Debata o debacie. Czy dojdzie do słownego pojedynku w Końskich? 15 lat od katastrofy. Smoleńsk nadal dzieli. Zmienność Trumpa. Raz cła w górę, a raz w dół. Zbigniew Łuczyński, "19.30", zapraszam. W siedzibie TVP spotkali się dzisiaj przedstawiciele sztabów wyborczych Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego. Jednak czy do debaty w Końskich dojdzie? Kością niezgody stał się udział dziennikarzy dwóch prawicowych stacji. TVP, TVN i Polsat są gotowe do przeprowadzenia transmisji i udostępnienia bezpłatnie sygnału telewizyjnego innym zainteresowanym mediom. Czemu trzy razy jeden to trzy, a nie pięć? Jeden kandydat na pewno weźmie udział w debacie w Końskich. Jutro nasz kandydat stawia się w Końskich. Ale wciąż nie wiadomo, czy będzie to debata pomiędzy Rafałem Trzaskowskim a Karolem Nawrockim. Swoje żądania wysunął jednak kandydat z poparciem PiS - do dwóch prawicowych telewizji. Mimo że w tym samym wpisie Nawrocki deklaruje, że jest gotów do debaty: "Idę po ciebie, Rafale Trzaskowski, do zobaczenia w Końskich." I tu zaczęły się schody. Sztab Nawrockiego najpierw nie chciał zgodzić się na spotkanie organizacyjne w siedzibie Telewizji Polskiej: "zmiana miejsca na neutralny grunt". Zareagowała na to szefowa sztabu Rafała Trzaskowskiego. Napisała, że była na Woronicza w sprawie debaty, gdy rządziło PiS. I nie płakałam po mediach. Do zobaczenia. Paweł Szefernaker razem z politykami PiS ostatecznie pojawili się na spotkaniu. Po dwóch godzinach rozmów usłyszeliśmy, że nie było przestrzeni do porozumienia. Bo były dyskusje ciągle o doproszeniu jakichś telewizji. Nawet nie wiemy, jak ta debata trzech telewizji miałaby wyglądać, bo nie było to w ogóle przedmiotem rozmowy. To jest nasz warunek organizacji debaty. Chcemy debaty pięciu telewizji. Poseł PiS pytał: dlaczego w debacie ma nie być prawicowych stacji, które zaproponowali. A to zdjęcia z dziś i zachowanie pracowników jednej tych telewizji wobec wracającego do auta Rafała Trzaskowskiego. Domagam się od pana reakcji. Pan jest agresywny, pluje pan na mnie. Na te doniesienia o postawie Pawła Szefernakera na gorąco reagował kandydat Koalicji Obywatelskiej. Wymięka dlatego, że awanturuje się na tych spotkaniach, gdzie miały być ustalone te najważniejsze zasady tej debaty. Szkoda by było, gdyby nie starczyło Nawrockiemu i jego sztabowi odwagi do tego, żeby stanąć i debatować, bo sami tej debaty chcieli. To Karol Nawrocki dwa tygodnie temu zaproponował debatę jeden na jeden. Staję dzisiaj w Końskich, aby wezwać Rafała Trzaskowskiego do debaty. Jeżeli Karol Nawrocki nie odważy się, nie przyjedzie, mimo swoich wcześniejszych zapowiedzi o godzinie 20.00 do Końskich, to będzie oznaczało jedno: że pan Karol Nawrocki skapitulował. Najpierw rzucił rękawicę, a później po prostu jak tchórz wycofał się rakiem. Zobaczymy, czy starczy mu odwagi. Mocny w gębie ten atleta, jak się okazało. Po fiasku wcześniejszych rozmów po południu trzy telewizje wystosowały pismo do obu sztabów. Tak jak wcześniej zapewniły, że bezpłatnie udostępnią wszystkim innym stacjom sygnał telewizyjny i zaproponowały, by debatę poprowadzili dziennikarze TVP, TVN-u i Polsatu. Kandydaci mieliby