Wielkie show po w¾osku. Ceremonia otwarcia igrzysk a¼ w 4 miejscach. Szef MSZ ma pytania nie tylko do amerykańskich władz w sprawie słów ambasadora Rose'a. Kardynał Grzegorz Ryś robi porządki. Audyt finansowy i zapowiedź komisji, która zbada nadużycia. Monika Sawka, dobry wieczór. Kibice sportów zimowych czekali na ten dzień 4 lata. Na mediolańskim stadionie San Siro oficjalnie ruszyły zimowe igrzyska olimpijskie. Włosi zerwali z tradycją, wywracając ją do góry nogami. Zamiast jednej ceremonii było widowisko rozproszone po całych Alpach. Pierwsze medale już zostały rozdane. Na razie wśród triumfatorów nie ma Polaków. Szansa na pierwszy krążek już jutro. Dwa olimpijskie znicze odpalone w tym samym momencie. I dwa miasta - gospodarze. Na tych igrzyskach wszystko jest możliwe. Te igrzyska należą do was. Wasza obecność pokazuje, że inny świat jest możliwy - świat jedności, szacunku i harmonii. Harmonia to hasło ceremonii łączącej światy sportu, muzyki i mody, jakże ważnej w Mediolanie. Miasto oddało hołd zmarłemu Giorgio Armaniemu. Samo wprowadzenie włoskiej flagi poprzez modelki właśnie ubrane w kolorach włoskiej flagi to było dla mnie ujmujące, to było piękne. Występ Andrea Bocellego jest olimpijską klamrą. To on zamykał igrzyska w Turynie 2006 roku. Teraz je otworzył. Vincero! Zwyciężę! Okrzyk każdego sportowca, ale nie wygrana jest tu najważniejsza. Duch igrzysk olimpijskich to znacznie więcej niż sport. Chodzi o nas i to, co czyni nas ludźmi. W Afryce, skąd pochodzę, mamy słowo "ubuntu", co znaczy "jestem, ponieważ jesteśmy" i wzrastamy, niosąc pomoc innym. I o tą obecność zadbali organizatorzy. 4 lokalizacje nie są przypadkowe, to ukłon w stronę sportowców, którym parada kolidowała z harmonogramem startów. To jest taki symbol tych igrzysk, bo rzeczywiście tak rozproszonych igrzysk olimpijskich nigdy w historii nie było, ogromny obszar, 4 regiony, olimpijskie areny dzieli po kilkaset kilometrów. Wśród niemal 3000 sportowców aż 60 Polaków z takim efektownym i wysoko punktowanym wejściem. Reprezentację polski poprowadzili chorążowie Kamil Stoch i Natalia Czerwonka. Flaga mi się troszkę zaplątała, ale ja z ogromną siłą spokoju ściągnęłam ją na dół, rozplątałam. Tak że bardzo byłam skupiona na swoim zadaniu, ale też bardzo dumna. Dumę czują też Włosi, którzy po raz trzeci organizują igrzyska olimpijskie. Ogień. Wszystko jest rozświetlone. I to sprawiło, że magia zadziałała. Jestem bardzo dumna z mojego narodu. Jestem bardzo dumna z Włoch i mam nadzieję, że każdy sportowiec da z siebie wszystko. I tak też dziś się stało, Włosi sprawili niespodziankę w zjeździe alpejskim, zajmując dwa miejsca na podium. Triumfował szwajcar Franjo von Allmen. To wiele dla mnie znaczy, wydaje mi się, że dojdzie to do mnie kilka dni po igrzyskach, jestem dziś niesamowicie szczęśliwy, czuję się jak w filmie, jakby to się nie działo naprawdę. Tym samym pierwsze medale Igrzysk rozdane, a my liczymy na to, że Cortina przyniesie nam szczęście. W końcu to tu zdobyliśmy pierwszy w historii medal zimowych igrzysk olimpijskich i teraz liczymy na pierwszy krążek Aleksandry Król-Walas. Jadę po swoje marzenia. Bo medale mistrzostw świata są, medalu z igrzysk nie ma. To jest takie moje marzenie, dlatego tak szybko wracałam po urodzeniu córy, bo to było moje marzenie zakwalifikować się na te igrzyska i tam walczyć. I na tę walkę liczymy jutro równo o godzinie 13:00 w Livigno. Transmisja w Telewizji Polskiej. Oglądają państwo "19.30", w programie jeszcze m.in.: Trudne warunki w górach. Wypadek