Szokujące słowa prezydenta Andrzeja Dudy o wieszaniu za zdradę. Grzegorz Braun zakłóca uroczystości w Jedwabnem i zaprzecza zbrodniom w Auschwitz. Historyczny sukces - Iga Świątek zagra w finale turnieju w Wimbledonie. "19.30", Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. "Dawno nikogo nie powieszono za zdradę" Iga Świątek na kortach Wimbledonu. Pierwszy raz w swojej karierze w półfinale. I starcie ze Szwajcarką Belindą Bencic. Emocje sięgały zenitu, bo stawka była ogromna. To starcie gigantek na trawiastych kortach w Londynie śledził Artur Kieruzal. "Dawno nikogo nie powieszono za zdradę" - takie szokujące słowa padły z ust prezydenta Andrzeja Dudy w wywiadzie, w którym wypowiadał się na temat sporu o polskie sądownictwo. Prezydent mówi o zdradzie, warcholstwie, bezczelności - jednocześnie apelując o reset i opamiętanie. Receptą na rozwiązanie sytuacji, według głowy państwa, powinno być wyrzucenie sędziów - bez prawa do stanu spoczynku. O echach tej wypowiedzi. Ten wywiad z jednej strony wywołał niedowierzanie. Sądziłem, że to jest prowokacja, że to nie jest wypowiedź prezydenta, tylko sztucznej inteligencji. Z drugiej - refleksję. Nierozliczone zło wróci ze zdwojona siłą i jeśli dziś słyszymy takie słowa, to możemy sobie wyobrazić, co będzie się dziać w przyszłości. A to słowa prezydenta Dudy, krytykujące środowisko sędziowskie, które te kontrowersje wywołały. Niedawno jeden człowiek powiedział do mnie bardzo brutalnie: Wie pan, dlaczego w Polsce jest tyle zdrady i warcholstwa bezczelnego? Ponieważ dawno nikogo nie powieszono za zdradę". To straszne, ale w tych słowach jest prawda. To miałoby także walor odstraszający - dodał prezydent, choć Polska zniosła karę śmierci niemal 30 lat temu. Może Andrzej Duda zapatrzył się na Brauna, może zapatrzył się na taką patokonfederację, może jemu bliżej do takiego środowiska politycznego. Prezydent, który wypowiada takie słowa pod koniec drugiej kadencji, nigdy nawet nie powinien rozpocząć pierwszej. Podpala politycznie Polskę i się z tego cieszy. Z uśmiechem godnym swojego obozu politycznego pędzi na ścianę. Nawet politycy PiS krytyczni. Trudno mi się podpisać pod tym zdaniem, mówię to wprost. Absolutnie nie zgadzam się na brutalizację języka publicznego i uważam, że stosowanie mocnych sformułowań nie służy debacie publicznej. Choć są i tacy, którzy Andrzeja Dudę próbują tłumaczyć. Wypowiedź prezydenta Dudy trzeba rozumieć inaczej, on posłużył się tam metaforą. Te słowa prezydenta, który wciąż podkreśla swoje przywiązanie do wartości chrześcijańskich. Jedną z podstawowych jest "nie zabijaj". Sprawy nie komentuje pierwsza prezes Sądu Najwyższego, której powołanie zdaniem wielu prawników było niezgodne z prawem. Pani prezes, czy nie uważa pani, że to jest skandal? Prezydent uderzył też w Trybunał Konstytucyjny, bo jego zdaniem przez 3 dekady wybierali go albo postkomuniści, albo lewicowi liberałowie. Jeżeli to środowisko nie opamięta się i nie zrobi samo resetu, to skończy się na tym, że trzeba będzie wszystkich tych ludzi wyrzucić ze stanu sędziowskiego, bez prawa do stanu spoczynku. Na pewno nie damy się zastraszyć. Propozycji resetu było już wiele - podkreśla prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Prezydent Duda mógł podpisać ustawę incydentalną, która by sprawiła, że o ważności wyborów orzekłby prawidłowo umocowany Sąd Najwyższy, po drugie na biurku prezydenta była ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Ta jednak trafiła do Trybunału Konstytucyjnego. Trybunału, w