3 godziny, ośmioro kandydatów i trzy bloki tematyczne. Kto zyskał, a kto stracił na debacie w Końskich? Niebezpieczny incydent na spotkaniu z Rafałem Trzaskowskim. Zatrzymano mężczyznę, który miał przy sobie gaz. Najpierw msza, później polonez. Marsz z udziałem polityków PiS w Warszawie. Monika Sawka, dobry wieczór. Zaczynamy od improwizowanej w zmieniających się jak w kalejdoskopie warunkach debaty telewizyjnej. Miało być starcie 2 liderów sondażowych. Ostatecznie w spotkaniu w Końskich wzięło udział ośmioro kandydatów. Trwało 3 godziny i było podzielone na trzy bloki tematyczne: od bezpieczeństwa, przez politykę zagraniczną, po gospodarkę. Nie obyło się bez przepychanek - nie tylko słownych. Do końca nie było jasne, ilu kandydatów pojawi się na debacie w Końskich. Umówiliśmy się z kolegami i koleżankami, że będą wszyscy. W debacie zorganizowanej przez sztab Rafała Trzaskowskiego początkowo miało być 2 kandydatów - on i Karol Nawrocki. Ale chętnych było więcej. Trzeba tę debatę rozszerzyć. Nie dojechali Sławomir Mentzen i Adrian Zandberg - ostatecznie w debacie uczestniczyło 8 kandydatów. Co panu przyświecało w głowie, żeby zorganizować debatę z wybranymi kandydatami w TVP? Na prośbę pana Nawrockiego, żeby stanąć jeden na jeden, powiedziałem ok, niech pan przyjeżdża do Końskich będziemy dyskutować jeden na jeden. Niestety pan Nawrocki stchórzył, nie chciał ze mną dyskutować 1 na 1. Ja czekałem na pana na rynku w Końskich, zapraszałem pana na debatę, nie przyjechał pan. Mowa o kontrdebacie zorganizowanej wcześniej przez prawicową stację. Realizacji debaty podjęły się TVP, Polsat i TVN, udostępniając za darmo sygnał zainteresowanym mediom. Witamy państwa na przedwyborczej debacie prezydenckiej. Debata trwała prawie 3 godziny. Pytania dotyczyły polityki zagranicznej, gospodarki i bezpieczeństwa. Pan Nawrocki mówi słowami ruskiej propagandy, bo mówić o tym, że za wojnę w Ukrainie jest współodpowiedzialna UE, to jest po prostu ruska propaganda. Pan Nawrocki jest ścigany przez Wladimira Putina, panie wiceprzewodniczący. Było też o obowiązkowej służbie wojskowej. Jestem przeciwniczką wprowadzenia zasadniczej, obowiązkowej służby wojskowej. Potrzeba nam jest od 2 do 3 mln rezerwistów. Pytanie: skąd ich wziąć? Kandydaci pytani byli też o pierwszą zagraniczną podróż. Kwatera NATO, powinien się znaleźć Paryż i oczywiście Waszyngton. Bedzie to wizyta w Waszyngtonie z międzylądowaniem w Watykanie. Pierwszą stolicą, którą bym odwiedziła, byłoby Wilno. Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Szwecja i Czechy. Male, stolica Malediwów, dlatego że ten kraj idzie pod wodę. Wiedzę Karola Nawrockiego chciał sprawdzić Szymon Hołownia. Jak nazywają się prezydenci Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii? Dla ułatwienia, żeby było panu bliżej, również Węgier. Panie marszałku, pan chyba zapomniał, że nie jest już prowadzącym talent show. Spokojnie, keep calm. To panu marszałkowi zadaje się pytania - tam są państwo redaktorzy. Gitanas Nauseda, Edgar Srynkiewicz, a dlaczego mam się nie wygłupiać? Prezydent Finlandii Aleksander Stup. Ja się nie wygłupiam. Ja pytam o pana kompetencje. W czasie debaty były też zabawne