Polskie wątki w aferze Epsteina. Premier powołuje zespół, który je przeanalizuje. Szpieg w MON? Wieloletni pracownik ministerstwa zatrzymany. Trochę cieplej - już wkrótce, na razie alert za alertem. 3 mln stron dokumentów, a w nich polskie wątki na tyle szokujące, że premier powołuje zespół analityczny i nie wyklucza śledztwa. W aktach sprawy Jeffreya Epsteina są nazwiska znanych Polek i Polaków i ślady działalności stręczycielskiej siatki w Polsce. Coraz więcej śladów wskazuje, że afera mogła być systemem pułapek zastawionych na światowe elity przez Rosję. Organizatora tego szatańskiego kręgu, pana Epsteina. Pedofilska afera Jeffreya Epsteina wykracza daleko poza USA. W ponad 3 mln dokumentów znaleziono też polskie wątki. Sprawdzi je specjalny zespół powołany przez premiera. Zrobimy wszystko, żeby i ci, którzy są za to odpowiedzialni, i ewentualnie pokrzywdzeni, żeby nie tylko widzieli aktywność państwa polskiego, ale żeby też zadośćuczynić, jeśli będzie taka potrzeba, ale przede wszystkim żeby skutecznie ścigać. Zespół będą koordynować szef służb Tomasz Siemoniak i prokurator generalny Waldemar Żurek, który będzie przewodniczącym. Skład będzie niejawny, ale wiadomo, że w zespole znajdą się prokuratorzy oraz funkcjonariusze policji i służb specjalnych. Najbardziej profesjonalnych zajmujących się kwestiami bezpieczeństwa, kwestiami dochodzeniowymi, śledczymi i analizą tego typu materiałów Przed posiedzeniem rządu premier wskazał jeden z tropów. Pojawiły się już pierwsze informacje o osobnikach, którzy np. informowali pana Epsteina z Krakowa, że mają już grupę polskich kobiet lub dziewcząt. Dziennikarz RMF pisze, że procederem w Krakowie miał zajmować się "łowca nastolatek" powiązany ze skazanym na więzienie francuskim pedofilem Jean Lukiem-Brunelem. Przyjacielem Jeffreya Epsteina. On miał kontakt właściwie do każdego. I to, że nie było tam na razie polskich nazwisk z pierwszych stron gazet, nie oznacza, że nie będzie ich w kolejnych opublikowanych dokumentach. Polskich wątków może być więcej, bo na odtajnienie czeka niemal drugie tyle dokumentów. Nasz kraj chce też zwrócić się do Amerykanów o dostęp do wszystkich akt, w których mogą być informacje o polskich ofiarach. W mailach Epsteina wielokrotnie pojawia się nazwisko Donalda Trumpa, który zaprzecza wszelkim oskarżeniom. Ale to tylko jeden z przedstawicieli światowych elit. Pojawiły się więc obawy o bezpieczeństwo. Rosną z dnia na dzień podejrzenia, że ta bezprecedensowa afera pedofilska była współorganizowana przez rosyjskie służby specjalne. W ujawnionych dokumentach Władimir Putin jest wymieniany ponad tysiąc razy, a prawie 9000 wzmianek dotyczy Moskwy. Epstein oferował wpływowym ludziom spotkania z rosyjskimi modelkami. Rosjanie mogli zdobywać - czy rosyjskie służby - mnóstwo informacji potencjalnie kompromitujących, a więc mogących być używanymi do szantażowania ważnych osób. O możliwym wątku służb pisze The Telegraph. Przytacza wiadomość, w której amerykański miliarder tak pisze o możliwości załatwienia rosyjskiej wizy. Znam przyjaciela Putina. Zapytać go o to? To zagraża bezpieczeństwu na świecie. Tam są nie tylko politycy amerykańscy. Tam są też politycy europejscy. Z brytyjskiej Partii Pracy odszedł były minister i ambasador Wielkiej Brytanii w USA Peter Mandelson, który miał przekazywać Epsteinowi poufne dokumenty na temat polityki rządu. Do dymisji podał się też doradca premiera Słowacji, Miroslav Lajcak, którego nazwisko także jest w