Przenosiny - amerykańscy żołnierze przeprowadzają się z Jasionki do innych baz w Polsce. Krótka pamięć - czego nie chcą pamiętać politycy PiS? Załatwiacze z Grójca. Wpuścili do Polski tysiące migrantów. Zbigniew Łuczyński, "19:30", dobry wieczór. To nie wycofanie, a relokacja. Wojska amerykańskie w ramach planowanych zmian przenoszą się z Jasionki do innych miejsc w Polsce. Oprócz Jasionki, miejsc, w których amerykańscy żołnierze stacjonują w naszym kraju, jest kilkanaście. I tak np. amerykańscy pancerniacy są rozlokowani w Żaganiu, Skwierzynie, Świętoszowie, Drawsku Pomorskim, Bolesławcu i Toruniu. W Redzikowie mamy bazę obrony przeciwrakietowej, w Poznaniu mieści się stały garnizon. Amerykanie są też na wschodniej flance NATO w pobliżu Orzysza. W Polsce stacjonuje i nadal ma stacjonować ok. 10 tys. żołnierzy zza oceanu. Wojska amerykańskie pozostają w Polsce. Minister obrony narodowej uspokaja po tym, jak dowództwo armii USA w Europie i Afryce poinformowało o relokacji żołnierzy i sprzętu amerykańskiego z bazy w Jasionce. Hub w Jasionce to strategiczny punkt logistyczny, z którego płynie pomoc dla walczącej z Rosją Ukrainy. Amerykanie byli tu od początku pełnoskalowej wojny za naszą wschodnią granicą. Prawo i Sprawiedliwość za decyzję USA krytykuje polski rząd. Jeśli rząd nie potrafi tego wojska utrzymać albo nawet zwiększyć tej obecności, to bardzo źle. Zmiana była jednak zaplanowana od lipcowego szczytu NATO w Waszyngtonie. Sojusznicy wspólnie podjęli decyzję, że misja dostarczania wsparcia Ukrainie, że to będzie operacja NATO-wska, która będzie zabezpieczana przez poszczególnych sojuszników wyznaczanych przez dowództwo NATO. Powodem decyzji Amerykanów były też wysokie koszty utrzymania wojska w pobliżu lotniska w Jasionce, które nie jest obiektem militarnym. Co ważne - żołnierze armii USA pozostaną w Polsce i przeniosą się właśnie do baz wojskowych. Według szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego będą to m.in. bazy w Powidzu i Żaganiu. Zdaniem niektórych wojskowych obecność armii USA przy granicy z Ukrainą była kluczowa. USA, ich obecność, dawały taką przewagę, której Rosja nawet nie ośmielała się naruszać. Teraz Putin może się czuć w istocie zachęcony do różnego rodzaju prowokacji. Amerykanów zastąpili sojusznicy z Norwegii, Niemiec, Szwecji czy Wielkiej Brytanii. Jak czytamy w komunikacie MON - razem z własnym wojskowym sprzętem. A współpraca Polski z USA i NATO oraz znaczenie hubu pozostaje niezmienne. Nie oznacza to w żaden sposób redukcji wojsk amerykańskich w Polsce czy w Europie. Mówię o zapewnieniach ze strony amerykańskiej. Mam nadzieję, że one się zrealizują. A to nie jest wycofanie wojsk? Nie, to nie jest wycofanie wojsk. Pytania o wycofanie wojsk amerykańskich z Polski czy Europy pojawiają się jednak coraz częściej. Amerykańska stacja telewizyjna NBC News informuje o rozważaniach Pentagonu nad wycofaniem 10 tys. żołnierzy z Europy Wschodniej, a dokładniej z Polski i Rumunii. W czasie, gdy trwają rozmowy Trump-Putin. W te doniesienia nie wierzy Władysław Kosiniak-Kamysz. Przypomina tę wizytę amerykańskiego sekretarza obrony w Polsce. chciałbym, żeby amerykańskich żołnierzy w Polsce było więcej. Jak słyszymy, Amerykanie nie wyjeżdżają z Polski, mimo że ich misją była pomoc Ukrainie. To jest pozostanie żołnierzy, a nie