Zima w natarciu - alarmy przed intensywnym śniegiem i mrozem. Dyktator w celi - jakie będą globalne skutki akcji w Wenezueli? Polityczny hejt - nieprzyzwoite internetowe ataki na polskiego premiera. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór w niedzielę, 4 stycznia. Zawieje, zmiecie, a nawet śnieżne burze. Zima w Polsce nie odpuszcza. Ostrzeżenia Instytutu Meteorologii przed intensywnymi opadami śniegu, a także przed silnym wiatrem, alarmy i prognozy, które zapowiadają kolejne ataki zimy. Atak zimowej aury nie ułatwia powrotów z długiego noworocznego weekendu. Zima w natarciu. Na pomorskich drogach - paraliż. To poranne nagrania z S6 w powiecie sławieńskim. Czasami nawet zimowe opony nie pomogą. Tak że trzeba uważać, czasami 40-50 km/h na godzinę i jak najmniej hamować. Takie warunki panują dziś w połowie kraju. Ja ze Szczecina przyjechałem i słuchajcie, to jest kpina, cała S3 - zaśnieżona. Przeleciałem, bo auto jakoś tam jeździ, natomiast jest totalne nieporozumienie. Jak żeśmy jechali wojewódzkimi, to się trzymałem mocno, bo śnieżyca była taka, że mało co było widać. Dlatego noga z gazu, bo w takich warunkach łatwo o wypadek. Po południu w Nowym Dworze, w kujawsko-pomorskim, zderzyły się dwa samochody. Ranne zostało 3-letnie dziecko. Od sylwestra doszło do 118 wypadków drogowych, w których zginęło 13 osób. To niemal 3 ofiary dziennie. Apelujemy o dostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze. Musimy pamiętać, że ta prędkość na znaku, ta dozwolona jest tą prędkością bezpieczną. Drogowcy - bez przerwy w terenie. Sytuacja na drogach dzisiaj jest bardzo dynamiczna. Nasze służby pracują 24 godziny na dobę, więc apelujemy do kierowców o wyrozumiałość. Od rana korki i opóźnienia. Tak wyglądają powroty po noworocznej przerwie. Na niemieckiej granicy w Słubicach kierowcy momentami stali kilka godzin. Strasznie. Mieszkam w Hanowerze i dojeżdżam tutaj do Słubic. To jest normalnie straszne. Porywisty wiatr i duże opady śniegu to powód, dla którego zakazano wstępu do lasów w Olsztynie. Nadleśnictwo Nidzica ostrzega - widoki, choć piękne, są szczególnie niebezpieczne. Największe niebezpieczeństwo w lesie w tej chwili sprawiają duże pokłady śniegu, które znajdują się w koronach drzew, konary często się łamią. Minusowe temperatury zbierają śmiertelne żniwo. Od listopada z powodu wychłodzenia zmarło 10 osób. Straż miejska - na patrolach. Sprawdzamy, czy ta osoba ma warunki takie, że nie jest przemarznięta, wychłodzona, czy nie jest w stanie upojenia alkoholowego. Oczywiście zawsze też pytamy, czy chce zostać przewieziona do noclegowni. Dla połowy kraju wydano ostrzeżenia przed opadami śniegu, zamieciami i silnym wiatrem. Alert drugiego i trzeciego stopnia dotyczy Pomorza. Noc - mroźna. Spodziewamy się spadków temperatury w ciągu nocy. W centrum i na północnym wschodzie kraju nawet do -16 stopni, a przy założeniu, że będzie porywisty wiatr, to odczuwalna będzie zdecydowanie niższa. To dopiero początek, bo kolejne dni przyniosą większe opady śniegu i silniejszy mróz. Nicolas Maduro, pojmany przez amerykańskie siły prezydent Wenezueli, trafił razem żoną do aresztu w nowojorskim Brooklynie. Jutro prawdopodobnie stanie przed amerykańskim sądem i usłyszy zarzuty związane z narkotykowym biznesem, zagrożone karą od 30 lat do dożywocia. Tymczasowe przejęcie obowiązku głowy państwa w Wenezueli powierzono dotychczasowej wiceprezydentce. To