Sygna¾ z Kijowa. Europa wzywa Rosj- do rozm#w pokojowych. Pokr-tne wyja¦nienia. Kampania Nawrockiego droga wizerunkowo. Marsz milczenia. Cichy protest pracowników służby zdrowia. Tusk, Macron, Merz, Starmer. Europejska czwórka u Zełenskiego w Kijowie z takim planem na pokój: miesięczne zawieszenie broni jest możliwe od poniedziałku. Plan zna już prezydent Trump, znają go też na Kremlu i stawiają warunek - przestańcie zbroić Ukrainę. Europa odpowiada: albo pokój, albo mocniejsze sankcje i zwiększenie pomocy dla Ukrainy. Kto ma tu mocniejsze karty? Z Kijowa Mateusz Lachowski. Od zapalenia zniczy i oddania hołdu poległym żołnierzom najważniejsi europejscy przywódcy rozpoczęli swoją wizytę w Kijowie. Wizytę symboliczną, która przyniosła kluczową dla Ukrainy propozycję. Wczoraj parada wstydu w Moskwie zorganizowana przez agresora. W Moskwie, skąd znowu padły słowa pełne brutalności i wrogości. I dzień później - Kijów. Spotkanie naszej czwórki z prezydentem Zełenskim, którego efektem jest wspólne wezwanie do natychmiastowego, bezwarunkowego zawieszenia broni. Rosja otrzymała ultimatum. Najważniejszym rezultatem jest jasne wspólne stanowisko: uzgodniliśmy, że całkowite i bezwarunkowe zawieszenie broni powinno rozpocząć się w poniedziałek 12 maja i potrwać co najmniej 30 dni. Wspólnie domagamy się tego od Rosji. Jeśli Kreml odmówi, państwa koalicji chętnych uderzą w rosyjską gospodarkę. Zapewniliśmy, że zostaną przygotowane i skoordynowane masowe sankcje Europejczyków i Amerykanów. To presja na Rosję i realna groźba, która może zmusić Putina do ustępstw i negocjacji. Jesteśmy zgodni, że jeśli Putin zignoruje pokój, odpowiemy. Odpowiemy, współpracując z prezydentem Trumpem i wszystkimi naszymi partnerami. Nałożymy sankcje i podniesiemy naszą pomoc wojskową dla Ukrainy. Kreml zareagował natychmiast. Słyszymy wiele sprzecznych oświadczeń z Europy. Zazwyczaj mają one charakter konfrontacyjny, a nie mają na celu ożywienia naszych stosunków. Nic więcej. Jesteśmy gotowi nałożyć sankcje, jeśli nasza inicjatywa z tego weekendu nie powiedzie się. Podejmujemy tę inicjatywę dzięki naszej wspólnej odpowiedzialności i naszej wspólnej historii. 30-dniowe zawieszenie broni jest kluczowe dla wypracowania pokoju - mówił o tym wczoraj w specjalnym wywiadzie dla Telewizji Polskiej prezydent Francji. Zawieszenie broni będzie służyć rozmowom ukraińsko-rosyjskim o kwestiach terytorialnych. O najbardziej wrażliwych kwestiach dotyczących danego miasta, danej elektrowni jądrowej, ale również o gwarancjach bezpieczeństwa. Po zakończeniu spotkania w Kijowie pięciu przywódców połączyło się z Donaldem Trumpem, aby omówić wspólne stanowisko. Po raz pierwszy mieliśmy chyba poczucie od dłuższego czasu, że cały wolny świat jest naprawdę zjednoczony. I nie chodzi tu o slogany, tylko o decyzje, jakie podjęliśmy. Wspólne stanowisko Zachodu daje nadzieję, że ta wizyta może być przełomem w dążeniu do pokoju. Ukraińcy liczą, że jeśli Rosja nie zgodzi się na rozejm, Europa i Stany Zjednoczone sankcjami zmuszą ją do ustępstw, a to daje nareszcie nadzieję na trwałe zawieszanie broni. Ile zapłacił, czy zapłacił, kupił od właściciela, czy wyłudził od miasta, opiekował się, czy tylko miał się opiekować? Coraz bardziej wizerunkowo kosztowna dla kandydata PiS-u afera mieszkaniowa może by nią nie była, gdyby na te pytania były dobre odpowiedzi. Odpowiedzi są, ale ulegają dość dynamicznym i umiarkowanie logicznym ewolucjom, w miarę jak nowe fakty wychodzą na jaw. A czy z ponurej historii mogą płynąć mądre wnioski? Anna Łubian-Halicka. Dziś