Premier z prezydentem w cztery oczy. Wcześniej Karol Nawrocki zawetował kolejne ustawy. Umowa z Mercosur zatwierdzona. Rolnicy - nie tylko w Polsce - protestują. Na jakie wsparcie mogą liczyć? MSZ wzywa węgierskiego ambasadora po informacjach o polskich obywatelach, którzy otrzymali azyl. Monika Sawka, dobry wieczór. Kwestie bezpieczeństwa zewnętrznego wyjmujemy z politycznych sporów - deklaruje premier po spotkaniu z prezydentem. Rozmowa w cztery oczy trwała godzinę. Załagodzenia konfliktu między małym a dużym Pałacem nie ma co się jednak spodziewać. Szef rządu podkreśla, że w sprawie polityki wewnętrznej nic się nie zmienia. Była bardzo dobra atmosfera tej rozmowy. Tak tuż po spotkaniu z Karolem Nawrockim mówił premier. W Pałacu Prezydenckim podobne odczucia. To spotkanie przebiegło w konstruktywnej, merytorycznej atmosferze. Te uprzejmości nie oznaczają jednak, że we wzajemnych stosunkach mróz zelżał. Odwilż, co podkreślały dziś obie strony, dotyczy tylko kwestii bezpieczeństwa. Wyjmujemy kwestie Ukrainy, Rosji, bezpieczeństwa militarnego, bezpieczeństwa Polski z tych sporów i politycznej wewnętrznej walki i to musi być absolutnie nasze wspólne działanie. Obaj panowie określili też swoje zadania w zakresie uczestnictwa w negocjacjach dotyczycących pokoju na Ukrainie. To potwierdzenie tego, że Donald Tusk - tak jak ostatnio w Paryżu - będzie reprezentować Polskę w ramach europejskiej koalicji chętnych. Karol Nawrocki - to zdjęcia z ostatniej wideokonferencji - w kontaktach z Donaldem Trumpem. Jest też zgoda na to, by ratyfikacja zapisów planu pokojowego dla Ukrainy, w tym także gwarancji bezpieczeństwa, w Polsce została potwierdzona decyzją Sejmu i podpisem prezydenta. Rozmawialiśmy także o tym, żeby wspólnie prowadzić akcję promocji Polski i obecności Polski w G20. To próba zagaszenia pożaru, który na linii rząd - prezydent wybuchł w grudniu, a dotyczył tego, kto ma uczestniczyć w przygotowaniach do tegorocznego szczytu na Florydzie. Ale istotna jest nie tylko lista spraw poruszonych, ale także tych przemilczanych. Nie podejmowano tematów krajowych, polityki bieżącej. A tu protokół rozbieżności wydłuża się niemal codziennie. Tuż przed tym, jak rządowa limuzyna zajechała na dziedziniec Pałacu Prezydenckiego, kancelaria Karola Nawrockiego opublikowała ten komunikat o trzech kolejnych wetach. Chyba chodzi o to mechaniczne wetowanie, byleby nam nie ułatwić pracy. O tym dziś nie rozmawiano, podobnie jak o nominacjach ambasadorskich. Na podpis prezydenta oczekuje ich 40. Wśród nich ta dla ambasadora w Stanach Zjednoczonych. Ale przecież leży na stole propozycja pana ministra Sikorskiego, tak aby część ambasadorów była obsadzana wedle wskazania pana prezydenta, część rządu, a część była absolutnie odpolityczniona. Chodzi o to pismo z października ubiegłego roku, na które Kancelaria Prezydenta do tej pory nie odpowiedziała. Spór dotyczy też przyszłości Polski w europejskiej wspólnocie. To nie jest Unia naszych marzeń. I oceny działań prezydenta Donalda Trumpa. Tak, bardzo mnie martwi sprawa Grenlandii. Według blisko% procent pytanych perspektywy dla relacji rząd-prezydent w tym roku są złe. Kto jest winien tego, że tego porozumienia do tej pory nie ma? Nie mam wątpliwości, że Donald Tusk. Oceniają politycy PiS. Rządzący w odpowiedzi przypominają 146 artykuł konstytucji, który mówi wprost, że to Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej. Kancelaria Prezydenta i prezydent