Koszmarny wypadek legendarnej Lindsey Vonn, helikopter zabrał ją z olimpijskiej trasy. Zmarło już ponad tysiąc osób. Sezon grypy w pełni, GIS alarmuje. Marszałek kontra prezydent, czyli napięcie przed Radą Bezpieczeństwa Narodowego. Monika Sawka, dobry wieczór. Aleksandra Król-Walas w dobrym stylu przeszła kwalifikacje. W ćwierćfinale rywalizacji snowboardowego slalomu równoległego popełniła jednak błąd i odpadła. O jedną z tyczek zahaczyła też Lindsey Vonn. Największa gwiazda igrzysk z protezą w jednym kolanie, z zerwanym więzadłem w drugim, wystartowała mimo urazu. Skończyło się tragicznie. Amerykanka rozbiła się podczas zjazdu. Wszyscy zamarli, bo dla legendy to mógł być ostatni start w karierze. Pędziła 130 km/h. Goniąc historię, przekraczała kolejną barierę. Jechała ostro, ryzykowała. Z ogromną prędkością wyskoczyła na wzniesieniu. Lecąc, zahaczyła ręką o bramkę. Włożyła rękę w płachtę bramki, przez co ją obróciło i wylądowała już na dziobach, przerzuciło ją przez głowę, nogi jej się tam niestety powyginały. Nie wyglądało to niestety dobrze. Gdy upadała największa gwiazda igrzysk, kibice w Cortinie d'Ampezzo zamarli. Zamiast wrzawy - cisza. Cisza na widowni była dewastująca, wielu ludzi przychodziło, przytulało mnie, płakało. Modlę się, aby była bezpieczna i aby otrzymała potrzebne leczenie. To smutna wiadomość. Na stoku było słychać tylko krzyki Amerykanki. Błagała, żeby wypiąć ją z nart, bo wiązania nie puściły. To absolutnie najgorsze, co mogło się wydarzyć. Jesteśmy tak zgraną grupą. Lindsey jest dla nas wszystkich naprawdę ważną przyjaciółką i mentorką. Widzieć jak cierpi, jest naprawdę przykre. To miał być finał jej niezwykłego wyzwania, które rzuciła sobie i swojemu zdrowiu. W jednym kolanie ma protezę, w drugim tuż przed igrzyskami zerwała więzadło podczas Pucharu Świata. Zamiast rehabilitacji, postawiła na ciężkie treningi i start w ortezie. Nazywali ją właśnie bohaterką, zawodniczką, która się nie poddaje, zawodniczką zbudowaną z nie wiadomo czego. Drudzy poddawali pod wątpliwość, czy to jest odpowiedzialne. Bo to prawdopodobnie ostatni start w karierze Amerykanki. Słowa wsparcia dla Lindsey Vonn płyną z całego sportowego świata, nie zabrakło ich również na igrzyskach. Współczuję jej, mam nadzieję, że nie jest tak źle, jak wyglądało. O pechu może mówić Aleksandra Król-Walas. Polka była jedną z naszych nadziei na medal. Przez większość zjazdu prowadziła, jednak tuż przed metą popełniła błąd, który kosztował ją brak awansu do półfinału. Najechałam zbyt agresywnie, trafiłam w stożek, postawiło mnie i przez to wytraciłam prędkość do samej mety, gdzie było już płasko. Czasu nie cofnę. Swój najlepszy moment przeżywała nasza skoczkini narciarska Anna Twardosz. Olimpijski debiut zakończyła na 10. miejscu. To najlepszy polski wynik w historii kobiecych skoków narciarskich. Wiedziałam, że ten skok jest dobry, może nie jakoś super rewelacyjny, ale był dobry i takie mnie dopadły emocje tutaj na wybiegu, że łzy w oczach. Bo skocznie w Predazzo są szczególne dla Polaków. To tu w 2003 roku Adam Małysz zdobył podwójne złoto mistrzostw świata. Pamięć tamtych dni wciąż żyje w kibicach. W sporcie wszystko jest możliwe, tutaj trzeba wierzyć, walczyć do samego końca i ja tak postaram się zrobić ze wszystkich sił. Czy Predazzo znów będzie