na Podlasiu politycy PiS Karola Nawrockiego witali jak głowę państwa. Pan prezydent za chwilę do państwa przemówi. Ale na jego drodze do pałacu stanęło 28 metrów kwadratowych i pytania, na które od poniedziałku nie ma odpowiedzi. Ile pan zapłacił za to mieszkanie? Według sztabowców Karola Nawrockiego - 120 tysięcy złotych. Tak Nawroccy oświadczyli w akcie notarialnym. Ale sam kandydat przyznał, że prawda jest inna. Płaciłem w ratach. Kolejne pytanie dotyczy opieki, w zamian za którą Karol Nawrocki miał obiecane mieszkanie. To wpis jego rzeczniczki z niedzieli. Kiedy okazało się, że senior od roku jest w DPS, o czym jego opiekun nie miał pojęcia, politycy PiS przekonywali, że mowy o opiece nie było. Nie ma żadnego zobowiązania prawnego do jakiejkolwiek opieki nad panem Jerzym. A jednak jest. To oświadczenie ujawnione w piątek, w którym mowa o dożywotnim utrzymaniu, pomocy i pielęgnowaniu w chorobie. Uważam - i mówię to wprost - że ktoś taki nie ma moralnego prawa ubiegać się o stanowisko prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Sprawę ma wyjaśnić prokuratura, Izba Notarialna i kolegium IPN, do którego wpłynął wniosek o odwołanie Karola Nawrockiego z funkcji prezesa. Premier zapowiada nowe prawo chroniące seniorów przed wyłudzeniami, przed zwykłymi naciągaczami. Szymon Hołownia postuluje wprowadzenie możliwości opieki świadczonej kuratora. Który jak przyjdzie jakiś pan Karol i podsunie jakiś kwit, to ten kwit obejrzy. Lewica proponuje, by osoby starsze mogły sprzedawać swoje mieszkania gminie z prawem do korzystania z niego dożywotnio. Postuluje też, by za półtora roku skończyć z możliwością wykupu mieszkań komunalnych. To jest zaproszenie dla takich właśnie oszustów, którzy oferują deal życia osobie starszej, a dając jej kilkanaście tysięcy złotych, stają się nagle właścicielem mieszkania wartego kilkaset tysięcy. Tak było w przypadku tej kawalerki. Karol Nawrocki przelał w imieniu Jerzego Ż. na konto gdańskiego ratusza 12 tysięcy złotych. Tyle po rabacie kosztował wykup kawalerki, która teraz jest własnością Nawrockich i ma wartość około 400 tysięcy złotych. Karol Nawrocki pozbawił biednych, ubogich mieszkańców miasta Gdańska jednego z mieszkań komunalnych. To mieszkanie powinno wrócić, kiedy pan Jerzy poszedł do domu opieki, do mienia komunalnego i trafić do jakiejś ubogiej osoby. Ale według PiS Karol Nawrocki wyjaśnił te sprawę od A do Z. Temat kończy deklaracja, że kawalerka zostanie przekazana na cele charytatywne. Na pytanie kiedy, komu i jak Karol Nawrocki dziś nie odpowiedział. Pytani o to politycy PiS... Jesteście po jednej stronie, i to stronie antypolskiej. Atakują dziennikarze i mówią o zmowie służb. To właśnie ze służb tego typu dokumenty wyciekają, mamy do czynienia z ingerencją służb w kampanię wyborczą. Politykom PiS chodzi o ten dokument z sierpnia 2021 roku, ujawniony przez Interię. Wtedy służby były nadzorowane przez PiS. Dziękuję bardzo. Mieszkaniowe problemy Karola Nawrockiego w istocie rezonują mocno, ale w partii - urzędowy optymizm. Prezes Kaczyński deklaruje: gdyby do drugiej tury wszedł Mentzen, to go poprzemy, ale takie prawdopodobieństwo uznaje za śladowe. Tymczasem ostatni weekend agitacji wysłał na kampanijne szlaki całą stawkę kandydatów. Witold Tabaka. Za tydzień o tej porze będzie już cisza wyborcza. To ostatni weekend prezydenckiej kampanii przed pierwszą turą, kandydaci więc nie próżnują. Rafał Trzaskowski był dziś w Bydgoszczy. Na scenę zaprosił go jeszcze do niedawna konkurent w prawyborach - Radosław Sikorski. Pierwsza tura! Jak