Dramat policjantki - polityczna, nieczysta gra wokół gwałtu w koszarach. Śmiertelne strzały - amerykański funkcjonariusz zastrzelił kobietę na ulicy. Zimno, zimniej - jak chronić się przed wielkimi chłodami. Zastępca dowódcy warszawskiego oddziału prewencji policji w Piasecznie zdymisjonowany. Miał pełnić niewłaściwy nadzór nad podwładnymi w jednostce, w której zgwałcono młodą funkcjonariuszkę. Podejrzany o zgwałcenie siedzi w areszcie, postępowanie toczy się zgodnie z procedurą, ale w tle toczy się coś innego. Jak się polityka karmi tym dramatem? W tej historii ważne są dwie kwestie. Dobro młodej policjantki i ukaranie sprawcy. Stąd oszczędne komunikaty śledczych. Nie chcemy w tym momencie upubliczniać, jaki był faktyczny przebieg, nie jest to przede wszystkim w interesie pokrzywdzonej. Mówimy o sprawie, bo PiS potraktowało ją jak polityczne złoto. Tak źle w policji jeszcze nie było. I zarzuca rządzącym zmowę milczenia - to Jarosław Kaczyński, a także - to słowa Mateusza Morawieckiego - upolitycznienie, bezkarność i brak realnej kontroli w policji. Im więcej politycznej nagonki w każdą stronę, tym trudniej tej kobiecie przejść przez te trudne chwile. To teraz fakty. Do gwałtu doszło w podwarszawskim Piasecznie, gdzie stacjonują stołeczne oddziały prewencji. Poszkodowana była tu na 3-miesięcznym stażu. W sobotę nad ranem dowódca 9. Kompanii oddziałów prewencji, który, co potwierdzają śledczy, był pod wpływem alkoholu, zawołał do siebie młodą policjantkę i zamknął się z nią w pomieszczeniu. Tego samego dnia przed południem kobieta zgłosiła gwałt. Jej przesłuchanie zakończyło się o 12.00. Niespełna 3 godziny później, o 14.45, sprawca został zatrzymany. Następnego dnia, w niedzielę, usłyszał zarzuty. W poniedziałek sąd zdecydował o jego aresztowaniu na 3 miesiące. Z tych faktów PiS wyciąga takie wnioski: Rząd Donalda Tuska nie cofnie się przed wprowadzaniem piekła kobietom, bo jak inaczej nazwać polityczną zgodę na to, aby zacierać ślady. Władza obecna chce zamiatać tego typu sprawy pod dywan. Kiedy politycy PiS wypowiadali te słowa, wiedzieli, że sprawca gwałtu jest w areszcie i został w policji zawieszony, toczy się wobec niego procedura wydalenia ze służby. Poza prokuraturą sprawę wyjaśnia także komenda główna, stołeczna i resort spraw wewnętrznych. M.in. stąd dzisiejsze słowa ministra. Nie mogę już słuchać tego, jak zachowujecie się, hieny z PiS-u, jesteście hienami, na krzywdzie tej kobiety robicie okrutne politykierstwo, tym się różnimy od was, że my w takich sprawach reagujemy, reagujemy twardo i natychmiast, nie tuszujemy tego, tak jak wyście to robili. Wśród przykładów sprawa Igora Stachowiaka. Policjant, który śmiertelnie raził go paralizatorem, po 3-miesięcznym zawieszeniu wrócił do służby. Tak wyglądały pomieszczenia policji po wybuchu granatnika wniesionego przez komendanta głównego, który zarzuty w tej sprawie usłyszał dopiero po zmianie władzy. PiS wielokrotnie zamiatało pod dywan sprawy, które działy się w policji, wśród nich konfetti sypane z policyjnego śmigłowca na cześć wiceministra, 78 radiowozów wysłanych do ochrony domu Jarosława Kaczyńskiego podczas Strajku Kobiet czy policyjny Black Hawk na wyborczym pikniku. Władza PiS nie widziała w tym nic złego. Wy macie czelność mówić o tuszowaniu spraw, wy? To opisana przez Onet historia funkcjonariuszek żandarmerii wojskowej. Po tym, jak zgłosiły napaść seksualną, padły ofiarami mobbingu i inwigilacji. Taka jest różnica