Gra Pałacu. Polityczne starcie na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Pokaz siły. Nasza korespondentka jako jedna z dwóch zagranicznych obserwowała wielką demonstrację w Teheranie. Pokonać hejt. Fala nienawistnych komentarzy po starcie młodej polskiej zawodniczki na igrzyskach olimpijskich. Dobry wieczór, zapraszam na "19.30". Najpierw przemówił pan prezydent. Wygłosił opinie o programie SAFE, zaprezentował stanowisko w sprawie opieszałości rządu w obszarze Rady Pokoju prezydenta Trumpa i argumentując istotę pytań o kontakty marszałka Czarzastego. W części jawnej nikt się do jego słów odnieść nie mógł, bo się skończyła i wyproszono kamery. Tak zaczęło się budzące wiele emocji posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Krajobraz po nim. Mam nadzieję, że nie jadę na ustawkę. Emocje wokół Rady Bezpieczeństwa Narodowego narastały od kilku dni. Powodem trzeci temat, o którym chciał dyskutować prezydent, czyli "wschodnie kontakty towarzysko-biznesowe" marszałka Sejmu. Jesteśmy zdezorientowani tym pomysłem pana prezydenta, by Rade Bezpieczeństwa Narodowego już tak otwarcie i bezwstydnie zamienić w pole politycznej gry i rząd w tej sprawie nie będzie aktywny. Włodzimierz Czarzasty w zamian chciał pytać o przeszłość Karola Nawrockiego, choćby o kontakty z pseudokibicami. Ale w jawnej części posiedzenia przez niemal pół godziny przemawiał tylko prezydent. Potem wyproszono kamery. Karol Nawrocki pytał o unijny program na zbrojenia SAFE i członkostwo w Radzie Pokoju, którą dożywotnio kierować ma Donald Trump. I którą zainteresowany jest Władimir Putin. Udział w takich inicjatywach nie może być lekkomyślnie oceniany przez pryzmat osobistych sympatii czy antypatii do poszczególnych przywódców. Nie chodzi o antypatię, tylko wątpliwości co do formuły Rady - mówił jeszcze przed RBN premier. W obecnych okolicznościach Polska nie przystąpi do prac Rady do Spraw Pokoju. Ale będziemy cały czas analizować. Nasze relacje z USA były, są i pozostaną naszym priorytetem. Ale to polityczne starcie prezydent - marszałek wzbudziło najwięcej emocji. Wolałbym spędzać czas w innym towarzystwie i z tego co rozumiem pan marszałek także. Ale interes państwa wymaga tego, abyśmy obok siebie siedzieli. Prezydent pytał marszałka o ankietę bezpieczeństwa i biznesową znajomość z Rosjanką. Czy marszałek ma dostęp do informacji ściśle tajnych w obliczu tego, co dzieje się w RP, a jeśli nie, to nie powinien być marszałkiem. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty posiada dostęp z mocy ustawy do informacji o najwyższej klauzuli tajności. Rządzący przypominają za to, że dostępu do informacji niejawnych nie ma siedzący obok prezydenta szef BBN Sławomir Cenckiewicz. Pytają też, co wspólnego z bezpieczeństwem ma obecność w pałacu posła Skalika z partii Brauna. Powinniśmy rozmawiać o strategicznych działaniach naszego państwa, strategii obrony naszego państwa, ale też bez udziału tych z konfederacji Putina. Prezydent nie ma obowiązku zapraszania na RBN przedstawicieli kół poselskich. Spór na posiedzeniu RBN to polityczna próba sił na linii duży - mały pałac. A nawet trzeci pałac, jak nazywany jest Sejm. Bo między prezydentem a marszałkiem Sejmu iskrzy od dawna. Od kiedy Włodzimierz Czarzasty został marszałkiem Sejmu. I zaczął krytykować prezydenta m.in. za wetowanie ustaw. Chciał mieć tutaj w Sejmie czerwony dywan, tego czerwonego dywanu nie dość, że nie ma, to jest jeszcze twardy przeciwnik, wiec pan prezydent przyjął strategie walki. A tak o tym starciu mówi PiS. Trzeba