Traktat premium - nowa polsko-francuska umowa podpisana. Dzień Leona XIV - pierwsze godziny pontyfikatu nowego papieża. Obiecana opieka - nowe fakty w sprawie mieszkania Karola Nawrockiego. Traktat z Nancy - historyczną umowę pomiędzy Polską a Francją podpisali dziś premier Donald Tusk i prezydent Emmanuel Macron. Traktat zastępuje poprzednią umowę podpisaną w 1991 roku i obejmuje między innymi sfery bezpieczeństwa, obrony czy energii. To pierwsza taka umowa z państwem, które nie jest sąsiadem Francji. Wzajemne deklaracje są szczególnie ważne w czasie, gdy w Europie toczy się wojna, a zagrożenie ze strony Rosji jest realne. Łączymy się z Anną Kowalską, która jest w Nancy. Miejsce, w którym podpisano dziś traktat, to już od ponad trzystu lat świadek szczególnych więzi polsko-francuskich. Co najważniejsze jest w tym traktacie? Najważniejsze są gwarancje bezpieczeństwa. Obie strony zobowiązują się do wzajemnej pomocy w przypadku agresji przy zastosowaniu środków wojskowych. Chodzi też o energię jądrową, przemysł czy transport. Tych kwestii jest dużo. Francja i Polska od dziś na zawsze mają być najlepszymi przyjaciółmi. Chcemy pokazać, że Europa jest zjednoczona. Chcemy pokazać to tym traktatem. Dzięki temu podpisowi Polska ma być silniejsza i bardziej bezpieczna. Po trwających miesiące negocjacjach Polska podpisała dziś traktat o przyjaźni i współpracy z Francją. Dzisiaj wykorzystujemy nasze zaufanie, przyjaźń do tego, aby między naszymi narodami utrwalić coś, co jest dobrą tradycją, czyli utrwalić naszą przyjaźń. Premier Donald Tusk i prezydent Emmanuel Macron umowę podpisali w Nancy nie bez powodu. To tu po wyjeździe z kraju zamieszkał polski król Stanisław Leszczyński. Miasto jest symbolem francusko-polskiego sojuszu. Tak jak ten traktat. Paryż i Warszawa nazywają go historycznym. Bo Francja dotychczas umowy tak wysokiej rangi podpisała z Hiszpanią, Włochami i Niemcami, ale nigdy z krajem, z którym nie graniczy. Tym traktatem rozpoczynamy nowy rozdział. Rozdział, którym budujemy nieodwracalną solidarność i zaufanie, zbudowane na podstawie licznych kryzysów. Traktat o przyjaźni i współpracy zastąpi ten podpisany w 1991 roku. Według Pałacu Elizejskiego - archaiczny, i niedostosowany już do wyzwań obecnego świata. 17-stronicowy dokument określa szereg obszarów współpracy. Od gospodarki przez przemysł, energię, rolnictwo, ochronę środowiska i migrację aż po kulturę i sport oraz co najważniejsze: bezpieczeństwo i obronę. Znalazły się w nim ważne dla Polski gwarancje bezpieczeństwa. Prezydent Francji w ekskluzywnym wywiadzie dla Telewizji Polskiej obiecuje, że Polacy będą mogli na Francji polegać. Czy po Nancy może pan zapewnić Polaków, że w razie potrzeby Francja obroni Polskę? Tak. W porozumieniu, które podpisujemy, jest też ta solidarność i to, że jeśli na przykład Polska zostanie zaatakowana poza artykułem 5 NATO, poza traktatami UE, to przez ten dwustronny traktat nadajemy temu charakter operacyjny. Traktat, chociaż nie ustala szczegółów, to otwiera możliwości współpracy w dziedzinie odstraszania nuklearnego. Prezydent Macron zapowiedział już, że rozważa rozszerzenie francuskiego parasola nuklearnego na całą Europę. Co mogłoby oznaczać, że nad Polską już niedługo będą latały takie francuskie myśliwce z pociskami jądrowymi. Traktat z Polską jest zasadniczą zmianą polityki Paryża wobec Warszawy. Do 2023 roku Emmanuel Macron nie szczędził pod adresem polskich władz gorzkich