Wczoraj zgoda sądu na areszt, dziś list gończy za Zbigniewem Ziobrą. Ambasador USA w Polsce wywołał burzę. Kim jest Tom Rose? Święto sportu - ruszają igrzyska. Po raz pierwszy w historii zapłoną dwa olimpijskie znicze. Monika Sawka, dobry wieczór. To sytuacja bez precedensu. Były minister sprawiedliwości poszukiwany listem gończym. Takie postanowienie wydał prokurator. To kolejny krok po decyzji sądu o tymczasowym aresztowaniu Zbigniewa Ziobry. Poseł PiS zbiegł na Węgry, gdzie dostał azyl polityczny. Śledczy chcą postawić Ziobrze aż 26 zarzutów, m.in. kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, w związku ze sprawą Funduszu Sprawiedliwości. Były minister przekonuje, że działał na podstawie prawa. "Poszukiwany Zbigniew Tadeusz Ziobro. Lat 56. Jeśli znasz miejsce pobytu tej osoby, skontaktuj się z policją". To treść listu gończego za byłym ministrem sprawiedliwości. Podstawą tej decyzji było ustalenie, iż podejrzany Z. Ziobro ukrywa się. Pierwszy raz w historii za byłym ministrem sprawiedliwości wystawiono list gończy. Tak wygląda koniec mitu o nietykalnych. Prawo wreszcie dogania tych, którzy przez lata deptali je zza ministerialnych biurek. Wizerunek Zbigniewa Ziobry zamieszczony na stronie policji i w mediach to pokłosie decyzji sądu, który po 11 godzinach posiedzenia orzekł, że były minister ma zostać tymczasowo aresztowany. Przyjmuję z zadowoleniem tę decyzję, dlatego że ta decyzja pozwoli na zapewnienie prawidłowego toku postępowania. Decyzja o trzymiesięcznym areszcie dla byłego ministra zapadła dopiero na trzecim posiedzeniu. Na razie sąd odrzucił wniosek obrońców o wstrzymanie wykonania orzeczenia. Prokuratura wie, gdzie pan minister Ziobro jest, więc wdrażanie poszukiwań politycznie uważam za naruszenie standardów. Ale takie są przepisy - odpowiada prokuratura. Kolejnym ruchem będzie wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Bo były minister przed polskim wymiarem sprawiedliwości ukrywa się zagranicą. Aktualnie w Budapeszcie, gdzie otrzymał azyl. To zdjęcia ze stycznia. To jest złota klatka dla Ziobry. I to jest też obciążające dla całego jego obozu politycznego. Ziobro okazał się szeryfem, ale szeryfem nadmuchanym. Wystarczyła mała szpilka i nie mamy tego balona. Choć w przypadku wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania Węgry prawdopodobnie, tak jak było w przypadku Marcina Romanowskiego, polityka nie zatrzymają. To budzi kontrowersje, bo nakaz obowiązuje we wszystkich 27 państwach Unii. Nie może być tak, że on dotyczy tylko i wyłącznie 26 krajów, a w tym jednym kraju jest jakaś oaza spokoju dla przestępców, dla ludzi, którzy wcześniej łamali prawo. A to może zakończyć się skargą do TSUE. Wcześniej jednak na Węgrzech wybory. Dzisiejsze ciemne chmury nad Budapesztem mogą przerodzić się w polityczne ciemne chmury nad Zbigniewem Ziobrą, bo po raz pierwszy od 16 lat imperium Victora Orbana, jego politycznego patrona, chyli się ku upadkowi. Bo wygrywająca w sondażach partia Tisa już oświadczyła, że nie będzie chronić "przestępców". Czas prawdy przychodzi, czas odpowiedzi na pytania trudne przyjdzie, można uciekać na wszelkie możliwe azyle, ale władza za granicą też się zmieni. Gdyby nie fakt prześladowania politycznego Zbigniewa Ziobry, to on by pewnie nie wyjechał. Pytanie, co poseł PiS ma na myśli. Bo prokuratura zebrała liczne dowody w sprawie nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. On nic nie ukradł, ścigają Romanowskiego za to, że coś ukradł, a on nie ukradł. To narracja PiS-u, ale faktem jest, że fundusz, który miał pomagać ofiarom przestępstw, 26 zarzutów nie jest wyssane z palca. To są konkretne