się cieszyć, że są różnice zdań, bo jeżeli by nie było różnicy zdań, to by było gorzej. Pytanie czy RBN to właściwa arena do politycznych starć. Rząd przyjął ustawę o SAFE, czyli o finansowaniu z pożyczki polskich potrzeb obronnych. Dokument przez parlament raczej przejdzie, ale opozycja szykuje się do dyskusji o swoich wątpliwościach. A tam ciągle podejrzenie o, może pośrednie, ale jednak tuczenie niemieckiej gospodarki i afront dla sojusznika zza oceanu. Na końcu będzie potrzebny podpis prezydenta, a praktyka bywa różna. To ma być milowy krok w budowaniu polskiego bezpieczeństwa. Rząd przyjął ustawę wdrażającą unijny program SAFE. Gwarantuje szybkie, masywne wydatki na polską obronę. SAFE to najniżej oprocentowana na rynku unijna pożyczka na zakup uzbrojenia w ciągu 4 lat przede wszystkim od rodzimych firm. Polska jest największym beneficjentem programu i otrzyma blisko 44 miliardy euro, czyli prawie jedną trzecią. Wicepremier i szef MON mówi o sukcesie negocjacyjnym i przypomina: to Polska pierwsza rzuciła pomysł. Polska, idąc do prezydencji, sprawując ją w pierwszej połowie roku, powiedziała wyraźnie: obronność, bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Program SAFE to jeden z tematów na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Prezydent, podobnie jak PiS, ma wątpliwości. Jak mówi: nie zna listy projektów, które mają być sfinansowane. Przed podpisaniem tej ustawy ja z całą pewnością będę z taką listą chciał się zapoznać. Ale, jak słyszymy, o listę prezydent mógłby spytać siedzącego po swojej lewej szefa BBN. Ta lista znajduje się w biurze BBN od grudnia zeszłego roku, tak samo jest też w dyspozycji posłów sejmowej komisji obrony narodowej. Wątpliwości prezydenta budzi też brak Niemców w programie SAFE, co zdaniem Karola Nawrockiego może oznaczać, że Polska przeznaczy środki na zakup niemieckiego sprzętu. Aby program SAFE nie okazał się wsparciem dla przechodzącej pewien kryzys gospodarki naszego zachodniego sąsiada. Tak się nie stanie, bo jak słyszymy, SAFE wspomoże przede wszystkim polską zbrojeniówkę. Te dziesiątki miliardów euro, które wydamy na zbrojenia, trafi w 80% do polskich firm. To plan minimum, bo szacunki agencji uzbrojenia są jeszcze większe. Eksperci mówią o przełomie w modernizacji armii. Daje szanse na zwiększenie uzbrojenia, na zwiększenie wyposażenia, na zwiększenie poprzez to zdolności polskiej armii, a z drugiej strony daje szanse na to, co jest problemem od kilkudziesięciu lat - na rozwój polskiego przemysłu obronnego. Duża część środków ma pójść na budowę Tarczy Wschód. M.in. na drony rozpoznawcze i uderzeniowe. A także na najnowocześniejszy w Europie system antydronowy SAN. Jednym z polskich dostawców jest gdyńska firma, której radary są wykorzystywane w wojnie w Ukrainie. Do namierzania różnych dronów: małych, średnich, ale także, a może przede wszystkim, do wykrywania szahedów. Ustawa o SAFE trafi teraz do Sejmu. Swoje zapisy do projektu planuje zgłosić prezydent i nie wiadomo, czy ich odrzucenie będzie oznaczało weto. Rządzący o takim scenariuszu nie chcą słyszeć. Nikt nas z tej drogi nie zawróci. Jeśli ustawa wejdzie w życie szybko, pierwsze środki z programu SAFE mogą trafić do Polski już w marcu. Polska zawodniczka atakowana w sieci. Starałam się zrobić, co mogę. Nie tak to sobie wyobrażaliśmy, ale każdy sportowiec ma prawo do gorszego dnia. Nie ma zgody na hejt. Zawodnik zawsze chce dobrze. To nie jest tak, że robi coś specjalnie. Może to być niezrozumienie specyfiki sportu. Przekonanie, że jak ktoś