słów, krytykując Polskę za nieprzestrzeganie europejskich wartości i zasad państwa prawa. Dzisiaj widzi ją na czele Europy. On ma dużo szacunku dla Polski jako mocarstwa europejskiego o ogromnych możliwościach. Ale też przywiązuje dużą wagę do tego, że sytuacja geopolityczna zmieniła się bardzo. A ten traktat ma wzmocnić bezpieczeństwo całej Europy i pozwolić uniezależnić się od Stanów Zjednoczonych. Jest nie tylko symboliczny. Zobowiązuję Warszawę i Paryż do corocznych wspólnych posiedzeń rady ministrów. Efekty tej współpracy będą namacalne. Jakie? O tym opowie sam prezydent Francji. Tuż po 19:30 w wydaniu specjalnym programu Pytanie Dnia całość wywiadu Emmanuela Macrona dla Telewizji Polskiej. Game changer, bardzo oczekiwany i pozytywny - tak premier Donald Tusk mówi o podpisanym dziś traktacie o wzmocnionej przyjaźni i współpracy pomiędzy Polską a Francją. Polski premier zapewnia o historycznym momencie, który dzięki temu ma zwiększyć bezpieczeństwo naszego kraju. Na czym ma polegać nowy, wyższy poziom relacji pomiędzy Warszawą a Paryżem, w materiale Bartosza Filipowicza. Moment przełomowy w naszej historii. Traktat z Nancy ma wynieść relacje polsko-francuskie na nowy poziom. Traktat otwiera bardzo dużo możliwości w różnych dziedzinach. Nie ukrywam, że dla mnie absolutnie najważniejszą kwestią były wzajemne gwarancje bezpieczeństwa. To właśnie kwestie militarne stały się priorytetem. Polska i Francja zobowiązały się, że w przypadku zagrożenia pomogą sobie nawzajem. To najsilniejszy traktat od czasu wstąpienia Polski do NATO - mówi minister obrony narodowej. Jesteśmy sojusznikami w Unii, w NATO, ale ten traktat wzmacnia nasze zdolności obronne, militarne, współdziałania i jest dwustronny. Zacieśnienie współpracy w ramach obronności to także rozwój przemysłów zbrojeniowych czy wspólne ćwiczenia wojskowe. Traktat oba państwa podpisują w symbolicznym dniu Europy, dzień po tych uroczystościach Narodowego Dnia Zwycięstwa na poligonie w Wesołej, w osiemdziesiątą rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej. Wzięło w nich udział ponad dwa tysiące żołnierzy. Dzisiaj najlepszym lekarstwem na narodową traumę z czasów II wojny światowej jesteście wy. Polska ma najliczniejszą armię w Europie i trzecią w NATO. Sojusznicy dostrzegają nasz potencjał militarny, bo zrobiliśmy dużo, by mieć nowoczesne wojsko - mówią eksperci. W tej chwili nasze państwo jest w tej materii liderem. Posiadamy największa liczbę luf, największa liczbę wyrzutni rakietowych, nowoczesne lotnictwo. Dzisiaj obok Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec Polska właśnie należy do najsilniejszych pod względem potencjału militarnego państw Europy. Traktat ma zastąpić poprzednią umowę o przyjaźni między Polską a Francją sprzed 34 lat. Zmieniły się okoliczności obu państw, zmieniła się Unia Europejska, zmieniła się przede wszystkim relacja transatlantycka, ale nade wszystko po raz pierwszy od czasów drugiej wojny światowej toczy się pełna wojna w wyniku napaści Rosji na Ukrainę. Agresja Rosji i jej potencjał nuklearny każą postawić pytanie, czy Europa będzie potrafiła obronić się w przypadku ewentualnego ataku. Francja to jedyne w Unii mocarstwo atomowe. Dla nas ważna jest ta ochrona właśnie nuklearna i z tym wiążemy dużą nadzieję. Podpisany traktat ma pomóc w rozmowach o roztoczeniu nad Polską parasola nuklearnego. Otwiera możliwość współpracy także w tej dziedzinie. Dzięki temu traktatowi przypieczętowujemy