Pożar zabrał im wszystko. Pierwsi lokatorzy mogli wejść do mieszkań w spalonym bloku w Ząbkach. Lawina pytań po nocnym spotkaniu marszałka Sejmu z politykami PiS. Wody coraz mniej. Wisła znowu pobiła rekord. Monika Sawka. Dobry wieczór. Pierwsi mieszkańcy spalonego budynku w Ząbkach weszli do swoich mieszkań. Na chwilę. Szymon Hołownia uspokaja, że ekscytacja nie jest ani uzasadniona, ani wskazana. Zaskoczeni nocnymi rozmowami marszałka Sejmu z politykami PiS są jednak nawet działacze Polski 2050. Lider PSL wprawdzie przekonuje, że sytuacja jest stabilna, a premier studzi nastroje, ale pytania nie milkną. Tym bardziej, że do spotkania doszło na kilka godzin przed negocjacjami w sprawie rekonstrukcji rządu. Trzy tygodnie temu, kiedy rząd Donalda Tuska uzyskał wotum zaufania - nic nie wskazywało na to, że przez tego polityka koalicja zostanie wystawiona na próbę. A wszystko za sprawą nocnego spotkania marszałka Sejmu z politykami PiS. Rozmawialiśmy na różne tematy, bardzo często również o kwestiach historycznych. Spotkanie obyło się w warszawskim mieszkaniu Adama Bielana. W rozmowach wzięli też udział wicemarszałek senatu Michał Kamiński i prezes PiS Jarosław Kaczyński. To jest skład, który z całą pewnością może zapewnić te dobre rozwiązania, na które Polacy czekają. Politycy PiS nie ukrywają swoich intencji. O tajemniczym spotkaniu nie wiedzieli liderzy PSL-u i Platformy Obywatelskiej. Wzmożenie i ekscytacja związana z moim wczorajszym spotkaniem nie jest ani uzasadniona, ani wskazana. A pora? To nic nadzwyczajnego, że dzień pracy kończę koło północy. Ale spotkanie o pierwszej w nocy, w prywatnym mieszkaniu politycznego konkurenta, nie jest związane z pracami sejmowymi - odpowiadają koalicjanci. Ta odpowiedź pana marszałka w mojej ocenie jest nie przekonująca. W 100% ufam panu marszałkowi. Znam swój klub, kolegów, koleżanki z polski 2050 i w żadnym stopniu nie skręcamy w stronę PiS. Posłanka ugrupowania Hołowni próbuje studzić polityczne emocje. Ale co ważne, a może w tej sprawie najważniejsze, do spotkania polityków PiS z marszałkiem doszło kilkanaście godzin przed rozmową liderów koalicji w sprawie zapowiadanej rekonstrukcji rządu. Jak widzicie, utrzymanie koalicji jest trudne, ale możliwe, podobnie jak przebudowa rządu i uzgodnienie strategii, która pozwoli przejść do ofensywy Są pewne różnice w podejściu do spotkań, ale najważniejsza jest stabilność czterech formacji tworzących koalicje. Wielu polityków wskazuje na jeszcze jeden ważny fragment oświadczenia marszałka. Szymon Hołownia pisze w nim, A to jego wypowiedź sprzed miesiąca. Jestem marszałkiem i posłem ponad półtora roku. Nigdy nie zostałem do tej pory zaszczycony możliwością rozmowy z panem premierem Kaczyńskim, nawet przewodniczący Błaszczak ze mną nie rozmawia. Być może pan marszałek był po prostu brutalnie rozegrany, żeby pokazać, że nie wszyscy w koalicji są względem siebie lojalni. Adam Bielan w prawicowych mediach zasugerował, że informacja o nocnym potkaniu wyciekła do mediów od funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Takie insynuacje są wstrętne. Rzecznik MSWIA - zaprzecza. Funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, chroniąc najważniejsze osoby w państwie, narażają bardzo często życie i zdrowie. To są osoby godne zaufania, dyskretne, nie naruszyły prawa. Szymon Hołownia zgodnie z umową z koalicją w listopadzie powinien oddać fotel marszałka Włodzimierzowi Czarzastemu z Lewicy. Według Onetu na wczorajszym spotkaniu Donald Tusk zaproponował zmniejszenie rządu o 20%. To nie chodzi o to, żeby rząd był największy czy najmniejszy w Europie, chodzi o to, żeby był najbardziej sprawny. Szczegóły rekonstrukcji mamy poznać 15 lipca. Monika Sawka. Dobry wieczór. Pierwsi mieszkańcy spalonego budynku w Ząbkach weszli do swoich mieszkań. Na chwilę. Pierwsza pomoc pieniężna także została już przekazana do wypłacenia poszkodowanym. 