szczęśliwe dla naszych skoczków, dowiemy się już jutro o 19:00 w Telewizyjnej Jedynce. Grypa w natarciu. Jest jej nowy wariant i zakażeń przybywa. Tylko w tym tygodniu zgłoszono 150 tysięcy nowych zachorowań. Z grypą nie ma żartów, choć wiele osób ją lekceważy, traktując jak zwykłe przeziębienie. Dla niektórych może być śmiertelnie niebezpieczna. W tym sezonie zmarło już ponad tysiąc osób. Na szczepienie wciąż nie jest za późno. A to gwarancja na uodpornienie albo łagodny przebieg choroby. Grypa i powikłania zabiły już 1061 osób. Takie dane, od września do początku lutego, podaje "19.30" Główny Inspektor Sanitarny. W tej chwili mamy szczyt fali, jesteśmy w ciągu tych dwóch tygodni w najwyższej liczbie zachorowań. Szczyt tej fali widać w szpitalach. Bardzo dużo. Praktycznie cały czas, w każdym oddziale, mamy pacjentów z grypą i codziennie zgłaszają się do SORu pacjenci z grypa albo jej powikłaniami. Część placówek, jak ta w Łodzi, ogranicza odwiedziny. Wprowadziliśmy obostrzenia w odwiedzinach chorych. Bardzo prosimy, żeby pacjentów odwiedzała tylko jedna osoba, w maseczce. Osoby z objawami w ogóle nie mają wstępu na oddziały. Najlepszą tarczą przeciw wirusom pozostają szczepienia. Absolutnie nie jest za późno. Oczywiście trzeba poczekać kilka dni, żeby nasz organizm zyskał odporność. Natomiast dzięki temu możemy zachorować, ale ewentualna choroba będzie miała słabszy przebieg, nie będziemy musieli jechać do szpitala. Są darmowe szczepienia dla kobiet w ciąży, dla dzieci do 18. roku życia, dla seniorów powyżej 65. roku życia. Seniorzy już zrozumieli, że się trzeba szczepić. W tym sezonie zaszczepiły się ponad dwa miliony Polaków. To rekord ostatnich lat, ale wciąż mało, i zdaniem szefa GIS, nie to wpłynęło na liczbę zachorowań. Większe znaczenie miały ferie. Przez dwa tygodnie dzieci nie chodziły do szkoły i widzimy to wyraźnie, że to jest największy czynnik redukujący liczbę zachorowań, ponieważ dzieci chorują lżej i nie trafiają do szpitali, ale od dzieci zarażają się dorośli. To szczególnie niebezpieczne dla osób w wieku 50+, a zwłaszcza po sześćdziesiątce. Co nie znaczy, że dla młodszych grypa nie jest śmiertelnie groźna. Nie jesteśmy w stanie w stu procentach przewidzieć. Nawet jak ktoś jest młody, zdrowy, bez obciążeń, to może się zdarzyć, że w przebiegu grypy dojdzie do powikłań kardiologicznych, neurologicznych i dojdzie do zgonu. Aby nie przykładać się do rozprzestrzeniania wirusa, trzeba przestrzegać tych najważniejszych zasad. Po pierwsze, w większych skupiskach ludzi nosić maseczkę. Po drugie, w przypadku objawów wykonać test. To pozwoli szybciej rozpocząć leczenie i nie przekazywać wirusa dalej. Bo trzecia zasada to właśnie izolacja. Chory musi zostać w domu. To szczególnie ważne w przypadku dzieci. Wysyłanie dzieci do szkoły czy do przedszkola, które są chore, jest absolutnie nieodpowiedzialne. Wiele nauczyła nas pandemia COVID. To też ogranicza infekcje. Mycie rąk, dystans. Widuje się w tej chwili na przykład osoby, które mają lekką infekcję, że do przestrzeni publicznej, jeżeli muszą, udają się z maseczką. I to procentuje. Jak co roku zmagamy się z falą grypy, ale bilans tego sezonu jest lepszy niż przed rokiem. Zachorowało o 260 tys. osób mniej. Jest też pół tysiąca mniej ofiar śmiertelnych. Oglądają państwo "19.30", w programie