Dyktator pojmany - błyskawiczna akcja wojsk USA w Wenezueli. Zawieje i zamiecie - wciąż obowiązują pogodowe ostrzeżenia. AI szaleje - mówi wicepremier i apeluje do prezydenta o podpis pod ustawą. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Był środek nocy, kiedy mieszkańców Caracas obudziły eksplozje. Kilka godzin później Donald Trump potwierdził, że atak na Wenezuelę przeprowadziły USA, a jego celem był prezydent Nicolas Maduro. Dyktator razem z żoną został schwytany, teraz oboje są transportowani do Nowego Jorku. "Wkrótce spotka ich gniew amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości" - zapowiedziała prokurator generalna USA, dodając, że para odpowie m.in. za terroryzm narkotykowy. O operacji zakończonej pojmaniem. Śmigłowce nad Caracas i seria potężnych eksplozji. Pierwsze nastąpiły krótko przed 2.00 w nocy czasu lokalnego. Na atak zareagował wenezuelski rząd i w opublikowanym w państwowej telewizji oświadczeniu oskarżył Stany Zjednoczone. Wenezuela potępia tę militarną agresję. W Caracas bomby spadły na główną bazę wojskową i lotniczą. Celem nalotów była też szkoła wojskowa w mieście La Guaria i lotnisko w stanie Miranda. W kraju ogłoszono stan wyjątkowy. Władze mówią o ofiarach. Wenezuela z całą stanowczością odrzuca obecność obcych wojsk, które na swojej drodze pozostawiły śmierć, ból i zniszczenie. Oświadczenie ministra obrony Wenezueli zostało opublikowane niemal równocześnie z tym wpisem prezydenta Donalda Trumpa. Potwierdził nie tylko przeprowadzenie ataku, ale poinformował też o losie Nicolasa Maduro. USA przeprowadziły z powodzeniem zakrojony na szeroką skalę atak na Wenezuelę i jej przywódcę, prezydenta Nicolasa Maduro, który wraz z żoną został pojmany i wywieziony z kraju. Para została schwytana w środku nocy, gdy spała. Nalot na siedzibę Maduro przeprowadziła elitarna jednostka Delta Force armii USA. Potwierdzeniem, że Maduro żyje, było to opublikowane przez Trumpa zdjęcie, na którym widać Maduro na pokładzie amerykańskiego okrętu w drodze do Nowego Jorku. Napięcie na linii Waszyngton-Caracas narastało od miesięcy. Amerykanie w region Karaibów wysłali kilkanaście tysięcy żołnierzy, okręty, a także największy na świecie lotniskowiec. By jak twierdzili, walczyć z wenezuelskimi kartelami. Przeprowadzali też takie uderzenia wymierzone w łodzie, które miały szmuglować do USA narkotyki. Trump o kierowanie kartelami oskarżał Maduro. Dziś zrobił to ponownie. Maduro był królem siatki przestępczej. Był odpowiedzialny za przemyt śmiertelnych narkotyków. Z kolei wenezuelski dyktator mówił o pretekście, by pozbawić go władzy. W jednym z ostatnich wywiadów zaczął łagodzić ton. Jeśli chcą poważnie rozmawiać o porozumieniu w sprawie walki z handlem narkotykami, jesteśmy gotowi. Teraz Maduro został oskarżony przez nowojorski sąd m.in. o spisek narkotykowo-terrorystyczny. Operację Amerykanów potępiły Rosja i Iran. Z kolei Bruksela zapewniła o wsparciu dla obywateli państw Unii, którzy przebywają w Wenezueli. Zareagowała też Warszawa. Polska placówka dyplomatyczna w Caracas jest na razie bezpieczna, nic się tam nie dzieje. Do sytuacji kilkorga Polaków, którzy są teraz w Wenezueli, odniosło się też MSZ. Zaznaczyło, że nie ma informacji, że potrzebują pomocy. 