Ofiara nienawi¦ci - 6 lat po ¦mierci Paw¾a Adamowicza. Polityka na ambonie - jaka jest rola Ko¦cio¾a w kampanii wyborczej. Fakty, nie fejki - weryfikacja informacji to nie cenzura. "19.30", Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. 6 lat temu, właśnie 13 stycznia, podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został śmiertelnie ugodzony nożem. W rocznicę tragedii trwają uroczystości upamiętniające prezydenta. Pół godziny temu złożono kwiaty przy tablicy pamiątkowej, a uczestnicy uroczystości przeszli właśnie do Bazyliki Mariackiej, gdzie w tym momencie rozpoczyna się wielowyznaniowa modlitwa. Ta śmierć miała nas wszystkich nauczyć odpowiedzialności za słowa, które jątrząc nienawiść, mogą doprowadzić do tragedii. Czy nauczyła? Dokładnie 6 lat temu nóż mordercy rozciął serce Pawła. I to jest coś takiego, czego nigdy się nie zapomni. 13 stycznia 2019 roku w Gdańsku trwał finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, kiedy na scenę wtargnął zabójca. Stefan Wilmont kilka razy ugodził Pawła Adamowicza nożem w serce i brzuch. Lekarze przez całą noc walczyli o jego życie. przegraliśmy walkę o życie pana prezydenta. Tragedia wstrząsnęła Polską. Tłumy gdańszczan zgromadziły się wówczas na ulicy Długiej i Długim Targu. Dziś, po 6 latach, wspominają. Przeżyliśmy to bardzo mocno. Był to super człowiek. Świetny był, szkoda go, brakuje go. W Europejskim Centrum Solidarności, które było dzieckiem Pawła Adamowicza, odsłonięto tablicę pamiątkową. Strasznie nam go brakuje. Był niezwykle silnym człowiekiem, mimo całego hejtu, który się na niego wylewał. On potrafił to brać bardzo mocno na klatę. I był taką tarczą, która chroniła naszą rodzinę. A hejt lał się miesiącami. Tylko w 2018 roku w TVP kierowanej przez Jacka Kurskiego o Pawle Adamowiczu mówiono 1773 razy. To przykładowe paski i cytaty z tamtego czasu. Dziennikarze Onetu przeanalizowali treść materiałów. Na kilka tygodni przed śmiercią prezydent Gdańska był czarnym bohaterem kilkunastu wydań "Wiadomości". Młotkowanie, młotkowanie, every day, młotkowanie, młotkowanie. Ponad tysiąc materiałów, pasków - to musi robić wrażenie. Zabójca Pawła Adamowicza Stefan Wilmont rok temu został prawomocnie skazany na dożywocie. On został skazany, ale ci, którzy pchali go do tego morderstwa... Przecież Jacek Kurski jest na zapleczu kandydata PiS-u Karola Nawrockiego. PiS odbija piłeczkę. Istniała szansa, by może na kanwie tej tragicznej śmierci z pewną dozą refleksji o naszym życiu publicznym porozmawiać, ale niestety nie ma w aktualnych warunkach na to szans. W ubiegłym tygodniu zarzuty usłyszał mężczyzna, który groził Jurkowi Owsiakowi. Zeznał, że oglądał Telewizję Republika. Niestety muszę stwierdzić, że niewielu z nas nauczyło się, że hejt może zabijać. To już dzisiejszy wpis szefa WOŚP. Opamiętajcie się wszyscy ci, którzy szerzycie propagandę, kłamstwo, hejt i atakujecie osoby, dlatego że może to mieć tragiczne konsekwencje". Ostatnie słowa Pawła Adamowicza, zanim został zaatakowany w czasie finału WOŚP, były o dzieleniu się dobrem. To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. Paweł Adamowicz w tym roku skończyłby 60 lat. To jest "19.30", a dziś jeszcze... Nieobecni świadkowie. To jest absolutnie najwyższy poziom arogancji. Ci, którzy powołują się na Trybunał Konstytucyjny, nie stawiają się, ale do czasu. Atak na ratowników. Ja słyszałam tę karetkę, ale myślałam, że do kogoś chorego, a to się działy cuda. Zatrzymali 2 wskazanych mężczyzn, zostało przyjęte zawiadomienie. Mężczyźni byli nietrzeźwi. Piekło Miasta Aniołów. Nigdy sobie nawet nie wyobrażałem takich zniszczeń, poza uderzeniem bomby atomowej. Zawsze