mailach. Niewykluczone, że będziemy namawiać innych partnerów, aby śledztwo w tej sprawie miało charakter międzynarodowy. Jeśli analizy rządowego zespołu wykażą, że były polskie ofiary Epsteina, śledztwo rozpocznie prokuratura. Służby pracowały nad tą sprawą od kilku miesięcy. Finał nastąpił dziś o 8.00. Żandarmeria Wojskowa w budynku resortu obrony zatrzymała wieloletniego pracownika ministerstwa, a prokuratura postawiła mu zarzut szpiegostwa. Według Służby Kontrwywiadu Wojskowego 60-latek miał pracować dla wywiadu Rosji i Białorusi. To sprawa bez precedensu. Szpieg pracujący w MON schwytany przez SKW i Żandarmerię Wojskową. Bardzo poważna sprawa, bo chodzi o zdradę Polski. Mężczyznę zatrzymano w pracy po 8.00. Służba Kontrwywiadu Wojskowego zdobyła potężne obciążające informacje, potwierdzające, że ten pan zdradzał Polskę, zdradzał Polaków, zdradzał nasz kraj. Szpiegował na rzecz obcego wywiadu. Z moich informacji wynika, że chodzić ma zarówno o służby rosyjskie, jak i białoruskie. Mówi dziennikarz Onetu, który pierwszy poinformował o sprawie. Zatrzymany szpieg pracował w MON-ie od dawna. Miał bezpośrednio kontaktować się z pracownikami obcych służb. To 60-latek zatrudniony w resorcie od ponad 30 lat. Z moich informacji wynika, że rozpoczął pracę w ministerstwie jeszcze w latach 90. Jako cywil pracował ostatnio w kluczowym Departamencie Obrony i Planowania Strategicznego. Każda informacja dla Rosjan jest cenna. I plany operacyjne, i kwestie ulokowania zapasów, nawet relacje personalne, które są w strukturach MON. Wiadomo, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego rozpracowywała go od wielu miesięcy. To, że rozpracowywano, to dobrze, bo odcięło się go od informacji. Można go było karmić fałszywymi informacjami, ale przede wszystkim próbowano rozpracować siatkę, z kim się kontaktuje, jak w jaki sposób zostawia dane, od kogo, kto może być jego osobą prowadzącą. Zatrzymanym zajęła się prokuratura. Sprawa może być rozwojowa. Prokuratura głos zabierze jutro. Jesteśmy pod stałym atakiem i hybrydowym, ale także jeśli chodzi o służby obcych państw. Każda taka akcja skutecznie przeprowadzona jest dużym i ważnym sukcesem. Bardzo dobrze, ja też się zawsze z tego cieszę. - Pan może kojarzyć o kogo chodzi? - Nie. Według informacji Onetu mężczyzna przeszedł pozytywnie procedurę sprawdzającą w 2021 roku, czyli za rządów PiS. Choć kontrwywiad wojskowy badał go pod kątem bezpieczeństwa państwa, nie dopatrzył się żadnych zastrzeżeń. Dzięki czemu pracownik otrzymał certyfikat dostępu do informacji niejawnych. Gratuluję SKW odwagi, bo od lat SKW nie miało żadnych sukcesów na płaszczyźnie monitorowania szczelności instytucji, które mu podlegają. Anna Grabowska-Siwiec dodaje, że znalezienie kreta było kwestią czasu. Jako były funkcjonariusz kontrwywiadu czekałam. Uważam, że zbyt długo trwało rozpoznanie kadr MON pod kątem znalezienia potencjalnych osób, które szpiegują na rzecz wywiadu rosyjskiego czy białoruskiego. Polska jest kluczowym państwem wschodniej flanki NATO, sąsiadem napadniętej przez Rosję Ukrainy. Liderem nakładów na zbrojenia i hubem logistycznym wojskowej pomocy dla Kijowa. Dlatego jest i będzie na celowniku rosyjskich służb. Wyrok 3,5 roku więzienia usłyszał 50-letni Paweł K. z Hrubieszowa, który chciał współpracować z rosyjskim wywiadem wojskowym, dostarczając informacji o lotnisku w Jasionce. Mogło dochodzić do rozpoznania, czy w tym miejscu nie przeprowadzić zamachu na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. To