63-letni Nicolas Maduro, spadkobierca dyktatury Chaveza, pogrążył w skrajnym ubóstwie kraj z największymi złożami ropy na świecie. Obywatele coraz częściej wychodzili na ulice, by obalić reżim, ale ten wspierany przez wojsko zaostrzał kurs. Amerykanie uznali Maduro za nielegalnego przywódcę kierującego tzw. Kartelem Słońca, przemycającym narkotyki do Stanów Zjednoczonych, wyznaczając nagrodę za pomoc w jego zatrzymaniu. O przyczynach interwencji. Na celowniku Trumpa Maduro był już podczas pierwszej kadencji. Zajmiemy się Wenezuelą. To, co dzieje się w Wenezueli, to hańba. Amerykański prezydent wielokrotnie sugerował, że chce obalić wenezuelskie władze. Wszystkie opcje są brane pod uwagę. Myślimy o ataku na lądzie. Amerykański prezydent regularnie nakładał na Wenezuelę gigantyczne sankcje, a pół roku temu na granicy kolumbijsko-wenezuelskiej pojawiły się takie billboardy. "Departamenty Sprawiedliwości i Stanu ogłaszają historyczną nagrodę w wysokości 50 mln dolarów za informacje prowadzące do aresztowania Nicholasa Maduro. Wtedy napięcia na linii USA-Wenezuela gwałtownie eskalowały. Amerykańska flota ruszyła na Morze Karaibskie, do akcji wkroczyło też CIA, a Maduro w kraju ogłosił wielką mobilizację. Wenezuela odrzuca w całości ten akt przestępczego piractwa wobec całych Karaibów. Trump uznaje rząd Maduro za organizację terrorystyczną. Uważa, że wenezuelski prezydent jest liderem Kartelu Słońca, grupy w strukturach władzy handlującej kokainą. Do tego oskarża go o ścisłą współpracę z gangiem Tren de Aragua wymierzoną w USA. Wciąż przemycają narkotyki i przestępców do Stanów Zjednoczonych. Kiedy wenezuelski przywódca sfałszował wygrane przez opozycję wybory w 2024 roku, amerykańska administracja nazwała go "uzurpatorem". To jest dyktatura, która trwała 26 lat. Niedawno słyszeliśmy, jak Maria Corina Machado dostała Nobla. Tam powiedzieli, że po prostu świat zamyka oczy na taką dyktaturę, jaka tam jest, gdzie są więźniowie polityczni, duży głód jest w Wenezueli. W kraju panuje bieda, mimo że Wenezuela posiada największe na świecie złoża ropy naftowej. To w kontekście tego ataku ma kluczowe znaczenie. Dla Stanów te zasoby oznaczają dominację energetyczną na półkuli zachodniej. Oni idą po naszą ropę naftową, nasze bogactwa. Nasze bogactwa są teraz w rękach Chińczyków, Rosjan, Kubańczyków, Irańczyków. Amerykanie twierdzą, że ropa została im skradziona jeszcze podczas nacjonalizacji przemysłu naftowego w 1976 roku i za czasów byłego prezydenta Hugo Chaveza. Trump niejednokrotnie wzywał do zwrotu aktywów USA. Tuż przed atakiem mówił o tym już wprost. Dostaniemy ziemię, prawa do ropy. Zabrali nam to, bo mieliśmy prezydenta, który nie zwracał na to uwagi. Chcemy to odzyskać. Zdaniem ekspertów po pojmaniu Maduro najprawdopodobniej liderką rządu tymczasowego zostanie wenezuelska opozycjonistka i noblistka Maria Corina Machado. Oglądają państwo "19.30" w sobotę. Co jeszcze przed nami? Opole kolejnym miastem z nocną prohibicją. Jak ktoś będzie chciał zrobić imprezę, to kupi rano. Na moje obroty wpłynie to w ten sposób, że zamykam sklep. Polacy wciąż piją relatywnie dużo alkoholu. Dostępność alkoholu w Polsce jest na tyle niebezpieczna i osaczająca. Olbrzymi ilość pacjentów alkoholików umiera w następstwie pęknięcia żylaków przełyku. Pokrywa śnieżna gruba na niemal pół metra i silny wiatr, osiągający nawet 70 km/h. Uwaga na zawieje i zamiecie śnieżne. IMGW podwyższył alerty, niebezpiecznie może być niemal w całym kraju. Jaki krajobraz w nowym roku maluje zima? Zawieje, zamiecie, ale da się już dojechać. Miejmy nadzieję, że wszystko idzie ku dobremu, nasza miejscowość Dylewko zasłynęła. Zasłynęła z tego, że tak sypnęło śniegiem, że przez kilka dni mieszkańcy byli odcięci od świata. Teraz sytuacja we wsi