za wypadkiem. Zeszły dwie lawiny, dostaliśmy przed południem zgłoszenie. To zagrożenie jest realne. Całe Tatry są we mgle, nie ma widzialności. To nie są warunki na zwiedzanie gór. Ślisko jest miejscami, trzeba z głową na pewno iść. Czy to oficjalne stanowisko amerykańskich władz i czy tu była jakaś koordynacja z naszą opozycją? - pyta wicepremier, minister spraw zagranicznych po deklaracji amerykańskiego ambasadora w Polsce. Tom Rose zapowiedział zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu. To reakcja na oświadczenie Włodzimierza Czarzastego o odmowie poparcia wniosku o Nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa. Wątpliwości w tej sprawie jest więcej. To pierwszy komentarz szefa polskiej dyplomacji po mało dyplomatycznym zgrzycie na linii ambasador USA - marszałek Sejmu. Będę chciał wiedzieć, na ile było to stanowisko władz amerykańskich, a na ile osobiste pana ambasadora i czy była tu jakaś koordynacja z naszą opozycją. Pyta Radosław Sikorski o ten wpis Toma Rose'a, który ogłosił zerwanie kontaktów z Włodzimierzem Czarzastym. Powodem krytyka Donalda Trumpa. Z PiS i Pałacu Prezydenckiego szybko popłynęły głosy wspierające ambasadora USA: Marszałek Sejmu demoluje relacje polsko-amerykańskie. Odciął się pan od największego sojusznika. Geniusz dyplomacji. Stara miłość nie rdzewieje. Bo wiadomo, komu pomaga stary komuch, psując relacje z USA. Stąd, przypomnijmy raz jeszcze, to publiczne pytanie szefa polskiego MSZ. Czy była tu jakaś koordynacja z naszą opozycją? Nie no, to chyba jakiś żart chyba ministra Sikorskiego. Pan Tom Rose, ambasador USA, nie konsultuje jakichkolwiek swoich decyzji w takim zakresie jak ta dotycząca marszałka Czarzastego. Wczoraj politycy PiS wzywali marszałka Sejmu do dymisji. Oskarżam dzisiaj polityków PiS, że podważają suwerenność RP. PiS krytykuje też Konfederacja, która fanką Włodzimierza Czarzastego nie jest. Coś jest nie tak z polityką PiS-u, ona jest służalcza wobec USA. Zbyt służalcza. Dziennikarze pytali szefa MSZ, czy spotka się z ambasadorem Tomem Rosem. Nie zamierzam odnosić się do tego, będąc w USA. Rozważę to po powrocie do kraju. Radosław Sikorski od kilku dni jest w USA. Na zaproszenie Marco Rubio wziął udział w szczycie gospodarczym. Wczoraj w Chicago spotkał się z Polonią. Minister Sikorski jest profesjonalny i wie, co ma zrobić w tej sytuacji i niech to już pójdzie na ścieżkę profesjonalna. Były dyplomata Jan Wojciech Piekarski uważa, że do rozmowy z ambasadorem dojdzie. Takie spotkanie mogłoby m.in. służyć temu, żeby zaprosić ambasadora Rose, żeby przyszedł do Sejmu na expose w sprawach zagranicznych pana ministra Sikorskiego, w którym to zapewne Sikorski jasno wyjaśni sprawę silnych i dobrych stosunków polsko-amerykańskich. Sejmowe expose na temat polityki zagranicznej szef MSZ wygłosi za dwa tygodnie. Zwyczajowo przysłuchuje się mu korpus dyplomatyczny. MSZ powinien spotkać się z ambasadorem i tę sprawę wygładzić, a Czarzastemu... Zaprosić go na dywanik? Nie, zaprosić na rozmowę, nie na dywanik. Są różne formuły w dyplomacji, a Czarzasty powinien trzymać się z dala od dyplomacji parlamentarnej. Jestem przekonany, że pan ambasador przyjdzie do polskiego Sejmu i będzie utrzymywał kontakty i cała sytuacja się uspokoi. Natomiast rolą polskiego polityka jest zawsze obrona polskich żołnierzy. Szacunek wymaga szacunku. Marszałek Czarzasty potępił słowa Donalda Trumpa o marginalnej roli sojuszników, w tym polskich żołnierzy w Afganistanie. I odmówił poparcia jego kandydatury do pokojowego Nobla. Wciąż