przejęzyczenia. Mógłby pan przejechać się telekomunikacją miejską. Bede bronił polskiego Węgra, pani marszałek, będę bronił polskiego węgla. W debacie nie zabrakło też rekwizytów. Karol Nawrocki postawił przed sobą biało-czerwoną flagę, a przed konkurentem - tęczową. Mam też, drodzy państwo, dla pana Rafała Trzaskowskiego. Którą kandydat KO schował. Ja naprawdę nikomu nie odmowie prawa do biało-czerwonej i wszyscy jesteśmy patriotami. Wy macie absolutnie jakąś obsesje i prezes Kaczyński a propos gejów, ja nie wiem, czego wy się boicie. Po kilkunastu minutach tęczową flagę przejęła Magdalena Biejat. Ja się jej nie wstydzę, chętnie ją od pana przejmę. Proszę bardzo. W czasie debaty kilkakrotnie była tura pytań wzajemnych. Do pana Maciaka, a mianowicie, kim pan jest? Polak mały. opowiada pan światu, Polakom, jak wygląda życie, a nie wie pan, kim jestem? Podobne pytania padały też w innych konfiguracjach. Do pani Senyszyn - ja się zastanawiam, co pani w ogóle tutaj robi? Kandyduję, żebym miała na kogo głosować. Kim pan jest, panie Rafale? To pan ma problem z podwójną tożsamością, jak cała Polska się dowiedziała. Na koniec każdy miał minutę na apel do wyborców. Te wybory nie rozstrzygną się w pierwszej turze. Dlatego 18 maja idźcie głosować zgodnie z waszymi przekonaniami. Dość już w Polsce oglądania tego wiecznego sporu między Kargulem i Pawlakiem. Głosujcie w pierwszej turze z sercem i rozumem, a w drugiej - za patriotyzmem. To nie ja odpowiadam za tę sytuację, Chcę Polski normalnej, z dobrą polską szkołą, z której uczeń wychodzi Polakiem. Chcę Polski dobrobytu z zerowym VAT na żywność. Kochani, wiem, że chcecie prezydenta, który zapewni spokój i pokój. Słuchajcie kandydatów - nie w minutowych wypowiedziach, tylko w dłuższych. A potem oddajcie jak najbardziej świadomy głos. Byle nie na mnie. Polityka to nie ring, nie pięść, tylko otwarta ręka, wyciągnięta do ludzi, żebyśmy mieli wreszcie polityków, którzy dorosną do społeczeństwa, które już dawno nie ma kompleksów. W wyborach prezydenckich wystartuje 13 kandydatów. PKW wczoraj zarejestrowała ostatnich. Wszyscy wezmą udział w debacie, którą TVP zorganizuje 12 maja. Może nie ring, ale podczas debaty doszło do przepychanek nie tylko słownych. Nerwowo było już przed rozpoczęciem debaty i nie tylko ze względu na dynamicznie zmieniający się scenariusz. Starcia pełne były napięć, niespodziewanych zwrotów akcji i momentów, które zapadną w pamięć. Wszyscy jej uczestnicy czują się zwycięzcami. Pytanie, czy faktycznie tak jest? Rafał, Rafał! Po debacie - bez zaskoczeń. Karol, Karol! Liczba osób, które czują się jej zwycięzcami, jest równa liczbie uczestników. Zwycięzczyni tej debaty. Chyba wszyscy państwo widzieliście, tak jak zwyciężę wybory, tak zwyciężyłem debatę. Choć pierwotnie miał to być pojedynek liderów sondaży po wyzwaniu... Czekam w Końskich. ...rzuconym przez kandydata PiS. Wyzwał mnie na pojedynek, ja się na to zgodziłem, a on się bał przyjść i debatować jeden na jeden, przykre. Sztab Karola Nawrockiego domagał się, by pytania zadawali nie tylko dziennikarze trzech telewizji, ale także przedstawiciele dwóch sprzyjających PiS-owi stacji. Z tego powodu obecność Karola