odpowiadać na pytania, których wcześniej nie będą znali, oraz pytać samych siebie. Na to nie zgodził się sztab Karola Nawrockiego, który w debacie najprawdopodobniej nie weźmie udziału. Boi się łomotu politycznego, bo jest nieprzygotowany, boi się pytań dziennikarzy, boi się starcia, stanięcia twarzą w twarz. Niezadowolenie z debaty dla tylko dwóch kandydatów wyraził Szymon Hołownia. Szef jego sztabu wysłał w tej sprawie pismo do Telewizji Polskiej. Nie może być tak, że sobie na solówkę przedstawiciel partii rządzącej wybiera kogoś i wtedy media publiczne lecą organizować debatę. Ta debata jest odpowiedzią na wezwania, na apele pana Karola Nawrockiego. Przypomnijmy, Telewizja Polska nie jest organizatorem debaty w Końskich. Debatę dla wszystkich kandydatów publiczny nadawca zorganizuje 12 maja. 15 lat. Tyle minęło od katastrofy smoleńskiej. Zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i wiele najważniejszych osób w państwie, które leciały, aby uczcić obchody zbrodni katyńskiej. W kilku miejscach w Polsce trwały dziś rocznicowe obchody. 15 lat od katastrofy to także 15 lat toczącego się śledztwa. Uroczystości państwowe na wojskowych Powązkach. Politycy PiS przed Pałacem Prezydenckim. I przed pomnikiem smoleńskim. Prezydent w Krakowie na Wawelu. Tak o poranku wyglądały obchody 15. rocznicy katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem. Nigdy nic też nie naprawi, ani ich najbliższym, ani Rzeczpospolitej tej straty. I to jest ból, który, myślę, dla wielu, zwłaszcza najbliższych, nie mija mimo tego, że minęło 15 lat. Pamięć o katastrofie smoleńskiej i jej ofiarach nie powinna nas dłużej dzielić. Odbudowanie wspólnoty i wzajemnego szacunku jest możliwe i konieczne. Nawet jeśli wciąż bardzo trudne. Spróbujmy. Na placu Piłsudskiego zamiast wspólnoty były wrogie hasła, zamiast szacunku polityczne - oskarżenia. Ta koalicja niszczy Polską demokrację, dzieli Polaków, napuszcza tutaj jakichś prowokatorów. Ten rząd jest politycznie odpowiedzialny za śmierć tych ludzi sprzed 15 lat, więc ja się nie dziwię, że wstydzą się i nie przychodzą. Jarosław Kaczyński dziś nie zabierał dziś głosu. Pamięć o tych, którzy lecieli upamiętnić ofiary zbrodni katyńskiej, powinna nas łączyć. I tego nie osiągnęliśmy przez 15 lat. Osiągnęliśmy zaraz po katastrofie i utraciliśmy bardzo szybko. W to, że na terytorium Rosji w rządowym samolocie ginie polska para prezydencka i 94 inne osoby, wielu trudno było uwierzyć. Niemal natychmiast więc pojawiały się teorie spiskowe. Ich głównym autorem i promotorem jest bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, Antoni Macierewicz. Dosyć cynicznie została ta katastrofa wykorzystana, żeby budować poparcie i żeby Polskę skutecznie podzielić. To się tym, którzy to wtedy robili, udało. Przyczyny katastrofy badała wojskowa komisja pod przewodnictwem Jerzego Millera. Raport powstał w 2011 roku. Wskazywał, że żadnego zamachu nie było. Do katastrofy doprowadził splot błędów i niekorzystnych wydarzeń. Za tę katastrofę odpowiada polski bałagan i rosyjski bardach. I nic więcej. Zespół Antoniego Macierewicza informował m.in. o bombie termobarycznej, helu nad lotniskiem i sztucznej