między nami, że my karzemy sprawców i chronimy ofiary, PiS zapewniło bezkarność sprawcy, a ofiary objęło inwigilacją Pegasusem. To jest właśnie obrona kobiet. Tak zachowanie polityków koalicji wobec wydarzeń w Piasecznie ocenia Jarosław Kaczyński. Na tragedii ludzkiej chcą budować kapitał polityczny. Mówią rządzący, według których PiS broni partyjnych interesów. Polska, Francja, Węgry są przeciw, ale to może być za mało, by zablokować umowę handlową z państwami strefy Mercosur. Umowa wprowadzi na unijne rynki żywność produkowaną taniej, ale w dużo słabszych sanitarnych i jakościowych reżimach. Rolnicy w niektórych krajach boją się o swoją pozycję, a jutro w Brukseli czas decyzji. A poza żywnością na tej glebie rośnie także polityczny plon. Franciszek Nowak ma 500-hektarowe gospodarstwo w Wielkopolsce i hodowlę bydła mlecznego. Będzie na jutrzejszym proteście w Warszawie przeciwko umowie z Mercosur. Europa produkuje najdrożej na całym świecie. I teraz jest koniec i nie ma o czym dyskutować. I to, że my się obawiamy, to dlatego, że jesteśmy rozsądni. Nierozsądni są politycy, bo od dawna powinni mówić rolnikom, co ich czeka. To już kolejny tydzień rolniczych protestów przeciwko umowie handlowej Unii z krajami Ameryki Południowej. Podobne odbywały się dziś w Paryżu czy w Grecji. Jesteśmy po tej samej stronie jako rząd co rolnicy. Wczoraj unijni ministrowie rolnictwa rozmawiali w Brukseli o klauzulach ochronnych. Ustalono, że hamulec będzie zaciągany, gdy ceny rodzimych produktów wrażliwych, jak np. wołowiny, spadną już o 5%, a nie 8%, jak początkowo proponowano. Chodzi np. o przywracanie ceł w przypadku nagłego wzrostu importu z krajów Ameryki Południowej. My chcemy zablokować tę umowę. Z drugiej strony jeśli nie będzie mniejszości blokującej, to musimy przygotować odpowiednie klauzule ochronne. Polska jest piątym producentem wołowiny w Unii i zarazem drugim eksporterem. 80% naszej produkcji trafia za granicę. To, czego się obawiamy, to tej nieuczciwej konkurencji. Tego, że my tu w UE, w Polsce musimy spełniać bardzo wysokie standardy bezpieczeństwa żywności, jakości żywności, co kosztuje. Wsparcie dla producentów wołowiny zapowiada też resort rolnictwa. Od rejtanizmu wolimy działania skuteczne, które są podejmowane. Takich słów od opozycji minister nie usłyszy. Pan minister Krajewski powinien podać się do dymisji, jeżeli umowa handlowa UE-Mercosur wejdzie w życie, bo minister Krajewski z PSL jest dzisiaj twarzą podpisywania fatalnej umowy. Politycy PiS, co mówię z wielką przykrością, kierują się demagogią, manipulacjami, a w wielu przypadkach również kłamstwami. Na dowód w resorcie rolnictwa odtworzono słowa polityków PiS z czasu, gdy negocjowali umowę z Mercosur. To Janusz Wojciechowski. Nie trzeba wprowadzać żadnych barier, jeżeli komuś się będzie opłacało przywieźć wołowinę z Argentyny i ją tutaj próbować sprzedać na tym rynku, który będzie wspierany takimi działaniami na rzecz właśnie tego lokalnego rynku, to proszę bardzo. Jutro w Brukseli sądny dzień dla umowy z Mercosur. Nad umową z Mercosurem jutro będzie głosowało 27 przedstawicieli państw członkowskich w Brukseli. Do jej zatwierdzenia potrzebna jest zgoda co najmniej 15 państw reprezentujących 65% populacji Unii. Dlatego decydujący głos będzie należał do Włoch. Przeciwko są Polska, Francja i Węgry. Do zablokowania potrzebne są Włochy, które się wahają. Rządzący przypominają, że tu wsparcie deklarował prezydent. Było spotkanie