Były błędy? PKW zajmie się nieprawidłowościami w wynikach wyborów. Bitwa na ulicach. Protesty przeciwko deportacjom imigrantów. Napływ burz. Ekstremalne zjawiska pogodowe nie ustają. Zapraszam na "19.30". Będzie specjalne posiedzenie Państwowej Komisji Wyborczej. To reakcja na wzrastającą liczbę doniesień o nieprawidłowościach i błędach przy liczeniu głosów podczas wyborów prezydenckich. Do posiedzenia ma dojść jutro o godzinie 17. Poinformował o tym dzisiaj członek PKW Ryszard Kalisz. W przestrzeni medialnej pojawia się coraz więcej informacji o tak zwanych "cudach nad urną". Kraków, Mińsk Mazowiecki i Strzelce Opolskie to tylko niektóre z co najmniej kilkunastu miejscowości w całej Polsce, w których doszło do takich pomyłek. Przewodniczący Obwodowej Komisji Wyborczej pomylił kolejność i wpisał wyniki Rafała Trzaskowskiego Karolowi Nawrockiemu i odwrotnie. A tak to wygląda w liczbach. 611 głosów Trzaskowskiego trafiło do Nawrockiego, a 363 głosy Nawrockiego trafiły do Trzaskowskiego. W rzeczywistości było odwrotnie. Więc błąd przewodniczącego komisji był na korzyść kandydata PiS-u. To teraz Strzelce Opolskie - komisja numer 9. Tu też wyniki zostały odwrócone na korzyść Karola Nawrockiego. W oddalonej o 50 kilometrów komisji w Oleśnie ta sama sytuacja. Dla mnie dzisiaj Państwowa Komisja Wyborcza na każdym szczeblu z największą skrupulatnością powinna dokonać kontroli tych zgłoszonych problemów. Tu trudno mówić już o incydencie, bo przykłady można mnożyć z całej Polski. Kraków - komisja numer 95. Podczas pierwszego głosowania Trzaskowski otrzymał tam o 10 głosów mniej niż w pierwszej turze wyborów, natomiast Karol Nawrocki niemal 5 razy więcej. To znów nieprawda. Wyniki odwrócono. Przedstawiciele komisji sami przyznali, że doszło do błędu. Natomiast ten błąd skutkuje tym, że mamy zły wynik na stronach PKW. Dziennikarze Onetu przejrzeli wyniki ze wszystkich obwodowych komisji wyborczych w kraju. Takich anomalii wyborczych jest więcej. Co najmniej 15. Zdecydowana większość to błędy na korzyść Karola Nawrockiego, które mogły skutkować zawyżeniem realnej przewagi Nawrockiego w wyborach o około 4,5 tysiąca głosów. Kandydat PiS otrzymał według PKW 370 tysięcy głosów więcej niż prezydent Warszawy. PiS sprawę bagatelizuje. Zawsze są takie błędy, zawsze są takie nieprawidłowości. Ilu to dotyczy komisji. Kilkudziesięciu? Stu kilkudziesięciu komisji wyborczych. Obwodowych komisji jest 32 tysiące. Sztabowcy Trzaskowskiego apelują, by takie przypadki zgłaszać za pośrednictwem specjalnej strony internetowej. My z góry nie zakładamy zjawiska, które można by określić fałszerstwem wyborczym, bo wszystkie te przypadki musimy wyjaśnić i zobaczyć, jaka jest skala tych nieprawidłowości. Premier w internecie zapewnia, że ewentualne fałszerstwa są badane i będę ukarane. Protesty trafią do Sądu Najwyższego. Rozumiem emocje, ale zakładanie z góry, że wybory zostały sfałszowane, nie służy polskiemu państwu. Jeżeli to jest skala jednego czy dwóch przypadków to wierzę, że to są przypadki. Jeżeli to była skala dziesiątek albo setek, to być może to jest zorganizowana grupa. I wtedy trzeba ją nazwać. To jest zorganizowana grupa przestępcza. Anomaliami wyborczymi PKW zajmie się w