mgle. To jest bajkopisarstwo. U Macierewicza badaniem katastrofy zajmował się architekt, który projektuje drzwi czy domy. Nazwisk tych, którzy do katastrofy doprowadzili, wciąż nie znamy. Zespół śledczych prowadzi kilka śledztw związanych z katastrofą smoleńską. Przede wszystkim główne postepowanie prowadzone jest od dnia katastrofy, 10 kwietnia 2010 roku. Od 15 lat prowadzi je i polska, i rosyjska prokuratura. Tak naprawdę trzymają się w szachu. Jedno i drugie nie chce kończyć przed skończeniem drugiej strony. Aktualnie polscy śledczy czekają na tłumaczenie opinii międzynarodowych biegłych, którzy badali przyczyny katastrofy od 2019 roku. Smoleńska katastrofa to był wstrząs dla nas wszystkich. I ogromna tragedia dla tych, którzy stracili tego dnia swoich najbliższych. Przerwane rodzinne więzy, niedokończone rozmowy. Katastrofa tupolewa, choć jest ogromną stratą, dawała nadzieję na refleksję ponad podziałami. Nadzieję, która mimo wszystko nie gaśnie nawet 15 lat od tamtego dnia. Podobnie jak pamięć. Był sobotni poranek i oczekiwanie na uroczystości w Katyniu. Pierwsze informacje na tyle nieprawdopodobne, że podawano je z wielką ostrożnością. Ten jeden raz w dziennikarskim świecie nikt nie chciał być pierwszy. Nie wiemy, na ile poważne było to lądowanie, może rozbicie się. Trudno powiedzieć teraz, co tam się stało. Po prostu nie uwierzyłem w to. Paweł Deresz, wdowiec po Jolancie Szymanek-Deresz, wspomina, że na początku mówiono o trzech uratowanych osobach. Wtedy chyba nikt do końca nie wierzył, że doszło do katastrofy. Polacy zadawali sobie pytanie, jak to zginęli. Jak to jest możliwe, że nie ma głowy państwa. Miał być tutaj dzisiaj prezydent RP. Szanowni państwo, niestety pana prezydenta nie ma z nami. Doszło do katastrofy lotniczej. Rozpacz w Katyniu i w całej Polsce. Izabella Sariusz-Skąpska bardzo chciała lecieć, ale było za mało miejsc. W Katyniu straciła dziadka. Jej ojciec Andrzej Sariusz-Skąpski, prezes Federacji Rodzin Katyńskich, jak co roku miał brać udział w uroczystościach. Te 2 tygodnie pomiędzy dniem katastrofy a tymi wszystkimi kolejnymi etapami, a więc identyfikacja, przyjazd trumien z Moskwy czy wreszcie pogrzeb. Wydaje mi się, że to był tak naprawdę jeden długi dzień. Przez wiele długich dni Polacy żegnali ofiary katastrofy i byli w tym zjednoczeni. To jest portret mojej żony. Jerzy Nowacki od śmierci żony posłanki Izabeli Jarugi-Nowackiej niemal nic w domu nie zmienił. Za katastrofę nikogo nie wini, jednak ubolewa nad tym, jak głęboką wyrwę nie tylko w sercach bliskich, ale wszystkich Polaków spowodowała i do jakich podziałów doszło. W samolocie byli, jak mówi, ludzie niezacietrzewieni, bez wzajemnej niechęci mimo różnych poglądów politycznych, potrafiący się porozumieć. Wraz z nimi Polska straciła tę umiejętność. Te osoby były koncyliacyjne, w pewnych sojuszach politycznych bywali, pewne ustawy, które uważali. że są wspólne, starali się forsować, więc myślę, że to było przyjazne sobie grono. Dla Lucyny Gągor to mimo upływu lat jedna z najtrudniejszych rocznic. W katastrofie zginął jej mąż, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Jest mi go naprawdę bardzo brak. Wydaje mi się, że