Program badań profilaktycznych dla kobiet w grupie ryzyka zachorowania na nowotwory działa i będzie działał. Będzie przeznaczonych na niego jeszcze więcej pieniędzy niż dotychczas - zapewnia Ministerstwo Zdrowia. Dobry wieczór państwu, Danuta Holecka, zapraszam na główne wydanie Wiadomości. Ten strach, ten strach był paniczny, był przeokropny. 79. rocznica rzezi wołyńskiej. Pojednanie musi być oparte na prawdzie. Między Polakami a Ukraińcami, gdzie tyle razy leżał karabin, położony został chleb. Nawoływał do zabójstwa prezydenta Polski, premiera, groził funkcjonariuszom. Agresja zamiast programu ma swoje konsekwencje. To może doprowadzić do tragedii łącznie z tą najbardziej poważną, czyli z zabójstwem politycznym. Bardzo fajnie, ale zimno, naprawdę trzeba się ubrać. Śnieg w środku lata, w Tatrach przyprószone szczyty. W górach to zupełnie normalne, nie martwimy się, dzisiaj wybraliśmy specjalnie lżejszy szlak. Krwawa niedziela. 11 lipca 1943 roku. Nacjonalistyczne bojówki ukraińskiej powstańczej armii zaatakowały około stu miejscowości. Zginęło 8000 Polaków. W sumie życie z rąk UPA straciło co najmniej 60 tys. ludzi. Pamięć o ofiarach obok polskich władz uczcili dziś po raz pierwszy również przedstawiciele Ukrainy. Józefa Bryg miała wtedy 6 lat. Przeżyła ukryta pod ciałem matki. Ten strach był paniczny, przeokropny, wszędobylski, był wszędzie. Gdziekolwiek człowiek stąpał nogą, to bał się, czy będzie dobrze, czy ktoś mnie złapie, czy ktoś mnie nie zabije. 79 lat temu na Wołyniu doszło do zmasowanego i zaplanowanego ataku na polskie miejscowości. Prawie sto miasteczek najechali ukraińscy nacjonaliści. Jednego dnia zginęło przeszło 8000 osób. Celem jej było dokonanie czystek etnicznych poprzez wymordowanie Polaków, oczyszczenie tamtej ziemi z mniejszości polskiej. Dziś po raz pierwszy w historii w upamiętnieniu dokonanego na Polakach ludobójstwa wzięli udział przedstawiciele ukraińskich władz. Ambasador Ukrainy złożył wieniec od prezydenta Zełenskiego. To jeden z wielu gestów, które płyną dziś z Kijowa. Polska podkreśla: zemsty nikt nie chce, ale historyczna prawda o tamtej zbrodni nie może być kwestionowana. Nie ma dzisiaj Polaków, którzy nie wiedzą, co to była rzeź wołyńska, a jednak przyjmują Ukraińców pod swój dach, a jednak wyciągają rękę. To jednak nie oznacza, że mamy zapomnieć o 60 tys., a według niektórych źródeł nawet 100 tys. ofiar. Nie będzie żadnego pojednania opartego o fałsz, o zapomnienie, o kłamstwo. Tym bardziej że byli także Ukraińcy, którzy chcieli ratować polskich sąsiadów. Ponad pół tysiąca straciło przez to życie. Wielu znalazło się Ukraińców, którzy potajemnie przewozili Polaków w bezpieczne miejsca, wskazywali drogę ucieczki. Za każdą pomoc można było stracić życie, ale za ukrywanie to było gwarantowane. To, że dziś rozmawiamy o zbrodniach sprzed 80 lat w kategoriach pojednania, to efekt rosyjskiej narracji. W interesie Moskwy było zakorzenienie historycznych podziałów. To jest tak, jakbyśmy rozbrajali również pewne niewypały pozostawione przez narrację agenturalną rosyjską i sowiecką jeszcze wcześniej, które miały uniemożliwić porozumienie Polaków z Ukraińcami. Właśnie dlatego na przekór temu, co do dzisiaj próbuje robić Moskwa, Warszawa i Kijów wykonują gesty, które stają się fundamentem pojednania. Prezydent