Monika Sawka, dobry wieczór. Zaczynamy od zamieszania z debatą liderów sondaży. Miał być pojedynek Trzaskowski - Nawrocki, ale do Końskich wyruszyli też inni kandydaci oburzeni brakiem zaproszenia. Organizator - sztab kandydata Koalicji Obywatelskiej - zmienił więc scenariusz. I do dyskusji zaprosił wszystkich chętnych. W tym kandydata PiS. Łączymy się z naszymi reporterami: Anną Łubian-Halicką i Bartoszem Filipowiczem. Na początek Anna. Kluczowe pytanie: czy do debaty w ogólne dojdzie i kto ostatecznie weźmie w niej udział? Sytuacja w Końskich zmienia się dynamicznie, ale debata w Końskich dziś się odbędzie. Weźmie w niej udział więcej niż planowanych 2 kandydatów. Do końskich dziś przyjechało ich zdecydowanie więcej. Co najmniej siedmioro. Wśród nich Szymon Hołownia, Magdalena Biejat, Krzysztof Stanowski, Joanna Senyszyn. Pulpitów jest tutaj 8. W razie potrzeby będzie więcej. Pytanie, czy za jednym z nich stanie Karol Nawrocki. Wiemy, że jest w Końskich. Nie doszło do zaplanowanego na godzinę 18:00 losowania kolejności udzielania odpowiedzi na pytania. To jednak niczego nie oznacza. Piłka jest w grze. Karol Nawrocki tutaj może się pojawić. Niespełna pół godziny przed debatą Wciąż nie ma pewności, czy do niej dojdzie. Bo choć obaj kandydaci są w Końskich, to nie wiadomo, czy spotkają się w jednym miejscu. Rafał Trzaskowski czeka na Karola Nawrockiego w hali sportowej. Ten jest kilometr dalej, na rynku w Końskich, z popierającymi go prawicowymi mediami. - mówi Karol Nawrocki, choć to on pierwszy rzucił wyzwanie Rafałowi Trzaskowskiemu. Rafał Trzaskowski zamieścił to nagranie. Jeśli to zaproszenie zostanie przyjęte, debata odbędzie się w szerszym gronie. Pierwotnie miało być 2 kandydatów. Ja jestem gotów, żeby debatować z Rafałem Trzaskowskim, ale szczegóły musza ustalić sztaby. I tu pojawiły się schody. Politykom PiS nie spodobała się propozycja, by debatę transmitowały - zgodnie z wcześniejszą praktyką - trzy telewizje. To jest nasz warunek organizacji debaty: chcemy debaty pięciu telewizji. Czyli dodatkowo dwóch prawicowych stacji, sprzyjających kandydatowi PiS. To z tego powodu to wczorajsze spotkanie... Inna debata nie ma sensu. ...skończyło się fiaskiem. Propozycja scenariusza - opracowana przez trzy stacje - została wysłana do sztabów pisemnie. Zgodnie z nią debata ma trwać 90 minut i dotyczyć bezpieczeństwa, polityki międzynarodowej i gospodarki. Tak na proponowany scenariusz zareagował sztab Rafała Trzaskowskiego. Politycy PiS zdania nie zmienili. i ich prowadzących do debaty to jest otwarcie sobie furtki, żeby powiedzieć: a myśmy chcieli, ale ponieważ nie spełniono naszych warunków, to nas w Końskich nie będzie. Pytaliśmy więc polityków PiS o to, czy Karol Nawrocki na debacie się pojawi. Nawet gdybym tą wiedzą dysponował, to pani wybaczy, ale nie będę się z nią dzielił w tym miejscu, w tym momencie i z panią redaktor. Ale to jest tajemnicą? To jest kampania wyborcza. To jest debata, której chciał Karol Nawrocki - odpowiada KO. Dzisiaj to, co ma się odbyć, to jest face to face Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki i innego scenariusza na dziś ja nie chcę widzieć. Jeśli go zobaczę, to znaczy, że Nawrocki po prostu stchórzył. Propozycja zorganizowania debaty dwóch kandydatów z największym poparciem - to najnowszy sondaż Opinii24 dla RMF FM - wyszła od sztabów wyborczych. TVP, podobnie jak TVN 24 i Polsat News, wyraziła zgodę, by ją transmitować i udostępnić sygnał. To budzi emocje u reszty kandydatów. Część z nich, nie czekając na zaproszenie, zapowiedziała, że pojawi się w Końskich. Na takie zarzuty zareagował