Od północy ruszają tymczasowe kontrole na granicach z Niemcami i Litwą. RCB rozsyła alerty. Jutro ruszą wypłaty, dziś pogorzelcy z Ząbek mogli zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Kilkadziesiąt ofiar powodzi w Teksasie i dramatyczne relacje Polaków. Monika Sawka. Dobry wieczór. Od północy na granicach z Niemcami i Litwą wracają tymczasowe wyrywkowe kontrole. Na celowniku funkcjonariuszy będą busy i samochody przewożące więcej osób, zwłaszcza auta z przyciemnionymi szybami. Za przejście w miejscu niedozwolonym grożą co najmniej kary finansowe. Kontrole mają doprowadzić do zamknięcia migracyjnego szlaku - tłumaczą rządzący. Opozycja pyta, czy chodzi o migrantów, czy o tzw. obrońców granicy. Lubieszyn w Zachodniopomorskiem. Tak będzie wyglądała rzeczywistość na granicach Polski z Niemcami i z Litwą. Wracają tymczasowe wyrywkowe kontrole Straży Granicznej we współpracy z policją. I potrwają co najmniej 30 dni. Polacy otrzymali w tej sprawie alert RCB. 800 funkcjonariuszy, 300 policjantów, 200 żandarmów, 500 żołnierzy WOT są w gotowości, żeby od północy przystąpić do działań. Utrudnień obawiają się mieszkańcy przygranicznych miejscowości. Codziennie będę przekraczać granicę i o różnych porach, bo pracuję w systemie zmianowym. To może być uciążliwe. Czas to pieniądz. Jeśli stoimy, to tracimy. Dlatego służby już wcześniej, jak w Lubieszynie, rozpoczęły próbne kontrole. By znaleźć rozwiązania najmniej uciążliwe dla podróżnych. Wszyscy przejeżdżają płynnie i zależy nam na tym, żeby rano osoby, które przyjeżdżają do pracy z niemieckiej strony, bądź turyści nie stali w długich kolejkach. Będzie tylko spowolnienie. Na granicy z Niemcami będą 52 punkty kontrolne. Na granicy z Litwą - 13. W sumie stanęło 65 takich kontenerów. Są doskonale wyposażone w komputery, w terminale przenośne. Przez takie terminale mamy dostępy do bazy danych, bierzemy dokumenty od podróżnych i wtedy możemy dokładnie wszystko sprawdzić. Jak mówią rządzący, kontrole są niezbędne, bo po tym, jak udało się uszczelnić granicę z Białorusią, m.in. za pomocą zapory, nielegalni migranci obrali inny kierunek. Zaczęli kierować się na północ, próbując się przez Litwę czy Łotwę dostawać się do Polski i dalej na zachód. Kontrole mają doprowadzić do zamknięcia szlaku. Niemcy przywrócili kontrole już 1,5 roku temu. Od tamtej pory praktycznie nie wpuszczają migrantów ubiegających się o azyl i odsyłają tych, którzy nielegalnie przedostali się do nich z Polski. Zgodnie z europejskim prawem mają taką możliwość. Niemcy mówią, że ta osoba u nas była, ale nie mamy tej pewności, i w związku z tym musimy mieć pewność 100-procentową, że te osoby rzeczywiście mają prawo do Polski wjeżdżać, bo rzeczywiście kiedyś w Polsce były, a więc jurysdykcja jest tutaj polska, więc musimy wprowadzić te kontrole graniczne. Kontrole po naszej stronie mają też zapobiegać incydentom, gdy niemiecka policja pozostawia imigranta na granicy, nie czekając na przybycie polskich strażników. To wykorzystują politycy PiS i Konfederacji, którzy na polsko-niemieckiej granicy przekonują o ataku nielegalnych migrantów. Jarosław Kaczyński mówił też o kontrolach. Są niby