedliwości. W 2023 roku, kiedy rządziła Zjednoczona Prawica, zapora na wschodniej granicy była skuteczna w zaledwie 30%. W 2022 roku wykonano prawie 4000 deportacji. Dla porównania w ubiegłym roku ponad 8000. To wzrost o 124%. Te dane chciałbym, żeby wybrzmiały. Bo one pokazują obłudę tych, którzy dzisiaj sieją zamęt i niepokój. Stop z chaosem! PiS wielokrotnie mówi, że zachodni sąsiedzi odsyłają nam nielegalnych cudzoziemców. Tylko że to za ich rządów takich przypadków było więcej. Im bardziej państwo polskie odzyskuje kontrolę na granicach, To nawiązanie do takich zachowań. Macie honor? Ile macie honoru w sobie? Robert Bąkiewicz do niedawna nosił na sztandarze hasło "murem za polskim mundurem". Jak widać to się zmieniło, bo razem z PiS - oczernia w sieci funkcjonariuszy. Przeszkadzają nam w wypełnianiu obowiązków służbowych i nie powinno do takich sytuacji dochodzić. Ruch obrony granic stworzony przez Roberta Bąkiewicza obserwuje przejścia graniczne i zatrzymuje osoby wyglądające ich zdaniem na nielegalnych imigrantów. Ci ludzie nie maja prawa nikogo kontrolować, nikogo zatrzymywać. Osoby cywilne nie mają żadnych uprawnień aby kontrolować inne osoby. Uprawnienia co do przeglądania bagażu, kontrolowania pojazdów czy sprawdzania dokumentów mają jedynie do tego określone służby. Choć jeśli nie zatrzymują, to fotografują i rozpowszechniają hejt w internecie. Przykład? Politycy PIS upublicznili zdjęcie sugerujące, że nielegalni imigranci są w mieście. Okazało się, że to członkowie zespołu z Senegalu, którzy przyjechali na międzynarodowy festiwal tańca. Zdjęcie usunięto. Przykra sytuacja, bo zawsze uważaliśmy, że polskim zwyczajem jest gość w dom, bóg w dom. Dla nas zespół, obojętnie skąd przyjedzie, jest naszym gościem, trzeba go szanować. To dla mnie nauczka na przyszłość - powiedziała w rozmowie Gazetą Lubuską Elżbieta Rafalska, europosłanka PiS-u, która zdjęcie upubliczniła. Niech ten przykład będzie nauczką dla wszystkich polityków. Niezależnie od partyjnych barw. Nowy prezydent będzie zaprzysiężony 6 sierpnia podczas Zgromadzenia Narodowego. Ogłosił to dziś marszałek sejmu Szymon Hołownia. Według marszałka kluczowe znaczenie w sprawie ważności wyboru Karola Nawrockiego ma dokument wydany przez Państwową Komisję Wyborczą, a nie status kwestionowanej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. To tu w Sejmie, a dokładnie w tym miejscu, 6 sierpnia marszałek Sejmu odbierze przysięgę od Karola Nawrockiego, o czym Szymon Hołownia poinformował w internecie niecałą godzinę po tym, gdy w budynku Sądu Najwyższego zakończyło się posiedzenie Izby Kontroli. Izba Kontroli to jedno, ale wybory prezydenckie korzystają z domniemania ich ważności. Mówił dziś Hołownia. Ale - jak słyszymy od polityków obozu władzy - zaprzysiężenie Nawrockiego otwiera kolejną polityczno-prawną dyskusję. Jego prezydentura będzie realizowana w cieniu niedokończonej procedury, która ma na celu stwierdzenie ważności wyborów. Powód? Izba Kontroli, która orzekała o ważności wyborów, jest nieuznawana przez europejskie trybunały, bo zasiadają w niej tak zwani neosędziowie, czyli osoby wskazane przez upolitycznioną za czasów PiS-u Krajową Radę Sądownictwa. Ta izba nie powinna występować nie tylko w sprawie dotyczącej wyborów, ale w ogóle sprawować i być traktowaną jako organ wymiaru sprawiedliwości. Tych dwóch neosędziów zgłosiło zdania odrębne do uchwały Izby Kontroli. Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości jest w pełni uzasadnione. Ale politycy PiS-u mają inne zdanie. To są informacje nieprawdziwe. Jak nieprawdziwe? To jest zapisane w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości UE i ETPCZ. To jest fake news. Różnica między sądem a Izbą Kontroli jest taka jak - proszę wybaczyć, może to niezbyt adekwatne porównanie w wakacyjne popołudnie - jak między czekoladą a wyrobem czekoladopodobnym. One smakują podobnie, ale to jednak nie to samo. Do tego w Izbie Kontroli zasiadają osoby, które są wprost powiązane z PiS-em. Przewodniczący Izby - jak podaje Newsweek - jest znajomym polityka Przemysława Czarnka. Siedząca obok Joanna Lemańska przez media opisywana jest jako koleżanka Andrzeja Dudy ze studiów. A Aleksander Stępkowski był wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie PiS. PiS powołało sobie nie-sąd po to, żeby zabezpieczyć się na przyszłość, podejrzewając, że przegrają wybory, żeby ta izba stała zawsze po ich stronie. Zastrzeżenie wobec Izby Kontroli ma też prokurator generalny. W mediach mówi o "potężnych wątpliwościach" i zapowiada, że skieruje list do Szymona Hołowni, w którym wykaże wszystkie nieprawidłowości proceduralne podczas posiedzenia Izby Kontroli. Co marszałek Hołownia z tym zrobi, to już będzie decyzja pana marszałka. Wszyscy oglądali się, mówiąc, że na końcu zdecyduje marszałek Hołownia, więc marszałek Hołownia decyduje. W tle debaty o zaprzysiężeniu działania prokuratury. Adam Bodnar powołał specjalny zespół. Śledczy mają skontrolować wyniki w prawie 300 komisjach wyborczych, gdzie są podejrzenia nieprawidłowości. Ten członek Państwowej Komisji Wyborczej retorycznie pyta marszałka Sejmu. A co będzie, jak w tych 296 komisjach okaże się, że ten wynik, który tam jest, zresztą na korzyść jednego czy drugiego, jest daleko odbiegający, dużo wyższy niż różnica głosów między nimi? Adam Bodnar zapowiedział, że głosy w wybranych komisjach zostaną ponownie przeliczone jeszcze przed zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego. Poszukiwanie Tadeusza Dudy, który miał zabić swoją córkę, zięcia i ciężko ranić teściową, zakończone. Funkcjonariusze odnaleźli ciało 57-latka. Mężczyzna najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. Mieszkańcy Starej Wsi mogą czuć się bezpiecznie, ogłasza policja. Jednak koniec obławy nie oznacza końca śledztwa w tej sprawie. Jak się ma już lufę koło głowy, to był ułamek sekundy. I ja już bym nie żył. To Feliks Talarczyk, teść Tadeusza Dudy, miał być pierwszą ofiarą 57-latka, który zabił swoją córkę i zięcia. Mężczyzna postrzelił również swoją teściową. Kobiecie udało się przeżyć, w stanie ciężkim trafiła do szpitala. Dzisiaj taka wiadomość przyszła od lekarzy z Krakowa, że prawdopodobnie otworzyła oczy i taka zdziwiona: "Co się stało?". Wczoraj wieczorem służby ogłosiły koniec trwającej pięć dni obławy na Tadeusza Dudę. Jego ciało z raną postrzałową głowy znaleziono w przydrożnym lesie, niedaleko miejscowości, w której doszło do tragedii. Mężczyzna najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. Ogłaszamy wszystkim, że mieszkańcy Starej Wsi w