Wojna na finiszu? Kreml reaguje na sygna¾ z Europy. Ostatni tydzień. Kampania prezydencka w finiszu. Marek Czyż, zapraszam na 19:30. O zawieszenie broni na miesiąc apelował wcześniej prezydent Donald Trump, z którym europejscy liderzy po spotkaniu rozmawiali telefonicznie. Do Moskwy z Kijowa popłynął mocny przekaz. To stąd padają słowa o konieczności zawieszenia broni, o jak najszybszych rozmowach w sprawie trwałego, sprawiedliwego pokoju. I są to słowa, które przyjął do serca właściwie cały wolny świat. Zapewniliśmy, że zostaną przygotowane i skoordynowane masowe sankcje Europejczyków i Amerykanów. Na te zapowiedzi zareagował Kreml. Proponujemy władzom w Kijowie wznowienie bez żadnych warunków wstępnych negocjacji, które zostały przerwane pod koniec 2022 roku. To pozytywny znak, że Rosjanie w końcu zaczęli rozważać zakończenie wojny - napisał Wołodymyr Zełenski. Ale jak dodaje - pierwszym krokiem musi być zawieszenie broni. Czego oczekują też uczestnicy rozmów w Kijowie. I dają temu wyraz kolejnymi oświadczeniami. To musi zrobić wrażenie na Putinie, bo jeżeli nie zrobi, to opłakany będzie jego los, bo sankcje będą z każdej strony świata nakładane na Federację Rosyjską. Przed wyjazdem do Kijowa przywódcy spotkali się w Rzeszowie, skąd z uzgodnionym stanowiskiem wyruszyli na rozmowy do Wołodymyra Zełenskiego. To efekt dobrych relacji bezpośrednich polskiego premiera z europejskimi sojusznikami - mówi profesor Roman Kuźniar. Ten kapitał, który budował Donald Tusk w ostatnich kilkunastu latach, bardzo się teraz w kontekście ukraińskim przydaje, dlatego że polski głos jest słyszalny. Rządzący mówią o kluczowym znaczeniu polskiego głosu w sprawie pokoju na Ukrainie. Polski premier jest jednym ze współautorów propozycji zawieszenia broni i odblokowania tego procesu pokojowego. Polska jest aktywnym graczem, którego głos jest niezwykle istotny, potrafi pewne rzeczy inicjować. Politycy Prawa i Sprawiedliwości dziś mówią o alienacji premiera w Kijowie. Jak twierdzą - Polska i Europa nie mają decydującego głosu. O tym, jakie będą warunki rozejmu, decydują trzy podmioty, Ukraina, Stany Zjednoczone i Rosja. Europa jest rozbrojona i Europa jest bezsilna. I to jest dramat. I to jest bardzo smutne, więc ta wizyta wczoraj nie miała charakteru przełomowego. Premier odpowiedział w mediach społecznościowych. Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że gdyby w Polsce nadal rządził Morawiecki, to tego typu wizyty byłyby składane na Węgrzech, być może z Orbanem, może z premierem Słowacji. Dzisiaj rola Polski jest kluczowa, jeśli chodzi o bezpieczeństwo naszego kontynentu. W Ukrainie oczekiwanie na decyzję Kremla. Za tydzień o tej porze do zamknięcia lokali wyborczych pozostanie godzina z okładem, ale tymczasem kampania wchodzi w ostatni zakręt jutro ostatnia wyborcza debata. Kandydaci na wiecach, wyborcy z nimi, tematy ważne, na czele z mieszkaniowym, który od tygodnia nie daje spać jednemu ze sztabów. Na przekonanie do siebie wyborców zostały nieco ponad 124 godziny. Dlatego każde takie spotkanie, każdy uścisk dłoni i każde zdjęcie z wyborcą jest na wagę złota. Będzie blisko, jest potrzebna totalna mobilizacja. W swoim wystąpieniu na wiecu w Płocku kandydat Koalicji Obywatelskiej sporo czasu poświęcił na mówieniu o wartościach. Polska uczciwa albo Polska cwaniaków. To wprost