prezydenta z panią premier Meloni. Liczyliśmy, że wtedy już będą pozytywne informacje. Kancelaria Prezydenta z kolei twierdzi, że narzędzia do zablokowania umowy daje preambuła prezydenckiego projektu ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego. Podstawą ustroju rolnego są gospodarstwa, i to gospodarstwa rodzinne, i te gospodarstwa polskie, rodzinne mają być chronione przed napływem produktów spoza UE. W Kancelarii Prezydenta oni się tak zagmatwali, tak zapętlili się w kozi róg, że sami nie wiedzą, co mówią. Nie wyobrażam sobie, żeby preambułą do ustawy ktokolwiek mógł zmieniać i wpływać na treść przepisów. Nie. To jest absurdalny pomysł. Prezydent jutro spotka się z protestującymi rolnikami. Gotowy do rozmów jest też minister rolnictwa. To jest "19.30", oto co jeszcze w naszym programie. Mróz w natarciu - uważajmy na wychłodzenia. Jestem ciepło ubrany i w taką pogodę bez ciepłego ubrania byłoby bardzo ciężko. Jak się chronić przed zimnem? Na cebulkę: ciepły podkoszulek, ciepły golf. Żeby się przytulić do osoby najbliższej, to też dużo ciepła. Donald Trump obiecał Amerykanom oczyścić kraj z nielegalnych imigrantów, ale chyba nie wspomniał, że będą ofiary w ludziach. W Minneapolis agent służb antyimigranckich strzelił w głowę 37-letniej Amerykance, a administracja Trumpa twierdzi, że w obronie koniecznej. Jest jednak zapis wideo i teoria służb słabo się broni. Kobieta osierociła troje dzieci, ludzie wyszli na ulice. To nagranie zna już cały świat. Agenci imigracyjni podchodzą do samochodu na jednej z ulic w Minneapolis. Gdy SUV próbuje odjechać, padają strzały. 2 lub 3 - od strony okna kierowcy. Samochód przejechał 9-12 metrów, uderzył w inny pojazd i w słup. Na miejscu chaos i panika - wszystko nagrywali świadkowie. Dokonałeś zbrodni. Zastrzeliłeś kogoś. Strzały padły w południowej części miasta podczas operacji wymierzonej w imigrantów. Władze federalne do metropolii wysłały 2 tysiące funkcjonariuszy. Oni właśnie zabili żonę tej pani. W tamtym samochodzie. Do sieci trafiło m.in. ten przejmujący film nagrany przez jednego ze świadków. Wyszedłem z domu. Zobaczyłem tę kobietę obejmującą ofiarę. To była jej żona. Miała twarz całą we krwi. A to już kolejne nagranie. Słychać na nim, jak jedna z osób podaje się za medyka i chce udzielić pomocy poszkodowanej. - Jestem lekarzem. - Nie obchodzi mnie to. To reakcja jednego z funkcjonariuszy ICE. Ofiarą jest 37-letnia Renee Nicole Good. Matka trojga dzieci zginęła od strzału w głowę. Jak podają amerykańskie media, kobieta chciała filmować działania agentów telefonem, by w ten sposób zapobiec ewentualnym nadużyciom. Po jej śmierci doszło do starć służb z mieszkańcami. Później wybuchły protesty. Dosadnie zareagował też burmistrz Minneapolis. ICE, wyp***cie z Minneapolis. Nie chcemy was tu. Macie dbać o bezpieczeństwo, a robicie dokładnie coś przeciwnego. Według departamentu bezpieczeństwa krajowego funkcjonariusz ICE oddał strzały rzekomo w obawie o własne życie. To był akt terroryzmu wewnętrznego. Kobieta zaatakowała ich i osoby wokół, próbując przejechać i staranować swoim pojazdem. A to reakcja amerykańskiego prezydenta. Ale to nagranie pokazuje dokładny przebieg zdarzeń. Samochód najpierw się cofa, jeden z agentów próbuje otworzyć drzwi, gdy auto próbuje wyminąć drugiego agenta, ten najpierw oddaje strzał przez przednią szybę, później kolejne przez otwarte okno kierowcy. Myślę, że to, co widzieliśmy dzisiaj, było morderstwem. Jedną