Dekret podpisany - Donald Trump wprowadza cła na towary sprowadzane do USA. Pytanie, ile za to zapłaci Europa, a ile Polska? 150 tysięcy mieszkańców Otwocka i Karczewa po awarii nawet tydzień może czekać na wznowienie dostaw wody zdatnej do picia. Donald Trump uwolnił Amerykę. Prezentuje tabelę, a na tabeli zmian nowe cła na towary z państw, o których w Ameryce mówią "parszywa piętnastka". Nowe taryfy są ogromne, sięgają nawet 30 kilku procent, ale według prezydenta Trumpa tak właśnie wraca sprawiedliwość i uczciwe traktowanie Ameryki. Mają być biliony w budżecie, według ekspertów będzie recesja. Donald Trump starannie wybrał miejsce na wypowiedzenie światu wojny handlowej - Ogród Różany Białego Domu. Rodacy, to jest Dzień Wyzwolenia. Dekretem Trump wprowadza cła na wszystkie sprowadzane do USA towary. Minimalna stawka to 10%. Ale stawki dla największych partnerów handlowych USA: Chin i Europy są znacznie wyższe. Wzajemność. Zrobimy im to samo, co oni robią nam. Bardzo proste. Prościej już się nie da. Prezydent pokazał własne wyliczenia ceł, jakie jego zdaniem na amerykańskie towary pobierają obecnie inne kraje. Od tych wyliczeń wprowadził amerykańskie cła, które mają stanowić połowę tych zagranicznych. Unia Europejska wydaje się taka przyjazna. A oni nas oszukują. To takie smutne. Takie żałosne. Za ich 39% naliczymy im 20%. Więc obciążamy ich zasadniczo o połowę. Sekretarz handlu, który podawał prezydentowi tablicę z wyliczeniami, na pytania o te liczby nie chciał nam jednak odpowiedzieć. Panie sekretarzu, jak wyliczyliście unijne cła na poziomie 39%? Milczał też pytany o to samo minister finansów. Choć zaraz po przemówieniu prezydenta obaj tłumaczyli w amerykańskich mediach wprowadzenie taryf. Te cła mają na celu rozpoczęcie negocjacji. Myślę, że jesteśmy w stanie je obniżyć. Mówi nam Paul Jones, były amerykański ambasador w Polsce, który uważa, że cła mogą wywołać katastrofalne skutki dla transatlantyckiego handlu. Dodaje, że ich wprowadzenie to także skutek wieloletniej frustracji części Amerykanów. To, w czym Trump jest niesamowicie dobry, to przełamywanie tabu, poruszanie problemu, o którym nikt nie chce mówić, bo uważa, że nie da się nic zmienić. A tymczasem od lat obie partie w Stanach Zjednoczonych uważały, że Europa działa protekcjonistycznie i nie chce współpracować w niektórych obszarach handlu. Trump, wspierany przez związkowców, liczy, że produkcja, wyprowadzona kiedyś do Azji, wróci do fabryk w Stanach. Opozycja ostrzega przed recesją i tym, że skutki cen we własnych portfelach odczują amerykańscy konsumenci. Czwórka republikańskich senatorów zagłosowała z opozycją przeciwko wprowadzonym wcześniej cłom na Meksyk i Kanadę. A senator Rand Paul, ten z lewej strony, w prawicowej telewizji wspólnie z demokratycznym kolegą zaprotestował przeciwko polityce republikańskiego prezydenta. Amerykanie wiedzą, że cła to podatek, który będą musieli zapłacić. Ojcowie Założyciele tak bardzo obawiali się władzy podatkowej, że przyznali ją tylko Kongresowi. Cła nie objęły Rosji, Kuby, Białorusi i Korei Północnej. Nowe taryfy prezydent nałożył na ponad 180 krajów i terytoriów, w tym na walczącą Ukrainę. I niewielkie wysepki Heard i McDonalda, zamieszkałe jedynie przez foki i pingwiny. Teraz nasi korespondenci w Waszyngtonie i w Brukseli z komentarzem do tych decyzji i ich skutków. Najpierw Waszyngton, tam jest Marcin Antosiewicz. Nowe taryfy świat poznał po zamknięciu giełdy na Wall Street i to był taktycznie udany zabieg, ale rynki się w końcu otworzyły i co widać? Indeksy spadają. Recesja jest coraz bliżej. Biały Dom twierdzi, że w perspektywie ten ruch się opłaci. Donald Trump podjął tę decyzję dla swoich wyborców. Jednak słychać nieoficjalnie, że jeśli chodzi o cła na Europę, tutaj jest pole do negocjacji. Waszyngton ma nadzieję, że Unia powstrzyma się od ceł odwetowych. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Cła amerykańskie mają wejść w życie w sobotę. Kolejne w środę. Dni wolności trwają, ale wolny handel i globalizacja umierają. Wyrównawcze cła Trumpa uderzą też w Unię Europejską. Chemii między Brukselą a Waszyngtonem Trumpa nie było od początku, ale teraz emocje wchodzą na inny poziom, bo za transatlantycką więź właśnie wystawiono rachunek. Na razie Europa ze zdziwieniem unosi brwi, ale czy zamierza je zmarszczyć? Dorota Bawołek jest w Brukseli. Jaką reakcję planuje Unia? Wiem, że wielu z was czuje się zawiedzionych przez naszego najstarszego sojusznika. Tak, musimy przygotować się na skutki, które nieuchronnie nas czekają. Europa ma wszystko, czego potrzebuje, aby przetrwać tę burzę. Jesteśmy w tym razem. Jeśli atakujesz jednego z nas, atakujesz nas wszystkich. A firmy technologiczne i towary ze stanów, w których Trump cieszy się największym poparciem mają ucierpieć. Unijny odwet nie jest celem samym w sobie. Bruksela próbuje przekonać Waszyngton, żeby wycofał się przynajmniej z części taryf. Taka taktyka zadziałała w czasie pierwszej wojny handlowej Trumpa z Europą. Polska nie jest wysoko na amerykańskiej liście handlowych krzywd, ale my też eksportujemy i teraz ten handel będzie droższy o 20%. Ameryka to nasz ósmy partner handlowy, wyżej jest nawet Ukraina, ale to jednak ponad 40 mld zł. Jak teraz mogą wyglądać te kalkulacje? Spod Rzeszowa do Stanów Zjednoczonych. Tu powstają elementy mocujące, wykorzystywane m.in. do produkcji samochodów. My się spodziewamy niestety, że jeżeli ta wojna celna nabierze rozpędu, to może to nawet doprowadzić do pewnego rodzaju kryzysu, który uderzy nas bardzo mocno. W Polsce to branża motoryzacyjna w pierwszej kolejności odczuje skutki ceł nałożonych przez Donalda Trumpa. I to nie tylko firmy dostarczające części do USA. Dostarczamy np. do zakładów w innych krajach, które wykorzystują te części, podzespoły do budowania i wysyłania samochodów do Stanów. To nawet 350 mln euro naszego eksportu. I dlatego premier na przyszły tydzień zapowiedział spotkanie z przedstawicielami branży motoryzacyjnej. Ale konsekwencje wojny celnej odczują też branże: górnictwa i wydobycia, transportu, produkcji komputerów i artykułów spożywczych. Ile może stracić polska gospodarka? Nowe amerykańskie cła mogą zmniejszyć polski PKB o 0,4%, Decyzja Donalda Trumpa otwiera nam nowy rozdział w gospodarczej historii, bo jest to bezprecedensowa zmiana. Tak wysokich ceł USA nie miały od ponad stu lat. A na tym się nie skończy, bo cła odwetowe zapowiada UE. Pewnie na porównywalnym poziomie, co oznacza okres co najmniej kilkumiesięcznej niepewności. Później zobaczymy, bo widzieliśmy już w przypadku Kanady, że pan prezydent Trump potrafi się z tych niektórych wojennych deklaracji wycofywać. W swoje umiejętności dyplomatyczne wierzy kandydat PiS na prezydenta Karol Nawrocki. Jestem gotowy i będę gotowy