pierwsze ujęcia wenezuelskiego dyktatora na amerykańskiej ziemi. Zrobione chwilę po tym, gdy samolot z Nicolasem Maduro i jego żoną wylądował w bazie lotniczej Stewart pod Nowym Jorkiem. Otoczony przez kilkudziesięciu funkcjonariuszy DEA i FBI, skuty kajdankami, został zaprowadzony do helikoptera. I przetransportowany do siedziby amerykańskiej agencji antynarkotykowej w Nowym Jorku. Co może zaskakiwać, Nicolasa Maduro nie opuszczał dobry humor. Dobranoc. Szczęśliwego nowego roku. I świadczy o tym nie tylko to opublikowane przez Biały Dom nagranie, ale też fotografia wykonana w siedzibie agencji. Stąd wenezuelski dyktator trafił do aresztu na Brooklynie. Budynek otoczony był nie tylko przez służby i dziennikarzy, ale też tłum Wenezuelczyków. Najlepszy dzień w naszym życiu. Od dawna czekaliśmy na tę chwilę. Metropolitan Detention Center to zakład, do którego często trafiają znani przestępcy. M.in. szef meksykańskiego kartelu narkotykowego Joaquin "El Chapo" Guzman czy partnerka Jeffreya Epsteina Ghislaine Maxwell. Jednocześnie areszt na Brooklynie nazywany jest piekłem na ziemi z powodu panujących tam warunków. Maduro i jego żona wkrótce staną przed obliczem amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Ciążą na nich 4 zarzuty, w tym uczestnictwa w zmowie narkoterroryzmu. Maduro został oskarżony o wieloletnie prowadzenie przemytu kokainy do USA. Jest zbiegiem amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, za którego wyznaczono 50 milionów dolarów nagrody. Ujęcie dyktatora było możliwe dzięki przygotowywanej od miesięcy operacji, która przypominała scenariusz filmu sensacyjnego. Trwała dokładnie trwała dokładnie 2 godziny i 20 minut. Obejmowała naloty na różne cele w Wenezueli. Między innymi Fort Tiuna w Caracas. To właśnie w nim według amerykańskich mediów miał ukrywać się Maduro. Dotarliśmy do bazy o 2:01 czasu lokalnego. Oddziały zeszły na jej teren szybko i precyzyjnie. Dyktator próbował uciekać. Bezskutecznie. Już jutro Maduro może stanąć przed nowojorskim sądem, by formalnie usłyszeć zarzuty. Będzie 3. przywódcą obcego państwa, który odpowie przed amerykańskim sądem za przemyt narkotyków. Grozi mu od 30 lat więzienia do dożywocia. Po wydarzeniach w Wenezueli, kraju oddalonym od Polski o ponad 9000 kilometrów, nie tylko polityczni komentatorzy zadają sobie pytanie, co dalej. Mówi się, że pozbawienie władzy Nicolasa Maduro, to coś więcej niż upadek reżimu, bo kraj bez Maduro oznacza też świat, w którym następuje poważne geopolityczne przetasowanie. Choć od ataku minęło półtorej doby, unoszący się dym wciąż znaczy miejsca amerykańskich uderzeń. To główna baza lotnictwa w stolicy Wenezueli - Caracas. Skalę zniszczeń po ataku USA pokazują też te zdjęcia satelitarne. Witamy w 2026 roku. Pod rządami prezydenta Trumpa Ameryka powraca. Ten powrót USA Donald Trump obserwował na żywo z pokoju w swojej posiadłości Mar-a-Lago. Operacja o znaczącym kryptonimie "Absolutna Determinacja" to też powrót do XIX-wiecznej doktryny, którą amerykański prezydent właśnie wcielił w życie. Doktryna Monroe'a to poważna sprawa. Ale znacznie ją rozwinęliśmy. Teraz nazywają ją "Doktryną Donroe'a". W pewnym sensie zapomnieliśmy o tej doktrynie. Ale nie zapomnimy o niej nigdy więcej. Zgodnie z naszą nową strategią bezpieczeństwa narodowego dominacja Ameryki na półkuli zachodniej nigdy nie zostanie ponownie podważona. W opublikowanym na początku grudnia przez