z czołowych obietnic wyborczych Donalda Trumpa jest walka z nielegalną migracją. Narzędziem w rękach prezydenta są agenci ICE, słynący z brutalnych akcji. Sprzeciwiają się im nie tylko Demokraci, ale też tysiące Amerykanów. W czerwcu ubiegłego roku w Los Angeles wybuchły protesty i zamieszki po aresztowaniu kilkudziesięciu obcokrajowców przez agentów ICE. W odpowiedzi Trump wysłał do Kalifornii 5 tys. żołnierzy. Amerykańskie wojsko przejęło rosyjski tankowiec na północnym Atlantyku. Abordaż statku ma być reakcją na próbę wywiezienia w jego zbiornikach ropy z Wenezueli. Amerykanie twierdzą, że jednostka tylko udawała rosyjską, a w istocie była częścią wenezuelskiej floty, próbującej przełamać blokadę. Ale historia tankowca jest bardziej skomplikowana i cokolwiek przewoził, to raczej nie ropę. To nie jest kino akcji. A operacja amerykańskich wojsk, które zajęły tankowiec z tzw. floty cieni. Oficjalny powód? Jednostka łamała sankcje dotyczące handlu ropą. Statek został zajęty na północnym Atlantyku na podstawie nakazu wydanego przez sąd federalny USA, po tym jak został namierzony. Był to statek wenezuelskiej floty cieni, który przewoził ropę objętą sankcjami, a prezydent nie będzie tego tolerował. "Bella 1", powiązany z Wenezuelą i Iranem tankowiec, uciekł przed blokadą Wenezueli. Przez 2 tygodnie był ścigany przez amerykańskie okręty po Atlantyku. Uciekając z rejonu Karaibów, zmienił nazwę na "Marinera", a banderę z gujańskiej na rosyjską. Po pierwsze to był fałszywy rosyjski tankowiec. W zasadzie próbował udawać rosyjski tankowiec, by uniknąć sankcji. Jednostki floty cieni często zmieniają bandery i nazwy, utrudniając namierzenie, skąd naprawdę pochodzi ich ładunek. Tyle że w tym przypadku nie była to ropa. Był tankowcem, który wypłynął z portów irańskich, ale był tankowcem pustym. Najprawdopodobniej przewoził coś irańskiego lub rosyjskiego, mające wspomóc działania obronne Wenezueli. Mowa o tym amerykańskim ataku na Wenezuelę, w wyniku którego władzę w kraju utracił Nicolas Maduro, dyktator sprzyjający Rosji. Rosyjskie wsparcie było spóźnione. A "Bella 1", już pod rosyjską banderą i z przemalowaną nazwą, obrała kurs na port w Murmańsku. Ale cały czas śledziła ją Amerykańska Straż Przybrzeżna. Dopadła tankowiec tu, między Szkocją a Islandią. Akcja była szybka i precyzyjna, użyto sił specjalnych, przy wsparciu brytyjskiego RAF-u. Jest to objęty sankcjami bezpaństwowy statek, który ma długą historię nikczemnej działalności i bliskie powiązania z Iranem i Rosją. Rosja do ochrony tankowca miała wysłać na Morze Północne swoje siły, ale żadnych działań obronnych nie było. Jest protest i takie oświadczenie rosyjskiej dyplomacji. To dość miękka reakcja - ocenia ekspert. Do tej pory Rosja była inicjatorem pewnych zagrożeń i my, Zachód czy USA, reagowaliśmy na to. Od pewnego czasu USA przejęły inicjatywę i prowadzą różnego rodzaju operacje mające na celu pozbawić Federację Rosyjską sojuszników. Amerykanie są zdeterminowani. Ta siła nacisku będzie kontynuowana, jak podkreślił sekretarz Rubio. Nasze wojsko jest gotowe to kontynuować. Kolejny tankowiec "Sophię" Amerykanie przejęli na Morzu Karaibskim. Zima zabieliła krajobrazy i to się może podobać. Gorzej z mrozem, bo miejscami to już nie przymrozki, a mróz trzaskający, i to przez całą dobę. Gdy temperatura naszego ciała spadnie poniżej 35 stopni Celsjusza, kończą się żarty, a zaczyna hipotermia. Sprawy tak daleko pewnie nie zajdą, ale są