którym na stanowiska już wybranych sędziów prezydent pod osłoną nocy powołał dublerów, którego prezeską była Julia Przyłębska, towarzyskie odkrycie Jarosława Kaczyńskiego, a jednym z sędziów jest były prokurator stanu wojennego i były polityk PiS-u Stanisław Piotrowicz. Przez 8 lat został zniszczony wymiar sprawiedliwości i to w dużym stopniu nie tylko przez ministra Ziobrę, ale przede wszystkim przez prezydenta. Kadencja prezydenta Andrzeja Dudy kończy się za 27 dni. Kilka prób nielegalnego przekroczenia granicy Rzeczpospolitej zanotowały polskie służby po tym, jak ruszyły kontrole na granicy z Niemcami i Litwą. Tymczasem w Sejmie, i nie tylko tam, politycy PiS przedstawiają alternatywną rzeczywistość. Z ich strony nie padają już słowa: "murem za polskim mundurem", za to brawa na stojąco dostał nakręcający spiralę strachu i nienawiści były nacjonalista Robert Bąkiewicz. O granicach - nie tylko przyzwoitości. Ciemny kolor skóry i kolorowe stroje. To wystarczyło, by ci członkowie zespołu z Senegalu stali się ofiarami mowy nienawiści. To nie są żadni nielegalni, to są zespoły taneczne, które przyjeżdżają do nas od 22 lat. Ale pierwszy raz pod adresem wykonawców popłynęły pogróżki. Według relacji prezydenta do członków zespołu wykrzykiwano: Wezwano straż miejską. Skąd ta agresja? To jest w mojej ocenie walka. Walka polityczna. Zespół z Senegalu już raz mógł się o tym przekonać. Ta polityczka PiS-u udostępniła w sieci nagranie, na którym widać członków zespołu, sugerując napływ cudzoziemców do Gorzowa. Rafalska później przeprosiła i wpis usunęła. Ale już ten polityk PiS tego nagrania z Piotrkowa Trybunalskiego z sieci nie usunął. Nielegalni migranci chodzą sobie. Nie są to żadni turyści. W mojej ocenie to są nielegalni imigranci. Na podstawie czego pan tak sądzi? Na podstawie tego, że szwendają się po Piotrkowie. Na jakiej podstawie może pan ocenić, czy ktoś przebywa legalnie, czy nielegalnie. Potrafię to ocenić po rozmowach z mieszkańcami. Ale tymi ludźmi pan nie rozmawiał. Przede wszystkim widać, że to są ludzie obcy kulturowo. Wyróżniają się tym tylko, że mają inny kolor skóry. To, co robi PiS i Janusz Kowalski, to po prostu zachowania rasistowskie. Bo to trudno... Robert, Robert! ...nazwać poważną debatą o polityce migracyjnej. Tak posłowie PiS-u witali Roberta Bąkiewicza, który tu w Słubicach znieważał funkcjonariuszy. Macie honor? Macie honor w ogóle? I z tym samym człowiekiem, który tu krzyczał na funkcjonariuszki straży granicznej, ochoczo fotografowały się posłanki PiS-u. Z tym samym człowiekiem, który chwilę wcześniej groził funkcjonariuszkom i funkcjonariuszom na służbie. Zostaną rozliczeni, sprawiedliwie osądzeni i pozamykani do więzienia, bo zdrajcy ojczyzny muszą w końcu ponieść konsekwencje swoich działań. Pan Bąkiewicz powinien milczeć, bo obraża ludzi, którzy poświęcają swoje życie, narażają swoje życie, aby bronić naszą granicę. Robert Bąkiewicz na swoim koncie ma prawomocny wyrok za zrzucenie aktywistki ze schodów. 