rywalowi głównemu Rafała będzie szło tak jak ostatnio, to niewykluczone. Rafał Trzaskowski przekonywał, że do polityki nie idzie się po to, by rozwiązywać swoje problemy, a problemy innych ludzi. Mój główny konkurent, pan Karol Nawrocki, mówi o tym, że śpi z biblią pod poduszką. Cały PiS przez cały czas próbuje nas pouczać, mówić nam, jak żyć. Banda hipokrytów, którzy mówią o tym, a nie stosują się nawet do najważniejszych przykazań. Siódme - nie kradnij. A Karol Nawrocki oprócz tego, że śpi z biblią pod poduszką, dziś na użytek kampanii postanowił sparafrazować fragment listu św. Pawła do Koryntian. Miłość do Polski jest cierpliwa. Miłość do Polski nie zazdrości. Miłość do Polski nie szuka poklasku. I my też jesteśmy cierpliwi. Niezależnie od tego, co się dzieje. Od tego, że wasz kandydat jest pod ciągłą presją wielu instytucji państwa Donalda Tuska. Popierany przez PiS kandydat był dziś w Grodzisku, Bielsku Podlaskim i Białymstoku. Najnowszy sondaż United Surveys dla WP wskazuje, że Rafał Trzaskowski ma 10 punktów procentowych przewagi nad Karolem Nawrockim. Trzeci w sondażu Sławomir Mentzen dziś w 5 miastach w Łódzkiem i na Mazowszu. Jesteśmy w tej trasie od samego początku września. Już ponad 330 spotkań i za nami rekord wszech czasów w historii Polski kampanii wyborczych. Jarosław Kaczyński był dziś pytany o poparcie PiS-u, gdyby to Mentzen dostał się do drugiej tury. Oczywiście poprzemy go, gdyby tak było, ale powtarzam: to jest w tej chwili całkowicie już niemożliwe, bo Trzaskowski jest najgorszym złem. Szymon Hołownia w Nałęczowie i Lublinie przekonywał, że politycy nie zajmują się dziś tym, co najważniejsze. My cały czas rozmawiamy o tym, co zrobić, żeby tu było mniej cudzoziemców. Kto rozmawia o tym, żeby tu było więcej Polaków? To jest dzisiaj wyzwanie, które przed nami stoi. Zyskująca ostatnio w sondażach Magdalena Biejat wzięła dziś udział w paradzie równości w Łodzi. Ja i moja ekipa będziemy zawsze stali po waszej stronie. Bez ściemy, bez uników, bez zmiany zdania, bez dobierania sobie waszych postulatów w zależności od tego, jak nam jest wygodnie. Adrian Zandberg krytykował proponowane zmiany w prawie, które mają ułatwić zatrudnianie obcokrajowców na śmieciówkach. Każdy, kto pracuje w Polsce, powinien pracować na tych samych uczciwych zasadach. Wszystkich powinien obejmować Kodeks pracy. Już w poniedziałek w Telewizji Polskiej debata wszystkich kandydatów na prezydenta. Biały personel dziś na czarno, bo w żałobie. Gdy nam ktoś za ratowanie życia grozi pięścią albo nożem, chcemy spytać, gdzie jest państwo - mówią i idą ulicami Warszawy w marszu, proteście wobec agresji. Przepis to nie tarcza, ale jakieś działanie trzeba podjąć, bo w przychodniach chcemy walczyć o życie pacjentów, a nie swoje. Taki mają postulat i zanieśli go przed Ministerstwo Zdrowia. Szymon Szulczyński. Czarny marsz w Warszawie. Lekarze, pielęgniarki, ratownicy w żałobnych kolorach. Zdjęcia, hasła i jedno żądanie - chcą bezpieczeństwa. Ja do tej pory, jak o tym myślę, to czuję ciarki na plecach. 