Zło słów. Nowe sceny w teatrze nienawiści. Bez wicepremiera. Premier wyklucza takie stanowisko dla Polski 2050. Szanse i nadzieje przed jutrzejszym finałem Igi Świątek w Wimbledonie. Joanna Dunikowska-Paź. Dobry wieczór. Zapraszam na "19.30". Przed kilkoma laty w słynnym wystąpieniu świadek historii Marian Turski ostrzegał przed tragedią, która nie pojawia się nagle, ale zbliża małymi krokami. W ostatnich miesiącach aż nadto mamy przykładów, jak małe kroki stają się coraz większe, a słowa zamieniają w czyny. Skandaliczne zachowania, jak te Grzegorza Brauna, mają bolesne konsekwencje. Pytanie, czy jest za nie jakakolwiek odpowiedzialność. Ja nie mogę się z tym pogodzić. Bogdan Bartnikowski, powstaniec warszawski i były więzień niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Dziś jako 90-latek musi reagować na takie słowa, i to z ust europosła. Mord rytualny to fakt, Ja tam byłem. Grzegorzowi Braunowi zaleca wizytę w Muzeum Auschwitz. Mógłby oprowadzić. Stworzyć mu taki kurs, jak to było, co ja zapamiętałem, haniebna sprawa. Jest jednym z ostatnich świadków strasznej niemieckiej zbrodni. Nie chce, by "nigdy więcej" było pustym słowem. Marian Turski, który odszedł w tym roku, zostawił dla świata gigantyczne ostrzeżenie. Auschwitz nie spadł z nieba. Auschwitz tuptał, dreptał, zbliżał się małymi kroczkami. Aż stało się to, co stało się tutaj. Co się stało? Według polskiego europosła Auschwitz z komorami to fejk. Czy dla takich osób powinno być miejsce w polskiej polityce? O tym decydują wyborcy. Ponad 1 mln 200 tys. Polaków wybrało Brauna. Nie przeszkadzało im nawet to, że polityk łatwo przechodzi od słów do czynów. Szczęść Boże. Pytanie, czy teraz zniechęci ich reakcja Kościoła. Antysemityzm w każdej postaci jest zgodnie z nauczaniem Kościoła grzechem i złem moralnym. Już także księża zauważają, że brunatnieje Polska, a to jest bardzo groźne, bo na słowach nigdy się nie kończy. One potęgują emocje, zwłaszcza lęk, jak w sprawie imigrantów, co skutecznie wykorzystują tzw. obrońcy granic z Bąkiewiczem na czele. To rodzi nienawiść i spiralę agresji, jak ostatnio wobec obcokrajowców w Zamościu czy podczas antyimigranckiego marszu w Łodzi. Stąd apel premiera do wszystkich polityków. Zwracam się też do prezydenta Dudy, do prezesa Kaczyńskiego, żeby oni też nie kokietowali, nie współgrali z tą paskudną atmosferą, jaką wytwarzają ludzie typu Brauna czy Bąkiewicza. Trudno jednak apelować do kogoś, kto sam używa słów będących przykładem podpalania nastrojów społecznych. Niedawno jeden człowiek powiedział do mnie bardzo brutalnie: "Wie pan, dlaczego w Polsce jest tyle zdrady i warcholstwa bezczelnego? Ponieważ dawno nikogo nie powieszono za zdradę". To straszne, ale w tych słowach jest prawda. Nie znajduję żadnego usprawiedliwienia dla tej głupoty. Jest mi smutno, bo to wszystko sprawia, że cała atmosfera w Polsce robi się taka, że to, co było traktowane jako grzech, jako wada, to, czego się wstydziliśmy, staje się dla niektórych tytułem do chluby - skandal. Coraz więcej osób domaga się ostrych kar dla takich ludzi jak Braun i Bąkiewicz. Jeśli takich mechanizmów nie ma, należy je stworzyć. Mówi sędzia Krystian Markiewicz z Iustitii. A najpierw zastosować ostracyzm, a nie - jak przedwczoraj - wpuszczać Bąkiewicza do Sejmu. Obywatele odbierają to w ten sposób, że można w ten sposób robić, być na tych salonach, brylować, nie ma żadnej reakcji ze strony państwa, czyli państwo jest