Biały Dom dokumencie już na jego początku mowa jest o tym, że celem USA jest, by żadna "wroga zewnętrzna siła" nie ingerowała w sprawy obu Ameryk, nie miała dostępu do kluczowych aktywów, łańcuchów dostaw i strategicznych lokalizacji. Wenezuela do tej pory była kluczowym przyczółkiem dla Rosji oraz Chin na półkuli zachodniej. Zaledwie kilka godzin przed operacją Amerykanów Nicolas Maduro spotkał się z chińską delegacją. W trakcie rozmów miały paść słowa o strategicznym sojuszu Pekinu i Caracas. Rzecznik chińskiego MSZ powiedział, że takie hegemoniczne działania USA stanowią poważne naruszenie prawa międzynarodowego. Chiny zdecydowanie się temu sprzeciwiają. Ale po ataku USA chińskie tankowce płynące po ropę do Wenezueli, której były głównym odbiorcą, zmieniły kurs na Afrykę. Prezydent Trump jest śmiertelnie poważny, jeśli chodzi o odzyskanie skradzionej nam ropy. I śmiertelnie poważny, jeśli chodzi o przywrócenie amerykańskiej potęgi odstraszającej i dominacji na półkuli zachodniej. Reżimowe władze Wenezueli woli Amerykanów na razie nie ulegają. Nigdy więcej nie będziemy niewolnikami, nigdy więcej nie będziemy kolonią żadnego imperium, jakiegokolwiek rodzaju. Podobne oświadczenia wydały rządy Meksyku, Kolumbii czy Kuby, pod których adresem też padły amerykańskie groźby. Zawsze powtarzaliśmy: współpraca i koordynacja, ale nie podporządkowanie. Mówimy "nie" imperialistom. To nie jest wasze podwórko ani terytorium sporne. Nie akceptujemy ani nie uznajemy doktryny Monroe'a, królów ani przestarzałych cesarzy. Ale według "Financial Times" nowy porządek świata według Donalda Trumpa właśnie stał się rzeczywistością. To tweet żony jego bliskiego doradcy. Pokazuje Grenlandię jako terytorium USA, choć należy do Danii. Brytyjski "Guardian" napisał wprost o putinizacji amerykańskiej polityki zagranicznej. To jest "19.30", a wśród dzisiejszych wiadomości: Pracowity czas w schroniskach dla zwierząt. Karmę dla zwierzaków przyjmiemy w każdej ilości, szczególnie dla kotów i psów. Największym darem dla schroniska jest adopcja psa. Pomocy potrzebują też dzikie zwierzęta. Ptaki mają utrudniony dostęp do pokarmu w tym czasie. Należy sypać ziarna różnych zbóż, orzechy, suszone owoce. Spacerował po zamarzniętej drodze polnej i tego jeżyka wzięliśmy. Obalenie prezydenta Nicolasa Maduro przez amerykańskie służby odbiło się echem na całym świecie, w tym także w Polsce. Jednak to w naszym kraju sytuacja w Wenezueli stała się pretekstem dla prawicy do ataku na polski rząd, koalicję i premiera. Skandaliczne wpisy, pożywka dla rosyjskiej propagandy, z pewnością cieszą Kreml. To jest zdrada, zdrada stanu. Tak politycy koalicji rządzącej oceniają to, co zrobił ten czołowy polityk PiS-u. Mariusz Kamiński opublikował w internecie fałszywe, wygenerowane przez sztuczną inteligencje zdjęcie dyktatora Wenezueli prowadzonego przez amerykańskie wojsko i opatrzył to takim komentarzem: Zobacz Donald Tusk, jak kończą dyktatorzy. Ja jestem 25 lat w polityce i zawsze przyświecał mi jeden cel, żebyśmy walczyli o niezależne, suwerenne państwo, a politycy PiS-u w tym swoim szale nienawiści próbują apelować do innych mocarstw o to, żeby aresztowali nam premiera. To jest niebywałe, pierwszy raz w historii się to wydarzyło. Nicolas Maduro utrzymywał władzę dzięki fałszowaniu wyborów, represjom i brutalnemu tłumieniu opozycji. Jego reżim zniszczył wolne media i prawa człowieka, pogrążając