poniedziałek o 17 PKW ma już właściwie teraz bardzo mało do powiedzenia, bo właściwie rola sprowadza się do tego, że w ciągu 14 dni od ogłoszenia wyników wyborów sporządza sprawozdanie z przeprowadzonych wyborów, które przedkłada Sądowi Najwyższemu. Sprawa trafi do Izby Kontroli Nadzwyczajnej, która jest nieuznawana przez europejskie trybunały. Na podstawie sprawozdania PKW i protestów wyborczych izba będzie orzekała o ważności wyborów. Na składanie protestów wyborczych zostało 8 dni. Los Angeles protestuje przeciw masowym deportacjom. Na ulicach miasta dochodzi do zamieszek, a demonstrujący ścierają się ze służbami. Donald Trump zdecydował o wysłaniu na miejsce 2000 żołnierzy Gwardii Narodowej. Mówi o podżegaczach i opłacanych wichrzycielach. Władze Kalifornii krytykują działania prezydenta. Areszt śledczy w Los Angeles. I moment wystrzelenia gumowej kuli wprost w demonstrantów. Tuż po niej posypały się dziesiątki kolejnych. Na ulicach drugiego co do wielkości miasta Ameryki kolejna doba protestów i starć z policją. Rząd nas nie słucha. To może wyglądać źle, ale dla nas to jedyny sposób, żebyśmy zostali wysłuchani. Protesty w Los Angeles wybuchły w piątek po tej operacji agentów imigracyjnych. Uzbrojeni weszli do hurtowni odzieży. Aresztowali 44 osoby pod zarzutem naruszenia przepisów imigracyjnych. Wśród nich obywatele Meksyku. Zostali wywiezieni nieoznakowanymi furgonetkami. Już wtedy lokalni mieszkańcy próbowali zatrzymać konwój. Później wyszli na ulice. W nalotach zatrzymano dużą liczbę członków naszej społeczności. Nie dopuszczają do nich prawników. Protesty wymknęły się spod kontroli, gdy agenci federalni wkroczyli do Paramount. Miasta należącego do aglomeracji Los Angeles, zamieszkanego głównie przez Latynosów. Służby rozpędzały ludzi gazem pieprzowym, granatami hukowymi i gumowymi kulami. Gdy rozmawiałem z australijskim reporterem, przelatywały tuż obok mojej głowy. Zrobiłem unik, jedna prawie trafiła dziennikarza. Trump mówi o świetnej pracy służb i uderza w burmistrz Los Angeles i Gubernatora Kalifornii z Partii Demokratycznej. Te radykalnie lewicowe protesty, prowadzone przez podżegaczy, często opłacane przez intrygantów, nie będą tolerowane. Do tłumienia protestów w Los Angeles, wbrew władzom Kalifornii, wysłano 2000 żołnierzy Gwardii Narodowej. Rząd federalny przejmuje Gwardię Narodową Kalifornii i wysyła 2000 żołnierzy do Los Angeles nie dlatego, że brakuje funkcjonariuszy organów ścigania, ale dlatego, że chce widowiska. Sekretarz obrony USA zapowiedział postawienie w stan najwyższej gotowości żołnierzy piechoty morskiej. Operacji służb bronił Tom Homan, nadzorujący deportacje migrantów, nazywany "Carem granicy". Aresztowano wiele złych osób, przestępców seksualnych, złodziei, ludzi zagrażających bezpieczeństwu narodowemu, członków gangów. Czynimy Los Angeles bezpieczniejszym. Amerykański wiceprezydent wezwał do przyjęcia ustawy budżetowej zakładającej zwiększenie wydatków na uszczelnienie granic. Jutro zacznie obowiązywać rozporządzenie Trumpa zakazujące wjazdu do USA obywatelom 12 krajów. Moskiewskie lotniska czasowo zamknięte po ataku ukraińskich dronów. W kilku innych miejscach w Rosji miało także dojść do ataków. W zakładach chemicznych