ich wycofanie. Amerykańskich żołnierzy jest w Polsce ok. 10 tys. Więcej w Unii Europejskiej stacjonuje tylko w Niemczech i we Włoszech. Teraz przenosimy się do Waszyngtonu. Jest tam Marcin Antosiewicz. Tu nas sporo komentarzy po informacji stacji NBC, że USA rozważają wycofanie 10 tys. swoich żołnierzy z Europy Wschodniej. Jak na te doniesienia reaguje Departament Obrony? Nie dementuje ich. Sugeruje, że każda opcja jest możliwa. W odpowiedzi na nasze pytanie, czy Amerykanie myślą o redukcji wojsk w Europie Wschodniej, Pentagon odpowiada: obecnie trwa przegląd struktury wojskowej, ale żadna decyzja nie została jeszcze podjęta. Amerykańskie zaangażowanie w NATO jest silne, ale USA oczekują, że to europejscy sojusznicy będą przewodzić konwencjonalnej obronie Europy. Amerykanie obiecują zatem tylko parasol nuklearny. O żołnierzy na ziemi musimy postarać się sami. Kiedy niedawno w Warszawie był sekretarz obrony USA, miał zapewnić wicepremiera Kosiniaka-Kamysza i prezydenta Dudę, że, choć Amerykanie myślą, a redukcji wojsk to w Europie Zachodniej, a nie w Polsce. To jednak może się zmieniać jak wszystko ostatnio w Ameryce. Pozostajemy w temacie USA, a dokładniej wprowadzonych przez ten kraj 25-procentowych cłach na sprowadzane do nas samochody osobowe i lekkie ciężarówki, a także planowany na 3 maja podatek od części samochodowych i komputerów. To wszystko budzi niepokój w polskim sektorze motoryzacyjnym. Premier Donald Tusk spotkał się dziś z przedstawicielami branży. Od tego zaczynaliśmy, czyli od polskich traktorów. Jacek Pużuk kieruje firmą, która na rynku obecna jest od 70 lat. To jedyny w kraju producent końcówek układów wtryskowych do silników diesla. Ta stal jest formowana w taki element, który jest elementem końcowym naszej produkcji. Z Warszawskich Zakładów Mechanicznych miesięcznie wyjeżdża 60 tys. takich produktów. 40% produkcji trafia na eksport do USA. I to właśnie ci amerykańscy klienci na wprowadzonych cłach Donalda Trumpa mogą ucierpieć. Wróciłem ze Stanów z rozmów z jednym z głównych klientów. On jest zainteresowany dalszą współpraca z nami i liczy, że będzie owocna dla obu stron. Dziś nie potrafi powiedzieć, czy cła spowodują zmniejszenie zamówień. Jesteśmy dobrej myśli. Polska jest 7. na świecie eksporterem części motoryzacyjnych. W 2024 roku polski eksport do USA osiągnął wartość ponad 12 mld USD. co stanowiło ponad 3% całego polskiego eksportu. Z całej tej kwoty niespełna 400 mln dotyczy branży motoryzacyjnej. I to właśnie przedstawiciele tej branży... Silnik napędowy polskiego eksportu. ...spotkali się dziś z szefem rządu i ministrami. Naszym zadaniem jest nie narzekać, tylko szukać takich rozwiązań, które uchronią nas albo przynajmniej zredukują negatywne skutki tych wysokich ceł. Branża motoryzacyjna prosi o to wsparcie. Prosi o to, żebyśmy mogli być dalej konkurencyjni, żebyśmy mogli dalej być tą perłą w koronie. Przedstawiciele apelowali o powołanie stałego zespołu, który będzie zajmował się problemami sektora motoryzacyjnego. Wśród postulatów obniżenie obecności chińskich firm. Na tym na koniec, bo problemów dużo i nie dotyczą tylko producentów samochodów. Donald Tusk o propozycjach branży ma rozmawiać w tym tygodniu w Brukseli. Deeskalujmy, negocjujmy twardo, bo jest o co się bić. Tym bardziej, że sama branża od lat zmaga się