Nawrockiego do ostatniej chwili stała pod znakiem zapytania. Postanowiłam rzucić Rafałowi Trzaskowskiemu koło ratunkowe, bo skoro Nawrocki nie zamierzał do niego przyjść, to musiałby debatować sam ze sobą. I choć pozostali kandydaci, którzy do Końskich przyjechali bez zaproszenia, powody mieli inne... Polska zasługuje na coś więcej niż ten duopol. ...niemal wszyscy już dzięki samej obecności czują się wygrani. To ja pierwszy powiedziałem: Rafał, Karol, wbijamy do was. Za Szymonem Hołownią ruszyła Magdalena Biejat. Co zmotywowało resztę debatujących i pokrzyżowało plany kandydata z koalicyjnej partii. Koalicja rządząca nie jest aż tak krucha, żeby miała się rozpaść tylko dlatego, że wbiłam się na debatę Rafała Trzaskowskiego. Myśli pan, że już więcej taka próba pojedynków jeden na jeden się nie powtórzy? Myślę, że nie, myślę, że coś ważnego się dzisiaj stało, że takie pomysły odejdą ad acta. Choć są tacy, którzy na pojedynek mieliby ochotę. Wśród nich Szymon Hołownia - rzucił rękawicę Sławomirowi Mentzenowi. Ja go już zaprosiłem na taki pojedynek, tylko on jest tchórzem i przed tym pojedynkiem uciekł. Dzisiaj też, jak widać, uciekł przed debatą, bo boi się konfrontacji. Jeśli chodzi o Sławomira Mentzena, to tutaj sprawdza się powiedzenie "nieobecni nie mają racji". Sławomir Mentzen w mediach społecznościowych wyjaśnia, że wczoraj w Końskich go nie było, bo nie został zaproszony, ale stawi się na debatę w maju. Ta wczorajsza to nie tylko odpowiedzi na pytania, ale także emocje i próba siłowego wtargnięcia m.in. przedstawicieli telewizji sprzyjającej PiS do hali, w której odbywała się debata. Dwie wizje Polski się ze sobą zbijają, wizja krzyku i wizja spokojnej rozmowy. To Bolesławiec, gdzie także doszło do incydentu. Proszę państwa, brawo dla tego pana. Pojawił się mężczyzna, który podszedł blisko sceny. Proszę nie bić ludzi. Halo, proszę pana. W pewnym momencie wyjął gaz. On ma gaz. On ma gaz. Próbował tym gazem zaatakować wolontariuszy, sztabowców Rafała Trzaskowskiego. Myślę, że doszło do przekroczenia wszelkich granic. Dzisiejsza próba ataku gazem na Rafała Trzaskowskiego przez agresywnego mężczyznę pokazuje, że wygrana prezydenta Warszawy we wczorajszej debacie rozwścieczyła konkurencję. Agresywny mężczyzna był trzeźwy. Został zatrzymany przez policję i będzie odpowiadać za wykroczenie. A teraz test mobilizacji, czyli marsz sympatyków PiS z okazji tysiąclecia koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski oraz 500-lecia hołdu pruskiego. Politycy i zwolennicy PiS przeszli przez Warszawę, zatańczyli poloneza i bronili bliskich sobie mediów. Były kwieciste przemówienia, transparenty i próba haseł. Biało-czerwone flagi i radość uczestników z okazji tysiąclecia koronacji Polski. Serce się raduje, najszczęśliwszy dzień w roku. Dlaczego pan tu dzisiaj jest? Jestem tutaj dzisiaj, aby manifestować swój patriotyzm. Na Krakowskim Przedmieściu wśród tłumu świętujących politycy PiS-u na czele z Jarosławem Kaczyńskim i kandydatem jego partii w wyborach prezydenckich. Widzę tu bardzo wielu polityków PiS, ale nie widzę szyldu PiS. Skąd to wynika? Nie wiem zupełnie. Przyszliśmy tutaj jako posłowie. Politycy PiS próbują