Szach-mat - mocna odpowied÷ marsza¾ka Sejmu na zaproszenie prezydenta Nawrockiego na Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Terror Moskwy - rozmowy pokojowe w cieniu rosyjskich bomb spadających na Ukrainę. Powrót do zdrowia - profilaktyka i nowoczesne trapie coraz częściej pozwalają wygrać z rakiem. Ja jestem czysty, a pan? To marszałek Sejmu do prezydenta w odpowiedzi na zapowiedź agendy zwołanej przez głowę państwa Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Karol Nawrocki chce w jej trakcie informacji o rzekomych wschodnich powiązaniach Włodzimierza Czarzastego, a marszałek Sejmu postuluje o informacje o kontaktach prezydenta ze stadionową bandyterką i trójmiejskim półświatkiem. Panie prezydencie, ja jestem czysty, a pan? To proste pytanie zadał dziś prezydentowi marszałek Sejmu. To jego odpowiedź na planowany porządek najbliższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, którą zwołał prezydent. Marszałek Sejmu chce rozszerzenia porządku obrad o tematy dotyczące przeszłości prezydenta Karola Nawrockiego. Ja z wielką przyjemnością usłyszę, co robił pan Nawrocki, jak nie był prezydentem. To odpowiedź marszałka konkretnie na ten, trzeci, punkt agendy Rady, który brzmi tak: "Podjęte przez organy państwa działania mające na celu wyjaśnienie wszelkich okoliczności wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych marszałka Sejmu". Nie może być tak, że druga osoba w państwie ma tego rodzaju kontakty, nie składa żadnych wyjaśnień i uważa, że sprawa przyschnie. Nie dam się zastraszyć. Mówi Czarzasty i podkreśla, że podlega ochronie kontrwywiadowczej. Włodzimierz Czarzasty posiada dostęp do informacji o najwyższej klauzuli tajności. Służby specjalne nie mają w tym zakresie żadnych zastrzeżeń i bezwzględnie realizują przepisy obowiązujące w tym zakresie. Rządzący nie mają wątpliwości, że brutalne ataki na marszałka to zorganizowana akcja Pałacu Prezydenckiego, polityków PiS-u i propisowskich mediów. To już jest tak w stylu Cenckiewicza, który zawsze szukał rozwiązań, żeby wrzucić granat w szalet, to ileś osób będzie ochlapanych. Wywołany do tablicy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który sam nie ma poświadczeń bezpieczeństwa, w sieci pisze, że to pan prezydent jako gospodarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego określa tematykę posiedzenia Rady. Dlaczego prezydent nie chce rozmawiać o swojej przeszłości? Pytają rządzący. Przecież wszyscy słyszeliśmy, w jakie kontakty był zaangażowany. Politycy KO przypominają choćby to słynne zdjęcie Karola Nawrockiego z Wielkim Bu, który w przeszłości został skazany za porwanie. Przypominają też serdeczne powitanie prezydenta Karola Nawrockiego z wielokrotnie karanym przywódcą gangu kiboli Jagiellonii Białystok. I w końcu przypominają o pracy Nawrockiego w Grand Hotelu w Sopocie. Jak pan przyszły prezydent pracował w tym hotelu, w tym hotelu była działalność związana - nie pana prezydenta, ale to się działo w tym hotelu - z prostytucją, procederami nielegalnymi, w tym z sutenerstwem. Karol Nawrocki nigdy nie miał nic do ukrycia - pisze w sieci jego rzecznik, dodając, że służby specjalne dokładnie prześwietliły obecnego prezydenta. W swoim wpisie nie odnosi się jednak do wniosku marszałka o rozszerzenie agendy RBN-u o przeszłość Karola Nawrockiego. Jeżeli pan prezydent nie ma nic do ukrycia, to przecież się w pełni wytłumaczy w sprawie tych