słabe. Bogdan Bartnikowski przestrzega. Jest głosem tych, którzy doświadczyli tego, do czego to może prowadzić. Czarno widzi naszą przyszłość, jeśli w ten głos się nie wsłuchamy. Co dalej z rekonstrukcją rządu? Jest sporo pytań, ale pojawiają się także kolejne szczegóły. Premier nie przewiduje stanowiska wicepremiera dla Polski 2050, a jego przewidywania, co do przyszłości koalicji są takie, że rozstania nie będzie, ale ślubu też nie było, więc gdyby partnerzy przesadzili z szantażem i kaprysami, przyszłość może stanąć pod znakiem zapytania. Co na to koalicjanci? To pierwszy tak stanowczy głos premiera o tym, na co w ramach zmian w rządzie może liczyć partia Szymona Hołowni. W ramach rekonstrukcji rządu nie przewiduję wicepremiera dla Polski 2050. Na pewno nie będzie. Premier postanowił przeciąć wszelkie spekulacje dotyczące teki wicepremiera, które kilka dni temu rozpoczął sam marszałek Hołownia. Będziemy walczyć o tekę wicepremiera dla Polski 2050. Ale to wymagałoby zmiany umowy koalicyjnej, co wykluczył lider Lewicy. Nie ma dyskusji o zmianie umowy koalicyjnej i nie będzie. Politycy Polski 2050 twierdzili co innego. To wiceminister z partii Hołowni w czwartek przed południem. Temat zmiany umowy musi być, dlatego że ja już wiem, że stanowisko wicepremiera zostanie zaoferowane Polsce 2050. A to wspomniany już premier w czwartek wieczorem. W tej chwili na pewno nie ma o tym mowy. Szymon Hołownia nie wyszedł do dziennikarzy i nie skomentował decyzji premiera. W jego partii - niezrozumienie dla decyzji szefa rządu. Zaskoczył mnie, bo uważam, że takie rozmowy powinny się jednak odbywać w gabinecie między liderami. I trzeba uspokoić emocje, bo wszystkim nam zależy na dobru Polski i na tym, żeby ta koalicja trwała. Ale najwięcej wątpliwości co do trwałości koalicji pojawiło się po nocnym spotkaniu Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim w domu spin doktora PiS-u. Dla mnie to było przekroczenie pewnej granicy zaufania. I na pewno zbudowało jakiś mur. Spowodowało, że ta koalicja stanęła trochę nad przepaścią. W miejscu, w którym jeszcze nie była. Było też przegłosowanie poprawek do rządowej ustawy mieszkaniowej, w której Polska 2050 zagłosowała inaczej niż rząd, a tak samo jak PiS i Konfederacja. Brak teki wicepremiera dla Polski 2050 to nie efekt jej ostatnich działań - mówią koalicjanci. Ta rekonstrukcja to nie jest rozmowa o stołkach, tylko rozmowa o tym, jak zrealizować konkretne postulaty. Personaliów na razie nikt nie zdradza, ale wiadomo, że nie wszyscy pozostaną w rządzie. Co najmniej 1/5 ministrów odejdzie. Myślę, że nie będzie kilku ministrów co najmniej. To po pierwsze. Po drugie, znikną niektóre resorty i połączą się z innymi. Chodzi o to, żeby wzmocnić część gospodarczą rządu. Planowane jest utworzenie dwóch superresortów: gospodarki i energetyki, które mogą przejąć część kompetencji obecnych ministerstw. Dzisiaj widzimy, że mamy kilka ośrodków decyzyjnych w zakresie np. jednego działu albo jednej konkretnej kwestii. To musi ulec przyspieszeniu, bo to czasami na etapie prac rządowych, międzyresortowych za długo trwa. Jest też koncepcja likwidacji Ministerstwa Aktywów Państwowych, a kontrola nad największymi spółkami Skarbu Państwa przeszłaby do Kancelarii Premiera. O mieszkalnictwo spierają się Polska 2050 i Lewica. Jej lider przekonuje: to właśnie Lewica napisała przegłosowaną ostatnio ustawę mieszkaniową. Oddajemy dobre pomysły temu rządowi, bo to