za wszelką cenę ukryć swoje partyjne logo, bo zaczynają się go po prostu wstydzić. Ale nie możemy pozwolić na to, że będą wykorzystywać biało-czerwoną flagę do przejęcia jako swoje partyjne logo. Politycy PiS-u robili dziś wiele, by to wydarzenie przedstawiać jako manifest patriotyzmu. Choć podczas wydarzenia atmosfera była iście kampanijna. Wiosna Polaków zdecyduje o najbliższych wyborach. Wątków partyjnych też nie zabrakło. Tuż za prezesem Kaczyńskim wielki transparent z takim przesłaniem. Przypomnijmy, Dariusz Matecki to polityk PiS-u, który usłyszał prokuratorskie zarzuty. Został aresztowany na dwa miesiące. Powód? Mataczenie. Kolega Dariusza Mateckiego na scenie. Jesteśmy tutaj, żeby odzyskać wolność dla polskich obywateli, Patryk Jaki wygłosił tu wykład historyczny nawiązujący do aktualnych wydarzeń politycznych. I tak Zachód w wystąpieniu posła PiS-u został zrównany ze Wschodem. Ze wschodniej strony chcą nam odbierać wolność fizycznie, bo fizycznie Putin mówi, że on chce iść dalej. A z zachodu mówią z kolei co? Zobaczcie państwo. Że prawo europejskie - i to popiera cała ekipa Tuska - ma być nad prawem polskim. Dziś realne zagrożenie jest po stronie Federacji Rosyjskiej. Odpowiadają politycy koalicji rządzącej. Zestawianie Brukseli z Moskwą jest nieuprawnione - słyszymy. Ubolewam bardzo mocno, że marsz, który miał być marszem patriotów, stał się marszem przeciwko UE. Na marszu PiS-u nie mogło zabraknąć też tego nazwiska. Tu na scenie. Tusk w tej chwili chce wprowadzać wzorce niemieckie. A tu w tłumie. Nie bać Tuska, nie bać Tuska! Oprócz okrzyków skierowanych w stronę premiera były też pretensje. Niedobrze, że rząd nie zorganizował żadnych godnych obchodów tej rocznicy. To nieprawda. Od wielu miesięcy wiadomo, że w Gnieźnie odbędzie się uroczyste posiedzeniu Sejmu i Senatu. Obchody będą iście królewskie. W piątek premier poinformował, że w Warszawie też zostanie zorganizowane wielkie wydarzenie plenerowe. Chrobry by się takich obchodów nie powstydził. My, Polacy, od lat mamy powody do dumy. To spot promujący uroczystości. Polska gra mecz o awans. Obchody odbędą się pod hasłem: "1000 powód do dumy - wspólne święto wszystkich Polaków". Tego koszyka nie da się zaczarować politycznymi obietnicami na przyszłość. Zakupy na Wielkanoc w tym roku będą słono kosztować. Podstawowe świąteczne produkty będą droższe średnio o około 6% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Na liście drogich artykułów są jaja, drób i masło. Tańsze są za to cukier, ziemniaki i marchew. Skromniejszy stół ma też swoje pozytywy. Ostatni weekend przed świętami i pierwsze świąteczne zakupy. Białą kiełbasę, to tradycyjnie, i to, co zwykle, jajka, żurek. Jakieś jajeczka, jakieś warzywka, owoce przede wszystkim. Z wolnego wybiegu. To coś, bez czego Polacy nie wyobrażają sobie świątecznego stołu. Jaja w ostatnich tygodniach jednak mocno drożeją. To nie przedświąteczny szał zakupów jest tego powodem. Podwyższanie cen wynika z tego, że ogólnie na rynkach światowych i na rynku europejskim jest mniej jajek, ponieważ ptasia grypa mocno przerzedziła stada w Niemczech i innych krajach UE. Najbardziej w górę poszły ceny jaj, ale też masła i