Zełeński w ten symboliczny dzień, krwawej niedzieli, przedstawił w Radzie Najwyższej Ukrainy ustawę o nadaniu Polakom specjalnego statusu. A jeszcze dziś o 20.30 na antenie TVP Historia film Wojciecha Smarzowskiego "Wołyń". To obraz opowiadający o tamtych strasznych wydarzeniach z 1943 roku. Gazociąg Nord Stream został tymczasowo zamknięty. Przez najbliższe 10 dni będzie poddany pracom konserwatorskim. Jednak Berlin zastanawia się, czy po tym okresie dostawy wrócą do normy. Zwłaszcza że Gazprom ostatnio znacznie ograniczył dostawy tego surowca do Niemiec. Zdaniem Rosjan to zwykłe planowane prace serwisowe. Ale zazwyczaj nie wywoływały one tak nerwowych reakcji światowych rynków. Giełda we Frankfurcie odnotowała poważne spadki. Istnieje ryzyko, że po tych 10 dniach Nord Stream wcale nie wznowi pracy, więc europejscy inwestorzy szykują się na drastyczne odcięcie dostaw rosyjskiego gazu. Prawdopodobny scenariusz jest taki, że w trakcie prac serwisowych Rosja znajdzie jakiś problem dotyczący samego gazociągu, który będzie wymagał dodatkowego serwisowania przez kolejne 10, 20 albo 30 dni. Berlin obawia się takiego scenariusza, mimo że niemieccy politycy bezpieczeństwo energetyczne oparli na współpracy z Moskwą. Ich dotychczasowa polityka energetyczna doprowadziła do głębokiego uzależnienia i podatności na szantaż ze strony Rosji. Niemcy chciały do listopada zapełnić magazyny gazu, by zabezpieczyć się przed zimą. Tymczasem na razie udało się to zrobić w zaledwie 60%. W weekend niemiecki kanclerz Olaf Scholz ostrzegł, że niedobory energii mogą dramatycznie pogorszyć kondycję gospodarczą jego kraju. Niemcy chcieli odsprzedawać ten gaz innym krajom UE, na razie to nie wyszło, bo mamy zatrzymany gazociąg Nord Stream, mamy zablokowany gazociąg Nord Stream 2 i bez tej magistrali niemiecka polityka nie funkcjonuje, jeżeli chodzi o segment energetyczny. W obecnej sytuacji bardziej sprawdza się polityka dywersyfikacji dostaw. Urząd Dozoru Technicznego wydał właśnie zgodę na użytkowanie ostatniego lądowego odcinka Baltic Pipe. Jest to gazociąg Niechorze-Płoty, tym gazociągiem połączymy gazociąg podmorski z krajowym systemem przesyłowym. Poza tym do gazoportu w Świnoujściu docierają kolejne transporty gazu skroplonego. Jeżeli chodzi o dywersyfikację to jesteśmy w dużo lepszym położeniu niż inne państwa, takie jak Bułgaria, Słowacja czy też Niemcy. Dostawy LNG, do tego własne wydobycie i gaz, który w tym roku ma trafiać do Polski z Norwegii, to wszystko sprawia, że nasze bezpieczeństwo energetyczne nie jest zagrożone. Nocny ostrzał co 15 minut i poranne bombardowanie. Sytuacja W Charkowie z każdym dniem ulega pogorszeniu. Wróg celowo zastrasza mieszkańców celując na oślep. Na miejscu jest Karolina Pajączkowska, która dotarła do ofiar chwilę po wybuchach. Karolino, jaki jest bilans dzisiejszego ostrzału? 1. atak pojawił się po 3.00 w nocy, kiedy sen jest najgłębszy. Mieszkańcy tego bloku zostali zabici. 