powiecie limanowskim mogą czuć się bezpiecznie. Te poszukiwania były w ostatnich dniach priorytetem polskiej policji. Tylko wczoraj w akcję zaangażowanych było ponad 800 policjantów korzystających z najnowocześniejszego sprzętu, m.in. kamer termowizyjnych i dronów Bayraktar. Operacja, jakiej w historii polskiej kryminalistyki, przynajmniej w okresie powojennym, nie było. Bo domniemany morderca zajmował się kłusownictwem i doskonale znał lasy wokół Starej Wsi. Mieszkańcy tej na co dzień spokojnej miejscowości chcą jak najszybciej zapomnieć o całej sprawie. Wszystko do normy wraca, tak jak było przedtem. Tylko że tragedii nie da się już odwrócić. Tadeusz Duda od kilkunastu lat znęcał się nad rodziną. Efektem był dozór policyjny i zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi, wielokrotnie łamany. W przeddzień tragedii zapoznał się z aktami sprawy, w której przeciwko niemu zeznawała jego córka. W piątkowy poranek, uzbrojony w nielegalną strzelbę, zaatakował najpierw swoich teściów, a potem córkę i zięcia. Ile ja się napłakałem... Ta wnuczka jaka była dla mnie dobra... Dziś odbyła się sekcja zwłok Tadeusza Dudy, protokół trafi do prokuratury, która prowadzi w tej sprawie dwa śledztwa. Jedno dotyczące jego śmierci, a drugie czynów, które popełnił. Skąd posiadał broń oraz amunicję, a także czy w czasie jego ukrywania się w masywie leśnym inne osoby pomagały mu w ukryciu. Niezależnie od tego, jaki finał będzie miało śledztwo prokuratury, trauma pozostanie na zawsze z mieszkańcami wsi, a przede wszystkim z rodziną ofiar i napastnika. Rada Polityki Pieniężnej obniżyła dziś stopy procentowe. Referencyjna stopa procentowa została obniżona o 25 punktów bazowych i wyniesie 5%. Ta decyzja będzie oznaczać niższe raty kredytów. Jak poinformował bank centralny, decyzja ma związek z prognozami dotyczącymi obniżenia inflacji. Ta w maju wyniosła 4%, a jej wstępny odczyt za czerwiec pokazał zaledwie niewielki jej wzrost: o 0,10%. To jest "19.30" w środę 2 lipca. Za chwilę o rekordowych upałach, a potem jeszcze: Aligatorowe Alcatraz. Wiecie, węże są szybkie, ale aligatory... Złe jest więzienie ludzi bez zapewnienia im należytego procesu. Lekcja nie z tej ziemi. Jakie zjawisko najbardziej zaskoczyło pana? Poruszanie się. Jak tutaj widzicie, możemy pracować w każdej orientacji. Tak gorąco w Polsce jeszcze w tym roku nie było. Początek lipca przynosi rekordowe upały, a termometry wskazują grubo ponad 30 stopni. Kopuła ciepła, która nad znaczną częścią Europy utrzymuje się od kilku dni, przynosząc zagrożenie pożarami, susze i niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia, dotarła do Polski. A razem z nią także i u nas obowiązują ostrzeżenia i alerty. Lato już od kilku lat wygląda w Polsce podobnie. W mieście trudno wytrzymać, trzeba chować się w cieniu i mieć przy sobie zapas wody do picia. Tego Polacy już zdążyli się nauczyć. Staram się siedzieć w domu i dużo pić. Zasłaniać trzeba głowę, dużo pić wody i chronić się od silnego słońca. Kto może, ucieka do parku i nad wodę, gdzie wysokie temperatury tak bardzo nie doskwierają i można schować się w bezpiecznym cieniu. Bo w całym kraju obowiązują ostrzeżenia I i II stopnia, maksymalna temperatura może osiągać nawet 37 stopni. W Kielcach w teren ruszyli streetworkerzy, którzy