silniejszą solidarność, która umożliwi działanie tego, co już zapisano w artykule piątym NATO lub traktatach UE. To pierwszy w historii taki traktat podpisany przez Francję z krajem, z którym nie sąsiaduje. Polska podpisze niebawem podobną umowę z Wielką Brytanią - drugim w Europie mocarstwem nuklearnym. PODNIOSŁA KOŚCIELNA MUZYKA Wczoraj oczy całego świata były zwrócone w kierunku Placu Świętego Piotra, gdzie na balkonie bazyliki pojawił się następca papieża Franciszka. Dziś, kiedy już znamy jego imię, wiemy, że rozpoczyna się nowy rozdział w życiu kościoła. W Watykanie jest Joanna Dunikowska-Paź. Dobry wieczór z Watykanu, który dokładnie 24 godziny temu przedstawił światu nowego pasterza Kościoła katolickiego. Na tronie piotrowym zasiadł papież Leon XIV, augustianin, amerykański kardynał Robert Prevost. Łączymy się z Danielem Chalińskim. Wybór imienia to pierwszy ważny sygnał papieża dla świata, jaką widzi w nim rolę Kościoła. Powiedz, jak możemy czytać nawiązanie Leona XIV do wielkich poprzedników i jakie są pierwsze plany nowego papieża? Wkrótce będzie okazja zobaczyć nowego papieża. W niedzielę papież zaprasza na modlitwę Anioł Pański. Papież pojawi się na loggii bazyliki. Imię Leon pochodzi z łacińskiego Leo, czyli lew. Odwaga i siła. Pontyfikat poprzednika Leona XIII to był kluczowy pontyfikat dla Kościoła. Niektórzy mówią, że ten również będzie podobny. To pierwsza msza nowego papieża. Leon XIV odprawił ją w Kaplicy Sykstyńskiej. W tym samym miejscu, do którego jeszcze wczoraj wchodził jako kardynał. Poprzez posługę Piotra wezwaliście mnie do niesienia tego krzyża, wiem, że mogę polegać na każdym z was. O przekonaniu papieża świadczy fakt, że został wybrany już w czwartej rundzie głosowania. Kiedy jako papież żegnany brawami opuszczał Kaplice Sykstyńską, świat usłyszał jego papieskie imię. Przybrał sobie imię Leon XIV. Te słowa usłyszał też za oceanem jego brat. Nie mogłem w to uwierzyć. Po chwili poczułem ogromną dumę. Imię wybrał nieprzypadkowo. To nawiązanie do papieża Leona XIII, który kierował Kościołem katolickim na przełomie XIX i XX wieku. Jego pierwsza encyklika Rerum novarum - zawsze punkt odniesienia do społecznego nauczania kościoła. I na to nowy papież może położyć szczególny nacisk. Jestem synem św. Augustyna, augustianinem, który powiedział: "Z wami jestem chrześcijaninem, a dla was - biskupem". Te słowa też pokazują, w jaką stronę może iść pontyfikat nowego biskupa Rzymu. Zakon augustianów to zakon, który wyraźnie odnosi się do św. Augustyna. Jednego z ojców kościoła. Znanego przede wszystkim z takiego wspaniałego dzieła wyznania, zapisu swojej drogi nawrócenia. Augustianie są zaliczani do zakonów żebraczych. Prowadzą działalność misyjną i pracują wśród ludzi chorych czy ubogich. Dom zakonny, w którym mieszkał nowy papież, znajduje tuż obok Placu Świętego Piotra. Nam udaje się porozmawiać z długoletnim przyjacielem. Widywałem go przez 12 lat. Zawsze był pełen energii. Jestem bardzo szczęśliwy. Mieć papieża jako brata i przyjaciela - to już nie to samo. Muszę się przyzwyczaić. Leon XIV w przeszłości był generałem augustianów. Później wyjechał do Peru. Służył w jednej z najmniejszych i najuboższych diecezji na świecie. Chciałbym również skierować kilka słów pozdrowień do wszystkich, a w szczególności do mojej ukochanej diecezji Chiclayo w Peru, gdzie wierni towarzyszyli swojemu biskupowi. Był bardzo lubiany. Tutaj biskupi nazywali go świętym Północy. Miał