12 dni temu w Krakowie pacjent zaatakował nożem lekarza. W szpitalu była wtedy doktor Magdalena Kocot-Kępska. Była, kiedy jej kolega walczył o życie. Była, kiedy doktor Tomasz Solecki zmarł. Poczułam przede wszystkim przerażanie, ale i ogromny strach, bo to mogło dotyczyć każdego z nas. My nigdy nie wiemy, z jakim pacjentem mamy do czynienia. Idąc do pracy, tak naprawdę możemy się spodziewać każdego rodzaju agresji. Agresji, która przybiera na sile. Nie ma chwili, żeby gdzieś w którymś szpitalu czy przychodni to się nie działo. Dzień przed zamordowaniem naszego kolegi w mojej przychodni doszło do ataku na lekarza. Środowisko medyczne jest zgodne - prawo musi ich chronić. Chodzi o zwiększenie bezpieczeństwa medyków, wyższe kary za napaść oraz zastrzeżenie ich danych osobowych w rejestrach publicznych. Ważne jest to, by lekarze, pielęgniarki, ratownicy mogli leczyć w spokoju, by pacjenci oczekujący na miejsce w gabinecie nie bali się, że ktoś może im tu zrobić krzywdę. Założenie w gabinecie lekarskim, rejestracji, przycisków, jak są w bankach, wtedy może ten lekarz czy rejestratorka zdąży przycisnąć i uzyska pomoc. Swoje postulaty medycy złożyli na ręce ministry zdrowia. Resort zapowiada zmiany i dalsze rozmowy. Kilka z nich jest już prawie spełnione, na pewno zaostrzenie Kodeksu karnego, podniesienie wysokości kary za napaść na funkcjonariusza. Będą też spotkania medyków z policją, by wypracować model szybkiego postępowania w sytuacji zagrożenia. Mogę być następna, bo myślę, że większość z nas, które tu jesteśmy, w jakiś sposób, większy czy mniejszy, była już ofiarą agresji. Nadal bez odpowiedzi pozostaje pytanie, jak ratować życie, obawiając się o własne. Urodził się w Stanach Zjednoczonych, posługę misjonarską pełnił w Peru, z Kaplicy Sykstyńskiej wyszedł następcą Piotra. Stolicę apostolską obejmuje Leon XIV, ale to biskupa Roberta Prevosta pamiętają w peruwiańskim Chiclayo i mówią, że teraz papież jest Peruwiańczykiem. Swoje kapłaństwo rozpiął między Amerykami, więc od Chicago do Chiclayo pytamy o ślady nowego pasterza. Marcin Antosiewicz. Chicago rozpiera duma i radość. Niespodziewany wybór ich krajana zmienia ich spojrzenie na Kościół, ale także zapowiadają, że pierwszy Amerykanin zmieni cały Kościół powszechny. Teraz mamy płynnie mówiącego po angielsku papieża, co sprawia, że wszystko staje się dla nas bardziej realne, łatwiejsze do zrozumienia. Mam nadzieję, że rozdzieli Kościół od państwa, że pokaże wartość Kościoła dla każdego w jego osobistym wymiarze, nie politycznym. Wiadomo, że nowy papież ma bardzo zbliżone poglądy na migrację do Franciszka. W wielu innych sprawach pozostaje tajemnicą, także dla swoich braci. Co zrobisz z małżeństwami homoseksualnymi? Co zrobisz z tym, że jestem żonaty z niekatoliczką? Bracia papieża polecieli do Rzymu, zastanawiają się nad przyszłymi relacjami, a nawet dostępem do brata. Wiedzą, że już nigdy nie wróci w rodzinne strony. Od małego dziecka wiedzieliśmy, że zostanie księdzem. Było w nim coś duchowego, lubił bawić się w księdza. W USA Leon XIV postrzegany jest jako łącznik między Amerykami, bo przed ponad dwie dekady pełnił misję w Peru, gdzie jest w tej chwili Artur Kieruzal. Peru było dla ojca Roberto, jak pieszczotliwie mówią o nim Peruwiańczycy, prawdziwym domem przez ponad 20 lat. Wybór kardynała Prevosta na papieża wywołał w tym kraju falę radości i entuzjazmu. Ale jego droga do Rzymu wcale nie była łatwa. Swoją misjonarską posługę rozpoczął w prowincji Piura w połowie lat 80. Jego latynoskie korzenie pomogły mu zbudować bliską więź z lokalną społecznością. Ludzie wspominają go jako padre Roberto, który był i słuchał. By dotrzeć z pomocą do najbardziej potrzebujących, często wsiadał do rozklekotanego samochodu. Gdy drogi stawały się nieprzejezdne, przesiadał się na konia lub szedł pieszo. Silnie angażował się w ochronę rdzennej ludności Amazonii i samego lasu tropikalnego, który - jak wielokrotnie podkreślał - jest boskim dziełem i potrzebuje naszej troski. To dzięki jego staraniom Kościół zajął wyraźne stanowisko wobec zagrożeń