Azot w obwodzie Tulskim po wybuchu drona wybuchł pożar. Choć nie ma oficjalnych oświadczeń ze strony Ukrainy, to Rosjanie informują o zestrzeleniu kilkudziesięciu dronów między innymi nad Moskwą. Ataki na Ukrainę też nie ustają. To ukraiński dron UJ-22. Może przelecieć 800 kilometrów i przenosić 20 kilogramów ładunku. Kilkanaście takich bezzałogowców zaatakowało z trzech stron rosyjską stolicę. Dwa stołeczne lotniska na kilka godzin musiały przerwać pracę. Z kolei pod Moskwą zapłonął magazyn z paliwem. A także zakłady chemiczne Azot. Miejscowi mówią, że chwilę wcześniej słyszeli dźwięk dronów. Te z pewnością atakowały dziś też cele w rosyjskim Kursku. W ciągu ponad 11 lat wojny Rosji przeciwko Ukrainie, Rosjanie przynieśli na naszą ziemię tylko jedną nową rzecz. I to naprawdę najbardziej zwyczajny rosyjski produkt - ruiny i śmierć. Musimy nadal temu się przeciwstawiać. Ukraińskie ataki to bezpośredni odwet na agresję Rosji, która dzień wcześniej przeprowadziła największe od początku wojny uderzenie na Charków. Bombardowała cele cywilne w całym mieście i to drugą dobę z rzędu. Zginęły co najmniej 4 osoby. Ponad 60 zostało rannych. Zaatakowano kolejkę dla dzieci. To obiekt cywilny, zawsze jest tu dużo ludzi, dużo dzieci. Tak cyniczny atak w weekend jest okropny. To prawdziwy akt terroryzmu. Według amerykańskiego wywiadu Rosjanie w ciągu następnych dni będą przeprowadzać kolejne zaciekłe ataki za rzeź rosyjskiego lotnictwa strategicznego. To kolejne nagranie z ataku na rosyjskie bombowce, jakie opublikowali Ukraińcy. Czy prezydent Trump uważa, że Rosja wygrywa tę wojnę? - Tak. Na dziś była planowana wymiana jeńców z Rosją w formule pięciuset za pięciuset. Ale najprawdopodobniej nie doszła do skutku. Ukraińskie służby opublikowały tylko ten film ze spotkania Władysława Denysiuka z rodziną. W rosyjskiej niewoli spędził półtora roku. 8 czerwca to kolejny dzień, w którym synoptycy ostrzegają przed burzami i ich skutkami. Opady deszczu, a do tego silny wiatr i grad, a także ryzyko trąb powietrznych. To wszystko może dotknąć aż 12 województw. Według IMGW trzeba tam przygotować się na ekstremalne zjawiska pogodowe. W czasie, gdy w wielu miejscach trwa usuwanie skutków nawałnic, zapowiadane są kolejne. Nawałnice nie dają odetchnąć. Burza naszła, pięć minut i droga była nieprzejezdna. U sąsiada zalało garaż, złamało mu dwa drzewa, płot mają zniszczony. Drzewa przewracały się nie tylko na drogi czy budynki. Tak, po przejściu burzy, wygląda cmentarz w Lublińcu w województwie śląskim. Katastrofa, no widzi pani, jak jest porozwalane. Straszne, no te drzewa powinny być jakoś, nie wiem, powycinane. Bilans wczorajszych burz to 846 interwencji strażaków - najwięcej pracy mieli w Lubelskiem. 209 zdarzeń, z czego 160 to były połamane drzewa i konary, 16 pompowań wody w budynkach, 4 zerwane linie energetyczne, 20 zerwanych dachów na budynkach gospodarczych i mieszkalnych. Po alertach pogodowych organizatorzy Spotkania Młodych na Polach Lednickich koło Gniezna postanowili przerwać wydarzenie. Ewakuowano ponad 20 tys. uczestników. W trosce o bezpieczeństwo uczestników naszego spotkania, jak i wolontariuszy zgromadzonych na Polach Lednickich, podjęliśmy taką, a nie inną decyzję, bo