jako prezydent Polski do tego, aby w interesie państwa polskiego kwestie celne negocjować bezpośrednio z USA. Tyle że kwestie handlu i ceł to kompetencje Brukseli, nie Warszawy. Naszą odpowiedzią na cła, na wojnę handlową powinno być wspieranie naszego przemysłu, bo to nie budzi konfliktu, tylko wzmacnia Polskę i Europę. To nie jest optymistyczny poranek dla konsumentów i firm, ale Polska i Europa wyjdą z tego silniejsze. Choć musimy się przygotować na poważne wyzwania. Wojna handlowa to jest stan, w którym większość przegrywa, bardzo mało krajów zyskuje. Po decyzji Donalda Trumpa na wartości traci amerykańska waluta, umacnia się złoty. O poranku za dolara płaciliśmy 3,80 zł. Wyższe cła mają zostać wprowadzone w najbliższą środę. To jest 19.30 w czwartek. Za chwilę nieparlamentarne zachowania polityków i ich konsekwencje, a potem jeszcze: Plan i pieniądze na zbrojenia. Jeśli nie zwiększymy zdolności obronnych, Rosja będzie zagrożeniem dla Europy. Unia, Europa obudziła się do zasadniczego działania. Woda niezdatna do picia i mycia. Filtry, które uzdatniają wodę, która potem trafia do wodociągów, stały się dysfunkcyjne. Myję się w misce, nie gotuję. W polityce trzeba często używać słów mocnych, bo się w Polsce dzieją złe rzeczy. To Jacek Sasin, wicepremier w rządzie PiS, o słowach posłanki Arend wyzywającej posła Giertycha od morderców. Co więcej, Jacek Sasin uważa, że to obóz władzy rozbudza emocje. Prezes Kaczyński oczekuje dla posła Giertycha dożywocia, poseł Gosek posłowi Treli obiecuje opiekę służb, a poseł do posła woła: "Janusz, bij". Kiedy ktoś uderzy? To dowód na to, że Jarosław Kaczyński się nie zatrzymuje. Giertych to jest człowiek, który, mam nadzieję, resztę życia spędzi w więzieniu. Prezes PiS chce dożywocia dla Romana Giertycha. Będzie to sądzone w zupełnie innej sytuacji prawnej, na tak zwanej zasadzie norymberskiej i wtedy ten wyrok może być jeszcze wyższy. Wyrok wyższy niż kara dożywocia to kara śmierci. W następstwie procesu norymberskiego - który przywołuje prezes PiS - taką karę, od której nie było odwołania, wykonano na 12 zbrodniarzach wojennych. I to Jarosław Kaczyński zapowiada wobec Romana Giertycha, gdy PiS wróci do władzy. Mocniejszych słów użyć nie mógł, natomiast ja sądzę, że to jest po prostu jego strategia jako niepoczytalnego człowieka. Jarosław Kaczyński był dziś w prokuraturze w sprawie śmierci jego współpracowniczki i miał okazję, by sprostować swoje słowa i przeprosić posła Giertycha za to... Morderca! ...co wydarzyło się tu, na mównicy sejmowej, ale prezes PiS tego nie zrobił. Na pewno nie będę przepraszał. Podobnie zachowują się politycy PiS-u. Wszystko, ta nagonka doprowadziła do tego, że pani Barbara Skrzypek zmarła. I Roman Giertych jest temu winny? Powiedziałem, że w tej sprawie służby... Wasza posłanka już oskarżyła Romana Giertycha, że jest mordercą. Dzisiaj nie ma niezależnej prokuratury. To teraz fakty: Barbara Skrzypek była przesłuchana w prokuraturze w sprawie dwóch wież, a prezes PiS jest jedną ze stron. Dzień potem rozmawiała z Jarosławem Kaczyńskim. Trzy dni po przesłuchaniu Barbara Skrzypek zmarła na zawał serca. Prezes PiS jest jedną ze stron w aferze dwóch wież. W przesłuchaniu byłej współpracowniczki Jarosława Kaczyńskiego uczestniczył adwokat związany z Romanem Giertychem. I to wystarczyło do tego, by posunąć się do takich oskarżeń. Złaź, morderco. Morderca. To