rady sporo warte, nawet gdy aktualne przez trzy miesiące w roku. Jak się nie dać zimie? Każdy radzi sobie, jak może. Wychłodzenie organizmu może być bardzo niebezpieczne. To jest głębokie obniżenie temperatury ciała, takie, które może spowodować duże zaburzenia w funkcji pracy narządów wewnętrznych. Czyli hipotermia. Mamy z nią do czynienia, jeśli temperatura ciała spadnie poniżej 35 stopni. Wtedy wystarczy niespełna 20 minut, by doszło do uszkodzenia płuc, a w konsekwencji śmierci. Dlatego konieczne jest szybkie działanie. Odizolować osobę od wiatru, od środowiska zewnętrznego. Jeśli mamy, to użyć podstawowego koca NRC czy koca życia. Zadbać o te miejsca, gdzie tracimy najszybciej ciepło, czyli głowa, kark. Ogrzewać zziębniętą osobę najlepiej stopniowo. Nie wykonywać gwałtownych ruchów jak nacieranie albo próby rozgrzania poprzez gwałtowne ruchy ramion czy nóg, bo możemy zrobić więcej szkody niż pożytku. Na tej mapie zaznaczyliśmy miejsca, gdzie w najbliższych godzinach obowiązują ostrzeżenia przed silnym mrozem. W kolejnych dniach zima nie odpuści. Jest mi trochę zimno w nogi przez ten śnieg padający. Z myślą o tych, którzy marzną, w łódzkim Ozorkowie stanęły , kojarzone z minionymi latami, jednak w prostocie swej skuteczne, koksowniki. Tak powinno być wszędzie, na każdym przystanku powinno to być. Myślę, że koksowniki są potrzebne, ponieważ jest minusowa temperatura. A jak koksowników brak - przyda się strategia ubraniowa na cebulkę. Dłużej się człowiek rozbiera, ale jednak cieplej. Trzeba mieć ciepłą bieliznę, sweter i kurtkę, taką sportową najlepiej, czapkę i rękawiczki. - Na cebulę? - Na cebulę! I ciepłe buty. No przecież nie mamy mrozów po -40. Ale i przy -20 można porządnie zmarznąć. Dlatego dobrze też rozgrzewać się od środka. Dużo białka, ciepłe napoje, zupy i przyprawy. Pieprz, kapsaicyna dokładnie - w pieprzu piperyna, w ostrej papryce. Mamy cynamon, mamy goździki, kardamon, kurkumę. Możemy też podpatrzeć sposób od niektórych zwierząt, starać się wykonywać jak najmniej zbędnych ruchów. Zwierzęta w czasie takich silnych mrozów oszczędzają energię. W czasie mrozów ograniczają ruchliwość, ograniczają nawet spożycie pokarmu, po to żeby nie wydawać energii na ruch. Starają się gdzieś przeczekać, leżą sobie, przeżuwają. Byle do wiosny. Karkonosze gotowe na zimowe ferie. Zima się postawiła i daje z siebie wszystko, jest śnieg na stokach, mróz jak trzeba i wielkie oczekiwanie na dobry sezon. Turyści nie zawiodą, nie wiadomo tylko, co ze zdrowym rozsądkiem, bo lokalne służby mają swoje doświadczenia z brakiem czyjegoś. Jak uniknąć dosłownie białego szaleństwa? Takiej zimy dawno w Sudetach nie było. W Jeleniej Górze nad ranem temperatura spadła do -20,5 stopnia. To było dziś najzimniejsze miasto w Polsce. Na Hali Izerskiej w Karkonoszach było nawet -30. To warunki, które na górskich szlakach mogą okazać się trudne nawet dla doświadczonych turystów. Ci, którzy w góry wychodzą rzadko, powinni posłuchać rady pana Pawła. Nastawienie było bardzo pozytywne, ale w połowie drogi się zmieniło. Jednak brakuje kondycji, trzeba się przygotować do takiego marszu. Turystów w górach sporo już dziś, ale prawdziwe tłumy pojawią się tu za tydzień. Liczymy się z tym, że ferie możliwe, że pobiją kolejny rekord popularności w Karkonoszach. Dlatego ratownicy Karkonoskiej Grupy GOPR już dziś apelują do tych, którzy planują odpoczynek w górach, o rozsądek. Góry odwiedza coraz więcej ludzi i z roku na rok