czas dla każdego. Do Watykanu dwa lata temu sprowadził go papież Franciszek. Kiedy wrócił z Peru już jako kardynał nie chciał być sam. Chciał modlić się razem z nami. Przychodził na poranne modlitwy i siadał tu. To było jego miejsce. Nowy biskup Rzymu poznał także Jana Pawła II. To zdjęcie sprzed 43 lat. Był bardzo dumny, że służył Janowi Pawłowi II. My, augustianie, od pięciu wieków pełnimy funkcję papieskiego zakrystiana. Dlatego zawsze była mocna wieź między zakonem a biskupem Rzymu. Leon XIV to pierwszy papież augustianin. Niech pokój będzie z wami wszystkimi - to pierwsze słowa Leona XIV do wiernych i to właśnie przesłanie pokoju we wczorajszym wystąpieniu wybrzmiało najmocniej. Słowom papieża przysłuchiwała się Anna Hałas. Na chwilę po habemus papam zapanowała wymowna cisza, oddająca zaskoczenie wśród wiernych i pojawiające się na ich twarzach pytania, kim jest nowy papież. Co mówili, gdy Leon XIV przedstawił się światu? To była niespodzianka. Wierni potrzebowali chwili, żeby zorientować się, skąd jest nowy papież. Potem była radość. Zwłaszcza po słowach o pokoju i pojednaniu i nawiązaniu do Franciszka. Papa americano jest dziś na pierwszych stronach gazet. To historyczny moment. Pierwszy raz papież z USA jest w Watykanie nowym ojcem duchownym Kościoła katolickiego. To niespodzianka, ale też szybka decyzja kardynałów. Bo już w czwartym głosowaniu podjęli decyzję. Biały dym pojawił się po osiemnastej. Radość i wzruszenie ogarnęły Plac św. Piotra. Habemus papam. Tłumy wiernych z całego Rzymu zaczęły biec w kierunku Watykanu. Habemus Papam. Świat usłyszał nazwisko nowego papieża. Nie wszyscy od razu wiedzieli, kto to. Ale ta grupa Amerykanek stojąca obok nas doskonale go znała. Americano? Chicago. Moje pierwsze konklawe i jest papież z Ameryki. To ekscytujące. Leon XIV, czyli Robert Prevost, nie był w czołówce papabili. Jest pierwszym w historii papieżem z USA. Jest z potężnego kraju, którego kościół może nie jest aż tak liczebny, ale jest kościołem bardzo silnym. Kościołem, który bardzo długo czekał na papieża. La pace con tutti voi. Niech pokój będzie z wami wszystkimi - to jego pierwsze słowa. Pomóżcie nam również wy. I sobie nawzajem. W budowaniu mostów poprzez dialog, spotkanie, jednocząc się wszyscy. Aby być jednym ludem, zawsze w pokoju. To właśnie słowa o pokoju wybrzmiały najmocniej. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie słowa o pokoju i jedności. To dziś najważniejsze. To było piękne - ludzie z całego świata i słowa o pokoju. Na to czekała też Iona z Ukrainy, z którą rozmawialiśmy w 19:30 przedwczoraj. Kiedy zobaczyłam biały dym, pomyślałam - to znak pokoju. Pierwszy w historii papież z USA. I jego słowa o pokoju, dialogu i budowaniu mostów. Jestem szczęśliwa. Leon XIV jest 267. papieżem. Będzie głową kościoła, będzie autorytetem i będzie politykiem. W sposób naturalny włączy się w procesy pokojowe na świecie. Wśród ekspertów i wiernych pojawiają się też takie głosy. Amerykański prezydent raczej podzielił świat, niż połączył jak dotąd, więc liczymy, że papież amerykański będzie przeciwwagą. I może to jest taki znak od Boga, że tutaj da nam Amerykanina, który złączy ludzi, a nie podzieli. Naprawdę podoba mi się przesłanie o budowaniu mostów zamiast murów. Takiego kościoła chce Leon XIV. Chcemy być kościołem synodalnym, który idzie, który zawsze szuka pokoju, zawsze szuka miłości, zawsze chce być blisko, zwłaszcza tych, którzy cierpią. I blisko ludzi. Wczoraj wieczorem, wracając do mieszkania w gmachu dykasterii, na ulicy pobłogosławił dotychczasowym sąsiadom. 