nie wiadomo, czy amerykański ambasador w Warszawie konsultował swój ruch w centrali, bo Departament Stanu nadal milczy. Marco Rubio inaczej niż poprzednicy dał swoim dyplomatom więcej swobody w wyborze taktyki do osiągania celów wyznaczonych przez Waszyngton. Więc działania ambasadora mogły być jego inicjatywą. Jednak publicznie Departament nie odetnie się od swojego wysłannika, może jedynie szukać sposobu na ograniczenie strat. W Polsce stacjonuje 10 tys. amerykańskich żołnierzy. Kupujemy od USA sprzęt wart dziesiątki miliardów złotych. Wspólnie budujemy elektrownie jądrową. A dyplomacja lubi ciszę. Nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa trafiła już na biurko prezydenta i czeka na jego decyzję. Będzie likwidować chaos, który panuje w wymiarze sprawiedliwości - przekonuje Waldemar Żurek. Nowe rozwiązania, jak podkreśla, mają być fundamentem uzdrowienia obecnej sytuacji w sądownictwie. Według opozycji propozycje zmian tylko pogłębią kryzys. Ta konferencja ministra sprawiedliwości to nic innego jak apel do Karola Nawrockiego. W rękach prezydenta leży to, czy przywrócimy w Polsce praworządność. Chodzi o nowelizacje ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Ta w środę trafiła na biurko głowy państwa. Trwa wojna, na którą wszyscy Polacy muszą patrzeć. Wojna prawa z bezprawiem, ale kto na tym cierpi? Cierpi obywatel. Dzięki nowelizacji ma się to skończyć. Bo wśród najważniejszych założeń jest to, by, jak mówi minister, przywrócić wiarę obywatela w bezstronny i niezależny sąd. Ustawa reguluje status neo-sędziów. Porządkuje kwestie legalności i konstytucyjności Krajowej Rady Sądownictwa, czego skutkiem będzie to, że nie będziemy mieli wątpliwości co do prawidłowego powołania sędziów. A co za tym idzie, Polska nie będzie już wypłacała odszkodowań obywatelom za to, że wyrok wydał wadliwie powołany sędzia. Do tej pory TSUE nałożył na Polskę ponad 500 milionów euro kary. A w Europejskim Trybunale Praw Człowieka na rozpatrzenie czeka ponad tysiąc polskich spraw. Te kary były potrącane zwykle z naszych funduszy unijnych, więc Polska straciła na tym miliardy złotych. Bardzo dobra ustawa, tam nie ma żadnych słabych punktów. Przekonuje Krystian Markiewicz, który konsultował dokument jeszcze przed proces legislacyjnym. Ustawa przewiduje powrót do rozwiązań, które są zgodne z konstytucją. W KRS ma zasiadać 15 członków wybranych przez sędziów. Za PiS-u sędziów wybierali politycy. Wybór tak czy owak będzie powszechny, w sposób powszechny dokonany przez sędziów, a parlament RP będzie uwzględniał ten nasz wybór. Za czasów Zbigniewa Ziobry KRS została upolityczniona. Wśród przykładów, jak mówił minister Żurek, patologii w instytucji, wymienił brak ochrony niezależności, wadliwe konkursy, nadużycia finansowe czy nepotyzm. Dodatkowo Europejska Sieć Rad Sądownictwa wykluczyła Polskę ze swojego grona. Dlatego po zmianie władzy minister Bodnar wstrzymał konkursy na stanowiska sędziowskie. Obecnie jest ponad tysiąc wakatów sędziowskich. Uporządkowanie ustawy wokół KRS spowodowałoby, że te wakaty moglibyśmy obsadzić i w związku z tym obywatele krócej czekaliby na rozstrzygnięcie swojej sprawy w Sądzie. Uważamy, że świadome niszczenie wymiaru sprawiedliwości jest skierowane przeciwko Polakom. To PiS, a rządzący przypominają, kontrowersyjne reformy Ziobry i to, że za jego czasów wydłużył się i to znacząco czas postępowania sądowego. Polakom zależy głównie na jednym, że jak idzie do sądu, ktoś ma już sprawę w sądzie, żeby szybko dowiedział się, jaki jest wyrok