Ogromny po¼ar w Z@bkach. Ogie$ zniszczy¾ ponad 200 mieszka$. Oko¾o 500 os#b straci¾o dach nad g¾ow@. Pomoc ruszy¾a b¾yskawicznie. Antoni Macierewicz us¾yszy zarzuty? Jest wniosek o uchylenie immunitetu posła PiS. Monika Sawka, dobry wieczór. Zaczynamy od dramatycznej walki z pożarem w Ząbkach koło Warszawy. Ogień pojawił się na poddaszu i rozprzestrzeniał w błyskawicznym tempie. Mieszkańcy wybiegali z bloku z tym, co udało się zabrać, i patrzyli, jak ich dobytek płonie. Skalę tragedii pokazują nagrania, które państwo zobaczą za chwilę, a już teraz łączymy się z Bartoszem Filipowiczem. Czy wiadomo, co było przyczyną pożaru? Na odpowiedź na to pytanie jest za wcześnie. Tak mówią przedstawiciele służb. Na razie musi tu popracować inspektor budowlany. Później na pogorzelisko wejdą policjanci i prokuratorzy oraz biegli. Wtedy powinniśmy poznać pierwsze odpowiedzi. Minister spraw wewnętrznych mówił dziś, że nie ma przesłanek, by sądzić, że doszło do podpalenia, ale służby nie wykluczają żadnego scenariusza. Mieszkańcy tego budynku zadają inne pytanie: co dalej? Wielu z nich straciło dorobek życia. Wystarczyło kilkadziesiąt minut. Ogień zamienił życie setek ludzi w koszmar. Widziałem twarze ludzi, którzy uciekali ze łzami w oczach. W czwartkowy wieczór, przed 19.30, do służb trafiła informacja o pożarze bloku mieszkalnego w podwarszawskich Ząbkach. Ogień pojawił się na dachu pięciokondygnacyjnego budynku. Płomienie rozprzestrzeniały się w błyskawicznym tempie, zaskakując mieszkańców. Sąsiad krzyczał, żeby opuszczać po prostu, że jest pożar i żeby uciekać, i się ewakuować. Zdążyłem złapać swojego kota, który mnie nieźle poharatał, i jak to mówią - uciec. Już był dym taki, że przeszkadzał oddychać. Moja babcia też wybiegła z domu, jak była. Co mogę powiedzieć, no tragedia. W kulminacyjnym momencie z ogniem walczyło blisko 300 strażaków. Sytuacja przez wiele godzin była ekstremalnie niebezpieczna. Pracują w bardzo ciężkich warunkach, więc tutaj szacunek dla nich. Wysoka temperatura, zagrożenie życia, a oni tam są w środku, szukają ewentualnych osób poszkodowanych. I tak było do późnych godzin nocnych. Mieszkańcy całego powiatu wołomińskiego dostali alert RCB z powodu bardzo złej jakości powietrza. Rano przyszły dobre wieści: na szczęście nie ma ofiar śmiertelnych. 6 osób zostało lekko rannych. Nie ma osób poszkodowanych w pożarze, ani ludzi, ani zwierząt. Więc to jest w tym całym nieszczęściu pozytywna informacja. Zła informacja jest taka, że duża część budynku została doszczętnie zniszczona. Akcja dogaszania zakończyła się w piątkowe popołudnie. Ogromne zniszczenia, cały dach uległ spaleniu, poddasze. 4. i 5. kondygnacja, na której znajdowały się dwupoziomowe mieszkania, praktycznie uległa całkowitemu zniszczeniu. Podczas akcji gaśniczej woda zalała też niższe piętra. Kompleks budynków, w którym jest 201 lokali, na razie nie nadaje się do zamieszkania. Najpierw sprawdzą go inspektorzy budowlani, a później policja i prokuratura. Szkody dotyczą pół tysiąca osób. Dlatego na specjalnie zwołanej naradzie z ministrem spraw wewnętrznych i przedstawicielami służb premier zapewniał o materialnej pomocy dla każdego poszkodowanego. Pożar w Ząbkach to jest katastrofa, która znacznie przekracza możliwości jednej gminy, w związku z tym pan premier zadecydował o uruchomieniu specjalnych środków. Na miejsce pojechali szef MSWiA i szef Kancelarii Premiera. Nie ma na razie żadnych przesłanek, żeby stwierdzić jakikolwiek rodzaj podpalenia, natomiast nie wykluczamy tutaj żadnych scenariuszy i w takim kierunku śledczy pracują. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. Jednak niemal od razu po wybuchu ognia w sieci pojawiły się dezinformujące wpisy. Także sugerujące dywersję i podpalenie - bo to kolejny pożar na Mazowszu w ostatnich dniach, a drugi w Ząbkach. Służby apelują o weryfikowanie informacji. Żeby jednoznacznie powiedzieć, co było przyczyną pożaru, muszą być zabezpieczone ślady, muszą to zbadać i zweryfikować biegli z zakresu pożarnictwa. Śledztwo w sprawie pożaru wszczęła prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, która już przesłuchuje świadków i pokrzywdzonych. Ci drudzy wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Najpierw się pracowało na mieszkanie, na kredyt, a później ten kredyt został spłacony. Teraz mieszkania praktycznie nie ma, bo zgliszcza. No i pytanie: co dalej? Do swoich mieszkań na razie na pewno nie wrócą. W pożarze stracili wszystko, ale nie zostali sami. Kilka godzin po wybuchu mieszkańcy Ząbek założyli w mediach społecznościowych grupę pomocową dla poszkodowanych. Zaoferowali miejsca noclegowe i opiekę nad zwierzętami. Do szkoły podstawowej, gdzie trafili pogorzelcy, dostarczyli artykuły pierwszej potrzeby. O sąsiedzkiej pomocy, której nie da się wycenić. Tam już nic nie ma, tylko popiół, nawet nie ostała się jedna rzecz. Krzysztof Chagowski wprowadził się tu jako jeden z pierwszych ponad ćwierć wieku temu, mieszkał na ostatniej kondygnacji. Przyznaje, że nadal nie dociera do niego, to co się stało. Każdemu powtarzam, że najważniejsze, że żyjemy a resztę będzie się załatwiało. Dzień odsłonił skalę zniszczeń i strat. W jedną noc ponad 500 osób straciło dach nad głową. Tam, gdzie są pozostałości po doniczkach, to jest nasze mieszkanie. Część mieszkań doszczętnie spłonęła, część została zalana podczas akcji gaśniczej. Zdążyła pani coś zabrać? Córkę. I to jest najważniejsze. Zostaliśmy w klapkach, nawet bez skarpetek, bez koszulki. Wszystko się spaliło albo zalało, jeszcze nie wiemy dokładnie. Na pewno tam nie można wejść. Jest szok. Teraz przyjechałem, to wszystko widać. Tragedia. Ali Storozhuk udało się wynieść z mieszkania niepełnosprawną córkę, ale w mieszkaniu najprawdopodobniej spłonął specjalistyczny sprzęt. 15-letnia Yanka cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Niezbędny sprzęt dla niej, tlen, wózek, wszystko zostało tam. Dla ewakuowanych przygotowano miejsca noclegowe w pobliskiej szkole i w hotelach, ale nie ma wątpliwości, że to rozwiązanie tymczasowe. Wszyscy pytają teraz, czy i kiedy będą mogli wrócić do swoich mieszkań. Już wieczorem wiele osób zaczęło tu przywozić pierwsze dary dla pogorzelców. Mieszkańcy Ząbek założyli w mediach społecznościowych grupę pomocową, Wszyscy pytają teraz, czy i kiedy będą mogli wrócić do swoich mieszkań. Mieszkańcy Ząbek założyli w mediach społecznościowych grupę pomocową, oferowali noclegi w swoich domach, opiekę nad zwierzętami i pomoc rzeczową. W pomoc włączyli się też harcerze. Wydarzyła się tragedia dzisiaj i to jest naturalne. Usłyszeliśmy o tragedii