jest nasz rząd. Cholernie mi na tym zależy. Wiadomo już, że rekonstrukcji nie będzie 22 lipca, jak wcześniej błędnie podał marszałek Czarzasty. Bo to data skojarzona z rocznicą powstania komunistycznej władzy w Polsce. Sam się zaśmiałem, że 22 lipca. Może pana marszałka Czarzastego by ucieszyła taka data, ale mnie - niespecjalnie. Szczegóły rekonstrukcji powinniśmy poznać do 25 lipca. Oglądają Państwo "19.30" w piątek. Co jeszcze przed nami? Tragiczne skutki jazdy pod prąd. Mężczyzna po przewiezieniu do szpitala zmarł. Jego 13-letni syn, który z nim podróżował, również nie żyje. Za 90% wszystkich wypadków odpowiada człowiek, nie infrastruktura. Ważna zmiana. Jawność cen mieszkań obowiązkowa. Na pewno korzyść dla klientów będzie. Trzeba było chodzić albo się umawiać. Myślę, że teraz będzie łatwiej. W wyniku całej zbrodni zginęło ponad 100 tys. Polaków w około stu miejscowościach, ale jej apogeum przypadło na lipiec 1943 roku. Dziś 82. rocznica "krwawej niedzieli" na Wołyniu. Tylko wtedy z rąk Ukraińskiej Powstańczej Armii mogło zginąć nawet 8000 Polaków. 11 lipca jest dniem pamięci o Polakach ofiarach ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej. Pamiętam, jak takie zakrwawione kobiety przylatywały. Zdzisław Żurowski miał 8 lat, kiedy uniknął śmierci. Jemu i jego bliskim udało się uciec z rodzinnej wsi, której polskich mieszkańców wymordowali ukraińscy sąsiedzi. Obudziłem się i mama płacze, starsza siostra, co była przy mamie, też płacze. I pokazują: "Patrz, jaka łuna". I to się paliło. Paliła się wieś Janowa Dolina. Wiosną 1943 roku oddziały ukraińskie otoczyły miejscowość i wymordowały 600 Polaków, w tym kobiety i dzieci. To była realizacja części politycznego krwawego planu, który zapisał się w historii jako rzeź wołyńska. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia dążyły do oczyszczenia terenów etnicznie mieszanych z ludności polskiej. Tak aby później, po wojnie, na ziemiach tych zostali tylko Ukraińcy. W wyniku ludobójstwa zginęło około 100 tys. obywateli II Rzeczpospolitej. Zbrodni dokonywano głównie na terenie byłego województwa wołyńskiego, ale także w okolicach Lwowa, Tarnopola i Stanisławowa. Obecnie to terytorium Ukrainy. Kulminacja zbrodniczych działań przypadła 11 lipca 1943 roku i tę datę upamiętniano przez wiele lat podczas Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa. Dziś po raz pierwszy w historii decyzją Sejmu i prezydenta 11 lipca obchodzimy jako święto państwowe. Zbrodnia ludobójstwa dokonana przez OUN-UPA jest jedną z najgorszych w historii nie tylko XX wieku, ale w ogóle w historii, do której możemy się odwoływać. Prawo do godnego upamiętnienia ofiar, a zwłaszcza wspólne ich upamiętnienie, Efektem pojednania między Kijowem a Warszawą jest przełom, jaki dokonał się w tym roku w Puźnikach. Po wielu latach starań rząd ukraiński zezwolił tu na ekshumację ofiar rzezi dokonanej przez Ukraińców. Strona ukraińska deklaruje, że zezwoli na kolejne prace ekshumacyjne. Chcemy całkowicie odpolitycznić dialog o rzezi wołyńskiej. Tak żeby zajmowali się nim tylko historycy i eksperci. Chcemy to zrobić, rozumiejąc ból Polaków związany z tą kwestią. Ci, którzy pamiętają tragedię rzezi wołyńskiej, mają jedno przesłanie. Przekazywać jak najwięcej. Niech młodzież wie o tym, że było coś takiego. Nawet jeśli z dzisiejszej perspektywy trudno to sobie wyobrazić, a jeszcze trudniej zrozumieć. A o 20.00 w TVP Kultura film "Wołyń" o wydarzeniach