tutaj jakieś wyrywkowe kontrole planowane. Ale nie wiemy, czy to będą kontrole przeciwko tym, których się tutaj nielegalnie przerzuca, czy przeciwko tym, którzy się przeciwko temu bronią. Prezes PiS nawiązał do tych samozwańczych obrońców granic, na czele z Robertem Bąkiewiczem, który tak odnosił się do polskich funkcjonariuszy. Macie honor? PiS nie ma z tym problemu. W ramach obywatelskiego ruchu podejmują akcje mające na celu ukazanie osoby popełniającej przestępstwa. Działają zgodnie z prawem. Problem w tym, że mieli bez uprawnień zatrzymywać przypadkowe pojazdy i ludzi, by, jak twierdzą, wyłapywać nielegalnych migrantów. Natychmiastowego ukrócenia tych działań domaga się od rządzących Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Jest to przestępstwo, więc to, co dzieje się dzisiaj na granicy, to podburzanie tych pseudobojówek przez skrajną, nieodpowiedzialną, populistyczną prawicę kwalifikuje się do postępowania prokuratorskiego. Jeżeli ktoś chce dzisiaj chronić polskiej granicy, ktoś chce służyć swoim obywatelom, Wojska Obrony Terytorialnej czekają, czeka Straż Graniczna, są wolne etaty. Wyrywkowe kontrole funkcjonariuszy służb rozpoczną się o północy. A teraz granica politycznego napięcia. PiS z Konfederacją licytuje się na coraz to brutalniejszą retorykę dotyczącą migrantów i imigracji. Politycy PiS nad Odrą mówią o ataku na polską granicę. Rządzący przypominają opozycji, że to właśnie za czasów Zjednoczonej Prawicy drzwi do naszego kraju były dla migrantów szeroko otwarte. Polityczna ofensywa polityków PiS trwa. Od kilku dni, co widać na tej mapie, przyjeżdżają na zachodnią granicę ze znanym już przekazem. Polska przezywa kryzys migracyjny. Mamy do czynienia z atakiem na polską granicę. Straciłam poczucie bezpieczeństwa we własnej ojczyźnie. Trzeba wspierać Straż Graniczną. Będziemy pilnować bezpieczeństwa Polaków. Ta władza jest radykalnie przeciwko temu społeczeństwu. Na takie wypowiedzi opozycji stanowczo reagują rządzący. Polityka migracyjna PiS-u to były wielkie otwarte drzwi, nawet nie drzwi, a wrota. Wrota do Polski dla tych wszystkich, którzy bez sprawdzenia wjeżdżali do Polski, a potem ślad po nich zaginął. Ale politykom PiS to nie przeszkadza. Bo sprawa migrantów, jak mówią nam eksperci, buduje w społeczeństwie poczucie zagrożenia. Jeżeli emocje nastawione są w ten sposób, że duża część społeczeństwa obawia się migracji nielegalnej, obawia się przybyszy z innych kręgów kulturowych, część partii politycznych zawsze będzie starała się na tym zbić kapitał. I to widać. Wystarczy przypomnieć takie wypowiedzi. W Warszawie są miejsca, gdzie dzielnicowi ostrzegają przed migrantami. Wtedy policja zaprzeczyła. Dziś PiS straszy. Ja zastanawiam się, czy wyjść wieczorem na spacer. Jak wyglądała polityka migracyjna PiS? To wypowiedź byłego ministra dyplomacji w rządzie Zjednoczonej Prawicy. My świadomie, mając wiedzę, przepuszczaliśmy migrantów przez nasze terytorium, którzy dalej jechali do Niemiec. Został zdymisjonowany, ma żal i opowiada różne rzeczy, które nie są zgodne z rzeczywistością. To był wasz minister. I został zdymisjonowany. To nieprawda, bo Jacek Czaputowicz sam