8 tys. zł na najpilniejsze potrzeby. Pogorzelcy w pożarze stracili dorobek swojego życia. Już wiadomo, że do swoich domów szybko nie wrócą. Tak wygląda budynek przy Powstańców 62 w Ząbkach. Kilkadziesiąt godzin po tym gigantycznym pożarze, w którym nikt nie zginął. Ale wiele osób straciło dorobek życia. Pogorzelcy od rana przychodzili do pobliskiej szkoły podstawowej. Składali wnioski o doraźne wsparcie. Rzeczy mam na sobie nie swoje. Ja nie mam nic. Tylko jedne spodnie miałam na sobie, bo ciepło było, i bluzkę. I tak zostałam. 1,6 mln złotych od wojewody mazowieckiego wpłynęło do urzędu miasta. W poniedziałek od rana pewnie pierwszą transzą pierwsze środki do poszkodowanych. 8 tys. złotych na rodzinę z każdego lokalu, z każdego budynku. Procedury mają być maksymalnie uproszczone. Nawet na zasadzie, że sąsiad z sąsiedniego mieszkania potwierdza, że ta osoba tutaj mieszkała. Wiadomo, że osoby poszkodowane nie miały też dokumentów. Trudno ich teraz obarczać dodatkowym stresem, związanym z procedurami urzędniczymi. Będzie też specjalny fundusz utworzony przez premiera. Każde wsparcie się przyda, bo potrzeby są ogromne. Wszystko zrobiliśmy dla babci, urządziliśmy jej to mieszkanie trzy lata temu, wszystko od nowa, miała nową kuchnię, wszystkie meble. Z pomocą ruszyli także okoliczni mieszkańcy, którzy przez cały dzień przynosili potrzebne dary. Strasznie przykro, bo ja też sobie potrafię wyobrazić, jak to by było, gdyby mnie to spotkało. Wolałabym nie, ale też chciałabym, żeby ktoś mi pomógł w razie potrzeby. Poszkodowani mogą przez miesiąc mieszkać w hotelu wynajętym przez gminę. Później mają otrzymać zapomogi - nawet 2 tys. zł na wynajęcie lokalu. Do swoich mieszkań na razie nie mogą wrócić. Inspektorat budowlany zamknął budynek. Mieszkanie pana Jakuba spłonęło doszczętnie. Ubolewa nie tylko nad utratą dachu nad głową, ale też nad rzeczami, które były ważną częścią jego życia. Nad kolekcją płyt, które zbierałem przez kilkanaście lat i też miałem fajne tytuły, to się potopiło raczej. A też było na poddaszu. Zresztą na poddaszu mieliśmy wszystkie rzeczy, z których korzystaliśmy tak naprawdę na co dzień. Po południu urząd miasta poinformował, że wnioski o doraźną pomoc złożyli niemal wszyscy poszkodowani. Część pogorzelców dostało dziś zapewnienie o tym, że dostaną pierwsze środki pomocowe. Ale dziś przyszła też inna dobra informacja: niektórzy z poszkodowanych w pożarze będą mogli wejść do swoich mieszkań, po to, by zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Już wczesnym przedpołudniem kilkudziesięciu mieszkańców oczekiwało na wejście do swoich mieszkań. Będzie to możliwe tylko dla mieszkańców trzech kondygnacji rozmieszonych najniżej. W asyście policjantów, po jednej osobie, każdy zabierał to, co dla niego najpotrzebniejsze. Dokumenty osobiste, bo niestety, ale wychodząc na zakupy, nie spodziewałam się, co się stanie po dwóch godzinach. Było też sporo nerwów. Niektórzy dowiedzieli się, że prawdopodobnie nie będą mogli dziś wejść. Pojawiły się informacje o różnych listach mieszkańców. O 13.00 byliśmy zapisani na liście w szkole i myśleliśmy, że zaraz wejdziemy. Jest godzina 16.00 i się okazuje, że jest nowa lista. Pani Nikoletta nie ma do czego