dokumenty, tysiące stron prokuratorskich akt, gdzie czarno na białym widać, co Zbigniew Ziobro poczynił z pieniędzmi z Funduszu Sprawiedliwości. A przecież, jak to Zbigniew Ziobro kiedyś publicznie deklarował... Nie ma świętych krów, pokażmy, że wszyscy są równi wobec prawa. Prawo musi być stosowane wobec tych, którym zarzuca się tak poważne przestępstwa. Zbigniew Ziobro zasiądzie kiedyś na tej ławie oskarżonych? Jestem przekonany, że tak. Wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania prokuratura złoży w przyszłym tygodniu. Oglądają państwo "19.30", już za chwilę dyplomatyczna burza, a później jeszcze... Psy z Sobolewa trafiły z deszczu pod rynnę. Jest zawiadomienie do prokuratury. Warunki, w których są przetrzymywane nielegalnie zwierzęta, są tragiczne. Kryminalista, dostał dopiero co kolejny wyrok i dalej się z nim wszyscy cackają. Gdyby miał coś do ukrycia, nie wpuściłby nikogo. Zabezpieczyliśmy te zwierzęta, które wymagały pilnego wsparcia. A teraz awantura wokół marszałka Sejmu. Amerykański ambasador w Polsce Thomas Rose ogłosił zerwanie kontaktów z Włodzimierzem Czarzastym. Kiedy marszałek dostał wsparcie premiera, dyplomata uznał to za pomyłkę. Rose zainteresował się Czarzastym trzy dni po tym, jak marszałek odmówił poparcia wniosku o pokojowego Nobla dla Donalda Trumpa. Amerykańskiemu dyplomacie kibicuje PiS i Pałac Prezydencki. To zdjęcia z Chanuki w Sejmie, na którą ambasadora USA zaprosił marszałek Sejmu. Chanuki, której pierwszy raz od wielu lat nie było w Pałacu Prezydenckim. Ale to może być ostatnie wspólne zdjęcie, bo Tom Rose napisał, że zrywa kontakty z marszałkiem Czarzastym. Powodem krytyka Donalda Trumpa. "Oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Trumpa stały się poważną przeszkodą dla naszych doskonałych relacji z premierem Tuskiem i jego rządem". Powiem tylko jedno zdanie, i nie pytajcie więcej, szacunek wymaga szacunku. To wczorajsze słowa marszałka. Nie robimy nic w mediach. Dziś do sprawy nie odniósł się. Spięcie z ambasadorem wywołało lawinę komentarzy. Gdyby marszałek Czarzasty nie gwiazdorzył, to nie byłoby całej sytuacji. To nie jest normalna sytuacja, że Stany chcą pouczać Polskę i Europę. Włodzimierza Czarzastego bronił premier, pisząc do Toma Rose'a, że "sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać". Ambasador odpowiedział, że szanuje i podziwia przywództwo Donalda Tuska, ale zasugerował, że polski premier wysłał mu komunikat przez pomyłkę, bo adresatem powinien być Włodzimierz Czarzasty, którego komentarze wobec prezydenta USA są "nikczemne, lekceważące i obraźliwe". Chodzi o tę odmowę poparcia pokojowego Nobla dla prezydenta USA. Prowadzi politykę transakcyjną. Marszałek, podobnie jak wielu europejskich polityków, skrytykował też Donalda Trumpa za słowa o marginalnej roli sojuszników, w tym polskich żołnierzy, w Afganistanie. Ta wypowiedź powinna być absolutnie potępiona. Tam żadnych obelg pod adresem prezydenta nie było, więc jeżeli ambasador myli obelgi z krytyką polityczną, to już jest bardzo źle. Były prezydent przypomina, że marszałek to druga osoba w państwie. Ja nie bardzo wyobrażam sobie, jak pan ambasador chce pełnić swoją funkcję dobrze, nie utrzymując kontaktów z ważną instytucją państwa polskiego. Pałac Prezydencki w tym sporze stanął po stronie ambasadora USA. Rzecznik prezydenta zarzucił marszałkowi Sejmu demolowanie polsko-amerykańskich relacji, pisał o jego rzekomych wschodnich kontaktach. Apeluję do przedstawicieli PiS i środowiska prezydenta Nawrockiego: wstańcie z kolan. Stańcie po stronie racji stanu Polski i Polaków. Politycy PiS, którzy tak reagowali na wygraną Donalda