jeszcze m.in.: Bałtyk zamarza. Pierwszy raz od bardzo dawna. Ja tu pracuje od 2019 roku i jeszcze czegoś takiego nie widziałem. W tym roku nas zima zaskoczyła. Morze zamarznięte, to jeden jedyny raz, by coś takiego zobaczyć. Powstała nawet lodowa autostrada. To nie tylko zabawa, bo czasami trzeba jej użyć, by dostać się na inną wyspę, nie ma innej opcji. Inną opcją są statki, ale przy tej pogodzie to niewykonalne. Marszałek Sejmu kontra prezydent i kontrowersyjna lista tematów zwołanej na środę Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Obok Rady Pokoju Donalda Trumpa i miliardów dla Polski z programu Safe, Karol Nawrocki chce rozmawiać o "wschodnich kontaktach" Włodzimierza Czarzastego. Ja jestem czysty - odpowiada marszałek Sejmu. I przekonuje, że nie da się zastraszyć. Rządzący mówią o brudnej politycznej grze. Bardzo się cieszę, że otwieramy Radę Bezpieczeństwa Narodowego. To Rada Bezpieczeństwa Narodowego zwołana przez Karola Nawrockiego we wrześniu, po tym jak polską przestrzeń powietrzną naruszyły rosyjskie drony. Kolejna już w środę. Czym będzie ten RBN w tym tygodniu? Ja mam nadzieję, że nie będzie politycznym teatrem prezydenta Nawrockiego. Obawy rządzących budzi agenda RBN, a zwłaszcza ostatni jej punkt - "wschodnie kontakty towarzysko-biznesowe" marszałka Sejmu. Co w tej sprawie wiemy, co w tej sprawie zrobiono, czy sprawa jest absolutnie czysta. Panie prezydencie, ja jestem czysty, a pan? Włodzimierz Czarzasty w odpowiedzi chce rozszerzenia posiedzenia RBN o dyskusję o kontaktach prezydenta ze środowiskami pseudokibiców oraz sprawę sopockiego Grand hotelu. On chciał uciec od tych trudnych pytań, na które nie udziela odpowiedzi od kilku tygodni. Komentuje PiS, który w sprawie marszałka Czarzastego chce tajnego posiedzenia Sejmu. To jest czynienie z RBN miejsca do jakichś miałkich politykierskich rozgrywek. RBN to jest miejsce, gdzie powinniśmy rozmawiać o najważniejszych sprawach dla bezpieczeństwa w sposób godny i poważny. To jest zabawa chłopaków w krótkich spodenkach. Prezydent gra do jednej bramki z PiS - komentują rządzący. I spodziewają się, że środowe posiedzenie RBN będzie polityczną próbą sił dwóch obozów. A siły w najnowszym sondażu IBRIS rozkładają się po równo. Koalicja Obywatelska ma ponad 8 p.p. przewagi nad PiS-em, który traci. PSL pierwszy raz od dawna przeskakuje wyborczy próg. W przeliczeniu na mandaty rządzący mają ich tyle samo, co opozycyjne partie prawicowe. Szklanka jest do połowy pusta albo pełna. Przed nami absolutnie szansa na to, aby swoją pracą przekonać Polki i Polaków. Za dużo się kłócicie? Myślę, że to zawsze bardzo skomplikowane. A ja uważam, że lepsze notowania będziemy mieli wtedy, kiedy będziemy bardziej skupieni na naszym programie. W PiS-ie trwa frakcyjna i zarazem publiczna walka o kandydata na premiera. Nazwisko mamy poznać wiosną. Chcemy przejść do ofensywy politycznej. Ona musi wiązać się z ofertą personalną. Nie chcemy, żeby Polacy kupowali kota w worku. Prezes PiS chce młodego premiera, przed pięćdziesiątką. Ale chętni są też starsi politycy. Ja się stawiam do dyspozycji przede wszystkim narodu polskiego. Deklarował w piątek na spotkaniu z mieszkańcami Raciborza były premier. Ale ma przeciwników. Obsesyjne krążenie wokół Mateusza Morawieckiego. Ręce zaciera Konfederacja. PiS