mieszkańców, postanowiliśmy przywieźć potrzebne produkty, jak woda, suchy prowiant, chusteczki, chemia, żeby wspomóc mieszkańców. Jak zapowiada wojewoda, teraz czas na drugą fazę operacji pomocy poszkodowanym. Urzędnicy szacują, ile osób będzie potrzebowało pomocy doraźnej, a ile długofalowej. Na początek poszkodowani mogą liczyć na 8 tys. zapomogi. Deklaruję, że nasi pracownicy bardzo szybko, mam nadzieję, że jutro, pojutrze, w tym tygodniu jeszcze spłyną pierwsze te środki do naszych mieszkańców. Deklarację pomocy płyną także z okolicznych gmin. Po pilnej naradzie w KPRM premier zdecydował o uruchomieniu specjalnych środków dla pogorzelców. Długofalowo to jest kwestia ustalenia, jakie są uszkodzenia, tak jak było wspomniane, inspektor nadzoru budowalnego, w drugiej fazie jest kwestia ustalenia możliwości dodatkowych środków, czyli do 200 tys. złotych w przypadku lokalu mieszkalnego, Zbiórkę na pomoc uruchomiła też fundacja Siepomoga. Ewakuowani są wdzięczni za każdy gest pomocy, ale przyznają, że najbardziej chcieliby po prostu wrócić do swoich mieszkań. Teraz nadzór budowlany ma ocenić, czy budynek będzie się nadawał do użytku. Pozwolić chociaż rzeczy osobiste zabrać, dokumenty, zdjęcia mojego męża, który nie żyje. Takie bezpieczeństwo, że będziemy mieli gdzie wrócić, bo nie mamy miejsca w tej chwili. To największa taka akcja w tym roku i jedna z największych od lat. W kulminacyjnym momencie na miejscu pracowało ponad 300 strażaków. Byli wyposażeni w 45 samochodów gaśniczych, cysterny i podnośniki. Pożar gasili kilka godzin, dogaszali kilkanaście. Taka operacja to walka z czasem. Dlatego - jak mówią strażacy - muszą pracować jak szwajcarski zegarek. Była 19.27, gdy na numer alarmowy wpłynęło pierwsze zgłoszenie o pożarze w bloku w podwarszawskich Ząbkach. Służby mówią o jednej z największych i najtrudniejszych operacji gaśniczych w tym roku w Polsce. Jeżeli chodzi o budynki mieszkalne, to jedna z najbardziej skomplikowanych operacji w ostatnich latach, nawet bym powiedział, ponieważ już dawno nie mieliśmy tak dużego i rozwiniętego pożaru poddasza o takiej powierzchni. Dotarcie do pożaru zajmuje strażakom zazwyczaj około 10 minut. Akcja gaśnicza przy ulicy Powstańców zaczęła się 11 minut od chwili zgłoszenia. Pierwsi na miejscu pojawili się strażacy ochotnicy z Zielonki i Ząbek, po zaledwie trzech minutach dołączyli do nich koledzy z Państwowej Straży Pożarnej. W kulminacyjnym momencie z żywiołem walczyło ponad 300 strażaków. Ponad sto to byli ratownicy Państwowej Straży Pożarnej i około 200 Ochotniczej Straży Pożarnej. Strażaków wspierało 200 funkcjonariuszy policji. Skierowani zostali głównie w dwóch celach, mianowicie dla bezpieczeństwa i zapewnienia sprawnego funkcjonowania wszystkich służb, które były na miejscu. Ta akcja była ogromnym wyzwaniem logistycznym. Na miejsce przyjechało w sumie 45 samochodów gaśniczych, pięć cystern z kilkunastoma tysiącami litrów wody w każdej z nich, do tego podnośniki i inny niezbędny sprzęt. To jest dowód sprawności krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego. Zarówno Państwowa Straż Pożarna, jak i ochotnicze straże pożarne pracowały jak szwajcarski zegarek. Każda z takich operacji jest inna, ale każda wymaga precyzyjnego zaplanowania, a czasu na podjęcie decyzji jest