Trumpa... Donald Trump! Donald Trump! ...chcą odwołania marszałka Sejmu. Powinien podać się do dymisji albo powinna być dymisja jego, powinny być pozbierane podpisy. Amerykanie są naszym największym sojusznikiem. To, kto jest polskim marszałkiem Sejmu, to jest decyzja Polaków, decyzja pochodząca od polskich obywateli, a nie decyzja, którą powinien nam dyktować jakikolwiek ambasador. Mówi Konfederacja, która zastrzega, że Włodzimierz Czarzasty nie jest politykiem z jej bajki. Wydaje mi się, że politycy PiS są mentalnie tam we frakcji MAGA, i nie wiem, czym się kierują, ale nie interesami Polski. Ambasador USA już z prywatnego konta wszedł też wczoraj w dyskusję z internautą. Na sugestię, aby wrócił do domu, Tom Rose odpisał... "Czy powinniśmy zabrać też naszych żołnierzy i sprzęt?". Wpis po kilku godzinach został usunięty. Ambasador USA oczywiście powiedział dużo za dużo i to jest bardzo nietypowe zachowanie. Mówi Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która w przeszłości była ambasadorką Polski w Rosji. Podkreśla, że najważniejsze jest bezpieczeństwo. Potrzebujemy współpracy z USA, dlatego gdy nie jest to konieczne, nie należy eskalować. W Waszyngtonie jest Radosław Sikorski. Pokazał świeżo zakupiony budynek polskiej ambasady. Nieoficjalnie słychać, że szef MSZ próbuje załagodzić spór. Oficjalnego stanowiska ani Białego Domu, ani Departamentu Stanu nie ma. Ale z ust amerykańskich polityków padają mocne słowa o zerwaniu stosunków dyplomatycznych z sojusznikiem z powodu małostkowej i niezasłużonej krucjaty Donalda Trumpa. Łączymy się z Marcinem Antosiewiczem. Jakie reperkusje i czy w ogóle jakiekolwiek poza krytyką mogą czekać amerykańskiego ambasadora? W Białym Domu raczej pochwała. Bo przecież przyznanie prezydentowi Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla stało się jednym z głównym priorytetów amerykańskiej dyplomacji. W Kongresie, gdzie wczoraj wiele spotkań odbył Radosław Sikorski, reakcje są przewidywalne. Opozycyjni do prezydenta Demokraci wykorzystują ten skandal do pokazania amatorszczyzny dyplomacji Trumpa. Tradycyjni Republikanie są w szoku, jeden kongresmen mówi o zmianie ambasadora. Ale politycy z ruchu MAGA stoją murem za ambasadorem USA i mówią, że atak na niego jest atakiem na nich wszystkich. Pamiętajmy jednak, że relacje polsko-amerykańskie nie są oparte tylko na wzajemnej sympatii, a na interesach. Polska kupuje w Ameryce sprzęt wojskowy za ponad 65 mld dolarów. Rosną także kontrakty na amerykański gaz LNG. A za każdego amerykańskiego żołnierza na polskiej ziemi polski podatnik płaci 15 tys. dolarów rocznie. Tom Rose oficjalnie objął stanowisko ambasadora 9 miesięcy po ogłoszeniu przez amerykańskiego prezydenta tej nominacji. Nie jest ani wpływowym biznesmenem, ani sponsorem kampanii wyborczej Donalda Trumpa. Nie jest też zawodowym dyplomatą. Karierę zaczynał jako dziennikarz. Swoim wpisem wywołał polityczne trzęsienie ziemi. Dzień dobry i cześć, I'm Tom Rose. Tom Rose przywitał się z Polakami w listopadzie. 9 miesięcy po ogłoszeniu nominacji przez Donalda Trumpa. I 4 miesiące po tym przesłuchaniu przed głosowaniem w amerykańskim senacie. Polska jest tarczą wschodniej flanki NATO, nadzwyczajny sojusznik, nadzwyczajni ludzie. O Polsce mówił wtedy tylko ciepło i serdecznie. Już jako szef amerykańskiej placówki w Warszawie spotykał się z liderem opozycji i z liderem koalicji rządowej. Tak podsumowywał spotkanie z premierem. To wielki zaszczyt spotkać się z polskim bystrym premierem Donaldem Tuskiem, wielkim polskim patriotą i powszechnie szanowanym liderem. Nasza rozmowa podkreśliła, jak ważna jest Polska dla USA i jak wiele