drobiu. Tańsze są za to cukier, ziemniaki i marchew. Wkładając do koszyka podstawowe wielkanocne artykuły spożywcze, zapłacimy średnio o 6% więcej niż przed rokiem. To niby nie jest tak dużo w porównaniu ze wzrostem cen w 2022 roku, który sięgał prawie 24%, więc można powiedzieć, że te wzrosty są mniejsze. No ale faktycznie będzie drożej. W przypadku masła źródłem tych podwyżek cen są bardzo wysokie ceny skupy mleka. Drogie mleko i drogie kakao to z kolei drożejące wielkanocne łakocie z czekolady. Wszystko drogie. Pójdzie, jak to się mówi, 100 złotych, to nic nie kupisz. Cały czas drożeje i święta nie mają nic do tego. W przedświątecznym badaniu najwięcej osób deklaruje, że wyda 200, 300 zł na osobę. 14% Polaków zamierza przeznaczyć maksymalnie 200 zł, a 12% - góra 400. Prawie co drugi Polak przyznaje, że na święta przeznaczy mniej niż rok temu. Na pewno będą to jedne z najskromniejszych świąt w ostatnim czasie. Jeżeli spojrzymy na liczbę promocji, które sieci handlowe, supermarkety czy dyskonty przygotowują, to jest ich zdecydowanie więcej przed świętami Bożego Narodzenia niż świętami Wielkanocnymi. Wielkanocny stół zastawiony nieco skromniej może mieć też swoje plusy. Mniej jedzenia trafi do kosza. Rocznie w Polsce marnuje się go nawet 5 mln ton, głównie w okolicach świąt. Choć tu widać poprawę. Samo unikanie marnotrawstwa, którego nauczyliśmy się w ostatnich trudnych latach, spowoduje, że i tak zjemy te same smakołyki, przysmaki, które byśmy chcieli, które są dla nas ekskluzywne, świąteczne. A to, co zostanie po świętach, można oddać do jadłodzielni, by ze świątecznych przysmaków mogli skorzystać też najubożsi. A teraz szkolna przemoc w białych rękawiczkach. Wyzwiska i obrażanie, szydzenie i wyśmiewanie czy wykluczanie z grupy. Z najnowszego raportu SWPS wynika, że ponad 60% uczniów doświadcza bullyingu czyli przemocy rówieśniczej. Co czwarte dziecko jest dręczone codziennie. Czyli statystycznie w każdej klasie jest ktoś, kto tego doświadcza. Bywa, że kończy się to tragicznie. Mam 38 lat i wciąż to siedzi. Aktorka Kamila Ściborek w dzieciństwie była dręczona i wyśmiewana przez rówieśników ze względu na kolor skóry. Mam mnóstwo takich sytuacji, których nigdy nie zapomnę. Wiele lat walczyła, by uporać się z traumą. Teraz dzieli się swoją historią. Chce pokazać ofiarom hejtu, że nie są same. Gdyby nie terapia, od 8 lat 2 razy w tygodniu, podejrzewam, że bym była w innym momencie w życiu, że wciąż bym się nienawidziła. Skala przemocy rówieśniczej jest alarmująca, co dobitnie pokazuje raport SWPS dotyczący zjawiska bullyingu w szkołach ponadpodstawowych. Bullying to znaczy, że osoba jest specjalnie, permanentnie nękana przez rówieśników, poniżana, upokarzana, doświadcza przemocy fizycznej i psychicznej. Jest to oczywiście zjawisko, które bardzo nas niepokoi. W badaniu wzięło udział ponad 17 tys. uczniów z 96 szkół. 