powtarzamy ludziom w Kalifornii: zróbcie plan, by mieć wystarczająco dużo czasu na ewakuację. Prezes IPN Karol Nawrocki, który już za 2 dni zamierza być na urlopie, aby oficjalnie prowadzić kampanię już jako kandydat na prezydenta, nie zaprzestaje aktywności. Nie milkną też echa jego pobytu na Jasnej Górze, gdzie uczestniczył w spotkaniu z kibicami pielgrzymującymi do sanktuarium. Powraca też pytanie o rolę Kościoła w kampanii wyborczej. Po sobotnich wydarzeniach na Jasnej Górze Rządzący i część duchownych ponawiają apel o oddzielenie tronu od ołtarza. Żaden kościół nie jest miejscem dobrym, żeby prowadzić kampanię wyborczą, i myślę, że wielu Polaków się ze mną w tej kwestii zgodzi. W tym przypadku chodzi o najważniejsze w Polsce sanktuarium maryjne, dla wielu Polaków - święte. Mnie to też osobiście dotknęło. Dla mnie jako osoby wierzącej to jest ważne miejsce, Jasna Góra, nie powinno tam dochodzić do agitacji wyborczej, nie powinno dochodzić do wykrzykiwania haseł, które mogą obrażać innego człowieka. Takich haseł: Raz sierpem, raz młotem czerwona hołotę. ...którym z uśmiechem przysłuchiwał się obywatelski kandydat na prezydenta popierany przez PiS. Takie hasła nie powinny być skandowane na Jasnej Górze. Świątynia, kościoły nie są stadionami. Karol Nawrocki widzi to inaczej. Pytany o brak reakcji na mowę nienawiści wczoraj atakował dziennikarzy. Zachciało wam się cenzurować hasła na stadionach. Dziś przekonywał, że kibicom wolno więcej. Cieszą się głęboką autonomią, nie muszą reagować na regulacje rządowe, na wybory polityczne. Dalej poszedł wiceprezes PiS, według którego to Karol Nawrocki i kibice są stroną atakowaną. Odbieram ten atak na Karola Nawrockiego i na kibiców pielgrzymujących do Częstochowy jak kolejną odsłonę ataku na środowiska, które są krytyczne wobec Donalda Tuska. To jeszcze raz - nagranie z tej pielgrzymki. Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę! Tolerować obrzydliwe krzyki kibiców w tym ważnym nawet dla niewierzących miejscu to jest jakieś pomieszanie z poplątaniem. To nie tylko ocena koalicji rządzącej, ale także ministra w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy. Tereny przykościelne nie są miejscem na takie okrzyki. Mnie osobiście jako katolikowi to się bardzo nie podoba, Kościół nie jest miejscem, gdzie się wykrzykuje, tylko gdzie się modli. Ta zasada na Jasnej Górze nie po raz pierwszy została złamana. Nie można oddać władzy tym, którzy chcą nas z tej drogi zawrócić. Alleluja i do przodu! Te słowa padły 3 miesiące przed ostatnimi wyborami do Parlamentu, na pielgrzymce Rodziny Radia Maryja. Na Jasnej Górze było wówczas wielu polityków PiS, którzy także w taki sposób... Ojcze dyrektorze, proszę przyjąć miecz. ...manifestowali dobre relacje z redemptorystą. w reakcji na takie i podobne wydarzenia zrodziła się akcja "Kościół wolny od polityki". Jak widać, fakty pokazują, że tego typu akcję trzeba powtarzać, bo niestety błędy powtarzane są i to w tym samym miejscu, czyli na Jasnej Górze. Takich rzeczy nie można robić, bo to szkodzi Kościołowi permanentnie. Episkopat do tej pory nie zajął stanowiska w sprawie sobotnich wydarzeń na Jasnej Górze. Były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernest Bejda po raz trzeci nie stawił się na posiedzeniu komisji śledczej ds. Pegasusa. Komisja przegłosowała wniosek o przymusowe doprowadzenie go na przesłuchanie. To właśnie w czasie gdy kierował CBA, doszło do zakupu systemu Pegasus. Ernest Bejda to kolejna osoba niestawiająca się przed komisją powołująca się na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. To trzeci raz, gdy Ernest Bejda zostawia puste krzesło