jedzie na igrzyska, to na pewno wygra. Irańczycy zjechali do Teheranu na wezwanie władz. Tak świętują 47. rocznicę obalenia szacha i ustanowienia republiki islamskiej. Krajem rządzą ajatollahowie, którzy potrzebują manifestacji zjednoczenia narodu wokół władzy, bo ostatnie tygodnie wyprowadziły tłumy opozycji na ulice. Jak świętuje Iran i czy cały tak samo? Imię wroga Irańczycy znają od już dziecka. "Śmierć Ameryce, śmierć Izraelowi! Chwała najwyższemu przywódcy!" - takie slogany wybrzmiewały na ulicach Teheranu, gdzie Irańczycy z przytupem celebrowali swoje święto narodowe. Chce wysłać wiadomość prezydentowi USA: Wspieramy naszego lidera, całą duszą i do ostatniej kropli krwi. Czekamy na was. Zróbcie choćby krok, a Zatoka Perska stanie się Waszym cmentarzem. Rocznica Rewolucji Islamskiej upamiętnia dzień, w którym 47 lat temu obalono szacha Mohammada Rezę Pahlaviego. Kraj trafił w ręce duchownych, zrywając wszelkie więzi z Zachodem. W tym roku uroczystości są dla władz okazją, by pokazać światu, że reżim pomimo protestów i widma wojny z USA wciąż ma rzeszę wiernych zwolenników. Według władz na ulice w całym kraju wyszło 25 milionów osób. To zdjęcie irańskiej siły, najwyższego przywódcy. Pokazuje, że jesteśmy silni i że niczego się nie boimy. Nie będzie pokoju między Iranem i USA. Tylko głęboka nienawiść. Ten dzień ma być dla Iranu pokazem jedności i siły. Pociski balistyczne w centrum Teheranu to sygnał dla wroga, że z republiką zadzierać nie można. A to mocny symbol w kontekście trwających z USA rozmów pokojowych. Prezydent Iranu w orędziu zapewnił, że Teheran wybiera drogę dyplomacji, ale rozmowy utrudniają przeciwnicy. Wysoki mur nieufności, który USA i Europa stworzyły poprzez swoje wypowiedzi, nie pozwala, aby te rozmowy przyniosły rezultat. Obie strony po pierwszej rundzie piątkowych negocjacji mają spotkać się ponownie za tydzień. Donald Trump zagroził właśnie, że wyśle na Bliski Wschód nowe wojska i drugi lotniskowiec, jeśli te rozmowy zakończą się fiaskiem. Mamy teraz ogromną flotyllę płynącą do Iranu. Zobaczymy, co dalej. Myślę, że oni chcą zawrzeć umowę. Głupotą byłoby, gdyby tego nie zrobili. Iran zapewnia, że nie buduje broni atomowej i zgodził się negocjować przyszłość programu nuklearnego. Ale nie chce ograniczyć arsenału pocisków balistycznych, a tego domagają się Amerykanie. Wielu specjalistów twierdzi, że Amerykanie chcą zyskać na czasie, by znaleźć dobry moment, by nas zaatakować. Najwyższy przywódca ostrzegł już, że jeśli tak się stanie, to Iran odpowie i rozpocznie się wojna regionalna. Więc cena tej wojny dla Trumpa będzie bardzo wysoka. I wbrew dzisiejszemu pokazowi siły wielu Irańczyków tej wojny się obawia. Nie chcę mówić o polityce, bardzo mi przykro. Nie wszyscy stoją też murem za reżimem ajatollahów. Wczoraj podczas wielkiego pokazu sztucznych ogni, mieszkańcy Teheranu z okien wykrzykiwali hasła przeciwko dyktaturze. Publicznych wystąpień najpewniej w trosce o bezpieczeństwo unika najwyższy przywódca Iranu, Ali Chamenei. Po raz pierwszy w historii opuścił ważne spotkanie z dowódcami irańskiej armii i sił powietrznych, które jest częścią obchodów rocznicy rewolucji. A to pokazuje, że Republika Islamska przechodzi być może najbardziej newralgiczny moment w jej blisko 50-letniej historii. I brzmi, i wygląda jakby z angielska, ale układa się dość nachalnie w nazwisko głowy państwa. Marka Nowrocky produkuje odzież i zaprzecza stanowczo marketingowym związkom z prezydentem czy jego kancelarią. Kłopot w tym, że znak towarowy zarejestrowała