zdrowie i życie ludzi jest dla nas najważniejsze. Zaczęło lać tak porządnie. Myślę, że lepiej po prostu było się ewakuować niż się narażać. Myślimy, że to nie było aż takie poważne, ale lepiej dmuchać na zimne. Dramatycznie skończyła się podróż powrotna 20-osobowej grupy nastolatków z trójką opiekunów i kierowcą. Ich bus wpadł do rowu. 7 osób zostało zabranych z miejsca zdarzenia do szpitala. Napływ chmur burzowych trwa, meteorolodzy wydali kolejne ostrzeżenia - najgroźniej może być na południowym wschodzie Polski. Tam Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało na telefony komórkowe SMS-y z alertem. Alerty obowiązują w województwie podkarpackim i w części małopolskiego. Tam ta sytuacja, wszystko wskazuje, może być najtrudniejsza. Mówimy o porywach wiatru dochodzących do 100 km/h i nawet 40 litrów wody na m2. Sytuacja pogodowa jest dynamiczna. Ostrzeżenia trzeba dokładnie śledzić, bo prognozy, choć dokładne, to nadal tylko prognozy. Skala tych zjawisk, jakie widzieliśmy, no wynika z tego, że zmienia się wszystko bardzo gwałtownie i lepiej uważać. Tak po prostu, tak po ludzku uważać. Od jutra synoptycy prognozują uspokojenie pogody i ochłodzenie. Wypadki z udziałem rowerzystów. Jest ich dużo i nierzadko kończą się tragicznie. Jak ten sprzed kilku dni, gdy ofiarą zderzenia z samochodem stała się wybitna triathlonistka Maja Dębska. Jak ten z wczoraj, gdzie kierowca wjechał w grupę nastolatków. Lato to czas, gdy chętniej wsiadamy na rowery, ale też czas, gdy do wypadków z udziałem rowerzystów dochodzi częściej. Zbyt często. To tu między Sierosławicami a Bedlenkiem w Świętokrzyskiem doszło do wypadku. 31-letni kierowca BMW zjechał na przeciwległy pas i uderzył w grupę pięciorga rowerzystów. Ci chłopcy leżeli na poboczu, dwóch z nich było nieprzytomnych, z zachowanymi funkcjami życiowymi, strażacy zaczęli udzielanie pierwszej pomocy, Do szpitala trafiło 6 osób: 6-letnia pasażerka auta i 5 rowerzystów. Stan 2 z nich nadal jest ciężki. Chłopcy mają od 12 do 15 lat. Jechali na pobliskie boisko. Mieliśmy grać, ktoś nie uważał i wypadek. Tragedia. Wiadomo, że kierowca był trzeźwy, policja czeka na wyniki badań toksykologicznych. W dalszym ciągu ustalamy przyczyny oraz okoliczności tego wypadku. Do sprawy został zatrzymany 31-letni kierujący pojazdem marki BMW. W środę w wypadku rowerowym pod Krakowem zginęła Maja Dębska, triathlonistka i reprezentantka Polski. Jej brat wspomina, że jeden z kierowców nagle ich wyprzedził i gwałtownie zahamował. Maja, broniąc się, odbiła w lewo. Wprost pod nadjeżdżający samochód. Kiedy podbiegłem, wiedziałem, że jest źle. Siostra była nieprzytomna. Jeszcze przez chwilę oddychała. Podjąłem reanimację aż do przyjazdu karetki. Po tragicznej śmierci sportsmenki jej bliscy apelują do wszystkich o większą ostrożność i wzajemny szacunek na drodze. Była osobą, która miała serce na dłoni dla wszystkich. Najbardziej uważna z naszej trójki. Zawsze nam mówiła: uważajcie, jedźcie ostrożnie, bezpiecznie, spokojnie. Apel o zachowywanie ostrożności dotyczy obu stron, bo sami rowerzyści też popełniają błędy. Zapominają o jednej ważnej rzeczy: nie wszystkie przejścia dla pieszych przewidują również obok przejazd dla rowerzystów, pojawiają