Dylewko na Warmii, niedaleko Ostródy, wraca do normy, choć mieszkańcy boją się kolejnych opadów śniegu. - Odkopali was trochę? - Tak, dzisiaj przejechałem. Sąsiadkę zawiozłem do Ostródy, bo w poniedziałek ma do pracy, bała się, że nie wyjedzie, ale mówię: spróbuję, i przejechałem. Mały samochodzik, z napędem na cztery, dał radę. Polska walczy z atakiem zimy. Od rana do wieczora na drogach pługopiaskarki i pługi śnieżne. Na razie nie najgorzej. Widzę, że dużo jest sprzętu. Droga jest przejezdna, ale jedzie się 40 na godzinę. Ktoś, kto się wybierze dziś dalej w trasę, to jest katastrofa. Jestem cała spięta. O tak jadę. Nie można wyprzedzać, lewy pas jest cały biały. I po prostu tak jedziemy, jedziemy, jedziemy. Niektóre pociągi mają opóźnienia. Ale służby są w stałej gotowości. W związku z trudną sytuacją pogodową w odprawie w Elblągu wziął udział premier. Nie ma powodu, żebyśmy uznali, że nasza mobilizacja może się zakończyć dzisiaj. Bo synoptycy wydali ostrzeżenia przed zawiejami i zamieciami śnieżnymi dla przeważającej części kraju. Są też alerty dotyczące oblodzeń i silnego wiatru - na Bałtyku możliwy jest sztorm. Mieszkańcy pomorskiego i zachodniopomorskiego dostali SMS-owe alerty od RCB. Bardzo trudne warunki, zawieje i zamiecie śnieżne, intensywne opady śniegu. Do poniedziałku może spaść nawet do 70 cm świeżego puchu. Trudne warunki są wciąż w Tatrach, obowiązuje drugi, umiarkowany, stopień zagrożenia lawinowego. W Dolinie Pięciu Stawów 92 cm śniegu. Śnieg jest poprzewiewany, bardzo niejednolity, miejscami zaspy mogą być do pasa. Są też tacy, którzy z zimy się cieszą. Najmłodsi i narciarze. Zima jest przepiękna, warunki są wspaniałe. I na stokach, i na spacery, i na kuligi. I nie tylko miłośnicy zimowych sportów mają powody do zadowolenia. Nasze zimy to zwykle ciemny okres, bez pokrywy śnieżnej, dzisiaj ta pokrywa śnieżna jest, powinniśmy się nią cieszyć, bo jest to dodatkowa porcja wody do środowiska, czyli takie przygotowanie do wiosny, szczególnie ważne dla rolników czy leśników. Rząd skupiony na rozliczeniach, a nie na realnej pracy - ocenia prezydent Karol Nawrocki w wywiadzie dla "Gościa Niedzielnego". Z rządu jest niezadowolony, bo szkodzi Polsce. I jak dodaje, w tej kwestii jest w większości. Prezydentowi Nawrockiemu nie podobają się rozliczenia złodziei z PiS. To nie koniec. Rozliczeń będzie więcej. Odpowiadają politycy Koalicji Obywatelskiej i wyliczają afery rządu Zjednoczonej Prawicy. Na jednej planszy trudno zmieścić wszystkie afery z 8 lat rządów PiS-u. To najbardziej głośne przykłady. Od Funduszu Sprawiedliwości po Rządową Agencję Rezerw Strategicznych, za każdą z tych spraw stoją ludzie PiS-u oraz sprzeniewierzone, wyprowadzone lub niegospodarnie wydane miliony zł. Skala przekrętów i afer dotyczy miliardów zł. Miliardów złotych Polek i Polaków. I gdy koalicja zgodnie z obietnicą wyborczą... Dociśniemy śrubę przestępcom wszelkiej maści. ...rozlicza rządy poprzedników, na drodze staje prezydent. Zamiast realnej pracy mamy nieustanne rozliczenia, takie, które mają przede wszystkim odciągnąć uwagę opinii publicznej od rzeczywistych problemów. W sieci zawrzało. Prezydentowi odpowiadają ministrowie. Szef MSWiA pisze, że to nie koniec, że rozliczeń będzie więcej i że "pan Nawrocki będzie mógł zawsze ułaskawiać kumpli", a minister sprawiedliwości wylicza, ile osób dostało już zarzuty i akty oskarżeń. Waldemar Żurek kwituje: "Stanowisko czy przynależność partyjna nie chronią. Nazwisko nie ma znaczenia. Prokuratura robi