niewiele. Każdy budynek jest trochę inaczej usytuowany, inny jest rozkład. My staramy się ćwiczyć, prowadzić doskonalenia zawodowe w tego typu obiektach. Nie na każdy scenariusz strażacy mogą się jednak przygotować. Infrastruktura otaczająca blok przy Powstańców utrudniała akcję gaśniczą. Musieliśmy doprowadzić linie gaśnicze i prowadzić działania z ziemi, wchodząc później do czterech klatek ewakuacyjnych. To budynek 1998 roku. Z góry przypomina literę U, patio, czyli wewnętrzna część obiektu, była niedostępna dla pojazdów. Na pewno budowane to było i odbiór był zgodny z przepisami, ale często pojawiają się takie niespodzianki jak kwietniki czy dodatkowe jakieś płotki. Które choć mają chronić przed wejściem niepożądanych osób, to w przypadku pożaru mogą być śmiertelnym zagrożeniem. Strażacy apelują też o nieblokowanie dróg przeciwpożarowych, sprawdzanie domowych instalacji i kupno takich niewielkich urządzeń. W przypadku pożaru najlepszym zastosowaniem jest czujka dymu, ponieważ ona wykrywa we wczesnej fazie pożaru ogień, płomienie i dym. Czujka dymu kosztuje kilkadziesiąt złotych, a może uratować życie. Jest spotkanie premiera z liderami i pytanie o przyszłość koalicji. Donald Tusk miał przedstawić propozycję rekonstrukcji rządu. W kuluarach mówi się o kilku koncepcjach łączenia ministerstw. Media obiegła także informacja o nocnym spotkaniu marszałka Sejmu z udziałem polityków PiS. Łączymy się z Danielem Chalińskim. Czy wiadomo, jakie zmiany może czekać rząd? Rząd będzie chudszy. Ma być mniej resortów, mniej wiceministrów - takie deklaracje padały już ze strony rządzących, chociażby w naszym studiu. To tyle jeżeli chodzi o oficjalne informacje, bo tych nieoficjalnych jest znacznie więcej. Liderzy koalicji spotkali się koło 13.00 w rezydencji premiera. Spotkanie trwało 4 godziny i według Onetu Donald Tusk zaproponował koalicjantom zmianę filozofii funkcjonowania rządu. Premier chce też utworzenia dwóch dużych superresortów składających się z ministerstw gospodarczych i tych zajmujących się energetyką. Na spotkaniu oczywiście był marszałek Sejmu i lider Polski 2050. Ale to nocne spotkanie Szymona Hołowni z politykami PiS budzi największe zainteresowanie. O sprawie napisał pierwszy Mariusz Gierszewski z Radia Zet. W spotkaniu miał uczestniczyć prezes PiS. Marszałek Sejmu godzinę temu odnosił się do sprawy i napisał: Wzmożenie i ekscytacja związana z moim wczorajszym spotkaniem nie jest ani uzasadniona, ani wskazana. A pora? To nic nadzwyczajnego, że dzień pracy kończę koło północy. Szymon Hołownia wpis zakończył zdaniem "koniec wyjaśnienia". Dziś miała się odbyć jego konferencja, ale została odwołana. Liderzy PSL - jak udało nam się ustalić - o spotkaniu nie wiedzieli, podobnie politycy PO. Jeden z posłów pytany przeze mnie o to spotkanie odpisał: "Obawiam się, że marszałek szuka sobie nowego miejsca w nowej koalicji". Jedno jest pewne. Ciąg dalszy tej medialnej burzy będzie trwał. Od poniedziałku granicę Polski z Niemcami i Litwą będzie można przekraczać tylko na wyznaczonych w rozporządzeniu MSWiA przejściach. Kontrole mają być wyrywkowe. Decyzja zapadła po pojawieniu się na polsko-niemieckiej granicy tzw. patroli obywatelskich, prowadzonych przez Ruch Obrony Granic, wspierany przez polityków PiS. Prezydent elekt dziękuje