8 maja to dzień, który przejdzie do historii, jako początek pontyfikatu Leona XIV - 267. biskupa Rzymu. Z Watykanu to wszystko. Dziękujemy, że w tym wyjątkowym czasie byli państwo z nami. Teraz Warszawa i Zbigniew Łuczyński. Joanna Dunikowska-Paź i cały nasz team specjalnie dla państwa relacjonowali to wydarzenie. A państwo to docenili. Wczorajszy program obejrzało niemal 2,7 mln widzów. Telewizja Polska była w tym czasie niepokonana. Programy informacyjne w konkurencyjnych stacjach obejrzało odpowiednio milion siedemset i nieco ponad milion osób. Joanno, dziękuję za waszą pracę, do zobaczenia tutaj - na Woronicza. A w 19.30 teraz powracamy do sprawy mieszkania kandydata na prezydenta popieranego przez PiS. Na jaw wychodzą nowe fakty. A jednym z najważniejszych jest dokument, w którym Karol Nawrocki zobowiązuje się do dożywotniej opieki nad Jerzym Ż. Jak to więc możliwe, że opiekun seniora, jakim miał być były szef IPN, nie wiedział nawet, że jego podopieczny trafił do DPS-u? O kolejnych odsłonach tej afery Anna Łubian-Halicka. Kompromitujecie zawód dziennikarza. To reakcja prezesa PiS na pytanie o kolejne sprzeczności w sprawie mieszkania Karola Nawrockiego. Proszę zostawić tę sprawę. Tym razem chodzi o to pismo sprzed czterech lat, do którego dotarła interia. Karol Nawrocki oświadcza w nim, że zobowiązał się do dożywotniego utrzymania Jerzego Ż. Poprzez dostarczenie mu wyżywienia, ubrania, mieszkania, światła i opału, zapewnienia pomocy i pielęgnowania w chorobie. Stan jest sprzeczny ze złożonym przez pana Karola Nawrockiego oświadczeniem. Jerzy Ż. od roku jest w miejskim DPS. Jego dożywotni opiekun dowiedział się o tym cztery dni temu, z Onetu. Czy nadal zobowiązuje się? Jeśli tak, Urząd Gdańska zamierza mu wysłać rachunek za DPS. To 92 tysiące złotych rocznie. Nie było żadnej pomocy. Anna Kanigowska, która przez rok codziennie opiekowała się Jerzym Ż., to kolejna osoba, która podważa słowa Karola Nawrockiego. Nie widziała go u seniora ani razu. Widziała za to samotność i biedę. Co tu trzeba jeszcze więcej mówić? Pytał dziś premier. W sprawie jest już kilka zawiadomień do prokuratury. Obok Magdaleny Biejat złożyło je miasto Gdańsk. Tu mowa o wyłudzeniu komunalnego. Oraz zespół do spraw rozliczeń. Po ujawnionym dziś zobowiązaniu do dożywotniej opieki pytań jest więcej, także o prawdomówność sztabowców Karola Nawrockiego. To słowa sprzed trzech dni. Nie ma żadnego zobowiązania prawnego do jakiejkolwiek opieki nad panem Jerzym. Dlaczego kłamaliście? Dziś to samo pytanie dziennikarze chcieli zadać Przemysławowi Czarnkowi, ale chętny do rozmowy nie był. Karol Nawrocki pogrąża się, razem ze środowiskiem, które go wylansowało. Bo sprzeczności i pytań jest więcej. Senior wydziedziczył swoje dzieci i wszystko przepisał na Nawrockich. Mimo to ci kupili od niego mieszkanie. I w akcie notarialnym poświadczyli, że przekazali mu 120 tysięcy złotych. Teraz okazuje się, że nie. Przekazanie całej kwoty - 120 tysięcy złotych - wówczas panu Jerzemu Ż. byłoby zagrożeniem dla jego życia i zdrowia. Historia kłamstw Nawrockiego pokazuje, że chodziło tylko i wyłącznie o wyłudzenie od 80-latka tego mieszkania. To najnowszy sondaż prezydencki. Karol Nawrocki ma niespełna 23 procent poparcia i traci ponad dwa punkty procentowe. Pan Nawrocki jest decyzją Kaczyńskiego, więc niech oni się