jestem silna, dzielna, bo to przez te 15 lat dawałam sobie radę. I mam nadzieję, że dalej będę dawała radę. Mam oparcie w dzieciach, wnukach. To jest moja najstarsza wnusia, której mąż doczekał. Ona miała niecałe dwa latka, jak mąż zginął. Czas leczy rany. To i dla Pawła Deresza wyświechtane powiedzenie. Po 30 szczęśliwych wspólnych latach ból nie przechodzi. To niestety jest wielka tragedia w moim życiu, ale nie tylko w życiu moim, w życiu mojej rodziny, a nawet - ośmielę się powiedzieć - w życiu naszego kraju. To jest "19.30", główny program informacyjny TVP. Za chwilę o Centrach Integracji Cudzoziemców, a potem: Biznes ponad wszystko. Musimy dbać o nasz kraj. Powinniście być wdzięczni, że mamy najbardziej przejrzystą administrację w historii. Koreańska haubica w akcji. Sprzęt bardzo nowoczesny i użyteczny, bo spełniający standardy natowskie. Musimy mieć zdolność do rażenia przeciwnika na duże odległości. Otwierali je uroczyście i z pompą. Teraz krytykują i straszą tymi, którzy według nich zaleją Polskę za pośrednictwem Centrów Integracji Cudzoziemców. Politycy PiS byli za, ale teraz są przeciw. Jednak strategia migracyjna rządu zakłada tworzenie kolejnych miejsc w całej Polsce. Imigranci będą tam się uczyć funkcjonowania w nowej dla nich rzeczywistości. Centrum Integracji Cudzoziemców w Poznaniu. Można tu znaleźć pomoc w załatwieniu urzędowych spraw i odnaleźć się w nieznanym miejscu. Przed chwilą była tu Iryna, która pięć miesięcy temu przyjechała z Ukrainy. Chciałabym wziąć udział w warsztatach i może kursach polskiego języka, integracyjne kursy. Docelowo takich miejsc ma być ponad 40. Budowa jest realizowana głównie ze środków unijnych. Będą obsługiwały obcokrajowców, ale nie będą miejscami ich stałego pobytu. Osoby, które mają legalny pobyt, przychodzą po pełną informację, w jaki sposób żyć, funkcjonować, uczyć się w Polsce. I takimi miejscami straszy dziś PiS, choć to właśnie za rządów PiS powstały. Politycy jak Jan Mosiński czy Marlena Maląg przecinali wstęgi w Centrach Integracji Cudzoziemców. Bardzo się cieszę, że Wielkopolska jest tym regionem, który jako jeden z pierwszych będzie kompleksowo wspierać cudzoziemców. Dziś je krytykują. Tutaj w Ostrowie Wielkopolskim ma powstać Centrum Integracji Cudzoziemców. Nie chcemy, aby w Polsce żyło się niebezpiecznie. Pilotaż programu budowy Ośrodków Integracji Cudzoziemców ruszył w 2021, znacznie przyspieszył po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, gdy przyjechali do nas uciekinierzy zza wschodniej granicy. A teraz wykorzystuje ich w politycznej narracji kandydat na prezydenta popierany przez PiS. W kolejkach do lekarzy i przychodni pierwszeństwo muszą mieć obywatele Polski. W szkołach i przedszkolach polskie dzieci. Musimy wprowadzić brak dopłat do ukraińskich i innych emerytur, a świadczenia socjalne będą przede wszystkim dla Polaków. Szefem sztabu Karola Nawrockiego jest Paweł Szefernaker, był wiceszef MSWiA i pełnomocnik rządu ds. uchodźców z Ukrainy. To zdaniem posłów Koalicji Obywatelskiej on stoi za taką narracją, po to by przykryć własne błędy. Wszystko wskazuje na to, że za rządów PiS stworzono dziurawy system dla dzieci, które