im za działania, a według rządzących to bojówki, które wprowadzają anarchię. Tu na autostradzie A4 w okolicach Zgorzelca już trwają przygotowania do kontroli granicznych, które będą przeprowadzane w tych miejscach. Główne szlaki komunikacyjne, zarówno drogowe, jak i kolejowe. Mosty w przygranicznych miastach, rejony w miejscach byłych przejść granicznych. Oczywiście nie zapominamy o zielonej granicy. Kontrole przeprowadzi Straż Graniczna przy wsparciu policji i wojska. I tu ważna uwaga. Ci tak zwani obrońcy granic nie mają prawa zatrzymywać ani kontrolować innych obywateli. Nie ma podstawy prawnej, żeby panią, mnie czy pana legitymował. Ludzie z samozwańczego Ruchu Obrony Granic wciąż są przy granicy w strojach przypominających te funkcjonariuszy. W nocy stwarzają zagrożenie: blokują drogi, oślepiają kierowców i próbują zatrzymywać auta. Nie ma tolerancji dla takich działań - słyszymy. Powinni spodziewać się konsekwencji. Na czele samozwańczego ruchu stoi ten człowiek. Robert Bąkiewicz jest związany z PiS-em. Na tych nagraniach, którymi chwali się w sieci, słychać, jak znieważa funkcjonariuszy. Ile macie tego honoru w sobie? No ile macie honoru? Prezydent elekt z podziękowań dla Bąkiewicza się nie wycofuje. Bardzo dziękuje panu Bąkiewiczowi za obywatelską postawę. Trudno mi sobie wyobrazić, jak później doszłoby do spotkania prezydenta Nawrockiego z szefem Straży Granicznej, z szefem policji, którzy przyszliby się skarżyć na aktywistów pana Bąkiewicza. Odchodzący prezydent dziś dziękował funkcjonariuszom na wschodniej granicy. Chciałbym Was przeprosić za szarganie polskiego munduru. Ale w czwartek dziękował ludziom Bąkiewicza. Według mnie pomagają Straży Granicznej w realizacji jej zadania. Mówiłem o tym, że nie atakuje funkcjonariuszy, że nie mówię złego słowa. Ale skończyło się. Nie może być tak, że wy umywacie ręce jak Piłat. Tym zachowaniem Bąkiewicza zajmuje się już prokuratura. Powód? Znieważenie funkcjonariuszy. To bojówki, które wprowadzają do naszego kraju jakąś anarchię. Rękę w rękę z Bąkiewiczem na terenach przygranicznych działają politycy PiS-u i Konfederacji. To jest tylko i wyłącznie walka polityczna o to, kto więcej zyska na podsycaniu antyimigranckich nastrojów - słyszymy od posła ze Szczecina. Nie ma żadnego problemu, że tysiące imigrantów spacerują po ulicach Szczecina. I choć incydenty się zdarzają, tak jak ten, który opisywał dziś rzecznik MSWiA... Bez naszej wiedzy Straż Graniczna niemiecka próbowała przesunąć cudzoziemca na naszą stronę. ...to podkreślamy - są to jednostkowe przypadki, co potwierdzają relacje mieszkańców terenów przygranicznych. Zauważyła pani większy napływ tych uchodźców z Niemiec? Co też pani opowiada. Mieszkam tu 50 lat. Sporadycznie tam się ktoś trafi, to zaraz nasi cofają tam z powrotem, ale tak na co dzień nie widać większych grup. Mamy do czynienia z atakiem na polską granicę przez nielegalnych migrantów. Straszył w czwartek były premier. To skrajna hipokryzja. Któremu odpowiada były szef komisji śledczej do spraw afery wizowej. Jak PiS rządził, wydał 360 tysięcy wiz obcokrajowcom z krajów muzułmańskich, nie było żadnej kontroli. A polska wiza była najłatwiej osiągalna w Unii Europejskiej. W aferze wizowej za czasów rządów PiS-u zarzuty usłyszał ten były wiceminister z PiS-u. Prokuratura