świadka. Jednego z najważniejszych w tej komisji. Jako szef CBA decydował czy współdecydował o zakupie Pegasusa przez CBA. Były szef CBA nie stawił się przed komisją ds. Pegasusa. Powód cały czas ten sam: orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego mówiące o nielegalnym działaniu komisji. Wiemy, że to orzeczenie nie jest opublikowane, że zostało wydane przy udziale sędziego dublera, dlatego też w obiegu prawnym nie funkcjonuje. Z tego samego powodu po raz drugi na komisji nie stawił się też były zastępca Bejdy w CBA Grzegorz Ocieczek. Komisja wniosła o karę finansową - 3 tys. zł. Będzie też kolejne wezwanie. To jest absolutnie najwyższy poziom arogancji i stawiania się ponad państwem. Zdaniem polityków PiS świadkowie mogą nie stawiać się przed komisją. Nie dziwię się, że każdy kalkuluje, szuka opinii i szuka rozwiązania. jak się w tej sytuacji zachować, bo z jednej strony jest wezwanie, z drugiej strony TK stwierdził, że komisja nie istnieje. Komisja istnieje. I jak mówią jej członkowie - działa realnie. Tak jak realne są wnioski o kary finansowe dla niestawiających się świadków - czy to: Przymusowe doprowadzenie na przesłuchanie byłego szefa ABW. Bo Bejda i Ocieczek to kolejni świadkowie związani z PiS, którzy używali argumentu orzeczenia Trybunału. Piotr Pogonowski unikał komisji trzykrotnie. Wtedy sąd zgodził się, by to policja przyprowadziła go do Sejmu. Doświadczenie nam pokazuje, że ci, którzy powołują się na Trybunał Konstytucyjny, nie stawiają się, ale do czasu. Komisja liczy, że podobnie będzie także w przypadku Zbigniewa Ziobry. Jeśli sąd przychyli się do wniosku komisji, 31 stycznia były minister sprawiedliwości w rządzie PiS zostanie przymusowo doprowadzony. Każdy świadek, który ma stanąć przed komisją, przed tą komisją stanie. Ziobro wielokrotnie mówił, że sam przed komisją się nie stawi. Dlatego członkowie komisji rozpoczęli prace, by w przyszłości świadków uporczywie unikających przesłuchania było łatwiej zdyscyplinować. Żeby dać np. komisji możliwość nakładania kar bez zgłaszania wniosków do sądu, żeby sądy decydowały dopiero o przymusowym doprowadzeniu. Jeśli sąd uzna, że Ernest Bejda uporczywie unika stawiennictwa przed komisją, niewykluczone, że zostanie doprowadzony na przesłuchanie jeszcze w lutym. Tysiące ludzi na ulicach Bukaresztu. Rumuni protestują przeciwko odwołaniu II tury wyborów prezydenckich. Taką decyzję podjął Sąd Konstytucyjny, który unieważnił wybory, gdy sensacyjnie wygrał nieznany dotąd bliżej Calin Georgescu. Powtórzenie wyborów motywowano agresywnymi, hybrydowymi atakami Rosji. "Nasze prawo do głosowania zostało złamane" - mówią teraz protestujący. Tysiące ludzi na ulicach Bukaresztu. Były hasła o zamachu stanu i pogrzebaniu demokracji. Przyszliśmy tu dla przyszłości naszych dzieci. Były też portrety kontrowersyjnego kandydata na prezydenta Rumunii. Jesteśmy tu dziś, aby wesprzeć Georgescu. Calin Georgescu nie chce łatwo oddać zwycięstwa w I turze wyborów prezydenckich. W listopadowych wyborach zdobył prawie 23% poparcia - choć sondaże nie dawały mu szans na wygraną. W II turze miał zmierzyć się z liderką centroprawicowego Związku Ocalenia Rumunii. Ale do głosowania nie doszło. Protestujemy przeciwko zamachowi stanu, który miał miejsce 6 grudnia, domagamy się przeprowadzenia II tury wyborów. To właśnie wtedy, 2 dni przed rozpoczęciem głosowania, Sąd Konstytucyjny unieważnił I turę wyborów prezydenckich i nakazał powtórzenie całego procesu wyborczego. Dziś jest moment, w którym rumuńskie państwo podeptało demokrację. Bycie suwerennym oznacza szanowanie wyboru innych i powszechnego prawa wyborczego. Sąd podjął decyzję