Wenezuelę w autorytaryzmie i kryzysie humanitarnym. I to do tego skrajnie zdemoralizowanego człowieka były minister z PiS-u porównuje polskiego premiera wybranego w demokratycznych wyborach przy największej frekwencji w historii. To jest nie tylko niepoważne, ale też groźne. Bo, jak słyszymy, to osłabia Polskę na arenie międzynarodowej i budzi radość na Kremlu i może stać się pożywką dla rosyjskiej propagandy. Sugerowanie, że w Polsce jest jakakolwiek dyktatura, to jest przykład na osłabienie Polski jako kraju. W tym wpisie Mariusza Kamińskiego rządzący dostrzegają też analogie historyczne. Targowica 2.0. I pytają, czy politycy PiS-u liczą na powtórkę z przeszłości? To co? Ktoś z zagranicznych mocarstw, zagraniczna armia? Zagraniczne siły specjalne tak jak w przypadku Wenezueli miałby dokonać zmiany demokratycznie wybranego rządu polskiego. Jest to dla mnie niedopuszczalne i haniebne zachowanie. Ii nawet politycy PiS-u mają problem z wytłumaczeniem tego, co zrobił europoseł PiS-u, który dwa lata temu w obawie przed aresztowaniem po prawomocnym wyroku sądu schował się w Pałacu Prezydenckim. Czyli USA mają wjechać do Polski i zabrać Donalda Tuska, pojmać? Jak Donald Tusk sugerował Andrzejowi Dudzie, że wziął sznur. A bo oni, a bo oni, a mówimy konkretnie o tym przypadku. Wpiszmy w to w szerszy kontekst. To teraz kolejny przykład. Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny powiązanej z PiS-em telewizji, do której za rządów PiS-u płynęły miliony publicznych pieniędzy, w sieci zasugerował: Assad, Maduro... Tusk? Dzisiaj nie umieją sobie poradzić z oderwaniem od koryta i utożsamiają swoje osobiste nieszczęście ze wszystkim wokół, także z Donaldem Tuskiem. W sprawie wpisu Tomasza Sakiewicza złożenie zawiadomienia do prokuratury zapowiedziała posłanka Lewicy i poseł Koalicji Obywatelskiej. To nie jest dziennikarstwo. Ocenia wpis Sakiewicza medioznawca i przywołuje badania, które pokazują, jakie mogą być konsekwencje takiej narracji. Max Fischer przywołuje straszliwe skutki działania tego typu przekazów w internecie, w social mediach. To są zamieszki bardzo brutalne na Sri Lance, to jest rozlew krwi w Mjanmie. To są różnego rodzaju radykalizacje, które obserwujemy także w Europie Zachodniej. To są również przypadki, które obserwujemy u nas. To jest zabójstwo prezydenta Adamowicza. Przykładów przekraczania granic przyzwoitości przez Sakiewicza i jego propisowską telewizję jest więcej. W tej audycji za pomocą sztucznej inteligencji w taki sposób przedstawiono Donalda Tuska. Inaczej niż przemysł pogardy nazwać tego nie można. Do żadnej z tych spraw Jarosław Kaczyński się nie odniósł. Pieniądze są duże. O absolutnym rekordzie pisze ministra funduszy i polityki regionalnej. A mowa o 180 miliardach zł, jakie Polska otrzyma z unijnych funduszy w tym roku. Rekordowe dofinansowanie ma napędzić wzrost gospodarczy i nadrobić nasz deficyt względem średniej w Unii Europejskiej. A na co konkretnie pójdą te miliardy? To przykład zastrzyku europejskiej gotówki z ostatnich dni. Otwarta tuż przed świętami obwodnica metropolii trójmiejskiej. Unia dołożyła do tej inwestycji ponad miliard złotych. Każda nowa budowa powoduje jakieś ulepszenie, ułatwienie. Także dla pacjentów. To plac budowy nowego zakładu patomorfologii i poradni onkologicznych we Wrocławiu. Unia pokryje połowę kosztów. Będziemy mogli wykonywać więcej badań, będziemy mogli wykonywać szybciej te badania. Tylko w województwie dolnośląskim wsparcie z Krajowego Planu Odbudowy na remonty i doposażenie szpitali to przeszło miliard złotych. Ten rok ma być dla Polski rekordowy, jeśli chodzi o kolejne przelewy z Brukseli. Polska przez 12 miesięcy dostanie łącznie 180 miliardów zł dotacji i pożyczek z Krajowego Planu Odbudowy i innych funduszy. Najwięcej w historii - wylicza ministra funduszy i polityki regionalnej. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz przekonuje, że to pieniądze niezbędne dla polskiej gospodarki. Pójdą w inwestycje publiczne, czyli w transformację energetyczną, w budowanie, w renesans polskiej kolei, ale także ocieplenie szkół, żłobki. Bo unijne pieniądze to filar programu Aktywny Maluch. To jest program, dzięki któremu będziemy budować i utrzymywać żłobki i miejsca opieki nad dzieckiem w wieku do lat 3 w bardzo wielu miejscach w Polsce. Generalnie dobra, chociaż gorzko dobra. Mówi o rekordowych środkach poseł PiS i wyjaśnia. One mogły już pracować, zasilić polską gospodarkę 2-3 lata temu. Tak się nie wydarzyło, wiemy o tym, że zostały odblokowane dopiero po zmianie rządu. Wcześniej Bruksela je blokowała, nie godząc się na dewastację sądownictwa i praworządności przez poprzednią władzę. Rząd PiS prowadził wojnę z Komisją Europejską, z Unią Europejską i się na nią obrażał. Polsce opłaca się być w Unii. Od wejścia do wspólnoty nasz kraj dostał 176 miliardów euro już po odjęciu składek członkowskich. Połowa tej sumy to dotacje dla rolników. Jest to kwota wręcz niewyobrażalna, która pozwoliła rozwinąć się polskim gospodarstwom, zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe i rozwijać polską gospodarkę. Gdzie byśmy dzisiaj byli, gdyby nie Unia Europejska, gdyby nie te środki, gdyby nie wsparcie między innymi unijne. Bez unijnych pieniędzy Kolejom Śląskim trudniej byłoby kupić te pociągi. Wagony wyprodukowała polska firma. Pieniądze z KPO zostały w kraju i napędzają polską gospodarkę. Finansowanie infrastruktury, innowacji czy wzrostu produktywności przełoży się na wzrost PKB oraz dochodów budżetowych. Pilnujemy, żeby jak najwięcej z tych inwestycji było realizowanych przez polskie firmy, żeby te środki weszły, zmieniły naszą infrastrukturę, nasze życie, ale równocześnie żeby były z tego miejsca pracy. Według prognoz w najbliższych latach Polska wciąż będzie więcej pieniędzy z Unii brać, niż dawać. Używaj ponownie, segreguj i przetwarzaj - można by jeszcze wymieniać, ale w sumie chodzi o dwa słowa: "zero waste", czyli zero odpadów. Poznanianki i Poznaniacy, zaradni i gospodarni, dają przykład bezodpadowego życia i tworzą interaktywną mapę. Bazę informacji o miejscach, w których można na przykład naprawiać, zamiast wyrzucać. Wciąż smaczne, posylwestrowe zapasy przekazaliśmy w najlepsze ręce. Szczęść Boże, to co nam zostało. Tak Siostry Elżbietanki z Poznania każdego dnia wydają potrzebującym ciepłe jedzenie i paczki, budując prawdziwą wspólnotę. Swoja cegiełkę można dołożyć, przekazując nadwyżki jedzenia. Widać to serce, które wkładają w to, co przynoszą nam, bo rzeczy są opisane, opisane z datą, dobrze zabezpieczone. Do Sióstr Elżbietanek trafiliśmy dzięki tej mapie, jej twórcy chcą, żeby była drogowskazem dla tych, którzy nie lubią wyrzucać i chcą dawać rzeczom drugie życie. Znajdziemy tam nie tylko punkty do dzielenia się jedzeniem, mapa ma przypominać, że prawdziwe skarby wciąż mamy w domu, trzeba dać im