zrezygnował ze swojego stanowiska. A Niemcy złapanych cudzoziemców w ramach readmisji zawracali do Polski. Gdy rządził PiS, takich przypadków było więcej. Tym bardziej dziwią takie deklaracje. Gdybyśmy my byli dzisiaj u władzy, to Niemcy by się nigdy nie ośmielili tego zrobić, ale nawet gdyby się ośmielili, to byłaby natychmiastowa reakcja. Rzeczywiście ta polityka kłamstwa jest na niebywałą skalę, ale to odbije im się czkawką, bo na końcu prawda zostanie pokazana. Niektórzy politycy PiS już o tym się przekonali. Elżbieta Rafalska i Jarosław Porwich upublicznili zdjęcie sugerujące, że nielegalni imigranci są w mieście. Okazało się, że to członkowie zespołu z Senegalu, którzy przyjechali na międzynarodowy festiwal. Zaczyna się szczucie, odcinanie kuponów od rasizmu, ksenofobii. Anna Krupka opublikowała w sieci film z turystami w Krakowie. To migranci przewożeni pod osłoną nocy. Napisała dzisiejsza wiceprezes PiS. Problem w tym, że to byli goście pobliskiego hotelu. Rządy Zjednoczonej Prawicy to też afera wizowa. To afera, która dotyczy kilkudziesięciu, kilkuset działań korupcyjnych, ktore zostały wykryte przez CBA za naszych czasów. Nie kilkuset, a kilkuset tysięcy, co potwierdziła prokuratura i komisja śledcza - odpowiada jej były przewodniczący. 366 tys. wiz wydanych obcokrajowcom z krajów muzułmańskich, afrykańskich. A oprócz tego afera korupcyjna wokół Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W tej sprawie zarzuty usłyszał były wiceminister dyplomacji Piotr Wawrzyk. Uszczelniliśmy granicę wschodnią, zmodernizowaliśmy prawo wizowe, wydajemy dużo mniej wiz, one są bardziej restrykcyjne. Te dane pokazują, ile wydano zezwoleń na pracę dla imigrantów z krajów muzułmańskich. Oglądają Państwo "19.30". Pogorzelcy z Ząbek wracają do domów po swoje rzeczy. A później jeszcze... Zaginione dzieci i dziesiątki ofiar. Teksas walczy z powodzią. Wszyscy obudzili się i krzyczeli: "Jesteśmy zalewani". Liczy się nie tylko każda godzina, a każda minuta. Niezwykła wyprawa strażaków. Chodziłem kiedyś sam, teraz chodzę w tysiącach. Nigdy nie należy się poddawać. Węgiel przegrywa ze słońcem. To historyczny moment dla polskiej energetyki. W przyszłym roku będzie tego OZE jeszcze więcej. Pogorzelcy z Ząbek na chwilę weszli do swoich mieszkań. Mieli kwadrans, by zabrać najbardziej potrzebne rzeczy. Do lokali mogli dostać się w asyście policji. W pożarze najbardziej ucierpiały mieszkania dwupoziomowe na najwyższej, czwartej i piątej kondygnacji. Mieszkańcy mogą liczyć nie tylko na pomoc finansową, ale także psychologiczną. Po takiej traumie również takie wsparcie jest bardzo potrzebne. W asyście policji zabierają z mieszkań to, co dla nich najważniejsze. Kolejny dzień składają wnioski o pomoc finansową. Pożar odebrał im jednak nie tylko dobytek życia, ale i poczucie bezpieczeństwa. Gdyby to było w nocy, to koniec. Ale ten obraz, to wszystko... Ja się budzę i ciągle mi się kręci w głowie. I to będzie trwało. W jednej chwili normalne życie tych ludzi zamieniło się w koszmar. Kłęby dymu, płomienie i dramatyczna ewakuacja. To obrazy, które pozostaną z nimi na długo. Byłam w tym mieszkaniu z synem, siedziałam, wszystko