Krzysztof Luft, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, który 14 lat temu brał udział w tworzeniu przepisów o debatach przedwyborczych. Faktycznie nakazuje ono TVP zorganizowanie przynajmniej jednej debaty z udziałem wszystkich kandydatów, ale wcale nie zakazuje TVP transmitowania, a nawet organizowania innych debat z udziałem tylko części kandydatów. W przeciwnym razie gdyby do takiej debaty doszło, to transmitować mogłyby ją tylko stacje komercyjne, a TVP nie. To byłby czysty absurd. Telewizja Polska zorganizuje debatę z udziałem wszystkich kandydatów na prezydenta 12 maja. "Wybory wygrywa się w Końskich" - powiedział dekadę temu były lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. To zdanie na stałe weszło do kanonu polskiej polityki. Wtedy wybory wygrało PiS, a miasto w woj. świętokrzyskim stało się symbolem konieczności zabiegania o głosy mieszkańców małych miejscowości. Jak słowa "wszystkie drogi prowadzą do Końskich" tłumaczy się tam na miejscu? To pytanie do Bartosza Filipowicza. Mieszkańcy mówią: utarło się, że to my wybieramy prezydenta. Cieszą się z tego, jaki rozgłos przynosi to ich miejscowości. 10 lat temu politycy inaczej zaczęli patrzeć na Końskie. Może to tylko symbol, a może aż symbol. Patrząc na to, co dziś dzieje się wokół debaty. Politycy wiedzą, że symbol to jedno, ale głosy to, co innego. Doskonale wiedzą, że podobnych miejscowości jak Końskie jest w Polsce wiele i że nie mogą to być przypadkowe przystanki na ich trasie kampanijnej. Gdy na horyzoncie pojawia się debata, kierunek kandydatów jest jeden. Północna część województwa świętokrzyskiego. Miasto Końskie, 17, 5 tys. mieszkańców. W ok. dwie godziny możemy tu dojechać ze stolic czterech różnych województw. Przed każdymi wyborami politycy swoją szczególną uwagę kierują tutaj. Ten rozgłos cieszy burmistrza Końskich, bo jak mówi - to korzyści dla regionu. Pokazano w różnych stacjach telewizyjnych Sielpię pobliską, nastąpił wzrost zainteresowania tym kąpieliskiem. Ludzie poza tym, że oglądają ze względu na politykę, to widzą kolorowe piękne obrazki i widzą, że są takie miejsca, które są atrakcyjne i które warto odwiedzić. Od lat się utarło, że w Końskich wygrywa prezydent. Kandydaci tu przyjeżdżają, wobec czego myślę, że to fajna rzecz tutaj dla miasta. Wszystko zaczęło się 10 lat temu, gdy po wyborach parlamentarnych PO straciła władzę, a jeden z jej ówczesnych liderów Grzegorz Schetyna wypowiedział te słowa: Powiedzenie, że głosy trzeba zdobywać w Polsce powiatowej, w bezpośredniej rozmowie z wyborcami, przekonując, walcząc o każdy głos. Na pewno jest to przypomnienie dla mieszkańców większych miast i polityków z większych miast, że w Polsce liczą się wszyscy, a nie tylko ci, którzy są pod nosem, koło Sejmu. Wcześniej - przed wyborami parlamentarnymi - odbyły się prezydenckie. I tu też największe poparcie w Końskich miał przedstawiciel PiS-u, Andrzej Duda, który później na peronie w Końskich podpisywał jedną z ustaw. W poprzedniej kampanii prezydenckiej Końskie znowu były w centrum uwagi. Telewizja Polska, całkowicie zależna od polityków PiS, zorganizowała debatę przed II turą wyborów. Nie pojawił się na niej Rafał Trzaskowski, który zarzucił konkurentowi, że wydarzenie zostało ustawione. W Końskich w obu turach znowu najwięcej głosów zdobył Andrzej Duda. Dlaczego więc Karol Nawrocki i Rafał Trzaskowski zdecydowali się na starcie w Końskich? Jak mówią eksperci, to szansa na dotarcie do mieszkańców regionów, które gorzej poradziły sobie po transformacji ustrojowej, co w kampaniach wykorzystywał PiS. Ważniejsze staje się pytanie o