tylko drugą szansę. Czasami wystarczy jakaś drobna naprawa, żeby sprzęt, który posiadamy, mógł dalej pełnić swoja rolę i pełnić ją przez wiele, wiele lat. W aplikacji znajdują się punkty naprawy zegarków, AGD czy mebli. To nie tylko oszczędność, ale już moda. Ludzie przerabiają rzeczy, spodnie cerują, łatają w kroku, skracają, zwężają. Bo dbając o jakość i oryginalność, chętnie miksujemy modowe epoki, dzięki temu takie miejsca przeżywają swój renesans i też znajdują się na mapie. Jeśli to ludziom pomoże, znajdą takie miejsce jak moje, czemu nie? Mapa zaprowadziła nas na poznańską Wildę. Ten wyjątkowy sklep to prawdziwy wehikuł czasu. Ostatnio w prezencie dostaliśmy tutaj serwis z czasów Rosji Carskiej. To tylko jeden z setek przedmiotów, który poznał tu nowego właściciela i dostał nowe życie. W zakamarkach sklepu charytatywnego można znaleźć meble, obrazy czy ubrania. Ludzie jeszcze wyrzucają, ale coraz częściej przynoszą do nas i cieszą wtedy oko innych klientów. Każdy Polak średnio wytwarza rocznie ponad 350 kilogramów śmieci. Odzyskać udaje się niewiele, większość kończy na wysypisku. To jest bardzo ważne, żeby traktować niemarnowanie jako powód do dumy, a nie do wstydu, ze względu na to, że wiemy, jak planeta jest zasypywana. Wirtualna mapa to tylko wsparcie, droga do życia w stylu zero waste zależy przede wszystkim od zmiany naszych nawyków. Znów minął rok. I znów nasze serca zabiją mocniej, a czerwone serduszko znów znajdzie się w centrum wydarzeń. W jednym celu - aby pomóc. Po raz 34. zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. W tym roku nasza ofiarność skierowana będzie w kierunku najmłodszych pacjentów zmagających się z chorobami przewodu pokarmowego. Jak idą przygotowania do gorącego dnia w środku zimy? 9-letnia Pola czeka na diagnozę. Mimo bólu nie narzeka. Wkładanie wenflonu trochę boli, bo igły muszą wkłuć, ale tak to jest dobrze. Jest podejrzenie, że dziewczynka ma autoimmunologiczne zapalenie przewodu pokarmowego. Na szpitalnym sprzęcie - serduszko. Znak, którego nikomu nie trzeba objaśniać. W tym roku Wielka Orkiestra będzie grać z myślą o dzieciach z chorobami układu pokarmowego. I Pola będzie grać razem z Orkiestrą. Mimo że jestem pacjentką, to postanowiłam być wolontariuszką i zachęcam inne dzieci, by też nimi zostały. To ostatnia chwila, by dołączyć do grona wolontariuszy. Trwa rekrutacja. Wszystko można załatwić online kilkoma kliknięciami. Puszki - już przygotowane. W ręce wolontariuszy, którzy pomaganie mają w genach, pójdą równo za 3 tygodnie. Za zebrane pieniądze będzie kupiony nowoczesny sprzęt medyczny do diagnostyki i leczenia dzieci. Liczymy na sprzęt endoskopowy, który oczywiście mamy, ale potrzeby są coraz większe. Mamy również duże potrzeby w zakresie sprzętu, który służy do diagnostyki przewlekle chorych. To są badania takie, które dają duże możliwości i pola diagnostyczne. Około 17% dzieci cierpi na wywołany różnymi chorobami przewlekły ból brzucha. Jest to zróżnicowana grupa schorzeń, do których zaliczamy choroby przewodu pokarmowego, wątroby i dróg żółciowych oraz choroby trzustki. Stąd hasło tegorocznego finału "Zdrowe brzuszki naszych dzieci". Zbiórka już za 3 tygodnie odbędzie się w niemal 30 krajach. Weźmie w niej udział ok. 120 tysięcy wolontariuszy. Jeden ze sztabów jest na drugim końcu świata - na Bali, gdzie trwają przygotowania. W Łodzi już 25. raz pieniądze do puszki będzie zbierał. Śnieżna