swoje". Na rękę jest Karolowi Nawrockiemu, żeby wszystkie afery, zarówno w Orlenie, RARS, Funduszu Sprawiedliwości, zamieść pod dywan, ale to jest niegodne. Bo każda afera to grube miliony. Afera Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych to nieprawidłowo wydanych co najmniej 340 mln zł publicznych środków. Kluczowa postać, Michał Kuczmierowski, były szef RARS-u, czeka na proces ekstradycyjny w Londynie. Z kolei były minister sprawiedliwości przed wymiarem sprawiedliwości uciekł na Węgry. Prokuratura chce postawić mu 26 zarzutów, w tym założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która miała przywłaszczyć ponad 150 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości. To tylko ułamek tego, co działo się za rządów PiS-u. Karol Nawrocki jako głowa państwa powinien stać na straży prawa i być zainteresowany ściganiem przestępców, a nie być ochroniarzem, bramkarzem klubu dla przestępców powiązanych ze światem polityki. Ja tych afer nie dostrzegam. A ten polityk PiS-u afer rządów PiS-u jakby nie zauważał. Premier Tusk próbuje odwrócić uwagę części opinii publicznej od realnych problemów, o których dzisiaj Polacy dyskutują. Chyba nie powie pan, że tych afer nie było. To może pan może zdefiniuje, jakie afery były, bo ja byłem w tym rządzie, pracowałem. Afera Funduszu Sprawiedliwości, afera RARS, tych afer było mnóstwo. Proszę wybaczyć, pan to nazywa aferą, a ja nazywam to normalną realizacją polityki. Jarosław Sellin w rządzie PiS-u był wiceministrem kultury. Resortowi podlega Stowarzyszenie Filmowców Polskich, a to opis tego, co działo się w tej instytucji za rządów PiS-u. 13 mln 400 tys. zł wydatkowane niezgodnie z ustawą. Szły m.in. na luksusowe samochody, na alkohol, na horrendalne wynagrodzenie prezesa SFP. Czy na alkohol wydano więcej pieniędzy niż na artystów? Nie, alkohol to jest zaledwie 1,5 mln zł. W tej sprawie obecne kierownictwo ministerstwa kultury złożyło zawiadomienie do prokuratury. Nielegalne, wygenerowane przez sztuczną inteligencję grafiki w internecie i apel ministra cyfryzacji do prezydenta, by złożył podpis pod ustawą zwalczającą takie treści. Wystarczy krótka instrukcja dla narzędzia AI na platformie X, by stworzyło grafiki o charakterze seksualnym. To nowa funkcja, ale sieć już zdążyła zalać fala fałszywych zdjęć. Tylko problem jest jak najbardziej realny. Jak go rozwiązać i jak ma się do niego wolność słowa? Nie pierwszy raz internetowe przedsięwzięcie tego człowieka budzi kontrowersje. Użytkownicy portalu społecznościowego Elona Muska za pomocą stworzonego przez niego modelu sztucznej inteligencji "rozbierają" osoby, których zdjęcia trafiły do sieci. Takie nagie przeróbki mógł oglądać każdy. To reakcja ministra cyfryzacji. Grok znów, z inspiracji Elona Muska, testuje, jakie granice może przekroczyć. Nie ma zgody na bezkarne łamanie prawa i tworzenie przez AI treści nielegalnych, niszczących ludzi i psychikę. Narzędzia, żeby walczyć z takim treściami w internecie, są gotowe - dodaje Krzysztof Gawkowski. I apeluje do prezydenta o podpisanie ustawy o usługach cyfrowych. To jest ustawa o bezpiecznym internecie, o szansie, żeby każdy użytkownik mógł się czuć w sieci bezpiecznie, żeby jego dane były bezpieczne. Urząd Komunikacji Elektronicznej i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji dzięki nowym przepisom miałyby blokować nielegalne treści w internecie. A chodzi o m.in. groźby karalne, pochwalanie pedofilii, propagowanie totalitaryzmu czy znieważanie na tle rasowym. Katalog