nawiązanie do ujawnionej przez Onet afery mieszkaniowej, w której kandydat PiS-u w wyborach przejął mieszkanie starszego, schorowanego mężczyzny. Jerzy Ż. trafił do domu pomocy społecznej. Karol Nawrocki o tym nie wiedział. Mimo że wcześniej na piśmie zobowiązał się do opieki nad starszym mężczyzną. Mój konkurent doprowadził do czegoś niespotykanego. Doprowadził do tego, że jeśli on ktoś komu powie: ja chcę pomóc, to ten ktoś musi natychmiast salwować się ucieczką. Nie można zmieniać naszych świętości. Naszych świętości. W spiny kampanijne, że nie możesz powstrzymać się, kiedy widzisz czyjeś mieszkanie, przed tym, żeby nie złamać dziewiątego, dziesiąte przykazania. Mówił na wiecu w Tarnowie Szymon Hołownia. Sam Karol Nawrocki miał dziś okazję do tego, by odnieść się do zarzutów politycznych konkurentów i opinii publicznej. Ale tego nie zrobił. Zamiast konferencji prasowej w Kielcach wiec bez pytań od dziennikarzy. I próba przedstawienia się jako ofiara rzekomej nagonki. Bądźcie ze mną, drodzy państwo, bo dzisiaj głośno krzyczymy, że nie poddamy się ani przemysłowi kłamstwa, ani przemysłowi propagandy Donalda Tuska, ani służbom specjalnym. Jeżeli za tym stoją służby, to znaczy, że tym agentem, tym Hansem Klosem i Bondem jest sam Karol Nawrocki, bo to on w trakcie debaty upublicznił temat mieszkań, kłamiąc, że ma tylko jedno mieszkanie. To, co dziś słychać ze sztabów, to wyraźny sygnał - kandydatowi PiS-u przed pytaniami nie uda się uciec, bo już w poniedziałek debata. Magdalena Biejat będzie jutro pytała Nawrockiego o kwestię mieszkań? Myślę, że tak, ale to nie będzie jedyne pytanie do Nawrockiego. Ja się zastanawiam, jak on będzie mówił o mieszkalnictwie, o pomocy seniorom. Bezpośrednie starcie kandydatów w tym studiu Telewizji Polskiej - już w poniedziałek o 20:00. Zasady debaty sztaby otrzymały 29 kwietnia i wtedy podpisały protokół z losowania. Tak by każdy z 13 kandydatów miał równe szanse na to, by przekonać do siebie wyborców. Kościół dążący do pokoju ma być ważnym akcentem tego pontyfikatu, więc papież zwraca się do światowych decydentów: nigdy więcej wojny. Leon IV zaapelował o zakończenie konfliktów podczas modlitwy na placu św. Piotra. Mówił o tragedii Strefy Gazy i narodu ukraińskiego. Jego otoczenie zapewnia, że papież zna i rozumie ten problem. Pierwsza niedzielna modlitwa i jasny przekaz. Nigdy więcej wojny. Punktualnie o 12:00 papież Leon XIV pojawił się na balkonie błogosławieństw Bazyliki św. Piotra, by odmówić modlitwę Regina Coeli. Na jego słowa czekało ponad 150 tysięcy osób zgromadzonych na placu przed świątynią. A słowa te nie pozostawiły wątpliwości. Ten pontyfikat będzie inny niż ten Franciszka. Noszę w sercu cierpienia ukochanego narodu ukraińskiego. Niech wszyscy więźniowie zostaną uwolnieni, a dzieci powrócą do swoich rodzin. Leon XIV domagał się dziś pokoju szybkiego, ale także prawdziwego i sprawiedliwego. Pozostał wierny słowom, które wygłosił jeszcze jako biskup Chiclayo w Peru. Otwarcie potępił wówczas rosyjską agresję, określając ją mianem imperialnej wojny. W świetle tego, co się dzieje dookoła nas, to bardzo ważne, że pokój powinien dążyć do tego, by pogodzić zwaśnione strony. Pogodzić Rosję z Ukrainą chciał też Franciszek. Nigdy nie potępił jednak wprost Władimira Putina i działań rosyjskiej armii. Tak wiele razy usłyszałam dziś słowo "pokój". Każda śmierć to o jedną za dużo. Więc naprawdę mam nadzieję, że to krok naprzód. To może być też krok naprzód w kwestii rozejmu w Strefie Gazy. Bo o to również apelował dziś nowy zwierzchnik Kościoła katolickiego. Niech zostanie udzielona pomoc humanitarna wyczerpanej ludności cywilnej i niech zostaną uwolnieni wszyscy zakładnicy. Bo 80 lat po zakończeniu II wojny światowej należy też zakończyć to, co Leon XIV określił mianem rozproszonej III wojny światowej. To było takie najważniejsze przesłanie, że to będzie papież pokoju. Papież Amerykanin apeluje o pokój. To ważne, bo jego ojczyzna to światowe mocarstwo z wielkim wpływem na globalną politykę i ład. W rodzinnym mieście papieża, Chicago, jest Marcin Antosiewicz, witaj. Papież Leon i prezydent Trump. To oczywiste, że świat patrzy na relacje dwóch osobowości z jednego kraju. Jakie mogą być? Bo cele mogą mieć różne. Częściowo nie będą. Łączy ich zakaz aborcji. Dzieli stosunek do migrantów, dlatego wierni w kościołach w całym kraju tak jak w krakowskiej katedrze modlą się dzisiaj o jedność Kościoła. Jedność kraju. Prezydent Trump z perspektywy jego charakteru może mieć w najbliższych latach jeszcze jeden duży problem. Od czwartku wszyscy Amerykanie i cały świat patrzą na innego Amerykanina niż tego z Białym Domu. Chicagowska sieciówka hot-dogów wprowadziła do swojej oferty kanapkę Leon. Papryczki są w niej naprawdę dobre. Megasmaczne. Chicago pęka z dumy, a amerykański Kościół zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności. Arcybiskup Miami, diecezji po drugiej stronie kraju, mówi nam, że amerykański papież będzie szukał pragmatycznych rozwiązań i nie ma wątpliwości, co otwiera listę priorytetów. Watykan musi odzyskać zaufanie, że potrafi zarządzać swoimi finansami. Amerykańskie zaangażowanie w to może pomóc, by utrzymać poparcie darczyńców ze Stanów Zjednoczonych dla Stolicy Apostolskiej. W amerykańskim episkopacie panuje przekonanie, że wyzwaniem naszych czasów jest migracja. On jest Amerykaninem, a Amerykanie są dziećmi imigrantów. Nawet Donald Trump ożenił się z imigrantką. O czym wielu ludzi zapomina. Ale teraz przeprowadzą masowe deportacje w kraju. Tak, twierdzi, że chce tego dokonać. A więc konflikt na linii dwóch najpotężniejszych Amerykanów na świecie jest nieunikniony. Kościół katolicki w Stanach rośnie dzięki imigrantom z katolickich krajów Ameryki Łacińskiej, których chce odsyłać Trump. Ojciec William Lego, przyjaciel papieża od seminarium, to zdjęcie Roberta Prevosta z tamtych czasów, nie ma wątpliwości, że jego zakonny brat jest doskonałym dyplomatą. On jest świetnym menadżerem. Nie będzie miał problemu z uporządkowaniem priorytetów. Nie podejmuje szybkich decyzji. Potrzebuje czasu na przemyślenia, refleksję i modlitwę. To jedna z jego największych zalet. Inną jest znajomość świata. Ponad dwie dekady spędził w Peru. Ponad 10 lat w Rzymie. Mówi pięcioma językami. Prawie tyloma, co Jan Paweł II. Ale nie mówi po polsku. Jeszcze nie. A mieszkał w Chicago, więc jak mógł nie nauczyć się polskiego? Polonia jest w stanie to wybaczyć, bo dzięki jego wyborowi amerykańscy Polacy mogą mówić, że pochodzą z krajów dwóch papieży. Pokój jest oczywistym posłannictwem chrześcijaństwa, ale Leon XIV przywozi je do Watykanu z miejsca, które dobrze poznał i w którym pokój był mrzonką, tłamszoną przez ideologiczne