wracać. Ale dziś chciała tutaj być. Cały czas to przeżywamy, to jest dorobek naszego życia, więc sentyment po prostu, tak. Przychodzimy nie wiem dlaczego. Po prostu serce nas tu ciągnie. Macie się gdzie podziać? Mamy rodzinę, przyjaciół, pomoc płynie z każdej strony. Odpowiedź na pytanie: "co zdążyli zabrać z płonącego mieszkania" - jest bardzo krótka. Torebkę, tyle. Córka wyszła bez butów z domu. Takich historii jest tu więcej. Takich emocji - też. Państwo musi pomyśleć o tym, żeby nie zostawić tutaj tych ludzi. Nie ma, że za trzy miesiące powiecie, że nie. Musicie tu pomóc, to jest mój apel. Oglądają państwo "19.30". Już za chwilę... Wody coraz mniej. Wisła znowu pobiła rekord. A później jeszcze... Katastrofalna powódź i dramat dzieci. Modlimy się, aby zostały odnalezione żywe. Będziemy pracować przez całą dobę. Lekcja z kosmosu. Czy pierogi w kosmosie smakują inaczej? Myślę, że w kosmosie wszystko smakuje trochę inaczej. Kultowa bajka wraca do TVP. Poziom wody w Wiśle na stacji Warszawa-Bulwary spadł do 15 cm. To najniższy zanotowany poziom w tym miejscu od początku pomiarów. Czarny sen hydrologów właśnie się spełnia. Alertów przed suszą hydrologiczną w całej Polsce jest blisko 70. Od lat zmierzamy w stronę pustynnienia, ale tak źle - dawno nie było. Co niedługo odczujemy w portfelach. Dlatego wiele gmin apeluje o oszczędzanie. Z dostojności królowej polskich rzek zostało tyle. Wisła znika w oczach. Stan wody na wysokości warszawskich bulwarów spadł do 15 cm. Tak źle jeszcze nie było. I na razie nie będzie lepiej. Prognoza na najbliższe trzy dni wskazuje, że jeszcze może te trzy centymetry być niżej. Rzeczywiście ten początek lata jest bardzo suchy. Synoptycy zapowiadają opady, ale burzowe - woda po krótkich, nawet intensywnych opadach, nie zdąży wsiąknąć w przesuszoną ziemię. W latach 80. ubiegłego wieku taka susza zdarzała się raz na pięć lat, tymczasem w tej chwili rozmawiamy praktycznie co roku o suszy. To skutek zmian klimatu. Jeden z głównych czynników to są zmiany klimatyczne. W tej chwili jest tak, że od pewnego czasu obserwujemy bardzo długie okresy bezdeszczowe, po czym często występują takie opady nawalne. A te nie poprawiają sytuacji hydrologicznej. Ostrzeżenia o suszy obejmują już większość kraju. A Brenna, Szamotuły, Łęczyca czy Pułtusk - to tylko niektóre miejsca w Polsce, gdzie samorządy apelują o oszczędzanie wody. Uzdatnianie jej do picia w takich warunkach jest coraz trudniejsze. Wisła to źródło zaopatrzenia w wodę stolicy. W ubiegłym roku mieliśmy podobnie niskie stany Wisły, dochodziło do 21-20 cm na wodowskazie Warszawa-Bulwary, i te dostawy wody były tak samo niezakłócone. I w tym roku również takiego ryzyka nie ma. Tak że uspokajam, woda w kranie na pewno będzie. Miasto sobie radzi. Mieszkańcom stolicy jeszcze nie grozi brak wody, ale tak niski stan, to już teraz śmiertelnie zagrożenie dla życia w rzece. Nie tylko w tej jednej. Woda w tak spłyconej rzece szybciej się nagrzewa. Żeby poprawić sytuację hydrologiczną trzeba zacząć zatrzymywać ją w miejscu opadu. A nie sprzyjają temu zabetonowane miasta czy melioracja pól. Iga Świątek powalczy o ćwierćfinał Wimbledonu. W meczu trzeciej rundy pokonała Amerykankę Danielle Collins w dwóch setach. Jutro o spełnienie marzeń zagra Kamil Majchrzak. Przenosimy się do szczęśliwego dla nas Londynu, gdzie jest Artur Kieruzal. Jak dziś zaprezentowała się Iga Świątek? To był świetny mecz w wykonaniu Igi. Udany rewanż za porażkę. Polka narzucała swoje warunki gry. Neutralizowała te mocne serwisy i forhendy Amerykanki. Pod