coraz więcej potrzebuje pomocy ratowników. W 2025 interweniowali oni 650 razy, 10% więcej niż w roku poprzednim. Z kłopotów uratowali prawie 850 osób. Okres ferii zimowych w zeszłym roku był dla nas wyjątkowo trudny pod względem liczby wypadków. Tych zdarzeń było 25% więcej. Dlatego taki sprzęt, kiedy szlaki są zaśnieżone, a częściowo oblodzone, to podstawa. Raki, raczki, kije trekkingowe i mądrze spakowany plecak to coś, co na szlaku każdy powinien mieć ze sobą. Ciepłą herbatę, tak? Rękawiczki na zmianę, co jeszcze mamy? Odzież termiczna, jakieś przekąski. W górach pogoda zmienia się szybko, a silny wiatr może unieruchomić kolej linową. Dwa dni temu właśnie z tego powodu ratownicy musieli zwozić pięć osób, które utknęły na Śnieżce. Duże skoki temperatury i temperatury odczuwalnej to tutaj norma. W ciągu godziny, dwóch godzin temperatura może zmienić się o 10 stopni nawet. Dla turystów, którzy są nieprzygotowani - w górach szczególnie - to ma duże znaczenie. Zasady zdrowego rozsądku obowiązują też na stokach. Choć w Polsce kask obowiązkowo muszą nosić tylko dzieci do 16. roku życia, to głowę warto chronić bez względu na wiek i umiejętności. Kask to podstawa, my możemy dobrze jeździć, ale nie możemy brać odpowiedzialności za osoby, które jeżdżą za nami. Ferie już niedługo, warto zaplanować podróż samochodem. Ruch będzie zdecydowanie większy niż dzisiaj, a zimowe warunki wymagają od kierowców większego skupienia i ostrożności. Są w języku polskim słowa z potencjałem. Rada Języka Polskiego obliczyła, którego używaliśmy z najbardziej rosnącą ochotą, i już wiadomo, że słowem roku 2025 jest dron. Językoznawcy wiedzą dlaczego i równie dużo w tej naszej fascynacji dronem technologicznych zachwytów, co przerażenia zdjęciami z okopów. Słów pretendentów było więcej, a przy każdym ciekawe skojarzenia. Tak wyglądało ogłoszenie zwycięzcy. Z ponad 21 słów, których użycie najbardziej wzrosło w minionym roku, Rada Języka Polskiego wybrała "drona". Myślimy o dronie, myślimy dlatego, że nam media dron podsuwają, ale też dlatego, że widzimy w nim zagrożenie, zagrożenie jest czymś, co przyciąga uwagę. Tak wyglądało podium. "Dron", "weto" i "kosmos" to słowa, które zażarcie ze sobą walczyły. Internauci też wybrali właśnie te słowa, choć tu zwyciężył "kosmos". Pierwsza trójka bardzo wyrównana, jako osoba, która liczy głosy, nie wiedziałem, kto wygra, aż do oddania ostatniego głosu. Na zwycięstwo słowa "dron" w minionym roku wielkie znaczenie miała ta noc. Z 9 na 10 września aż 19 bezzałogowców wystrzelonych przez Rosję przekroczyło polską granicę. Wszyscy o tym mówią i stanowi ważne zagrożenie dla nas. Pozytywne, służy do nagrywek, zabawy. Takich pozytywnych skojarzeń z "dronem" jest coraz mniej, a słowa używamy bardzo często. Dlatego zwyciężyło. Coś, co kiedyś było zabawką, przyjemnością, teraz zamieniło się na sprzęt wojenny, skojarzenia wojenne, na kwestie związane z bezpieczeństwem, emocjami dotyczącymi życia. "Dron" pochodzi od angielskiego "drone" czyli truteń. Nie bez znaczenia jest ten charakterystyczny dźwięk. Ale dziś dron to rewolucja w sztuce wojny. To jest przyszłość, jak 100 lat temu lotnictwo zmieniało świat, tak dziś lotnictwo bezzałogowe. Od tego już się nie da uciec, jak od telefonów czy komputerów. Mogą nam się wydawać prymitywne, ale są skuteczne. Popularność słowa "kosmos" nie budzi wątpliwości. To efekt sukcesu Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. Więcej kontrowersji