nie respektują konstytucji, więc w naturalny sposób wina leży po stronie prezydenta. Dzisiejsze spotkanie w cztery oczy Karola Nawrockiego i Donalda Tuska było dopiero drugim w historii. To poprzednie odbyło się pięć miesięcy temu. W przyszłym tygodniu kolejna próba szukania kompromisu. W sprawie nominacji oficerskich dla służb z prezydentem spotkają się minister obrony narodowej, koordynator służb specjalnych i szefowie tych służb. Zaledwie 10 minut przed spotkaniem prezydenta z premierem Karol Nawrocki poinformował o zawetowaniu kolejnych trzech ustaw. Jedna z nich dotyczy nowelizacji umożliwiającej blokowanie nielegalnych treści w internecie zawierających m.in. groźby karalne, a także nawoływanie do nienawiści. To weto w imię wolności słowa - przekonuje Karol Nawrocki. A minister cyfryzacji odpowiada: najpierw zło, dopiero potem obywatele. O podpis pod ustawą apelowali do prezydenta nie tylko rządzący, ale też młodzi ludzie z Akcji Uczniowskiej. Brak regulacji oznacza de facto dalszy hejt, dalszą mowę nienawiści w sieci, dalsze niebezpieczeństwa, oszustwa, deep fake'i. Mimo apeli jest prezydenckie weto. Żeby przykryć cenzorskie zapędy, użyto dzieci. Prezydent przekonuje, że jest za ochroną najmłodszych. Ale twierdzi, że ustawa, która pozwalała na blokowanie stron łamiących prawo, to cenzura. Sytuacja, w której o tym, co wolno w internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki George'a Orwella "Rok 1984". Lepiej nie ryzykować takich analogii, bo one mogą prowadzić na manowce. Nie rozumiem, jak można wetować ustawę, która ma uczynić państwo sprawniejsze w walce z pedofilią w sieci, propagandą i dezinformacją rosyjską w sieci. Ustawa o usługach cyfrowych, po angielsku DSA, to unijna regulacja mająca chronić użytkowników w starciu z internetowymi gigantami. A konkretnie przed nielegalnymi treściami. Wdrożyły ją już Francja, Włochy, Estonia czy Słowacja. Prezydent zawetował bezpieczeństwo. Nad ustawą od miesięcy pracował resort cyfryzacji. Te dwa urzędy mogły nakazać platformom usuwanie treści o charakterze przestępczym, takich jak namawianie do samobójstwa, pedofilia, propagowanie ideologii totalitarnych, nawoływanie do nienawiści czy znieważanie. Od decyzji było odwołanie do sądu powszechnego. Stawiam panu, panie prezydencie, akt oskarżenia za to, że pozwala pan polskim dzieciom na to, żeby były skazywane w internecie na oglądanie takich zdjęć pedofilskich, jak można znaleźć. Bierze pan pełną odpowiedzialność. Również tę polityczną za to, że hejt w sieci, nielegalne treści, ruska dezinformacja będzie szalała. Zdaje się, że kiedyś obiecał Konfederatom, że nie będzie wspierał tego typu inicjatyw, i chyba to jest jedyne wytłumaczenie, bo innego nie znajduję. Decyzji prezydenta broni PiS i Konfederacja. Ograniczenia powinny być wprowadzane, natomiast zawsze jest ta obawa, że to może pójść za daleko, i wtedy będzie problem, czy nie ma tłumienia krytyki politycznej. Trzeba w tym celu pracować nad odpowiedzialnymi, sensownymi rozwiązaniami, a nie wylewać wolność słowa jak dziecko z kąpielą. Uderz w stół - komentują słowa prawicy rządzący. Jeżeli ktoś boi się tej cenzury, ograniczenia wolności słowa, to może się boi tego, że hejt, który organizuje w sieci, zostanie mu ograniczony. Fundacja Panoptykon, zajmująca się ochroną wolności słowa i bezpieczeństwem w sieci, o poparcie dla ustawy apelowała do pierwszej damy. Pod apelem podpisało się ponad 130 ekspertów. Dzieci raportują, co