pięknie, a nagle musiałam z dzieckiem uciekać, bo się paliło. Ogień, który błyskawicznie rozprzestrzenił się z powodu silnego wiatru i konstrukcji dachów, zmusił do ewakuacji setki osób, w tym dzieci, seniorów i całe rodziny. Ponad pół tysiąca ludzi straciło dach nad głową. Wielu wciąż żyje w stanie zawieszenia. Nie można wejść na trzecie i czwarte piętro, te najbardziej zniszczone. Ludzie nie wiedzą, czy cokolwiek się uratowało. Zobaczyłam, że mam szeroko balkon otwarty. Jako jedyni na tym piętrze. Nie sądzę, żeby tam było coś do zabrania. Emocje są skrajne, niepewność ogromna, kiedy będzie można zabrać rzeczy, co będzie, gdy spadnie deszcz, czy mieszkań nie splądrują szabrownicy. My mamy huśtawkę nastrojów wywołaną w tym trudnym czasie. Ta dodatkowa huśtawka nastrojów jest spowodowana tym, że mamy raz informację jedną, drugą. I ciężko się w tym wszystkim ogarnąć. Wzajemnie się tutaj fantastycznie wspieramy. Mieszkańcy Ząbek natychmiast po informacji o pożarze bloków przy ulicy Powstańców założyli w mediach społecznościowych grupę pomocową. Oferują miejsca noclegowe w swoich domach, pomoc rzeczową i opiekę nad zwierzętami. Tego kota uratowali strażacy. Ja muszę dla niego teraz poszukać, bo tam, gdzie jesteśmy, nie mogę ze sobą zabrać. Powiat wołomiński zapewnił mieszkańcom spalonych bloków wsparcie psychologów. Oni są nieustannie. Jeżeli taka pomoc jest potrzebna, to jej udzielają. Czasami trzeba się wygadać, wyrzucić z siebie te emocje. Ja uczestniczyłam w takiej pomocy. Ważne, by nie wstydzić się i z niej korzystać. W niektórych głębszych przypadkach może dojść do rozwoju stresu pourazowego, mogą wystąpić zaburzenia lękowe, lęk napadowy, depresje, trudności z koncentracją. Te emocje i wspomnienia dla wielu są traumatyczne. To doświadczenie, które przełamuje linię życia. To, co w takich sytuacjach jest najważniejsze dla tych osób, to poczucie, że nie jest się samym, że osoby, które nam towarzyszą w tym doświadczeniu, i skutkach, dają nam wsparcie. Bo to właśnie obecność jest najważniejsza w trudnych chwilach. Czarny dym nad Kędzierzynem-Koźlem. Powódź w Teksasie zabiła co najmniej 59 osób. Tragiczny bilans rośnie. Wśród zabitych są dzieci. Wciąż trwają poszukiwania ponad 20 uczestników religijnego obozu. W ośrodku w ramach wymiany kulturowej byli także Polacy. Wszyscy przeżyli. To było jak zły sen - mówią. Domki, w których przebywali, zostały całkowicie zalane. Na ratunek czekali kilka godzin. To ojciec jednej z zaginionych dziewczynek. Jesteśmy w Camp Mystic. Szukamy naszych dzieci. Ze łzami w oczach pokazuje domek, w którym jeszcze kilkadziesiąt godzin temu razem z koleżankami wypoczywała jego córka. To były 8-, 9-letnie dziewczynki. Całą noc metr po metrze przeszukiwał teren w nadziei, że odnajdzie córkę. Poszliśmy w dół rzeki tak daleko, jak mogliśmy. Szukamy miejsc, w których mogły się schronić. Na chrześcijański obóz dla dziewcząt nad rzeką Guadalupe przyjechało około 750 osób. Po przejściu nawałnicy zaginęło ponad 20 uczestniczek. W akcji poszukiwawczej biorą udział setki ratowników i wolontariuszy. Liczy się nie tylko każda godzina, a każda minuta. Pracują z wody, ziemi i