tłumaczą. Szczerze mówiąc, każdego dnia każda informacja przyprawia mnie o mdłości. Ja mdłości to mam na wspomnienie, kto jest dzisiaj polskim premierem. Karol Nawrocki miał dziś szanse przestawić wyjaśnienia. Jednak mimo zapowiedzi sprzed trzech dni... Przyjdę i wykonam swoje obowiązki. Na komisji sprawiedliwości się nie stawił. Dzisiejsza informacja to gwóźdź do trumny prezesa IPN. Za każdym razem mówił nieprawdę. Stąd wniosek do kolegium IPN o jego odwołanie. Niejedyny w tej sprawie. Wiele rzeczy mogę sobie wyobrazić, ale człowieka niemoralnego, który oszukał biednego starszego człowieka, ciężko mi sobie wyobrazić w roli prezydenta. Wyobrażają sobie politycy PiS, którzy - jak informuje Newsweek - dostali wytyczne, jak bronić swojego kandydata. Wśród nich teza, która padała dziś wielokrotnie, że Karol Nawrocki uchronił Jerzego Ż. przed bezdomnością. Uchronił pana Jerzego przed bezdomnością. Uratował człowieka przed bezdomnością. Jerzemu Ż. - jak podkreśla gdański ratusz - bezdomność nie groziła, bo miał mieszkanie komunalne. Ale teraz to własność kandydata PiS na prezydenta. Mieszko R., który w brutalny sposób zabił siekierą nieznaną sobie kobietę, matkę trójki dzieci - z postawionymi zarzutami. Zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, usiłowania zabójstwa i znieważenia zwłok. Jednak według biegłych sprawca może nie stanąć przed sądem i uniknąć więzienia, jeśli zostanie uznany za niepoczytalnego. Wkrótce zabójca ma być podany badaniom. Marek Smółka. To był makabryczny mord. A to jego sprawca. Dziś w policyjnym konwoju, w kajdankach i w specjalnym hełmie. Była środa przed dziewiętnastą. Do masakry doszło w miejscu, gdzie nikt takiej agresji się nie spodziewa. Szkoły i uniwersytety to są takie miejsca dla mnie, gdzie młodzież powinna się czuć jak w drugim domu. Nie dość że to była zbrodnia, ale to była zbrodnia po prostu potworna. Tu, na terenie kampusu Uniwersytetu Warszawskiego, dwudziestodwuletni student prawa Mieszko R. siekierą zamordował pracownicę uczelni, portierkę, która właśnie zamykała jeden z budynków. Doszło do ataku, atak bardzo nagły, brutalny, wielokrotność uderzeń. Student przed atakiem kręcił się po kampusie. W plecaku oprócz siekiery miał jeszcze nóż i bagnet. Ofiara była jednak przypadkowa. Zginęła nasza koleżanka, matka trójki dzieci, znakomity pracownik uniwersytetu. Zamordowana kobieta miała 53 lata. Poważnie ranny został także trzydziestodziewięcioletni strażnik uniwersytecki, który starał się obezwładnić napastnika. Jego zachowanie zasługuje na szczególne uznanie. Ten mężczyzna, nie patrząc na swoje życie i zdrowie, widząc, co się dzieje, widząc, że kobieta jest mordowana, ruszył jej na pomoc. Kilka osób dzwoniło na 112, część osób nagrywała zdarzenie telefonami. Policja przyjechała po czterech minutach. Natychmiast zatrzymaliśmy mężczyznę, obezwładniliśmy go i przejęliśmy go od pracowników ochrony. Wiadomo, kto zabił. Nie wiadomo dlaczego. Z wyjaśnień, które złożył teraz na posiedzeniu, wynika, że nie była to planowana zbrodnia, że na taki pomysł wpadł tuż przed zabójstwem. Złożył wyjaśnienia, których treść wskazuje, że konieczne będzie przeprowadzenie opinii sądowo-psychiatrycznej. Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie. Mieszko R. zostanie umieszczony w zakładzie psychiatrycznym w Radomiu. Obrona zgodziła się tu z prokuratorem. Szczególne warunki ewentualnie odbywania tymczasowego aresztowania przez podejrzanego, mianowicie w zakładzie leczniczym, mogą być najlepszym rozwiązaniem. Prokuratura postawiła mu zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem 53-latki, zbezczeszczenia jej zwłok i usiłowania zabójstwa ochroniarza. Gdyby okazał się poczytalny, będzie mu groziło dożywocie. Nie znajdziemy tam racjonalności i logiki na pewno, bo jeżeli ktoś decyduje się na taki ruch, to znaczy, że w jego głowie powstały zaburzone myśli. Z Uniwersytetem Warszawskim solidaryzują się uczelnie w całej Polsce. To, co się wydarzyło, stawia pytania o bezpieczeństwo na uczelniach wyższych. Prace nad jego poprawą zadeklarował resort szkolnictwa wyższego. Czwartek na UW był dniem żałoby, odwołano też juwenalia. Zimni ogrodnicy przyszli dużo wcześniej niż zwykle i niestety wygląda na to, że zmierzają się rozgościć. Niskie temperatury to wielki problem dla rolników i sadowników, którzy robią, co mogą, aby uratować przyszłe plony i zatrzymać degradację. Palą w sadach ogniska, by ogrzać kwitnące drzewa. To ważne dla nich i dla nas, konsumentów, bo mniej owoców z krajowego rynku, to prosta droga do wyższych cen. Tomasz Mildyn. To była dla wielu rolników w kraju kolejna nieprzespana noc. W Lutyni, pod Wrocławiem, sadownicy pamiętają bardzo dobrze, jak fatalne skutki mogą przynieść wiosenne przymrozki. Po zeszłym roku, kiedy jednej nocy było minus osiem i straciliśmy sto procent plonu, stwierdziłem, że spróbujemy coś zrobić. Maciej Karczewski postawił na starą skuteczną metodę rozpalania ognisk i zadymiania sadu po to, aby chronić zawiązki śliwek przed mrozem. Temperatura w nocy spadła do minus półtora stopnia. Można powiedzieć, że w nocy nie śpimy. Na Lubelszczyźnie to też kolejna doba walki z przymrozkami. Już wiadomo, że częściowo przegrana. Nie tylko jabłonie, to będą na pewno grusze, będą to wiśnie, truskawka na pewno, wiem już o uszkodzeniach z malin, porzeczka też nieciekawie wygląda. Dlatego w przyszłym tygodniu rozpocznie się szacowanie strat. Najgorsze jest to, że to jest kolejny rok. Na Lubelszczyźnie są tacy, którzy owoców nie zbiorą w tym sezonie w ogóle. Są miejsca na terenie gminy Łaziska, gdzie straty sięgają stu procent, ale są miejsca, gdzie te straty są mniejsze i sięgają czterdziestu procent. Przymrozki w pierwszej połowie maja to w Polsce nic nadzwyczajnego, ale wzrost średniej temperatury rocznej sprawił, że rośliny wcześniej zaczynają kwitnąć i tworzyć owoce. To jest pewne niebezpieczeństwo, bo już w tej chwili w sadach mamy zawiązane zawiązki owoców. A dla nich niskie temperatury mogą być zabójcze. Podobnie jak dla całego biznesu owocowego. Sadownicy, którzy ostatnie noce spędzają wśród swoich drzew, zauważają też, że problemem jest nie tylko pogoda. Na chwilę obecną nie ma w ogóle ubezpieczeń, firmy ubezpieczeniowe nie chcą przyjmować nowych klientów na ubezpieczenia od przymrozków, od gradów. Dlatego sadownicy apelują o rozwiązania systemowe. Należy stworzyć normalny, prosty, obowiązkowy, powszechny system ubezpieczeniowy, żebyśmy sobie mogli radzić, nie tam jakieś pomoce, później się rządy chwalą tymi pomocami. Nie mamy żadnych narzędzi nacisku. Tu działa rynek. Na razie przed nimi kolejne niespokojne noce. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega przed przymrozkami na południu i wschodzie Polski. W 19.30 to wszystko. Już za chwilę wywiad prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który dla Telewizji Polskiej przeprowadziła Anna Kowalska. Zapraszam. Do zobaczenia.