liczy 27 czynów zabronionych. Podobne urzędy już w innych krajach członkowskich UE mają podobne kompetencje, na ten moment w Polsce użytkownicy internetu jedyne, co mogą robić, to iść do sądu. Łatwiejsze byłoby blokowanie też takich filmików umieszczonych na TikToku. Postaci wygenerowane przez sztuczną inteligencję nawoływały w nich do polexitu. Nie ma żadnych wątpliwości, że to jest dezinformacja rosyjska. Rząd zwrócił się do Komisji Europejskiej o zbadanie sprawy. Bez ustawy to jedyne, co można zrobić. A fejków generowanych przez sztuczną inteligencję będzie przybywać. Potrzebne są narzędzia do ich blokowania - ocenia ekspert. W 100% nie da się tego powstrzymać, to jest zawsze taka zabawa w kotka i myszkę, natomiast na pewno bardzo ważne jest to, żeby wysiłki podejmować. Zdaniem opozycji takie wysiłki to cenzura w internecie i uderzanie w wolność słowa. W Sejmie posłowie PiS i Konfederacji byli przeciw tej ustawie. Teraz liczą też na sprzeciw Karola Nawrockiego. Oczywiście powinien zawetować, jest to nadregulacja. Nie zdziwię się, jeśli będzie miał do niej zastrzeżenia. O tym, czy prezydent podpiszę tę ustawę, opinia publiczna dowie się w ciągu najbliższych dni. W listopadzie prezydent przyznawał, że na własnej skórze odczuwa zagrożenia związane z rozwojem sztucznej inteligencji. Widziałem sztuczną inteligencję, w której namawiam do kupowania jakichś produktów Ale ustawa budzi jego wątpliwości. Ja nie wiem, kto będzie decydował o wciskaniu guzika, co jest prawidłowe, a co nie jest prawidłowe, więc takie zagrożenia wokół tej ustawy widzę. Prezydent powinien podpisać ustawę o usługach cyfrowych również ze względu na swoją rodzinę, która była w sieci hejtowana, gdzie przeciwko jego córce albo żonie wykorzystywane były sfabrykowane materiały. Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii, które takich przepisów nie wdrożyły. Zmarł profesor Andrzej Paczkowski, wybitny historyk, wykładowca akademicki i alpinista. W PRL-u był działaczem opozycji demokratycznej, a w wolnej Polsce był m.in. członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Andrzej Paczkowski był autorem wielu prac naukowych dotyczących powojennej historii Polski, w swoich publikacjach rozliczał stan wojenny w Polsce i dokumentował działalność opozycji demokratycznej w czasach komunistycznych. Otrzymał wiele międzynarodowych stypendiów i naukowych wyróżnień. Przez wiele lat był prezesem Polskiego Związku Alpinizmu. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Profesor miał 87 lat. W Kijowie spotkali się doradcy ds. bezpieczeństwa koalicji chętnych, by rozmawiać o warunkach zakończenia wojny i poznać szczegółowe ustalenia dotyczące umów pokojowych. To ważne rozmowy przed planowanym na wtorek w Paryżu spotkaniem europejskich liderów. Zakaz wszedł w życie o północy, obowiązuje na terenie całego miasta od 22.00 do 6.00 rano. Opole dołączyło do mapy miast, w których obowiązuje nocna prohibicja. A to oznacza, że w godzinach nocnych alkoholu nie będzie można kupić w sklepach czy na stacjach benzynowych. Decyzję podjęła rada miasta, ale mieszkańcy Opola byli w tej kwestii zgodni. Mamy tu awantury przez to, różne menele też się kręcą. Idzie na jedno piwko, siedzi na schodach, a ja co wychodzę w niedzielę, po kościele sprzątam - bar. W Opolu alkohol stał się produktem zakazanym między 22.00 a 6.00 rano. Zakaz dotyczy sklepów oraz stacji benzynowych. Uważam, że pomoże ogólnie w bezpieczeństwie nas wszystkich. Władze miasta liczą na mniej awantur, mniej interwencji