Trump szokuje. Kolejne usprawiedliwienie rosyjskiego ataku na cywilów. Burzowy alert. Nawałnice przetaczają się przez Polskę. Ku gwiazdom. Odliczanie przed startem Polaka w kosmos. "19.30" w sobotę, 7 czerwca. Jeszcze dwa tygodnie temu mówił, że Putin absolutnie zwariował, teraz twierdzi, że Ukraińcy dali powód, by ich zbombardował. Amerykański prezydent komentuje ukraińskie uderzenie w rosyjskie bazy. A jego słowa szokują. Zmasowane rosyjskie ataki tej nocy to odpowiedź agresora. Czy według prezydenta USA Rosję zatrzymają nowe sankcje, czy też wręcz przeciwnie, sankcje mogą zamknąć drogę do pokoju? Ratowali to, co dla nich najważniejsze. Zdążyłam tylko zabrać koty w bezpieczne miejsce. 20 sekund później nastąpił wybuch. Rosjanie atakowali Charków prawie 50 dronami, rakietami oraz kierowanymi bombami lotniczymi. Są zabici i ranni, dziesiątki osób straciły dach nad głową. Noc wcześniej atak był jeszcze bardziej zaciekły. Po raz pierwszy od 4 lat byłam tak bardzo przerażona. Bo nad ukraińskie miasta nadleciało wtedy ponad 450 dronów i pocisków rakietowych, w tym balistycznych. Czuliśmy się tak, jakbyśmy byli w środku wyprodukowanego w Hollywood filmu katastroficznego. Ale niestety działo się to u nas, w Ukrainie. A ten film katastroficzny został wyprodukowany przez Rosjan. Zginęły 4 osoby, w tym ratownicy. Pracowali pod ostrzałem, by pomóc jak największej liczbie osób. Uratowani przez nich ludzie składają kwiaty w miejscu ich śmierci. Po prostu nie mogliśmy stać z boku, nie mogliśmy nie przyjść tu, nie mogliśmy zapomnieć tych mężczyzn, którzy zginęli za nas, którzy nas ratowali. Donald Trump wskazuje winnego. I nie jest to Władimir Putin. Ukraińcy dali Putinowi powód, żeby wkroczył i zbombardował ich w cholerę. Ten powód to Operacja Pajęczyna, czyli zmasowany atak dronowy z 1 czerwca. Ukraińska armia wzięła na cel 4 kluczowe rosyjskie lotniska wojskowe, niszcząc ponad 40 samolotów, w tym bombowce strategiczne. Kiedy to zobaczyłem, powiedziałem: no to zaczynamy. Teraz będzie atak. Putin faktycznie odwet zapowiedział i właśnie go przeprowadza. Niestety, nie wszyscy na świecie potępiają takie uderzenia. I to właśnie wykorzystuje Putin, kupując sobie czas, aby kontynuować wojnę. Ten czas Putin kupuje głównie w Waszyngtonie. Zełenski prosi o amerykańskie sankcje, ale Donald Trump unika podjęcia decyzji. Jestem blisko zawarcia umowy pokojowej, nie chcę tego zepsuć, nakładając sankcje. A co więcej chwali się, że to dzięki niemu kraje zachodnie nie zwiększają presji na Rosję. Władimir Putin nie zdaje sobie sprawy, że gdyby nie ja, wiele naprawdę złych rzeczy już by się Rosji przydarzyło. On igra z ogniem. Ale to Donald Trump pozwala Putinowi ten ogień rozpalać. To, że są różnice, to wiemy. Mowa o koalicji, która tworzy polski rząd. Jednak wbrew odmiennym punktom widzenia na niektóre sprawy, koalicja jest zjednoczona, a o powrocie PiS do władzy nie ma mowy. Taki przekaz płynie z kolejnych spotkań koalicjantów, którzy zgodni są co do trwania w sojuszu i przywództwa Donalda Tuska jako szefa rządu. Przed rządem zapowiedziana rekonstrukcja i wspólna strategia współpracy z nowym prezydentem. Minister z PSL-u... Jesteśmy bardzo stabilnym partnerem. wicepremier z Lewicy... Koalicja trwa. i posłanka z Platformy... Ruszamy dalej. Wszyscy jak jeden mąż zapewniają, że koalicja mimo różnić i sporów jest zjednoczona i nie ma mowy o powrocie PiS-u do władzy. Jest plan, działamy dalej, jesteśmy koalicją. Nie mylmy wyborów. Odbyły się wybory prezydenckie, one nic nie zmieniły, jeżeli chodzi o podział mandatów w sejmie. Podkreślali ludowcy podczas partyjnego zjazdu w Jarosławcu. To tu padały pytania o ankietę rozesłaną