z wieloma problemami. Jak nie pandemia, to wysokie koszty produkcji. Nie wiemy, na czym stoimy. Teraz, jak rozmawiamy, to Ameryka się budzi. Może Trump się obudzi w lepszym humorze i uzna, że to był przedłużony żart primaaprilisowy i może cła zawiesi. Wpływ zawsze takich ceł jest dramatyczny i biorąc pod uwagę, że gospodarka to naczynia połączone, to mimo że USA to nie nasz główny partner eksporto-importowy, to niestety odczujemy to dość mocno. Jacek Pużuk jest dobrej myśli. Zwolnień nie planuje, tym bardziej, że dla branży motoryzacyjnej konkurencją od kilku lat są Chiny. A właśnie na tej kraj w porównaniu z Europą Trump nałożył większe cła. Jesteśmy w stanie zapewnić pracę dla wszystkich naszych pracowników szukając alternatywnych rynków i dzięki temu nie jesteśmy uzależnieni od jednego rynku. Przedsiębiorca planuje zwiększyć obecność na rynku w Europie i Ameryce Południowej. Nowa polityka celna wprowadzona przez USA, choć zapowiadana już w kampanii wyborczej Donalda Trumpa, wprowadza zamieszanie na światowych rynkach i niepokój konsumentów nie tylko w krajach dotkniętych podwyżką ceł, ale samych Amerykanów, którzy obawiają się wzrostu cen. O presji, groźbach i szantażu mówią Chiny, a swoje propozycje negocjacji przedstawia Unia Europejska. Amerykanie ruszyli do salonów Apple. Chcą kupić telefon, zanim ten zdrożeje. Nie zapłacę 2300 dolarów za telefon, nie ma nawet mowy. Taki scenariusz może okazać się nieunikniony, bo większość produktów tej marki produkowana jest właśnie w Chinach, a Donald Trump na Chiny nałożył cła - początkowo 34%, ale podbił stawkę, gdy Pekin odpowiedział cłami odwetowymi. Nałożymy dodatkowe 50-procentowe cła. Łącznie nowe cła sięgnęłyby 104%. Presja, groźby i szantaż nie są właściwym sposobem postępowania. Chiny podejmą środki, aby chronić swoje interesy. Chiny będą walczyć do końca. Chińska ambasada w Waszyngtonie w swoich social mediach zamieściła filmik z dedykacją dla Donalda Trumpa. Fragment przemówienia jego idola, prezydenta Reagana, który ostrzegał o zgubnych skutkach wojen handlowych. Wysokie cła nieuchronnie prowadzą do odwetu. O wycofanie się z ceł do Donalda Trumpa apeluje nawet Elon Musk. Na swoim portalu pokazał wypowiedź znanego amerykańskiego ekonomisty Miltona Friedmana, w którym wymienia korzyści wynikające z międzynarodowej współpracy handlowej. Dlatego tak istotne jest funkcjonowanie wolnego rynku. Donald Trump w moim przekonaniu osłabia amerykańską walutę, z czasem może się okazać, że dojdzie do zachwiania pozycji dolara jako międzynarodowej waluty. Dla Europy 20-procentowe cła nałożone przez Trumpa oznaczają spory wzrost cen. Zaoferowaliśmy cła zero za zero na towary przemysłowe, tak jak zrobiliśmy to z powodzeniem z wieloma innymi partnerami handlowymi. Ale ta oferta dla amerykańskiego prezydenta jest niewystarczająca. Unia Europejska była bardzo twarda przez lata. Zawsze mówię, że została utworzona, by naprawdę zaszkodzić Stanom Zjednoczonym i handlowi. Trump proponuje zniesienie ceł w zamian za zakup gazu z USA o wartości 350 mld dolarów. Jesteśmy gotowi użyć każdego narzędzia w naszym arsenale obrony handlowej, aby chronić jednolity rynek naszych producentów i konsumentów. Komisja Europejska jest otwarta na negocjacje w tej sprawie, ale w kieszeni ma też plan B. 25-procentowe cła na amerykańskie