są rzeczy niebywałe, oskarżać kogoś o morderstwo na podstawie własnych wymysłów i własnego strachu. Za słowa o "mordercy" posłowie Koalicji Obywatelskiej wobec sześciu posłów PiS składają zawiadomienie do prokuratury i kierują zawiadomienie do Komisji Etyki. Jarosław Kaczyński doszedł do ściany swoimi oskarżeniami. Politycy koalicji rządzącej są zgodni: to nigdy nie powinno się wydarzyć. I przypominają, że słowa mają moc. Po tym, co zrobił wczoraj Jarosław Kaczyński, Roman Giertych jest w niebezpieczeństwie. Co może być jeszcze gorszego niż wyzywanie kogoś od mordercy? Można kogoś uderzyć i ja mówię to całkiem serio. Proszę nie atakować pani minister. Słowa "morderca" politycy PiS-u użyli wczoraj również wobec człowieka, który naprawdę zamordował człowieka. Chcemy się dowiedzieć, gdzie jest Ryszard Cyba. Pan poseł nie chciałby wiedzieć, gdzie są mordercy? Używa pan słowa "morderca" wobec człowieka, który jest faktycznym mordercą, a pana koleżanka z klubu nazywa Romana Giertycha mordercą. Czy jednak coś jest nie tak w tym rozumowaniu? Bardzo dobrze, że politycy PiS chcą ustalić, gdzie jest morderca. Cyba. Posłanka, która zainicjowała okrzyki "morderca", tego samego dnia w Internecie opublikowała to zdjęcie. A później odśpiewała "Barkę". Sprawa Ryszarda Cyby jest dla wszystkich bulwersująca i ją wyjaśniamy - mówi wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha. I tylko opozycja pyta, skąd ten kłopot, bo czy osadzony, czy pacjent, był i ma być pod opieką państwa i nie powinny się mnożyć pytania, gdzie on jest. No to gdzie on jest? W dniu dzisiejszym ustaliliśmy, że jest nowe miejsce pobytu pana Cyby, czwarte. W ciągu zaledwie dwóch tygodni. Jest to jeden ze szpitali psychiatrycznych. Tutejszy sąd ani przez moment nie stracił kontroli nad miejscem pobytu pana Cyby. To od początku, bo droga Ryszarda Cyby jest nieco skomplikowana. Skazany na dożywocie na podstawie opinii biegłych, 18 marca został przewieziony konwojem z Zakładu Karnego Czarne do schroniska dla bezdomnych. Tam spędził dwa dni. Po odmowie przyjęcia leków i awanturze trafił do szpitala z oddziałem psychiatrycznym. Później do DPS-u i finalnie ponownie na oddział szpitala psychiatrycznego o podwyższonej ochronie. Tu jest cały czas sytuacja osoby skazanej, która bezpośrednio z zakładu karnego została przewieziona, której pobyt jest monitorowany i która obecnie znajduje się w zakładzie zamkniętym. I choć Cyba jest pod nadzorem, to pozostają pytania. Nie dostrzeżono wagi znaczenia sprawy. Komentuje minister sprawiedliwości Adam Bodnar. I zapowiada audyt, bo słabych punktu było kilka, zaczynając od funkcjonowania instytucji zaangażowanych, na problemach komunikacyjnych kończąc. Mamy kłopot z brakiem koordynacji, brakiem wyobraźni i z problemem wytrenowania, w jaki sposób traktować takie osoby, które nie mogą wykonywać kary pozbawienia wolności ze względu na stan. Co więcej - zdaniem ministra - nie dość, że prokuratura nie złożyła zażalenia, to Zakład Karny Czarne zwrócił się do sądu o środek dozoru elektronicznego dopiero w momencie podjęcia decyzji o przeniesieniu Cyby. Termin rozprawy - 8 maja. To jest masa rażących błędów. Idealna procedura to leczenie na terenie zamkniętej jednostki penitencjarnej. Sąd popełnił błąd. Postępowanie zakładu karnego sprawdza wiceministra Maria Ejchart, która była na miejscu. Co nie ulega zmianie, to stan zdrowia