aspiracje ich i np. ich dzieci, jeśli chodzi o ich przyszłość i to stało się jedną z kanw osłabienia poparcia dla prawicy tamże. W 2019 PiS miało ponad 54% procent poparcia w Końskich. Ale w 2023 roku już o 10 punktów mniej. By zrozumieć Polskę mniejszych miast, kandydaci muszą poświęcić jej dużo uwagi. I poznać jej problemy. Z pracą, z godziwym zarobkiem, z rozwojem społecznym na różnych poziomach. Samych powiatów jest w Polsce ponad trzysta. Ministerstwo Sprawiedliwości publikuje odtajnione dokumenty dotyczące zakupu systemu Pegasus ze środków Funduszu Sprawiedliwości. Wynika z nich, że umowę na przekazanie CBA 25 mln zł podpisał Michał Woś, wówczas wiceminister sprawiedliwości. Według śledczych wykorzystał do tego przepisy powstałe w resorcie Zbigniewa Ziobry. Politycy PiS powtarzają, że afery wokół systemu szpiegowskiego nie ma. To jest to, czego do tej pory nie chciano ujawnić. Dla członków komisji do spraw Pegasusa sprawa jest prosta. Ten podpis Ziobry kończy spekulacje na temat udziału Zbigniewa Ziobry i jego odpowiedzialności w aferze Pegasusa. Cytując samego Zbigniewa Ziobrę, taki gwóźdź do jego politycznej trumny. Bo podpis byłego ministra sprawiedliwości jest na tym dokumencie, w którym ówczesny szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego zwraca się z prośbą o przekazanie 25 mln zł na zakup Pegasusa. Środki później przelano z Funduszu Sprawiedliwości. Teraz dokumenty odtajniono. Dziś opublikowano je na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro był jedną z kluczowych figur tej afery. Choć sam Ziobro od afery Pegasusa próbował się dystansować. Najpierw drwiąc z nazwy oprogramowania. Chodzi o konia, który ma skrzydła i lata. A później kierując uwagę na swoich byłych współpracowników. Co do konkretnych spraw, które zapadały, Fundusz Sprawiedliwości poza jedną, podejmowali moi podwładni. Więc ja nawet w sensie dokumentacyjnym nie uczestniczyłem w podejmowaniu tych czynności. Zbigniew Ziobro doskonale wiedział, że z Funduszu Sprawiedliwości środki posłużą do zakupu sprzętu do inwigilacji obywateli. Pod dokumentem o przekazaniu środków z Funduszu Sprawiedliwości do CBA nie ma podpisu Zbigniewa Ziobry, jest za to podpis jego zastępcy w resorcie. Michał Woś w tej sprawie usłyszał już zarzuty. W sposób bardzo precyzyjny zostało złamane prawo, dlatego że CBA może być tylko finansowane bezpośrednio z budżetu państwa. Politycy PiS-u sprawę bagatelizują. Fundusz Sprawiedliwości to nie prywatne środki - słyszymy. Również na tego typu wydatki środki mogą być przeznaczane. To są wszystko środki budżetu państwa. Nie pośrednio przez jakieś pieniądze publiczne, które są tam w sposób pośredni definiowane jako publiczne. Konkretnie z budżetu państwa. Koniec kropka. Politycy koalicji rządzącej nie mają wątpliwości, że Michał Woś, zastępca Ziobry w resorcie sprawiedliwości, wykonywał polecenia Ziobry. Sprawstwo kierownicze może mieć Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro, bo oni o tym faktycznie podejmowali decyzje. I to poważne oskarżenie, bo w całej aferze chodzi o zakup ultraszpiegowskiego oprogramowania do totalnej inwigilacji. Do czego służył Pegasus? Do inwigilowania przede wszystkim opozycji, osób niewygodnych. I tak na liście inwigilowanych znaleźli się m.in. prokurator Ewa Wrzosek, ówczesny prezydent Sopotu Jacek Karnowski czy ówczesny szef sztabu Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych. Dziś komisja przesłuchała prokuratora, który formalnie prowadził postępowanie Krzysztofa Brejzy. Prokurator zeznał na komisji, że został wezwany na spotkanie zastępcy prokuratura generalnego, a