się z zaskoczenia na tych przejściach z prędkością 20 km/h, co nie pozwala kierowcy na właściwą reakcję. Większość kierowców traktuje rowerzystów odpowiedzialnie, ale prawda jest taka, że wystarczy jeden na tysiąc, aby doszło do tragedii, dlatego apelujemy o zmianę przepisów. Rowerzyści apelują między innymi o dodatkowe 50 cm odstępu przy wyprzedzaniu rowerzystów. W ubiegłym roku w wypadkach drogowych zginęło ponad 160 rowerzystów. To więcej niż rok wcześniej, więcej też odniosło obrażenia. Ceny mieszkań będą jawne i przejrzyste. Nowelizacja ustawy o ochronie praw nabywcy nieruchomości została podpisana przez prezydenta. Regulacje mają gwarantować aktualne informacje o cenie. To ważne dla tych, którzy zamierzają kupić mieszkanie lub dom. Do tej pory bardzo często ceny były ukrywane. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej zapowiada szczegółowe egzekwowanie ustawy "bez obejść i uników". Wiecha już jest. Mieszkania na tym etapie budowy wydają się atrakcyjne. Pytanie tylko, ile trzeba zapłacić za metr kwadratowy. Przeglądam oferty mieszkań czy nieruchomości i często jest zagadka. To nie jest odosobniony problem jednej inwestycji. Można odnieść wrażenie, że ceny nowych mieszkań w ostatnich latach stały się ściśle tajne. W praktyce wygląda to tak: klient widzi reklamę w internecie lub wyszukuje stronę dewelopera, klika, a tam zamiast informacji o cenie - formularz do wypełnienia. Trzeba tam podać swoje dane, w tym maila i numer telefonu, i czekać, aż deweloper łaskawie odpowie. Można też zadzwonić. W momencie, w którym ceny są niejawne, deweloper może działać jak sprzedawca na arabskim bazarze i zobaczyć, jak dużo jest każdy klient w stanie zapłacić i później wykorzystać swoją przewagę, żeby od każdego klienta uzyskać jak najwyższą cenę. Dodatkowo deweloper zdobywa nasze dane i często podsyła oferty, którymi niekoniecznie jesteśmy zainteresowani. Informacja powinna być pełna, więc również cena. Ukryte ceny są, potem dochodzi czy garaż, czy komórka. W tym tygodniu prezydent podpisał ustawę autorstwa posłów Polski 2050, która porządkuje kwestię cen nowych mieszkań. Teraz deweloperzy będą mieli obowiązek publikowania aktualnych cen ofertowych. Społeczeństwo na tym skorzysta. Ci którzy chcą, którzy mogą kupić mieszkanie, będą pewni, za jaką cenę kupią. Ustawa wprowadza również wymóg publikacji cen metra kwadratowego całej oferowanej nieruchomości, razem z garażem czy komórką lokatorską. Nowe przepisy ukrócą marketingowe sztuczki, które stosują niektórzy deweloperzy. Na przykład zawyżanie cen przed promocją, by później oferować fikcyjny "rabat". W handlu detalicznym ten proceder został ukrócony dzięki obowiązkowi publikowania cen z ostatnich trzydziestu dni przed promocją, w przypadku rynku mieszkaniowego to pójdzie jeszcze dalej. Bo po wejściu w życie przepisów klienci będą mieli wgląd w historię cen od momentu rozpoczęcia sprzedaży. Stanie to możliwe już w pierwszej połowie lipca. Na razie mówimy jednak tylko o cenach ofertowych. Prawdziwą rewolucją będzie publikowanie cen transakcyjnych. Nad tymi przepisami rząd jeszcze pracuje. Żerował na zaufaniu, obiecywał wyleczenie wszystkich chorób, a cudowne medykamenty wytwarzał w domu, mieszając podejrzane substancje w słoikach. 