Pytania o mieszkania. Coraz wi-cej kontrowersji wok#¾ Karola Nawrockiego. Bezpieczny medyk. Czas na systemowe rozwi@zania. Ruszy¾y matury. Na pocz@tek j-zyk polski. Zbigniew Łuczyński, "19.30", zapraszam. Podczas debaty informacja o jednym mieszkaniu, po debacie okazuje się, że są dwa. Sprawa mieszkań kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego rodzi wiele pytań, a im dalej w las, tym ciemniej. Kiedy już kandydat popierany przez PiS przyznał się do posiadania więcej niż jednej nieruchomości, pojawiły się kolejne kontrowersje. A czy odpowiedzi zainteresowanego są przekonujące? To była okazja do rozwiania wątpliwości. Chciałam zapytać o kwestię mieszkania, kawalerki w Gdańsku, myślę, że panu też zależy na wyjaśnieniu tej sprawy. Tu warto wyjaśnić. To nie był wiec, lecz konferencja prasowa. Tak przynajmniej napisano w zaproszeniu. Więc pytania padły. W jaki sposób pan wszedł w posiadanie mieszkania starszego mężczyzny, którym pan się opiekował, ile pan zapłacił za to mieszkanie i kto wpadł na pomysł, żeby zapłatą za to mieszkanie była pana opieka? W odpowiedzi - najpierw oskarżenia pod adresem pytających. Telewizja, którą pani reprezentuje, jest w sztabie mojego głównego kontrkandydata. Nie jesteśmy w żadnym sztabie, proszę nie obrażać TVP. Potem wyrazy wiary w samego siebie. To nie zniszczy Karola Nawrockiego, bo ja to przetrwam i ja te wybory wygram. Ale ja wciąż nie uzyskałam odpowiedzi na pytanie. To o kwotę, za jaką Karol Nawrocki kupił kawalerkę, padło w sumie trzykrotnie. Powtórzę pytanie koleżanki, ile pan zapłacił? Odpowiedzi nie było. Zamiast tego zapewnienia, że sprawa jest czysta. Wszystkie kwestie prawne i kwestie własnościowe zostały wyjaśnione podczas wielomiesięcznego postępowania ABW. Tyle tylko, że tu nie tylko o kwestie prawne chodzi. I nie tylko o to, że Karol Nawrocki tydzień temu mówił, że mieszkanie ma jedno. Ja tu mówię w imieniu Polek i Polaków, takich jak ja, którzy mają jedno mieszkanie. choć ma dwa. To drugie przejął od 80-letniego dziś mężczyzny, za - jak twierdzi - opiekę. Wspomagałem go, jest na to masa dowodów, po które państwo nie sięgacie. To proszę je przedstawić, panie prezesie. Kandydat PiS nie przedstawił. Spytaliśmy więc sąsiadów 80-latka, czy widywali Karola Nawrockiego. Nie przychodził i byśmy widzieli, bo zawsze panu dzień dobry mówiliśmy. Z ustaleń Onetu i gdańskiego ratusza wiemy, że pan Jerzy mieszkał w lokalu komunalnym, które kilkanaście lat temu wykupił za 10% wartości, czyli 12 tys. zł. Pieniądze na ten cel dał mu Karol Nawrocki i to jemu - w zamian za opiekę - pan Jerzy przepisał kawalerkę, wartą obecnie około 400 tys. zł. Starszy mężczyzna został z niczym, rok temu trafił do DPS-u. Jego pobyt opłaca miasto. To 92 tys. zł rocznie. To była naprawdę trudna sytuacja, która wymagała większego zaangażowania ze strony naszych profesjonalnych pracowników. Karol Nawrocki, który - przypomnijmy - dostał mieszkanie za opiekę, o tym, że jego podopieczny od roku jest w DPS-ie, dowiedział się dzisiaj z Onetu. Nam zajęło naprawdę kilkadziesiąt minut ustalenie tego, że pan Jerzy jest w DPS-ie. Wczoraj rzeczniczka Karola Nawrockiego przyznała, że kontakt z panem Jerzym urwał się w grudniu. Dziś kandydat PiS był pytany o to, czy w związku z tym poinformował policję. Siłą rzeczy nie bywałem w Gdańsku, bo mieszkam w Warszawie. Ale też nie odpowiedział, czy cokolwiek zrobił, czy interesował się losem podopiecznego. Afera mieszkaniowa pana Nawrockiego brzydko pachnie, nie ma co się oszukiwać, jeśli dobrze rozumiem, pan Nawrocki