62% przyznało, że doświadcza bullyingu przynajmniej czasami. Aż 4% uczniów jest dręczonych regularnie. Z takich moich doświadczeń to głównie to były wyzwiska i takie. Teraz mamy erę Internetu, memy i przerobione obrazki. Niestety, ale jest takie prześladowanie. Jest to problem w polskich szkołach. Jak wyliczyli autorzy raportu - statystycznie w każdej klasie jest dręczony uczeń lub uczennica. Nawet jeśli prześladowanie dotyka tylko 1, 2 osób w klasie, to inni na to patrzą, inni są świadkami i w zasadzie cała grupa jest w tym procesie. Ofiary bullyingu wskazują, że rówieśnicy ich wyśmiewają, rozpuszczają plotki na ich temat, wykluczają z grupy albo ich przezywają, co pogłębia poczucie wykluczenia. Aż 24% uczniów wskazało na wysokie bądź bardzo wysokie osamotnienie. W najtragiczniejszej sytuacji może dojść do zachowań samouszkadzających albo nawet podejmowania prób samobójczych. Przemoc szkolona zostawia szerokie ślady na psychice. Dlatego SWPS pod patronatem ministra edukacji prowadzi program "Przerwij krąg przemocy", który ma dać narzędzia szybkiego i skutecznego reagowania na przemoc rówieśniczą. Do tej pory do programu zgłosiło się 250 szkół. Sercem systemu jest aplikacja dla uczniów, dzięki której mogą anonimowo zgłosić niepokojące sytuacje w klasie. Bo w takich sytuacjach kluczowa jest reakcja otoczenia, które w porę wyciągnie pomocną dłoń i uświadomi ofiarom, że nie są same. To nie jest wstyd, to jest wielka odwaga. Było spotkanie za zamkniętymi drzwiami. Jest pytanie, czego można się po nim spodziewać. Prezydent Rosji i specjalny wysłannik prezydenta USA przez 4,5 godziny dyskutowali o Ukrainie. W tym czasie Donald Trump w mediach społecznościowych napisał: "Rosja musi działać". To jego kolejne wezwanie do zakończenia wojny, którą obiecywał powstrzymać w 24 godziny od objęcia urzędu. Pluszowy miś i kwiaty, by uczcić pamięć dzieci zabitych w ostrzale Krzywego Rogu. Ostrzale podważającym, jak twierdzi Ukraina, negocjacje pokojowe, które utknęły w martwym punkcie. Mija miesiąc od odrzucenia przez Rosję amerykańskiej propozycji bezwarunkowego zawieszenia broni. Miesiąc, który całkowicie uświadomił, że Rosja jest jedyną przyczyną tej wojny. Dostrzega to także amerykański prezydent Donald Trump, sfrustrowany brakiem postępów w rozmowach. Rosja musi się ruszyć. Zbyt wielu ludzi umiera, tysiące tygodniowo, w strasznej i bezsensownej wojnie. Ten ponaglający post zamieścił w mediach społecznościowych w czasie, gdy do Moskwy poleciał Steve Witkoff, by omówić z Putinem kolejne warunki zawieszenia broni w Ukrainie. To drobiazgowa praca, nie oczekuje się przełomów. Choć spotkanie trwało ponad cztery godziny, efektów nie ma. Kreml wydał jedynie krótki komunikat: Witkoff nie napisał nic. Jednocześnie z pomysłem zakończenia wojny miał wystąpić Keith Kellogg, specjalny wysłannik prezydenta Donalda Trumpa ds. Ukrainy i Rosji. W rozmowie z dziennikiem "The Times" zasugerował, że Ukraina mogłaby zostać podzielona jak Berlin po II wojnie światowej. Brytyjskie i francuskie wojska mogłyby kontrolować zachodnią część Ukrainy w ramach "sił stabilizacyjnych", a rosyjska armia okupowane tereny na wschodzie. Na platformie X stwierdził jednak, że jego słowa zostały zmanipulowane. Przełomu nie ma także w rozmowach w sprawie umowy dotyczącej zasobów mineralnych. W piątek spotkali się urzędnicy amerykańscy i ukraińscy. Agencja Reuters określiła atmosferę rozmowy jako antagonistyczną. Amerykański prezydent mówi: "nie potrzebuję Elona do niczego