na podstawie odtajnionych raportów służb - z których wynikało, że Georgescu prowadził nieuczciwą kampanię. Wątpliwości wzbudziło m.in. jego konto na Tik Toku, które w zaskakująco szybkim tempie zyskało ogromną popularność. Zdaniem śledczych - dzięki wykorzystaniu fałszywych profili w aplikacji i botów. Wspomniano też o wpływach zewnętrznych. Wiadomo, kto działa w ten sposób - Rosja. Choć w samym raporcie o ingerencji Kremla wprost mowy nie było. To takie wypowiedzi... Władimir Putin jest przywódcą, należy do nielicznych przywódców. ...jasno wskazywały na prorosyjskie sympatie Georgescu. Jest przeciwnikiem członkostwa Rumunii w NATO i wspierania Kijowa. Czy nadal będziecie pomagać Ukrainie? Nie. To się skończy. Rumuni ponownie pójdą do urn 4 maja, II tura wyborów odbędzie się 2 tygodnie później. Rządząca koalicja zdecydowała się wystawić wspólnego kandydata, by zapobiec zwycięstwu skrajnej prawicy. Fact-checking, czyli weryfikacja faktów. Wydaje się, że w świecie coraz większej liczby fake newsów, czyli nieprawdziwych, niezweryfikowanych informacji, taki proces jest niezbędny, a portale społecznościowe powinny robić wiele, by odbiorcy otrzymywali treści sprawdzone i wiarygodne. Użytkowników na całym świecie zmroziła jednak informacja ogłoszona ostatnio przez Marka Zuckerberga. Prezes Mety mówi o zmianie podejścia do moderacji treści. O możliwych skutkach - Magdalena Karpińska. Od 1 stycznia za przekroczenie prędkości o 30 kmh zapłacimy 5000 zł - ta informacja podniosła ciśnienie niejednemu kierowcy. Niepotrzebnie - była fałszywa, jak tysiące innych fake newsów. O wielu nie byłoby wiadomo, gdyby nie walczący z kłamstwami factcheckerzy. Dziś mierzą się z hejtem. W sieci zawrzało po decyzji Marka Zuckerberga, który po kolacji z Donaldem Trumpem ogłosił chęć walki z cenzurą, czyli factcheckerami, których zwolnił z amerykańskiego Facebooka i Instagrama. "Zastąpimy ich notatkami społecznościowymi. Byli zbyt stronniczy politycznie i zniszczyli więcej zaufania, niż stworzyli". Zuckerberg zarzuca im, że godzą w wolność słowa. Nie jestem cenzorem. Dla Marcina Kosteckiego z najstarszego w Polsce zespołu factcheckerów Demagog - to absurd. Factcheckerzy stoją na straży tej wolności, czyli na straży prawdy. Decyzja Marka zuckerberga jest w 100% polityczna, próbuje się przypodobać nowemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Przeszkadzali factcheckerzy, którzy sprawdzali jego wypowiedzi i oceniali wiele z nich jako skrajnie fałszywe. Sam prezydent elekt o motywacjach właściciela Mety mówi zaskakująco szczerze. Czy sądzi pan, że jest to bezpośrednia odpowiedź na groźby, jakie pan do niego kierował w przeszłości? Prawdopodobnie. Pomysł, że miliarder może kupić coś i powiedzieć: "od tej pory nie będziemy niczego sprawdzać", jest absurdalny. Kiedy mln ludzi w sieci czytają te rzeczy i biorą je za prawdę, to jest naprawdę haniebne. Obrońcy wolności słowa czy jej wrogowie - kwestia factcheckerów podzieliła politycznie nie tylko USA, ale także UE i Polskę. "Władza dzisiaj wolnościowo-liberalna zamieniła się już w tych na wzór Korei czy Białorusi. To znaczy, jak już nie da się tego fatalnego obrazu ich władzy zablokować, to będziemy blokować informacje, które docierają do społeczeństwa". Factcheckerów chcemy wspierać finansowo. Kropka. Ta praca była często oceniana bardzo dobrze, była oceniana w taki sposób, że dawała poczucie bezpieczeństwa informacji, że ta informacja rzeczywiście jest prawdziwa. Wspierać chcą ich także nowe przepisy unijne, zwłaszcza te o usługach cyfrowych. Firmy technologiczne mają się zajmować walką z dezinformacją, która jest coraz bardziej kreatywna i