od dłuższego czasu nie ma Polakom nic sensownego do zaoferowania. PiS tymczasem kolejny raz puszcza oko do ludowców. Polska byłaby w innym miejscu, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo, o sytuację w służbie zdrowia, w gospodarce, gdyby premierem był Władysław Kosiniak-Kamysz, a nie Donald Tusk. W odpowiedzi padły zaskakujące słowa senatora klubu PSL. Bylibyśmy gotowi rozmawiać z PiS o wspólnym rządzie pod jednym warunkiem, że prezesem PiS nie będzie Jarosław Kaczyński. Słowa zadziwiły pozostałych ludowców. Jak księżyc przestanie świecić albo zima będzie latem - o czym rozmawiamy, to jest political fiction. Zdecydowanie zaprzeczam jakimkolwiek rozmowom. Wybory w przyszłym roku jesienią. Jest list gończy, w przyszłym tygodniu prokuratura złoży wniosek o wydanie europejskiego nakazu aresztowania Zbigniewa Ziobry. Były minister sprawiedliwości przed wymiarem sprawiedliwości ukrywa się na Węgrzech, gdzie dostał polityczny azyl. Twierdzi, że nie chodzi o prawo, tylko polityczną nagonkę. Innego zdania jest prokuratura, która chce Ziobrze postawić 26 zarzutów. W tym ten najpoważniejszy - kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Zbigniew Ziobro na antenie medialnej przybudówki PiS-u kontynuuje swój spektakl. Poszukiwany listem gończym zadzwonił na numer podany na stronie policji. Żurek zorganizował cyrk, więc odegrał rolę w tym cyrku Ziobro. Ale to nie minister sprawiedliwości zdecydował o 3-miesięcznym areszcie dla polityka PiS-u, tylko niezależny sąd - przypominają rządzący. Nie wiem, czy żartuje, ja myślę, że on jest przerażony. Zarzuty, które stawia prokuratura, są poważne, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Zachodzi duże prawdopodobieństwo, iż podejrzany Zbigniew Ziobro popełnił 26 przestępstw. Zbigniew Ziobro przed wymiarem sprawiedliwości ukrywa się na Węgrzech. W Budapeszcie spotkał się z prorosyjskim premierem Orbanem, który przyznał mu azyl. Wcześniej czy później wymiar sprawiedliwości odezwie się, zapuka do drzwi pana Ziobry, gdziekolwiek on będzie, czy to w Budapeszcie, czy w Moskwie, czy w Warszawie. Na razie z Budapesztu próbuje zastraszyć niezależnych sędziów, tylko dlatego, że wydali decyzje nie po myśli polityka. Wierzę, że będę miał się coraz lepiej, by w przyszłości tych ludzi posadzić do więzień. Łącznie z prezes sądu okręgowego. Nie wiem, czy do aresztu będzie wsadzana, ale na pewno do więzienia. Stworzył ten system łajdactwa, system zastraszania, system niszczenia ludzi i jest za to odpowiedzialny, a teraz mierzy się z zarzutami czysto kryminalnymi. I strasząc, próbuje się bronić - dodają rządzący. W sieci były minister przekonuje, że jest niewinny, bo prawa przestrzegał. Kiedy Ziobro był ministrem sprawiedliwości, to prawo łamał, to już jest zawarte w wyrokach, mamy osoby skazane w aferze Funduszu Sprawiedliwości. Co ważne, skazani przyznali się do winy. Prokuratura dysponuje także obszernymi zeznaniami Tomasza Mraza, byłego dyrektora funduszu, który w TVP Info szczegółowo opisywał, jak w prywatnym domu Ziobry, w obecności jego żony, rozdzielane były pieniądze na prawicowe i katolickie organizacje. Pomiędzy lodami serwowanymi przez panią Patrycję a wodą Borjomi, minister lekką ręką rozdzielił kilka milinów pomiędzy trzy podmioty. Co by było, gdyby nie było Funduszu