sam koniec drugiego seta przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Między obiema zawodniczkami od dawna już iskrzy. Collins nie ukrywa emocji. Iga zachowała zimną krew i zagrała bardzo dojrzale taktycznie. Przyznała, że zaczyna jej się ta trawa bardzo podobać. Mówiła serio. Dalej zagra z Dunką. Jeśli Iga utrzyma tę formę, to możemy jeszcze długo ją oklaskiwać. Podobnie jak Majchrzaka, który powalczy o ćwierćfinał. Ma spore szanse na to, żeby sprawić tutaj niespodziankę. Niespodzianki nie było! Choć Polki miały swoje szanse, pokazały zaangażowanie i wolę walki, to na otwarcie Euro przegrały z faworytkami turnieju Niemkami 0:2. Przed Polkami jeszcze dwa spotkania. Niezależnie od wyniki już sam występ w turnieju jest historycznym momentem dla polskiego futbolu kobiecego. To miał być mecz do jednej bramki, ale Polki pokazały wolę walki. Biało-Czerwone już od pierwszych minut grały szybko, agresywnie i ofensywnie. Z pomysłem i odwagą. Cieszymy się, że dziewczyny wystąpiły pierwszy raz na mistrzostwach i jesteśmy z nich bardzo dumne. Nasza córka Dominka Grabowska zagrała. Weszła na boisko. Ewa Pajor napędzała Polski atak. Widziały to Niemki, które kryły ją podwójnie. Nasza kapitan umiała jednak znaleźć luki w obronie. Byłyśmy prawie perfekcyjne, naprawdę. Dałyśmy z siebie wszystko. Walczyłyśmy i nie zostałyśmy stłamszone. Niemki miały mało okazji do strzelenia gola, dzięki znakomitej grze w defensywnie. Kinga jesteś wielka. Tyle wyciągnęłaś bramek. Po 45 minutach był remis Kinga jesteś wielka. Tyle wyciągnęłaś bramek. Po 45 minutach był remis i nadzieja na utrzymanie korzystnego wyniku z ośmiokrotnymi mistrzyniami Europy. Świetnie broniłyśmy, Paulina Dudek, Sylwia Matysik. Cały zespół. Emilia Szymczak, 19 lat dziewczyna wychodzi na mistrzostwa Europy i gra świetny mecz. Ale gdzieś było do przewidzenia, że różnica motoryczna będzie się przesuwać na korzyść Niemek. I tak w drugiej połowie Niemki znalazły okazję i strzałem zza pola karnego wyszły na prowadzenie. Później kolejny błąd Polek. Gol i wynik 0:2. Tak jak miały szukać sytuacji przeciwko Niemkom, to właściwie wykreowały sześć takich sytuacji. Ja mogę być z tego naprawdę zadowolona, bo to był naprawdę bardzo trudny mecz. I ten właśnie mecz pokazał, że Polki potrafią grać z najlepszymi. Drugi gwizdek dla polskiej kadry w najbliższy wtorek. Polska zagra ze Szwecją. Później z Danią. Transmisja w telewizyjnej Jedynce i TVP Sport. Myślę, że ze Szwedkami dziewczyny pokażą cały charakter, całe oblicze. Wierzymy, że następny mecz będzie do przodu. Nic się nie stało, do Lucerny też jedziemy. Bo piłka nadal w grze. Szpital na Banacha w Warszawie bije światowe rekordy w liczbie przeszczepów wątroby. W tym ośrodku liczy się jednak nie tylko ilość, ale też i jakość. Przeżycie po operacji przekracza 90%. Lekarze korzystają też z nowych metod pozyskiwania narządów do transplantacji, w tym od dawcy żywego dla dorosłego biorcy, co robią tylko nieliczne ośrodki w Europie. U Piotra rok temu wykryto raka jelita grubego i przerzuty do wątroby. Przeszedł leczenie onkologiczne i przeszczep wątroby. Dawcą bez wahania został jego ojciec: sportowiec i spadochroniarz. Tata już na wczesnym etapie mi powiedział: jak coś, to wątroba jest. Nawet się nie zastanawiał. Klinika Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego od 26 lat przeprowadza przeszczepy małych fragmentów wątroby od rodzica dla dziecka. Od dorosłego żywego dawcy dla dorosłego biorcy to zupełnie inny rodzaj operacji. Tu stosowany od niedawna i tylko w kilku ośrodkach w świecie