możemy wspólnie osiągnąć. Nie mamy żadnego problemu z nikim w Polsce. Mówił Tom Rose jeszcze jako kandydat na ambasadora. Teraz problem się pojawił. nie spodobały mu się słowa Włodzimierza Czarzastego o Donaldzie Trumpie. I zapowiedział, że takie spotkanie z marszałkiem Sejmu raczej prędko się nie powtórzy. Pan ambasador, chcąc wyrazić swoją dezaprobatę, do której ma prawo, powinien był to powiedzieć w inny sposób, nieantagonizujący i taki, który by dowiódł, że ma on już doświadczenie dyplomatyczne. Rose wcześniej nie był ambasadorem, nie jest zawodowym dyplomatą. Działał w lokalnej polityce, potem był dziennikarzem prasowym, radiowym i telewizyjnym. Mediami też zarządzał, m.in. izraelską gazetą "The Jerusalem Post". Pełnił także funkcję doradcy wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa. To wiele wyjaśnia - ocenia były ambasador Polski w trzech krajach. Zawodowy dyplomata by tego nie zrobił, bo zdawałby sobie sprawę, że po pierwsze konfliktuje się z przedstawicielami władz kraju urzędowania. Wpis Rose'a nie przeszedł bez echa także za oceanem. Skrytykowali go m.in. były ambasador USA w Ukrainie i były dowódca amerykańskich wojsk w Europie. A republikański kongresmen pisze wprost: "Czas na nowego ambasadora". Byli ambasadorowie USA w Polsce podzieleni w sprawie Toma Rose'a. Niezależnie od naszych różnic czy obiekcji na temat tego, co wysoki rangą urzędnik mógłby powiedzieć, starałbym się unikać kreślenia twardych linii. Nikt nie powinien być zaskoczony, że amerykański ambasador zdecydowanie chroni reputację amerykańskiego prezydenta. I chroni interesy amerykańskiego biznesu. Rok temu, jeszcze jako kandydat na ambasadora, krytykował Polskę za chęć wprowadzenia podatku cyfrowego dla big techów. "Niezbyt mądre! Anulujcie podatek, żeby uniknąć konsekwencji". Konsekwencje dyplomatycznego sporu mogą być bolesne dla obu krajów - ocenia ekspert. Po obu stronach zostały popełnione błędy. Te błędy trzeba jak najszybciej skorygować i starać się wrócić do maksymalnie normalnego układu. Bo jeden wpis w internecie może być wstrząsem w relacjach budowanych przez lata. Wiceszef rosyjskiego wywiadu wojskowego gen. por. Władimir Aleksiejew został postrzelony w bloku mieszkalnym w Moskwie. Według doniesień zamachowiec oddał kilka strzałów w plecy. Oficer trafił do szpitala. Aleksiejew to kluczowa postać rosyjskiego wywiadu, nadzoruje m.in. działania dywersyjne w Ukrainie. Do ataku na razie nikt się nie przyznał. Od początku wojny w Ukrainie zabito kilku wysokich rangą rosyjskich oficerów. To w tym budynku, w sercu Moskwy, padły strzały. Gdy wiceszef GRU Władimir Aleksiejew wychodził z mieszkania, zaatakował go zamaskowany sprawca. Było około 6.30, obudziłam się przez strzały, było ich kilka. Trwa śledztwo, w mieście obława. Wojskowy w stanie krytycznym trafił do szpitala. Rosja o usiłowanie zabójstwa wini Ukrainę. To akt terrorystyczny, który potwierdza, że reżim Zełenskiego koncentruje się na ciągłych prowokacjach. Władze Kijowa do tych oskarżeń jeszcze się nie odniosły. Aleksiejew to kluczowa postać rosyjskiego wywiadu, nadzoruje m.in. działania dywersyjne w Ukrainie i zbiera dane potrzebne do ataków. Od lat ciążą też na nim surowe europejskie i amerykańskie sankcje za udział w cyberatakach. Nie jeden raz okazało się, że za zabójstwem jakiegoś prominenta wcale nie stały obce siły, ukraińskie czy inne, tylko wewnętrzne. To on był tym wysłannikiem, który negocjował, żeby zatrzymać te marsze wagnerowców na Moskwę, on składał wiele obietnic ludziom Prigożina. Do próby zamachu doszło dzień po negocjacjach pokojowych w Abu Zabi. Trójstronne rozmowy nie przyniosły przełomu. Na