Sprawiedliwości? Zadawanie takich pytań jest obrazą logicznie myślących ludzi. Tylko że fundusz miał pomagać ofiarom przestępstw, a stał się skarbonką wyborczą. Miliony trafiały do okręgów wyborczych, z których startowali ziobryści. I tu politycy PiS niezwiązani ze Zbigniewem Ziobro mają zastrzeżenia. Można najwyżej stawiać pytanie, czy inaczej nie powinny być organizowane konkursy w ramach Funduszu Sprawiedliwości. Karma wraca niestety, skrzywdził wiele osób, prawników, lekarzy, już nie mówię o demolce, którą do tej pory musimy naprawiać w systemie sprawiedliwości. Liczę na was. Mówił Zbigniew Ziobro tuż po przegranych przez PiS wyborach. W Budapeszcie polityk czeka na wydanie europejskiego nakazu aresztowania. Rosyjskie bombardowania systemu energetycznego Ukrainy doprowadziły do dramatycznej sytuacji w stolicy. Prąd dostępny jest w Kijowie przez zaledwie dwie godziny dziennie. Mieszkańcy żyją w nieludzkich warunkach. Presję na oba kraje wywiera Donald Trump. I wyznacza termin na osiągnięcie porozumienia kończącego wojnę. Proponuje, by strony dogadały się do czerwca. Chersoń i Odessa. Terror Kremla na ukraińskiej ziemi trwa. Rosjanie na centrum Kramatorska zrzucili dwie bomby lotnicze. Uszkodziły co najmniej 11 budynków. Fala uderzeniowa, huk, wszystko zaczęło się rozpadać. Moskwa tylko w ciągu ostatniego tygodnia zaatakowała Ukrainę dwoma tysiącami bezzałogowców i ponad tysiącem bomb. Mieszkańcy stolicy niemal każdej nocy koczują w metrze, dopóki nie ustaną syreny alarmowe. Rosjanie zmuszają nas do funkcjonowania w nieludzkich warunkach. Nieludzkie warunki także w kijowskich mieszkaniach. Po ostatnich atakach energia elektryczna w stolicy dostępna jest zaledwie przez dwie godziny dziennie. Ponad tysiąc budynków nie ma ogrzewania, a na dworze mróz. Co się dzieje? Masz zimne rączki? Rodzina Dawydenków od tygodnia nie ma prądu. Kaloryfery są zimne od dwóch. W mieszkaniu zaledwie dwa stopnie na plusie. Dlatego noce spędzają w swojej niewielkiej kawiarni, w której mają generator prądotwórczy. Mimo takich warunków nie chcą wyjechać ze stolicy. Moment, w którym zdecydujemy się opuścić Kijów, nastanie dopiero, gdy rosyjskie wojsko znajdzie się kilkanaście kilometrów od miasta. Władze stolicy poinformowały, że prąd w tym miesiącu dostarczany będzie przez 4-6 godzin dziennie. Poważnie uszkodzona została m.in. jedna z głównych elektrociepłowni w dzielnicy Darnica. Naprawa zajmie około dwóch miesięcy. Rosjanie ostrzeliwują nasz sektor energetyczny. Z jakiegoś powodu uważają, że w ten sposób mogą nas złamać i skłonić do przyjęcia korzystnych dla nich warunków. Warunki zakończenia wojny omawiano w Abu Zabi. Przy jednym stole zasiedli przedstawiciele Ukrainy, Rosji i USA. Mieliśmy bardzo dobre rozmowy. Donald Trump podtrzymuje narrację sukcesu, jednocześnie wywiera presję na Kijów i Moskwę. Amerykanie proponują, by strony zakończyły wojnę na początku tego lata. Ukraiński wywiad poinformował, że Kreml za plecami Kijowa kusi Waszyngton, by przeciągnąć go na swoją stronę i proponuje umowę gospodarczą wartą 12 bilionów dolarów. Kolejne trójstronne rozmowy najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu w Miami. Te w Zjednoczonych Emiratach Arabskich choć nie przyniosły przełomu, doprowadziły do wymiany jeńców wojennych. Pierwszej od 5 miesięcy. To