rosyjskie służby stoją za pożarem centrum handlowego w stolicy czy wysadzeniem torów kolejowych na trasie Warszawa - Lublin. Tylko w ubiegłym roku Polska była celem 600 tys. cyberataków. To jest "19.30", co jeszcze w programie? Robił zdjęcia dziewczynkom w toalecie. Mama weszła do tej łazienki i próbowała przekonać mężczyznę, żeby wyszedł, oddał telefon i skasował nagrania. Trafił w ręce policji. Może zostać wymierzona kara do 22 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Jeśli ktoś tęsknił za prawdziwą zimą, to chyba już mu przeszło. Ponad -20 stopni Celsjusza w nocy, a ci, którzy musieli wyjść na zewnątrz, poczuli coś koło 30. Zajęcia odwołane w setkach szkół, problemy na kolei, awarie ciepłownicze i nadzieja na ocieplenie pod koniec tygodnia. Ale na razie zima się rozsiadła i serio każe podkuć buty. Kolejny doba siarczystych mrozów i kolejne śmiertelne ofiary. Jestem opiekunem medycznym. Wezwałem pogotowie, ale pan zamarzł najwidoczniej. Niestety to scenariusz który służby obserwują od kilku dni. W Łodzi tylko w ciągu jednej doby z powodu zimna zmarły dwie osoby. 56-letnia kobieta i 55-letni mężczyzna. Miejsce, w którym została znaleziona denatka, nie miało ogrzewania, a sama kobieta była przykryta kocami oraz kołdrą. Od początku sezonu grzewczego 43 ofiary mrozu. Rok temu w tym samym czasie było ich 16. Prośba do wszystkich samorządów o zwiększenie liczby miejsc w noclegowniach i przyjmowania wszystkich osób, które wyrażą taką wolę do tego, aby w takich noclegowniach się pojawiły. Od kilku dni temperatura w nocy dramatycznie spada. A to rodzi kolejne problemy. W 7 dzielnicach Gdańska i w Sopocie tysiące mieszkańców ma przerwy w dostawie ciepła. Ja się w zimnej wodzie myję. Mieszkańcy mogą wypożyczyć grzejniki. Naprawa trwa. Ciepłownia cały czas komunikuje, że planują naprawę kotła do środy. My potrzebujemy jeszcze trochę czasu na dogrzanie sieci, dlatego z naszej strony jest komunikat, że to ciepło powinno się ustabilizować w okolicach czwartku. Z powodu mrozów w całym kraju zamknięto dziś prawie 600 szkół. Mamy system dowożenia z sąsiednich miejscowości. Przewoźnikowi zawiodły auta. Nie mógł ich odpalić. Ze względu na bezpieczeństwo uczniów zdecydowaliśmy, żeby dzieci nie przychodziły do szkoły, nie stały na przystankach w te duże mrozy. W nocy w Jaroszowej Woli wykoleił się pociąg towarowy z olejem napędowym. Część składu spadła ze skarpy. Na szczęście nie stwierdzono żadnych wycieków. Ze wstępnych ustaleń ekspertów wynika, że przyczyną tego zdarzenia mogły być warunki eksploatacyjne połączone z warunkami pogodowymi. Mówimy o bardzo niskiej temperaturze. W Warszawie - liczne awarie sieci wodociągowych. Niektóre ulice zamieniły się w lodowiska. Takie sytuacje były w całym kraju. - Masakra. - Nos pani rozbiła? Też rozbiłam, upadłam, tam tak ślisko. Ale ręka naprawdę boli. Nie wytrzymam. Najcieplej tam, gdzie powinno być najzimniej. W Zakopanem rano termometry pokazały -2 stopnie Celsjusza. Przyjeżdżam z centrum Polski. W Gostynie jest -17. W Zakopanem jest nieco cieplej, więc jest przyjemniej. W wyższych partiach gór sytuacja jest odwrotna. Na Kasprowym Wierchu warunki bardzo trudne. Bez sprzętu i doświadczenia TOPR-owcy odradzają wyprawy. Szlaki są zaśnieżone, zalodzone. Jest twardo i wybierając się w góry, trzeba by się zaopatrzyć w sprzęt zimowy. W północno-wschodniej Polsce dzisiejsza noc nadal na głębokim minusie. Od jutra pojawią się kolejne zagrożenia. Opady marznące