sprzed 82 lat. Tragiczny finał jazdy pod prąd na remontowanym odcinku Wisłostrady. Późnym wieczorem niedaleko Cytadeli doszło do serii kolizji. Kierowca opla zjechał na przeciwległy pas, najpierw zderzył się z motocyklem, następnie wjechał w inny pojazd i razem z pasażerem pieszo uciekł. Zginął 45-letni motocyklista i jego nastoletni syn. Rano policja zatrzymała podejrzanych. Było już po 23.00, gdy kierowca opla zjechał na drugi pas i, jadąc pod prąd, uderzył w motocykl, odbił się od niego i uderzył w kolejny pojazd. W akcji ratowniczej uczestniczyło 6 zastępów straży pożarnej. Wylądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Motocyklem kierował 45-latek. Ten mężczyzna po przewiezieniu do szpitala zmarł. Jego 13-letni syn, który z nim podróżował, również nie żyje. Dziecko do tej pory walczyło o życie. Kierowca opla i pasażer uciekli z miejsca wypadku. Jeden z nich - nie wiadomo, czy kierowca - był pod wpływem alkoholu. W samochodzie znaleziono narkotyki. Ci mężczyźni zostali zatrzymani dzisiaj rano. Są to obywatele Polski w wieku 38 i 25 lat. W miejscu, gdzie doszło do wypadku, kierowca opla jechał pod prąd, na Wisłostradzie na wysokości Cytadeli trwa przebudowa. Dlatego wprowadzono zmiany w organizacji ruchu. Jak ocenia instruktor doskonalenia jazdy, oznaczone jest dobrze. Za nami widać gąszcz znaków drogowych, które jednoznacznie pokazują, że jest zmiana organizacji ruchu, należy mieć zmożoną czujność i zwiększyć swoją uwagę. Przed mostem Gdańskim część samochodów jadących w stronę Bielan skręca na jezdnię, która prowadzi w przeciwnym kierunku. Wyznaczono tam dla nich jeden pas ruchu, dwa pasy mają kierowcy jadący do Śródmieścia. Został też jeden pas na jezdni bliżej Wisły. Za 90% wszystkich wypadków odpowiada człowiek, nie infrastruktura. To człowiek posiadający przede wszystkim uprawnienia do kierowania, znający w domyśle Kodeks drogowy, to on kieruje pojazdem i to on dokonuje wszystkich decyzji. W Chełmnie kierowca też jechał pod prąd, wpadł na chodnik i potrącił 5 osób. Też dziś kierowca osobówki jechał pod prąd drogą ekspresową od Piask w kierunku Lublina. Zauważył go operator monitoringu, który powiadomił policjantów. Mogło się skończyć tragicznie. To bardzo groźne wypadki, ponieważ ani z jednej, ani z drugiej strony nie ma czasu na hamowanie. One idą na pełnym gazie. Co, jeśli jesteśmy świadkami takiej niebezpiecznej sytuacji? Zatrzymajmy się, usuńmy się z tego auta i powiadommy służby jak najszybciej, żeby taką osobę wyeliminować z ruchu. W lutym w jeden weekend doszło do dwóch wypadków ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A2. W obydwu przypadkach sprawcy jechali pod prąd. Życie straciły 3 osoby. Uzbrojenie wysyłane do NATO opłacane przez Sojusz i następnie przekazywane Ukrainie to nowe porozumienie zawarte podczas czerwcowego szczytu w Hadze. Amerykański prezydent informuje o szczegółach, na poniedziałek zapowiada "ważne oświadczenie" dotyczące Rosji i tu o szczegółach mówić nie chce. Komentuje jedynie, że jest rozczarowany. To była niespodziewana rozmowa z inicjatywy amerykańskiego sekretarza stanu. Uwagę mediów przykuły gesty Marco Rubio i Siergieja Ławrowa. A w szczególności ten uścisk dłoni. Widzieliśmy, jak dzisiaj zwrócił się pan do szefa MSZ Rosji. Dlaczego podszedł pan do niego i o czym rozmawialiście? To tylko kontynuacja sprawy niezwiązanej z naszą wczorajszą rozmową. I tak to zostawię. Dzień wcześniej szefowie dyplomacji USA