miał się zaopiekować panem Jerzym, a zaopiekował się jego mieszkaniem, Więc zastanawiam się, czy chcielibyśmy, żeby się zaopiekował Polską. Pan Nawrocki jawił się jako bokser, który taranem chce zaprowadzić ład chrześcijański w Polsce. Otóż krętactwo nie mieści się w wartościach chrześcijańskich. Pytani o to politycy PiS atakują dziennikarzy. To wstyd dla pani, dla telewizji, dla wszystkich. Panie ministrze, ale za tę pomoc pan Nawrocki odebrał mu mieszkanie. Jednak według zwolenników PiS to nic takiego. Jest możliwość taka, że za opiekę wielu ludzi w Polsce takie mieszkania uzyskuje. A gdyby chodziło o pana mamę, ktoś się zaczyna nią opiekować i przejmuje jej mieszkanie. Akurat tutaj nie znam w szczegółach tej sytuacji. W tej historii - co warto podkreślić - chodzi o mieszkanie komunalne. Potrzebujący czekają na nie latami. Gdańska kawalerka - wykupiona za pieniądze Karola Nawrockiego i na niego przepisana - zniknęła z zasobów miasta. Gdyby nie to, po wyprowadzce pana Jerzego zamieszkaliby w niej nowi lokatorzy. Przecież to się stało kosztem tych ludzi, ludzi często z osobami niepełnosprawnym w rodzinie, ludzi, którzy nie są się w stanie utrzymać. To mieszkanie powinno trafić do nich, to był pozorny wykup, po to żeby przekazać Nawrockiemu. Moralnie - dno. Dziękuję bardzo. Karol Nawrocki dziś zapowiedział, że ujawni swoje oświadczenie majątkowe. Na razie jednak tego nie zrobił. Zwolennicy PiS w ten sposób... Zdrajcy Polski jesteście. Volksdeutsche jesteście. ...bronią swojego kandydata. Podczas gdy opinię publiczną porusza sprawa mieszkania kandydata na prezydenta popieranego przez PiS, i on, i inni kandydaci na 12 dni przed ciszą wyborczą walczą o poparcie i głosy. Większość z nich także i dzisiaj odwiedza potencjalnych wyborców, przekonuje do swoich programów. O ostatniej prostej przed pierwszą turą. Te wybory rozstrzygną się w ciągu tych 12 dni. Tyle zostało do ciszy wyborczej przed pierwszą turą. Dlatego kandydaci walczą o głosy od rana do wieczora. Dziesiątki pozdrowień, wspólnych zdjęć i rozdanych ulotek. Ale też mierzenie się z konkretnymi pytaniami od mieszkańców. Co z aborcją? Z aborcją? Walczymy cały czas o to, aby ten projekt przeszedł. Magdalena Biejat podczas wizyty w Wałbrzychu przekonywała też, że dla dobra lokalnych firm Polska musi przejść transformację energetyczną. Przejście na energię odnawialną, na energię z atomu, na energię produkowaną tutaj w Polsce, z polskiego wiatru, z polskiego słońca, z polskich elektrowni jądrowych. Potrzebujemy przez najbliższe 10-15 lat zbudować przynajmniej 8 bloków jądrowych. W podobnym tonie mówił Adrian Zandberg, który przyjechał do Słubic przy granicy polsko-niemieckiej. Kierunek nieprzypadkowy. Od jutra Niemcy zaostrzają kontrole. Berlin chce w ten sposób powstrzymać napływ nielegalnych migrantów. To utrudnienie życia mieszkańcom pogranicza i zaprzeczenie idei strefy Schengen - ocenia kandydat partii Razem. Czym innym są wyrywkowe, doraźne kontrole, a czym innym jest to, kiedy Niemcy zaczynają działać systemowo w taki sposób, jakby traktat z Schengen nigdy nie został przyjęty. Zamknięcie granicy psuje życie, niszczy życie bardzo wielu ludziom przy granicy żyjącym. I zaostrzenia kontroli po naszej stronie granicy być nie powinno - przekonuje Szymon Hołownia. Kandydat Trzeciej Drogi dziś pojechał na Śląsk, rozmawiał z podopiecznymi ośrodka dla osób niewidomych w Ziemięcicach. Prezydent powinien być kimś, kto ma wciąż otwarte oczy na tego, kogo nie widać, na tego, kto sam czasem tymi oczami nie jest w stanie