otrzymywały 500+, dla dzieci, które pochodziły z Ukrainy. Posłowie Koalicji Obywatelskiej chcą, by NIK przeprowadziła kontrolę, czy środki publiczne na rozwiązania dla obywateli Ukrainy były wydawane właściwie. Cła na Chiny w wysokości 125% i 90-dniowa przerwa w stosowaniu podwyższonych ceł dla innych państw. Decyzje Prezydenta USA to ciągły rollercoaster. W amerykańskim kongresie w Waszyngtonie jest Marcin Antosiewicz. Czy kolejne wolty Donalda Trumpa to przemyślana strategia polityczna czy bardziej biznesowa? Raczej nie biznesowa. Wystarczy spojrzeć na giełdę w Nowym Jorku. Tam dzisiaj właściwie wszystkie indeksy notują duże spadki. W Waszyngtonie trwa posiedzenie rządu. Ministrowie Trumpa chwalą swojego szefa za politykę celną, a Biały Dom skorygował, że cła na Chiny nie wynoszą 125%, tylko 145%. Jeśli chodzi o Unię Europejską, to 20-procentowa stawka została przesunięta o 90 dni, ale obowiązuje 10% oraz towary sektorowe, czyli stal, aluminium i samochody, zostały utrzymane. Żeby Europejczycy mogli się w tym zorientować, to być może państwo też się w tym pogubili. Europejczycy od rana od spotkania do spotkania przekonują kongresmenów i senatorów, że na wojnie handlowej straci i Ameryka i Europa, dlatego sojusznicy nie powinni prowadzić ze sobą wojen handlowych. Mamy dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, ale mamy oczywiście też pewne irytacje. Po tym jak Trump na 90 dni wstrzymał cła m.in. na Unię Europejską, Komisja w Brukseli też wstrzymała swoje cła odwetowe na trzy miesiące. Musimy ściśle współpracować. Pomimo pewnych różnic, jakie możemy mieć z obecną administracją. Zbliżamy się po wczorajszej decyzji prezydenta o odłożeniu ceł w czasie? Dobrze, że mamy teraz tę przerwę, mamy 90 dni, więc wykorzystajmy je na uporządkowanie stojących przed nami wyzwań. Donald Trump czeka na dobre oferty, by zawrzeć nowe umowy handlowe. Nadal twierdzi, że Ameryka traci na handlu z partnerami. W handlu z Polską nie traci. Polska ma w tej chwili kontrakty ze Stanami Zjednoczonymi na kwotę ponad 50 mld dolarów. Kupujemy amerykański LNG, budujemy razem w oparciu o technologie amerykańskie elektrownię jądrową. To wszystko jest na stole. Trump, mimo że tydzień temu zapowiedział "dzień wyzwolenia", to po 13 godzinach od wprowadzenia ceł, które do wyzwolenia Ameryki miały doprowadzić, musiał się z nich wycofać. Choć jeszcze wieczór przed zrobieniem kroku w tył nie tracił animuszu. Mówię wam, te kraje dzwonią do nas i całują mnie w d***. Bardzo chcą się dogadać. "Proszę. Proszę pana, zawrzyjmy umowę. Zrobię wszystko. Zrobię wszystko, proszę pana". Nie wytrzymał jednak krajowej presji. Ze strony rynków finansowych, które notowały potężne spadki, i krytyki z Kongresu, także z własnej partii. W Białym Domu kipiało od emocji. Bliski Doradca Trumpa ds. handlu Peter Navarro zaatakował Elona Muska, że jest przeciwny cłom, bo sam tylko montuje samochody z części sprowadzanych z zagranicy, a nie produkuje ich w kraju. Musk odpowiedział, że "Navarro jest prawdziwym idiotą", i że "jest głupszy od worka cegieł". Chłopcy pozostaną chłopcami i pozwolimy im kontynuować publiczny sparing. A wy wszyscy powinniście być bardzo