powietrza. Młodzież spędza tu wakacje od niemal 100 lat. W ramach programu Camp America w obozie uczestniczyło też 24 Polaków. Przedstawiciele Camp America są na miejscu, a nasi uczestnicy są bezpieczni. W rozmowie z Polską Agencją Prasową opowiedzieli o katastrofalnej w skutkach nawałnicy. Był środek nocy, młodzież spała w domkach. Niektóre zostały zalane po sam dach. Na ratunek czekali do rana. Helikoptery próbowały do nas dolecieć od około 5.00 rano. Zginęło co najmniej 5 dzieci. Wśród nich Sara, Janie i Renee. A to bracia, którzy także wypoczywali nad rzeką Guadalupe. Wszyscy obudzili się i krzyczeli: "Jesteśmy zalewani". Niektóre domki po prostu zostały zmyte. Ale nikt nie zginął. Z obszarów dotkniętych powodzią uratowano prawie 900 osób. M.in. kobietę, która z nurtem rzeki przepłynęła około 30 km. Ocalała, bo zdołała wejść na drzewo. Tak jak Scott i jego żona. Woda porwała nas około 60 metrów. Chwyciliśmy za gałąź i czekaliśmy na ratunek. W ciągu kilkudziesięciu minut poziom rzeki wzrósł o 8 metrów. Mieszkańcy zarzucają władzom, że o nadciagającym niebezpieczeństwie zostali powiadomieni zbyt późno. Żadnych ostrzeżeń. Przyszły kilka godzin później. I to najbardziej dewastujące. W takich przypadkach pogoda jest trudna do przewidzenia - tak na zarzuty odpowiedziała przedstawicielka Białego Domu. Pomaganie mają we krwi. Zdobyć Babią Górę to nie lada wysiłek, ale zrobić to, mając na sobie pełny strażacki ekwipunek, to dopiero wyczyn. Strażacy z całej Polski po raz kolejny wyszli na szlak, żeby zachęcić do oddawania szpiku. W tym roku akcja ma podwójne znaczenie. W wyprawie wziął udział strażak, który walczy o życie 8-miesięcznego syna Stasia. O wyjątkowej misji specjalnej. W pełnej gotowości i w środku nocy. Ale to nie wyjazd do pożaru czy wypadku. To marsz po życie. Idę dla swojego syna, ale również idę dla tych wszystkich, którzy też czekają na swojego bliźniaka. Chcę pokazać, że mimo trudnych chwil nie należy się poddawać. Blisko tysiąc strażaków po raz kolejny wyruszyło z misją specjalną. Ochotnicy z całej Polski, a wszystko zaczęło się od niego. Po moim oddaniu komórek macierzystych stwierdziłem, jak łatwo komuś pomóc. I stworzyłem tego strażaka na szlaku, co widać. Chodziłem kiedyś sam, teraz chodzę w tysiącach. Chodzi o pomoc chorym na nowotwory krwi i przesłanie: zostań potencjalnym dawcą szpiku. 20 kg ekwipunku. Cięższy z każdym krokiem. Nie trzeba być strażakiem, żeby ratować czyjeś życie. Wystarczy się zapisać do DKMS, do fundacji. Wtedy można też uratować czyjeś życie. Np. jego. 8-miesięczny Staś choruje na młodzieńczą białaczkę mielomonocytową. To bardzo rzadki nowotwór krwi. Jedyną nadzieją jest przeszczep szpiku. Potrzebny jest genetyczny bliźniak. Z tego, co wiemy, były możliwości leczenia chemią. U Stasia nie ma takiego sposobu. Musi mieć przeszczep, nie może być to przeszczep od nas, bo mamy za niską zgodność z synem. Właśnie dla niego oni stawiają kolejne kroki. 