64-latek z Pruszkowa nie był nawet lekarzem, a poczta pantoflowa o "cudownych" efektach jego leczenia przysparzała mu kolejnych pacjentów. Na szczęście oszust został zatrzymany. O tym, dlaczego korzystanie z pseudopomocy szarlatanów może być śmiertelnie niebezpieczne. W takich warunkach prowadził kosztowne konsultacje, przyjmował pacjentów i przygotowywał medykamenty. Przez jego mieszkanie mogły się przewinąć setki osób. Otrzymaliśmy sygnał od zaniepokojonej pacjentki informującej nas, że pan Mirosław R., podając się za profesora genetyki, świadczy usługi zdrowotne, a zdaniem pacjentów nie jest żadnym lekarzem. Nie był też żadnym profesorem, nie miał nawet matury. Jak twierdził, wiedzę czerpał z książek i z internetu, bo zielarstwo, medycyna to jego pasja. Uważał, że jego wiedza jest na tyle obszerna, że może leczyć ludzi. Pobierał ślinę do badań genetycznych, a w rzeczywistości żadnych testów nie wykonywał. Ludziom przygotowywał lekarstwa. Trwa ustalanie, z czego. Mężczyzna twierdził, że są to jakieś ekstrakty, które sam sporządzał i następnie wytwarzał z nich własne medykamenty. Zgłosiła się do niego między innymi kobieta chora na raka i para walcząca z niepłodnością. Za wizyty brał od kilkuset złotych do nawet tysiąca. Z tej działalności utrzymywał się od lat. Teraz usłyszał zarzuty. Grozi mu 8 lat więzienia. Leczenie się u kogoś takiego jest bardzo niebezpieczne. Stare stwierdzenie mówi, że tylko dawka czyni truciznę. Każdym lekiem możemy pacjenta zabić, każdym lekiem zrobić krzywdę. To odróżnia lekarza od szarlatana, że my wiemy, co robimy. Kilka miesięcy temu na jaw wyszła sprawa Oskara D., który kobiecie z nowotworem zalecił odczynniki chemiczne i leki dla zwierząt. Gdy w końcu trafiła do szpitala, było już za późno, by ją uratować. Popularność fałszywych lekarzy to nie tylko historia dramatów chorych ludzi, którzy chwytają się każdej deski ratunku, może też świadczyć o innym problemie. Może to wynikać z braku zaufania do lekarzy. Druga sprawa to dostępność. Publiczna opieka zdrowotna jest trudniej dostępna niż prywatna. Rzecznik Praw Pacjenta chce uchwalenia tak zwanego "lex szarlatan", aby chronić interesy osób szukających pomocy poza systemem ochrony zdrowia. Trzeba zatrzymać tę falę rozprzestrzeniania się tego typu oszustów, którzy żerują na ludzkim zdrowiu i życiu. W ostatnich dwóch latach do organów ścigania trafiły zawiadomienia dotyczące kilkudziesięciu przypadków tego typu oszustów w całym kraju. Nie żyje Ewa Dałkowska, aktorka teatralna, filmowa i radiowa. Zmarła w wieku 78 lat. Uchodziła za jedną z najlepszych aktorek swojego pokolenia. Związana między innymi z Kabaretem Pod Egidą oraz Teatrem Powszechnym. Znana była z licznych ról filmowych u najważniejszych reżyserów. Nominowana do nagrody Orła za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą w filmie "Ciało". Występowała w takich produkcjach jak: "Noce i Dnie", "07 zgłoś się", "Oficer" czy "Ojciec Mateusz". Była także aktorką dubbingową i śpiewającą. Tworzyła wybitne role w teatrze Polskiego Radia. Do końca związana była z zespołem Nowego Teatru w Warszawie. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna - to tam już za dwa dni poleci Sławosz Uznański-Wiśniewski. W czasie, kiedy odliczamy godziny do startu, warto zwrócić uwagę na polską branżę kosmiczną. Lot na orbitę drugiego w historii Polaka to wynik pracy w ramach Polskiej Agencji Kosmicznej nadzorowanej przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, a także współpraca z Europejską Agencją Kosmiczną. To także konkretne pieniądze, które Polska płaci w ramach składki. Czy ta inwestycja się opłaca? 22 minuty po 14 polskiego czasu we wtorek wystartuje rakieta Falcon 9. Na jej pokładzie będzie czworo astronautów, wśród nich Polak Sławosz Uznański-Wiśniewski. Sama misja trwa 14 dni. Po zadokowaniu kapsuły, Sławosz około dwa dni będzie leciał. Wszystkie scenariusze są brane pod uwagę. Każda minuta z tych 14 dni na stacji kosmicznej została zaplanowana. Wszystko, co będzie robić Uznański-Wiśniewski, ma naukowe i technologiczne uzasadnienie, bo współcześni astronauci to przede wszystkim naukowcy. Polak ma do przeprowadzenia 13 eksperymentów. Mają dotyczyć między innymi: zdrowia astronautów, nowych materiałów i technologii oraz wykorzystywania sztucznej inteligencji, a wyniki tych badań mogą przyczynić się do rozwoju: medycyny, biologii, inżynierii materiałowej i technologii kosmicznej. Polska Agencja Kosmiczna na tę misję wydaje 65 milionów euro. Poza kosztem samego lotu i przygotowań Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego kwota ta obejmuje przygotowanie wszystkich eksperymentów. My oczywiście, decydując się na tą historyczną misję, mieliśmy na uwadze ten zysk gospodarczy, zależało nam najbardziej, aby wybrać eksperymenty, które będą niosły największą korzyść dla gospodarki, dla technologii, dla postępu naukowego, który też przełoży się na korzyści gospodarcze w dłuższym terminie. Jak mikrograwitacja wpłynie na ciało astronauty, jak poradzi sobie z eksperymentami, wreszcie - jak kosmos wpłynie na jego psychikę. Te pytania zadaje sobie cała ekipa misji Ignis, także żona Sławosza. Mój mąż obawia się, jak szybko będzie mógł on zmusić własne ciało do złamania tych naturalnych biologicznych warunków homo sapiens, do funkcjonowania w mikrograwitacji, by być jak najsprawniejszym profesjonalistą i naukowcem na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Współpraca Polski z Europejską Agencją Kosmiczną rozłożona na trzy lata oznacza dla nas wydatki przekraczające 300 milionów euro. Eksperci przekonują, że to dobra inwestycja na przyszłość. Cała ta kwota będzie do Polski wracała w postaci inwestycji i zleceń ESA w firmy sektora kosmicznego, polskie uczelnie, które będą mogły rozwijać się w kwestii lotów kosmicznych, kosmicznych technologii. Bo podobno jedno euro zainwestowane w kosmos przynosi według różnych szacunków nawet cztery euro zysku. Polski sektor kosmiczny, po pierwszych dziecięcych kroczkach zaczyna raczkować, a może nawet stawiać prawdziwe kroki, które mogą się przyczynić do tego, że zaczniemy biegać. Jak będzie biegać w kosmosie polski astronauta, zobaczymy już za kilka dni. Poprzedni i jedyny do tej pory Polak był tam prawie pół wieku temu. U nas to wszystko, za chwilę Pytanie dnia. Gościem Anny Hałas będzie minister sprawiedliwości Adam Bodnar. "19.30" wraca jutro o zwykłej porze. Dobranoc i do zobaczenia.