wojny południowoamerykańskiego tygla. Misjonarską posługę niósł w Peru, gdzie kościół był żywy, ale śmierć bywała blisko. To właśnie tu, w Peru, przez osiem lat, Robert Prevost pełnił posługę biskupa. Wspominany jest jako cichy, ale niezwykle pracowity i zdeterminowany kapłan. Widok duchownego brodzącego w błocie, zmieniającego przebitą oponę na poboczu czy prowadzącego furgonetkę z pomocą żywnościową do odległych andyjskich wiosek nikogo tu nie dziwił. Dziś w Peru, ale też w wielu innych krajach Ameryki Łacińskiej oczekiwania wobec papieża Leona XIV są ogromne. Jako Boliwijka liczę, że jego zrozumienie latynoamerykańskiego świata cierpiącego z powodu słabości naszych demokracji pomoże nam budować większy humanitaryzm tak, abyśmy jako społeczeństwa nie musieli już tak bardzo cierpieć. Nie jestem katoliczką, ale głęboko wierzę w siłę nowego papieża, który może pomóc nie tylko Peru, krajowi zmagającemu się z korupcją czy autorytaryzmem. Papież Leon XIV zdecydowanie sprzeciwiał się działalności maoistowskiej organizacji terrorystycznej Świetlisty Szlak, która od lat 80. siała w Peru przemoc i strach. Z jej rąk zginęło ponad 70 tysięcy ludzi. Prevost wielokrotnie podkreślał, że źródłem wielu nieszczęść na świecie jest brak edukacji. Stąd jego silne zaangażowanie w promowanie dostępu do szkół. W Chiclayo parafianie pamiętają, jak nowy biskup - Amerykanin - bardziej przypominał kierownika biura niż misjonarza. Ale to właśnie jego skuteczność, umiejętność słuchania, częste wizyty w parafiach i konsekwentne budowanie lokalnej wspólnoty sprawiły, że zyskał szacunek mieszkańców. Straż pożarna w działaniach. Służba ma za sobą trudny weekend, od pomieszczeń mieszkalnych przez budynki jednorodzinne po hale magazynową zakładów mięsnych. W tym ostatnim pożarze do akcji ruszyła ponad setka strażaków. Są straty materialne, ranni i niestety ofiara śmiertelna. Ten pożar objął osiem tysięcy metrów kwadratowych. Był tak rozległy, że w kulminacyjnym momencie gasiło go ponad stu pięćdziesięciu strażaków. Ogień pojawił się w hali magazynowej z makulaturą na terenie zakładów mięsnych w Sosnowcu. Z informacji uzyskanych od ochrony wszyscy pracownicy opuścili zakład przed naszym przybyciem. Ewakuowało się około 50 osób. Rano pożar został opanowany, ale w dzień trwało jeszcze dogaszanie i rozbiórki na pogorzelisku. Mieliśmy na miejscu również grupę specjalistyczną, która zajmowała się pomiarami atmosfery w zakresie substancji niebezpiecznych. Oczywiście intensywnie organizowaliśmy zaopatrzenie wodne, bo taki pożar wymaga dużej ilości wody. Do groźnego pożaru budynków mieszkalnych doszło też w podwarszawskim Józefosławiu. Tu pożar wybuchł rano, około ósmej trzydzieści. Kiedy na miejsce przyjechali strażacy, obejmował już dwa budynki. To wewnątrz częściowo drewniana konstrukcja, dlatego ogień rozprzestrzeniał się dość szybko. Nikomu z mieszkańców nic się nie stało, natomiast rannych zostało dwóch strażaków. Pod jednym z nich zarwała się podłoga. 