punktów, które zostały do niego wysłane. Marszałek Sejmu zapowiada, że weźmie udział w zaplanowanym na środę posiedzeniu Rady. Za tydzień u prezydenta Rada Bezpieczeństwa Narodowego, a wśród tematów program SAFE. 40 mld euro pożyczki na dobrych warunkach ma być spożytkowane na wsparcie polskiej obronności, ale prezydent chce wiedzieć jak i na co. Chce to wiedzieć także PiS-owska opozycja, która mówi o kocie w worku za ciężkie pieniądze i wsparciu dla niemieckich firm. Jaka więc będzie lista zakupów? Zakupy ruszyły. To produkujące amunicję zakłady "Mesko" w Skarżysku Kamiennej i podpisanie kontraktu na 350 mln zł. 15 mld zł ma kosztować ten system antydronowy SAN. Umowę będą realizować polskie firmy z Tarnowa, Siemianowic Śląskich czy Stalowej Woli. Środki, które zostaną wykorzystane przy realizacji tego programu, to między innymi SAFE, czyli niskooprocentowana unijna pożyczka, której spłata będzie rozłożona na kilkadziesiąt lat. To są pieniądze, które po pierwsze wzmocnią bezpieczeństwo Polaków, ale po drugie wzmocnią polską gospodarkę, bo większość tej kwoty zostanie w polskim przemyśle zbrojeniowym. To dokładnie około 80-90%, czyli 165 mld zł, które trafią do polskich firm. Lepiej wyprodukować u siebie i mieć całą technologię, mieć możliwość eksportowania tej technologii i też mieć polskie miejsca pracy. Polityków PiS to nie przekonuje, choć gdy rządzili, o zbrojeniach mówili dużo. Chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Teraz ruszyli do walki z programem SAFE. To jest, po pierwsze, kupowanie kota w worku, kota w worku na pożyczkę, którą będziemy spłacali. Wystarczy zajrzeć do dokumentów, które są w sejmowej komisji obrony - odpowiadają rządzący. Każdy z członków tej komisji może się z tym dokumentem zapoznać. Ale prawa strona ma już gotowy przekaz. Szef BBN straszy szkodliwym dla Polski ograniczeniem współpracy z amerykańskim przemysłem, Nasza aktywność związana ze wzmocnieniem siły polskiego wojska była związana ze Stanami Zjednoczonymi i Koreą Południową. I nadal jest - odpowiadają rządzący, o czym Mariusz Błaszczak jako były szef MON powinien wiedzieć. Program SAFE to dodatkowe źródło pieniędzy na sprzęt dla armii. Podstawą jest budżet państwa, z którego kupujemy koreańskie K2 oraz amerykańskie F-35, czołgi Abrams czy wyrzutnie Himars. Realizujemy zawarte, podpisane umowy ze stroną amerykańską, ze strona koreańską. Ten sprzęt do Polski trafiał, trafia i trafiać będzie. Pierwsze F-35 już w połowie tego roku. Ale PiS się nie poddaje, bo ma w zanadrzu jeszcze tę melodię. Wygląda na to, że z pieniędzy, które polscy podatnicy będą spłacać, będzie odbudowywany niemiecki fundusz zbrojeniowy. Prawda jest taka, i to są fakty, że większość tych pieniędzy będzie wydana w Polsce, więc nie wiem, jakim trzeba być człowiekiem, mimo że te sprawy są weryfikowalne w 5 minut, by opowiadać kłamstwa w taki sposób publiczny. Tu warto przypomnieć, że chodzi o sprawę bezpieczeństwa, która, co za swoich rządów postulował także PiS... To nasz narodowy i wspólny cel, ponad wszelkimi podziałami. ...powinna być wyłączona z politycznego sporu. Politycy PiS nie mają za grosz honoru, na polskim bezpieczeństwie próbują zbijać kapitał polityczny, próbują zbijać polityczne złoto. Okazja do wyjaśnień w poniedziałek. Prezydent zaniepokojony sugestiami PiS chce o programie SAFE rozmawiać na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Myślę, że pan prezydent