ekologicznych i społecznych związanych z niszczeniem lasów deszczowych. Co z uznaniem podkreślał jeszcze jego poprzednik papież Franciszek. Leon XIV ma w tym regionie ogromny autorytet. Wielu liczy, że w przeciwieństwie do swojego poprzednika odwiedzi ojczyznę, która ukształtowała jego duchowość. Dziś wielu wierzy, że to właśnie on może być papieżem nowej równowagi między Północą a Południem, między tradycją a współczesnością, między Watykanem a peryferiami świata. Wrześniowa lekcja pokory niesiona falą powodziową przez Opolszczyznę pozostawiła zadanie do odrobienia. Teraz Nysa i tamtejszy szpital jak symbol ludzkiej bezradności wobec żywiołu, bo woda zabrała tam wszystko. Placówka stanie na nowo na bezpiecznej wyżynie tak, by woda już nie była groźna. Na mury da rząd, na sprzęt starostwo, prace ruszą jesienią. Marek Smółka. Tu powstanie nowy szpital. Za pół miliarda złotych. Budujemy nowoczesny szpital, dbając o nowoczesne lądowisko, o drogi dojazdowe, o całą infrastrukturę wokół. Powstanie tutaj, przy ulicy Otmuchowskiej w Nysie, na wzniesieniu, gdzie nie będzie mu zagrażała powódź. Około 6,5 hektara wysoko położonych blisko obwodnicy Nysy. Myślę, że bardzo dobra komunikacyjnie, logistycznie lokalizacja. Bo ten stary szpital stał się jednym z symboli tragicznej powodzi z września zeszłego roku. Woda wdarła się do środka, pacjentów trzeba było ewakuować. Już wtedy zrodziła się myśl, że nie ma sensu odbudowywać szpitala w tym samym miejscu. Zniszczony został sprzęt diagnostyczny wart miliony złotych. Tomografy, rezonans magnetyczny i jedyna w województwie opolskim pracownia terapii hiperbarycznej. Sprzętowo placówkę wsparła wówczas Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Szpital wznowił działalność w październiku. Ten nowy ma być większy. Chcemy go powiększyć, chociażby o trzy oddziały: oddział geriatryczny, całodobowy oddział związany z rehabilitacją, kardiologiczny. Żeby mieszkańcy tych dotkniętych terenów po prostu poczuli tą opiekę państwa i taki właśnie będzie ten nowy szpital. Starostwo przygotowuje dokumentację i w lipcu chce podpisać umowę finansowania inwestycji. Tak, abyśmy mogli jesienią zakończyć postępowanie przetargowe i przekazać plac budowy. Odbudowujemy wszystko tak, żeby było jeszcze lepiej niż przed powodzią. Pół miliarda złotych z Ministerstwa Zdrowia pokryje budowę szpitala w stanie surowym. Starostwo powiatowe sfinansuje jego wyposażenie. Część sprzętu będzie pochodziła z obecnego szpitala powiatowego. Ta historia poruszyła serca Polaków. Strażacy z OSP Klewianka pomagali gasić pożar Biebrzańskiego Parku Narodowego, teraz sami potrzebują pomocy. Zepsuł się ich wóz. Ogłosili zbiórkę pieniędzy w Internecie. Odzew - spory. Jest nadzieja, że wkrótce znów będą mogli wyjeżdżać do akcji. Maria Guzek. Sygnał jest. Ale wóz z jednostki - przynajmniej na razie - nie wyjedzie. Bo się popsuł. Ja to się śmieję, że rowerem będę jeździł. Nie raz walczyli z ogniem na tym terenie. Wóz, który się zepsuł, dostali cztery lata temu. Ten samochód był z wodą i można było jeździć, bo kiedyś jeszcze z początku był żuk, który tam nie miał wody, ale węże miał i ludzie byli chętni. Chętni nadal są, w Klewiance druhów jest 20. Mamy nowych chłopców, którzy porobili szkolenia, jeździli, doszkalali się, chcą działać jak ja, ale mówię - na chwilę obecną nie mamy czym. Bo gdy gasili pożar, który w Wielkanoc wybuchł w Biebrzańskim Parku Narodowym, wóz w trudnym terenie odmówił posłuszeństwa. Przy ruszaniu coś tam pękło i po chwili okazało się, że cała skrzynia pękła, wyciekł olej i zostało