będą towarzyszyć zarówno w regionach południowej, po centralne i północne, czyli trudne warunki, dynamiczna sytuacja, przede wszystkim niebezpieczna sytuacja. Od czwartku odwilż. A z początkiem kolejnego tygodnia wrócą siarczyste mrozy. Ukraina walczy, ale to coraz bardziej nierówny bój. Rosja wie, gdzie zaboli najbardziej, i nie waha się tam uderzyć. Bomby, drony, rakiety lecą na ciepłownie, transport publiczny, cywilną zabudowę. Nie pomogły zapewnienia prezydenta Trumpa, że mu Putin obiecał nie uderzać w cywilów przez tydzień. Albo się źle zrozumieli, albo Donald Trump ciągle czegoś nie rozumie. To dźwięk, który obudził mieszkańców Kijowa. Rosjanie zaatakowali dronami i rakietami. Wielu szukało schronienia z podziemiach metra. Nie wszyscy zdążyli. Jednym z celów był ten kilkudziesięciopiętrowy budynek mieszkalny i wiele innych. Wszyscy krzyczeli i biegli do schronu. Alarm przeciwlotniczy ogłoszono na terytorium całej Ukrainy. Eksplozje słychać było też w drugim co do wielkości mieście w tym kraju, Charkowie, ale też w Dnieprze, Sumach i Odessie. Rosjanie zaatakowali łącznie prawie pół tysiącem dronów i kilkudziesięcioma rakietami. Skończcie z tym. Skończcie. Rozumiem, że to gra, w którą grają ważni ludzie, ale posunęli się za daleko. To gra, w której Putin rozgrywa Trumpa. Kreml zaatakował Ukrainę zaledwie kilka godzin po tym, gdy w Waszyngtonie padły te słowa. Myślę, że po raz pierwszy radzimy sobie bardzo dobrze z Ukrainą i Rosją. Myślę, że może będziemy mieli dobre wieści. Dobra informacja dla Ukraińców pojawiła się 30 grudnia. Wówczas prezydent USA przekazał, że Putin na tydzień zgodził się wstrzymać ataki z powodu ekstremalnie niskich temperatur. Ale rozejm był jedynie teoretyczny. Po dzisiejszym uderzeniu Kremla tylko w Kijowie ponad tysiąc bloków zostało bez ogrzewania. A na dworze 20-stopniowy mróz. Prezydent USA mówił, że trzeba wstrzymać się z atakami przez tydzień. To była ważna decyzja, która zaczęła obowiązywać w piątek w nocy, a dziś w nocy Rosjanie ją złamali. Oznacza to, że albo Rosja uważa, że tydzień ma niecałe 4 dni zamiast 7 albo naprawdę czekali na najzimniejsze dni tej zimy. O braku woli ze strony Moskwy mówił też w Kijowie sekretarz generalny NATO. Oddał hołd poległym Ukraińcom przy dźwiękach syren alarmowych. Prezydent Trump i jego zespół starają się powstrzymać rozlew krwi. To jasne, że Ukraina jest gotowa to wspierać. Oraz że osiągnięto tu istotny postęp. Jednak Rosja atakuje, jak podczas ostatniej nocy. Na fiasko amerykańskich działań zwrócił też uwagę szef polskiego MSZ. Tyle z obietnicy Putina wobec prezydenta USA. W najbliższych dniach ukraińską stolicę odwiedzi premier Donald Tusk. Będzie mowa o nie tylko o wsparciu dla Ukrainy, ale też o jej odbudowie. Dobrze chyba pokazać, że Polska, najbliższy sojusznik i sąsiad Ukrainy, jest z nią w tych trudnych chwilach. Jutro i czwartek w Abu Zabi kolejna tura pokojowych negocjacji między Ukrainą, Rosją i USA. "Osobiście spalę cię żywcem. Pozdrawiam gorąco". To groźba pod adresem wicepremiera polskiego rządu zamieszczona w połowie stycznia na platformie X. Anonimowa, ale do czasu, bo autor jest już w rękach policji. W jego aucie znaleziono broń palną i koktajle Mołotowa. Politycy dawno odkryli, że wyborcy do urn chodzą z emocjami, a nie z ulotką z programem, ale czy jeszcze nad nimi panujemy? Siedzę tutaj, rozmawiamy. Bo jak mówi wicepremier, służby zadziały szybko po tym, jak pod jednym z postów Krzysztofa Gawkowskiego o małżeństwach