razie mamy pierwszą od 5 miesięcy wymianę jeńców i wznowienie kontaktów wojskowych między USA a Rosją. Takie relacje z Rosją zawsze kończą się oszustwem. Niewypełnieniem przez Rosję swoich zobowiązań. To coś, co należy zrozumieć, przywracając lub nawiązując kontakty ze stroną rosyjską. Perspektywy pokoju nie widać też na froncie. Moskwa bez przerwy uderza w ukraińską energetykę i cywilów. Oleksandr codziennie naprawia niszczoną przez rosyjskie wojska sieć energetyczną. Moim zdaniem do połowy wiosny, a może nawet do lata, nie będzie żadnych konkretnych działań pokojowych. Rosjanie ciągle ostrzeliwują naszą energetykę. Myślą, że tak nas złamią i zmuszą do przyjęcia korzystnych dla nich warunków. Do Kijowa dotarło 16 ton pomocy z krakowskiego Caritasu, 7 generatorów, 60 stacji ładowania, do tego nagrzewnice i żywność. Wielkie dzięki dla kard. Grzegorza Rysia za jego wrażliwość. Bez generatora, bez jakiegoś magazynu energii nie ma tutaj możliwości cokolwiek zrobić. Kolejny transport ze wsparciem jest w drodze. Psy odebrane z owianego złą sławą schroniska w Sobolewie trafiły do miejsca, które według ustaleń inspekcji weterynarii oferowało jeszcze gorsze warunki. Kontrola ujawniła skrajne zaniedbania oraz dowody na niehumanitarne traktowanie zwierząt w azylu w Kuflewie. Psy nie miały dostępu do wody i jedzenia. Najbardziej wstrząsające ustalenia dotyczyły odkrycia kilku zamrażarek i chłodni wypełnionych martwymi zwierzętami. Właściciel zarzuty odpiera. Cierpienie, obok którego nie można przejść obojętnie. Mam zdjęcia psa, który ma podcięte gardło. Pies został uśpiony. Musieli ciągnąć tutaj psa, widziała to pani? Tak, widziałam. To szokująca relacja sąsiadów "Pogotowia dla zwierząt" w Kuflewie. Miejsca, do którego trafiło około 30 psów ze schroniska w Sobolewie. Z jednego koszmaru trafiły prawdopodobnie do kolejnego. Bo do miejsca, które miało dać schronie, weszli prokuratorzy. Teren schroniska jest odcięty. Taśmy, policja, zero dostępu. Kontrola trwa, ale za zamkniętymi drzwiami. Inspektorzy sprawdzają, czy psy, które przeżyły koszmar w sobolewskim schronisku, faktycznie trafiły do lepszego miejsca. Z raportu inspekcji weterynarii, do którego dotarliśmy, wynika, że w miejscu panowały fatalne warunki: zbyt małe boksy, brak stałego dostępu do wody. Brakowało pomieszczenia do wykonywania zabiegów leczniczych czy do izolowania zwierząt chorych. Wszędzie pełno śmieci, przeterminowane leki, przeterminowane karmy. To wszystko w jednym miejscu przemieszane ze sobą. Zimno, brudno, mokro i co najgorsze. Wszędzie ślady krwi. Inspektorzy znaleźli też kilka zamrażarek z martwymi zwierzętami. To wszystko bada prokuratura. Jeśli ustalenia raportu inspekcji weterynaryjnej się potwierdzą, właściciel "pogotowia dla zwierząt" Grzegorz Bielawski może odpowiedzieć za znęcanie się nad ponad 200 psami i 16 kotami. Czy klatki są w odpowiednim stanie, to musimy zweryfikować. Weryfikujemy też, czy sposób prowadzenia tego miejsca nie stwarza zagrożenia epidemiologicznego. Będziemy przyglądać się tej sprawie, żeby była powadzona w sposób zgodny z przepisami. Bielawski zarzuty odpiera. Tłumaczy, że nie musi spełniać norm dla schronisk, bo schroniskiem nie jest. Nie opiekujemy się bezdomnymi zwierzętami, ale zwierzętami odebranymi z interwencji, odebranymi od ludzi prywatnych, i wymagania wobec nas i wobec infrastruktury schroniskowo-azylowej są różne. Sprawa "Pogotowia dla zwierząt" w Kuflewie od lat wzbudza kontrowersje. Zdaniem burmistrza Mrozów działało nielegalnie. Zgłosiłem w 2021 roku sprawę na policję i prokuraturę z wnioskiem, podejrzeniem popełnienia przestępstwa. Miejsce zmieniało statut - z