po pojeździe. Próbowali skrzynię reanimować. Próbowali też znaleźć nową. Ale do wysłużonego mercedesa z '93 roku części zamienne są bardzo trudno dostępne. Dlatego założyli w internecie zbiórkę. Na nowy wóz. Bardziej może terenowy, żeby w przyszłości móc wyjechać, wjechać to każdy wjedzie, ale gorzej wyjechać. Więc wjechać i wyjechać z akcji. Każdy dobry człowiek, jeśli wpłaci, to super. Ja czuję, że da się to zrobić. I oby udało się jak najszybciej, bo zagrożenie pożarowe jest ogromne. Ten rok jest ekstremalnie suchy, w okresie marca, kwietnia poziom wody w rzece jest naprawdę dramatyczny i skrajnie niski. A brak wozu to też tragedia dla całej wioski. Mieszkańcy bardzo się martwią, ponieważ ochotnicza straż pożarna, tutaj nasza miejscowa, czuwa nad naszym bezpieczeństwem. Jak jest wóz, strażacy, to czujemy się bezpieczniej. Nie potrzebują nowoczesnego cudu techniki, tylko sprzętu, który pozwoli działać. To wielkie święto transplantologii. Do Wisły zjechali pacjenci po przeszczepach, transplantolodzy, sportowcy, ludzie kultury i dziennikarze, żeby wziąć udział w biegu po nowe życie. Małgorzata Wiśniewska. Podczas tego biegu Wisła zamienia się w energetyczne i pełne radości miejsce, a historie osób po przeszczepie są świadectwem, że można mieć szansę na drugie i dobre życie. Jest ich tu blisko setka spośród kilkunastu tysięcy osób żyjących z przeszczepionym narządem. Atmosfera gorąca. Michał, kiedyś zawodowy nurek, dowiedział się, że ma niewydolne serce podczas badań okresowych. Myślał, że nie przeżyje oczekiwania na przeszczep, przez rok podłączony do pompy. Teraz jest znów aktywny. Dalej jeżdżę na nartach. Wróciłem do żeglowania, gram regularnie w koszykówkę. Marcin i Jakub są po rodzinnym przeszczepie nerki, który przeprowadził profesor Roman Danielewicz. Dostałem nowe życie, brat podarował mi nerkę. Oddanie narządu nie zmienia życia. Tak samo jesteśmy aktywni. Zawodowo, sportowo, może nawet w drugą stronę, że odkrywamy nowe pasje. Ten bieg właśnie temu służy, żebyśmy mogli się pokazać razem z dawcami, biorcami, pokazać społeczeństwu, czym jest dar nowego życia, czym jest przeszczepienie. Atmosfera jest cudowna, ja, będąc w Warszawie, słyszałam: Kasandra, musisz przyjechać do Wisły. Transplantologia w Polsce ma się coraz lepiej. W zeszłym, rekordowym roku wykonano ponad 2200 przeszczepów. Przegoniliśmy średnią europejską. Wspieramy polską transplantację i Zosia jest po przeszczepie serduszka 2,5 roku. Kilkaset osób z wielu różnych środowisk i jeden cel: pokazać, że transplantologia daje siłę, która wszystkich łączy. Im większa frekwencja, tym silniejszy mandat - taka jest demokratyczna prawidłowość, a w wyborach prezydenckich widać ją szczególnie. Znane nazwiska w profrekwencyjnych akcjach naciskają na obywatelskie ambicje, przypominają o sile każdego głosu. I o tym,że jeśli teraz się głosu nie zabierze, to potem wypada już tylko milczeć. Maciej Gąsiorowski. Kiedyś chodził po mistrzowsku. Dziś chodzi mu o to, aby ludzie chodzili na wybory. Warto mieć swój głos, warto wyrazić swój głos, warto go wyrazić w 100%. Liczy się udział, kto nie głosuje, tego nie słychać. Nasz najlepszy chodziarz jest ambasadorem akcji "Głosujemy na sto procent". Zachęca samorządy do mobilizowania mieszkańców. Zrobiliśmy materiały dla wszystkich jednostek samorządu. By mogli je użyć w komunikacji do swoich mieszkańców. Cel - frekwencja przynajmniej taka jak podczas wyborów do Sejmu półtora roku temu. W ostatnich wyborach parlamentarnych głosowało prawie 3/4 uprawnionych, w samorządowych - nieco ponad