i Rosji rozmawiali niemal przez godzinę. W jej trakcie Rubio miał mówić o niezadowoleniu, a nawet frustracji Trumpa z powodu działań Kremla wobec Ukrainy. Tego samego dnia w wywiadzie telefonicznym dla stacji NBC Donald Trump powiedział, że USA będą wysyłać Ukrainie uzbrojenie. Ale zapłacą za nie europejscy członkowie Sojuszu. Takie ustalenia miały zapaść jeszcze podczas czerwcowego szczytu NATO. I było omawiane zarówno z Ukrainą, jak i z europejskimi sojusznikami, od których też w znacznym stopniu miałaby pochodzić ta broń. Zachęcamy naszych sojuszników z NATO do dostarczania broni i tych systemów obronnych, których potrzebuje Ukraina, bo mają je w swoich zasobach. A my możemy zawrzeć z nimi umowy, na mocy których będą mogli zakupić od nas nową broń w miejsce tej przekazanej. Chodzi głównie o systemy obrony powietrznej Patriot. Takich wyrzutni najwięcej w Europie - bo 12 - mają Niemcy. I to na Berlin w pierwszej kolejności wskazał Marco Rubio. Kijów liczy na pozyskanie w sumie 10 systemów obrony i odpowiedniej liczby pocisków. Putin jest uzależniony od wojny i od zabijania. Można go zmusić do porzucenia tego nałogu tylko prawdziwą siłą. Dlatego obrona Ukrainy musi być wystarczająco silna. Amerykańscy senatorowie mówią o nowych sankcjach na Rosję i jej partnerów handlowych. Sięgających nawet 500%. Lipiec będzie magicznym miesiącem miażdżących sankcji wobec Władimira Putina. Lepiej, żeby się przygotował, ponieważ jego gospodarka, która już jest na krawędzi, zostanie mocno dotknięta. To bardzo ważne, abyśmy zmienili grę z Putinem. Bo nie reaguje w pozytywny sposób na wysiłki prezydenta Trumpa na rzecz zakończenia tej brutalnej, krwawej łaźni w Ukrainie. Na poniedziałek Donald Trump zapowiedział ważne oświadczenie na temat Rosji. Premier Wielkiej Brytanii i prezydent Francji ogłosili porozumienie w sprawie migracji, które zakłada m.in. bezzwłoczne odsyłanie do Francji migrantów, którzy nielegalnie przeprawiają się przez kanał La Manche. Grecja postanowiła o zawieszeniu azylu dla migrantów z Afryki. Przez trzy najbliższe miesiące nie będą przyjmowane wnioski od osób, które łodziami docierają na greckie wyspy. Ateński port Laviro. Na tym statku pół tysiąca migrantów. Jesteśmy tu, by okazać im naszą solidarność, oferując jedzenie i wodę. Cudzoziemcy zostali uratowani w pobliżu Krety. Mieli trafić do jednego z takich ośrodków na wyspie, ale te są przepełnione. Kreta stała się teraz nowym szlakiem migracyjnym. Obecnie doświadczamy czegoś, co nazwałbym najgorszym kryzysem od 2 lat. W ostatnich dniach do wybrzeży wyspy dotarło około 2000 migrantów. To głównie obywatele Somalii, Sudanu, Egiptu i Maroka. W niebezpieczną podróż po lepsze życie wyruszają ze wschodniej części podzielonej Libii, skąd najbliżej jest na Kretę. Sytuacja jest trudna. Jeden z zespołów przez 72 godziny patrolował Morze Śródziemne i ratował ludzi. W ośrodkach recepcyjnych służby sprawdzają tożsamość migrantów, którzy później czekają na rozpatrzenie wniosków azylowych. Ale grecki rząd zadecydował właśnie o wstrzymaniu na 3 miesiące związanych z tym procedur. Migranci, którzy wjadą do kraju nielegalnie, zostaną aresztowani i zatrzymani. Prawo mimo sprzeciwu opozycji zostało przyjęte przez parlament. Władze Grecji zapowiadają wzmocnienie kontroli granic i przechwytywanie łodzi z migrantami. Będą trafiali do zamkniętych ośrodków na kontynencie. Ci ludzie staną się niewidzialni. Zostaną uwięzieni w tym kraju, dopóki