23 km drogi. Pod górę, na Babią Górę. Było bardzo ciężko. Nie jest lekko. Nie jest to lekki sprzęt. Jeszcze on pod naporem tego, że się pocimy, zyskuje dodatkową masę. Moje buty sięgają aż połowy łydki, ale warto, bo cel jest szczytny. Bo tu nie chodzi o rekord. Tu chodzi o coś znacznie ważniejszego. DKMS. Dawcy szpiku. Każdy zarejestrowany to szansa na znalezienie bliźniaka genetycznego. Około 800 pacjentów w Polsce natychmiast potrzebuje przeszczepu szpiku. Niestety co piąty dawcy nie znajdzie, dlatego tak ważne jest, żeby chętnych było jak najwięcej, bo co 40 minut ktoś w Polsce słyszy diagnozę: nowotwór krwi. W pierwszej kolejności jest badana rodzina, czy jest zgodność. Niestety tylko 20-25% znajduje dawcę w rodzinie. Dla reszty ratunkiem jest ktoś obcy. Dla każdego rodzica usłyszeć diagnozę śmiertelnej choroby jest to nie do opisania. I nie wyobrażam sobie życia bez syna. Koniec londyńskiego snu Kamila Majchrzaka. Nasz tenisista przygodę z wielkoszlemowym Wimbledonem zakończył na 4. rundzie, przegrywając z Rosjaninem Chaczanowem w 3 setach. Jutro będziemy trzymać kciuki za Igę Świątek, która powalczy o ćwierćfinał. z Londynu - Artur Kieruzal. Dziś Kamil Majchrzak przegrał w 3 setach z Rosjaninem. Polak świetnie rozpoczął mecz. Momentami potrafił zaskoczyć swojego rywala sprytnymi piłkami. Jednak nie był w stanie utrzymać wysokiego poziomu przez całe spotkanie. Rosjanin potrzebował aż 3 setów, żeby zapewnić sobie awans do ćwierćfinału tego turnieju. Majchrzak zakończył swój występ na tegorocznym Wimbledonie na czwartej rundzie. Była to podróż, której mało kto się spodziewał. Tenisista, który przyleciał do Londynu bez ani jednego zwycięstwa w turniejach wielkoszlemowych. I serią 7 porażek z rzędu. Stał się sensacją tego turnieju. Wygrał 3 mecze, w tym z byłym finalistą Wimbledonu. Komentatorzy chwalą Majchrzaka za odporność fizyczną i styl gry. Choć przegrał, udowodnił, że warto wierzyć w outsiderów. 1 z dziennikarzy zauważył, że gdyby Majchrzak grał dalej, dziennikarze musieli by się nauczyć jego nazwiska. Iga Świątek zagra teraz z Dunką. Sprawdzonym przepisem na formę jest makaron z jogurtem i truskawkami. Elon Musk chce założyć nową partię polityczną. "Oddamy wam wolność" - zapowiedział w mediach społecznościowych. Dzień wcześniej opublikował sondę, w której zapytał internautów, czy opowiadają się za utworzeniem nowego ugrupowania. Większość odpowiedziała "tak". Decyzję miliarder ogłosił po tym, jak Donald Trump podpisał kontrowersyjny nowy budżet. Jakie szanse na amerykańskiej scenie politycznej ma najbogatszy człowiek na świecie? Chce ponownie wysłać człowieka na Księżyc. I po raz pierwszy na Marsa. Jeszcze pół roku temu przekonywał, że to jego cel, a nie wielka polityka. Nie mogę być prezydentem i nie chcę być prezydentem. Żeby było jasne: ja chcę budować rakiety i samochody. Ale gdy Amerykanie świętowali Dzień Niepodległości, Elon Musk zapytał internautów, czy opowiadają się za utworzeniem nowej partii. Większość z ponad miliona oddanych głosów oddano na "tak". Stosunkiem głosów 2:1 chcecie nowej partii politycznej i ją otrzymacie. Jeżeli chodzi o doprowadzenie naszego kraju do bankructwa Decyzję o założeniu partii Musk ogłosił po tym, jak Donald Trump podpisał kontrowersyjny nowy budżet, który oficjalnie nazwał "Jedną wielką piękną ustawą". Dla do niedawna najbliższego współpracownika