i mógł normalnie funkcjonować. Co zrobi prezydent? Termin na decyzję upływa 25 lutego. Ewentualne prezydenckie weto niespodzianką nie będzie. Swoje propozycje w sprawie KRS miała opracować specjalna rada powołana w pałacu prezydenckim. Mogła ona być zaprezentowana najpóźniej w styczniu przyszłego roku. Do dziś jednak prezydent jej nie powołał. Jego poprzednik bagatelizował doniesienia o molestowaniu. On sam zaprasza ofiary księży do rozmów. Deklaruje powołanie komisji historycznej, która zbada przypadki przemocy seksualnej w polskim Kościele. Kardynał Grzegorz Ryś w Pytaniu Dnia w TVP Info przekonywał, że ma za sobą wiele refleksji dotyczących zła, które nie dotyka tylko pojedynczych osób, ale przekłada się na kryzys Kościoła. Na co może liczyć krakowski Kościół dzięki nowemu metropolicie? Nie oceniam, czekam. Tak metropolita krakowski kardynał Grzegorz Ryś w Pytaniu Dnia mówi o szansach na powołanie ogólnopolskiej komisji do zbadania przestępstw seksualnych w Kościele. A jest co badać. To nie są pojęcia abstrakcyjne, to są historie ludzi. Mam za sobą bardzo wiele rozmów z ludźmi, którzy w Kościele zostali skrzywdzeni. Episkopat od ponad dwóch lat zastanawia się, jak komisja miałaby działać. Zespół prymasa Wojciecha Polaka, w którym pracował kardynał Ryś, przygotował projekt dający dostęp do kościelnych archiwów niezależnym ekspertom. Ale został odsunięty. Właśnie tego się boją biskupi. Większość biskupów diecezjalnych w Polsce. Boi się tego dostępu fachowców, historyków, psychologów, którzy by mogli zbadać archiwa kościelne, zwłaszcza tajne archiwa, czyli personalne przypadki przestępstw dokonywanych przez księży. Kolejny projekt jest przygotowywany przez zespół kierowany przez biskupa Sławomira Odera. Nie nastraja optymistycznie. Biskupi wyraźnie pokazali, że oni nie chcą właściwie takiej komisji. Biskupi będą w tej sprawie głosować w marcu. Jeśli nie powołają komisji, kardynał Ryś, jak zapowiadał, zrobi to sam w swojej archidiecezji. Kościół potrzebuje też, i zawsze potrzebował, prawdy o sobie. Im dłużej będziemy to odwlekać, tym bardziej będziemy stawiać nasz autorytet pod wielkim znakiem zapytania. Metropolita już teraz otwiera archiwum kurii krakowskiej, zamknięte dwa lata temu przez poprzednika, arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Właściwie nie wiemy, co się działo. Ten dostęp do archiwum mieli ci najbliżsi współpracownicy arcybiskupa Jędraszewskiego. Naturalnym stanem archiwum, które jest miejscem pracy badawczej, naukowej, jest to, że jest otwarte. Nowe otwarcie w krakowskiej kurii widać nie tylko w archiwum. Kardynał Ryś zlecił audyt finansowy w archidiecezji i zbiera pomoc. Dla odciętych od prądu i ciepła mieszkańców Kijowa. Mimo tego, że siedzą w chłodzie, bez wody, bez prądu, w ciemności, to jeszcze wybijanie ze snu. Można sobie wyobrazić, jak to wpływa na psychikę. Głębokie podziękowania za te fantastyczne rzeczy, pomoc, którą dzisiaj widzimy i która już jest w Kijowie i ratuje ludzkie istnienia. Dzięki inicjatywie hierarchy udało się zebrać ponad 5 mln 700 tys. zł, a do Kijowa jadą kolejne tiry. Skupiliśmy się na generatorach. Mobilne stacje ładowania, powerbanki, artykuły przemysłowe, termosy. W ślady kardynała Rysia idzie episkopat. 