zachodnim. Dostałem od taty dokładnie 777 gramów wątroby. Pobieramy około 60-70% wątroby. U dawcy ten fragment wątroby, który pozostaje, regeneruje się. Liczba transplantacji wątroby w tym ośrodku jest rekordowa nie tylko w Polsce, ale także na świecie. W zeszłym roku było tu ponad 300 przeszczepów, a w połowie tego roku już ponad 200. Wcześniej robiono tu około stu takich operacji rocznie. Czterokrotne zwiększenie liczby przeszczepień i dostępność do narządów pozwala nam pomóc większej liczbie chorych. I to takim chorym, którym wcześniej nie było szansy pomóc. Jednym z takich pacjentów jest Piotr Grosicki, który dzięki przeszczepowi uniknął nowotworu wątroby. Teraz chcę przekazać bliskim zmarłego, że dzięki niemu dostał wielką szansę. Żeby wiedzieli, że gdzieś ta cząstka bliskiej im osoby jest z nimi, i porusza się po świecie i będzie z nimi żyła. Mam nadzieje, że bardzo długo. Dziś możliwe jest wykorzystanie narządów, które wcześniej nie kwalifikowały się do przeszczepu. Są nowoczesne metody poprawy ich jakości. Dzięki czemu zabiegi są bezpieczniejsze i robi się ich więcej. My, jako zespół transplantologiczny, jeździmy po narządy. Zdarza nam się jeździć za granicę. To taka trudna praca u podstaw koordynatorów z całej Polski. Trzy tygodnie po przeszczepie Piotr czuje się świetnie, podobnie jak jego tata, który dużo wcześniej wyszedł do domu. Dolegliwości nie miałem, jeść mogłem prawie normalnie i byłem szczęśliwy, że mogłem coś takiego zrobić. Po zakończeniu leczenia onkologicznego i przeszczepie wątroby - Piotr mówi, że odzyskał życie. I ma ważne plany dokończyć budowę domu i wziąć się za powiększanie rodziny. Niszczycielska powódź pustoszy Teksas. Zginęły co najmniej 24 osoby, a ponad 20 dzieci, które uczestniczyły w chrześcijańskim obozie letnim, uznano za zaginione. Ci, którym udało się przeżyć kataklizm, mówią o czarnej jak smoła ścianie śmierci. W części regionu nawiedzonego przez żywioł Na tak katastrofalną powódź mieszkańcy Teksasu nie mogli się przygotować. Moja przyczepa została porwana w dół rzeki. Przepłynęła około 80 metrów. Żywioł niszczył wszystko na swojej drodze. Dzień Niepodległości, który jest czasem świętowania, dla Teksasu okazał się bardzo trudny. Dotknęła nas powódź błyskawiczna. To San Angelo, w którym średnia suma opadów w lipcu wynosi 25 litrów na 1 m2. Teraz w ciągu kilku godzin spadło nawet 250 litrów, czyli tyle, ile pomieścić może duża beczka. Poziom wody podnosił się tak szybko, że ludzie uciekali w panice. Usłyszeliście jej krzyk? Tak. Zobaczyła mnie i zaczęła głośno krzyczeć. Myślałem, że jest w wodzie, że porwała ją rzeka. Ale była na drzewie. Na dotknięte powodzią obszary skierowano około 500 ratowników i 14 helikopterów, Gwardię Narodową Teksasu i Straż Przybrzeżną. Będziemy pracować przez całą dobę. Władze informują o ofiarach śmiertelnych. Prezydent USA obiecuje pomoc dla poszkodowanych. Zajmiemy się nimi. Pracujemy z gubernatorem. To straszna rzecz. Gubernator Teksasu ogłosił stan klęski żywiołowej dla kilkunastu hrabstw. W Kerr sytuacja jest najgorsza. Tam wylała rzeka Guadalupe. Jej poziom wzrósł nawet o 8 metrów w ciągu zaledwie 45 minut. Jest tak przez wiele kilometrów. Tu był obóz. Chrześcijański obóz dla dziewcząt. Wzdłuż rzeki wypoczywało około 750 osób. Była 1.30 w nocy, gdy obudziła ich nawałnica, chwilę później woda zaczęła siać spustoszenie. To zdjęcia ewakuowanych helikopterami dziewczynek, które wróciły już do swoich rodzin. Ponad 20 zaginęło. Rodzice dzieci otrzymali takie wiadomości od organizatora obozu. Mogą być na drzewie. Mogą