24-letni strażak doznał obrażeń lewej ręki, mówimy tu o poparzeniu. Była konieczna hospitalizacja. Drugi strażak został niegroźnie ranny w rękę. W tej akcji brało ich udział ponad 70. Częściowemu zniszczeniu uległy dwa budynki w tej zabudowie. Na tym etapie wstępna przyczyna pożaru to zwarcie instalacji elektrycznej. Z kolei w kuchni szpitala w Miedzyrzecu Podlaskim minionej nocy zapalił się elektryczny kocioł. Wszyscy zostali ewakuowani zgodnie z procedurami szpitala i nie mieliśmy osób poszkodowanych. Pacjenci ze względu na zadymienie zostali przeniesieni na inny oddział. Ten weekend był dla straży pożarnych pracowity od samego początku. W nocy z piątku na sobotę z pożaru tej kamienicy w Pabianicach uciekły trzy osoby. Wewnątrz strażacy znaleźli zwęglone zwłoki starszej kobiety. Jeśli do zebrania zostanie połowa, to będzie dobrze. Do końca maja jeszcze trzy tygodnie, ale rolnicy już liczą straty. Wobec natury całkiem bezbronni nie są, ale nie da się skutecznie ogrzać kilku hektarów sadu, gdy temperatura spadnie siedem stopni poniżej zera. Temperatura w maju bywa niska. Za to ceny we wrześniu wysokie. Czy to jest ten przypadek? To wszystko obmarzło i to wszystko opadnie. Na tej jabłonce w tym roku nie wyrośnie ani jeden owoc. Niestety takich drzew w gospodarstwie Stanisława Bartmana na Podkarpaciu jest o wiele więcej. W zależności od odmiany i jakie jest położenie sadu, ale średnio można liczyć, że jest ok. 40% strat. Rolnicy i sadownicy w całym kraju zmagają się ze skutkami długotrwałych przymrozków. Rośliny się nie rozwijają, tempo ich wzrostu jest dużo wolniejsze, a także może dochodzić do dużych uszkodzeń. A to oznacza realne straty, które mogą być jeszcze większe. IMGW wydało dziś dla całego kraju ostrzeżenia o przymrozkach pierwszego stopnia. Ogrodnicy próbują ratować swoje rośliny na wszelkie możliwe sposoby. Na pewno przykryć trochę, jeżeli jest możliwość, to jakaś nagrzewnica. Bez okrycia nie ma szans. Niestety pogoda nam nie dopisała i bardzo ogrodnikom zaszkodziła. Dotkliwy chłód odczuwalny w całym kraju dał się we znaki także turystom. Zarówno tym w górach... Mogłoby być trochę cieplej. Zimno, zimno. Jak i nad morzem trzeba było ciepło się ubrać. Jeszcze takiej ładnej pogody plażowej nie mamy. Ale są perspektywy. Niestety dosyć odległe. Jutro pogoda wciąż będzie pozostawiać wiele do życzenia, a to przez opady deszczu na południowym wschodzie i silny wiatr na zachodzie kraju. Podobnie, ale nieco już cieplej będzie we wtorek. W Wielkopolsce termometry wskażą nawet 18 kresek powyżej zera. Większego ocieplenia spodziewamy się po 18 maja, wtedy te temperatury mogą być wysokie. Pozostaje zatem uzbroić się w cierpliwość i pocieszyć się myślą, że do lata już naprawdę niedaleko. Takie operacje to przyszłość medycyny. Bólu kręgosłupa doświadcza niemal każdy dorosły człowiek. Doraźnie pomaga tabletka i rehabilitacja, ale gdy dolegliwości są bardzo silne i uniemożliwiają chodzenie, koniecznością staje się operacja. Najlepsze efekty dają mało inwazyjne zabiegi stabilizujące. Specjalizuje się w nich jedna z warszawskich klinik. Na czym polegają? Marek Karczewski 10 lat temu spadł z drugiego piętra na budowie. Wypadek zakończył się skomplikowanym złamaniem nogi, po którym został silny ból. Pan Marek miał nieudaną operację wszczepienia elektrody przeciwbólowej do kręgosłupa, ale to tylko pogłębiło komplikacje. Taki jest ból, że on mi promieniuje na obie nogi. I nie mam pełnej kontroli nad nogami. Operacja polega na przywróceniu funkcji kręgosłupa, który jest niestabilny po kilku wcześniejszych operacjach. Pewne straty, które pojawiły się w związku z działaniami poza naszym ośrodkiem, mogą być nieodwracalne. Ale