produkty. Zatwierdzić ma je jeszcze w tym tygodniu. O efektach amerykańskich ceł opowiedzą nasi zagraniczni wysłannicy w nowym programie "Korespondenci" w TVP1 o 21.05. To nie jedyna premiera, bo o 22.05 "Sekielski wieczorową porą". Premiera ma być pełna niespodzianek. To jest "19.30", główny program informacyjny TVP, a już za chwilę... Grupa przestępcza w urzędzie rozbita. Ponad 12,5 tysiąca cudzoziemców mogło uzyskać dokumentację uzupełniającą. Procedowali na podstawie fałszywych wniosków o zgodę na pracę sezonową. Wymarły gatunek wskrzeszony. stwarzamy gatunek, który żył w naturalnych warunkach 10 tys. lat temu. Jest to działanie bardzo kontrowersyjne. Krótka pamięć w polityce - mamy z tym do czynienia na co dzień. Problem, i to duży, powstaje jednak, gdy słowa zastępowane są fake newsami, a w miejscu prawdy pojawia się kłamstwo i manipulacja. A na domiar złego kłamstwo powielane jest powszechnie. "Liczą na krótką pamięć i siłę swojego wrzasku", powiedział kilka miesięcy temu premier. Witold Tabaka, współautor programu "Sprawdzamy", na antenie TVP INFO sprawdził, jak prawda łatwo zamienia się w dezinformację. Dla każdego, kto widział to nagranie, jest ewidentne, że poseł PiS-u Robert Telus krzyczy w kierunku Romana Giertycha słowo "morderca". Ja nie krzyczałem, byłem tam na dole. Ale jak pan nie krzyczał? Czego pan nie krzyczał? Nie krzyczał pan "morderca"? Nie, ale to nie o to chodzi. O to chodzi, zatrzymajmy się, bardzo proszę. Ja bym chciał panu pokazać, że pan krzyczał "morderca" To był zbiorowy, że tak się wyrażę, okrzyk. Tego się nie wypieram. Ostatecznie poseł Telus przeprosił. Nie powinny takie słowa paść i z mojej strony przepraszam za to, że takie słowa padły z moich ust. W narracji pracowników telewizji Republika kary nałożone na posłów PiS skutkowały czymś więcej. Poseł PiS Edward Siarka przeszedł zabieg po udarze, po tym jak został ukarany przez Hołownię. Poseł PiS zasłabł krótko po nałożeniu kary przez marszałka Hołownię za okrzyki na sali plenarnej "morderca" pod adresem posła KO Romana Giertycha. Dezinformację rozpowszechniał również prezes stacji. Poseł Siarka był mocno zaskoczony opowieściami Republiki. Tego dnia, kiedy doszło do spięcia w sprawie śmierci Barbary Skrzypek, wbrew temu, co podała Republika, w Sejmie nie było ani posła Siarki, ani marszałka Hołowni. Post Tomasza Sakiewicza, podobnie jak artykuł o udarze posła Siarki, zniknął. Politycy PiS wychodzą z założenia, że kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą, a odbiorcy ich treści, chociażby przez telewizję Republika albo inne media prawicowe uwierzą, bo nie zweryfikują informacji u źródła. Posłowie PiS coraz częściej zaprzeczają wydarzeniom, które nad wyraz łatwo udowodnić. Ja się bardzo cieszę z tego zwycięstwa. To Jarosław Kaczyński w dniu inauguracji Donalda Trumpa. Nigdy nie oklaskiwałem Donalda Trumpa. Nie należę do ludzi, którzy popadają w takie momenty entuzjazmu. Ci sami politycy PiS-u, jak na przykład Jan Mosiński czy była ministra Marlena Maląg, którzy przecinali wstęgi w centrach integracji cudzoziemców. Bardzo się cieszę, że Wielkopolska jest tym regionem, który jako jeden z pierwszych będzie kompleksowo wspierać cudzoziemców. Dziś za powstanie centów krytykują rząd Donalda Tuska. Tutaj w Ostrowie Wielkopolskim ma powstać Centrum Integracji