30 godzin prac społecznych i 10 tys. zł na rzecz poszkodowanej. Zbigniew Ziobro, wtedy prokurator generalny, rozpoczął procedurę ułaskawienia i wstrzymał wykonanie kary. Ułaskawienia brak. Adam Bodnar zdecydował więc, że wyrok Bąkiewicza musi być wykonany i uchylił decyzję o jego wstrzymaniu. "Wszyscy widzimy, jak już po wydaniu wyroku zachowuje się osoba skazana" - napisał w sieci prokurator generalny. Groźby wobec funkcjonariuszy, podszywanie pod służby, to robi samozwańczy Ruch Obrony Granic. A to mówi ustami przybocznego Bąkiewicza. Wielkie zagrożenie. Sytuacja na granicy jednej i drugiej jest stabilna. Słyszymy od rzeczniczki MSWiA. Według najnowszych danych skontrolowano ponad 40 tys. osób. A to efekty. Na granicy zatrzymano kuriera przewożącego czterech Somalijczyków. To wy jesteście odpowiedzialni za chaos w migracjach. Mówił rzecznik rządu z mównicy sejmowej. I przypominał politykom PiS-u... To wasz rząd wydał w kompletnie niekontrolowany sposób 377 tysięcy wiz. Sejm przyjął wczoraj uchwałę autorstwa Koalicji Obywatelskiej, w której sprzeciwia się obecnemu kształtowi paktu migracyjnego, uznając, że nie uwzględnia on realiów państw granicznych. Posłowie PiS-u wyjęli karty do głosowania. 84 lata temu właśnie 10 lipca co najmniej 340 polskich Żydów zostało zamordowanych przez swoich sąsiadów - Polaków w Jedwabnem. Skrajna prawica, której przewodzi Grzegorz Braun, ustalenia historyków potwierdzających ten fakt uważa za tzw. kłamstwo jedwabieńskie. Na dowód swoich racji wbrew protestom zainstalowali w miejscu tragedii nowe, zaprzeczające prawdzie tablice. Cisza, skupienie i ekumeniczna modlitwa. Tak powinno być i chwilami było dziś w Jedwabnem - 20 km od Łomży. To tu 84 lata temu wydarzyła się zbrodnia, której rocznica dziś budziła wielkie emocje. Jest czas na dyskusję, jest czas na milczenie, jest czas na modlitwę, jest czas nawet na spór. Dzisiaj jest czas na modlitwę i żałobę. Według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej polscy mieszkańcy Jedwabnego zamordowali co najmniej ponad 300 żydowskich sąsiadów. Mężczyźni, kobiety i dzieci - zostali spaleni żywcem w stodole. 10 lipca 1941 roku grupa Polaków pod niemieckim nadzorem najpierw przepędziła mieszkańców żydowskich Jedwabnego na rynek niemiecki, tam ich upokarzano, kazano czyścić rynek. Grupę z tych Żydów zmuszono, by zdemontowali pomnik Lenina, i urządzono procesję poprzez miasto. A następnie tę grupę zabito. To są klucze znalezione w miejscu, gdzie zostali spaleni. Kiedy robiono badania, odnaleziono wiele kluczy - tak jak każdy z domu wychodzi, chowa klucz do kieszeni i liczy że wróci. A oni nie wrócili. Wraca za to historia i podział. Tak dziś Grzegorz Braun i jego zwolennicy blokowali dojazd do pomnika w Jedwabnem. Prawda historyczna, ustalenia historyków IPN, to, o czym tu mówił zarówno prezydent Kwaśniewski, odsłaniający przed laty pomnik, jak i jego następcy, dla tego europosła nie mają znaczenia. Składali tutaj hołdy kłamstwu, tak jak dzisiaj ekipa z IPN-u białostockiego. Na działce sąsiadującej z pomnikiem poświęconym tragedii ci ludzie odsłonili swój kolejny pomnik. Powstał z publicznych zbiórek, inspirowanych przez środowiska ultraprawicowe. Uznaliśmy, że dobrą odpowiedzią, być może najlepszą, będzie posiadanie własnego miejsca tutaj, obok miejsca autentycznej zbrodni - tylko niemieckiej, nie polskiej - na Żydach. Tablica, którą odsłonięto, przedstawia odmienną wizję tego, co wydarzyło się w Jedwabnem. Napis głosi, że: "W rzeczywistości zbrodni tej dokonał oddział pacyfikacyjny pod dowództwem Hermana Schapera". Ci ludzie na czele z Braunem nie tylko w taki sposób podważali ustalenia śledczych i historyków. Sam Braun dziś w radio zanegował coś, czego - zwłaszcza w Polsce - żaden polityk nie negował: prawdę o Auschwitz. Rozmowa została przerwana przez prowadzącego. Nie ma zgody na takie słowa europosła, który przecież jest znany ze swych antysemickich zachowań. Na nich buduje swój polityczny wizerunek. Gasił chanukowe świece w Sejmie - w tej sprawie toczy się