powalczymy, żeby odzyskać jak najwięcej funkcjonalności. Najpierw umieszcza się prowadnice w kręgosłupie. To na nich będą osadzone śruby, które będą podporą dla kręgosłupa. Po osadzeniu śrub prowadnice będą usunięte. Nie powodujemy dużego zniszczenia tkanek i rozwarstwienia mięśni, robimy małe, punktowe cięcia. Tego typu operacje służą stabilizacji kręgosłupa, ale, co najważniejsze, zmniejszają ból. A dzięki temu pacjenci mogą szybciej wrócić do aktywności. Podobny zabieg dwa dni temu przeszła pani Jadwiga. Dziś już na nogach i wyprostowana. Wcześniej ból uniemożliwiał jej chodzenie. Łapałam się wszystkiego, aby się złapać. Nie mogłam koło siebie nic zrobić. Operacja to dopiero początek drogi do odzyskania sprawności. Wiele zależy od rehabilitacji i ćwiczeń, które muszą stać się codzienną życiową praktyką. Naszą rolą, fizjoterapeutów, jest, żeby pacjenta usprawnić, żeby go wyedukować, jak ma postępować. Pan Marek od czasu wypadku nie mógł pracować. Ma teraz nadzieję, że znów będzie aktywny zawodowo, choć już nie na wysokościach. Może nie jak przed wypadkiem, ale do jakiejś sprawności wrócić. Od 20 lat mają do dyspozycji powierzchnię sporej ciężarówki, za to wielki świat przyciągnęli na odległość jachtowej cumy. Rodzina z Łodzi. Na łodzi uciekli z korporacji, miejskiej ciasnoty i żyją od portu do portu. Właśnie do jednego zawinęli, bo córka musi zdać maturę. Po egzaminach kurs za Atlantyk, bo czemu nie? Jak się żyje kursem na wolność i przygody? Dla 18-letniej Kaliny to pierwsza od trzech lat wizyta w Polsce. Przyjechała zdawać maturę. Od 10 lat jest żyje na pokładzie rodzinnego jachtu. W IV klasie podstawówki życie wygląda tak, że jestem na jachcie, mam lekcje, rówieśników, tyle że w specyficznej formie. Wszystko przez to, że rodzice, którzy pochodzą z Łodzi, postanowili zamieszkać na takiej łodzi. Przestrzeni jest tyle jak w dużym namiocie czy kamperze, musimy się obyć minimalizmem, ale świat na zewnątrz jest tak duży, że nam to mocno rekompensuje. 45 stóp długości, czyli niecałe 14 metrów. Jakubczakowie dwie dekady temu postanowili, że uciekną z korporacji i zaczną życie tu. Jak wstaję rano, to pytam rodziców, gdzie mnie wywieźliście, bo pomiędzy Cieśniną Gibraltarską a Afryką jest tylko kilka godzin przeprawy. Bo mogę być nawet na innym kontynencie. 16 lat życia spędzaliśmy w ten sposób, że jesienią płynęliśmy do Afryki, do Ameryki Południowej. Tam spędzaliśmy zimę i na wiosnę wracaliśmy do Chorwacji, gdzie jest mekka i oaza dla żeglarstwa. Adriatyk to ich ulubiony adres. Tu uczą żeglarstwa, obcują z delfinami i pomagają portowym kotom. Śmieję się, że łatwiej mi dogadywać się z doroślejszymi osobami, bo sama jestem doroślejsza przez to życie na morzu. Zdaniem Adama życie na morzu nauczyło go, że liczą się nie piękne miejsca, ale ludzie, z którymi się ich doświadcza. Pamiętam wszystkie nasze przygody w kontekście właśnie nas, a nie miejsc, które odwiedzamy, najważniejsze są przygody, a nie miejsca, w których żyjemy. A gdzie będą żyć za kilka lat, jeszcze nie wiedzą, ale myślą o rejsie do Ameryki. Kalina po maturze marzy o studiach na Harvardzie. A w tej rodzinie realizacja marzeń to obowiązek. W Pytaniu Dnia gościem Aleksandry Pawlickiej jest Borys Budka, europoseł i wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej. To wszystko w programie. Dziękuję i do zobaczenia.