siostra prezydenta, a sam prezydent nosi z upodobaniem. Dres jak dres, czy jednak głowa państwa z ograniczoną odpowiedzialnością? Waleczny Rocky na bluzie nieprzypadkowego człowieka. To Karol Nawrocki, urzędujący prezydent. Dla mnie symbolem Polski jest orzeł. Nie jakiś chomik. Ale to jest chomik Rocky, waleczny chomik Rocky. To jest po prostu gryzoń. Bluzy z walecznym chomikiem Rockym Nawrocki na igrzyska olimpijskie ze sobą nie zabrał. Za to publicznie pojawiał się w koszulce z napisem "NowRocky" i czapce z tym samym logo. Czy pan sobie wyobrażał prezydenta Kwaśniewskiego, który chodzi ze swoim wizerunkiem czy swoim nazwiskiem w wiosce olimpijskiej? Przecież to jest jakiś kabareciarz, a nie prezydent. W sieci od kilku miesięcy można kupić gadżety z logiem Nowrocky, które tak są reklamowane: Mówi wprost. Nie zmienia zdania. Idzie po swoje. Taki jest nasz prezydent Karol Nawrocki. NOWROCKY to nie moda. To postawa. Prezydent Nawrocki nie tylko w kampanii w tych ubraniach chętnie pokazywał się publicznie, a prywatny przedsiębiorca z tych zdjęć chętnie korzystał. O co tu chodzi? Żenujące i jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Właścicielką znaku towarowego NOWROCKY od listopada jest jego siostra, Nina Nawrocka. Spółka sprzedająca produkty w internecie powstała kilkanaście dni później. Mamy tutaj jawnie przykład łączenia polityki z biznesem i to okazuje się, że wszystko wskazuje na to, że rodzinnym. Kancelaria Prezydenta informuje, że Karol Nawrocki nie pozostaje w żadnej formalnej ani nieformalnej relacji z tą marką ani z podmiotami z nią powiązanymi. Jeśli chodzi o siostrę prezydenta, Kancelaria podkreśla, że sprawy rodzinne wykraczają poza jej kompetencje. O Ninę Nawrocką pytamy więc właściciela spółki Nowrocky. Oznaczenia słowno-graficzne są objęte ochroną prawną i są używane w sposób zgodny z obowiązującymi przepisami oraz posiadanymi uprawnieniami. Jeżeli siostra prezydenta zarabia na tym, że jej brat jest prezydentem, to mamy poważną sprawę do wyjaśnienia i na pewno konflikt interesów. Mówią rządzący, ale politycy PiS-u... Mam bardzo podobną, tylko czarną. ...konfliktu interesów tu nie widzą. Do kogą idą te pieniądze? Nie wiem, co ja jestem, księgowym strony internetowej, które sprzedają te rzeczy, myśli pan? Kto na tym zarabia? Nie wiem, ale to świetny pomysł na kampanię. Ale kampania się skończyła. Jak ustalił Onet, na początku działalności spółki Nowrocky jej pełnomocnikiem był gdański radca prawny Adam Soszyński, wcześniej obsługujący prawnie budowę jednej z inwestycji Muzeum II Wojny Światowej, którym w przeszłości kierował Karol Nawrocki. To wygląda jak taki interes na boku. Interes na boku pana prezydenta. Robił interes na boku w Grand Hotelu i to w nim chyba pozostało. Po kilkudniowej burzy w sieci zdjęcia prezydenta Nawrockiego zniknęły z internetowego sklepu Nowrocky. Ta pani nazywa się Pola Bełtowska, bierze udział w najbardziej elitarnej imprezie sportowej, bo reprezentuje najwyższy sportowy poziom. A jednak po ostatnim występie sieć zaroiła się od nienawistnych wpisów tych, którzy pewnie skoczyliby dalej. Oczywiście gdyby nie zemdleli ze strachu na belce. O wielkim sporcie i małych ludziach. Na podium olimpijskiego konkursu skoków drużyn mieszanych Polaków zabrakło. Biało-czerwoni nie awansowali do drugiej serii, zajęli przedostatnie miejsce. Przyjeżdżając tu na pewno zakładaliśmy ten plan minimum, żeby wejść do ósemki - dzisiaj się to nie udało. Zdaję sobie z tego sprawę, że ten mój skok to była główna przyczyna tego, że nam się