do członków PSL, w której jedno z pytań dotyczyło ewentualnej koalicji z PiS-em, Konfederacją oraz premierostwa Władysława Kosiniaka-Kamysza. To zupełnie standardowa procedura, przeprowadzana systematycznie od lat - słyszymy. To jest nic innego, jak właśnie prowadzenie dialogu, wsłuchiwanie się też w opinie, tych, którzy tworzą partię, bo partia to nie jest tylko kierownictwo. Wyniki ankiety są już znane - ponad 70% ludowców jest za utrzymaniem obecnej koalicji. Koniec biadolenia. Mówili liderzy - koalicja trwa, premierem jest i ma pozostać Donald Tusk, a rząd czeka rekonstrukcja. Tak by być przygotowanym na ewentualną trudną współpracę z nowym prezydentem. Rządzący są na razie spokojni. W Polsce nie rządzi prezydent, prezydent odpowiada za pewien status spraw społecznych, bo ma weto - mówię o wecie związanym z ustawami, bo ma swoje prerogatywy dotyczące spraw zagranicznych i polityk bezpieczeństwa i armii. W tej drugiej kwestii politycy koalicji rządzącej liczą na współpracę. W piątek Andrzej Duda poinformował, że rozmawiał z prezydentem Donaldem Trumpem, którego zapewnił, że Karol Nawrocki daje gwarancje ciągłości polityki państwa w zakresie kontynuacji ścisłej współpracy z USA. Pan prezydent Nawrocki będzie wręcz wytyczał szlak, bo trudno mówić o współpracy z rządem, kiedy rząd tak naprawdę prawie żadnych kontaktów z tą administracją nie ma. To teraz fakty. Minister Radosław Sikorski jako jeden z pierwszych europejskich szefów dyplomacji spotkał się z sekretarzem stanu USA. A to już zdjęcia z wizyty ministra obrony w Waszyngtonie i spotkanie z jego amerykańskim odpowiednikiem. Budowanie dobrych relacji. Jestem przekonany, że będzie łączyć rząd, jak i prezydenta. Ale są też sprawy, które będą bardziej dzielić. Plan awaryjny, zakładający trudną kohabitację. Premier zapewnia, że jest na to przygotowany. Co oznacza ten plan awaryjny na przykład w kwestii praw kobiet? Tutaj mamy dobry przykład, bo Andrzej Duda również nie współpracował w kwestii praw kobiet. Rządzący przypominają weto do ustawy, która pozwalała na sprzedaż bez recepty tabletki "dzień po" i plan B, który zastosował wtedy rząd. Ministerstwo po prostu rozporządzeniem wprowadziło możliwość dostępności tej pigułki na receptę farmaceutyczną, czyli można iść do apteki, można ominąć wizytę w gabinecie. Współpraca rządu Tuska z prezydentem Nawrockim formalnie rozpocznie się 6 sierpnia. Zaawansowane chipy wykorzystywane w systemach sztucznej inteligencji jednak dla Polski. Tę decyzję jeszcze w połowie maja ogłosili Amerykanie. Restrykcje na ich eksport wprowadziła administracja Joe Bidena, a Polska, ku zaskoczeniu, znalazła się wśród 100 krajów, które miały być dotknięte ograniczeniami. Sekretarz handlu USA kilka dni temu odniósł się do tej sytuacji, mówiąc o spotkaniu z przedstawicielem polskiego rządu, który uświadomił mu konieczność zmiany niekorzystnej dla Polski decyzji. To, że USA zniosły ograniczenia dla Polski w zakupie chipów AI, było już wiadomo. Nie wiedzieliśmy tylko, kto przekonał administrację Trumpa do zmiany decyzji. Premier Polski dopadł mnie i powiedział: "Co ja wam takiego zrobiłem, że umieściliście nas na trzecim poziomie? Jesteśmy częścią Europy. Co wy wyprawiacie?" To pytanie całkowicie zmieniło nasze podejście. Ten system nie miał sensu. Musieliśmy to zmienić. Amerykański sekretarz handlu, wypowiadając te słowa przed senacką komisją, zdaniem dziennikarzy miał na myśli wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Panowie rozmawiali, co widać na tym zdjęciu, podczas obchodów wyzwolenia obozu w Auschwitz. To pokazuje, jak dobre relacje dzisiaj wicepremier polskiego rządu, minister obrony narodowej, ma ze stroną