postępowanie. Za słowa o Auschwitz, za podważanie prawdy o holokauście, grozi mu realna kara. Złożyłam zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez europosła Brauna. Nie ma zgody na antysemityzm, który szerzy się w Polsce. Sprawą już zajęła się prokuratura. Braunowi grozi do 3 lat więzienia. Władze muzeum Auschwitz-Birkenau, byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady, też ostro zareagowały na słowa Brauna. Dyrektor wprost określił je skandalicznymi. W Oświęcimiu zginęło ponad 1,1 mln osób, około 1 mln to Żydzi. O komorach, o tym, co się tam dzieje, informowali Polacy - w tym rotmistrz Pilecki. Teraz polski europoseł zaprzecza nawet tamtym świadectwom. W Jedwabnem zaprzeczał prawdzie, że sąsiedzi zabili sąsiadów. w 1941 roku doszło do tragedii, w której sąsiedzi zabili sąsiadów, ludzie, którzy chodzili obok siebie, stanęli nagle przeciw sobie, jedni płonęli, a drudzy patrzyli, jak płoną. Auschwitz, jak mówił Marian Turski, nie spadło z nieba. Ostrzegał i prosił. Kiedy widzicie kłamstwa, nie bądźcie obojętni. Ostrzegał, że Auschwitz może wrócić. Szybciej, niż nam się wydaje. Nowelizacja ustawy zwiększającej limit wydatków budżetu państwa na budownictwo społeczne przyjęta przez Sejm. Inaczej niż reszta koalicji rządzącej zagłosowała w tej sprawie Polska 2050, która przegłosowała poprawki wspólnie z PiS i Konfederacją. "To jest niemądre" - tak głosowanie skomentował Donald Tusk, oceniając głosowanie partii Szymona Hołowni. Marszałka Sejmu ocenili także Polacy w najnowszym sondażu. To reakcja koalicjantów na te środowe głosowania Polski 2050. Sejm poprawkę przyjął. W których posłowie Szymona Hołowni i on sam zagłosowali inaczej niż koalicja rządowa. Ale tak samo jak PiS i Konfederacja - przy aplauzie obu partii opozycyjnych. Chodzi o dwie poprawki zgłoszone przez 2050 do rządowej ustawy mieszkaniowej. Dotyczyły likwidacji limitów miejsc parkingowych i możliwości dojścia do własności w mieszkaniach społecznych w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców. Nie jesteśmy od tego, żeby przyklepywać milcząco pomysły lobbystów, z którymi przychodzą do Sejmu różnego rodzaju podmioty. Oczekiwaliśmy, że koalicjanci zagłosują razem z nami. Głosowaliśmy nad ustawą, która była przez wiele miesięcy negocjowana, konsultowana, uzgadniana na poziomie rządu z udziałem ministrów i wiceministrów Polski 2050. Odpowiadają koalicjanci. I dziś próżno wśród nich szukać zrozumienia dla decyzji partii Hołowni. Jeśli to był kolejny taki moment podkreślenia dystansu do własnej koalicji ze strony Polski 2050, to powiedziałbym, że to jest niemądre. Zmartwiłem się w wymiarze politycznym, bo tego typu działanie jest działaniem szkodliwym, bo ono najwięcej radości przynosi opozycji, a opozycja tylko czeka na to, żeby nas dzielić różnymi rozwiązaniami. W opozycji zadowolenie i kolejne powody do krytyki rządu. My nic specjalnie nie zrobiliśmy. My głosujemy zawsze za dobrymi projektami. To głosowanie z perspektywy obecnej koalicji rządzącej pokazuje, że między nimi nie ma żadnego zaufania. Zaufanie w koalicji jest - przekonuje marszałek Sejmu. Ale głosowania z PiS-em błędem nie nazywa. Jesteśmy w polityce, żeby załatwiać rzeczy dobre dla ludzi. Te poprawki są dobre dla ludzi, głosowaliśmy za wotum zaufania dla rządu, głosujemy za 99% rozwiązań proponowanych przez rząd. A że raz na kilka miesięcy się nie zgodzimy z czymś, bo coś nie zostało dogadane między koalicjantami, tutaj dokładnie między nami i PSL-em, no to - tak też bywa. Do głosowania