Cudzoziemców dla migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Mieliśmy być beneficjentami paktu migracyjnego, a okazuje się, że pakt migracyjny na masową skalę jest wprowadzany tylnymi drzwiami. PiS straszy, choć Centra Integracji Cudzoziemców to tak naprawdę punkty informacji dla legalnie przebywających w Polsce migrantów, aktualnie głównie Ukraińców i Białorusinów. Politycy PiS od lat za nic mają intelekt swoich wyborców. Oni myślą po prostu, że ich wyborcy uwierzą im w ciemno, nie będą weryfikować tych informacji. Każda współczesna kampania wyborcza oznacza nasilenie dezinformacji. Nieprawidłowości na dziesiątki milionów złotych. Najwyższa Izba Kontroli nie zostawia suchej nitki nad Rządową Agencją Rezerw Strategicznych w latach 2021-24. Nierzetelne i niegospodarne wydatkowanie pieniędzy m.in. na pomoc dla Ukrainy. Namioty wojskowe, noże czy siatki maskujące miała dostarczać agencja eventowa. Wiele zakupów strategicznych realizowanych było przez firmy niewyspecjalizowane w asortymencie. Np. podmiot produkujący artykuły do sprzątania dostarczał racje żywnościowe w ramach pomocy dla Ukrainy, agencja eventowa dostarczała namioty wojskowe, noże, okulary i siatki maskujące dla wojska w Ukrainie. Podpisywano umowy na wielomilionowe kwoty z podmiotami wskazywanymi przez przełożonych ustnie bądź na samoprzylepnych żółtych kartkach. Znaleźli figuranta, figuranta, powtarzam to, który zajmował się na co dzień sprzedawaniem szczotek do sprzątania i ten figurant te pakiety żywnościowe kupował w Hiszpanii, od hiszpańskich rolników, producentów. Kupował to i dostarczał do RARS-u i dostawał 200% tego, co zapłacił. Oni są niewiarygodni. Mimo tego był prikaz KPRM, był prikaz z samej góry: dawajcie zarobić, gromadzimy fundusz wyborczy. Specjalizowali się w organizowaniu nielegalnego przekraczania granicy Polski przez cudzoziemców. Wpadli w ręce Straży Granicznej. Pracownicy oraz dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Grójcu to kolejni zatrzymani urzędnicy, którzy umożliwili nielegalny pobyt tysiącom cudzoziemców, m.in. z Azji, Afryki czy Dalekiego wschodu. O mechanizmach procederu. Takiej pobudki się nie spodziewali. Straż Graniczna, proszę otworzyć drzwi, bo wyważymy. Straż Graniczna rozbiła trzyosobową grupę przestępczą. Było w niej dwóch urzędników z Urzędu Pracy w Grójcu. Przestępcy sprowadzali do Polski cudzoziemców i legalizowali ich pobyt. W zainteresowaniu grupy przestępczej byli przede wszystkim cudzoziemcy pochodzący z krajów wysokiego ryzyka migracyjnego, głównie z Afryki, centralnej Azji, Bliskiego Wschodu czy nawet Ukrainy. Urzędnicy wystawiali cudzoziemcom zezwolenia na pracę tymczasową. Z takim dokumentem mogli ubiegać się o polską wizę, która pozwala na wjazd do strefy Schengen. Problem w tym, że firmy, w których cudzoziemcy dostawali pozwolenie na pracę, nic o tym nie wiedziały. Wykorzystywała dane pracodawców zarówno legalnych, jak i tzw. słupów, z których tworzyła fikcyjne firmy i na podstawie tych danych wnioskowała o udzielenie pozwolenia na pracę sezonową. Według szacunków śledczych przez 6 lat działania grupy do polski nielegalnie trafiło ponad 12,5 tys. osób. Przestępcy za pomoc w załatwieniu dokumentów brali od 500 złotych do nawet 1000 euro. Poświadczenia nieprawdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w