pomagają osobom w kryzysie bezdomności. Skutki mogą być tragiczne, bo jeśli ktoś będzie pod wpływem alkoholu i będzie leżał w słońcu przy temperaturze powyżej 30 stopni, jest możliwość bardzo duża dostania udaru. W lasach z góry pięknie i zielono, ale ściółka sucha na pieprz. Zagrożenie pożarami w większości kraju duże, a w niektórych nadleśnictwach bardzo duże, co oznacza wzmożoną czujność w terenie. Dobrze, dziękuję, niech pan to obserwuje. I w takich punktach alarmowo-dyspozycyjnych, gdzie na każdy sygnał o pożarze reaguje się natychmiast. Praca polega przede wszystkim na ciągłej obserwacji terenów wokół i namierzaniu potencjalnych dymów. Tym bardziej że obecny rok pod względem pożarów w liczbach wygląda gorzej niż poprzedni. Do tej pory gaszono blisko 300 pożarów więcej niż w tym samym okresie rok temu, Spłonęło też o 20% więcej obszaru lasów. Przed nami ten najtrudniejszy okres, okres wakacji, kiedy jest najbardziej sucho, najbardziej gorąco i kiedy jest najwięcej ludzi w lasach. W taką pogodę lepiej odpuścić aktywność na powietrzu. W świecie sportu klimat zresztą też wymusza zmiany. Naukowcy z Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu i Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej właśnie zaczęli badanie mikroklimatu wrocławskiego stadionu, czyli przestrzeni częściowo zamkniętej, gdzie upał odczuwalny jest jeszcze bardziej. Klubowe mistrzostwa w upale, Regions Cup w upale. Ich badania mogą wpłynąć np. na planowanie godzin treningów czy rozgrywek sportowych. Jest to tak pilny problem, który sygnalizują nie tylko naukowcy, ale także trenerzy, piłkarze, czasami kibice, więc ja myślę, że to musi się kiedyś stać. Upały nie odpuszczą w nadchodzący weekend. Zmiana w pogodzie dopiero od przyszłego tygodnia. Od wtorku niestety te temperatury spadną radykalnie w dół, bo na termometrach zobaczymy jedynie 20, 23 stopnie. Interesy Ameryki na pierwszym miejscu. A efekt? Dostawy części pocisków do systemu obrony powietrznej Ukrainy przekazywane w ramach pomocy wstrzymane w celu ochrony własnych zapasów USA. Według Ukrainy opóźnienia dostaw zachęcą Rosję do dalszych agresywnych działań. O tym, że jest to zła decyzja także dla Polski, mówi szef naszego resortu obrony. Fabryka amunicji w amerykańskim Scranton. Miesięcznie produkuje nawet 36 tysięcy takich pocisków - kaliber 155 mm. Trafiają głównie tu - na ukraiński front. Kijów dziennie wystrzeliwuje ich nawet dwa tysiące, broniąc się przed Rosją. Jesteśmy pewni, że wróg nie zamierza się zatrzymać. A lato to najlepszy czas dla Rosjan na przeprowadzenie ofensywy. Ale takiej amunicji Ukraina już od USA nie otrzyma. Podobnie jak kilkudziesięciu rakiet przechwytujących Patriot, ponad stu pocisków przeciwpancernych Hellfire i kilkuset do systemów HIMARS. Kijów nie dostanie też pocisków ziemia-powietrze Stinger, rakiet AIM-7 używanych w systemach obrony powietrznej czy granatników. Taką decyzję miał podjąć szef Pentagonu Pete Hegseth po przeglądzie topniejących zapasów amunicji w amerykańskich arsenałach. A doniósł o niej portal Politico. Biały Dom w uzasadnieniu mówi o stawianiu interesów Ameryki na pierwszym miejscu. Ta decyzja została podjęta, aby postawić interesy Ameryki na pierwszym miejscu po przeglądzie Pentagonu wsparcia wojskowego i pomocy