powie: "Panowie z PiS fundamentalnie mylili się co do programu SAFE, przepraszam w ich imieniu". Na razie to tylko oczekiwania rządzących. Miażdżący audyt i fala zwolnień w Służbie Ochrony Państwa. Czterech wysokich rangą dyrektorów i jeden zastępca straciło stanowiska. To efekt szeroko zakrojonej kontroli, która ujawniła liczne nieprawidłowości finansowe i kadrowe w formacji. Decyzję o zwolnieniach podjął pełniący obowiązki komendanta SOP płk Tomasz Jackowicz. Przynajmniej w kilku obszarach to, co działo się w SOP-ie, było niesatysfakcjonujące. Stąd moja decyzja o przeprowadzeniu dokładnego, pogłębionego audytu dotyczącego kwestii kadrowych, kwestii finansowych i kwestii nadzoru nad ochroną najważniejszych osób w państwie. Wyniki tych audytów prowadzonych przez biuro kontroli MSWiA, ale też przez inspektora nadzoru wewnętrznego, pokazują, że potrzebna była silna reakcja - i tak reakcja jest. Donald Trump pytany o aferę Epsteina i swoje nazwisko w jej aktach reaguje agresją, obraża dziennikarzy i sugeruje, by zajęli się czymś innym. To się może nie udać, bo echa afery powaliły już ważnych polityków w Europie, a opinia publiczna domaga się publikacji następnych dokumentów. W Polsce do pracy rusza specjalny zespół, a ponury dość trop prowadzi do Krakowa. Kraków - tu mogły kilkanaście lat temu sięgnąć macki pedofilskiego i stręczycielskiego procederu Jeffreya Epsteina. Dariusz Nowak, były policjant, pracował przy sprawach handlu ludźmi. Agencja modelek, tak się ci ludzie reklamowali, tak naprawdę taka agencja nie istniała. Przestępcy oferowali młodym dziewczynom wyjazdy zagraniczne. Często to były dziewczyny, które były niepełnoletnie, przychodziły razem z mamami. Te mamy podpisywały różnego rodzaju zgody na to, żeby córka mogła np. wyjechać. W ujawnionych przez amerykański departament sprawiedliwości mailach pojawia się Kraków i człowiek, który miał rekrutować nastoletnie dziewczęta dla Epsteina. Tym i innymi polskimi wątkami ma zająć się zespół powołany przez premiera. Śledczym, funkcjonariuszom policji i służb specjalnych przewodniczył będzie prokurator generalny. Ten zespół powstał po to, żebyśmy mogli wszystko poznać i dociec, czy rzeczywiście były tam osoby z Polski, czy były w to zaangażowane, czy też były pokrzywdzone. Badany ma być też wątek rosyjski sprawy. Władimir Putin w dokumentach jest wymieniony ponad tysiąc razy. Są obawy, że to Rosjanie mogli mieć wpływ na Epsteina, a cała jego działalność miała jeden cel: zbierać materiały kompromitujące na wpływowych ludzi Zachodu. W Sejmie zdania na temat utworzenia zespołu są podzielone. Politycy PiS aferę krytykują, ale pomysł premiera im się nie podoba. Budowanie jakiegoś przemysłu przykrywkowego, nie bardzo wiem tylko do jakiej jeszcze sprawy. Nie chodzi o przykrywanie czegokolwiek - twierdzą rządzący. Bo słowo "Polska" pojawia się w aktach Epsteina ponad 1800 razy. To wciąż o wiele mniej niż kilka tysięcy wzmianek o Donaldzie Trumpie. I to nazwisko zdaniem polityków koalicji jest największym problemem dla PiS. Myślę, że coraz trudniej jest PiS-owi bronić Trumpa i jego zachowań, takich obrzydliwych, co tu dużo mówić, w związku z funkcjonowaniem Epsteina. Nasz jedyny sojusznik zapewniający nam bezpieczeństwo to jest Donald Trump w tym momencie, więc trzeba bardzo roztropnie się wypowiadać w tej sprawie. Donald Trump nie ma zarzutów prokuratorskich w związku z aferą Epsteina. Sam twierdzi, że