amerykańskiego prezydenta i twórcy głębokich cięć w jego administracji jest okropnym paskudztwem. A demokraci i republikanie to jedna partia prosiaków, bo ustawa rekordowo zwiększa zadłużenie USA. A do tego tnie subsydia na produkowane przez niego auta elektryczne. Czy nie obawia się pan, że republikanie ulegną teraz wpływom Muska i jego pieniędzy? Nie, nie sądzę. Myślę, że to, co się stanie. To Departament Efektywności rządu spojrzy na Muska i wówczas zaoszczędzimy fortunę. Nie sądzę, że powinien grać ze mną w tę grę. Musk zapowiedział, że Partia Ameryki skoncentruje się na zdobyciu kilku kluczowych miejsc w Senacie oraz Izbie Reprezentantów w przyszłorocznych wyborach. To ma umożliwić jej wpływ na kontrowersyjne ustawy. Wielu Amerykanów podziwia Elona Muska i stąd mogą zmienić swoje preferencje polityczne, nawet na jeden raz, a to bardzo osłabiłoby Partię Republikańską w przyszłorocznych wyborach. Republikanie z pewnością dotkliwie odczują stratę funduszy. Bo Musk wsparł Trumpa setkami milionów dolarów. Ale szans na trwałe zawojowanie sceny politycznej raczej nie ma. W Ameryce od ponad 200 lat zabetonowany jest ten system dwupartyjny. I każdej partii tej trzeciej, czwartej, piątej jest trudno przebić się i na trwale zapisać się w tym modelu politycznym. Rozłamać ten duopol między republikanami a demokratami. Na razie o postulatach nowego ugrupowania nic więcej nie wiadomo. Nie zostało też oficjalnie zarejestrowane. To historyczna chwila. W czerwcu wyprodukowaliśmy więcej prądu z odnawialnych źródeł energii niż z węgla kamiennego i brunatnego. A co za tym idzie, wygenerowaliśmy również mniej dwutlenku węgla. Więcej zielonego prądu powinno obniżyć ceny energii. Jednak płacimy tyle samo co przed rokiem, a ceny na giełdzie nawet wzrosły. Nie dość, że produkują energię, to jeszcze przynoszą żywą gotówkę. Na te wozy ochotniczej straży pożarnej. Czy na tę lokalną asfaltową drogę. W Potęgowie jak na dłoni widać, że zielona energia potęguje korzyści. To niewielka gmina w powiecie wejherowskim. Działa tu już 79 turbin wiatrowych. Wójt chce, żeby było ich sto. Te firmy, które zainwestowały w gminie Potęgowo, wybudowały na rzecz naszych mieszkańców około 7 km dróg asfaltowych. To jest kwota inwestycji rzędu 10 mln zł. Gmina wcześniej miała tu drogi szutrowe. W ostatnich latach pomogli nam sfinansować zakup dwóch autokarów szkolnych. Dzięki wiatrakom gmina ma duży zastrzyk finansowy z podatków. W tym roku ponad 4,5 mln zł, w przyszłym - już 6 mln. Czerwiec był pierwszym miesiącem w naszej historii, kiedy z odnawialnych źródeł wyprodukowano więcej energii niż z węgla. Z OZE - 44,1%, z węgla - 43,7%. Ostatni kwartał, który był najbardziej zielony w historii, z węgla mieliśmy tylko 45% prądu, to też był kwartał, gdzie cena energii w hurcie na giełdzie spadła. Te ceny hurtowe prędzej czy później będą się przekładały na ceny dla odbiorców. W przyszłym roku powinniśmy już mieć taką sytuację, że rząd nie będzie mroził cen, a one nie powinny wzrosnąć. Z Sejmu wyszła już nowa ustawa wiatrakowa. Ma zmniejszyć minimalny dystans domów od wiatraków z 700 do 500 metrów. Ale nie tylko. Sąsiedzi takich elektrowni wiatrowych