nie mieć łączności. Modlimy się, aby zostały odnalezione żywe. Pytani przez dziennikarzy przedstawiciele władz hrabstwa przyznali, że na dotkniętym żywiołem obszarze nie było systemu ostrzegawczego. Palestyńscy terroryści zaakceptowali amerykańską propozycję rozejmu. Zawieszenie broni zatwierdził także Izrael. Obie strony są gotowe na wstępne porozumienie. Hamas domaga się jednak kilku poprawek, w tym gwarancji USA, że nawet jeśli nie uda się wypracować trwałego pokoju, Izraelczycy nie wznowią nalotów w Gazie. Jaka jest zatem szansa na zakończenie wojny na Bliskim Wschodzie? Temu dziecku grozi śmierć z niedożywienia. Podobnie jak bliźniętom Fatmeh. Co dzień lub dwa potrzebuję puszki mleka. Nie mogę karmić ich piersią. Tak jak tysiące innych matek ze Strefy Gazy. Są tak niedożywione, że ich organizm nie produkuje mleka. Brak mleka prowadzi do poważnego niedożywienia, co skutkuje nieuchronną śmiercią tych dzieci. W Gazie właśnie skończyło się także mleko modyfikowane. Większość szpitali ma zapasy najwyżej na tydzień. Wzywamy narody i państwa, by robiły, co w ich mocy, aby ratować te dzieci. Palestyńczycy ratunku szukają w punktach pomocy. Choć sami nazywają je śmiertelną pułapką. - Ryzykujesz życie dla jedzenia? - Muszę. Gdzie indziej mogę dostać jedzenie? Według ONZ w ostatnich tygodniach w pobliżu punktów dystrybucji zginęło ponad 600 Palestyńczyków. Świadkowie są pewni: zabiły ich kule izraelskich żołnierzy. Życie stało się warte tyle, co jeden worek mąki. Gaza rozpaczliwie czeka na zawieszenie broni. Hamas właśnie ogłosił: jesteśmy gotowi do "natychmiastowych i poważnych negocjacji". Według lokalnych mediów organizacja wyraziła gotowość do zaakceptowania kluczowych punktów porozumienia zaproponowanego przez Donalda Trumpa. Kiedy Hamas odpowiedział pozytywnie, ludzie poczuli się szczęśliwi. Amerykańską propozycję dwumiesięcznego zawieszenia broni zaakceptował też Izrael. Ma ona zakładać uwolnienie połowy izraelskich zakładników i wypuszczenie palestyńskich więźniów. Umowa w sprawie Gazy może zostać zawarta w przyszłym tygodniu. Wojny ona nie zakończy, ale dla Gazy oznacza chwilową ulgę, zakłada bowiem także wpuszczenie międzynarodowej pomocy humanitarnej. I dwa miesiące wolności od strachu o bliskich, którzy próbują zdobyć żywność dla swoich rodzin. Co pomyślałaś, gdy wrócił bez jedzenia? Dzięki Bogu wrócił cały i zdrowy. To jest najważniejsze. Nawet jeśli spać znów położą się głodni. W mikrograwitacji, w atmosferze sterowanej wyłącznie przez maszyny pod stałym wpływem promieniowania i przy ograniczonym dostępie do naturalnego światła. Sławosz Uznański-Wiśniewski ma już za sobą niemal połowę z zaplanowanych zadań. W ostatnich dniach po raz kolejny połączył się z Ziemią. Tym razem odpowiadał na pytania uczniów i studentów z Wrocławia i Rzeszowa. O co pytali? Cześć. Witam was z pokładu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Na te słowa wszyscy czekali tutaj od samego rana. Sala Uniwersytetu Wrocławskiego po brzegi wypełniona młodzieżą to dowód na to, że rozmowa ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim to coś, na co warto poświęcić dzień wakacji. Tym bardziej że do Wrocławia zjechali uczniowie i studenci z całego kraju. Jesteś podekscytowany? Trochę zestresowany. Jan Witek, choć przed spotkaniem się stresował, to na scenie nie dał tego po sobie poznać. Jan, lat 12. Jak często i w jakiej formie podczas misji będzie pan mógł utrzymywać kontakt z bliskimi? Nawiązanie kontaktu z Międzynarodową Stacją Kosmiczną to nie była łatwa sprawa, ale satysfakcja jest