wdzięczni, że mamy najbardziej przejrzystą administrację w historii. Jedynym, który nie zadzwonił do Waszyngtonu, był chiński prezydent. Dlatego Trump podniósł cła na chińskie towary do 125%. Chiny chcą się dogadać. Nie wiedzą tylko, jak się do tego zabrać. Wiecie, to jedna z tych rzeczy, których do końca nie wiedzą. To dumni ludzie. W Waszyngtonie nikt nie ma wątpliwości, że i cła na Chiny zaraz zostaną odroczone. I że to tylko pierwszy rozdział wojny handlowej. Do końca kadencji Donalda Trumpa zostały jeszcze 3 lata i 9 miesięcy. Katolicki ksiądz w jednej z brytyjskich parafii oskarżony o pedofilię. Zarzuty dla Piotra G. dotyczą lat 2002-2008. Duchowny miał popełniać - jak podaje komunikat - "czyny nierządne i napaści natury seksualnej wobec dzieci". 61-letni Piotr Antoni G. został uznany winnym wielokrotnego wykorzystywania seksualnego nieletniego chłopca. Do przestępstw dochodziło w latach 2004-2007, gdy pełnił posługę kapłańską na wyspie Jersey. Zdaniem sądu wykazywał się szczególnym okrucieństwem wobec bezbronnego dziecka, które uważał za opętane i mimo braku zgody władz kościelnych wykonywał na dziecku tak zwane egzorcyzmy. Sama rozprawa trwała 7 dni i wzbudziła ogromne emocje na wyspie Jersey. Prokuratorzy i świadkowie przedstawili wstrząsające szczegóły dotyczące zachowań byłego duchownego. Według prokuratury duchowny przez dłuższy czas przygotowywał do tego ofiarę, wykorzystując m.in. swoją społeczną i religijną pozycję, co sąd uznał za szczególnie naganne. Ze względu na dobro poszkodowanego dziecka ani sąd, ani policja nie ujawniają nazwy parafii, w której pracował ksiądz. Diecezja w Portsmouth, której podlegał, zareagowała natychmiast po otrzymaniu pierwszych sygnałów o możliwych nadużyciach księdza. Sąd ma ogłosić wyrok już jutro. Do tego czasu mężczyzna przebywa w areszcie. Polska się zbroi, by odstraszać potencjalnych wrogów. Po dużych zakupach w Korei możemy się pochwalić haubicami K9 Thunder. Tak to wygląda: masa 47 ton, armata kaliber 155 mm, zasięg ognia do 54 km. A jak strzela? Na poligonie Nowa Dęba sprawdzał to Igor Sokołowski. Nasze wojsko w akcji. Pojechaliśmy z naszą kamerą na poligon wojsk lądowych w Nowej Dębie na Podkarpaciu, żeby zobaczyć na własne oczy siłę polskiej armii. W tym momencie obserwujemy trening kierowania ogniem. Właśnie w ten sposób żołnierze 18. brygady artylerii testują armatohaubicę K9A1. Te wyprodukowane w Korei Południowej działa samobieżne są, obok polskich armatohaubic Krab, główną siłą naszej artylerii, rodzaju wojsk wciąż niezbędnego na współczesnym polu walki. Musimy mieć zdolność do rażenia przeciwnika na duże odległości. Nie możemy doprowadzić do takiej sytuacji, żeby przeciwnik wdarł się na nasze terytorium, żeby bezpośrednio atakował nasze wojska. A ten sprzęt jest zdolny razić przeciwnika na dystansie ponad 50 km i spełnia wszystkie standardy NATO-wskie. Z tego punktu widzenia K9 będzie sprzętem nowoczesnym i użytecznym, który posłuży w naszym wojsku przez wiele lat, tym bardziej że mamy wciąż jeszcze do zastąpienia wiele sprzętów typu poradzieckiego, pamiętającego poprzedni ustrój, w związku z tym tego sprzętu musi być trochę więcej. I będzie