będą mogli otrzymać nawet do 20 tys. zł rocznie ze specjalnego funduszu, na który te firmy będą wpłacać pieniądze. Rolnicy będą mogli zarobić na dzierżawie pól. Własne odnawialne źródła dają większą niezależność energetyczną. Według danych Forum Energii import paliw kopalnych, głównie z Arabii Saudyjskiej, Norwegii i USA, rośnie i w zeszłym roku kosztował Polskę 112 mld zł. O tym, czy nowa ustawa da napęd zielonej energii, zdecyduje prezydent, który dał się poznać jako entuzjasta węgla. Węgiel jest naszym podstawowym surowcem energetycznym. Liczby mówią, że już nie, ale zwolennicy czystej energii jeszcze nie mogą zacierać rąk. Sytuacja zmieni się jesienią i zimą, kiedy wzrośnie zapotrzebowanie na prąd. Energii z wiatru nie ma jeszcze gdzie magazynować na wystarczającym poziomie. Wisła w Warszawie pobiła kolejny niechlubny rekord. Z dnia na dzień poziom rzeki jest coraz niższy i według stanu z poranka w punkcie pomiarowym na bulwarach osiągną zaledwie 13 cm. Powodem jest m.in. wysoka temperatura powietrza. Poprawę mogą przynieść kolejne dni, bo już jutro będzie chłodniej. Wraz z ochłodzeniem nadejdą ulewne deszcze i burze. Pochmurno i upalnie. Tak było niemal w całej Polsce. Temperatury przekraczały 30 stopni. Jednak wszyscy patrzą nie na termometry, a wskaźniki poziomu wody. Przez kilkadziesiąt lat nigdy nie było tak niskiego poziomu wody jak w tym roku. Ta rzeka się zmieniła w kanał. Na Mazurach wody zwykle nie brakowało, ale tak wygląda dziś rzeka Pisa. Kaczka piechotą przechodzi przez rzekę. Nie ma wody w rzece. Jakbym szedł na plażę, tam też nie ma wody. A to już miejscowość Narew i rzeka, od której wzięła nazwę. Taka była rzeka. Odnóg chyba z sześć. Była można było do Łap łódką dopłynąć. Z roku na rok coraz gorzej. A w tym roku to już w ogóle. Takiej wody to jeszcze nie widziałam tutaj. To też Narew, ale 150 km na zachód w Nowogrodzie. Dzisiaj na naszym wodowskazie mamy 1 cm. Jest to sytuacja niebywała, odkąd prowadzi się pomiary. Tak jak tu było dziś w 25 stacjach pomiarowych. Odnotowano tam rekordowo niskie stany wody, także na Pilicy. Zdziwiło mnie, że można przejść na drugą stronę. To zaskakujące i smutne, że poziom tych wód jest coraz niższy. To jest takie słabe. A to królowa polskich rzek. W stolicy pływają tylko barki płaskodenne, z plaży nikt nie wchodzi do błotnistej rzeki. W Warszawie poziom Wisły jest najniższy w historii pomiarów. Od wczoraj woda opadła o kolejne 2 cm. Jest ekstremalnie sucho, ale hydrolodzy ostrzegają: w ciągu kilku dni w całej Polsce zacznie intensywnie padać. I można spodziewać się zagrożenia powodziowego. Jutro upalnie będzie już tylko na południu. Przyszły tydzień to ochłodzenie o kilka stopni. Od wtorku do czwartku prognozowane są intensywne opady. W ciągu 3 dni na 1 m2 może spaść tyle deszczu, ile zwykle pada przez 2 miesiące. Jeśli ktoś mieszka w obszarach, które są zalewane przy takich intensywnych opadach deszczu, to powinien się przygotować na to, że może go to znowu dotknąć. Susze, a po nich gwałtowne opady i powodzie to skutki zmian klimatu. Z którymi musimy nauczyć się żyć. Bardzo dziękuję za wspólnie spędzony weekend. Spokojnego wieczoru.