ich status nie zostanie wyjaśniony. Zaostrzenie kontroli migracyjnej zapowiedziały też Wielka Brytania i Francja. Ogłaszam nasze porozumienie w sprawie przełomowego programu pilotażowego. Program zakłada bezzwłoczne odsyłanie z Wielkiej Brytanii do Francji migrantów, którzy przypłynęli łodziami przez kanał La Manche. W zamian Paryż będzie przekazywać taką samą liczbę osób, które mają podstawy do ubiegania się o azyl w Wielkiej Brytanii. Pod warunkiem, że nie próbowały dotrzeć tam nielegalnie. Wysyłamy wiadomość wszystkim przemytnikom, że jesteśmy skuteczni, nie będą mieli już żadnego interesu w tym, by próbować igrać z prawem". Od początku roku z Francji do Wielkiej Brytanii przypłynęło na łodziach ponad 20 tys. osób. Zginęło co najmniej 15 z nich. Rosnąca liczba migrantów przemycanych przez kanał La Manche jest alarmująca i zasługuje na zdecydowaną reakcję. Komisja oceni konkretne warunki tej współpracy. Pilotażowy program Paryża i Londynu zostanie uruchomiony w najbliższych tygodniach. Dziś weszła w życie ważna zmiana, czyli przepisy o jawności cen. Gdy kupuje się mieszkania, ma być łatwiej, bo deweloperzy mają obowiązek, by publikować ceny na swoich stronach internetowych. Takie rozwiązanie ma umożliwić porównywanie cen, ale dopiero 11 września przepisy obejmą wszystkie inwestycje. Nowy członek rodziny - nowe potrzeby. Wśród nich większe mieszkanie. Państwo Stępień-Miernikowscy z Krakowa od wielu tygodni przeglądają w sieci ofertę deweloperów. W ich przypadku chodzenie po biurach sprzedaży odpada. Jesteśmy ludźmi z małym dzieckiem, pracującymi, więc nie zawsze mamy czas, żeby poświęcić tę godzinę, półtorej, a czasami dwie, bo są kolejki. A często to konieczność, aby dostać tę najważniejszą informację o mieszkaniu - cenę. Deweloperzy robili z niej tajemnicę. Chcieli pozyskać dane klienta, chcieli mieć do niego kontakt, żeby oferować mu mieszkania w kolejnych inwestycjach. Czyli chwyt marketingowy. Uciążliwy dla poszukujących własnego M. Trzeba było za każdym razem chodzić albo się umawiać, żeby ją poznać. Myślę, że teraz będzie łatwiej. A to dzięki nowym przepisom. Nakładają na deweloperów obowiązek umieszczania w internetowej ofercie dokładnej ceny nowych mieszkań. To samo dotyczy komórek lokatorskich i miejsc postojowych. Wszystkie pozostałe koszty też muszą być jawne. Na razie obowiązek dotyczy cen mieszkań, które dopiero zaczynają trafiać do sprzedaży. Stawki lokali, które już są w ofercie, znajdziemy w sieci we wrześniu. Część tylko firm, która zacznie w wakacje inwestycje, będzie objęta tym obowiązkiem, natomiast większość to są inwestycje w toku, które jeszcze 2 miesiące mają, żeby się przygotować. Na pewno korzyść dla klientów będzie. Bo zdaniem ekspertów rynku nieruchomości otwarte cenniki to narzędzie do skutecznych negocjacji z deweloperem. Zwiększy się liczba promocji, będzie więcej dni otwartych, podczas których będzie można również uzyskać jakiś rabat. W ten sposób deweloperzy będą walczyli o względy klientów. Dobry klient to zadowolony klient. A zadowolony jest wtedy, gdy ma szybką i pełną informację. Pokazuje to tzw. klikalność ofert z podaną ceną. Z badań, które prowadziliśmy, od kilku lat wynikało, że najważniejszymi elementami na stronie dewelopera jest aktualna oferta i cena aktualnej oferty. Teraz to będzie norma. Bez straty czasu i pieniędzy. Zanim zadzwonimy, znamy cenę. Możemy ją porównać w różnych dzielnicach w zakresie tego samego miasta. Też