Cyby. Zaburzenia nie rokują na wyleczenie, a nawet poprawę. To, co uczynił sąd, to skierował skazanego w miejsce, w którym ta osoba powinna wrócić do zdrowia. Ryszard Cyba w 2010 roku zastrzelił działacza PiS Marka Rosiaka i ranił nożem Pawła Kowalskiego. Chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego. Został skazany na dożywocie z możliwością warunkowego zwolnienia dopiero po upływie 30 lat. W więzieniu spędził 14 lat. I jeśli jego stan się poprawi, wróci do zakładu karnego. Anna W., podejrzana w sprawie nieprawidłowości w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, wyjdzie na wolność. Prokurator uchylił areszt tymczasowy. Powodem decyzji jest stan zdrowia 13-letniego syna podejrzanej. Anna W. była szefową biura premiera Mateusza Morawieckiego. Zdaniem prokuratury miała brać udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przyjąć 3,5 mln zł łapówki od twórcy marki odzieży patriotycznej "Red is Bad", Pawła Szopy. W zamian miała wpływać na zamówienia składane przez agencję. Anna W. opuściła areszt po wpłaceniu 400 tys. zł poręczenia majątkowego. Ma zakaz kontaktowania się z uczestnikami postępowania i opuszczania kraju. Zastosowano wobec niej także dozór policji. Marco Rubio w Brukseli na szczycie szefów dyplomacji NATO: Ameryka Sojuszu nie opuści, ale chce, by europejscy partnerzy wzmocnili swój potencjał militarny. Europejscy partnerzy odpowiadają w Warszawie: nie ma znaczenia, jak skończy się wojna w Ukrainie, Rosja będzie problemem Europy długofalowo, musimy się zbroić. Ile mamy czasu na ten plan i ile pieniędzy? Kilkunastu ministrów obrony UE w jednym miejscu - na warszawskiej cytadeli. Ukraina osiągnie pokój, Europa osiągnie pokój, tylko jak będzie silna. O sile było dziś sporo. Wśród głównych tematów - co zrobić, aby bardziej efektywnie pomagać Ukrainie. Francja, Niemcy i Szwecja ogłosiły dodatkowe wsparcie łącznie na ponad 15 mld euro. Rosja będzie długofalowym zagrożeniem dla Unii Europejskiej niezależnie od tego, jaki będzie wynik wojny w Ukrainie. Zatem wzmocnienie naszych własnych europejskich zdolności obronnych jest kluczowe. I w tym ma pomóc tak zwana biała księga na temat obronności. Zakłada ona m.in. zmobilizowanie na ten cel 800 mld euro. Widać, że Unia, Europa obudziła się do zasadniczego działania. To jest strategiczny dokument, który po raz pierwszy w historii UE jest przyjmowany. Do której wpisano Tarczę Wschód. Projekt został uznany za krytyczny dla europejskiego bezpieczeństwa. Wniosek, jaki płynie z nieformalnego szczytu, jest jeden: jak najszybsze przyjęcie rozwiązań i wdrożenie ich na poziomie narodowym. Bo ewentualny agresor nie zaczeka. Za pięć lat lub nawet szybciej Rosja może być gotowa i zdolna do zaatakowania jednego lub więcej krajów Unii Europejskiej. Dlatego trzeba się zbroić. Komisja Europejska na obronność pożyczy członkom Wspólnoty łącznie 150 mld euro. Wiemy, że obecnie Rosja stanowi bardzo poważne zagrożenie dla Ukrainy, ale jeśli nie zwiększymy zdolności obronnych, Rosja będzie zagrożeniem dla Europy. Bitwa o bezpieczeństwo Europy rozgrywa się w Ukrainie - to zdanie było dziś na warszawskiej cytadeli wielokrotnie podkreślane. Agresywne działania Rosji coraz widoczniej widać też nad Wisłą. To do Moskwy prowadzą tropy w związku z wczorajszym cyberatakiem. Chodzi o system informatyczny PO. Program ochrony wyborów zadziałał - słyszymy. Mamy