6 osób nie żyje. To bilans charkowskiego ostrzału. Wojskowi mówią nam, że te ostrzały będą się powtarzać. Rosjanie szykują się do ofensywy na miasto. Denis jak co dzień przyszedł do pracy. Nie wiedział, że chwilę po godzinie 10.00 huk i fala uderzeniowa zmiecie ten warsztat nieopodal centrum Charkowa z powierzchni ziemi. Zaprowadził nas do miejsca, w którym zastał go wybuch. To wszystko spadło na mnie. Sufit. Tam całość była w gruzach. Już sprzątnięte, bo to jest droga do schronu na dole. Jeszcze obok słyszeliśmy, jak coś przyleciało. W tej piwnicy, do której on i jego współpracownicy uciekli. Możemy tutaj zobaczyć opatrunki, którymi jeden z pracowników tego warsztatu samochodowego został opatrzony po tym, jak w jego nogę uderzył fragment rakiety, możemy zobaczyć na podłodze ślady krwi. To coś, co przyleciało, jak opisał to Denis, to rosyjska rakieta. Nie uderzyła w warsztat. Uderzyła w to auto jadące drogą. Dwóch pasażerów zginęło na miejscu. Dwa kilometry dalej na północnym wschodzie miasta pocisk pochodzący z rosyjskiej wyrzutni Smiercz dosięgnął ten budynek. Wchodzimy właśnie do jednego z mieszkań, w którym rano był ostrzał. Siła uderzenia wstrząsnęła całym budynkiem. Okna wyleciały z futryn. Wśród gruzów i porozrzucanych przedmiotów ponownie widzimy krew. Mężczyzna, mieszkaniec górnego mieszkania, stracił życie na miejscu, jego żona jest teraz w szoku. Mieszkańcy są wstrząśnięci tym, co się dzieje, jak rakiety spadają na ich domy. Mieszkająca na parterze Elina w chwili wybuchu siedziała przy stole. Teraz zapłakana opowiada nam, jak do końca wierzyła, że jej sąsiad przeżyje. Ira zaczęła mocno krzyczeć. Kiedy go wywieźli ja miałam cichą nadzieję, że on żyje. On był ranny w głowę. Jeden poranek - trzy domy. Wszystko się wydarzyło w sekundy. A nieszczęście na wiele lat. Dom Ołeksija nie nadaje się już do zamieszkania. Jak sam dodaje, wydarzył się jednak cud. Siedziałem z córką przy stole i ona na chwilę przed tym odeszła. W tym czasie koło mojej twarzy coś przeleciało. Deszczowy dzień dobiega końca. Dla Wiadomości Karolina Pajączkowska, Charków. Litwa nie ugięła się pod groźbami Rosji i presją Niemiec. Wprowadziła właśnie zakaz transportu przez swoje terytorium towarów objętych unijnymi sankcjami. To oznacza, że Kreml stracił możliwość przewozu m.in. alkoholu czy cementu do obwodu kaliningradzkiego. Rosyjski transport z obwodem kaliningradzkim zablokowany. Kreml nie może wwozić ani wywozić alkoholu, cementu ani towarów luksusowych. Wcześniej nałożone zostało embargo na transport stali i żelaza. Po prostu stosujemy sankcje, które na Rosję nałożyła UE. I zaczynają one działać w praktyce. Litwa robi to, co musi, działamy zgodnie z prawem. To efekt 5. pakietu sankcji na Rosję za barbarzyńską napaść na Ukrainę. Do tej pory transport odbywał się przez terytorium Litwy, ale władze tego kraju już nie pozwalają Rosjanom korzystać z litewskiej infrastruktury. Litwa postępuje zgodnie ze swoim interesem i interesem całej środkowej Europy. Po stronie Litwy stoją na pewno Polacy. Co bardzo nie podoba się Rosjanom, którzy próbują zastraszyć wolny świat. Szef litewskiej Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony dodaje, że jego kraj nie da się zastraszyć. Wróg powinien zdawać sobie sprawę, że jeśli naruszy nasze terytorium napotka na wielki opór. Rosjanie już przeprowadzili atak hackerski na litewskie instytucje państwowe - w weekend na spółkę energetyczną. Strony internetowe były niedostępne, a klienci nie mogli korzystać z usług online. Poradziliśmy sobie z tym. Jeszcze nie wszystkie funkcje działają, ale skutki ataku zostały usunięte. Rosja próbuje też za pośrednictwem