osób tej samej płci pojawił się wpis, a raczej groźba śmierci polityka. "Osobiście spalę cię żywcem. Pozdrawiam gorąco". Kilka dni później wrocławscy policjanci namierzyli i zatrzymali 50-letniego mężczyznę. To, co przy nim znaleźli, sugerowało, że na słowach mogło się nie skończyć. Ujawniono szereg istotnych przedmiotów, jak również substancji w postaci broni palnej, amunicji, tzw. koktajli Mołotowa. Krzysztof K. broń posiadał nielegalnie, a 8 koktajli Mołotowa przechowywał, jak sam tłumaczył, dla zabawy. Rodzina, wszyscy się dowiedzieli, to jest zawsze sytuacja krytyczna. Miałem pogróżki w przeszłości. Różnie ludzie pisali. Ale w tym przypadku zagrożenie było realne. Mężczyzna usłyszał zarzuty. Nie przyznał się do winy. Przebywa w areszcie. Grozi mu do 8 lat więzienia. Zdaniem ekspertów internetowych gróźb wobec polityków przybywa, zmienia się też język hejtu. To przestaje być wyłącznie język dyskryminacyjny, wykluczający, poniżający, ale staje się również językiem, który zachęca do działania, który mówi: posuń się dalej, zróbmy coś więcej. 7 lat temu Stefan W. zamordował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Wcześniej przez wiele lat hejt na polityka wylewał się choćby z pisowskiej telewizji, a sami politycy PiS nakręcali spiralę nienawiści. Widzi pan, żeby po latach przyszła refleksja? Nie, samoopamiętania nie ma. Dlatego powinno interweniować państwo. Ale w jaki sposób? Przepisy. Restrykcyjne przepisy. Hejt i groźby w sieci to przestępstwo. Grozi za to grzywna, a nawet kilka lat więzienia. Raz dostałem wiadomość, że ktoś wie, że latam samolotem, i że się zaczai na mnie z nożem. To są bardzo poważne wiadomości. Groźby śmierci. Groźby śmieci to są wiadomości, po których człowiek nie wie, jak się zachować. Politycy zgłaszają sprawy na policję. Ta reaguje. Kiedy 19-latek udostępnił zdjęcie pistoletu z podpisem "Do zobaczenia, Karolku", odnoszące się do prezydenta Nawrockiego, była szybka reakcja. Mężczyzna został zatrzymany. Hejt dotyka wszystkich, w tym osoby publiczne, np. Jurka Owsiaka. Gróźb śmierci otrzymał wiele. Ludzie do tego się przyzwyczajają. Czyli ten stopień odporności robi się coraz większy, a powinniśmy być wyczuleni na każdy hejt, od najmniejszego. W internecie nie jesteśmy anonimowi. Przekonała się o tym 67-latka, która kierowała groźby śmierci wobec dyrygenta orkiestry. Emerytka, wyrok więzienia, za stwierdzenie, którego przecież nigdy nie mogła zrealizować. Tylko że 70-latka też może zabić. Panie redaktorze, jeszcze raz powtórzę, schorowana 70-latka. PiS, jak widać, problem bagatelizuje. Stąd jasny apel wicepremiera do nas wszystkich. Sprzeczajmy się przy urnach wyborczych, emanujmy poglądami, ale nie próbujmy przenosić tych emocji na hejt w sieci, a jednocześnie na to, że sprawstwo przyjdzie i że ktoś kogoś chce zastrzelić albo oblać koktajlem mołotowa, bo zabrniemy w miejsce, od którego nie ma odwrotu. Apelu jednak nie wszyscy posłuchali. To internetowe komentarze chwilę po zakończonym programie. Nie trzeba się zapuszczać w mroczne miejsca internetu, by trafić na popisy wandali, sadystów, powiatowych skandalistów czy wiejskich mistrzów kierownicy. Za każdym razem udokumentowane przestępstwo albo głupota tak skrajna, że aż niebezpieczna - patostreaming. Panoszy się w internecie, bo analogowe prawo kiepsko działa w cyfrowym świecie, ale to się może wkrótce zmieni. Wulgarność, agresja. Na tym stoi dziś internet. To się klika. I na tym się zarabia. Tzw. patostreamy to