Krajowa chce uchylenia immunitetu Antoniego Macierewicza. Prokurator Generalny Adam Bodnar przekazał do marszałka wniosek o zgodę Sejmu na pociągnięcie posła do odpowiedzialności. Śledczy chcą postawić byłemu ministrowi obrony narodowej zarzuty ujawnienia tajnych informacji podkomisji smoleńskiej. Podkomisja przez lata starała się udowodnić, że katastrofa smoleńska to był zamach. Pan poseł Antoni Macierewicz publikował te materiały, które były oklauzulowane jako tajne, ściśle tajne, poufne i zastrzeżone, publikował na stronie Ministerstwa Obrony Narodowej. Wypowiadał się w stacjach telewizyjnych i radiowych na ten temat, informując o ich treści, czyli tutaj nie wskazujemy, że pan Antoni, prokurator nie wskazuje, że pan Antoni Macierewicz przekazał komuś, przekazał wszystkim, każdemu, kto ma dostęp do mediów. To był największy atak na Ukrainę od początku wojny. Co najmniej 24 osoby zostały ranne. Rosyjskie drony i pociski zniszczyły budynki, samochody i stacje kolejowe. Do ataku doszło tuż po rozmowie Władimira Putina z Donaldem Trumpem. Prezydent USA przyznał, że w rozmowie nie osiągnął żadnego postępu. A Putin, że Moskwa nie zrezygnuje z celów, ktore sobie postawiła. Nawet w schronach ludzie tej nocy nie czuli się bezpiecznie. Na tym amatorskim nagraniu w tle słychać płacz, krzyki i wycie syren. A to rosyjski terror widziany z najbliższej możliwej odległości. Gdy wybucha, przestajesz oddychać. Przez pewien czas życie wokół ciebie po prostu zamiera. I nie wiesz, co stanie się po wybuchu. Czy będzie kolejny, czy coś się na ciebie zawali? Czy będzie dym, czy wybuchnie pożar? Po prostu wstrzymujesz oddech i czekasz. Rosja w stronę Ukrainy wystrzeliła aż 550 dronów. To rekordowa liczba. Do tego rakiety balistyczne i pociski manewrujące. Fal uderzeń było kilka. Atak Rosjanie przeprowadzili niezwykle precyzyjnie. I tak, by doprowadzić do przeciążenia ukraińskiego systemu obrony. To było straszne. Ludzie płakali, dzieci też. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się nic podobnego do tego ataku. Nigdy nie było tylu eksplozji. To był najbardziej zmasowany atak, odkąd tu mieszkam. Jego skalę i niszczycielską skuteczność odsłonił dopiero świt. Ale nawet gdy syreny alarmowe po 13 godzinach przestały w końcu wyć, mieszkańcy Kijowa musieli chronić się przed toksycznym dymem. Kolosalne pożary w ukraińskiej stolicy widać na tym zdjęciu zamieszczonym przez szefa polskiego MSZ. Zmasowany rosyjski atak ostatniej nocy spowodował pożary i wiele szkód, Prosimy o przywrócenie dostaw amunicji przeciwlotniczej do Ukrainy Kilka godzin przed rosyjskim atakiem Trump przez ponad godzinę rozmawiał telefonicznie z rosyjskim przywódcą. Usłyszał, że ten nie zamierza kończyć wojny, nim nie osiągnie wszystkich swoich celów. Jestem bardzo rozczarowany rozmową, którą odbyłem z prezydentem Putinem. Nie wydaje mi się, żeby chciał się zatrzymać, przestać, a to niedobrze. Dziś Donald Trump rozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim. Ten opowiedział mu o sytuacji na froncie i ostatnich rosyjskich nalotach. Odbyłem bardzo ważną i owocną rozmowę z prezydentem USA. Nie wiadomo, czy ukraińskiemu prezydentowi udało się wynegocjować wznowienie dostaw amerykańskich pocisków do wyrzutni Patriot. Bez nich ukraińskie miasta stają się