Niemiec wpłynąć na Litwę, by ta nie stosowała unijnych sankcji, ale efekt może być odwrotny. Rosyjskie media grzmią o blokadzie Kaliningradu, ale na razie to niewielki procent całego frachtu. Za miesiąc zacznie obowiązywać zakaz przewozu węgla i innych paliw kopalnych, a z początkiem grudnia rosyjskiej ropy naftowej. Transport nieobjętych sankcjami towarów, ale też tranzyt pasażerów do i z obwodu kaliningradzkiego wciąż odbywa się przez terytorium Litwy. Ale nasilenie rosyjskiej agresji na Ukrainie może doprowadzić do kolejnego pakietu sankcji, o co między innymi zabiega Polska. Oglądają państwo główne wydanie Wiadomości. Oto co jeszcze przed nami w programie. Polityk czy lobbysta. Emmanuel Macron wspierał Ubera. Barcelona, Paryż czy Monachium. Gdzie zagra Robert Lewandowski. Program badań profilaktycznych dla kobiet w grupie ryzyka zachorowania na nowotwory działa na bieżąco - podkreślił rzecznik Ministerstwa Zdrowia. Wojciech Andrusiewicz na specjalnej konferencji prasowej obalił tym samym pojawiające się w mediach fake newsy na temat wstrzymania programu onkologicznego. Jak się dowiadujemy, że mamy raka, to ścina nas z nóg, tracimy nadzieję, fundament bezpieczeństwa. I co dalej, tak? Wiadomość o raku to zawsze traumatyczne przeżycie. Lekarze apelują najważniejsze są regularne badania profilaktyczne, nie należy się ich bać. Pozwalają wykryć bardzo wczesne stadia nowotworu lub stany przedrakowe, które są w 100% uleczalne. O zwiększeniu nakładów na diagnozowanie w grupach wysokiego ryzyka poinformował rzecznik ministerstwa zdrowia, dementując jednocześnie doniesienia o wstrzymaniu programu profilaktyki w kierunku raka piersi, jajnika i jelita grubego. Ktoś, kto mówi, że program nie działa, kłamie. Nie ma sytuacji, w której ktokolwiek likwiduje działający od 25 lat i skutecznie diagnozujący głównie kobiety program profilaktyki diagnostycznej. Do tej pory rocznie na diagnostykę w przypadku raka piersi i innych nowotworów wydawano rocznie około 25 mln zł. Tylko na pierwsze pół roku działania tego programu, czyli od 1 września przewidujemy 54 mln zł. Wzrost finansowania pociąga za sobą nowoczesna diagnostyka. Te informacje uspokoiły Krystynę Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń "Amazonki", która ma nadzieję na większą zgłaszalność kobiet na badania. Z tą zgłaszalnością ciągle są problemy. Profilaktyka, jeszcze raz profilaktyka i świadomość wczesnego wykrywania jest rzeczą po prostu najważniejszą. Mamy zwycięstwo na zakończenie fazy zasadniczej Ligi Narodów siatkarzy. Biało-Czerwoni pokonali w Gdańsku Słowenię 3:1 i awansowali do turnieju finałowego, gdzie ich ćwierćfinałowym rywalem będzie reprezentacja Iranu. Rundę zasadniczą Ligi Narodów Biało-Czerwoni skończyli w wielkim stylu. Blok, który daje nam zwycięstwo. 3:1 ze Słowenią. Ważne 3 punkty, kończymy turniej w dobrych humorach, zwycięstwem. Dzięki dla wszystkich kibiców, bo atmosfera była niesamowita. Nie tylko wczoraj, ale przez cały tydzień. Niezależnie, czy rywalem był Iran, Chiny, Holandia czy Słowenia, hala w Gdańsku była wypełniona niemal do ostatniego miejsca. Super. Byliśmy dzisiaj pierwszy raz rodzinnie i naprawdę mega. Ręce bolą, gardła zdarte od klaskania. Rewelacja. Atmosfera gorąca. Widać, że kibice pomagają zawodnikom w każdej chwili. A