skutek uboczny wolności w internecie. Niestety oglądane przez dzieci. Pokazują, że krzyk, wulgarność i łamanie granic to sposób na popularność i pieniądze. Dla dorosłych to kontrowersyjny kontent. Dla 10- czy 12-latka to wygląda jak lekcja o tym, jak wygląda świat i relacje międzyludzkie. To głos samych młodych, którzy poparli dziś poselski projekt kryminalizacji patostreamingu. Wpłynął do laski marszałkowskiej kilka dni temu. Żeby był jasny przepis w Kodeksie karnym, który będzie takie działania penalizował. Za patostreaming groziłaby kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Projekt definiuje, jakie dokładnie treści podlegałyby karze. To m.in. przedstawiane w sieci przestępstwa przeciwko życiu lub zdrowiu, znęcania się nad zwierzętami, upokarzania. A nawet pozorowanie takich zachowań. Takich treści nawet nie trzeba wyszukiwać, dzięki algorytmom same pchają się młodym ludziom na ekrany smartfonów. Według NASK ogląda je już co piąty nastolatek. Eksperci zwracają uwagę, że w ogóle media społecznościowe niosą groźne dla dzieci treści. To prowadzi niestety do samobójstw dzieci, do bullingu, do wielu innych problemów. To uzależnienia. Nasze dzieci zasypiają z telefonami i budzą się z telefonami. Dlatego na horyzoncie kolejna zmiana prawa w kierunku ochrony dzieci. Chodzi o media społecznościowe w ogóle. Chcemy ten próg ustawić na 15. roku życia. Tak, aby dzieci poniżej tego wieku nie mogły mieć odstępu do mediów społecznościowych. Posłowie koalicji chcą złożyć projekt do końca lutego. Tu też wśród młodych słychać głos za. Jeśli w tym momencie się tym nie zajmiemy, to dalej problemy młodych ludzi będą się nawarstwiać. Ograniczenia wprowadziła w grudniu Australia. Nawet my, dorośli, mamy problem z odróżnieniem, co w sieci jest prawdą, a co fałszem. A co dopiero dzieci, które dopiero uczą się odróżniać dobro od zła. To współczesna, cyfrowa opiekunka do dziecka. Na razie bez kontroli i nadzoru. W Krapkowicach pod Opolem policja zatrzymała pedofila. Udało się, bo czujna mama nie pozwoliła mu odejść ze zdjęciami zrobionymi dziecku w toalecie. To przesłanie do wszystkich dorosłych, bo dzieci są za słabe, by zadbać o swoje bezpieczeństwo. Ten obowiązek zawsze spoczywa na dorosłych. Grasował w supermarkecie w Krapkowicach. Robił filmy i zdjęcia dzieciom korzystającym z toalety, w tym 10-letniej dziewczynce i jej młodszej siostrze. Mama weszła do tej łazienki i próbowała przekonać mężczyznę, żeby wyszedł, oddał telefon i skasował nagrania. Wywiązała się tam awantura. Gdyby nie czujność matki i szybka reakcja policjanta po służbie, mężczyzna nadal mógłby stanowić zagrożenie dla dzieci. Niedopuszczalne. Brakuje tutaj monitoringu. Nie chciałabym być w jego skórze. Takich ludzi trzeba dawać do więzienia. To nośniki zabezpieczone przez kryminalnych w mieszkaniu pedofila. Telefony, komputery, laptopy z pornografią dziecięcą. Dopuścił się czynu w warunkach recydywy, czyli powrotu do przestępstwa, co jest okolicznością do nadzwyczajnego obostrzenia kary. W tym postępowaniu może mu grozić kara do 22 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Niestety, nigdy nie będę w stanie wyprzeć tego ze swojej głowy. Dla ofiar takie sprawy nie kończą się wraz z wyrokiem. Milena Sawicka została skrzywdzona jako dziecko przez człowieka, któremu ufała. Prowadził ośrodek jazdy konnej, do którego uczęszczała niemal codziennie. Byłam wystraszona, miałam 8 czy 9 lat. Ja nie do końca wiedziałam, że to wszystko, co się wydarzyło, nie