do czynienia z atakiem ze strony połączonych zespołów, które działały pod białoruską i rosyjską flagą. Akcja miała charakter zorganizowany i nie działa się w trybie przypadkowym. Spotkanie organizowane przez Polskę w ramach prezydencji tu na warszawskim Żoliborzu nie jest dziś jedynym europejskim szczytem. Jesteśmy strategicznymi partnerami i sojusznikami. Wizyta Rubio w Brukseli podkreśla wzmacnianie tych relacji. W kwaterze głównej NATO w Brukseli ministrowie spraw zagranicznych Sojuszu rozmawiają z amerykańskim sekretarzem stanu. Ten jasno deklaruje. Ameryka pozostanie w Sojuszu. Chcemy, żeby NATO było silniejsze, a żeby tak się stało, to nasi partnerzy w ramach Sojuszu muszą zwiększać swoje zdolności obronne. Mamy teraz największy wzrost wydatków na obronność od czasu upadku muru berlińskiego i to jest dobra wiadomość, ale wciąż potrzebujemy więcej. Administracja Trumpa chce, aby wszyscy członkowie Sojuszu zwiększyli wydatki do 5% PKB na obronność. Do Waszyngtonu w tym tygodniu pojechać ma wysoki rangą rosyjski dyplomata, by kontynuować rozmowy na temat pokoju na Ukrainie. Wciąż nie wiadomo, jak wyglądać ma i kiedy wejdzie w życie zawieszenie broni, ale na wyjazd swoich żołnierzy na Ukrainę szykuje się już Francja. Paryż i Londyn utrzymują, że tylko obecność na miejscu europejskich wojsk zagwarantuje Ukrainie bezpieczeństwo. Przygotowania francuskiej armii obserwowała Anna Kowalska. Skupienie w oczach francuskich żołnierzy świadczy o powadze sytuacji. Te ćwiczenia mają ich przygotować do najważniejszej misji w życiu: wojny. Także na Ukrainie. Dzisiejsza misja została zrealizowana. Moi podwładni mają chęci i umiejętności. Pojechałbym z nimi wszędzie, bez najmniejszego zawahania. Zadanie było trudne: wyeliminować wroga w terenie miejskim. Dlatego nie na poligonie, ale w samym centrum miasta Frejus, między samochodami i mieszkaniami, pojawiły się pojazdy opancerzone, helikoptery i setki żołnierzy z bronią ciężką. Z reguły ćwiczymy w terenie wojskowym, a tutaj mogą pojawić się cywile. To wymaga od nas więcej skupienia. Chodzi o to, by jak najbardziej odtworzyć prawdziwe warunki wojny. Ale też uspokoić mieszkańców. Aż 3/4 Francuzów boi się, że konflikt dotrze też tu. Armia chce pokazać, że czuwa. Jesteśmy gotowi wyjechać na misję dziś wieczorem, a w zasadzie nawet w tej chwili. Potrzebny nam jedynie rozkaz. Taki rozkaz może nadejść już niebawem. Chociaż wojsko utrzymuje, że takie jak te ćwiczenia mają na celu ogólne przygotowanie żołnierzy, to ich najbardziej prawdopodobną misją jest wyjazd na Ukrainę. Otwarcie mówi już o tym prezydent Macron. Siły bezpieczeństwa obecne w strategicznych lokalizacjach zapewniłyby długoterminowe wsparcie i działały jako środek odstraszający przed potencjalną agresją Rosji. Dziś zmobilizowany jest cały kraj. Równolegle do ćwiczeń na ulicach Frejus w Rennes szkolą się cyberżołnierze. Zadanie: zatrzymać potencjalnie śmiertelne ataki hakerów. Wróg nie będzie w stanie przejąć naszej broni, ale może włamać się do systemu na krótką chwilę. I to może mieć poważny wpływ na sytuację na polu walki. Bo zaatakowane systemy przestają działać, a armia staje się bezsilna. Nie latają samoloty, nie działa obrona przeciwlotnicza i respiratory w szpitalach. Brzmi jak film? A jednak. Na taki scenariusz przygotowuje się Francja. Chcemy zmusić naszych cyberwojowników do rozwiązywania maksymalnej ilości