spojrzeć. Zdjęcie i mamy to. Karol Nawrocki z wizytą na Mazowszu. Obywatelski kandydat z poparciem PiS odwiedził Grójec, Garwolin, Węgrów i Repki. Mówił o swoim sprzeciwie wobec Zielonego Ładu. Będę strażnikiem polskich gospodarstw rolnych, będę walczył z ideologią Zielonego Ładu. Rafał Trzaskowski i Sławomir Mentzen dziś bez przedwyborczych aktywności. Ale jak słyszymy... Stawka jest absolutnie duża. ...to tylko krótki oddech przed intensywną ostatnią prostą kampanii. Przed nami takie miasta jak Wrocław, Kraków czy Szczecin. Sławomir Mentzen obiecał, że spotka się z wyborcami we wszystkich powiatach - i słowa dotrzyma. Bardzo wam dziękuję, Gdańsk, dziękuję. Kandydat Konfederacji wczoraj spotkał się z mieszkańcami 7 miejscowości na Pomorzu. Wygra cała Polska i wygra Zamość. Kandydat Koalicji Obywatelskiej w niedzielę odwiedził Zamość i Lublin. Rozmowy to za mało, chcemy konkretów - mówią przedstawiciele środowiska medycznego i apelują o pilne zmiany. Ministra zdrowia spotkała się dziś w tej sprawie z Naczelną Izbą Lekarską. Po tragicznych zdarzeniach, gdy atakowani są pracownicy służby zdrowia, szykują się zmiany, które mogły by zapobiec kolejnym tragediom. 6 maja w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie i na Uniwersytecie Jagiellońskim ma być dniem żałoby. Od 10 lat ratuje życie pacjentów, którzy trafiają na szpitalny oddział ratunkowy. Również od dekady nie było dnia, aby doktor Tomasz Solarewicz i jego koledzy nie zostali zaatakowani w trakcie wykonywania pracy. Zostałem zaatakowany, kopnięty w brzuch. Wówczas pozostały personel medyczny próbował wejść do mnie do tego pomieszczenia i mi pomóc. To była lekarka i ratowniczka. W trakcie wchodzenia otrzymały ciosy w głowę. Pacjentka była pod wpływem narkotyków i alkoholu. Takie historie to codzienność w służbie zdrowia. Kraków, Pruszków, Łuków. To ostatnie dni. Szczególnie śmierć lekarza z rąk pacjenta na dyżurze w stolicy Małopolski poruszyła i wstrząsnęła środowiskiem. Stąd konieczność zmian i większej ochrony. Zaostrzenie kar za zachowania agresywne w stosunku do personelu medycznego. To przykładowy postulat. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej przedstawił dziś ministrze zdrowia zestaw propozycji opracowanych przez samorząd lekarski, który obejmuje też rejestr agresywnych pacjentów czy ściganie gróźb karalnych wobec personelu medycznego z urzędu. Czy kamizelki powinny być noszone obligatoryjnie? Czy one będą, czy nie będą, bo jest problem z zakupem modelu. Mamy umundurowanie, mamy buty robocze, mamy kaski, które w większości jeżdżą w karetkach i nie są używane, i mam nadzieję, że jeśli te kamizelki wejdą, to nie będą wisiały bezczynnie. Pytań jest wiele. Teoretycznie lekarze korzystają z ochrony tak jak funkcjonariusze publiczni. Pracownicy służby zdrowia liczą na powołanie specjalnego zespołu do spraw opracowania procedur. Jest wola po stronie rządowej. W spotkaniu z ministrą zdrowia wzięli udział minister spraw wewnętrznych, minister sprawiedliwości i komendant główny policji. Wnioski z tego spotkania, propozycje rozwiązań zostaną przedstawione premierowi jutro. Bezpieczeństwo lekarzy to nie przywilej. System, który ich ochroni, to konieczność. Tym bardziej, że medycy walczą o życie pacjentów. Liczy się każda sekunda. Codziennie przyjmujemy blisko 150-200 pacjentów na dobę i każdy z tych pacjentów wymaga odpowiedniego wsparcia. Frustracja pacjentów związana z oczekiwaniem na wizytę oraz używki. To najczęstszy powód ataków. Ale bez względu na sytuację medycy powinni być chronieni. Tak, by