wiąże się ze słowem "weto". Prezydent sprawuje urząd od kilku miesięcy, a już to weto zdążyło zdobyć wielką dynamikę wzrostu. Byłoby dobrze, gdyby słowami roku były słowa lekkie, rozrywkowe, zabawne, które pokazują jaśniejszą stronę naszego życia, np. szponcić. "Szponcić", czyli "kombinować", "wygłupiać się", to Młodzieżowe Słowo Roku ogłoszone miesiąc temu. Dla młodych świat wydaje się weselszym i bezpieczniejszym miejscem. Jest z nami od kilku lat i co roku odnawia swoją osobowość coraz bogatszą w nowe umiejętności. Podsuwa nam wygenerowane treści i obrazy, łudzi ich wiarygodnością, na razie częściej bawi niż straszy, ale już się z nią zaprzyjaźnili oszuści i hejterzy. Ma też szlachetne oblicze rządowych aplikacji, ale eksperci coraz częściej pytają, czy nas wspiera, czy rozczarowuje. Dokąd nas poprowadzi sztuczna inteligencja? Nowy rok i nowe rozwiązania technologiczne. Polska, jako pierwszy kraj w UE, udostępnił w rządowej aplikacji wirtualnego asystenta opartego na sztucznej inteligencji. To krok w stronę nowej generacji usług, które są proaktywne, zrozumiałe i zawsze dostępne. Jak zastrzec numer PESEL? Gdzie można wymienić dowód osobisty? Co robić w razie zagrożenia? Wirtualny asystent odpowie na pytania, ale sam zastrzega i informuje. Mogę się mylić, więc sprawdzaj ważne informacje w źródłach. Bo chociaż magazyn "Time" wyróżnił architektów sztucznej inteligencji tytułem Człowieka Roku, to modele AI to nadal rozwiązania mocno niedoskonałe. Rok 2025 uważam za rok korekty, w którym doświadczyliśmy wielu negatywnych skutków tej technologii, a mało zobaczyliśmy tego, co było obiecywane. Czyli wsparcia np. w rozwoju nauki czy medycyny. A AI kojarzy nam się z czymś innym. Jakieś oszustwa, podszycia się pod inne osoby. Dziennikarz Witold Tabaka przyznaje, że reporterzy programów, które w TVP Info weryfikują informacje, niemal codziennie stykają się z nagraniami stworzonymi przez sztuczną inteligencję, których celem jest dezinformacja. Najgorsze w tej chwili wydaje się to, że coraz częściej świadomie manipulują politycy i to oni generują tego typu filmy. A oczekiwania są o wiele większe, tym bardziej że w sztuczną inteligencję są inwestowane jak najbardziej prawdziwe pieniądze. W Stanach zwłaszcza, już na jesieni 2025 bardzo dużo się mówiło o tym, że AI to jest technologia przeinwestowana, że biznes nie jest do końca zadowolony z tego, co AI dała. Według badań tylko 10% rozwiązań związanych ze sztuczną inteligencją wdrażanych w firmach przynosi zysk. A obawy, że zastąpi nas we wszystkim, to science fiction. Dlatego że to człowiek jest w stanie się zorientować, że popełnia błąd, maszyna popełnianego błędu nie widzi, bo tam nie ma niczego, co by było w stanie widzieć czy rozumieć. Zdaniem ekspertów zniecierpliwienie inwestorów może popchnąć rozwój AI w dobrym kierunku. Może doczekamy rzetelnej debaty na ten temat. Otwartej, rzetelnej debaty na temat ograniczeń, zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją, na temat limitów, które znamy od wielu lat. A co na to wszystko sama sztuczna inteligencja? Czy powinienem się ciebie obawiać? Myślę, że nie ma powodu do obaw. Sztuczna inteligencja jest narzędziem, które ma wspierać ludzi, ułatwiać życie i rozwiązywać problemy. A to na ile jej zaufamy, zależy od naszego zdrowego rozsądku i... inteligencji. Poseł PiS Henryk Kowalczyk gościem Justyny Dobrosz-Oracz w "Pytaniu dnia". A u nas to wszystko, dziękuję za uwagę, dobrego wieczoru.