doszło chwilę po tym, gdy koalicją wstrząsnęła wiadomość o nocnych rozmowach marszałka Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim w domu spin doktora PiS-u Adama Bielana. Polacy w sondażu dla Onetu ocenili, że marszałek Sejmu stracił na tym wizerunkowo. Po głosowaniu stracił też u koalicjantów. Spadło poparcie. Wśród koalicjantów spadło zaufanie do Polski 2050? Na pewno tak, co do tego nie ma wątpliwości. Teraz to zaufanie trzeba będzie odzyskać, tak jak w każdym związku są lepsze i gorsze chwile, no i w tym momencie mamy te gorsze chwile. Mam taką nadzieję, że refleksja ze strony pana Hołowni przyjdzie dość szybko. Wszystko dzieje się na chwilę przed planowaną rekonstrukcją rządu. Została przesunięta na prośbę Szymona Hołowni, który chciałby dla swojej partii stanowiska wicepremiera. To jednak wymagałoby zmiany umowy koalicyjnej. To wczoraj współprzewodniczący Lewicy. Nie ma w tej chwili mowy o zmianie umowy koalicyjnej i nie będzie. A to dziś wiceminister z Polski 2050. Temat zmiany umowy musi być, dlatego że ja już wiem, że stanowisko wicepremiera zostanie zaoferowane Polsce 2050. Rekonstrukcja rządu za niespełna dwa tygodnie. To jest "19.30". W czwartek 10 lipca, a dziś jeszcze... Plan na zwycięstwo. Wzywam wszystkich naszych partnerów, aby zwiększyli swoje inwestycje w sektor obrony powietrznej. Nie będzie odbudowy bez zwycięstwa. Prognozy pogody. Każdy opad deszczu, to robi na nas takie nieprzespane noce. Pozostajemy w stanie gotowości. Iga Świątek na kortach Wimbledonu. Pierwszy raz w swojej karierze w półfinale. I starcie ze Szwajcarką Belindą Bencic. Emocje sięgały zenitu, bo stawka była ogromna. To starcie gigantek na trawiastych kortach w Londynie śledził Artur Kieruzal. Iga dostarczyła nam ogromnych emocji - i zwyciężyła. Jak przebiegało to spotkanie i jak jest komentowane? Sam ten wyczyn zapisuje Igę na kartach historii. To niesamowite jak szybko poprawiła swoją grę na nawierzchni, która była jej największą zmorą. To trawa. Apetyt Igi sięga znacznie dalej. W sobotę pokaże nam jak jest wielki. Dziś w znakomitym stylu pokonała Szwajcarkę. Świątek była szybsza, dokładniejsza. To dało jej przewagę nad rywalką. Zmuszała rywalkę do błędów. To przy aplauzie londyńskiej publiczności, która coraz bardziej zakochuje się w grze naszej rodaczki. Grała bardzo dobrze dzisiaj. - Czy finał też do niej należy? - Uważam, że tak. Była bardzo aktywna na korcie i agresywnie pracowała na nogach. Osiągała imponujące prędkości uderzeń. Była skoncentrowana, żeby wygrać. Tutaj się zgadzamy. Dla Igi to jest turniej wyjątkowy i wyjątkowy wynik. Odżyła nadzieja na powrót do najwyższej firmy. Widać, że coś się zmieniło. Iga i trawa nareszcie się dogadały. Może ją to doprowadzić do tytułu. "Nie chodzi o to, żeby Ukraina przetrwała, lecz by wygrała" - mówi polski premier na konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy. Kilkaset miliardów euro, na tyle wyceniane są szkody wyrządzone przez Rosję w napadniętym kraju. Kraju, w którym także tej nocy tysiące ludzi nie spało, bo rosyjskie drony uderzały w cywilne budynki w stolicy i wielu innych miejscach. Karina ma tylko plecak, telefon i zimowy płaszcz. Domu już nie ma. Usłyszałam ryk, uderzenie i odgłos tłuczonego szkła. Odwróciłam się i zobaczyłam, że moje mieszkanie zniknęło. Przeżyła, bo tej nocy nie mogła zasnąć. Schroniła się tuż przed uderzeniem rosyjskiego drona. To bezpośrednie trafienie w blok mieszkalny jest jak przyłożenie pistoletu do głowy i strzał. Takich strzałów tej