połowa. To 22 procent różnicy - 6 milionów wyborców - to grupa, do których szczególnie adresowane akcje profrekwencyjne. Głównie do młodych. Czasem przekazu forma szokuje. Nasza akacja odnosi się do różnych sfer życia społecznego, mówimy o ochronie zdrowia, mówimy o armii i obronności, i o prawach kobiet, czyli wszystkim, co wiemy, że dla młodych jest ważne. Nie śpij, bo cię przegłosują. To hasło wyborów z '89 roku i 2025. Przynajmniej w Gdańsku. Dla nas wszystkich ważne jest to, żeby nasi studenci współdecydowali, w jakim kraju chcą żyć, A to już Wrocław, gdzie władze do masowego głosowania zachęcają krasnalem. Gdzie stanie, o tym zdecydujemy z radą osiedla, które będzie miało najwyższą frekwencję. Obiecana figurka tak naprawdę będzie krasnalicą, bo nazywać się będzie Frekwencja. Ta będzie niewielka, a ta właściwa - oby była ogromna. W Pytaniu Dnia gościem Aleksandry Pawlickiej jest adwokatka Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska. Dobry wieczór. Tyle od nas. Do zobaczenia jutro. Dobry wieczór, Aleksandra Pawlicka, zapraszam na "Pytanie dnia". Moją gościnią jest adwokatka Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska. Dobry wieczór. Jaka była pani pierwsza reakcja, kiedy usłyszała pani informację o ataku studenta prawa na pracownicę Uniwersytetu Warszawskiego i brutalnym morderstwie? Byłam wstrząśnieta, podobnie jak nasze całe środowisko adwokackie. Nie chciało nam się wierzyć, że takie historie na UW, który wielu warszawiaków kończyło, miało miejsce. To było niedowierzanie, że takie rzeczy dzieją się obok nas. Mam taką informację, że prokuratura mówi, że kolejne kroki są uzależnione od opinii psychiatrycznej. Czy w takim przypadku, tak brutalnego zabójstwa, można się skryć za niepoczytalnością? To pojęcie "skrycia się" jest mylące. Tutaj jest obowiązek dopełnienia badania przez biegłych psychiatrów, psychologa. Mechanizm działania czy opis tego koszmarnego wydarzenia sugeruje, że niezbędna jest opinia biegłych oceniająca stan zdrowia psychicznego sprawcy, jego możliwości odtwarzania przebiegu zdarzeń, to, czy może brać udział w postępowaniu, jaka jest jego kondycja. Ale głównie to, czy niezależnie od tego, czy popełnił zarzucane czyny, czy to działanie było działaniem świadomym. To się do tego sprowadza. W tym konkretnym przypadku będzie to badanie w oddziale zamkniętym. Długie, wielotygodniowe. Badanie pogłębione przez zespół biegłych. Być może nie jedyne. Mamy nawiązanie do sprawy sprzed kilku lat, sprawcy o imieniu Kajetan, gdzie mieliśmy też w tle to, że języczkiem u wagi była kwestia opinii zespołu biegłych. One były potem przed sądem ponawiane, zmieniane. To zadecydowało o rozstrzygnięciu. Podejrzewam, że to będzie też miało znaczenie dla sprawy. Ubiegły tydzień to także informacja o zasztyletowaniu lekarza. Brutalizacja życia publicznego jest widoczna. Ma to związek z brutalizacją polityki? Tym, co robią politycy? Ich bezkarnością? Zaczęłabym też od języka. Politycy posługują się bardziej brutalnym językiem niż kilkadziesiąt lat temu. Czy wpływa to na społeczeństwo? Pewnie w jakimś stopniu tak. Zawsze zastanawiam się, czy są badania, które mogłyby być dla nas opiniotwórcze co do tego, czy ten brutalizm jest większy niż, powiedzmy, 10 lat temu. Z czego to wynika. Ten brutalizm polityki i jej języka wpływa na erozję norm kulturowych, wśród których jest kultura dialogu. Potrzebna, chociażby w polityce. Jeśli tam jej nie ma, jesteśmy bombardowani informacjami o naszych politykach, algorytmy są tak ustawione, żeby mówić nam o szokujących informacjach,