innego, poza tym, że go lubię". Multimiliarder Elon Musk sponsorował kampanię Donalda Trumpa. Po wygranych wyborach został szefem Departamentu Efektywności Rządowej. Teraz jego firma wisi nad przepaścią. A on sam nie szczędzi krytyki pod adresem administracji Białego Domu za wojnę celną. Czy to początek końca duetu Trump-Musk? Posiedzenie gabinetu Donalda Trumpa. Prezydent zadowolony z siebie i swojej administracji. Mieliśmy bardzo dobre spotkanie. Nic dziwnego, bo był zasypywany pochlebstwami. Pańska wizja jest punktem zwrotnym w historii Ameryki. We wtorek, w historycznym dniu, zakończył pan wojnę przeciwko naszemu pięknemu, czystemu węglowi. Do tego grona dołączył też Elon Musk - kierujący Departamentem Efektywności Rządowej. Dzięki twojemu fantastycznemu przywództwu, temu niesamowitemu gabinetowi i bardzo utalentowanemu zespołowi DOGE, przewidujemy oszczędności w wysokości 150 mld dolarów na rok fiskalny 2026. Donald Trump choć przyznał, że Musk wykonuje fantastyczną robotę, niespodziewanie dodał... Nie potrzebuję Elona do niczego, poza tym, że go lubię. Dalej o miliarderze wypowiadał się już z sympatią. Przypomniał też, że kupił od niego Teslę. Zapłaciłem za ten samochód dużo pieniędzy. Jednak w Białym Domu coraz głośniej mówi się o tarciach między miliarderem a prezydentem. Powodem sporu mają być właśnie pieniądze, które Musk traci. Tesla pogrążona jest w kryzysie wywołanym nie tylko działaniami departamentu, którym kieruje. Takie zdjęcia nikogo nie dziwią. On nie powinien wpływać na światową gospodarkę. To właśnie w Muska najbardziej uderzyły cła nałożone przez Trumpa na większość państw świata. W ciągu tygodnia z jego firm wyparowało kilkadziesiąt miliardów dolarów. Dlatego miał próbować nakłonić prezydenta do zmiany decyzji. Otwarcie mówił też, że jest zwolennikiem wolnego handlu. Powinniśmy dążyć do zerowej stawki celnej. Tesli nie pomogło nawet tymczasowe zawieszenie ceł. Choć po tej decyzji jej akcje poszybowały w górę, to teraz znów zaliczają spadek. Głośnym echem odbił się konflikt Muska z bliskim doradcą Trumpa. On nie jest producentem - tylko monterem samochodów. Usunięcia Muska z Białego Domu domagają się też Demokraci. Powołują się na przepisy, zgodnie z którymi specjalny pracownik rządowy, którym jest Musk, może sprawować urząd nie dłużej niż 130 dni. "Zgodnie z prawem Elon Musk musi zostać usunięty do 30 maja". "Dziś wieczorem Demokraci z Izby Reprezentantów wysłali Trumpowi jasną wiadomość: Trump stwierdził, że chciałby, żeby Musk pozostał w Białym Domu, ale musi odejść, by zadbać o swoje firmy. Tesla zawiesiła właśnie sprzedaż samochodów w Chinach, na które Waszyngton nałożył 145-procentowe cła. Dziś z listy towarów nimi objętych skreślono elektronikę. Nietypowy prezent i sentymentalna podróż. Pan Roman Kroczak z Wrocławia połowę swojego zawodowego życia spędził jako motorniczy. W dniu setnych urodzin w ramach niespodzianki znów poprowadził tramwaj. Przejażdżkę jak marzenie podarowała mu córka. Nie było całkiem jak dawniej. Ale wrażenia niemal takie same. Setne urodziny w tramwaju. Za sterami - jubilat. Pasażerami - rodzina i przyjaciele. I choć przed podróżą Roman Kroczak miał wątpliwości... Nie