nocy Ukraińcy naliczyli ponad 400. Zmasowany atak trwał prawie 10 godzin. W Kijowie zginęły 2 osoby. Kilkanaście zostało rannych. Shahedy i rakiety uderzały w obiekty cywilne, także w innych częściach kraju. Dzień wcześniej Rosja przeprowadziła największy atak dronowy na Ukrainę. Wystrzeliła ich ponad 720. Putin chce, aby nasz naród cierpiał, uciekał z Ukrainy, a domy, szkoły, życie były niszczone wszędzie, nie tylko w pobliżu linii frontu. Dlatego wzywam wszystkich naszych partnerów, aby zwiększyli swoje inwestycje w sektor obrony powietrznej. Tego apelu wysłuchała niemal setka delegacji państwowych i przedstawicieli firm z całego świata, także z Polski. W Rzymie trwa dwudniowa konferencja poświęcona odbudowie Ukrainy. Nie będzie odbudowy bez zwycięstwa. Rozmawiamy o tym, jak pomóc Ukrainie. Nie chodzi o to, żeby Ukraina przetrwała, lecz, by wygrała. Ukraina musi wygrać i jest to kwestia bezpieczeństwa całej Europy. Premier podkreślał, że Polska już odgrywa szczególną rolę we wsparciu Ukrainy. I podobną mają odegrać polskie firmy w procesie jej odbudowy. A potrzeby są ogromne. Kanclerz Niemiec szkody wyrządzone Ukrainie przez Rosję oszacował na 500 mld euro. I takiej kwoty domaga się od Moskwy. Mam dwie wiadomości. Jedną dla Moskwy i prezydenta Putina. Jest dość prosta. Nie poddamy się. Drugie przesłanie kieruję do Waszyngtonu i do prezydenta Trumpa: pozostańcie z nami, pozostańcie z Europejczykami. W Rzymie obecny był specjalny wysłannik prezydenta USA Keith Kellogg. A w Kuala Lumpur szefowie dyplomacji USA i Rosji. Rozmawiali niemal godzinę, głównie o Ukrainie. Prezydent Trump wyraził się dość jasno. Jest rozczarowany i sfrustrowany brakiem większej elastyczności ze strony Rosji w dążeniu do zakończenia tego konfliktu. Mamy nadzieję, że to się zmieni. Sekretarz stanu USA nie wykluczył przy tym możliwości objęcia Kremla nowymi sankcjami. Wczoraj minął termin, do którego UE i USA miała osiągnąć porozumienie handlowe w sprawie 10-procentowej podstawowej stawki celnej USA na towary europejskie. Miała, ale już wiadomo, że to się nie stało, a ostateczna data podpisania umowy to 1 sierpnia. Bruksela zapewnia o intensywnych rozmowach. A w tym czasie Donald Trump wprowadził nowe, wyższe cła dla kolejnych krajów. Wprawdzie czasu na porozumienie Donald Trump dał nieco więcej... Duże pieniądze zaczną napływać 1 sierpnia. Myślę, że to jasne. ...ale w tym samym czasie listownie zalał nowymi cłami na import ponad 20 krajów: od Afryki przez Azję, po Amerykę Południową. Cła, ograniczenia eksportowe stały się zaostrzonymi instrumentami rywalizacji geopolitycznej. To nie jest przejściowa burza. To nowa "pogoda" naszych czasów. A to nie wszystko. Do tego prezydent Trump dołożył: 50-procentowe cła na importowaną do USA miedź i zapowiedział aż 20-procentowe cła na import leków. Damy ludziom ok. 1,5 roku, żeby się ogarnęli i przenieśli do USA, potem zostaną obciążeni cłem, jeśli będą chcieli sprowadzić produkty farmaceutyczne do kraju. Od czasu zawieszenia ceł USA udało podpisać się umowę handlową jedynie z Wielką Brytanią, Wietnamem i tymczasowo z Chinami. UE, po intensywnych negocjacjach, czeka na decyzję. Rozmawialiśmy z Ursulą i całą grupą, byli bardzo mili. Do niedawna traktowali nas bardzo źle. Teraz traktują nas bardzo dobrze. To jak zupełnie inny świat. Na razie nad Europą wisi widmo wysokich ceł. Choć wypowiedź Trumpa daje nadzieję, to Bruksela nie łudzi się i na wypadek ma gotowe cła odwetowe. USA są naszym najważniejszym partnerem handlowym, odpowiadają