piąte raportuje objawy uzależnienia od mediów społecznościowych. Rosną próby samobójcze, rosną samookaleczenia. Z raportu Rzecznika Praw Dziecka wynika, że aż 97% młodzieży zauważa szkodliwe zjawiska w internecie. Prezydent apeluje do ministra cyfryzacji o wspólne prace nad projektem. Krzysztof Gawkowski odpowiada, że dwukrotnie prosił prezydenta o spotkanie. Nie znalazł czasu. To 23. weto Karola Nawrockiego. Oglądają państwo "19.30", już za chwilę - rolnicze protesty i zatwierdzona umowa z Mercosur, a później jeszcze: Dramatyczna pomyłka w warszawskim szpitalu - nie żyje pacjentka w ciąży. Stała się tragedia. Chcemy, żeby była jak najszybciej wyjaśniona. Nie mamy tu do czynienia ze standardowym błędem. Umowa handlowa z blokiem Ameryki Południowej Mercosur przyjęta mimo sprzeciwu m.in. Polski. Wcześniej przyjęto klauzulę ochronną w bardziej restrykcyjnej formie. Będzie uruchamiana, gdy ceny produktów rolnych w Unii spadną o 5%. Umowa wywołuje ogromne kontrowersje. Przeciwko porozumieniu protestują rolnicy niemal na całym Starym Kontynencie. Ciągnikami ruszyli na Warszawę. Chcielibyśmy, żeby ktoś nas wysłuchał. Główny powód protestu to umowa Unii Europejskiej z krajami Mercosur. A to rolników martwi, bo importowana z Ameryki Południowej żywność może nie spełniać standardów bezpieczeństwa żywnościowego. To, co jest wycofane już 25 lat, czyli chemia rolnicza, która niby jest toksyczna, w dalszym ciągu jest używana w krajach Mercosur. I dlatego rolnicy maszerowali dziś pod Sejm. Dotarli także tu, pod Kancelarię Premiera. Tylko nie rozumiem, dlaczego akurat tylko Kancelaria Prezesa Rady Ministrów jest miejscem, gdzie ten protest się odbywa, bo nie ma w tym wewnętrznej logiki. Bo rząd z protestującymi w sprawie kontrowersyjnej umowy mówi jednym głosem. Widzi pan, kto jest największym protestującym, tam są zaangażowani politycznie działacze związkowi. A ci chwilę wcześniej spotkali się z prezydentem Nawrockim. Wśród protestujących rolników są także działacze PiS, którzy startowali w wyborach z partyjnych list. W proteście brała udział Konfederacja i politycy PiS. Ten rząd dopuścił do tej sytuacji. Myśmy rządząc, pokazali, że można różne rzeczy blokować. Spaprali sprawę. Odpowiada wicepremier, bo tu warto przypomnieć, kto przez 8 lat rządził i negocjował umowę z krajami Mercosur. Polska jest tutaj zwolennikiem zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a wspólnym rynkiem Południa, czyli Mercosur. To Jacek Czaputowicz, za PiS-u szef dyplomacji, obok jego brazylijski odpowiednik. PiS takich wypowiedzi pamiętać nie chce. To najnowszy spot Koalicji Obywatelskiej. Kiedy ja byłem ministrem rolnictwa, to sprawy dotyczące rolnictwa nie były przedmiotem negocjacji w ramach umowy Mercosur, a wróciły właśnie w roku 2017 i 2018, czyli za PiS. Polski rząd do ostatniej chwili próbował przekonać pozostałe kraje członkowskie do zablokowania umowy. Mimo rolniczych protestów nie udało się. Dziś unijni ambasadorzy wyrazili zgodę na zawarcie tej umowy. Choć przeciwko umowie opowiedziało się aż 5 państw; Polska, Francja, Irlandia, Austria i Węgry, to nie wystarczyło to, by zbudować blokującą mniejszość, która musi skupiać kraje reprezentujące w sumie 35% populacji UE. Rządzący liczyli, że przeciwko umowie będą Włochy. Bo jeszcze we wrześniu Karol Nawrocki w Rzymie przekonywał do tego premier Meloni. Wcześniej jasno deklarował. Jestem gotowy do budowania mniejszości blokującej. Proszę się nie