dokumentach związanych z ubieganiem się o wydanie wizy krajowej. Grozi im kara pozbawienia wolności od 1 roku do lat 10. To nie pierwsze nieprawidłowości, do których dochodziło w tym urzędzie. W maju ubiegłego roku do aresztu trafiło 10 osób, w tym wicedyrektor placówki. To wtedy służby znalazły trop prowadzący do tej grupy przestępczej działającej w urzędzie w Grójcu. Skandal, urzędnicy którzy powinni dbać o to, aby w naszym kraju było bezpiecznie, sami łamią to prawo i przyczyniają się do tego, że do Polski trafiają nielegalni imigranci. Tylko te dwie lokalne grupy przestępcze nielegalnie sprowadziły do Polski dziesiątki tysięcy ludzi. Ale w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w czasach PiS doszło do tzw. afery wizowej. Sprawę badały sejmowa komisja śledcza oraz NIK, śledztwo prowadzi Prokuratura Krajowa. Zarzuty prokurator przedstawił 11 osobom zarzuty popełnienia 27 przestępstw. Wśród podejrzanych mamy kilku urzędników z MSZ. Z danych NIK wynika, że w związku z aferą wizową do Polski mogło trafiło ponad 300 tys. nielegalnych migrantów. To miał być błąd - tak mówi po kilku dniach od tragicznego ostrzelania konwoju oznaczonych pojazdów izraelska armia. Zabitych zostało 15 pracowników służb medycznych. Jechali oznakowanymi pojazdami. Ocalała tylko jedna osoba. Zdarzenie zostało nagrane z telefonu jednej z ofiar. Jednak słowo "pomyłka" po tym, co widzimy, nabiera zupełnie innego wymiaru. 23 marca konwój karetek, samochód ONZ i wóz strażacki wyruszyły na wezwanie pomocy w pobliżu Rafah na południu Strefy Gazy, po tym jak armia izraelska ostrzelała furgonetkę Hamasu. Gdy zespół medyczny dotarł na miejsce, żołnierze rozpoczęli ostrzał. 15 osób zginęło. Jedna została aresztowana. Ciała i samochody żołnierze zakopali koło drogi. żołnierze otworzyli ogień z daleka do pojazdów, które podejrzanie poruszały się w ich kierunku. Wśród zabitych było sześciu terrorystów z Hamasu. Co robili terroryści z Hamasu w karetkach? To wersja strony izraelskiej, która twierdziła, że samochody zbliżały się w ciemnościach bez włączonych reflektorów i migających świateł. Jedyny ocalały w tym incydencie ratownik przekonuje, że to nieprawda. Siedziałem z tyłu, już prawie świtało, gdy dotarliśmy do granicy. W dzień i w nocy jest tak samo: światła są włączone. Widać, że to karetka należąca do Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca. Izrael nie mówi prawdy, wszystkie załogi są cywilne, nie należymy do żadnej grupy bojowników. Naszym głównym obowiązkiem jest ratowanie ludzkiego życia. I ten film jest na to dowodem. Tydzień po tym, jak izraelscy żołnierze zabili ratowników i zakopali ich ciała, organizacjom międzynarodowym udało się znaleźć masowy grób i to nagranie. Słyszałem głos jednego z członków zespołu, który został zabity. To jego telefon znaleziono. Nagrał całe wydarzenie. Jego ostatnie słowa, zanim został postrzelony: "Wybacz mi, mamo. Chciałem po prostu pomóc ludziom. Chciałem ratować życie". A potem został zabity. Armia izraelska zapowiada, że dokładnie zbada sprawę. Organizacje międzynarodowe, w tym Palestyński Czerwony Półksiężyc, domagają się niezależnego dochodzenia. A Strefa Gazy zamienia się w pustkowie. Wojsko zmusza Palestyńczyków do ucieczki i kontroluje już połowę tej enklawy. Od ponad miesiąca do Gazy nie trafiają żadne dostawy