udzielanej przez nasz kraj innym krajom na całym świecie. Ukraina w ostatnich tygodniach zmaga się z najcięższymi od początku wojny rosyjskimi atakami rakiet i dronów, głównie na cele cywile. To skutki nocnego ataku na szpital w Chersoniu. Dla Kijowa oznacza to przede wszystkim zwiększenie zagrożenia dla zaplecza, dla bombardowanych miast, które są celem Rosjan. W mniejszym stopniu oznacza zwiększenie niektórych problemów na linii frontu. Amunicja napływała dotąd do Ukrainy w ramach pakietów zatwierdzonych jeszcze przez prezydenta Joe Bidena. To są dostawy zarówno z sił zbrojnych amerykańskich, jak i od producentów. Ale część tych dostaw została przemieszczona do Europy i czeka na ostatni ruch. Ich transport na Ukrainę został wstrzymany. Ukraina od dawna zabiega u administracji Trumpa o zakup dodatkowych systemów Patriot i rakiet. Na szczycie NATO w Hadze prezydent USA w odpowiedzi na pytanie ukraińskiej dziennikarki nie wykluczał takiej możliwości. Zobaczymy, czy uda nam się je udostępnić. Bardzo trudno je zdobyć. My też ich potrzebujemy. Dostarczaliśmy je do Izraela. Są bardzo skuteczne, w stu procentach. W sprawie dostaw amerykańskiego uzbrojenia nad Dniepr do ukraińskiego MSZ został wezwany dziś charge d'affaires ambasady USA w Kijowie. Metalowe klatki ustawione na pasie startowym nieczynnego lotniska. Umiejscowione wśród mokradeł Florydy zamieszkałych przez aligatory i pytony. Według prezydenta USA, który odwiedził to miejsce, aligatorowe Alcatraz, gdzie mają przebywać nielegalni imigranci przed deportacją, to genialna inicjatywa i wzór do naśladowania. Czy rzeczywiście? Donald Trump w Kongresie musi walczyć o wsparcie dla swojej ustawy budżetowej. I zawsze kiedy ma problemy z własnym zapleczem politycznym, wraca do retoryki antyimigracyjnej, która zapewniła mu zwycięstwo wyborcze. Prezydent odwiedził nowy symbol odstraszania imigrantów, jakim stać się ma "aligatorowe Alcatraz", czyli ośrodek, a właściwie więzienie, dla przebywających nielegalnie w USA imigrantów. Ma pomieścić 3 tysiące osób, dla których stanie się poczekalnią przed deportacją. Trump radzi nieudokumentowanym migrantom jak najszybciej zgłosić się do służb, otrzymać 1000 dolarów i darmowy bilet do domu, zanim trafią do aligatorowego Alcatraz, które zlokalizowane jest na Florydzie na terenie opuszczonego lotniska wśród mokradeł zamieszkanych przez aligatory i pytony. Wiecie, węże są szybkie, ale aligatory... Nauczymy ich, jak uciekać przed aligatorem, jeśli uciekną z więzienia. Pokażemy im, jak to robić. Nie biegnij w linii prostej. Biegnij w ten sposób. I wiesz co? Twoje szanse wzrosną o 1%. To nie jest dobra rzecz. Jedyną bezpieczną drogą wyjścia ma być tylko deportacja. Prezydent zaczął grozić deportacjami swoim przeciwnikom. A nawet niedawnym sprzymierzeńcom i darczyńcom, jak Elonowi Muskowi, który protestuje przeciwko projektowi ustawy budżetowej Białego Domu, grożąc nawet założeniem nowej partii politycznej. Musk urodził się w Republice Południowej Afryki, 33-letni Zohran Mamdani wyrasta na gwiazdę amerykańskiej polityki. Urodził się w Ugandzie w rodzinie o indyjskich korzeniach. W wieku 7 lat wyemigrowali do Ameryki. Mamdani jest muzułmaninem. Obywatelstwo USA otrzymał dopiero 7 lat temu. Jest jednak grupa nieudokumentowanych imigrantów, która, jak