krępować. To wasza wina, że umowa z krajami Mercosur zostanie podpisana. Ale to prezydentowi nie udało się zbudować mniejszości blokującej. I nie dowiózł, ja swoje zadanie wykonałem, znaczy rząd polski głosował przeciw i kilkoro naszych sojuszników w Radzie Europejskiej głosowało razem z nami. Nie wystarczyło. Minister rolnictwa w Brukseli zabiegał o klauzule ochronne. Chodzi o towary wrażliwe sprowadzane z Ameryki Południowej. Jeżeli ceny rodzimych produktów wrażliwych spadną o 5%, wrócą cła na import. Jeżeli klauzule nie byłyby wystarczające, będę wnioskował, moje środowisko polityczne będzie wnioskować o zbadanie zgodności z prawem europejskim. Umowa z krajami Mercosur nie dotyczy jednak tylko rolnictwa. Eksperci zaznaczają, że nasza gospodarka mogłaby na umowie zyskać. Trzeba mówić o korzyściach dla przemysłu i miejsc pracy, bo my skupiliśmy się wyłącznie na tej części rolniczej z Mercosurem, ale musimy patrzeć szerzej. Wzmocni się ekspert maszyn i urządzeń, produktów chemicznych czy części samochodowych. Umowa Mercosur dla branży motoryzacyjnej to przede wszystkim niższe cła na pojazdy, które aktualnie sięgają 35%, a proszę pamiętać o tym, że około 1/3 pojazdów produkowanych w Europie jest sprzedawana na rynkach międzynarodowych. Umowa z krajami Mercosur zostanie podpisana w przyszłym tygodniu. Dwaj obywatele Polski otrzymali azyl na Węgrzech. Budapeszt poinformował o tym Radę Unii Europejskiej przed Świętami Bożego Narodzenia. Nie wiadomo jednak, kim są wspomniane dwie osoby. Prośby ministerstwa spraw zagranicznych oraz resortu sprawiedliwości o komentarz ze strony kancelarii premiera Viktora Orbana pozostały bez odpowiedzi. Według doniesień medialnych jeden z wniosków ma dotyczyć byłego ministra sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro dostał azyl na Węgrzech? Nie wiem. To sytuacja bez precedensu. Lider partii nie wie, czy jego partyjny podwładny dostał od obcego państwa azyl. Nie ma obowiązku informowania mnie każdego dnia, jaki jest jego los. Jego koledzy z partii też nie wiedzą. Nie znam tej decyzji. Albo wiedzą i blefują. Jest ten azyl czy nie? Nie zostałem umocowany do przekazania tej informacji. Adwokat Ziobry nie odebrał dziś od nas telefonu. Po sygnale nagraj wiadomość. To teraz to, co pewne. Jak poinformował węgierski portal śledczy, rząd w Budapeszcie udzielił azylu politycznego dwóm obywatelom Polski, ale węgierskie władze nie ujawniają tożsamości osób, które otrzymały ochronę. Nie wiem, komu Orban dał azyl. Ma pan jakieś przypuszczenia. Mam, takie same jak wy. Według Wyborczej ministerstwo spraw zagranicznych przypuszcza, że Węgry udzieliły azylu Zbigniewowi Ziobrze i jego żonie Patrycji Koteckiej. MSZ zapowiada, że w tej sprawie wezwie węgierskiego ambasadora w Polsce. Traktujemy to z niepokojem, że w środku Europy w ramach UE jest państwo, które nie chce przestrzegać zasad. To dość dyplomatyczna wypowiedź, ale posłowie nie gryzą się w język. Jest to akt wrogi ze strony państwa węgierskiego w stosunku do Polski. I to nie pierwszy raz. Bo nieco ponad rok temu azyl od Orbana dostał ten były zastępca Ziobry w resorcie sprawiedliwości, któremu prokuratura zarzuca ustawianie konkursów z Funduszu Sprawiedliwości i udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Według prokuratury grupa została założona i kierowana przez Zbigniewa Ziobrę, a jej członkowie mieli przywłaszczyć ponad 150 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości. Zarówno