pogotowia na szpital, potem na azyl. Wszystko, by uniknąć spełniania norm dla schronisk. Nie może być miejsca na takie przetrzymywanie zwierząt. Są odpowiednie miejsca i tu oczywiście zostaną wyciągnięte konsekwencje prawne, niezależnie od formy prowadzenia zwierząt. Na razie decyzją weterynarza z azylu zabrano 7 psów. Mariah Carey i Andrea Bocelli. To m.in. oni uświetnią ceremonię otwarcia igrzysk olimpijskich, która już za 10 minut rozpocznie się na słynnym stadionie San Siro. Znicze zapłoną jednocześnie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo. 16 dyscyplin, 116 konkurencji i reprezentanci 93 krajów. Przed nami 2 tygodnie sportowych emocji. Polacy nie są zimową potęgą, ale ostatni raz bez medalu z zimowych igrzysk wróciliśmy prawie 30 lat temu. Teraz mamy co najmniej kilka szans. To tu serca kibiców zabiją mocniej. Nasi zawodnicy liczą na przełamanie 12-leniej passy bez medalu w łyżwiarstwie szybkim. Tym razem to nie my ścigamy cały świat, to on ściga nas. Mam nadzieję, że w Mediolanie będzie najlepiej na świecie i że ten występ będzie najlepszym biegiem mojego życia. W roli faworytów mistrzowie Europy na 500 metrów: Kaja Ziomek-Nogal i Damian Żurek, który od początku sezonu roznieca w kibicach miłość do panczenów. Ze spokojem podchodzę do startów. Jak pojadę bieg dobrze techniczno-taktycznie, to będzie to dobry przejazd, i wiem, że mogę osiągać dobre wyniki. Bo igrzyska olimpijskie dla polskich zawodników to symbol walki i wyrzeczeń. Wie o tym Aleksandra Król-Walas, która po urodzeniu córeczki wróciła do sportu i regularnie melduje się na podium Pucharu Świata. Nie przejmuję się teraz tymi wszystkimi pucharami świata, wiadomo, fajnie jest pojeździć i budować pewność siebie, zdobywać wyniki i stawać na podium, ale celem są tylko igrzyska. Cortina nie pierwszy raz gości igrzyska, 70 lat temu występowała tu rodzina Maryny Gąsienicy-Daniel, dla której narciarstwo alpejskie jest dziedzictwem. Jestem już w taki momencie, kiedy mogę mówić o tym, że jadę po medal, i nie będę się przed tymi słowami chować i ukrywać. Słów na wiatr nie zamierza rzucać też Adam Małysz, który obiecał, że zgoli wąsy, jeśli Maryna zdobędzie medal. Przyjmuję twoje wyzwanie, oczywiście żona nie będzie zadowolona, jak będę musiał zgolić wąsy. Te same wąsy, które rozpoczęły medalową serię w skokach narciarskich. Od Vancouver za każdym razem nasi skoczkowie stawali na podium. Złotą serię miał Kamil Stoch, który razem z Natalią Czerwonką poniesie polską flagę podczas ceremonii otwarcia igrzysk. Ten cel właśnie spełniłam, jadę na igrzyska, marzenie kolejne, czyli bycie chorążym, dojdzie do skutku, to jest dla mnie niesamowite. Niesamowite jest też to, że Włochy zdążyły z organizacją największej sportowej imprezy. Dziś w Mediolanie pojawił się ogień olimpijski, ale jeszcze kilka dni temu stolica Lombardii przypominała plac budowy. Nie zniechęca to kibiców, którzy z całego świata zjechali, by dopingować sportowców. Oczekują spektakularnej ceremonii otwarcie igrzysk, na legendarnym San Siro. Stadionie, który po igrzyskach zostanie wyburzony. Jesteśmy zafascynowani, że będziemy na stadionie i na tej uroczystości. Ceremonia otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich już za chwilę, a to dopiero początek 200 godzin transmisji ze wszystkich startów Polaków. Ja już państwu dziękuję. Za chwilę Pytanie Dnia. Gościem Aleksandry Pawlickiej jest kardynał Grzegorz Ryś, nowy metropolita krakowski. Rozmowa m.in. o pomocy dla Ukrainy. W telewizyjnej Jedynce ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich na słynnym piłkarskim stadionie San Siro w Mediolanie. Spokojnego wieczoru.