padł ofiarą intrygi. To był spisek przeciwko mnie ze strony Epsteina i innych ludzi. Myślę, że czas, by kraj zajął się czymś innym. Ale głośniej niż tłumaczenia prezydenta USA wybrzmiewa dziś jego kłótnia z dziennikarką, która dopytywała o ofiary Epsteina. Jesteś najgorszą reporterką. Nic dziwnego, że CNN nie ma oglądalności przez takich ludzi jak ty. Wiecie, ona jest młodą kobietą, a chyba nigdy nie widziałem, żeby się uśmiechała. Wiesz, dlaczego się nie uśmiechasz? Bo wiesz, że nie mówisz prawdy. Ale jak słyszymy, politycznie sytuacja jest dla Donalda Trumpa co najmniej niekorzystna. Na razie strategia, jaką przyjął, to jest sugerowanie, że należy ten temat porzucić. Na pewno udawanie, że problemu nie ma, nie rozwiąże jej, dlatego że afera urosła do ogromnych rozmiarów. I sięga elit z całego świata. W aktach pojawia się nazwisko byłego francuskiego ministra kultury i jego córki. Na Wyspach z polityki odszedł były ambasador Wielkiej Brytanii w USA, a skompromitowany były książę Andrzej dziś musiał wyprowadzić się z rezydencji w Windsorze. Ponad 3 mln dokumentów wciąż są sprawdzane. Trwa "19.30" w środę, dziś jeszcze m.in.: 2 lata gehenny 15-latka. To zachowanie niedopuszczalne. Jak można drugiego człowieka w ten sposób traktować. Matka nastolatka przerwała krąg milczenia. Przemoc wśród młodzieży narasta. Następnego dnia policjanci zatrzymali 3 osoby. Przemoc wśród młodzieży narasta. Nie ma dnia, by ktoś nie zgłosił się po pomoc. W Abu Zabi 3 strony przy jednym stole i kolejne podejście do rozmów o pokoju w Ukrainie. Mogą nie być łatwe, bo Kreml zastrzega: dopóki Ukraina nie uzna naszych roszczeń terytorialnych, specjalna operacja wojskowa będzie trwać. W Kijowie jest Piotr Kaszuwara, w Waszyngtonie Marcin Antosiewicz. Od Kijowa zaczynamy, jaka jest w Kijowie nadzieja na przełom? Szanse są raczej jak szóstka w totka, ale przecież takie cuda się zdarzają. Ukrainie bardzo zależało, żeby USA zasiadły przy stole negocjacyjnym, bo jeszcze kilka dni temu nie było to pewne. Waszyngton chciał, żeby Kijów i Moskwa sami rozwiązali kwestie terytorialne, a potem na gotowe przyjechaliby przedstawiciele Trumpa. Kijów chciał rozmawiać o gwarancjach bezpieczeństwa, bo Rosja nie przestaje atakować miast i elektrowni. Na dziś rozmowy się skończyły. Jak przebiegły? Mało zakulisowych ustaleń dociera do opinii publicznej. Teraz sprawozdanie z Abu Zabi otrzymuje Wołodymyr Zełenski, a jutro kolejna runda rozmów. Czy pokój przyjdzie w tym roku? Wierzy w to, co piąty Ukrainiec. Donald Trump wbrew faktom utrzymuje, że Władimir Putin dotrzymał słowa i wstrzymał się przez tydzień od bombardowania cywilnych celów w Ukrainie. Czy Ukraińcy przy negocjacyjnym stole mają lojalnego partnera? Mają mediatora. Mediatora, który ciągle naciska na zakończenie wojny. Waszyngton uważa za swój sukces, że doprowadził do drugiej rundy bezpośrednich rozmów delegacji ukraińskiej i rosyjskiej. Proszę spojrzeć na ustawienie stołu w kształcie litery U: po lewej strony Ukraińcy, po prawej Rosjanie, a w środku Amerykanie: Witkoff i Kushner. Amerykanie chwalą obie strony także za to, że w końcu zaczęli rozmawiać na poziomie techniczno-wojskowym. Choć sekretarz stanu Marco Rubio z Waszyngtonu nie pozostawia złudzeń, że nic nie jest uzgodnione, dopóki wszystko nie jest uzgodnione. Jeśli spojrzymy na listę nierozwiązanych kwestii sprzed roku i porównamy ją z aktualną listą nierozwiązanych spraw, by