handlowe ani humanitarne, ponad dwa miliony ludzi znów jest uwięzionych, bombardowanych i głodzonych. Liczba Palestyńczyków zabitych w Strefie Gazy od początku wojny przekroczyła już 50 tys. Pół miliona dzieł sztuki. Tyle straciła Polska w wyniku II wojny światowej. Był potężnym drapieżnikiem. Przemierzał niegdyś Amerykę Północną. Jego wizerunek znają widzowie słynnej "Gry o tron". Mowa o wilku straszliwym. Choć wymarł kilka tysięcy lat temu, to teraz został wskrzeszony, a przyczynili się do tego amerykańscy naukowcy. Klonowanie zwierząt zagrożonych i wymarłych to zjawisko, które zapoczątkowało pod koniec ubiegłego wieku sklonowanie słynnej owcy Dolly. Czy wilk straszliwy jest taki straszny jak go malują? Tak wyglądał w serialu "Gra o tron". A tak wygląda naprawdę - wymarły 10 tysięcy lat temu gatunek wilka straszliwego. Dwa samce, Romulus i Remus, mają pół roku, samica Khaleesi - trzy miesiące. Wilk szary jest najbliższym żyjącym krewnym wilka straszliwego. Są genetycznie bardzo podobne, wilki straszliwe są większe, bardziej umięśnione i mają jasną sierść, którą możemy zobaczyć w skamieniałościach. Naukowcy z amerykańskiej firmy Colossal Biosciences pobrali DNA z zęba i czaszki wilka sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Następnie zmodyfikowali geny współczesnego wilka. Użyli inżynierii genetycznej, aby wilk szary powierzchownie przypominał wilka strasznego lub przynajmniej to, jak według nas mogłyby wyglądać. Romulus i Remus ważą 40 kg. Gdy dorosną, będą ważyć 70 kg, mierzyć dwa metry i przypominać zwierzęta żyjące w epoce lodowcowej. W ósmym tygodniu odstawili je od piersi i zaczęli karmić stałymi pokarmami. Dostają wszystko, od mielonego mięsa, takiego jak wołowina, mięso jelenia i koniny. Mogą żuć mięso i kości. Biolodzy i miłośnicy zwierząt mają sporo wątpliwości. stwarzamy gatunek, który żył w naturalnych warunkach 10 tys. lat temu, a teraz jest zmuszony być uzależnionym od ludzi. Nie jesteśmy w stanie zapewnić im tych warunków, co były wtedy. W moim odczuciu jest to nie okej. z punktu widzenia etycznego jest to działanie bardzo kontrowersyjne, stworzono istoty, które są hybrydami kilku gatunków i nigdy nie powrócą do środowiska naturalnego. Ekosystemy, w których żyły te wymarłe gatunki, już nie istnieją, zwierzęta te do końca życia będą utrzymywane w niewoli pod kontrolą prywatnej firmy biotechnologicznej. Colossal Biosciences to start up prawie jak z filmu "Park Jurajski". Firma chce przywrócić wymarłe gatunki, takie jak mamut włochaty. I zebrała na to już 400 mln dolarów. Jak się bardzo uprzemy, to się pewnie czegoś doczekamy, ale po co? Czy naprawdę musimy mieć dinozaury? Jakby tych trochę tych tyranozaurów zaczęło biegać, by zrobiły trochę porządku nieco. To, gdzie biegają wilki straszliwe, jest tajemnicą biotechnologicznego start-upu. Firma zapewnia, że gatunek nie rozprzestrzeni się na preriach USA. Na świecie jest ponad 40 tysięcy gatunków bliskich wyginięcia. Według ekologów zamiast na efektownych eksperymentach naukowych powinniśmy się raczej skupić na ratowaniu żyjących, zagrożonych zwierząt. Jak widać, nawet wilk straszliwy nie musi być zły. W "19.30" to wszystko. Na miejscu jest już Dorota Wysocka-Schnepf i Sylwia Gregorczyk-Abram, która odpowiadać będzie na "Pytanie dnia". Ja mówię państwu: dobranoc i do zobaczenia.