prawdopodobnie najszczęśliwszy dzień w moim życiu. O cudzie mówi z kolei rodzina Nazara Daletskiego. Bo ukraiński żołnierz miał zginąć na froncie w pierwszych miesiącach pełnoskalowej wojny. Teraz okazało się, że żyje. Był jednym ze 157 uwolnionych jeńców Kremla. Nie żyje Edward Linde-Lubaszenko - wybitny aktor filmowy i teatralny, wykładowca. Miał 86-lat. Zagrał w takich produkcjach jak "Psy", "Stawka większa niż życie" czy "Układ Krążenia". Widzowie Telewizji Polskiej mogą go kojarzyć także z "Ojca Mateusza", "Barw Szczęścia" czy "M jak Miłość". I można by tak wymieniać bez końca, bo jego dorobek to ponad pięć dekad pracy artystycznej. Za swoje osiągnięcia został uhonorowany m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Od 1973 roku związany był z Teatrem Starym w Krakowie. Lód skuł Morze Bałtyckie. Powierzchnia pokrywy lodowej jest niemal największa w historii pomiarów. Na tyle gruba, że można po niej jeździć samochodami. 17-kilometrową drogę wytyczyły władze Estonii. Przez lód nie mogą z kolei pływać promy. Dlaczego część kursów została odwołana? Takie sytuacje to nic nowego. 80 lat temu polska linia brzegowa Bałtyku pokryta była lodem po horyzont. I tak zakończyła się nasza podróż przez Bałtyk. Taki poranek mieli pasażerowie ostatniego rejsu ze Szwecji do Świnoujścia. 25 kilometrów od brzegu prom zatrzymał lód. Gruba, zwarta kra zablokowała drogę. Dopiero większa jednostka udrożniła korytarz. Pomału, bardzo pomału przedzieramy się. Ten prom ze Świnoujścia miał wypłynąć w piątek - ruszył dopiero dziś. Wszystko przez lód, który zapchał systemy chłodzenia statku. Nie byliśmy w stanie nadążać czyścić tych skrzyń ze względu na grubą pokrywę lodową i przechodzące statki. Wydawać by się mogło, że torują drogę, ale dla nas jest to największy problem. W lodową pułapkę wpadła część portów i statków, na przykład na Półwyspie Helskim. Tylko w Jastarni unieruchomionych jest co najmniej 30 kutrów. Połowów nie ma. W tym roku nas zima zaskoczyła. Trzeba było uciekać na Hel, bo Hel jest portem bezpiecznym. Tam on tak szybko nie zamarznie. Na plażach tak samo - tafla lodu. Wejście jest makabryczne tzn. lód, lód i lód. Raczki potrzebne są już nie tylko w górach. Można wejść bez raków, ale jest śmiesznie i zabawnie. Nie polecam. Mimo to skute lodem morze przyciąga. Zwłaszcza tych najodważniejszych. Dla mnie jest cudowne to morze zamarznięte, Bałtyk zamarzał już wcześniej. W 1947 roku prawie całe morze przykrył lód. W portach próbowano go rozbijać dynamitem. Dla mnie jest cudowne to morze zamarznięte, to jest jeden jedyny raz, kiedy można zobaczyć coś takiego, przepięknie jest. Na północy Europy idą krok dalej - w Estonii wyznaczono lodową drogę. 17 kilometrów po zamarzniętym morzu. Konieczność, bo lód sparaliżował ruch promów. To część naszej zimy, której można użyć, żeby odwiedzić inną wyspę. Musieliśmy takie rozwiązanie wdrożyć, bo nie było innego wyjścia. Nie boję się, ponieważ rozpoczynamy prace leśne w Vormsi i to szybsza droga, bo druga to statek. Jednak lód na drodze potrafi być zdradliwy - przekonali się o tym strażacy ze Świnoujścia. Zamiast wyjechać na akcję, o mało nie wjechali w remizę. Wszystko przez gołoledź. I to niech będzie przestrogą, bo kolejne dni przyniosą marznące opady. A teraz napięcia polityczne podczas sportowych