Romanowski, jak i Ziobro uciekli przed wymiarem sprawiedliwości na Węgry. Prężył muskuły, jak było daleko do rozliczeń, ale jak rozliczenia są coraz bliżej, to już mu ta polityczna rurka mięknie Koledzy Ziobry z partii próbują go bronić. To jest akt odwagi. - Zbigniewa Ziobry? - Oczywiście. Ale nikt tego tak nie odczytuje. Polacy chcą, żeby Zbigniew Ziobro wrócił i odpowiedział przed wymiarem sprawiedliwości. Tego w sondażu dla "Superexpressu" chce ponad 70% badanych. PiS w tym sondażu problemu nie widzi albo udaje, że tych badań nie ma i jak mantrę powtarza: Żyjemy w kryptodyktaturze. Ale ta narracja się sypie, bo tuż przed świętami sąd odroczył do 15 stycznia posiedzenie w sprawie ewentualnego aresztu dla Ziobry. I wtedy PiS się cieszyło. Jak wyrok sądu na rzecz kolegów z PiS-u, to oni są zadowoleni, jak wyrok niezgodny z ich oczekiwaniem, to kryptodyktatura. Politycy koalicji rządzącej nie mają wątpliwości. Że ten wizerunek Ziobry, kreującego się na szeryfa z bronią za paskiem, właśnie upada. Kreował się na szeryfa z bronią za paskiem i skończy na Węgrach z azylem. Oj, będzie się działo, jak wróci, będzie się działo. Wypisał się z polskiej polityki. Ma metkę przegrywa, ma metkę uciekiniera. Na co dzień aktywny w internecie Zbigniew Ziobro do sprawy azylu się nie odniósł. Znaleźliśmy wyjście z sytuacji - mówi premier Donald Tusk po spotkaniu z marszałkiem Sejmu ws. reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Śmieciówka miała być przekształcana w umowę o pracę, a kompetencje miała dostać Państwowa Inspekcja Pracy i właśnie ten projekt szef rządu zablokował, co nie spodobało się Lewicy. Było oczywiste, że znajdziemy taki sposób postępowania, żeby szybko dobry projekt powstał. I dobry projekt w naszym rozumieniu to taki, który nie będzie dawał pełnej, samowolnej władzy urzędnikowi, ale równocześnie będzie systemem, który będzie chronił pracowników przez nadużywaniem i złym wykorzystywaniem elastycznych form zatrudnienia. Na pewno ostateczną instancją będzie sąd. Myślę, że pójdziemy w tym kierunku, że dopóki sąd nie wyda decyzji, to decyzja urzędnika nie będzie obowiązywała. Dramat w warszawskim szpitalu. Tragiczna pomyłka doprowadziła do śmierci ciężarnej kobiety. Pacjentka, która trafiła do placówki przy Madalińskiego na rutynowy zabieg, miała otrzymać maskę z tlenem. Okazało się, że do aparatury podłączono inny gaz. Po wielu dniach walki o życie kobieta zmarła w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie. Prezydent Warszawy zapowiedział kontrole w szpitalach. Śmierć ciężarnej pacjentki wstrząsnęła środowiskiem medycznym. Jako lekarze anestezjolodzy my nie możemy nad takimi tragediami przechodzić do porządku dziennego. Bo stała się tragedia. Prezydent Warszawy zapowiedział kontrole we wszystkich podległych miastu placówkach. Kontrole, audyty zostaną przeprowadzone, bo musimy wyciągać z tego typu tragicznych wydarzeń natychmiast wnioski. Kontrole mają dotyczyć aparatury do podawania tlenu i innych gazów medycznych. Bo w opisanej przez "Gazetę Wyborczą" sprawie mogło dojść do dramatycznej pomyłki. Pacjentka przeszła rutynowy zabieg w tym stołecznym szpitalu im. Św. Rodziny przy ul. Madalińskiego. Po nim, też rutynowo, miała dostać tlen. Wszystko na razie wskazuje na to, że w instalacji był inny gaz, bo stan kobiety dramatycznie się pogorszył. Szpital zdecydował się przewieźć ją na OIOM do innej placówki i zawiadomił prokuraturę. Przetransportowana do szpitala