wiemy, na jaką kwotę musimy się przygotować, jeśli chcemy wziąć kredyt. To jednak nie koniec. Rząd pracuje nad bezpłatną wyszukiwarką cen transakcyjnych. Dowiemy się z niej, ile realnie kosztowały mieszkania już sprzedane w interesującej nas okolicy. Zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. To byłoby szóste zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym, pierwsze w Wimbledonie. Po kapitalnym półfinale przed Igą Świątek finał najbardziej prestiżowego i najstarszego turnieju tenisowego. W półfinale grająca przeciwko Polce Belinda Bencic była kompletnie bezradna, szukając wzrokiem trenera i jakiejkolwiek rady. Jaka jest taktyka na wielki finał, w którym Iga Świątek zmierzy się z Amandą Anisimovą. Królowa kortów wróciła, i to w jakim stylu. Po spektakularnym meczu z Bencic Iga melduje się w finale Wimbledonu. Tenis ciągle mnie zaskakuje. Nigdy wcześniej nie grałam dobrze na trawie, więc to pierwszy raz. Jestem naprawdę podekscytowana i bardzo się tym cieszę. Występ Świątek według komentatorów otarł się o perfekcję. Ten mecz jest wielkim krokiem w już i tak bogatej karierze Igi, jedynej polskiej tenisistki, która zagrała w półfinałach wszystkich wielkoszlemowych turniejów. Fani są zachwyceni. O mój Boże! Iga była niesamowita. Widać było, że jest z siebie dumna. Jest naprawdę bardzo dobra! Zmiotła Bencic z tego świata. Jest naprawdę wielka, zawsze była wspaniałą zawodniczką. Wygrała 5 Wielkich Szlemów. Jak dla mnie jest faworytką w finale. Kosztowało to Świątek masę pracy. Jest mocna, poprawiła serwis, kluczowy element gry na trawiastych kortach. To właśnie dlatego związała swoją sportową przyszłość z Wimem Fissettem. To on miał doszlifować jej grę na trawie. Gra Igi Świątek jakościowo na kortach Wimbledonu się podniosła i myślę, że możemy za to dziękować Fissette'owi. Zwłaszcza że na polski finał Wimbledonu czekaliśmy od 2012 roku. Wtedy Agnieszka Radwańska mierzyła się z Sereną Williams. Jutro rywalką świątek też będzie Amerykanka - Amanda Anisimova. Mam nadzieję, że uda mi się pokazać tenis na wysokim poziomie i stoczyć walkę. Wyjdę na kort i będę się cieszyć każdą chwilą. Światek wygrywała już z Anisimovą jako juniorka. W seniorskiej karierze jeszcze na siebie nie trafiły. Amerykanka gra płasko i mocno, czyli tak, jak Iga nie lubi. Czy tym razem też uda jej się wygrać? Patrząc na to, co Iga zrobiła na kortach Wimbledonu w tym roku, jak sobie z takimi rywalkami radziła, myślę, że tu jest w stanie przejąć inicjatywę i kreować punkty ze swojej strony, narzucić swój styl. Iga już narzuca swój styl na Wimbledonie. Klasyczne brytyjskie truskawki z bitą śmietaną zamieniła w polski makaron z truskawkami. Brytyjskie gwiazdy już ją podziwiają - nie tylko za kulinarną odwagę. To był prawdziwy zaszczyt móc ją oglądać. Była niesamowita. Makaron z truskawkami to jej ulubione danie jeszcze z czasów takich turniejów jak ten tu, w Piotrkowie. Wtedy mała Iga tak komentowała swoje zwycięstwo: Nie dałam jej forów, bo bardzo liczyłam na to, że wygram. I bardzo się z tego cieszę. Jutro liczymy, że będzie tak samo. Już jutro kolejny przystanek "Lata z Radiem i Telewizją Polską". Tym razem Elbląg. Moc atrakcji będzie czekała od rana, a o 20.00 wakacyjny koncert, podczas którego wystąpią m.in. Anna Wyszkoni, Urszula, Grzegorz Hyży czy Wilki. A już za chwilę "Pytanie dnia". Dziś u Justyny Dobrosz-Oracz ministra edukacji Barbara Nowacka. Ciekawego wieczoru. Do zobaczenia.