prokuratorem generalnym był wtedy pan Zbigniew Ziobro i dostał wprost pytanie, czy będą zarzuty dla Krzysztofa Brejzy. O czym to świadczy? Szukano wszelkich sposób, żeby na czymś go złapać. Zbigniew Ziobro do zarzutów członków komisji śledczych będzie mógł się odnieść 24 kwietnia, bo na ten dzień kolejny raz został wezwany przez komisję. Jarosław Kaczyński podczas rocznicy katastrofy smoleńskiej mówi o ciężkiej opresji i dyktaturze. W wieczornym przemówieniu prezes PiS porównał "walkę o prawdę" w sprawie Smoleńska do walki z kłamstwem katyńskim w czasach komunizmu. I stwierdził: to był zamach. Wydarzenie wykorzystał też do kampanii prezydenckiej. Rządzący mówią o polityce opartej na tragedii i słupkach wyborczych ważniejszych od refleksji. 15. rocznica katastrofy smoleńskiej, wieczorny Marsz Pamięci organizowany przez PiS, zwieńczony wystąpieniem Jarosława Kaczyńskiego przed Pałacem Prezydenckim. To było w istocie i dziś każdy rozsądny człowiek, który nie jest kłamcą, nie jest hipokrytą, musi to wiedzieć - zamachem. Tezy o zamachu od lat forsował Antoni Macierewicz i jego zespół, mówiąc o sztucznej mgle i bombie. Jest pełen materiał dowodowy, że ten samolot został wysadzony. Materiał tworzono pod tezę o wybuchu. Inne ekspertyzy z premedytacją pomijano. Tak ustalił zespół powołany przez nowe kierownictwo resortu obrony do oceny prac podkomisji Macierewicza. Kłamstwo, zło, nienawiść. Do prokuratury skierowano kilkadziesiąt zawiadomień. Przyczyny katastrofy wyjaśniała komisja Jerzego Millera. W jej raporcie czytamy, że powodem tragedii była seria błędów, zaniedbań i niekorzystnych wydarzeń. Byliśmy jedyni, którzy mieli wszystkie słowa z kokpitu zarejestrowane. Prezydent Andrzej Duda w wieczornym orędziu telewizyjnym mówił nie o zamachu, a o katastrofie. Katastrofa smoleńska to wciąż wielka, niezabliźniona rana w sercach rodzin, bliskich i przyjaciół zmarłych. Pan Andrzej Duda był wiceszefem kancelarii śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i myślę, że dużo wie. Wieczorny Marsz Pamięci dla uczczenia ofiar katastrofy smoleńskiej był dla Jarosława Kaczyńskiego okazją do poruszenia też innych tematów. W tym tematu wyborów. Musimy powołać w Polsce dobrą, patriotyczną władzę, która potrafi rządzić. I która tym ogromnym zagrożeniom i wyzwaniom potrafi stawić czoła. Te zagrożenia to według prezesa PiS zaburzanie obchodów miesięcznic smoleńskich. Sam Jarosław Kaczyński z Marszu Pamięci zrobił wiec wyborczy, podkreślając, że nie powinno się tego robić. Może to nie jest dobry moment, żeby o tym mówić, ale pamiętajcie o tym, proszę państwa, pamiętajcie o tym, co trzeba uczynić w maju i na początku czerwca. To nie ten czas i nie to miejsce na takie wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, oceniają rządzący. Dla niego słupki wyborcze są ważniejsze niż ból czy refleksja nad tą katastrofą. Nie pochwalam tego, nie chcę uczestniczyć właśnie w polityce opartej na tragedii, na katastrofie lotniczej. Która jednak jest uprawiana od wielu lat. Dwa lata więzienia - to kara dla łódzkiego adwokata oskarżonego o spowodowanie wypadku, w którym zginęły dwie kobiety. Sprawca ma też pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów. Po tragedii w mediach społecznościowych mówił, że ofiary jechały "trumną na kółkach". On sam jest też oskarżonym w innym procesie, a jego sprawy dyscyplinarne trudno zliczyć. W ocenie sądu dowody przeprowadzone na rozprawie w sprawie w sposób nie budzący wątpliwości wykazały zarówno sprawstwo, jak i winę oskarżonego. Na te słowa bliscy ofiar czekali trzy lata. Obrońcy mecenasa skutecznie wydłużali