oświadczył prezydent, nie musi obawiać się deportacji. To pracujący na roli cudzoziemcy. Bez nich amerykańskie farmy zbankrutują, a farmerzy poparli w wyborach Donalda Trumpa. Na tę wiadomość czekały tysiące osób, które chorują na łysienie plackowate. Terapia biologiczna, która według lekarzy jest skuteczna, ma być refundowana już od początku tego miesiąca. Lek jest dostępny od 12. roku życia, co ma ogromne znaczenie, bo u ponad połowy pacjentów choroba zaczyna się już w dzieciństwie. To był jak grom z jasnego nieba. Córka Katarzyny pół roku temu zaczęła tracić włosy. Dla 12-letniej dziewczynki, ale i dla każdego pacjenta, to nie tylko sprawa wyglądu, ale też duże obciążenie psychiczne. To jest poczucie własnej wartości, udział w aktywnościach, jak basen czy nocowanie u koleżanki. Wszystko, co jest normalne dla dziecka w takim wieku, staje się trudne. Łysienie plackowate dotyczy nawet 2% populacji. Może się zacząć w każdym wieku, ale ponad połowa pacjentów to bardzo młodzi ludzie. Polega na częściowym lub znacznym ubytku włosów. Jeżeli ktoś ma dużą utratę włosów, to poza perukami nie ma możliwości maskowania tego typu zmian. Wiadomo, jak czuje się dziecko, które ma perukę, która może się zsunąć albo ktoś dla żartu mu ją zsunie. Tu nie miałam i tu też. 15-letnia Olga miała duże ubytki włosów od 8. roku życia. Musiała sobie układać włosy tak, żeby nie było widać choroby. Przez sześć lat próbowaliśmy różnych metod miejscowych i efekt był chwilowy albo niewielki. 1,5 roku temu Olga dostała terapię biologiczną w ramach badania klinicznego. Po dwóch miesiącach zaczął się odrost włosów, po kilku miesiącach nie ma śladu ubytków. Efekt jest rewelacyjny. Kiedyś bałam się, jak wiatr zawiał, tyle czasu musiałam stracić, żeby poprawić fryzurę, a teraz jest wszystko cudownie. Program lekowy, z którego korzystała Olga, będzie teraz dostępny dla wszystkich pacjentów w wybranych ośrodkach w Polsce. Jest to pierwsza tego typu terapia celowana, bardzo duże oczekiwanie przez lata w zakresie pojawienia się takiej terapii i myślę, że bardzo sprawnie nam to poszło. Jest to lek, który możemy włączać dzieciom od 12. roku życia, oczywiście musi być to ciężkie łysienie, ale jest to lek bardzo skuteczny. I wszelkie leki wysokospecjalistyczne im wcześniej włączymy i rozpoczniemy terapię, tym efekt będzie skuteczniejszy. Z leczenia będą mogli skorzystać pacjenci w każdym wieku. W badaniach są już także leki, które będą dostępne dla młodszych dzieci. To zdecydowanie jest bardzo duża pomoc w takim codziennym życiu. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna - tam, jak wiadomo, toczy się teraz wytężona praca. Eksperymenty są w trakcie realizacji, ale ważny jest także program edukacyjny. A jego istotnym elementem jest lekcja w kosmosie. Okazji do kontaktu z pozaziemską ekspedycją nie odmówił sobie też polski premier. Nasz astronauta Sławosz Uznański-Wiśniewski, choć jest jednym z bardziej zapracowanych ludzi poza Ziemią, to znalazł czas na rozmowę i z premierem, i z nami wszystkimi. Cześć! Witam was z pokładu międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Na Ziemi, w Łodzi - rodzinnym mieście polskiego astronauty - młodzież z pytaniami. Jakie zjawisko najbardziej zaskoczyło pana w warunkach mikrograwitacji? Chyba