nie udało. Skok 19-letniej Poli Bełtowskiej był krótki, ale to skok na igrzyskach olimpijskich. Sportowa elita dla większości nieosiągalna. Ona sobie ten awans, ona sobie ten występ wywalczyła, wyszarpała i po prostu na niego zasłużyła. Nie zasłużyła na to, jak potraktowali ją ci, którzy na nartach skaczą tylko w grach komputerowych. W sieci na Polkę wylała się fala hejtu. Powinna się wstydzić, przeprosić i zakończyć przygodę ze skokami. Chyba na dziecięcej skoczni musiała ten awans wywalczyć. Pola Ostatnia Bełtowska, chodząca kompromitacja. A, jak przyznała zawodniczka, to nie wszystko. Nie czytam komentarzy w sieci, ale dostaję takie wiadomości prywatne, że to jest kosmos. To jest taki hejt, że nie spodziewałam się, że ludzie mogą pałać do mnie aż taką nienawiścią. Nie robię tego specjalnie, a jestem jechana z góry na dół. Dla mnie to jest po prostu niewybaczalne. Adam Małysz był uwielbiany przez kibiców. Przed małyszomanią były też jednak takie występy. Orzeł z Wisły na swoich pierwszych igrzyskach olimpijskich zajmował miejsca w 6. dziesiątce. Medale przywoził kilka lat później. Na szczęście, jak byłem zawodnikiem, nie było mediów społecznościowych, one się pojawiły w ostatnim etapie mojej kariery, więc dlatego też było mi na pewno prościej. Teraz hejterskie komentarze mogą młodemu sportowcowi podciąć skrzydła. Absolutnie nie ma przyzwolenia na coś takiego. Tutaj kłaniają się psychologowie. Ich wsparcie może ochronić zawodnika przed konsekwencjami hejtu. Po szczeblach kariery pnie się Kacper Tomasiak. Rówieśnik Poli Bełtowskiej, świeżo upieczony srebrny medalista olimpijski, ma wokół siebie ojca-trenera, matkę-psycholożkę, sztab szkoleniowy i kolegów z drużyny. Ważna jest sieć wsparcia, osób najbliższych, osób z kadry, którzy mogą wyjaśnić, że też mierzą się z podobnymi rzeczami, tak żeby mieć takie poczucie, że nie jest się w tym osamotnionym. Pola Bełtowska dostała mnóstwo wsparcia, za które podziękowała w mediach społecznościowych. Słowa otuchy są bezcenne, bo to nie koniec zmagań na olimpijskiej skoczni w Predazzo. Jeszcze jest duża, więc nie poddaję się. Konkursy indywidualne kobiet i mężczyzn w weekend do obejrzenia w Telewizji Polskiej. To metoda leczenia ratująca życie. Chodzi o możliwość leczenia pacjenta respiratorem w domu. Firmy, które zapewniają taką opiekę, wstrzymały przyjmowanie nowych pacjentów, tłumacząc się tym, że Fundusz nie rozliczył z nimi ogromnych zaległości z zeszłego roku. Pacjenci, zamiast kontynuować leczenie w domu, są przetrzymywani w szpitalach lub czekają w domach na przyjęcie do takiej opieki. Waldemar Sereja ma niewydolność płuc. Ostatnio choroba zaostrzyła się. Pan Waldemar potrzebuje respiratora, który w nocy wspomagałby jego oddech. Ale przyjęcia do opieki domowej wstrzymano. A na leżenie w szpitalu nie może sobie pozwolić, bo prowadzi firmę. Chcę jak najdłużej pracować, jak najdłużej robić to, co robię. W szpitalach z kolei leżą pacjenci, którzy mogliby być wypisani do domu, ale nie mają na to szans. Tak jak ta pacjentka po udarze, która od miesiąca przebywa na oddziale intensywnej terapii. Im dłużej w szpitalu, tym większe ryzyko, że może złapać zapalenie płuc czy inne infekcje. Takich sytuacji jest więcej - uważa koalicja zrzeszająca fundacje i podmioty opieki długoterminowej. Pacjenci, zamiast wracać do swoich domów, pozostają w szpitalach, jest to nieuzasadnione ekonomicznie, medyczne i jest to po ludzku niehumanitarne. Firmy, które organizują wentylację domową, zapewniają sprzęt i specjalistów, którzy wspierają