i więcej spokoju w nocy, bo właśnie nocne picie często kończy się wezwaniami służb. Jednak to rozwiązanie ma drugie dno i nie wszystkim się opłaca. Na moje obroty wpłynie to w ten sposób, że zamykam sklep. Ponieważ tutaj mam dookoła konkurencję i do godziny 23.00 handel w ogóle się nie odbywa. Ale większość miast wojewódzkich zakazała sprzedaży alkoholu nocą - na całym terytorium lub częściowo. Zakaz był bardzo oczekiwany przez mieszkańców Wrocławia i był odpowiedzią na ich prośby, a do tego statystki, czyli 7% spadek interwencji policyjnych i 15% spadek straży miejskiej. Polacy od lat piją tak samo. Co nie znaczy, że mało. Statystycznie rocznie blisko 12 l czystego alkoholu na osobę, czyli ok. 600 kufli piwa albo 30 litrów wódki. Dostępność alkoholu w Polsce jest na tyle niebezpieczna i osaczająca. Mówmy o reklamach alkoholu, gdzie alkohol kojarzy się z jakimś sukcesem. Nie ma takiego czegoś jak zdrowa dawka alkoholu - ostrzega służba zdrowia. Nawet umiarkowane picie w dłuższej perspektywie zwiększa ryzyko chorób przewlekłych. To nie jest tylko kwestia trzustki czy wątroby. To są wrzody żołądka, to są żylaki przełyku. Olbrzymia ilość pacjentów alkoholików umiera w następstwie pęknięcia żylaków przełyku, które są następstwem picia. A ostatni sondaż mówi wprost: niemal 70% Polaków jest za ograniczeniem sprzedaży alkoholu. Picie nie jest już normą dla wszystkim. Coś się dzieje, ale to jest przed nami, jeszcze dużo roboty. Prohibicja jest jednym ze sposobów działania, ale działa tylko wtedy, jeśli jest połączona z innymi działaniami. Dla handlowców to straty. Dla zdrowia - szansa. Mieszkańcy podliczyli rachunek. Trzeba wspierać trzeźwość i umysł i ciało. Jest to dobra inicjatywa. Bo często jeden kieliszek mniej znaczy więcej - dla siebie i innych. Swój warsztat otwierał tuż po tym, gdy skończyła się wojna. 19-letni wówczas mechanik w zawodzie stawiał pierwsze kroki i nikt by wtedy nie pomyślał, że wypracuje rekordowy staż. W "19.30" wyjątkowa historia pana Wacława Milewskiego. Nasz bohater ma 99 lat, jest najstarszym aktywnym zawodowo Polakiem i nieśmiało zaczyna myśleć o emeryturze. Rękę na pulsie w swoim zakładzie Wacław Milewski trzyma od 80 lat. Dziś sam ma ich 99 i jest najstarszym aktywnym zawodowo Polakiem. Jak stara maszyna, tak się czułem, dopóki chodzi, to chodzi, jak się przewróci, to będzie koniec. W teorii od 34 lat powinien być na emeryturze. Ale dalej pracuje i daje też pracę młodszym. W swoim zakładzie zatrudnia zaledwie 70-letniego pracownika. To go trzyma też przy życiu, że właśnie cały czas pracuje w tym warsztacie, musi cały czas myśleć o kolejnych projektach. Pracę zaczynał, gdy miał 14 lat. 5 lat później otworzył swój warsztat produkujący części do maszyn. Do wszystkiego doszedł sam. Pierwsze maszyny sam, to jest tokarka, ale pierwszą taką zrobiłem sam. Zainteresowanie maszynami napędzała miłość do adrenaliny. Po wojnie został mistrzem Polski w wyścigach motocyklowych. Dziś jego motorem napędowym jest praca. Trzymamy kciuki, żeby do setki był w stanie pracować i poprowadzić ten warsztat. Szlak następcom już przetarł. W maju, gdy stuknie mu setka, pan Wacław planuje zacząć beztroskie życie emeryta. Jedni mówią, że żadna praca nie hańbi, inni - że bez pracy nie ma kołaczy. Historia pana Wacława pokazuje jednak, że praca może być źródłem czegoś najważniejszego - sensu w życiu. W Polsce co szósty emeryt wciąż pracuje. Myślę, że do emerytury, a potem wypoczynek zasłużony. Jak najszybciej emerytura, tego też wam