błędów jak najszybciej. Tylko w 2024 roku francuskie systemy zostały zaatakowane blisko 5000 razy. W większości przez hakerów z Rosji. Wracamy do Frejus. Cyberżołnierze, podobnie jak ich koledzy na polu bitwy, mają wspierać Ukrainę. Francja na miejsce może wysłać nawet 10 tysięcy żołnierzy. Przesłanie, jakie takimi ćwiczeniami francuskie wojsko chce wysłać rodakom i światu: jesteśmy gotowi. Na każdą ewentualność. A wróg powinien się nas obawiać. Od wczoraj Otwock musi sobie radzić bez wody. Już wiadomo dlaczego. Oto główna magistrala wodociągu podczas remontu uwolniła zgromadzone osady, te runęły na stację uzdatniania i teraz weekend to optymistyczny termin końca kłopotu. Otwock i niedaleki Karczew. Ponad 50 tys. mieszkańców kolejny dzień nie ma w kranach wody nadającej się do picia, a nawet codziennej higieny. Wszystko stoi, zmywarka nie działa, nie może działać, pranie też się boję robić i jest problem teraz coraz gorszy. W kryzysowej sytuacji są szkoły i szpitale - te, które nie mają własnych ujęć wody. Powiatowe Centrum Zdrowia do odwołania, do usunięcia skutków tej awarii, wstrzymało przyjmowanie pacjentów i planowe zabiegi. Awaria trwa drugi dzień. W magistrali, która doprowadzała tzw. wodę surową z ujęcia do tej stacji uzdatniania, oderwał się osad zgromadzony przez lata wewnątrz rury. Skala tego zjawiska była tak duża, że po prostu filtry, które uzdatniają wodę, która potem trafia do wodociągów, stają się dysfunkcyjne. Musiały zostać zatrzymane. Obowiązuje zakaz korzystania z wody z kranu. Do odwołania. Uwaga, bardzo poważna awaria sieci wodociągowej na terenie Otwocka i Karczewa, która potrwa kilka dni. Proszę o niekorzystanie z wody wodociągowej do celów spożywczych i sanitarnych. Magistrala, która uwolniła osad, ma prawie 50 lat. Ale otwockie Wodociągi nie zamierzają jej wymieniać. Na tę chwilę, jak i w najbliższych latach, nie mamy takiego planu. Kiedy magistrala przechodziła ostatnio przegląd czy konserwację - nie wiadomo. Były prowadzone działania w stacji uzdatniania wody. Na chwilę obecną sprawa jest przekazana do prokuratury. Zasilanie sieci wodociągowej jest stopniowo przywracane, ale woda, która już płynie do mieszkań, nie jest uzdatniona. Można nią jedynie spłukiwać toalety. Leci bardzo żółta woda u mnie w kranie, bo odkręcałam. Myję się w misce, nie gotuję za bardzo albo oszczędnie, tak żeby było mało zmywania. Jakoś trzeba sobie radzić. Woda jest, zaopatrzenie, więc radzimy sobie jakoś. Ze wsparciem przyszedł warszawski ratusz. Wodociągi Warszawskie wczoraj wysłały do Otwocka 13 beczkowozów. To są beczkowozy o łącznej pojemności ponad 71 m3. Dodatkowo 3 beczkowozy o pojemności 1 m3 pojechały do Karczewa. Służby uspokajają - zagrożenia epidemicznego nie ma. Nie odnotowaliśmy zwiększonej zachorowalności. Żadne z podmiotów leczniczych nie pokazało nam w statystykach, że mamy liczby zwiększonych porad. Próbki wody z Otwocka zostały pobrane do badań. Wyniki pokażą, czy to, co trafia do kranów mieszkańców, nadaje się chociaż do mycia. Nie istnieje infrastruktura w 100% odporna na awarię, tu w Otwocku, doszło jednak do poważnego uszkodzenia filtrów w stacji uzdatniania wody. Na razie mieszkańcy są zdani na takie jak ten punkty dystrybucji i beczkowozy i tak ma być jeszcze co najmniej przez tydzień. Minister Maciej Berek z Kancelarii Premiera Donalda Tuska w "Pytaniu dnia" u Justyny Dobrosz-Oracz.