MSWiA, wkrótce zmarła. Szpital nie może udzielać żadnych informacji w tej sprawie. Z punktu widzenia rodziny najważniejsze w tej sprawie jest dojście do prawdy. Bezpośrednia przyczyną śmierci, jak można uniknąć takich dramatów w przyszłości. Co było bezpośrednią przyczyną śmierci, jak można uniknąć takich dramatów w przyszłości. Zawiadomienie do prokuratury dotyczy narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Ponieważ pacjentka zmarła, paragraf może się zmienić. Stołeczni prokuratorzy przesłuchali już kilka osób. Przeprowadzili oględziny na terenie szpitala i zabezpieczyli dokumentację. Musimy brać pod uwagę różne wersje. Jedna to kwestia czynnika technicznego, druga to czynnik ludzki i trzecia to kwestie serwisowe i proceduralne przy ewentualnej konserwacji. Bedą też potrzebne fachowe analizy działającego w szpitalu sprzętu medycznego. Lekarz - co podkreślają sami medycy - podając pacjentce maskę z tlenem, przyjmuje, że w instalacji jest tlen. Nie może przewidzieć, że doszło np. do błędu przy podłączeniu instalacji, czy leki, które są w ampułkach, są niewłaściwie nabrane. Jak udało nam się ustalić, w szpitalu Świętej Rodziny niedawno był remont. Śledztwo wykaże, czy aparatura została po nim właściwie podłączona. To znana i nowoczesna placówka. Wyspecjalizowana w opiece nad kobietą w ciąży i noworodkiem. Od lat jedna z najchętniej wybieranych przez kobiety porodówek. Pacjentka, która w połowie grudnia przeszła tu zabieg, osierociła dwuletnie dziecko. Rosja uderzyła w Ukrainę pociskiem Oriesznik. Spadł w obwodzie lwowskim, blisko granicy z Polską. To hipersoniczna rakieta średniego zasięgu, jedna z najgroźniejszych broni, którą Moskwa ma w swoim arsenale. Rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że był to odwet za rzekomy atak terrorystyczny na rezydencję Władimira Putina. Nikt jednak poza Kremlem nie potwierdza, by do ataku w ogóle doszło. Według Ukraińców to element gry, którą prowadzi Kreml. Przed tym Ukraina nie może się ochronić. To uderzenie hipersonicznej rakiety balistycznej Oriesznik w graniczący z Polską obwód lwowski. Nadleciała z prędkością 13 tys. km/h. Celem były jedne z największych w Europie podziemnych magazynów gazu. Przechowują nawet połowę ukraińskich rezerw tego surowca. Kompleks znajduje się w pobliżu miasta Stryj. To około 40 km od Lwowa i zaledwie 80 od polskiej granicy. Kiedy Lwów jest atakowany, włącza się syrena i wiemy, że minie trochę czasu, zanim pociski lub drony dotrą do Lwowa. Tym razem wszystko działo się bardzo szybko, były bardzo silne eksplozje. Ten pocisk z pewnością jest przerażający. Wyposażony był w atrapy głowic. Tym razem znacznych uszkodzeń nie spowodował. Ale Oriesznik może przenosić ładunki nuklearne. I jego uderzenie nuklearny atak przypomina. Po raz pierwszy Rosja wystrzeliła go na Ukrainę w listopadzie 2024 roku. I wtedy, i teraz było to ostrzeżenie dla Europy. Ta tej nocy zaatakowała też Kijów, głównie dronami kamikadze. Posłała je na bloki mieszkalne. W tym ataku zginęły cztery osoby, w tym ratownik. Gdy ruszył na pomoc, Rosjanie uderzyli ponownie. Takiej nocy nie było dawno w Kijowie. Wiele osób chroni się w metrze, podobnie jak i ja. Nie wiemy, co przyniosą kolejne godziny. Nie wiemy, co przyniosą efekty tej nocy. Odsłonił je dzień. Który przyniósł też wzrost temperatury do kilku stopni Celsjusza na minusie z kilkunastu. To widok z 12. piętra uszkodzonego wieżowca. Swoją firmę prowadzi w nim Karina. Fala