wiem, czy potrafię go teraz uruchomić, no ale może? To tego się nie zapomina. Z jazdą tramwajem jak z jazdą na rowerze. Bardzo mi się podobało, bardzo. Zaskoczony pan był? Tak, nie spodziewałem się tego. Kto to zorganizował? Ale kto to, jak to - Magda, tak? Magda to córka pana Romana. Niespodzianka to był jej pomysł. Już od ponad tygodnia przygotowywana, i gdzieś moja córeczka usłyszała tę rozmowę i powiedziała: "to ja pójdę dziadziowi powiedzieć, się ucieszy". Mówię: "Helenko, to jest wielka tajemnica, nie można powiedzieć". Nie powiedziała. I też mogła usiąść w kabinie - z dziadkiem. A pan Roman mógł poczuć się prawie tak samo jak w 1946 roku, gdy zaczynał pracę motorniczego, choć Konstal 105, najstarszy z tramwajów eksploatowanych przez MPK, od tego, którym wtedy jeździł, sporo się różni. Tu inne były pulpity, tak korbą się kręciło, hamulec ręczny. Inaczej było też z otwieraniem drzwi. W tych starych tramwajach to nie było przycisków, tylko zatrzaskiwały się, a jeszcze w tych starszych tramwajach to nie było drzwi, tylko były półdrzwi, takie bramki. Po sentymentalnej podróży krótka lekcja obsługi zwrotnicy. Do tego kwiaty, życzenia i prezent. Panie Romanie, kawałek szyny tramwajowej. O, to mi się przyda. I odśpiewanie tego, co śpiewa się w przypadku setnych urodzin. Dwieście lat, dwieście lat... Ja już państwu dziękuję, czas na Pytanie Dnia. U Aleksandry Pawlickiej dziś europosłanka Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiuk-Pihowicz. Do zobaczenia jutro o 19.30. Spokojnego wieczoru. Dobry wieczór, Aleksandra Pawlicka, zapraszam na Pytanie Dnia. Moją gościnią jest europosłanka Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiuk-Pihowicz. Była pani w Końskich, była pani na debacie. Była pani w kuluarach. Jak w kuluarach komentowaliście to, co działo się w Końskich? Było poczucie triumfu? Przypatrywałam się debacie, reakcjom ludzi. Ta debata była testem na przywództwo, na opanowane emocje, odwagę, determinację. Ten test zdał Rafał Trzaskowski. W komentarzach nie ma jasnego wskazania na zwycięzcę. To był test na przywództwo, opanowanie i spokój. Przy wszystkich prowokacjach, agresji to Trzaskowski był w stanie skupić się na tym, co najważniejsze dla Polek i Polaków. Odpowiadać na pytania takie jak bezpieczeństwo, opieka zdrowotna, deregulacja, bezpieczeństwo dzieci. To, że były 2 debaty. Wzięło udział w debacie 8 kandydatów. To wybiło go z rytmu? Absolutnie nie. To pokazuje, że Trzaskowski jest w stanie skupić się na tym, co najważniejsze, niezależnie od okoliczności. Początkowo Nawrocki wzywał do debaty 1 na 1. Trzaskowski na to odpowiedział. Przyjął warunki. Okoliczne się zmieniły. Dostosował się do tego z szacunku do wyborców i do partnerów. Stanął do debaty z wszystkimi kontrkandydatami, którzy się zgłosili. Pan Nawrocki od początku mącił. Coś mu nie pasowało. Jednak premier Tusk nie wiem, czy jest zadowolony z debaty. Napisał, że to był festiwal gadżetów. Jednym z gadżetów była tęczowa flaga, którą Rafał Trzaskowski schował pod pulpit. Czy to był błąd? Tutaj są 2 kwestie. Jeśli chodzi o tęczową flagę, myślę, że jest to bardzo symboliczne. To pokazuje, jakim prezydentem mógłby być Nawrocki.