amerykańską. Dla przypomnienia: administracja Joe Bidena w styczniu wprowadziła regulacje, które wpływały na dostawy półprzewodników do sztucznej inteligencji dla sporej części Europy. W tej samej kategorii znalazły się między innymi państwa afrykańskie. Ostatecznie w maju nowa amerykańska administracja odeszła od poprzednich restrykcji. Mając dostęp do tych chipów na pewno możemy snuć plany, jak inwestować w infrastrukturę AI-ową również na lokalnym poziomie w Polsce. Ja to oceniam jako dobrą informację. Chipy AI są kluczowe dla realizacji unijnych strategii. Polska dzisiaj może je już kupować bez ograniczeń. Choć mimo jasnych deklaracji amerykańskich polityków, to Karol Nawrocki wielokrotnie sugerował... Pytałem kongresmenów i sekretarzy o to... ...że zniesienie przepisów to efekt tej wizyty w Białym Domu. Nalegałem na wysokich rangą urzędników Białego Domu i liderów Kongresu, aby cofnęli rozporządzenia. Wpis podał dalej szef jego sztabu, pisząc, że tak wygląda skuteczność w polityce. Był w Stanach, nic nie załatwił. Dzisiaj powinien pochwalić rząd. O tym, że Amerykanie zniosą ograniczenia w dostępie do chipów, było już wiadomo przed wizytą Karola Nawrockiego w Waszyngtonie. Wspólne działania rządu przyczyniły się do tego, że Polska jest traktowana jako kraj pierwszej kategorii. USA nie tylko znoszą, ale i wprowadzają nowe przepisy dostępu do swoich chipów. Obsługiwane one będą przez zatwierdzonego amerykańskiego operatora, czyli mogą mieć nad nimi kontrolę. Być może boją się rozwoju systemów, które będą groźne dla ich gospodarki. Może to, niestety, kosztować wiele problemów i zastojów. Bo takie turbulencje mogą mieć konsekwencje dla naszej gospodarki i innowacyjności. Sytuacja meteorologiczna w ciągu ostatnich dni w wielu miejscach w kraju jest dramatyczna. Gwałtowne ulewy, grad, silny wiatr. Najwyższe stopnie ostrzeżenia, a w ślad za nimi ekstremalne zjawiska i ich skutki. Podtopienia, zniszczone uprawy, zerwane dachy i uszkodzone budynki. Niestety nadchodzą kolejne alerty. Wichura, deszcz i grad. Powalone zostały cztery drzewa na terenie szkoły, wezwałam straż pożarną. Zerwał się silny wiatr, woda to tak się lała na szyby i grad wielkości piłki pingpongowej. Żywioł nie oszczędza domów, szkół ani zabytków. Jak tu w parafii w Zrębicach, niedaleko Częstochowy. Dosłownie trwało to całe zdarzenie może około półtorej minuty, kiedy przeszła taka silna fala wiatru no i uszkodziła właśnie kościół, na który spadły dwie potężne gałęzie. Wczoraj i w nocy strażacy wyjeżdżali ponad dwa tysiące razy na interwencje związane z pogodą. Ich samych żywioł też dotyka. Zerwał dach remizy w małopolskiej Goszczy. Trzy minuty - świat się dla nas załamał i ciemno, grad, wiatr, alarmu nie było, bo nam syrenę zdmuchnęło. Nie mamy prądu, mamy agregaty, tym się posiłkujemy. Rolnicy dopiero co zmagali się z przymrozkami, teraz liczą kolejne straty w uprawach. Tym razem przez deszcz i grad. Bardzo ucierpiały ziemniaki, zboża, zboża, rzepak, no to tutaj bardzo pokaźna jest ta szkoda. No łąki w tym momencie są do koszenia. Potrzebujemy teraz około dwóch tygodni, żeby ta woda zeszła. A na tym nie koniec - w całej Polsce obowiązują ostrzeżenia przed burzami. Obszar żółty to alert pierwszego, a pomarańczowy drugiego stopnia. Szczególną ostrożność trzeba będzie zachować w południowo-wschodniej części Polski, dlatego że tam przez całą noc dalej prognozujemy bardzo niebezpieczne i intensywne burze. Miejscami może spaść nawet 30 litrów wody na metr kwadratowy, mówiąc obrazowo są to mniej więcej trzy standardowe wiadra. Do tego wiatr do nawet stu kilometrów na godzinę. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało SMS-y na telefony w całym kraju. Złota zasada: dostosować się do aktualnej pogody. W przypadku burzy w górach - zejść jak najniżej, w czacie wypoczynku nad wodą - wyjść na brzeg. Jeżeli jesteśmy w trasie, powinniśmy zjechać na pobocze, najlepiej z dala od drzew, od słupów energetycznych, tak żeby te powalone potencjalnie na samochód, nie stanowiły dla nas zagrożenia. Front burzowy przetacza się przez dużą część Europy. Te opady, które dzisiaj wchodzą do Polski, przesuwają się ze Słowacji i Czech i przemieszczają się w kierunku północno-wschodnim. A to już Litwa. Zupełnie zdrowe drzewa pod naporem wiatru łamały się jak zapałki. Nawałnica zniszczyła rezerwat przyrody niedaleko granicy z Białorusią. Niedziela w pogodzie ma być spokojniejsza, poprawę pogody synoptycy zapowiadają na czwartek. Zabarykadował się w mieszkaniu z niebezpiecznym narzędziem. Wcześniej zaatakował i pobił swoją żonę, która trafiła do szpitala. Razem z agresorem przebywało też 12-letnie dziecko. Po dramatycznej akcji policji i antyterrorystów, a także wsparciu negocjatorów udało się wejść do mieszkania. Kilka godzin negocjacji i kilkadziesiąt zaangażowanych osób. Tak wyglądała akcja przy ulicy Fredry w Krakowie, gdzie w mieszkaniu zabarykadował się mężczyzna. Ta historia zaczęła się o 4.30, to wtedy zostaliśmy zaalarmowani przez jednego z mieszkańców, który usłyszał krzyki kobiety. Przed blokiem kobieta została zaatakowana przez mężczyznę. Doszło między nimi do szarpaniny. Agresor uciekł, gdy wezwano policję. Atak na żonę w publicznym miejscu wskazuje na silny stan wzburzenia i duże problemy z kontrolą własnych emocji. Policjanci szybko namierzyli mężczyznę. Ale mieli też informacje, że może mieć niebezpieczne narzędzie i że może przebywać z dzieckiem. Do akcji ruszyli też kontrterroryści i negocjatorzy oraz ratownicy medyczni. A osoby z mieszkań najbliżej ewakuowano. Pełno policji, samochodów, ulica załadowana samochodami. Policja nie udziela żadnych informacji. W mieszkaniu był 12-letni syn agresora. Na szczęście nic mu się nie stało. Po kilkugodzinnych negocjacjach sytuacja doprowadziła do tego, że policjanci mogli bezpiecznie wejść do środka. Chodziło o bezpieczeństwo chłopca, który był w środku. Kontrterroryści do mieszkania weszli siłą. W trakcie interwencji desperat okaleczył się ostrym narzędziem. Został w asyście policji przewieziony do szpitala. Widziałam z balkonu, jak go wynosili na noszach już zakutego i rannego. Takie akcje są wymagające. Służby musiały perfekcyjnie wyczuć moment wkroczenia do mieszkania - ocenia kryminolog dr Paweł Moczydłowski. Wyczuć, z kim mamy do czynienia, jaki jest stopień tego wzburzenia, desperacji, by móc ewentualnie kalkulować, iż dalsze negocjacje doprowadzą do skutku, czy też trzeba użyć siły. 12-latek jest już pod opieką mamy. Dla dziecka to traumatyczne wydarzenia może poważnie zachwiać jego poczuciem bezpieczeństwa. Tak naprawdę nie wiemy, co ten ojciec mówił, robił w trakcie, gdy w tym mieszkaniu nikogo innego prócz ich dwóch nie było. Ojciec zostanie przesłuchany, gdy pozwoli na to jego stan zdrowia. Szokujące zachowanie nastolatków z podwarszawskiej szkoły. Za pomocą aplikacji wygenerowali nagie zdjęcie jednej z uczennic i zamieścili je w sieci, zachęcając do rozpowszechniania. Sprawa trafiła już do Urzędu Ochrony Danych Osobowych, a jej prezes zgłosił incydent na policję. Wystarczy kilka sekund, by stworzyć fikcyjną fotografię lub film. Dzięki sztucznej inteligencji uczniowie podwarszawskiej szkoły podstawowej wygenerowali nagie zdjęcie koleżanki. A później udostępniali je za pośrednictwem social mediów. Tutaj mamy do czynienia z takimi dwoma przenikającym się zjawiskami, z jednej strony przemocy rówieśniczej, z drugiej krzywdzenia seksualnego. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zawiadomił w tej sprawie policję. Naszym zdaniem doszło do naruszenia zarówno przepisów o ochronie danych osobowych, jak i przepisów Kodeksu karnego, ale jest wciąż wielka akcja edukacyjna do wykonania. Eksperci alarmują, że ofiary takiej cyberprzemocy mierzą się z ogromną traumą. To, co raz trafiło do sieci, już tam zostaje. Skutki są różne, może to być zespół stresu pourazowego, może to być depresja, mogą to być stany lękowe, tak naprawdę może to sprawić, że dziecko wycofa się z grupy rówieśniczej. Hejt i nękanie, czyli tzw. bullying, przybierają na sile i dotykają coraz młodsze dzieci. Wielu moich znajomych padło ofiarami jakichś zdjęć, które krążyły po internecie, czy po grupach. Badanie przeprowadzone przez SWPS ujawniło, że 10% uczniów jest regularnie dręczonych. Wyobraźmy sobie klasę 20-osobową i w niej są dwie osoby, które doświadczają bullyingu i kilka, które jest w to zaangażowanych. To jest najczęściej wyśmiewanie w internecie, przerabianie zdjęć. Blisko 60% dzieci między 7. a 12. rokiem życia korzysta z serwisów społecznościowych, które są dozwolone powyżej 13. roku życia. Ponad połowa dzieci między 7. a 14. rokiem ma dostęp do treści pornograficznych. Jeden z portali bardzo popularnych, gdzie jest bardzo dużo zdjęć dzieci, zasysa ponad 60% z nich na użytek filmów pornograficznych. Stąd coraz częstsze apele ekspertów i fundacji o zmiany prawne, które ograniczą dostęp dzieci do szkodliwych treści. Dopóki nie będzie zaostrzone lub stworzone cyfrowe prawo karne, to poszkodowanych będzie dużo więcej, bo najczęściej kończy się to w gabinecie psychologicznym. Bezpieczeństwo w sieci, ochrona danych osobowych i problem internetowego hejtu będą jednymi z zagadnień poruszanych na lekcjach edukacji zdrowotnej. Przedmiot od września pojawi się w szkołach, ale tylko dla chętnych. Awaria śmigłowca należącego do Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Udało się szczęśliwie wylądować, ale awaria silnika jest poważna i nie wiadomo, jak długo maszyna TOPR będzie wyłączona z użytkowania. Minister obrony oferuje pomoc i udostępnienie wojskowego śmigłowca. Ale przy tej okazji powraca też dyskusja o tym, że za akcje TOPR powinniśmy płacić. Tatry Wysokie. Rejon Orlej Perci. To tu rozegrała się wczoraj tragedia. O godzinie 15:43 dostaliśmy informacje od turystów, którzy szli na Kozią Przełęcz, że słyszą wołanie o pomoc, dobiegające z południowej ściany Zamarłej Turni. Zamarła Turnia to miejsce legendarne w Tatrach. Kiedyś symbol największych wspinaczkowych trudności. Jest ona w miarę łatwo dostępna, są fajne drogi wspinaczkowe, ale przez to jest dużo wspinaczy i trochę wypadków na tej ścianie jest. Wczoraj dwu doświadczonych taterników po przejściu drogi wspinaczkowej zjeżdżało na linach. Jeden z nich z nieznanych powodów odpadł od ściany. Ten jak się później okazało nieboszczyk stracił równowagę i runął około 100 m. Gdy na miejsce dotarli ratownicy, ciało znajdowało się w głębokiej na dziesięć metrów szczelinie między topniejącym śniegiem a skałą. W tej akcji poza polskim TOPR brali udział ratownicy słowaccy i to ich śmigłowiec przetransportował ciało do Zakopanego. Polska maszyna jest bowiem od czwartku unieruchomiona. W czasie ćwiczeń przestał działać jeden z dwóch silników. Śmigłowiec awaryjnie lądował na lotnisku w Nowym Targu. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, nikomu nic się nie stało, śmigłowiec też jest cały, oczywiście niesprawny technicznie, byłem naocznym świadkiem tego, kunszt pilotów zdecydował, że wszystko dobrze się skończyło. Na razie nie wiadomo, jak poważna jest usterka i jak długo potrwa jej usuwanie. Brak śmigłowca to dla TOPR duży kłopot i znaczne spowolnienie akcji ratowniczych. Pomoc zapowiada resort obrony narodowej. W środowisku taterników pojawia się też pytanie, czy akcje ratowników z użyciem śmigłowców nie powinny być płatne. Teraz jest taki trend, że jeśli turysta, wspinacz, taternik napotka jakieś trudności, to wyciąga telefon i dzwoni po darmową taksówkę, która powinna zawsze przylecieć, niezależnie od wszystkiego, bo to się przecież należy. Za akcje ratownicze ze śmigłowcem płaci się na Słowacji. Z ubezpieczenia lub własnej kieszeni. W Polsce koszty pokrywa budżet państwa. Nie może być tak, że życie ludzkie będzie przeliczane pod względem ekonomicznym, uważam ze ta pomoc, jeżeli nasze państwo jest do tego zdolne, powinna być w ramach świadczeń, które państwo obywatelom zapewnia bezpłatnie. Bez wątpienia ratownikom potrzebny jest sprawnie działający śmigłowiec. Koszt nowej maszyny to około 80 mln zł, ale życie ludzkie, które może uratować, jest bezcenne. "Z orbity Ziemia jest piękna" - mówił 47 lat temu pierwszy Polak, który widział naszą planetę z perspektywy kosmosu, Mirosław Hermaszewski. Wiele na to wskazuje, że już za kilka dni, także w czerwcu, kolejny nasz rodak poleci w kosmos. Sławosz Uznański, polski astronauta już w pełnej gotowości do misji, a wtorek 10 czerwca to może być ten dzień, w którym wszyscy wstrzymamy oddech i popatrzymy w górę. Na Przylądku Canaveral ostatnie odliczanie do startu misji Axiom-4 Międzynarodową Stację Kosmiczną. z udziałem polskiego astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. Jeśli nie dojdzie do kolejnej, czwartej zmiany startu, to za 81 godzin i 20 minut polski astronauta Sławosz Uznański-Wiśniewski znajdzie się na orbicie okołoziemskiej. Nie możemy doczekać się tego ostatniego odliczania, które będzie brzmiało: trzy, dwa jeden, start. Razem z Polakiem leci trójka astronautów: z USA, Węgier i Indii. Wszyscy dwa tygodnie przed lotem w kosmos muszą przebywać w kwarantannie. Odwiedziny bliskich są możliwe, ale wyglądają tak, jak spotkanie Sławosza z żoną, posłanką Aleksandrą Uznańską-Wiśniewską. Niektórzy z was zadają mi pytania, co robimy i czy się nudzimy. Oczywiście, że nie. Mamy pełen dzień wypełniony różnego rodzaju zobowiązaniami. Przechodzimy procedury, przechodzimy szkolenia z naszych eksperymentów, które będą przeprowadzane na orbicie. Uznański-Wiśniewski jest pierwszym od 47 lat polskim astronautą, który poleci w kosmos. Generał Mirosław Hermaszewski na statku kosmicznym Sojuz 30 spędził 8 dni. Teraz misja potrwa 16 dni, w których Uznański-Wiśniewski przeprowadzi 13 eksperymentów i badań zaprojektowanych przez polskich inżynierów i naukowców w ramach polskiej misji technologiczno-naukowej Ignis. W tle misji z udziałem polskiego astronauty toczy się awantura dwóch najpotężniejszych ludzi świata. Amerykańskiego prezydenta z Elonem Muskiem, najbogatszym człowiekiem globu. Po tym, gdy Musk i Trump pokłócili się o ustawę budżetową, w której Biały Dom zrezygnował z dotacji dla samochodów elektrycznych, Musk, właściciel Tesli, zagroził wycofaniem statku kosmicznego Dragon swojej firmy Space X. Dragon służy do transportu astronautów i zaopatrzenia na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Na razie jednak, choć w tej kłótni wszystko zmienia się z minuty na minutę, misja Axiom-4 ma być wyjęta ze sporu Muska z Trumpem. Z kosmicznej orbity zejdźmy na Ziemię. Bo "19.30" dobiegła końca, a o ważnych sprawach, wcale nie przyziemnych, rozmawiać będzie Anna Hałas w rozmowie z wicepremierem Krzysztofem Gawkowskim. Ja mówię państwu dobranoc i do zobaczenia.