za 20% naszego eksportu, to 3% naszego PKB. Od nich zależą miliony miejsc pracy. Jest to kluczowy element negocjacji. Zdaniem prezydenta USA pod znakiem ceł kraj rozkwita, bo obniżają one ceny importowanych towarów i nie wpływają na inflację... W tym roku otrzymaliśmy 100 mld dolarów dochodu z taryf. Możemy się spodziewać, że do końca roku może to być znacznie ponad 300 mld. Prognozy ekspertów są mniej optymistyczne: pokazują rosnącą inflację i zwalniającą gospodarkę. Dlatego Rezerwa Federalna - wbrew apelom Trumpa - chce utrzymać stopy procentowe. "Jerome Powell od miesięcy jęczy jak dziecko na nieistniejącą inflację i odmawia zrobienia tego, co słuszne. Sytuacja związana z inflacją w USA nie jest jednoznaczna, stad wstrzemięźliwość w obniżaniu stóp procentowych po stronie rezerwy federalnej wydaje się być na ten moment uzasadniona. W krajach, którym nie uda się dogadać z Trumpem do 1 sierpnia, cła powrócą do poziomu z kwietnia. Patrząc na prognozy pogody możemy dziś być spokojniejsi. Sytuacja się stabilizuje, a na terenie całego kraju zmniejsza się ilość opadów. Nadal obowiązują alerty, bo spodziewane są burze i ulewy. Sytuacja hydrologiczna nadal nie jest dobra, ale nie zmienia się już gwałtownie. Dziś znów na biwaku. Zagrożenie minęło. Każdy spokojnie spakował, bez żadnej paniki wszystko było. To nie było stricte ewakuacją, tylko właśnie taką zmianą, uniknięciem tego żeby nas zalało. Prewencyjnie ewakuowano blisko sto obozów harcerskich. Obozowe życie wraca do normy jednak opiekunowie nadal trzymają rękę na pulsie. Wszelkie radary burz, prognozy pogody, alerty to wszystko na bieżąco śledzimy i dostosowujemy się do tego, co widzimy. Czujni są też mieszkańcy. Pani Anna z mężem od kilku dni sprawdza czy pod ich dom nie podchodzi woda. Każdy opad deszczu to robi na nas takie nieprzespane noce, nerwy, patrzenie przez okno. Bo do naszej posesji ta woda bardzo często dochodziła. Na Podhalu wciąż stany ostrzegawcze na rzekach Białka i Biały Dunajec. Na szlakach trudne warunki i ostrzeżenie. One mogą być zniszczone w wielu miejscach, może stać woda, będzie błotniście i ślisko, na pewno wyżej nie powinniśmy się wybierać. Minionej doby strażacy interweniowali blisko tysiąc razy, a od poniedziałku ponad 4 tys. System zadziałał prawidłowo, na szczęście aura nie sprawdzała skuteczności systemu. Było łaskawiej niż rzeczywiście było zapowiadane. W związku z sytuacja pogodową od wczoraj zbiera się sztab kryzysowy. Dziś padł jasny komunikat. Przyczyny, dla których podjęliśmy tak intensywne działania, powoli ustały. Natomiast w różnych miejscach powodzie błyskawiczne mogą się pojawić. Największe straty ulewy spowodowały w Małopolsce i na Podkarpaciu. Tam kierowani są terytorialsi, którzy będą pomagać mieszkańcom w usuwaniu zniszczeń. Pozostajemy w stanie gotowości, bo jeżeli doszłoby do długotrwałych opadów, lub nagłe zmiany prognoz, to musimy być na taką sytuację przygotowani. Bo niż genueński nadal przechodzi nad Polską. Ostrzeżenia pierwszego i drugiego stopnia przed intensywnymi opadami deszczu obejmują północną i wschodnią część Polski. Takie wahania pogody są efektem zmian klimatycznych. Eksperci alarmują: jesteśmy niebezpiecznie blisko przekroczenia granicy nieodwracalnych zmian. Jeżeli podkręcamy ten efekt cieplarniany za mocno, to zacznie się robić za ciepło. Oceany coraz cieplejsze i te zjawiska gwałtowne będą coraz bardziej dokuczać. Kolejne dni w podobnej aurze. Będzie padać i wiać. Możliwe burze. Służby apelują o śledzenie komunikatów.