zmagań. Wiceprezydent USA J.D. Vance został wygwizdany podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich. Z niechęcią przywitano też reprezentację Izraela. W Mediolanie sport coraz trudniej oddzielić od polityki, a olimpijska rywalizacja nabiera znaczenia wykraczającego daleko poza walkę o medale. Mediolan - to tu bije dziś serce światowego sportu, a najlepsi z najlepszych walczą o olimpijskie medale. W tym samym miejscu ze sportem zderzają się polityka i oczekiwania społeczne. Regularną bitwą z policją zakończyły się demonstracje na ulicach miasta. Protestujący nie zgadzają się z decyzją o organizacji igrzysk. Nie ma pieniędzy na piłkę nożną dla dzieci, na baseny dla dzieci, ale są pieniądze na igrzyska olimpijskie. Wielu Włochów, w tym organizacje antyfaszystowskie, wyszło na ulicę także przeciwko polityce Izraela wobec Gazy. Gwizdami przywitano izraelskich sportowców na stadionie. Najwięcej kontrowersji wzbudziło jednak to, że do Mediolanu razem z amerykańską delegacją przyjechali agenci antyimigracyjnej policji ICE, którzy pomagają zabezpieczać wiceprezydenta USA. Moim zdaniem ICE to współczesne Gestapo. Protesty w tej sprawie były już tydzień temu. Burmistrz Mediolanu wprost powiedział, że nie chce tu funkcjonariuszy ICE. To policja, która działa całkowicie nielegalnie, a do tego zabija ludzi. ICE do Włoch dotarło razem z całą delegacją z USA 14 samolotami. Wiceprezydent JD Vance i sekretarz stanu Marco Rubio po mieście przemieszczali się kolumną, która liczyła kilkadziesiąt samochodów. Kawalkadę można było zobaczyć m.in. tu po spotkaniu z włoską premier Giorgią Meloni, która budynek opuściła pieszo w towarzystwie kilku ochroniarzy. Spotkania na szczycie tu nie dziwią - mówią eksperci. Sport i polityka zawsze były ze sobą związane. Kiedyś mówiono, że ludzie potrzebują chleba i igrzysk. No i mamy tu igrzyska dosłownie i w przenośni. Poza tym też politycy wielokrotnie lubią się ocieplać wśród sportowców. Vance wzbudził zainteresowanie także na ceremonii otwarcia. Chwilę po tym, gdy pokazano go na telebimie, na trybunach rozległo się buczenie. Ta sytuacja zdziwiła Donalda Trumpa. To zaskakujące, bo ludzie go lubią. Cóż, jest teraz w innym kraju. Tu w kraju nie był wybuczany. Amerykańscy olimpijczycy pytań natury politycznej w Mediolanie też nie uniknęli. I nie wszyscy gryźli się w język. Tylko dlatego, że noszę flagę, nie znaczy, że reprezentuję wszystko, co dzieje się w USA. Zdaniem ekspertów, reakcje Europejczyków podczas wielkiej imprezy sportowej na przedstawiciela USA i politykę USA, jak w soczewce pokazują nastroje wobec relacji transatlantyckich. Donald Trump w swojej drugiej kadencji na pewno rozkołysał politykę międzynarodową i emocje ludzi na wszystkich kontynentach. W samych Włoszech Trumpa nie lubi ponad 77% badanych wg sondażu yougov. Więc to pokazuje, że to był wyraz sprzeciwu wobec polityki Trumpa, wobec jego polityki zagranicznej, ale także wobec polityki deportacyjnej. W Mediolanie są też polskie władze państwowe - prezydent Karol Nawrocki i minister sportu Jakub Rutnicki. W osobnych delegacjach. Dziękuję za wspólnie spędzony weekend. Za chwilę Pytanie Dnia. Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf jest Sławomir Nowak, były minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Spokojnego wieczoru.