było moją winą. Ja się bardzo obwiniałam o to wszystko. Mamie powiedziała lata później. Mężczyzna został skazany. Skrzywdził również kilkanaście innych dziewczynek. Nie ma czegoś takiego jak wybaczenie tak ogromnej krzywdy, jaką można zrobić dziecku, po prostu dziecku. Odpowiedzialność zawsze spoczywa na dorosłych. Dla dziecka znalezienie siły, by opowiedzieć o traumie, bywa najtrudniejsze. Ważne jest to, żeby rozmawiać z dziećmi o granicach ich ciała, ich prywatności. I warto takie sygnały od dzieci traktować poważnie. Każda forma przekraczania granic seksualnych odbiera dzieciństwo. Dlatego Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę ruszyła z nową kampanią edukacyjną. Skutki przemocy seksualnej zostawiają ślad na lata. Nawracające wspomnienia, lęk, depresja, zamkniecie się, nieufność do siebie, do innych. To nie dzieci mają obowiązek się bronić. To dorośli mają obowiązek reagować. Bo milczenie zawsze działa na korzyść sprawcy, nigdy ofiary. Dziewczynki z Krapkowic i ich mama zareagowały wzorowo. Sportowa Polska wstrzymała oddech, gdy w Paryżu Aleksandra Mirosław zdobywała olimpijskie złoto. Teraz znów go wstrzymuje, bo nasza mistrzyni niespodziewanie kończy karierę. Obok złota z Paryża pani Aleksandra ma 3 tytuły mistrzyni świata i na ściance wspinaczkowej zdobyła już, co się dało, więc ma prawo nam powiedzieć o decyzjach podejmowanych na samym szczycie. Nieraz dostarczała nam emocji swoimi rekordami. Teraz też zabiły mocniej. Właśnie ten dzień nadszedł. Sezon 2026 będzie moim ostatnim sezonem startowym w mistrzostwach świata, w pucharach Europy. Kończy karierę, będąc na topie. Jej występy przeczyły prawom fizyki, kobieta pająk, gwiazda ścianki wspinaczkowej. 6,03 sekundy - nikt tak szybko nie wspinał się na szczyt. Przesuwała granicę we wspinaczce kobiet. Ta magiczna granica 6 sekund, nie ma innej zawodniczki, która była w stanie zbliżyć się do tego wyniku. Z igrzysk olimpijskich w Paryżu jako jedyna wróciła ze złotym medalem. Do tego doliczmy 3 mistrzostwa świata i 3 mistrzostwa Europy. Jej kariera inspiruje przyszłe pokolenia sportowców. Ola i jej zespół, całe otoczenie, które tworzyło siłę wspinaczki, będzie tworzyć ją dalej i budować taką przestrzeń, gdzie nowe gwiazdy pojawią się w okolicy Los Angeles i później, a może kiedyś będą nas zadziwiały na igrzyskach w Warszawie. I może stanie się to z jej pomocą, bo Aleksandra Mirosław nie żegna się definitywnie ze sportem. Sport nadal pozostanie w moim życiu i będzie jego ważną częścią, ale moja rola się zmieni. Ta rola na razie pozostaje zagadką, choć nie jest tajemnicą, że na kapralkę Aleksandrę Mirosław liczy wojsko. Jest wspaniałym żołnierzem, tak samo jak i sportowcem. I mamy nadzieję, zrealizuje swoje pragnienia, żeby w służbie pozostać. Na pewno pozostanie dumą rodzinnego Lublina. Gdzie jej wyczyn na ściance zdobi jedną ze ścian kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu, a jej wyniki są tu regularnie aktualizowane. Jesteśmy umówieni na aktualizację tego czasu na wiosnę, a zmienia się go bardzo łatwo, jest tak zaprojektowany ten mural, że wystarczy szybkie przemalowanie. I mamy nadzieję, że jesienią trzeba będzie znowu go aktualizować, po pucharze świata w Krakowie i mistrzostwach Europy we Francji. Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf w "Pytaniu dnia" jest profesor Radosław Markowski, socjolog, politolog. Rozmowa już za chwilę. A w "19.30" to wszystko, dziękuję państwu za uwagę i życzę dobrego wieczoru.