osiągnąć porozumienia pokojowe między Ukrainą a Rosją, to ta lista znacznie się skróciła. To jest ta dobra wiadomość. Zła wiadomość jest taka, że pozostały kwestie najtrudniejsze. A wojna nadal trwa. Prezydent Trump rozmawiał dzisiaj telefonicznie z chińskim prezydentem, także o zakończeniu wojny w Ukrainie. Trump nie rezygnuje z wyciągania ręki do Putina. Ale w ostatnich tygodniach przestał dawać Ukraińcom nowe terminy na zakończenie wojny. Amerykanie przestali też grozić, że jak nie dojdzie do szybkiego przełomu, to odejdą od stołu negocjacyjnego i wrócą do biznesów z Rosjanami. To był Marcin Antosiewicz prosto z Waszyngtonu, dziękuje bardzo. Idzie zmiana w pogodzie, ale nie do końca wiadomo, czy na lepsze. Mróz zelżeje, temperatura na południu wzrośnie nawet powyżej zera, ale spadnie marznąca mżawka i wróci gołoledź - ze wszystkim, co może przynieść. Synoptycy alarmują, bo może być niebezpiecznie ślisko, i dodają, że zima może na walizkach, ale daleko się nie wybiera. Ślisko na drogach, tłoczno na SOR-ach. Po siarczystych mrozach gołoledź i złamania. Chwila nieuwagi, noga uciekała, upadłem na rękę i złamałem kość ramienia. To jeden z wielu podobnych przypadków na szpitalnym oddziale ratunkowym w Szczecinie. W ciągu 7 dni trafiło tu ponad 1200 pacjentów. Szpital musiał zawiesić planowane przyjęcia. Doszło do tego, że na 35-łóżkowym oddziale hospitalizowaliśmy 48 pacjentów. To już nie daje możliwości normalnego funkcjonowania. Niebezpiecznie też na drogach. Ciężko się jeździ, jest ślisko. Jest błota dużo i dużo samochodów jest. Jednak nie każdego to powstrzymuje. W Iławie kompletnie pijany kierowca potraktował zamarznięte jezioro jak tor. Uderzył w pomost, auto zostało rozbite. 59-latek kierował autem, mając ponad promil alkoholu. Siarczysty mróz od tygodnia testuje miejskie systemy grzewcze. Nie wszystkie wytrzymują. Na warszawskich Włochach pękła rura zasilająca sąsiednią dzielnicę Ursus. Do awarii doszło przy ul. Lechickiej 12. Teren jest zabezpieczony, a ekipy, jak zapewniają, będą pracować do skutku. Czas gra tu kluczową rolę, bo ponad pół tysiąca budynków pozostaje bez ciepła. Decyzją władz dzielnicy odwołano jutrzejsze zajęcia w szkołach i niemal wszystkich przedszkolach. Założyliśmy czas do 6.00 rano jutro na przywrócenie mieszkańcom ciepła i ciepłej wody. W Gdańsku po 2 dniach do tysięcy mieszkań i domów wróciło ciepło. Od jutra, czyli od czwartku, wracamy w pełni do szkoły. Do szkoły podstawowej i szkół ponadpodstawowych. Kolejne dni przyniosą wyższe temperatury, ale też zagrożenie. Ponad połowa Polski objęta jest alertami II stopnia przed opadami marznącymi, reszta kraju to alert I stopnia. Miasta szykują się na najgorsze. Na terenie miasta mamy całodobowo kontrolerów, którzy sprawdzają stan nawierzchni. W zależności od potrzeb ogłaszamy akcję. Bo mróz plus opady to zagrożenie. Także dla zwierząt. Psa przywiązanego do śmietnika przy -10 stopniach uratowała przypadkowa kobieta. I dała mu nowy dom. Lucjan zostaje w rodzinie, otrzymał i otrzyma dużo miłości, stał się już członkiem rodziny. Przeżył, bo ktoś nie był obojętny. Nie wiadomo, skąd się brało to przekonanie o bezkarności, ale musiało być silne, bo oprawcy maltretowali ofiarę 2 lata. I pewnie robiliby to dalej, ale filmik z ich popisami trafił do matki ofiary, a potem do oprawców trafiła policja. 3 nastolatków z Olsztyna znęcało się nad kolegą, a sprawa może być rozwojowa, bo filmów jest więcej. Która godzina? Twoja ostatnia. 