bezbronne. A spacer z dziećmi zmienia się w walkę o życie. Niemki są ośmiokrotnymi mistrzyniami Europy, ale to my mamy Ewę Pajor, zawodniczkę Barcelony. Za 90 minut Biało-Czerwone zadebiutują na Euro. Ten mecz zobaczą państwo w Telewizyjnej Jedynce. Faworyt jest jeden, ale podopieczne Niny Patalon zrobią wszystko, by pokazać się z jak najlepszej strony. W końcu wiele z naszych reprezentantek na co dzień gra w Bundeslidze. Bedzie potrzebne wsparcie z trybun, wsparcie kibiców, których tutaj w St. Gallen nie brakuje. Jak pierwszy przegramy, no to wiadomo, to już będzie ciężko. Bedzie potrzebne wsparcie z trybun, wsparcie kibiców, których tutaj w St. Gallen nie brakuje. Mecz oczywiście w TVP1 już o godzinie 21.00. W mikrograwitacji, w atmosferze sterowanej wyłącznie przez maszyny pod stałym wpływem promieniowania Na trasie 9 miast. W każdym kosmiczne pikniki, koncerty i potańcówki. Lato z Radiem i Telewizją Polską startuje już jutro w Zakopanem. W każdą sobotę lipca i sierpnia na scenach pojawią się popularni polscy artyści i ich przeboje. Występy będą transmitowane w TVP2. Na antenę TVP Info wraca także program "Polska na tak". Muzyka, emocje. Tysiące ludzi. Tak wyglądało Lato z Radiem i Telewizją Polską. Teraz czas na kolejną odsłonę. Pierwszy przystanek jutro w stolicy Tatr, Zakopanem. To jest otwarcie lata, otwarcie wspaniałej trasy, która służy rozrywce i myślę, że tego na pewno dostarczy ludziom przed sceną, ale też przed telewizorami. W głośnikach największe wakacyjne przeboje. Na scenie - legendy polskiej muzyki. Lato z Radiem towarzyszy mi od dziecka. Melodia, która jest wspaniała i wszystkim znana i bardzo się cieszę, że jestem. Jestem nie pierwszy raz i nie ostatni raz, ponieważ też będę zamykać. Razem z nią gwiazdy młodego pokolenia. Naszym znakiem rozpoznawczym jest energia, i tym się chcemy dzielić ze słuchaczami i z widzami. Tego na pewno nie zabraknie. Publiczność rozgrzewać będą prowadzący TVP i Polskiego Radia. Wielka scena, na niej same gwiazdy, ale wcześniej piknik i także świetna zabawa. Co będzie naszą największą atrakcją? Nasza prywatna Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Jutro Zakopane będzie absolutnie najpiękniejszą stolicą polskiej muzyki, wakacyjnej muzyki i wszyscy będą doskonale się bawili. Światła sceny, znajome refreny i tłum, który zna każdą piosenkę. Tu nie trzeba specjalnej zapowiedzi, wystarczy przyjechać. Zabrałam wszystkich, którzy zmieścili się do auta. Zawsze polecam wasze koncerty. Teraz nie będzie inaczej. Scena niemal gotowa. Publiczność już czeka. Tutaj na Podhalu mało rzeczy się dzieje, a taka aktywność jest aktywnością ciekawą, więc zapraszam. Na muzycznej drodze w sumie 9 punktów. W każdą sobotę w lipcu i sierpniu w innym mieście. Finał 30 sierpnia w Grudziądzu. Tu w Zakopanem rozpoczynamy cudowną historię. Lato z Radiem, Telewizja Polska. Wspaniała podróż. Do koncertowej trasy dołączą także reporterzy TVP Info i program "Polska na tak". W wakacyjnej odsłonie cyklu nowe historie z całego kraju. Muzyka, dobra zabawa i edukacja w wakacyjnym wydaniu. Telewizyjny przepis na lato. Scena rusza jutro punkt 20.00. Transmisja w TVP2. Bardzo dziękuję za wspólnie spędzony czas. Za chwilę "Pytanie dnia". Gościem Justyny Dobrosz-Oracz jest Michał Laskowski, sędzia Sądu Najwyższego.