ci, po prostu, robili swoje. Po niespodziewanej porażce z Iranem Biało-Czerwoni wygrali 3 kolejne spotkania w Gdańsku, tracąc w nich zaledwie seta. W sumie Polacy triumfowali w 10 z 12 meczów w Lidze Narodów. Dało to 2. miejsce po fazie zasadniczej. Wczorajsza wygrana była o tyle ważna, że dzięki niej uniknęliśmy już w ćwierćfinale starcia z Brazylią. Możemy na nią trafić rundę później, jeżeli Canarinhos pokonają USA, a Biało-Czerwoni wygrają z Iranem. Wiemy czego się spodziewać: bardzo dużego oporu, więc absolutnie musimy wejść na maksimum naszych możliwości, jeżeli chcemy myśleć o zwycięstwie. Turniej finałowy w Bolonii rusza 20 lipca. Zwycięstwo mile widziane, ale pamiętajmy, że Liga Narodów to tylko przetarcie przed najważniejszą imprezą roku - mistrzostwami świata. Bardzo wielu zawodników pokazało się z bardzo dobrej strony. Trener ma z kogo wybierać. Zdecydowanie mamy bardzo dużo jakości, nie tylko w tej 14, ale 17, 18, którą w tej chwili jesteśmy. Niezależnie od ostatecznych wyborów selekcjonera to bez wątpienia drużyna na medal. Obecny prezydent Francji i była wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej w ogniu krytyki, po ujawnieniu materiałów dotyczących działań na rzecz koncernu Uber. Ten, chcąc zalegalizować swoją działalność, od 2013 roku próbował wpływać na swoich kierowców, ale i na europejskich polityków. Przemoc wobec kierowców, oszukiwanie policji i potajemny lobbing u najważniejszych europejskich polityków - takie wnioski płyną ze śledztwa brytyjskiego "Guardiana", dotyczącego koncernu Uber, świadczącego usługi przewozowe. Myślę że powinni być naprawdę zaniepokojeni, to pokazuje problem lobbingu i podejmowania decyzji dotyczących konkretnych interesów przez ministrów i decydentów. Ujawnione dokumenty wskazują między innymi na wyjątkowo wiele spotkań i rozmów pomiędzy byłym szefem Ubera a obecnym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, wtedy ministrem gospodarki. Z dziennikarskiego śledztwa wynika, że Macron miał podejmować "nadzwyczajne kroki" na korzyść amerykańskiego koncernu. W tamtym czasie dochodziło do protestów taksówkarzy i zamieszek związanych z ekspansją Ubera we Francji. Nie można być jednocześnie ministrem i lobbystą prywatnej firmy, która zwalcza sporą grupę zawodową, tracącą wtedy pracę na własnym rynku. Koncern Uber miał mieć w Europie bliskie relacje również z byłą holenderską polityk i wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej Neelie Kroes. Kroes miała naciskać na holenderski rząd, by przyjął przepisy korzystne dla Ubera. To narusza zaufanie do instytucji europejskich, do polityki. Narusza to prestiż urzędu. To nie powinno być możliwe. W Polsce o Neelie Kroes było głośno, kiedy w 2009 roku Komisja Europejska z jej inicjatywy uznała publiczną pomoc dla polskich stoczni za nielegalną, co w konsekwencji prowadziło do ich upadku. Kryją się za ideami praworządności, łamiąc wszelkie standardy, ale niestety i normy prawne. Była wpływowa wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej miała zainkasować od Ubera 200 tys. euro. Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Centralnego Biura Śledczego Policji i Krajowej Administracji Skarbowej zatrzymali 20 osób, członków zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się wyłudzaniem podatku VAT. Kwotę szacuje się na ponad 86 mln zł. 70 adresów jednocześnie, 20 zatrzymanych i zabezpieczony majątek na kwotę blisko 4 mln zł. To efekty wspólnych działań Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Krajowej Administracji Skarbowej i Centralnego Biura Śledczego Policji. Grupa przestępcza zajmowała się wystawieniem nierzetelnych faktur, w których poświadczała fikcyjne transakcje zakupu oraz sprzedaży towarów i usług. Przestępcy mieli wyłudzić 86 mln zł. Śledczy zatrzymali w tej sprawie już 105 osób, w tym głównego organizatora procederu. Zidentyfikowaliśmy całą sieć powiązanych struktur czy podmiotów, Wartość poświadczających nieprawdę faktur VAT to ponad miliard złotych. W ubiegłych latach mafia vatowska praktycznie nie istniała, jeśli chodzi o służby ścigania wymiaru sprawiedliwości. Był problem, aby skutecznie zwalczać przestępstwa vatowskie, przestępstwa księgowe. Dodatkowe rozwiązania wprowadzono po wybranych przez PiS wyborach, ale problem był znany koalicji PO-PSL, co potwierdzała ta rozmowa. Dopiero od 2015 roku nastąpiło uszczelnienie systemu podatkowego i w konsekwencji wyraźny wzrost wpływów do budżetu państwa z tytułu VAT. Od 2017 roku obowiązują przepisy o tzw. zbrodni vatowskiej przewidujące drakońskie kary nawet 25 lat więzienia. Niewykluczone, że właśnie takie zarzuty usłyszą zatrzymane w tej akcji osoby. Teraz w "Wiadomościach" walka z globalną inflacją. Globalną, bo wzrost cen to problem niemal całego świata. Zdaniem ekspertów za drożyznę w największym stopniu odpowiada rosyjska agresja na Ukrainę i spowodowane przez nią zawirowania na rynkach surowców energetycznych i żywności. Stany Zjednoczone. Niemcy. Francja. Hiszpania. Różne państwa, ten sam scenariusz. Drożeje żywność, energia i paliwa. Zanim zatankuję liczę, czy mnie na to stać. Muszę wybierać: czynsz albo jedzenie. Eksperci są zgodni. Za globalny wzrost cen odpowiada wywołana przez Putina wojna. Rosja była dotąd jednym z głównych dostawców surowców energetycznych, z kolei Ukraina jednym z największych eksporterów żywności. Rosyjska agresja na Ukrainę spowodowała bardzo dużo zamieszania na światowym rynku. Wzrosły zarówno ceny energii, ceny paliw, ceny zbóż. To dlatego z dwucyfrową inflacją zmaga się większość europejskich państw, zwłaszcza te przyfrontowe. UE ponosi też konsekwencje uzależnienia od rosyjskiego gazu i kosztownej polityki klimatycznej. Na globalne zawirowania w pełni odpowiedzieć się nie da, ale Polska korzysta z dostępnych narzędzi, by to zjawisko ograniczyć. Wśród rozwiązań m.in. emisja obligacji indeksowanych inflacją. Z jednej strony ściągają one gotówkę z rynku, z drugiej zabezpieczają oszczędności. Inny sposób to podnoszenie stóp procentowych. Profesor Adam Glapiński zapowiada, że bank centralny zbliża się do końca cyklu podwyżek stóp. Z raportu wyłania się taki obraz, że być może szczyt inflacji, najprawdopodobniej zresztą szczyt inflacji jest właśnie w czasie wakacji, w lecie, z tego szczytu inflacji powoli zaczniemy schodzić w dół. Mimo to opozycja, która najpierw domagała się podwyżek stóp procentowych, teraz narzeka na ich skutki. Wykorzystuje też globalną inflację do ataków na rząd, a także na prezesa NBP. Opozycja nie proponuje jednak żadnych konstruktywnych rozwiązań ani własnych pomysłów na walkę z inflacją. Nie