zadyma w środku zimy, coś pięknego. Wierzymy w to bardzo, że ten finał będzie równie piękny, bezpieczny, serdeczny i absolutnie wyjątkowy. A zaczynało się 33 lata temu, skromnie. Jeden telefon na biurku, mała ekipa śmiałków, na czele - Jurek Owsiak. Z każdym kolejnym rokiem do akcji przyłączało się coraz więcej ludzi chętnych do grania razem z Orkiestrą. Jesteście z nami od samego początku i wiem, że będziecie z nami 25 stycznia, podczas 34. finału WOŚP. Jak to mówi Jurek Owsiak, oj, się będzie działo. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i wszyscy, którzy ją wspierają, zapracowali na tytuł jednej z największych i najbardziej rozpoznawalnych inicjatyw charytatywnych w Europie. Gdy większość z nas może pozwolić sobie, zwłaszcza podczas wolnych dni, na wieczory pod kocem, a szczęściarzom towarzyszą psy lub koty, a nawet w niektórych przypadkach i jedne, i drugie, namawiam państwa na chwilę refleksji o tych zwierzętach, dla których zima, zwłaszcza taka, jest walką o przetrwanie. Bo za tą refleksją może pójść też całkiem realna pomoc. Zimowa wycieczka z kotem. Można? Można. Ale nie wszystkie zwierzaki mają takie atrakcje. Każdy radzi sobie, jak może. Kiedy nadchodzi zima, one zmieniają futro, zaczynają jeść trochę więcej, żeby przygotować się przez zwiększenie tłuszczu w organizmie. Potrzeby schronisk są duże. Karma przyda się w każdej ilości, ale na wagę złota jest słoma, żeby dogrzewać zwierzęta w kojcach. Koce wykorzystujemy tylko dla zwierzaków, które są w środku, bo na zewnątrz to moknie i wcale nie utrzymuje to ciepła. Jeżeli chodzi o zwierzaki na zewnątrz, to wykorzystujemy słomę. Schroniska po nocy sylwestrowej przeżywają oblężenie. Często spłoszone fajerwerkami zwierzaki uciekały na oślep. Rodzina Hakiego miała szczęście, pies znalazł się w schronisku. Tyle dobrego, że w schronisku i na Facebooku często ludzie ogłaszają, że gdzieś tam piesek biegał po okolicy. Swoje ogłoszenie ma też schronisko w Bełchatowie. By osłonić swoich podopiecznych przed mrozami, pracownicy po świętach zbierają i sadzą choinki. W pobliżu kojców będą dawały naszym podopiecznym dodatkową radość i będą je chronić od wiatru, od mrozu, a latem będą dawać swój cień. Ale do lata jeszcze daleko, więc widok dzikich zwierząt przy drodze powinien nas zaalarmować. Tak było w przypadku tego uratowanego jeża. On sobie spacerował po zamarzniętej drodze polnej. No i się zatrzymaliśmy i tego jeżyka wzięliśmy, bo gdzieś z lat szkolnych pamiętałam, że jeże powinny spać. Nauka nie poszła w las, a jeż trafił w dobre ręce. Zima to teoretycznie spokojniejszy okres dla ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt, choć i tak dziennie trafia tu kilkunastu pacjentów. Takie zwierzę, które potrzebuje pomocy, albo jej zdaniem potrzebuje pomocy, najlepiej żeby kontaktowała się z nami, jesteśmy pod telefonem cały czas i jesteśmy po to, żeby podpowiedzieć, czy taki zwierzak potrzebuje pomocy, czy nie. Pomocy zdecydowanie potrzebował zimorodek znaleziony przez naszych kolegów z TVP3 Opole. Ptaki w miastach przeważnie radzą sobie same, ale nie zaszkodzi je dokarmiać. Teraz jak idą mrozy i duże śniegi, to one oczekują od nas jakiejś pomocy, przede wszystkim trzeba sypać ziarna różnych zbóż, orzechy. Bo czasem mały gest może bardzo pomóc. Byle do wiosny. W "19.30" to tyle dzisiaj. Za chwilę Aleksandra Pawlicka i gość "Pytania dnia" profesor Antoni Dudek. Do zobaczenia.