uderzeniowa zniszczyła wszystko. A godzinę później Rosja przeprowadziła drugi atak w tym samym miejscu, gdzie było najwięcej ludzi, gdzie mieszkali, gdzie spały dzieci. Gdzie były marzenia ludzi. Putin chce tych marzeń i nadziei ludzi pozbawić. Tak jak elektryczności i ciepła. W Kijowie nie ma go niemal połowa budynków mieszkalnych. Nie ma wody, nie ma światła, nie ma niczego. Choć w tych dwóch pokojach jest ciepło. Mer Kijowa zaapelował do mieszkańców, aby - jeśli mogą - opuścili miasto. Bo według prognoz idzie silny mróz. Zima nie odpuszcza. Przed nami kolejny śnieżny i mroźny tydzień. Najzimniej będzie na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie. W kilkunastu szkołach w całym kraju odwołano zajęcia. W niektórych dzieci uczą się albo hybrydowo, albo zdalnie. Mróz może być śmiertelnie niebezpieczny. Przy tak niskich temperaturach cierpią też zwierzęta. Dla tych przebywających w schroniskach to walka o przetrwanie. Pele - bo tak ma na imię senior ze schroniska - tymczasowo wyprowadził się z zimnego boksu. Panują duże mrozy, on jest starszym pieskiem, więc staramy się te starsze czy z mniejszym podszerstkiem psiaki gdzieś ukryć w ciepłe miejsca, przy grzejniczkach. Wiele schronisk szuka domów tymczasowych dla zwierząt. A do opiekunów apeluje o zapewnienie im ciepłych miejsc. W pomorskim Dzierżążnie na posesji animalsi znaleźli zamarzniętego szczeniaka. Razem z nim były jeszcze trzy dorosłe psy. Miały właściciela. Powiedział, że miał to gdzieś, ponieważ sam miał 40 stopni gorączki i nie interesował się psami. Tak że ta obojętność ludzi jest nie do wyobrażenia. Niewyobrażalnym brakiem rozsądku wykazał się ojciec 12-latki. W Woli Miłkowskiej w województwie łódzkim ciągnął córkę traktorem na worku do przewożenia gruzu. W pewnym momencie dziewczynka, która znajdowała się na worku, spadła z niego. Została zabrana do szpitala w stanie ciężkim. Także do szpitala trafiła pasażerka samochodu jadącego S5 w okolicach Gniezna, na który spadła bryła lodu z naczepy ciężarówki. Kierowca tira odjechał - prawdopodobnie nie zauważył, co się stało. Zima nie oszczędza także podróżujących koleją. Jeszcze nie wiadomo nic na temat mojego pociągu. Liczę się z tym, że będą opóźnienia, ale jak wielkie - nie jestem w stanie powiedzieć. Wielu pasażerów marzło na peronach - pociągi miały opóźnienia w związku z awarią, przepaleniem sieci trakcyjnej. Nadchodzący weekend też upłynie pod znakiem mrozu, intensywnych opadów śniegu oraz porywistego wiatru. Najtrudniejsze warunki będą na południu kraju, Pomorzu oraz w rejonach górskich. W odpowiedzi na pogarszające się warunki lodołamacze Wód Polskich rozpoczęły na zamarzniętej Odrze przygotowania do akcji. Gotowi jesteśmy do rozpoczęcia akcji lodołamania. Jak tylko przyjdzie pierwsza odwilż, to ją rozpoczniemy. A to już prawdziwy lodowy wojownik. Śnieg i mróz mu niestraszne. To jego 35. "akcja zima". Nie narzekamy, mamy robotę. Drugie zęby zjadłem na odśnieżaniu, po 35 latach wiem co i jak. Na przykład dzisiaj jest -14, nie sypiemy solą, bo sól nie działa przy -14, więc sypiemy piaskiem. Zima ma odpuścić najwcześniej w drugiej połowie stycznia. A na razie - kto potrafi, cieszy się śniegiem. Bardzo dziękuję za wspólnie spędzony czas. Za chwilę "Pytanie dnia". W studiu są już Aleksandra Pawlicka i jej gość, wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski. W TVP1 dziś także Sekielski Wieczorową Porą - w programie dziś o demograficznej zapaści.