więcej. Do tej pory do Polski trafiło prawie 150 armatohaubic K9A1, a ostatecznie do naszej dyspozycji będzie ich ponad 360. Chociaż w Korei Południowej właśnie odsunięto prezydenta od władzy, zawirowania polityczne w Seulu nie wpłyną na realizację kontraktu. Dostaliśmy od agencji DAPA, to jest specjalna agencja zajmująca się pozyskiwaniem i sprzedażą uzbrojenia, szybką informację, że dostawy do Polski nie są zagrożone, że wszystko przebiega terminowo. To wsparcie ogniowe dla żołnierzy na polu walki, bo do tego służą te działa, jest niezbędne. Nie bez przyczyny Napoleon mówił, że wygrywa wojny ten, kto ma więcej dział. A mamy ich więcej, bo Polska na obronność wydaje rekordowo dużo. "Negatywna sensacja" - tak ujawnienie tego, co robi, ocenia starosta ostródzki. O jego poczynaniach robi się głośno, a lista kontrowersji wokół urzędnika staje się coraz dłuższa. Studia na Collegium Humanum na koszt obywateli czy pobieranie nienależnego ekwiwalentu za urlop. Jednak na szczycie "dokonań" starosty jest sprzedaż państwowej działki własnej córce. To tylko szukanie sensacji? Sprawa dotyczy niecałego hektara gruntu nad jeziorem Sement Mały w powiecie ostródzkim. Śledczy z Prokuratury Rejonowej w Działdowie sprawdzają, czy Andrzej Wiczkowski, starosta ostródzki, 4 lata temu złamał prawo, sprzedając państwową działkę córce i zięciowi. Przedmiotem postępowania jest sprzedaż działki pozostającej w zasobach gminy, Starosta twierdzi, że działał zgodnie z prawem. Przetarg był wystawiony, procedura nie różniła się od żadnej procedury w tym urzędzie. Teren starosta w imieniu Skarbu Państwa sprzedał za 67 tys. zł. Wartość tej działki w sposób ewidentny została zaniżona, bowiem gdy została przeznaczona do sprzedaży, plan zagospodarowania przestrzennego obowiązujący nie dopuszczał możliwości zabudowy jednorodzinnej, ponadto ta działka nie miała dostępu do drogi publicznej. W prywatnych rękach już ma i jest działką budowlaną. Geodeta zewnętrzny po sprzedaży stwierdził, że ona ma jednak dojście do drogi. Starosta w wielu przypadkach postępuje w sposób absolutnie nieetyczny i nieakceptowalny. Sprzedaż terenu jest jednym z trzech wątków badanych w prokuraturze. Dotyczą wykorzystania samochodu służbowego do celów prywatnych i nieprawidłowości w wypłacie ekwiwalentu za urlop wypoczynkowy. Czyli niespełna 60 tys. zł ekwiwalentu, które wpłynęło na konto starosty. A skorzystał nie tylko on. W przypadku wicestarosty i członka etatowego mniej więcej koszt około 50 tys. ale myślę, że nie jestem sam, bo na tych funkcjach ludzie pracują dużo. Oczywiście nie jest to żadne tłumaczenie i ten urlop trzeba wykorzystywać i tak na pewno będzie. Prokuratura gromadzi dokumenty. Sprawa została wstępnie zakwalifikowana jako 231, czyli przekroczenie uprawnień. Grozi za to do trzech lat więzienia. Do wrocławskiego okna życia trafił wczoraj dwulatek. To nieoczekiwana sytuacja, bo umieszczane są tam zazwyczaj niemowlęta czy noworodki. Przyprowadzenie dziecka do okna życia nie jest przestępstwem, ale konieczne jest postępowanie policyjne, aby ustalić okoliczności, które doprowadziły do podjęcia dramatycznej decyzji. Alarm w tym oknie życia rozbrzmiewa dość często. Ale