życzę. Wielu jednak docenia pracę dopiero, gdy już z nią na dobre skończy. Nie mają do kogo zadzwonić, nie mają wypracowanych sposobów spędzania czasu i często wpadają w taki stan, że nie wiedzą, co robić. Bywa niestety, że do dłuższej pracy zmusza sytuacja. Zawsze stoi taki emeryt przed dylematem: albo jem, albo kupuję leki. Polacy to drugi najbardziej zapracowany naród Europy. Udział w rynku osób starszych systematycznie rośnie. Są w stanie się lepiej przystosować do różnych niespodziewanych sytuacji, dlatego że już wcześniej byli w podobnych uwarunkowaniach. Bo w świeci, gdzie wszystko jest na już, bezcenne doświadczenie wciąż wymaga czasu. I na koniec ważna praca domowa do wykucia na blachę, bo od nowego roku - kartkówka z ortografii na nowych zasadach. Jest ich 11, dotyczą m.in. reguł używania wielkich i małych liter, pisowni łącznej i rozdzielnej oraz stosowania łącznika. Zanim z nową ortografią zmierzymy się w praktyce, lekcja numer jeden od Michała Niewodowskiego. Nowy rok, nowi my i mamy to na piśmie. Mieszkańcy miast, miasteczek, dzielnic czy wsi będą pisani wielką literą. Czyli będzie pani Warszawianką przez duże W. Zgadza się. To sympatyczne jednak pisać z dużej litery nazwę dzielnicy. Jeżeli mieszkam w jakiejś dzielnicy, to czemu nie pisać z wielkiej litery? Warszawa jako miasto od dawna piszemy wielką literą, ale Warszawa jako samochód od teraz też jest wielka. Co z ulicami, po których ten samochód jeździ? Przechodzę przez ulicę Koszykową. Słowo "ulica" piszemy małą literą, ale pobliskie Aleje Ujazdowskie i Park Ujazdowski piszemy wielką literą. Jestem na Placu na Rozdrożu, który piszemy wielką literą, ale co z przyimkiem "na"? Jak się okazuje, to zależy. Mamy pisownię wariantywną. "Plac" - wielką, "Rozdrożu" - wielką ale "na" - małą literą, bo wszystkie spójniki mają być teraz pisane mała literą. Ale jeśli mamy na myśli, że widzimy się Na Rozdrożu, to będzie pisane wielką. W wyrazach równoznacznych cała gama możliwości. Możemy zapisać osobno, po przecinku albo z łącznikiem. Za to "by", "bym", "byś" ze spójnikami trzeba by pisać osobno. Tylko z czasownikami w formie osobowej zostaje "by", "bym" łącznie. Zrobiłbym, zrobiłbyś i tak dalej. Zmienia się logika ortografii. Teraz połączymy to, co język wcześniej dzielił. I tak "półżartem" i "półserio" będą razem, nie zostanie ze wszystkimi przymiotnikami. A "ekogroszek", "miniwieża" czy "superpomysł" zapiszemy wedle uznania. Zaakceptujmy to, co już i tak jest w praktyce. Zatem apeluję o spokój, o pewien dystans, ale też o spokojne i rozważne podejście do tych zmian. Bo zmiany mają na celu uproszczenie ortografii języka polskiego, która i tak do najłatwiejszych nie należy. Często uczniowie mają z nią trudność, często te reguły ortograficzne są dla nich nie do końca zrozumiałe. Też często są przeciążeni nadmiarem reguł ortograficznych, które poznają na języku polskim. Na szczęście uczniowie przez jakiś czas będą mieli taryfę ulgową. Nowe zasady na egzaminach maturalnych i ósmoklasisty będzie się egzekwować dopiero za 5 lat. Ale co ze słownikami, które od nowego roku już są nieaktualne? Część tych słowników zostanie w naszych zbiorach. Będą one stanowiły takie źródło historyczne dla studentów, językoznawców lub badaczy literatury. Rada Języka Polskiego wprowadziła łącznie 11 zmian do polskiej ortografii i ich nie ma co badać, trzeba się zaadaptować. Za chwilę "Pytanie dnia". Marek Czyż i jego gość Andrzej Szejna z Nowej Lewicy już na państwa czekają. Ciekawego wieczoru, do zobaczenia.