ogromna. Co było najtrudniejsze? Najtrudniejsze było zadanie tego pytania, żeby powiedzieć tak dobrze, jak się potrafi, bo z takim tłumem można wiele błędów popełnić. Połączenie radiowe możliwe było przez 10 minut, kiedy Międzynarodowa Stacja Kosmiczna znajdowała się w zasięgu anteny umieszczonej w USA. Baliśmy się o jakość połączenia. Zapowiadano nam, że będzie rwało na początku i na końcu. Okazało się, że większość połączenia dźwięk był fantastyczny. Pytania bardzo różne. Także te dotyczące całkiem przyziemnych spraw. Ewa, lat 14. Co jest dla pana największym wyzwaniem higienicznym w stanie nieważkości? Tak jak na ziemi możemy usiąść na toalecie, tak w stanie nieważkości trzeba się nieźle trzymać, żeby nie odlecieć. 10 minut łączenia zleciało tak szybko, że niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Nie udało się zadać pytania, bo byłem jednym z ostatnich. Ale i w tym przypadku organizatorzy chcą pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych. Franek jako jeden z pierwszych uczniów w pierwszej kolejności zada pytanie osobiście Sławoszowi, jak tylko będzie ku temu możliwość. W Rzeszowie podczas kolejnego łączenia także tłum i też ciekawe pytania. Michał, lat 24. Czy pierogi w kosmosie smakują inaczej? Myślę, że w kosmosie wszystko smakuje trochę inaczej. Kolejne łączenie z Międzynarodową Stacją Kosmiczną w przyszły wtorek w Warszawie. Tam będzie można naszego astronautę nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć. Mikrokosmosem można nazwać świat animowanej bohaterki, której chyba państwu nie muszę przedstawiać. "Pszczółka Maja" wraca na ekrany. W telewizji pojawiła się równo pół wieku temu. I od razu zrobiła furorę. Wraz z polską wersją bajki zabrzmiała także piosenka, która stała się hitem muzycznym w dziejach polskiego filmu rysunkowego. Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie, świat, w którym baśń ta dzieje się. Ten świat widzowie po raz pierwszy zobaczyli w telewizji japońskiej pół wieku temu. Ale Pszczółkę Maję wymyślił niemiecki pisarz Waldemar Bonsels na początku XX wieku. Znają i kochają w 120 krajach na świecie. Na pomysł sfilmowania Pszczółki Mai wpadli Niemcy, ale realizacją animacji zajęli się Japończycy. Tak 50 lat temu powstały "Mitsubachi Maya no Bouken". To był nowy zantropomorfizowany świat, który przebił się do innych japońskich anime. Żywiołowa, radosna, trochę niepokorna, ale miała złote serce i zawsze chciała pomagać. Piosenka o Mai sprawiła, że Zbigniew Wodecki zyskał miano nieśmiertelnego. Na jego koncertach publiczność zawsze prosiła: "Zaśpiewaj Pszczołę". A gwiazda czechosłowackiej estrady Karel Gott śpiewał ją w wersji niemieckiej, czeskiej i słowackiej. Polacy nie pokochaliby jednak pszczółki, gdy nie ten głos - Ewy Złotowskiej. W oryginale, po niemiecku, mówiła grubym głosem, więc postanowiłam ją zmiękczyć. I zaczęłam się tym bawić. Zabawa Mają rozciągnęła się na lata, bo głos pani Ewy pojawił się też w najnowszym wcieleniu Mai kilka lat temu. O słynnej pszczółce nie może zapomnieć też Henryk Talar, który był głosem myszy Aleksandra. i mam wrażenie, że to jest znakomity most pokoleniowy pomiędzy starszą generacją, która swoim dzieciom, swoim wnukom może powiedzieć: "Słuchaj, ja też to oglądałem". Kultową Maję można znowu oglądać w Internecie na TVP VOD i na TVP ABC. Mimo 50 lat nadal zachwyca młodzieńczym entuzjazmem i przyciąga widzów w każdym wieku. Ja już państwu dziękuję, spokojnego wieczoru. I do zobaczenia jutro o 19:30. A już teraz w Dwójce koncert z Zakopanego w ramach trasy Lato z Radiem i TVP.