15 lutego w kościołach odbędzie się ogólnopolska zbiórka na pomoc Ukrainie. A teraz impas w irańsko-amerykańskich negocjacjach. Teheran odrzucił żądanie Waszyngtonu do całkowitego wstrzymania wzbogacania uranu. Spotkanie w Omanie obie strony określiły jako dobry początek, mimo utrzymujących się gróźb militarnych ze strony Amerykanów. Negocjacje na temat irańskiego programu nuklearnego mają być wznowione. Na razie USA zwiększają presję gospodarczą. Na kraje importujące towary z Iranu nałożyły dodatkowe cła. Siavash ma jedno marzenie: chce rozwijać swoją firmę. Co w Iranie, w którym coraz więcej osób utrzymuje się z kontraktów zagranicznych, nie jest łatwe. Kiedy internet zostaje odcięty, umowy są anulowane, a planowanie przyszłości staje się niemożliwe. Ta niepewność jest już w Iranie codziennością. Na biznes negatywnie wpływa też strach przed amerykańskim atakiem. W takich okresach nasze dochody praktycznie ustają. Z trudem wiążemy koniec z końcem. A interwencja zbrojna jest realna. Biały Dom ponawia groźby: Prezydent, jako głównodowodzący najpotężniejszą armią w historii świata, ma do dyspozycji wiele opcji poza dyplomacją. I te opcje pokazuje. Od kilku dni na Morzu Arabskim są 4 amerykańskie okręty wojenne: lotniskowiec USS Abraham Lincoln i trzy niszczyciele. A ambasada USA w Iranie apeluje do Amerykanów: Opuście Iran natychmiast. Przygotujcie plan opuszczenia Iranu, który nie będzie wymagał pomocy rządu USA. Jeśli nie możecie wyjechać, znajdźcie bezpieczne miejsce. Zaopatrzcie się w żywność, wodę, leki i inne niezbędne rzeczy. Waszyngton zwiększa też presję gospodarczą. Na towary importowane do USA, będące produktami dowolnego kraju, który bezpośrednio lub pośrednio nabywa, importuje lub w inny sposób pozyskuje towary lub usługi z Iranu, może zostać nałożona dodatkowa stawka celna np. 25%. To kolejny bolesny cios w irańską gospodarkę, która i bez niego jest w fatalnym stanie. Inflacja wynosi ponad 40%, a rial irański w ubiegłym roku stracił prawie 60% wartości. Inflacja, z którą obecnie się zmagamy, jest gorsza niż konflikt zbrojny. W tym samym czasie w Omanie toczyły się rozmowy amerykańsko-irańskie. Główny temat: program nuklearny Iranu. I jasne oczekiwania Waszyngtonu: Zerowy potencjał nuklearny to podstawa. Czyli całkowite wstrzymanie wzbogacania uranu. Ale ten warunek Iran odrzucił. Wzbogacanie uranu jest dla nas niezaprzeczalnym prawem i musi być kontynuowane. Co nie oznacza fiaska rozmów. Iran zgadza się bowiem na dalsze rozmowy na temat poziomu wzbogacania uranu. Bo, jak podkreśla, nie dąży do posiadania broni jądrowej. Myślę, że Iran bardzo chce zawrzeć umowę, i słusznie. A zwykli Irańczycy, przytłoczeni niepewnością, pytają: czy to wystarczy, by powstrzymać Waszyngton przed wojną? Polskie góry nie są najwyższe na świecie, ale mogą być śmiertelnie niebezpieczne, szczególnie zimą. O tym, jak łatwo stracić orientację w terenie, przekonali się turyści na Przełęczy pod Kopą Kondracką i w kopule szczytowej Wołowca. Akcja ratowników trwała kilka godzin. TOPRowcy apelują o rozwagę i odpowiednie przygotowanie do wędrówek. Bez lawinowego ABC i sprzętu zimowego lepiej w góry nie wychodzić. Sygnał, który ratownicy górscy słyszą coraz częściej. Kolejne zgłoszenia i coraz trudniejsze warunki. Niestety deszcz nie pomaga, wprost przeciwnie, jeżeli temperatura spadnie, a ma spaść, to spowoduje przeobrażenie tego deszczu w lód. To ostrzeżenie dla każdego turysty, a to przestroga i ostatnia akcja ratunkowa w Tatrach. Widoczność niemal zerowa. Turystka utknęła na szlaku i nie była w stanie sama zejść. Zmęczona, zmarznięta, bez odpowiedniego sprzętu. Kobietę dopiero po 7 godzinach udało się bezpiecznie sprowadzić ratownikom. Tylko wczoraj w Tatrach dwie lawiny. Po polskiej stronie brak poszkodowanych. Po słowackiej - tragedia. W Dolinie Złomisk śnieg porwał dwóch Węgrów. Zginęli na miejscu. Prawdopodobnie w górnych częściach ściany, dwójka wspinaczy, już kończąc drogę, została przez taką lawinę zrzucona do podstawy i niestety po 400-metrowym locie to się już skończyło tragicznie. To już Dolina Tomanowa. Dwóch turystów spadło Lodowym Żlebem. Termowizja pomogła ich zlokalizować. To bilans zaledwie jednego tygodnia. W wyższych partiach gór jest nadal zimowo. 