15-letni Łukasz był bity po twarzy, poniżany i zmuszany do klęczenia. Był sam, oprawców aż trzech: dwóch 15-latków i jeden 18-latek. Agresorzy wszystko nagrywali. Niewyobrażalny ból, jak można kogoś tak skrzywdzić, jak można drugiego człowieka tak traktować. Łukasz mógł być nękany nawet 2 lata. Milczał ze strachu przed agresorami. W ostatnich dniach nie chciał już wychodzić z domu. Te doświadczenia są straszne. Traumatyczne doświadczenia w formie przemocy wśród rówieśników mogą zostawić ślad na całe życie człowieka, niestety. Konsekwencje są bardzo poważne, często dochodzi do depresji, do stanów lękowych. O sprawie mogło wiedzieć więcej osób, ale nikt nie zareagował. Mama nastolatka dopiero kilka dni temu dostała nagrania od kogoś, kto w końcu zdecydował się przerwać krąg milczenia. Syn się czuje bardzo źle, jest pod opieką specjalistów. Oprawcy chodzą do szkoły samochodowej w Olsztynie, Łukasza znali od podstawówki. Po naszej interwencji placówka zadeklarowała, że przeprowadzi oddzielne dochodzenie w tej sprawie. Oficjalnej skargi nie otrzymałam, natomiast zainteresowałam się, bo każda taka sprawa mnie bulwersuje i interesuje. Jedną z sankcji może być skreślenie z listy uczniów. Konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze. Jak mówi policja, sprawa jest rozwojowa. Policjanci do tej sprawy zatrzymali 3 osoby, dwóch nieletnich, oni zostali przesłuchani w obecności opiekunów i zwolnieni do domu, o ich dalszym losie będzie decydował sąd rodzinny. Najstarszy z nastolatków, który jest pełnoletni, został dziś przesłuchany przez śledczych. Nagrania, do których dotarliśmy, pokazują, że Łukasz mógł nie być jedyną ofiarą. Są osoby, które mówią, że ich syn doświadczył tego samego. Czy komuś powiedział? Nie, bo się bał. Mama Łukasza zdecydowała się opublikować nagrania w akcie desperacji, by sprawa nie została zamieciona pod dywan. Ma nadzieję, że na policję zgłoszą się też inne ofiary nastolatków. Martwimy się o życie naszego syna i innych osób. Nowe terapie, leki, procedury pojawiają się co roku i przynoszą nadzieję, lepszą jakość życia w chorobie, a wreszcie kolejne lata do przeżycia. To nie jest po prostu przewlekła choroba, ale też diagnoza nie jest już wyrokiem. Lekarze doceniają postępy medycyny, ale od lat powtarzają i jeszcze długo będą: profilaktyka leczy najlepiej. Dziś Światowy Dzień Walki z Rakiem. Monika Rozpędek, producentka wideo i reżyserka. Rok temu usłyszała diagnozę złośliwego, potrójnie ujemnego raka piersi. Było bardzo dużo płaczu, wyparcia, niedowierzania, dlaczego ja? Pomogło jej wsparcie bliskich i relacjonowanie kolejnych etapów terapii w social mediach. Dzwon Życia w warszawskim Instytucie Onkologii. Symbol zakończenia leczenia. Pani Hanna czekała na ten moment 8 lat. Dla każdego pacjenta przebycie choćby etapu w długiej drodze leczenia jest sukcesem, Niech ten dzwon bije bardzo głośno, bardzo często, niech oznajmia tę wzruszającą chwilę, w której pacjenci wiedzą, że nie są sami. W Polsce jest ponad 1,1 mln osób w trakcie i po zakończeniu terapii. Coraz częściej zakończenie leczenia oznacza wyleczenie. Dzięki nowym technikom okołooperacyjnym i dostępowi do najlepszych terapii. Na przykład w czerniaku, który do niedawna miał złe rokowania. W tej chwili wyleczenia ponad 5-letnie są ponad 85% w naszym kraju. A to jest skok o ponad 20% w ciągu ostatnich 8 lat. Ważne, by