najbardziej dla mnie zaskakującym jest poruszanie się. Jak tutaj widzicie, możemy pracować w każdej orientacji. Mogę się odwrócić i normalnie z Wami rozmawiać bezpośrednio do góry nogami. Podczas trwającego niemal pół godziny łączenia z Ziemią polski astronauta wykonał trzy eksperymenty opracowane przez uczniów z polskich szkół. Do pierwszego wykorzystał żyroskop, do kolejnego wodę. Jak widzicie, możemy taką kulką pobawić się trochę jak piłką ping-pongową. Było też doświadczenie ze sprężyną i metalową kulą. Dla niektórych taki kosmiczny pokaz to inspiracja. Chciałabym być inżynierem kosmicznym. Już od dawna myślę o locie w kosmos. Krótkie łączenie z rządem. Bardzo się cieszę, Sławosz, że możemy się zobaczyć. I szybki powrót do obowiązków. Pozdrawiam! Nie każdy wie, że kilkaset kilometrów stąd sztab ludzi zarządza z Ziemi misją Sławosza i innych astronautów. Z położonego niedaleko Monachium Oberpfaffenhofen blisko stu naukowców i inżynierów nadzoruje europejskie działania na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. A to oznacza, że osoby tu pracujące są bezpośrednim łącznikiem z kosmosem. I że są w stałym kontakcie z astronautami, w tym ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim. Łączy się z nami regularnie. I jak się ma? Dobrze. Bardzo dobrze. Sprawia mu to wiele radości. Ale oprócz radości ma wiele pracy. Widać to na tym harmonogramie, na którym Polak oznaczony jest symbolem PA-3. Jestem odpowiedzialna za agendę dnia Sławosza, ale muszę uwzględnić też pracę innych astronautów i to, że któryś z nich może chcieć akurat pracować tam, gdzie przeprowadzamy eksperymenty. To wszystko trzeba skoordynować. Tym bardziej że tak wielu astronautów jednocześnie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej to rzadkość. Składa się ona z kilkunastu modułów, które pełnią różne funkcje. To jest właśnie moduł europejski Columbus, w którym wykonywana jest większość naszych eksperymentów, który jest od kilku dni również sypialnią dla naszego astronauty. A tak wygląda od środka - to jego model treningowy. Eksperymenty przeprowadzane w kosmosie przebiegają planowo albo nawet w krótszym niż zaplanowano czasie. W końcu po dwóch latach pracy wszystkich osób, a policzyłam sobie, że było ich ponad 500, jesteśmy na etapie realizacji. To się dzieje. 30% misji prawie mamy już za sobą i po prostu to jest wow. Loty w kosmos fascynują od lat. Są spełnieniem marzeń ludzkości o badaniu wszechświata z pożytkiem dla Ziemi. Jestem Włochem i kiedy mieliśmy swoich astronautów w kosmosie, wszyscy oszaleli na ich punkcie. Wyobrażam sobie, co teraz musi dziać się w Polsce. Każdy ma tu swoje zadanie - planowanie, koordynacja i nadzór eksperymentów czy zapewnienie bezpieczeństwa załogi to tylko niektóre z nich, ale wszyscy grają do jednej bramki. Metą jest sukces misji. Każda z nich jest inna, każda wyjątkowa. A to dopiero początek. W przyszłości ma tu również powstać Europejskie Centrum Kontroli Księżyca. Stąd mają być najpierw przygotowywane, a potem koordynowane misje na Księżyc. U nas też wszystko pod kontrolą. Kończymy 19.30. Schodzimy na ziemię i zapraszamy na "Pytanie dnia". Dziś gościem Doroty Wysockiej-Schnepf jest Maciej Duszczyk, wiceszef MSWiA. Do zobaczenia. Dorota Wysocka-Schnepf, zapraszam na "Pytanie dnia".