1500 nad poziomem morza sypie śniegiem, więc to nie są warunki na zwiedzanie gór. W górach gwałtowna zmiana pogody. Niemal wszędzie I stopień zagrożenia lawinowego, w Tatrach drugi. Po mrozach przyszła odwilż. Szlaki zmieniły się w tak zwane szklane góry. Pod warstwą mokrego śniegu lód. Każdy krok to ryzyko. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Jeśli chodzi o Kasprowy Wierch, to przyjeżdżają tam turyści. Patrząc na ubrania, nawet na buty, na zachowanie, to są nieprzygotowani na takie wycieczki. Dlatego ratownicy apelują: w takich warunkach obowiązkowa jest aplikacja Ratunek. Daje dokładną lokalizację turysty i skraca czas dotarcia w trudnych warunkach. Osoby dzwonią gdzieś zagubione na szlaku. Po prostu potrzebują jakiejś wskazówki i za pomocą aplikacji jesteśmy w stanie go wyprowadzić. Przed wyjściem na szlak odpowiedni strój, naładowany telefon i sprawdzenie komunikatów. Warunki nie są najłatwiejsze. Jest bardzo mokro, śnieg się topi, przez co odsłania się lód, lekko przymarza także kijki, raczki. Ostrożność jest bardzo ważna. Szlaki są dość oblodzone, przynamniej dla takich jak ja, podstawowych piechurów. To ważna lekcja, bo góry nie wybaczają nawet najmniejszych błędów. Jedna zła decyzja może skończyć się tragedią. Nasze życie zależy od pracy serca. Gdy się zatrzymuje, trzeba działać i to szybko. Do nagłego zatrzymania krążenia może dojść zwłaszcza u młodych ludzi. Choroby serca uwarunkowane genetycznie nie dają wcześniejszych objawów. Ratunkiem na wagę życia mogą być badania genetyczne. W Polsce brakuje jednak ośrodków, które byłyby w tym wyspecjalizowane. Te zdjęcia z rozgrywek euro przed 6 laty zszokował cały sportowy świat. Duńskiego piłkarza Christiana Eriksen po tym, jak doszło u niego do nagłego zatrzymanie serca, uratowała natychmiastowa reanimacja. Podobnie było w przypadku piłkarza Fabrice'a Muamby. Choroby serca ujawniają się podczas wysiłku, często bez wcześniejszych sygnałów. Tak było u Piota Kocyły, sportowca amatora. W czasie jazdy na rowerze jego tętno nagle wzrosło do 250. Normalny człowiek by umarł po kilku minutach, a u mnie, dzięki temu, że serce było wytrenowane, wytrzymałem taką ilość uderzeń. Być może dalej intensywnie uprawiałby sport, gdyby nie badania genetyczne. Diagnoza: choroba serca, która w czasie wysiłku może zakończyć się dramatycznie. Krzysztofa Galwasa lekarze po diagnozie zakwalifikowali do przeszczepu serca. Jego największa obawa wiązała się z ryzykiem przekazania obciążenia dzieciom. Moi synowie dwaj trenują piłkę nożną od wielu lat, więc dla nich też byłoby to związane z koniecznością zmiany dotychczasowego stylu życia. Choroby serca uwarunkowane genetycznie to m.in. zaburzenia rytmu serca czy hipercholesterolemia. Ta dziedziczona po obojgu rodzicach może być przyczyną zawałów serca w młodym wieku. Kluczowe są badania genetyczne, ale w Polsce czeka się na nie nawet dwa lata. Musimy podjąć taktyczne decyzje, które mogą ratować życie. To są chorzy zagrożeni nagłym zgonem sercowym, możemy czekać na wynik badania sercowego 2 miesiące lub 3, ale nie możemy czekać pół roku. Takie badania prowadzi