marsze przeciw agresji, jak ten, który przejdzie ulicami stolicy w sobotę, nie musiały być organizowane. Kolejne spotkanie przedstawicieli Naczelnej Rady Lekarskiej z ministrą zdrowia planowane jest na przyszły tydzień. To jest "19.30", główny program Informacyjny Telewizji Polskiej. A już za chwilę... Wojna się skończyła dla nas 5 maja. Chwała bohaterom! Pamięć o nich jest żywa. Nerwy są ogromne. Bardzo prosta, zaskakująco. Dziś ma 102 lata, 80 lat temu razem z towarzyszami broni z 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka świętował kapitulację niemieckiej armii i odzyskanie niepodległości przez Holandię. Kapitan Eugeniusz Niedzielski celebruje zwycięstwo nad III Rzeszą właśnie 5 maja. Dziś w Wageningen w rocznicy wyzwolenia Holandii brał też udział polski premier. Świętowanie zakłócił incydent. Dokładnie 80 lat temu to tu w Wageningen skapitulowała niemiecka armia, a Holandia odzyskała swoją niepodległość, do czego w dużej mierze przyczynili się również polscy żołnierze. Wojna się skończyła dla nas 5 maja. I to jest bardzo dobrze, że się wojna skończyła, bo dywizja nie potrzebowała walczyć o port, bo jakby walczyli o ten port, to może by połowa dywizji zginęła. Kapitan Eugeniusz Niedzielski, dziś 102-latek, kierował jednym z ponad 300 czołgów 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka, która wyzwoliła kilkaset francuskich, belgijskich i holenderskich miast, wszędzie pozostawiając nieskazitelną reputację. Nie chciał niszczyć Bredy, dlatego wszedł do miasta piechotą - tak powinno się zdobywać zamieszkiwane tereny. Dzięki takiemu sposobowi wyzwalania: unikając zniszczeń i strat w ludziach, generał Maczek i jego żołnierze na zawsze zjednali sobie serca Holendrów. Wielu polskich żołnierzy zginęło, żeby wyzwolić Holandię, ale pamięć o nich jest żywa. Choć w przypadku innego polskiego generała Stanisława Sosabowskiego, który dowodził Samodzielną Brygadą Spadochronową w operacji "Market Garden", ta pamięć musiała być oczyszczona z pomówień. Polskich spadochroniarzy zrzucono w Driel, kilkanaście kilometrów stąd, zbyt daleko, by dotarli tu na czas. Przeprawę utrudniały złe warunki pogodowe i 2 niemieckie dywizje pancerne, o których aliancki wywiad nie miał informacji. Dlatego ostatniego mostu w Arnem nie udało się odbić, a operacja "Market Garden" była jedną z najkrwawszych w historii II wojny światowej, zginęło w niej 15 tys. ludzi, kolejne 6 tys. dostało się do niemieckiej niewoli. Później generał Montgomery obwinił polskich spadochroniarzy o to, że nie byli wystarczająco odważni, by ruszyć na ratunek oblężonym na moście Brytyjczykom. Co okazało się kłamstwem. Dlatego wraz z kolegą w parlamencie przekonaliśmy holenderskie Ministerstwo Obrony do zbadania, co się właściwie stało. Driel, gdzie lądowali polscy spadochroniarze, odwiedził dziś polski premier, przypominając o wojnie, która znów trwa na europejskim kontynencie. To już trzeci rok, kiedy czcimy naszą rocznicę zwycięstwa nad III Rzeszą w cieniu agresji Rosji na Ukrainę. To czyni wielką różnicę, ponieważ wojna na wschodniej granicy UE nadaje zupełnie nowy kontekst tym corocznym świętom. Trwa też wojna na Bliskim Wschodzie i to z jej powodu doszło do zakłócenia w czasie dzisiejszych obchodów. W "19:30" teraz o ataku rebeliantów Huti na izraelskie lotnisko Ben Guriona w pobliżu Tel Awiwu. Pocisk balistyczny uderzył na terenie lotniska, kilka osób zostało rannych, ruch lotniczy wstrzymano. Jemeńscy rebelianci wspierają Hamas w walce z Izraelem. A ta wojna wydaje się nie mieć końca, bo chwilowe rozejmy nie przynoszą spokoju, a Izrael wzywa tysiące rezerwistów, rozszerzając ofensywę. To moment ataku na jeden z najbardziej chronionych obiektów w Izraelu. Rakieta balistyczna wystrzelona przez wspieranych przez Iran jemeńskich rebeliantów Huti uderzyła w teren lotniska imienia Ben Guriona w Tel Awiwie. Usłyszeliśmy syreny tutaj w biurze i wszyscy uciekliśmy do schronu. Wewnątrz usłyszeliśmy potężną eksplozję. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Na lotnisku panika. Kilkanaście linii lotniczych odwołało połączenia, anulowano też loty do Tel Awiwu z Warszawy i Krakowa. Izraelskie wojsko opublikowało nagranie, na którym widać fragmenty rakiety i szeroki na kilkadziesiąt metrów krater, który powstał po uderzeniu pocisku. Trafił w jedną z dróg technicznych. Służby ustalają dlaczego nie udało się przechwycić rakiety, a Huti zapowiadają kolejne ataki. Pracujemy nad nałożeniem blokady powietrznej na izraelskiego wroga. Będziemy wielokrotnie uderzać w lotniska. Premier Izraela oświadczył, że atak rebeliantów nie pozostanie bez odpowiedzi. Podejmiemy bardzo zdecydowane kroki i pamiętamy, że Huti działają pod dyktando i przy wsparciu swojego patrona, Iranu. Huti kontrolują znaczną część Jemenu. Są częścią siatki wspieranych przez Iran organizacji zbrojnych, które łączy wrogość wobec Ameryki i Izraela. Jemeńscy rebelianci od początku wojny w Strefie Gazy atakują Izrael i statki na Morzu Czerwonym, by w ten sposób wesprzeć palestyński Hamas. W odpowiedzi USA i Wielka Brytania uderzają w ich cele w Jemenie. Tylko dziś amerykanie przeprowadzili 10 nalotów na kontrolowaną przez Huti stolicę kraju. USA podejmują działania przeciwko Hutim w koordynacji z nami. Tel Awiw zapowiedział, że dołączy do operacji Amerykanów. Izraelski gabinet bezpieczeństwa zatwierdził też plan rozszerzenia działań wojskowych w Strefie Gazy. Obejmuje zdobycie i czasowe utrzymanie tego terytorium. Armia Izraela powołuje dziesiątki tysięcy rezerwistów. Długi majowy weekend przeszedł do historii. Niestety wielu kierowców będzie chciało wymazać go z pamięci, zwłaszcza kiedy wytrzeźwieją. Ponad 1500 osób zdecydowało się wsiąść za kierownicę pod wpływem alkoholu. Kilkaset osób zostało rannych w wypadkach, a niestety kilkanaście zginęło. Majowy weekend na drogach pod znakiem promili, a także wydarzenia ostatnich godzin podsumowuje Tomasz Mildyn. Aleksandrów Kujawski - dziś na przejeździe kolejowym doszło tu do zderzenia pociągu z samochodem dostawczym. Motorniczy i pasażerowie nie ucierpieli, kierujący samochodem zginął na miejscu. Według wstępnych ustaleń rogatki na przejeździe były w momencie wypadku podniesione. Policjanci zabezpieczyli do tej sprawy monitoring, została też przesłuchana dróżniczka, która pracowała tego dnia tam na miejscu. Sprawdziliśmy jej stan trzeźwości - kobieta była trzeźwa. W ciągu majowego długiego weekendu na drogach nie było dnia bez ofiar śmiertelnych. Policjanci w liczbie ponad 4100. Kontrole prowadzone były od środy nie tylko przez patrole drogowe, ale też z powietrza. Porównując to z ubiegłymi latami zdecydowanie była to bezpieczniejsza majówka na drogach, m.in. dzięki pracy policjantów ruchu drogowego, ale tak naprawdę to jest sukces wszystkich uczestników ruchu. Bo porównując do zeszłorocznej majówki - i zdarzeń drogowych, i ofiar śmiertelnych, i rannych było mniej. W 307 wypadkach zginęło 19 osób, a blisko 400 zostało rannych. Ale jedna liczba na tle pozostałych się wyróżnia, to pijani kierujący. W tym roku zatrzymano ich więcej - dokładnie 1628 