proces, wnosząc o kolejne ekspertyzy biegłych. Po wyroku córka jednej z ofiar nie kryła żalu. Były najbliższymi osobami, ten człowiek nam zabrał codzienność, ich obecność, wszystko, uśmiech. Oskarżony Paweł K. - znany łódzki adwokat - nie stawił się na ogłoszeniu wyroku. Jak wynika z aktu oskarżenia, mercedes, którym kierował, nagle zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z audi. Tym autem podróżowały dwie kobiety - jedna miała 53 lata, druga 67, jechały w odwiedziny do swoich dzieci. Obie zginęły na miejscu. Rodzina żyła tym przekonaniem, że zamknięcie klamry przynajmniej orzeczeniem sądu I instancji Niestety taki wymiar kary, który orzekł sąd, powoduje wyłącznie rozdrapywanie tej rany. Mecenas za spowodowanie wypadku został skazany na karę dwóch lat więzienia, ma też pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów. Prokuratura domagała się dwukrotnie wyższych wyroków. Nie zgadzamy się z taka oceną - przynajmniej ja osobiście, bo trudno się zgodzić z taką oceną, że zachowanie oskarżonego po tym zdarzeniu nie miało znaczenia dla wymiaru kary. Wydaje mi się, że tu sąd się myli. Chodzi m.in. o nagranie, które oskarżony opublikował tuż po wypadku. Mężczyzna próbował przerzucić odpowiedzialność na słaby stan techniczny auta, który podróżowały ofiary wypadku. Adwokat sugerował, że lepiej uzbierać lub zapożyczyć się, by kupić lepszy samochód. To była konfrontacja bezpiecznego samochodu z trumną na kółkach. Ta wypowiedź zszokowała nie tylko środowisko prawnicze. Wskazuje, że wydaje mu się, że jest osobą lepszą na tej drodze, chociażby ze względu na status społeczny, co nie jest prawdą. Każdy z nas jest tak samo ważnym użytkownikiem jezdni. Takie tłumaczenie jest dla mnie irracjonalne i karygodne, a szczególnie jeśli wykonuje zawód publicznego zaufania. Ekspertyzy biegłych wykazały, że stan techniczny samochodów nie miał znaczenia, a kobieta kierująca autem, w które wjechał prawnik, nie miała żadnych szans na reakcję. W przypadku kierowców bardzo często oni musza podjąć od 8 do 12 decyzji na jeden kilometr, mając na to ułamki sekund. Za bulwersujące słowa o "trumnach na kołach" prawnik stracił na dwa lata prawo wykonywania zawodu. Mecenas miał jeszcze 7 innych postępowań dyscyplinarnych, m.in. za obrazę łódzkich prokuratorów. Takie zachowanie jest nieakceptowalne, albowiem uwłacza zawodowi adwokata i jest sprzeczne z kodeksem etyki zawodowej. Wyrok w sprawie wypadku nie jest prawomocny. Podejrzewany o zerwanie i podpalenie polskich flag na Westerplatte jest już w rękach policji. Według śledczych 41-latek ma na swoim koncie także kradzieże z włamaniem do punktów gastronomicznych na trasie do Pomnika Obrońców Wybrzeża. Sprawca nie miał żadnych zahamowań. Zniszczył barwy narodowe w miejscu, które dla Polaków jest prawdziwym symbolem. Tydzień poszukiwań i podejrzany o zniszczenie flag z Westerplatte wpadł w ręce policjantów. Dzięki pracy operacyjnej ustalili tożsamość mężczyzny oraz to, gdzie przebywa. To 41-letni Paweł J. został zatrzymany w Świeciu w Kujawsko-Pomorskiem. W nocy z 1 na 2 kwietnia nieznany wtedy sprawca uszkodził 11 masztów przy Pomniku Obrońców Wybrzeża. Zerwał z nich biało-czerwone flagi. Część tych flag została spalona. I w związku z tym zdarzeniem złożyliśmy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. To nie tylko akt wandalizmu, ale też znieważenie symboli państwa. Jest to godne potępienia i jest to coś, nad czym ubolewamy. Spacerowicze odwiedzający okolice też nie mogą zrozumieć, po co ktoś niszczył polskie flagi. To Westerplatte - miejsce wyjątkowo ważne dla polskiej historii. Żeby