Narodowy Instytut Kardiologii, ale tylko przy okazji grantów naukowych. Mamy zdolność pod względem aparatury, personelu, żeby wykonywać tych badań wielokrotnie więcej, niestety nie mamy finansowania. Według profesor Katarzyny Biernackiej, wystarczyłoby kilka takich ośrodków w Polsce. Przy niewielkich nakładach mogłyby badać na bieżąco wszystkich pacjentów i ich rodziny. Od 200 do 500 badań rocznie i to dla całej Polski nie przekroczyłoby 2 mln rocznie. Wyniki badań decydują o dalszej terapii albo zdejmują z pacjenta i jego rodziny brzemię ciężkiej choroby. Z dnia na dzień zmieniają się moje i mojej rodziny perspektywy. Badania wykazały, że pan Krzysztof nie ma choroby genetycznej, a jego dzieci mogą dalej uprawiać sport. Kontrowersyjny fragment fresku w jednej z rzymskich bazylik zniknął. Twarz cherubina przypominająca premier Włoch została usunięta. Decyzja o zamalowaniu dzieła zapadła po interwencji Watykanu oraz jednego z kardynałów. Sprawę anioła o twarzy Giorgii Meloni nagłośnił dziennik "La Repubblica". Publikacja i zdjęcia w gazecie wywołały polityczną burzę. A w świątyni pojawiły się tłumy chętnych, by zobaczyć dzieło. Zadanie jedno: ocalić uszkodzone dzieło w tej rzymskiej bazylice. Na ochotnika zgłosił się sam autor Bruno Valentinetti. I po kilku miesiącach spod rusztowań wyłoniło się to dzieło. To dziwne, jak wchodzisz do kościoła i widzisz twarz polityka. Bo zamiast cherubina w Bazylice św. Wawrzyńca in Lucina wiernym ukazała się twarz premier Giorgii Meloni. Wieść o anielskiej szefowej rządu rozniosła się szybko. Codziennie kościół odwiedzały pielgrzymki turystów z aparatami. I mimo że podobieństwo jest uderzające, artysta go nie dostrzegał. To nie jest Meloni, bo to ta sama postać. To ta sama twarz co u dwóch aniołów, które były tu 25 lat temu. Jest identyczna. - Ale jest do niej nieco podobna. - To pańska opinia. Różnice przed i po renowacji zauważył nawet proboszcz bazyliki. Musiał pewnie coś poprawić. Zapewnia mnie, że nie zamierzał umieszczać tam wizerunku Meloni. Choć ja również dostrzegam to podobieństwo. Gdy zdjęcie obiegło media społecznościowe, żartobliwie oceniła je premier Giorgia Meloni. Nie, nie wyglądam jak anioł. Opozycja grzmiała o propagandzie. To nie jest kultura. To propaganda. Czarę goryczy przelała ta nota prosto z Watykanu. Stwierdziwszy, że dzieło zawierało elementy niezgodne z oryginalną ikonografią i kontekstem sakralnym, wikariat w pełnym porozumieniu z proboszczem, zwrócił się z prośbą o przywrócenie oryginalnych rysów twarzy. Ministerstwo Kultury wszczęło dochodzenie. Chce ustalić, czy ta anielska metamorfoza to fantazja artysty, czy może ktoś zapłacił, by po cichu zmienić kościelny fresk w plakat wyborczy. Chodzi o to, aby Ministerstwo Kultury mogło porównać obecny stan dekoracji z tym, co wszyscy widzieliśmy wcześniej, z jej wyglądem z roku 2000. Po fali krytyki artysta przyznał, że to twarz premier Włoch. Pod presją prokuratury, kurii, a także polityków musiał wejść na rusztowanie i z fresku usunąć twarz Meloni. Z ulgą odetchnął proboszcz bazyliki. Jak stwierdził, wierni zamiast się modlić, robili sobie z anielską Meloni selfie. Ludzie przychodzili tu jak mrówki nie po to, by podziwiać piękności bazyliki jak obrazy Berniniego - komiczne. Więc na razie cherubin wygląda tak. Ale już niedługo ma odzyskać swoje stare rysy. Ja już dziękuję za uwagę. Już za chwilę "Pytanie dnia". Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf jest europoseł KO Michał Wawrykiewicz. Spokojnego wieczoru. Do zobaczenia jutro o 19.30.