rodzinę. Taka opieka jest tańsza niż pobyt pacjenta w szpitalu. Miesiąc temu większość firm odmówiła jednak przyjmowania nowych pacjentów ze względów finansowych. Wchodzimy w styczeń z 40% nadwykonaniem. No to proszę sobie wyobrazić, gdybyśmy kontynuowali, to jak zakończymy rok 2026, nie możemy sobie na to pozwolić, bo już nie mamy na to środków. Narodowy Fundusz Zdrowia zapewnia, że zapłaci zaległości, a kontrakt na ten rok jest nawet wyższy. NFZ na bieżąco rozlicza się z placówkami medycznymi w ramach podpisanych umów, natomiast jeśli świadczeń jest więcej, wchodzimy w nadwykonania, a te zostają rozliczane po zakończeniu roku. Konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc uspokaja: pacjenci, którzy mają problem z opieką domową, są kierowani do firm, które nie odmawiają pomocy. Mój ośrodek również kwalifikuje pacjentów pomimo przekroczenia kontraktu, ponieważ uważamy to za nieetyczne, żeby pacjent nie był przyjęty do świadczenia, które może kontynuować w warunkach domowych. Dla pana Waldemara najważniejsze jest, żeby mógł normalnie oddychać. Żeby ten sprzęt był i żebym miał przyszłość. Co roku w Polsce przybywa około tysiąca pacjentów. Ci nowo zakwalifikowani nie mogą czekać na decyzję, co dalej z ich leczeniem. Obyśmy nigdy nie musieli go wybierać, a jeśli już, to by nam zimnej krwi starczyło, bo od tych trzech cyfr może wiele zależeć. Uczą go już w podstawówce, ale trafiały się przypadki, że młodsi dawali radę wybrać bezbłędnie i odebrać instrukcje na wagę życia. Dziś europejski dzień numeru alarmowego. To praca, która wymaga pełnego skupienia i odporności na stres. Na takich stanowiskach w centrach powiadamiania ratunkowego, które działają w Polsce, w zeszłym roku telefony zadzwoniły ponad 18 milionów razy. Tylko nieco ponad 7 milionów to zgłoszenia zasadne. To są różne telefony, od zamawiania taksówki, od zamawiania pizzy, po zapytanie, jaka jest data, od przypomnienia sobie, że trzy miesiące temu skradziono nam cokolwiek i dzwonimy w nocy na linię alarmową? No nie, powinniśmy pomyśleć też, do czego ta linia służy. Służy do informowania o zagrożeniach życia, zdrowia lub mienia, które wymagają natychmiastowej reakcji służb. W Polsce europejski numer 112 uruchomiony został 21 lat temu. Dziś w całym kraju działa 17 centrów powiadamiania ratunkowego. Każdy z ponad 1200 zatrudnionych operatorów na 12-godzinnym dyżurze musi zachować spokój, żeby jak najszybciej pomóc w często dramatycznych przypadkach. Są sytuacje błahe, ale są sytuacje bardzo poważne, przemoc domowa, są sytuacje odnalezienia zwłok rodziny, zaginięć dzieci, urazów u dzieci. Dlatego operatorzy apelują, żeby z numeru, który ma ułatwić komunikację ze służbami, korzystać w taki sposób, by nie utrudniać im działania. 10 osób nie żyje, kilkadziesiąt jest rannych - taki jest bilans strzelaniny w szkole w Tumbler Ridge, w kanadyjskiej prowincji Kolumbia. Strzały oddała kobieta, która popełniła samobójstwo, policja nie podaje szczegółów jej tożsamości. Na razie nie wiadomo, jakie mogły być motywy zbrodni. Cisza chwilę po tragedii. Zdarzały się nam trudne dzieciaki. Ale coś takiego... Tragedii, jakiej Kanada nie doświadczyła od ponad trzech dekad. Doszło do niej w tej szkole średniej w miasteczku Tumbler Ridge. Otrzymaliśmy zgłoszenie o aktywnym strzelcu. Przyjechały dwa radiowozy i ogłoszono alarm. Chaos i przerażenie - to policjanci zastali po wejściu na teren szkoły. Kilkadziesiąt rannych osób, a na ziemi 7 ciał. Wśród nich było ciało osoby, którą uważamy za sprawczynię masakry, a która