takie rzeczy niszczyć, to się w głowie nie mieści. Przejaw głupoty i to wszystko. Jeżeli to zrobili Polacy, to idiotyzm. Jeden Polak. Wcześniej w okolicy pomnika włamał się do dwóch przyczep gastronomicznych, z jednej ukradł 50 złotych, z drugiej materiały biurowe. To tu sprawcę uchwyciła kamera monitoringu, co pomogło policjantom w jego namierzeniu. Zostały przeprowadzone czynności, przede wszystkim oględziny, pracował też technik kryminalistyki, policjanci z psem tropiącym też byli na miejscu. Dalej sprawą zajęli się kryminalni. A ci ustalili, że mężczyzna opuścił Gdańsk. Prokurator postawił mu pięć zarzutów. Publicznego znieważenia flag państwowych, uszkodzenia masztów, dwóch kradzieży z włamaniem i jednego usiłowania włamania. Przyznał się do stawianych zarzutów, złożył wyjaśnienia. Można powiedzieć, że jeżeli chodzi o jego wyjaśnienia, to wynikało z nich, że w momencie popełnienia zarzucanych mu czynów był nietrzeźwy. Jutro sąd zdecyduje, czy Paweł J. trafi na trzy miesiące do aresztu. Za znieważenie flag grozi mu rok więzienia, za kradzież z włamaniem nawet do 10. Muzeum II Wojny Światowej naprawiło już uszkodzone maszty i zawiesiło na nich nowe biało-czerwone flagi. Rosja w natarciu. Ruszyła nowa ofensywa. Dowódca ukraińskich sił zbrojnych potwierdza podwojenie liczby ataków Rosjan we wszystkich głównych kierunkach na linii frontu. Według Wołodymyra Zełenskiego Moskwie pomaga Pekin. Nie tylko dostarczając m.in. sprzęt nawigacyjny czy części do odrzutowców, ale także wysyłając do walk żołnierzy. Chiny przekonują, że w konflikcie nie biorą udziału. Jedne mówią o byciu twardym. Inne - o korzyściach finansowych. Wszystkie, jak ten rosyjski film propagandowy, mają jeden cel: zachęcić Chińczyków do walki po stronie Rosji. Zamieszczane w chińskim internecie, wyświetlane są setki tysięcy razy. Mamy dane obywateli Chin służących w rosyjskiej armii, imiona, nazwiska i udokumentowane ścieżki rekrutacji. Angażowanie chińskich obywateli w tę wojnę to eskalacja. Ukraiński wywiad zidentyfikował ponad 150 obywateli Chin walczących u boku Rosjan. Schwytał dwóch na terytorium Ukrainy. Teraz przebywają w Kijowie, są przesłuchiwani przez służby. Dowodził Rosjanin. Mówił, co mamy robić. Wykonywaliśmy dokładnie to, co nam pokazywał. Pekin twierdzi, że o niczym nie wie, i mówi o nieodpowiedzialnych słowach Zełenskiego. Ten zaś o Rosji, która ignoruje ustalone częściowe zawieszenie broni. Bo według dowódcy ukraińskiej armii Moskwa podwoiła ataki na całej linii frontu i rozpoczęła nową ofensywę. Na celowniku są ponownie obwód sumski i charkowski. Te akty agresji pokazują, że Rosja wciąż nie jest zainteresowana pokojem. Dlatego Ukraina potrzebuje silnego wojska. Rosja musi zrozumieć, że Ukraina jest w stanie dalej walczyć, a my będziemy ją wspierać. Uczestnicy formatu Ramstein w siedzibie NATO w Brukseli ogłosili rekordowe wsparcie dla Kijowa - 21 miliardów euro. W spotkaniu zdalnie uczestniczył szef Pentagonu, ale kwestia zaangażowania Waszyngtonu na Starym Kontynencie pozostaje otwarta. Choć rekomendacja dowódcy wojsk USA w Europie jest jednoznaczna. Moją radą jest zachowanie wojsk USA w Europie na obecnym poziomie. Konsekwentnie zalecałem też utrzymanie sił, które wysunęliśmy do przodu, i będę to nadal robić teraz. Jego stanowisko poparł nawet przewodniczący Komisji Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów - republikanin. Jestem zaniepokojony planami Departamentu Obrony rozważającego nie tylko rezygnację z dowodzenia siłami NATO w Europie, ale także przeprowadzenia znaczącej redukcji naszej obecności w Europie, w szczególności na