osób. Jeżeli się temu poważnie nie przyjrzymy, to to będzie po prostu bez zmian. Zdaniem psychologa transportu doktora Aleksandra Korchuta liczba ta powinna martwić. Musimy trochę od podstaw popracować nad całym systemem też zmiany takiego myślenia, że to nie dotyczy tylko mnie, że ja mogę komuś zrujnować życie, że ja naprawdę odpowiadam za to, co robię. Bo brak takiej refleksji, mimo zaostrzania kar za jazdę bez uprawnień lub pod wpływem alkoholu, to ciągle realne zagrożenie na polskich drogach. To sytuacja z Wrocławia - policjanci zatrzymali do rutynowej kontroli kierującego samochodem osobowym. Mężczyzna najpierw zwolnił, ale po chwili zaczął uciekać. Podczas pościgu stracił panowanie nad samochodem i uderzył w barierę energochłonną. Próbował uciekać na pieszo, ale policjanci byli szybsi. Mężczyzna ten ma na koncie dwa sądowe zakazy prowadzenia pojazdów, czyli można powiedzieć bardzo poważne wcześniejsze przewinienia. Tym razem może trafić na 5 lat do więzienia. Podobnie jak 64-letni pijany kierujący osobowego volkswagena zatrzymany w majówkę niedaleko Lwówka Śląskiego. Jesteśmy kierowcami sfrustrowanymi, którym się wiecznie śpieszy. Jesteśmy źli na to, że nie ma miejsca, że lewy pas zajęty, a ja się śpieszę, a ktoś go blokuje i ma wolniejszy samochód. Ten kierowca na autostradzie A4 zamiast 110 jechał ponad 200 km/h. Kosztowało go to 15 punktów karnych i 2500 zł mandatu. Majowy weekend pokazał też postawy, które trzeba chwalić. Po karambolu na dolnośląskim odcinku autostrady A4 kierowcy sprawnie utworzyli korytarz życia, dzięki któremu karetka mogła szybko dojechać do poszkodowanych. Tu na szczęście nikt poważnie nie ucierpiał. Żyje, ale jest w ciężkim stanie. Mowa o rzece, którą dotknęła największa w historii Europy katastrofa. Odra po zakwicie złotej algi pomału odradza swój ekosystem, ale sytuacja daleka jest od normalności. Milion zł obiecano tym, którzy wskażą odpowiedzialnych za katastrofę. Fundacja Centralna ustaliła winnych, ale pieniędzy, które mogły pomóc odbudować życie w Odrze, nie dostała. To nietypowe połowy. Kacper, jak wielu innych wolontariuszy w Szczecinie, przy pomocy specjalnego, silnego magnesu wyławia z Odry metalowe śmieci. Wyciągnąłem taki zdrowy śrubokręt, w ogóle niezardzewiały. Wyciągnęliśmy 20 m3 śmieci, kolejne sto worków czeka na przetransportowanie. Śmieci ubywa, ale Odra wciąż nie może się odrodzić po tej katastrofie. Zabity ekosystem i tony śniętych ryb. W sierpniu 2022 roku rząd szukał winnych. Zależy nam na szybkiej identyfikacji potencjalnego sprawcy, więc wyznaczona została nagroda w wysokości miliona złotych. Nagrodę wyznaczył szef policji. Komendant Główny Policji Jarosław Szymczyk wyznaczył nagrodę w wysokości miliona złotych za wskazanie osoby odpowiedzialnej za zanieczyszczenie rzeki. Fundacja Centralna po poł roku wnikliwych badań ustaliła, kto odpowiadał za katastrofę. Kopalnie traktują tę rzekę jako ściek i to one zanieczyściły Odrę, co spowodowało zakwit alg, które zabiły ryby. Poza kopalniami Jastrzębskiej Spółki Węglowej i Polskiej Grupy Górniczej fundacja wskazała policji odpowiedzialnych urzędników - wojewodów, prezesa Wód Polskich, Głównego Inspektora Ochrony Środowiska i ministrów Annę Moskwę, Henryka Kowalczyka i Marka Gróbarczyka. No i koniec końców odpowiedzialny jest premier, który powołuje tych wszystkich funkcjonariuszy. Policja odmówiła wówczas wypłacenia milionowej nagrody - ówczesny premier nie wie, dlaczego. Ja tego nawet nie zarejestrowałem wtedy, ale na pewno tak było, jak pan redaktor tak mówi, to