nawet siostry boromeuszki z Wrocławia były zaskoczone dwuletnim dzieckiem. Dziecko zadbane, grzeczne, kulturalne. Nie widziałam dawno dziecka, które w ciągu kilku minut dziękowałoby kilkukrotnie. Być może trudna sytuacja finansowa zmusiła rodziców do drastycznej decyzji. Okno życia to ostateczność. Siostry boromeuszki znają przypadki, w których po krótkiej rozmowie i zaoferowanej pomocy rodzic zmienił zdanie. Sytuacja chłopczyka z Wrocławia jest o tyle skomplikowana, że dziecko samo poinformowało, że zostawił je tata. Prawdopodobnie wszystko będzie pamiętać. Darzy rodzica miłością i w ogóle. Dla mnie jest to nie do pomyślenia. Okno życia jest przeznaczone dla niemowląt. Ale historia z Wrocławia to niestety nie jedyny przypadek opuszczenia tak dużego dziecka. Cztery lata temu 2,5-letnie dziecko zostawiono w Częstochowie. Ale niechlubny rekord padł w stolicy. W minione wakacje w oknie życia siostry franciszkanki znalazły sześcioletnią dziewczynkę. W tym białostockim oknie życia zaopiekowano się sześciorgiem dzieci. Ostatnie trafiło tu siedem tygodni temu. Konkretnych powodów odnośnie tych dzieciaków na pewno nie znamy i nigdy pewnie tego nie poznamy, ale taka jest idea okna życia, że matka nie musi się tłumaczyć. Ale takie historie to trauma na całe życie. Psycholodzy mówią, że podświadomość rejestruje wszystko, również zdarzenia z pierwszych tygodni naszego życia. Charakter, osobowość, kwestia emocjonalna, kwestia więzi kształtuje się do 3. roku życia. Będzie miało brzemię później i będzie zbierało niestety ten zgniły owoc za parę dobrych lat. Siostry boromeuszki z Wrocławia mają nadzieję, że tata malucha wróci po niego. Obiecują, że bez względu na problemy, z którymi się mierzy, są w stanie wypracować odpowiednie rozwiązanie. "Polska. Dziedzictwo, które napędza przyszłość" - takie jest hasło przewodnie polskiej wystawy na Expo 2025 w Osace. Tu, na sztucznej wyspie, 160 krajów zaprezentuje to, co ma najlepszego w gospodarce, kulturze czy turystyce. Do rozpoczęcia pozostały trzy dni. A ostatnie przygotowania do otwarcia polskiego pawilonu, który ma być symbolem "fali kreatywności Polaków ", obserwuje Marcin Kowalski. Oficjalne otwarcie nastąpi dopiero w niedzielę, ale my już dzisiaj mieliśmy okazję wejść na teren wyspy, oczywiście aby pokazać widzom TVP pawilon Polski na Expo 2025 Osaka Kansai. Jego powierzchnia to niemal 1000 m2. Jego architektura ma nawiązywać do genu kreatywności Polaków i jego wartości dla przyszłych pokoleń. Jako kraj chcemy przekonywać i pokazywać, że Polska inspiruje swoją technologią, kulturą i nowatorskimi pomysłami. Organizatorzy przygotowali bardzo wiele wydarzeń na najbliższe miesiące. Wydarzeń kulturalnych i tych dotyczących biznesu. Chcemy pokazać, że Polska to dzisiaj nowoczesna i dynamicznie rozwijająca się gospodarka. Polski pawilon ma szansę być atrakcją na wyspie Yashima. Przy okazji - po japońsku nazwa tej wyspy to "wyspa marzeń" i w zamiarze organizatorów tak właśnie ma być przez najbliższe pół roku. W "19.30" to wszystko. Za chwilę orędzie prezydenta Andrzeja Dudy, a po nim "Pytanie dnia" i gość Marka Czyża, Janusz Steinhoff, były wicepremier i ekspert ekonomiczny.