prawdopodobnie zmarła w wyniku samobójczego postrzału. Dwa kolejne ciała funkcjonariusze odkryli w prywatnym domu. Uważamy, że te dwa miejsca zbrodni są ze sobą powiązane. W jaki sposób, tego policja na razie nie wyjaśnia. Nieznany jest także motyw sprawczyni strzelaniny. Przyjechały radiowozy spoza miasta, przyleciał też śmigłowiec z jednostkami specjalnymi. Jedna z rannych osób zmarła w drodze do szpitala. Życiu pozostałych 25 nie zagraża niebezpieczeństwo. Szok po tym straszliwym wydarzeniu będzie jeszcze długo odczuwany i w lokalnej społeczności, i w całym kraju. By pomóc mieszkańcom Tumbler Ridge uporać się z żałobą, władze zorganizowały pomoc psychologów. Gorącej wymianie zdań przysłuchiwał się nasz korespondent, Czy inne rządy na własną rękę powinien wyjaśnić te sprawy, kongresmeni z obu partii mówią jednoznacznie, że tak. Po tym, co widzą także w trakcie przesłuchania, które wciąż trwa, mówią, że nie można spodziewać się, że to amerykański rząd wyjaśni na czym polega właściwie ten system. Pan Bondi, prokuratura generalna, mówi, że to tylko prezydent Trump walczy o prawdę w tej sprawie. Nie ma sobie nic do zarzucenia. Np. kongresmen mówił, że powinniśmy prowadzić swoje śledztwo. Moja rada dla innych krajów: nie czekajcie aż nasz skorumpowany rząd wypuści akta kryminalne. Przeprowadzić własne śledztwo. Zdobądźcie te materiały. Jestem pewien, że obejmują one cały świat. Zachowanie innych krajów jest absolutnie właściwe i nikt nie powinien podążać za przykładem USA w tej sprawie. Nie robimy absolutnie nic. Pozwalamy tym ludziom na to, a to jest oburzające. ZAKŁÓCENIA Bondi dość mocno polityczniła swoją odpowiedź. Rozmawiamy z ofiarami, pytając, czy Polska i inne kraje powinny prowadzić swoje śledztwa. Ich odpowiedź jest także bardzo jednoznaczna. Festiwal za nami, przed nami wręczenie nagród. Koperty z nominacjami otwarte, a 9 marca dowiemy się, jakie tytuły i twórcy zasłużyli na filmowego Orła - najbardziej prestiżową polską nagrodę filmową. Bez znieczulenia. "Dom dobry" demaskuje przemoc domową w jej najbardziej intymnym wymiarze. Film Wojciecha Smarzowskiego poruszył widzów i jury "Orłów". Zdobył najwięcej, bo aż 13 nominacji. To jest to, czego ja szukam w kinie. W sensie strasznie cieszę z tego, co "Dom Dobry" zrobił ludziom. Jaką zrobił akcję. Kiedy rozmawialiśmy o tym filmie, przede wszystkim ważne dla nas było, jaką ma wartość kinową, a tą też ma wielka. Film debiutantki Emi Buchwald to również mocna pozycja w wyścigu. Walczy zarówno w kategorii "najlepszy film" jak i "odkrycie roku". W sumie ma szansę na 10 statuetek. Tyle co mistrzyni kina Agnieszka Holland i koprodukcja TVP "Franz Kafka" oraz "Brat" Macieja Sobieszczańskiego. My nie patrzymy na to, czy ktoś jest z tzw. establishmentu, czy ktoś zaczyna. Akademicy docenili też "Ministrantów". Film, który został obsypany nagrodami na festiwalu w Gdyni, w tym Złotymi lwami. W grze są również koprodukcje TVP. "Chopin Chopin" z wyjątkową rolą Eryka Kulma, "Światłoczuła" czy popularny serial "Czarna śmierć". - Jak oceniasz kondycję polskiego kina z perspektywy filmów nominowanych? - Lepsze niż szwedzkie, ale gorsze niż duńskie, ale na dobrym poziomie. W sumie Orły przyznawane są w 20 kategoriach. W tym roku symbolem plakatu jest właśnie ten gest. Gest bycia razem. Myślę, że w środowisku filmowym wiedzą: jeśli nie ma zespołu, nie jesteśmy razem - nie ma filmu. Zwycięzców poznamy 9 marca podczas gali w Teatrze Polskim, którą obejrzeć będzie można w telewizyjnej Jedynce i na TVP Kultura. Dziękuję i do zobaczenia.