oczywiście, że powinno zostać to słowo dotrzymane. Nie zostało, dlatego fundacja poszła z tym do sądu i w marcu wygrała proces. Pieniędzy jednak nie dostała. Czekamy na uzasadnienie tego wyroku. Pani mecenas z Prokuratorii Generalnej RP złożyła wniosek o uzasadnienie i sąd to uzasadnienie jeszcze po prostu pisze. Jeśli wyrok się uprawomocni i fundacja dostanie zasądzony milion, chce go przeznaczyć na odbudowę życia w Odrze. Nie będzie to proste, bo niewiele zmieniło się od katastrofy. Nie zrobiono nic z tym, żeby zlikwidować przyczynę tej katastrofy. Przyczyną tej katastrofy są właśnie te silnie zasolone ścieki. Które kopalnie nadal zrzucają i do Odry, i do Wisły. Kopniak na szczęście, długopisy w dłoń i skupienie na twarzach. Kasztanowce kwitną, bzy pachną, czyli maturzyści przystępują do egzaminów. Na początek dziś - język polski. Od tego roku obowiązują nowe zasady dla zdających. A czy potwierdziły się oczekiwania dotyczące tematów? Czy pewniaki znalazły się na egzaminacyjnych arkuszach? Zaczęło się w całej Polsce tuż po 9:00. Jest lekki stresik, ale nieprzesadnie. Myślę, że dobrze mi pójdzie. Dobrze szły mi matury próbne. Na napisanie egzaminu maturzyści mieli 4 godziny. Ja wyszedłem po godzinie i 20 minutach. Wszystko ogarnięte? Tak, wszystko ogarnięte. "Zródło nadziei w czasach trudnych dla człowieka" i "Jak błędna ocena sytuacji wpływa na życie człowieka?" - to tegoroczne tematy. Egzamin miał trzy części: język w użyciu, test historyczno-literacki i wypracowanie. Było rok 1984, dużo było mitów, był Kochanowski i jego treny, ale to standard, one zawsze są. Zdawało 275 tys. uczniów. Wśród nich ci z Kłodzka, którym w nauce przeszkodziła zeszłoroczna powódź. Jako szkoła pomagaliśmy dużo, ale szybko się z tym uporaliśmy i już jest okej. Cześć z nich osobiście doświadczyła tej klęski, ale przygotowania do matury to jest 5-letni cykl, wiec nie możemy tutaj powiedzieć, że te 2 tygodnie zaważyło. Czarny długopis, dowód osobisty i legitymacja - to trzeba było mieć. Absolutnie zabronione były wszelkie urządzenia elektroniczne. 5000 maturzystów zgromadziła przy stadionie Legii w Warszawie tak zwana Szkoła w Chmurze. Tu nauka była głównie przez internet. To miejsce wyjątkowe, bo jest to największa i najmniejsza sala maturalna w Polsce. Najmniejsza dla uczniów ze szczególnymi dostosowaniami. A tak ze stresem maturalnym walczyli tu rodzice. To moje pierwsze dziecko, które zdaje maturę. Nerwy są ogromne, dużo większe niż przy maturze własnej. Jak zapewniał resort edukacji, tegoroczne arkusze maturalne były strzeżone w wyjątkowy sposób. Wybrane losowo paczki z arkuszami były zabezpieczane nadajnikami GPS. Wszystkie procedury i procedury dotyczące tworzenia arkuszy zostały zachowane. Do godziny 9:00 nie mieliśmy żadnych informacji o wyciekach arkuszy maturalnych. Procedury tworzenia i dystrybucji arkuszy, druku zostały zachowane. Ale tuż po 9:00 w internecie pojawiło się jednak zdjęcie arkusza. Centralna Komisja Egzaminacyjna zapewnia, że sprawę wyjaśni, gdy zbierze protokoły ze wszystkich szkół. By zdać maturę trzeba uzyskać przynajmniej 30% z obowiązkowych egzaminów pisemnych. Cieszę się, że już po, że pierwszy dzień za nami. Jutro maturzystów czeka egzamin podstawowy z matematyki, w środę z języków obcych. Potem przyjdzie czas na przedmioty rozszerzone. A całe maturalne zamieszanie potrwa aż do 24 maja. Maturzystom połamania piór! A W "19:30" to wszystko. Za chwilę "Pytanie Dnia". Mariusz Piekarski w rozmowie z ministrem Cezarym Tomczykiem. Ja dziękuję, dobranoc i do zobaczenia.