wschodniej flance NATO, co osłabiłoby jedynie naszą pozycję wobec Putina. Z prezydentem Rosji jeszcze dziś w Moskwie ma rozmawiać wysłannik Donalda Trumpa Steve Witkoff. Ręce drżą bez powodu, kroki stają się niepewne, a proste czynności, jak zapięcie guzika czy podniesienie szklanki, stają się wyzwaniem. Z tym mierzą się pacjenci z parkinsonem. Choroba jest nieuleczalna i wykrywana u coraz młodszych pacjentów. Można spowolnić jej rozwój. Kłopot w tym, że większość chorych nie korzysta z refundowanego leczenia powikłań. Anna Knopkiewicz zajmuje się handlem nieruchomościami. Praca jest dla niej niezwykle ważna. Kiedy zachorowała na parkinsona jako 35-latka, postawienie diagnozy nie było oczywiste. Najpierw zaczęła mnie boleć i sztywnieć ręka przy palcach. U Pawła Kaczmarka minęło pięć lat, zanim rozpoznano chorobę. Pierwsze objawy, które mogę teraz powiązać z parkinsonem, to problemy z węchem. Czułem coraz mniej zapachów. W parkinsonie dochodzi do zaburzeń struktury w mózgu odpowiedzialnej za kontrolowanie czynności ruchowych. Przez pierwszych kilka lat choroba rozwija się powoli. Potem zaczyna ograniczać życie. Coraz częściej miałam te stany off, wyłączanie, zamrożenie ciała. Leki też już nie działały tak jak na początku. W pewnym czasie już nie mogłem pójść normalnie do pracy. Kiedy ciało jest niesprawne, przychodzi czas na terapie zaawansowane, takie jak ciągłe podawanie leków za pomocą pompy. To dla pacjentów powrót do aktywności. Metody są refundowane, ale korzysta z nich procentowo czterokrotnie mniej pacjentów niż w innych krajach europejskich. One potrafią być bardzo skuteczne, pod warunkiem, że prawidłowo dobrane dla konkretnego pacjenta, to nie może być robione w ośrodkach, które nie mają żadnego doświadczenia. Aby te metody były dostępne, musimy mieć ośrodki, które wprowadzą te terapie, musimy też je zainteresować, aby wycena była odpowiednia. Fundacja Chorób Mózgu dostaje codziennie wiele pytań o ratunek dla pacjentów. Gdzie się leczyć, u kogo, kto może poprowadzić chorego z chorobą Parkinsona. Stworzenie systemu wymaga nakładów. Dziś leczenie powikłań parkinsona i koszt rent wynikających z niezdolności do pracy kosztuje znacznie więcej niż skuteczna terapia. Paweł zamierza założyć fundację, która wykorzysta sztuczną inteligencję. W pomaganiu ludziom takim jak ja, którzy mają sprawne umysły, ale niesprawne do końca kończyny, żeby mogły swoje zawodowe umiejętności wciąż używać do zarobkowania, do odzyskiwania niezależności. Mam więcej energii, a tym samym więcej możliwości na spełnianie marzeń, lepsze życie w szerokim zakresie, o którym kiedyś nie myślałam. Na koniec jeszcze raz łączymy się z Anną Łubian-Halicką, która jest w Końskich. Debata powinna się rozpocząć lada moment. Co teraz dzieje się na miejscu? Dokładnie, tutaj na miejscu pełna gotowość, choć z ostatnich informacji wynika, że debata będzie miała kilkuminutowe opóźnienie. Na miejscu są już prowadzący. Proszę spojrzeć. To dziennikarze 3 stacji informacyjnych. TVN24, TVP i Polsat News. Są też przygotowane miejsce dla uczestników. Na razie mamy ustawionych 8 mównic. Za mównicami niebawem mają się pojawić uczestnicy, czyli obok Rafała Trzaskowskiego wiemy, że prawdopodobnie będzie kandydatka Lewicy Magdalena Biejat, kandydat Trzeciej Drogi Szymon Hołownia, Marek Jakubiak, Joanna Senyszyn i prawdopodobnie Krzysztof Stanowski. Być może również pojawi się Karol Nawrocki, choć pewności nie m W tej debacie scenariusz zmienia się wyjątkowo szybko. Według pierwotnych założeń debata miała trwać 90 minut. Miała dotyczyć gospodarki, bezpieczeństwa i polityki zagranicznej.