wspomina też ani słowem o tym, że ceny rosną na całym świecie. Debaty o kłopotach z inflacją, o drożyźnie toczą się w każdym kraju europejskim, są bardzo podobne do polskich debat. Nigdzie nie ma jednak opozycji, która odrywałaby zjawisko inflacji od rosyjskiej agresji. To jest arcypopulizm. Tymczasem według ekspertów Oxford Economics spośród wszystkich państw rozwijających się to właśnie banki centralne Czech i Polski najlepiej zareagowały na wzrost cen. Publiczne znieważanie prezydenta i nawoływanie do jego zabójstwa. To tylko jeden z zarzutów wobec Piotra U. zatrzymanego przez ABW. Mężczyzna w Internecie nawoływał też do zabójstwa premiera i policjantów. Trafił już do aresztu. Ale to dobry moment, żeby się zastanowić nad odpowiedzialnością za słowo. Nie Piotra U., a prominentnych polityków, którzy przekraczają kolejne granice. Macie prawo zastrzelić bandytę, takiego jak Andrzej Duda, takiego jak Morawiecki. Te nawoływania do mordu zatrzymany już przez ABW Piotr U. tłumaczył wolnością słowa. Ale nikogo rzecz jasna to tłumaczenie nie przekonało. Więc internetowy hejter usłyszał zarzuty. I trafił za kraty. Nawoływał do zabójstwa prezydenta Polski, premiera, groził funkcjonariuszom służb mundurowych, głównie funkcjonariuszom policji. Odpowiecie karą śmierci, tak, będziecie odpowiadać karą śmierci. To, co się dzieje ostatnio, to jest rzecz absolutnie niedopuszczalna. I to jest bardzo dobry moment, żeby zastanowić się nad mową nienawiści. Wypowiedziami pełnymi agresji. Ale nie u internetowych hejterów. A u polityków. My się na ulicy zorganizujemy. Na ulicy też się wszyscy zorganizujemy, jeśli ta władza nie zniknie. "Organizowaniem się na ulicy" straszył ostatnio Donald Tusk. To groźba skierowana do PiS. A to do prezesa NBP. Żeby gościa wyprowadzić z NBP. Ja to zrobię, ja to wam gwarantuje. Najpierw absurdalną w demokratycznym państwie groźbę podchwycił podwładny Tomasz Siemoniak. Przyjdą silni ludzie i go przekonają. Później użyciem siły zagroził sędziom Trybunału Konstytucyjnego Krzysztof Śmiszek z Lewicy. Jestem zwolennikiem siłowego wyprowadzania trzech dublerów z Trybunału Konstytucyjnego. I tak jest nakręcana ta spirala. To może doprowadzić do tragedii. łącznie z tą najbardziej poważną, czyli z zabójstwem politycznym. Wróćmy do momentu, gdy Donald Tusk wrócił do Polski. Dzisiaj zło rządzi w Polsce, dostaję furii. I tak to się zaczęło. Groźby zamiast demokratycznych rozwiązań. Tu trzeba mieć determinację, mięśnie i gotowość do poważnego starcia. To jest taktyka, którą teraz stosuje Donald Tusk i jego ludzie. Ale to taktyka, którą wprowadzili do życia publicznego dużo wcześniej. Musimy was opiłować z pewnych przywilejów, bo inaczej znowu podniesiecie głowę. Wyginiecie jak dinozaury. Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie. My wszystkich was rozliczymy. Referendum albo wyskakujecie przez okna. Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy, wygramy tę batalię. Zawsze w społeczeństwie znajdą się jednostki słabsze, jednostki podatne na to, co mówią politycy, jednostki, które biorą na poważnie albo śmiertelnie poważnie wręcz to, co politycy mówią. Z politycznej nienawiści zabił już kiedyś Ryszard Cyba. Z zimną krwią zamordował działacza PiS Marka Rosiaka. Cyba wcześniej był członkiem PO. Tuż po zabójstwie nie pozostawił wątpliwości. Droga z Monachium do Barcelony to ponad 1200 km. Samochodem można ją pokonać nawet w 14 godzin. Ale wyprowadzka z Bawarii do Katalonii to dla Roberta Lewandowskiego nie lada przeprawa, a głównym hamulcowym są władze Bayernu Monachium. O tym, czy i kiedy podróż ta dobiegnie końca. Transferowa telenowela z Robertem Lewandowskim w roli głównej dobiega końca. A przynajmniej wiele na to wskazuje. Po 12 latach na niemieckich boiskach, po tylu sukcesach, najpierw oczywiście z Dortmundem, ale przede wszystkim z Bayernem Monachium, ma prawo tak po ludzku chcieć nowego wyzwania i on to komunikuje już od wielu tygodni. 50 milionów euro za Lewego - na taką kwotę ma opiewać kolejna już oferta, jaką FC Barcelona wyśle do Monachium. Niemiecki gigant poprzednie oferty konsekwentnie odrzucał i zdawał się ignorować zdanie swojej największej gwiazdy. Ta postawa jest ogromnie dziwna, zważywszy na dokonania Roberta w Bayernie, na to, co zrobił dla bawarskiego klubu, wydaje się to oczywistością, że powinni uszanować decyzję kapitana reprezentacji Polski. A o swojej przyszłości Robert mówi zupełnie wprost: Moja historia z Bayernem Monachium dobiegła końca. Kierunek jest jasny: Barcelona. Chce tego Robert, chcą tego trener i prezydent Barcy. Ale mieć Polaka w swoim składzie chcą także inni piłkarscy giganci, którzy mogą wyłożyć za Lewego jeszcze większe kwoty. Bardzo poważną opcją jest możliwość przejścia do Paryża albo do Chelsea, dlatego że to są kluby, które nie mają żadnego problemu z pieniędzmi, mogą spełnić żądania Bayernu Monachium. Najnowsze doniesienia mówią o tym, że Bayern będzie chciał wyjaśnić ostatecznie sprawę przyszłości Lewandowskiego do soboty, kiedy to klub ma oficjalnie zaprezentować skład na nowy sezon. Ale jedno wydaje się dziś absolutnie pewne. Czy będzie to Paryż, Londyn, czy Barcelona, będzie robił to, co umie najlepiej, po prostu strzelał gole, wiele goli. A także, mamy nadzieję, na mundialu w Katarze. Piękna zima tego lata można powiedzieć, bo w Tatrach spadł śnieg i chwycił mróz. Oczywiście w wyższych partiach gór, ale nieco niżej pogoda też turystów nie rozpieszcza. Podobnie jak nad Bałtykiem, gdzie co prawda śnieg nie padał, ale bryza od morza jest nieco silniejsza. Na kąpiel morze zbyt wzburzone, na zbieranie bursztynów idealne. Tak normalnie się szuka po sztormie, bardzo dużo bursztynu pojawia się. I choć sztormu nie było, wysoka fala pomogła w poszukiwaniach. To okolice Koszalina. Nieco dalej na wschód warunki do wypoczynku trochę lepsze. Jak wyjdzie słoneczko to jest ładnie, jak zawieje to wiadomo, jak to nad morzem, zawsze wiatr chłodny nad morzem. Pogoda jest taka, że nie jest upalnie, a jest super. Jesteśmy spod Zakopanego prawie, opłacało się strasznie. W Zakopanem opłaca się spojrzeć wysoko do góry. Bo w góry zawitał śnieg. Niewiele go co prawda popadało, ale jednak. Tak wyglądał słowacki szczyt Łomnica - drugi pod względem wysokości po Gerlachu szczyt Tatr. Rano było tu -4 i napadało 3 cm śniegu. Mieliśmy iść dzisiaj do Doliny Pięciu Stawów, ale wczoraj była podobno -2 odczuwalna temperatura, dlatego dzisiaj zrezygnowaliśmy. Nie rozpieszcza wakacyjnie górska aura, ale turyści niezrażeni, nawet śnieg w wakacje im nie straszny. Nie przeszkadza to. Jak nie walą pioruny, to nie przeszkadza.