dać sobie szansę na wczesne wykrycie raka. Przypomina o tym koncert "Muzyka dla życia" w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. W Polsce mamy dobry dostęp do mammografii, cytologii i kolonoskopii, a badania mogą uratować życie. Ta pamięć o raku powinna trwać 365 dni w roku, bo to jest profilaktyka, zogniskowanie się na pacjentach onkologicznych to jest ich jakość życia. Ważne, żeby choroba, choć ciężka i długotrwała, nie przejęła kontroli nad życiem pacjenta i jego bliskich. Mogę zaplanować wakacje, powrót do pracy, marzenia, marzyć o czymś, o czym wcześniej nie miałam odwagi. Bo przejście przez trudne leczenie dodaje nam tej odwagi. Monika po rocznym leczeniu przechodzi terapię uzupełniającą. Ale ma coraz więcej sił. Poczuję się naprawdę zdrowa, kiedy przyjmę ostatni wlew immunoterapii, kiedy poczuję, że całe to brzemię, nie choroby, ale leczenia, spadnie ze mnie. W planach ma trekking w Himalajach. Choć ostatni rok był dla niej jak zdobycie wyższych szczytów. Straż graniczna i GOPR-owcy wspólnie trenują w Bieszczadach. W użyciu narty skiturowe, quady i śmigłowiec, do przećwiczenia zgranie procedur i koordynacja. Funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej oraz ratownicy GOPR-u dobrze się znają, bo w niejednej akcji spotkali się w górach, od Czarnej Górnej po Wetlinę. W ekstremalnych warunkach pogodowych, na trudnym terenie, z użyciem najnowocześniejszego sprzętu. Tak ćwiczą w Bieszczadach funkcjonariusze straży granicznej i ratownicy górscy. Ci, którzy na co dzień dbają o nasze bezpieczeństwo, od kilku dni uczestniczą w specjalistycznym szkoleniu. Walczą z mrozem, śniegiem i własnymi słabościami. Od wczoraj pracujemy trochę mocniej w terenie. Warunki są, jakie są, dzisiaj się trochę pogorszyły. Ten śnieg jest mokry, utrudnia zjeżdżanie. Ale jakie mamy warunki, w takich pracujemy - tak jak na służbie. Najważniejsza jest sprawność fizyczna strażników i ratowników. Znajomość terenu i współdziałanie. Bo Bieszczady to specyficzny teren. Z jednej strony dzikie, mocno zalesione góry przyciągają turystów, nad bezpieczeństwem których czuwa GOPR. Ale to także teren przygraniczny. Służby muszą zabezpieczać niemal 250 km granicy z Ukrainą. To najbardziej zróżnicowany pod względem ukształtowania odcinek polskiej granicy. Dlatego też skutery śnieżne, quady na gąsienicach, narty skiturowe, raki, śmigłowiec, jeśli jest taka potrzeba. Właśnie po to, by szybko dotrzeć w trudno dostępne odcinki. "Współpraca" to słowo odmieniane przez wszystkie przypadki. Jego wagę rozumieją zarówno GOPR-owcy, jak i pogranicznicy. Bywało tak, że byliśmy wzywani jako strażnicy graniczni do pomocy ratownikom górskim, gdzie w górach np. utknęła grupa turystów. Bieszczadzki oddział straży granicznej prowadzi rekrutację i na bieżąco przyjmuje nowych funkcjonariuszy. Takie ćwiczenia są przeznaczone głównie dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją służbę w mundurze. Ci funkcjonariusz, którzy już od wielu lat mają tego typu kompetencje rozwinięte, przekazują wiedzę, przekazują umiejętności, ponieważ młoda kadra to jest dla nas potencjał na przyszłość. To jest transfer wiedzy i umiejętności. Umiejętności, które potem zostaną wykorzystane, by zapewnić bezpieczeństwo nam wszystkim. Weteran, podpułkownik rezerwy Maciej Moryc w "Pytaniu dnia" u Doroty Wysockiej-Schnepf. A w "19.30" to wszystko, dziękuję państwu za uwagę, życzę dobrego wieczoru.