groźna. Częścią rosyjskich operacji jest wykorzystywanie factcheckerów i zastępowanie ich przez sztuczną inteligencję, i wtedy masz wrażenie, że oglądasz prawdziwe wideo z BBC, TVP czy Bloomberga, a to są fejkowe wideo wykreowane przez Rosjan. Także w TVP dziennikarze walczą z fake newsami w specjalnym programie "Sprawdzamy" na antenę TVP Info. "Sprawdzamy" - to, co najbardziej wszystkich denerwuje. To jest ta olbrzymia ilość bzdur, które są w internecie. Osoby publiczne przekazują tę nieprawdę dalej, a tak naprawdę zagraża to wszystko wolności słowa. "Decyzja Zuckerberga, która grozi cofnięciem prawie dekady postępu w promowaniu wiarygodnych informacji w sieci" - pisze międzynarodowa organizacja International Fact-Checking Network. "Facebook" niektórzy już przemianowali na "Fakebook". Choć przyjechali pomagać, to sami musieli wzywać pomoc. Zespół ratownictwa medycznego został wezwany, gdy w Żółwinie na Mazowszu doszło do awantury podczas prywatnej imprezy. Kiedy ratownicy pojawili się na miejscu, sami zostali zaatakowani. Ofiarą agresji stał się też patrol policji. Powiemy o konsekwencjach ataku na funkcjonariuszy publicznych. Przyjechali, by udzielić pomocy, a później sami jej potrzebowali. W nocy z soboty na niedzielę w Żółwinie na Mazowszu na imprezę wezwano karetkę do pobitego mężczyzny, ale później uczestnicy urodzinowej zabawy zaatakowali wezwanych ratowników medycznych. Ja słyszałam tą karetkę, bo niedaleko mieszkam, w nocy przecież, ale myślałam, że do kogoś chorego, a to się działy cuda pod nosem. Nienormalna, jak oni się już tamci goście, jak się droczyli, to się droczyli, ale po co szturmem? Do incydentu doszło przed drugą w nocy. Kiedy ratownicy rozpoczęli udzielać pomocy poszkodowanemu, podszedł do nich agresywny mężczyzna i zaczął utrudniać pracę. Zdecydowanie poprosili go, żeby odszedł, bo przeszkadza im, rozprasza ich, a to może wpłynąć na jakość ich pracy. Ale na tym nie poprzestał. Mężczyzna wrócił z grupą osób i zaczął atakować ratowników. Podjuszonych pijanych mężczyzn, którzy otoczyli karetkę i zaczęli szturchać tych ratowników medycznych, wszystko działo się w obecności kobiet, które w żaden sposób nie reagowały. Na miejsce zostali skierowani również strażacy z OSP w Żółwinie. Do zdarzenia doszło na terenie znajdującej się w ich budynku sali widowiskowej. W chwili naszego przybycia koło karetki było lekkie zgromadzenie kilkunastu osób, nie dwudziestu kilku rosłych, tak jak było to przekazywane w innych mediach, tylko kilka osób, w tym większość to były kobiety. Na miejsce przyjechali też policjanci. Zatrzymali dwóch wskazanych mężczyzn. Zostało przyjęte zawiadomienie od jednego z ratowników o popełnieniu przestępstwa. Drugi z ratowników został również przesłuchany w charakterze świadka. Zatrzymani mężczyźni byli nietrzeźwi. To nie pierwszy atak na osoby niosące pomoc. Do podobnych sytuacji dochodziło już w Bydgoszczy czy w Warszawie, gdzie ratowników medycznych pobił pijany mężczyzna. Żadna instytucja nie prowadzi statystyk, jak wiele jest tych ataków agresji. Bezsprzecznie z każdym kolejnym rokiem jest tych sytuacji coraz więcej. Żeby chronić zespoły ratownicze zmieniono prawo. Według przepisów, ratownicy medyczni podczas wykonywania swoich obowiązków służbowych są funkcjonariuszami publicznymi. Za zaatakowanie ich grożą wyższe kary. Dwaj agresorzy z Żółwina usłyszeli dziś zarzuty. Dotyczą one naruszenia nietykalności cielesnej dwóch ratowników medycznych. Grozi za to kara pozbawienia wolności do lat 3 albo kara grzywny albo ograniczenia wolności. Nic więc dziwnego, że dla ratowników medycznych takie kursy samoobrony są na porządku dziennym. Po weekendowych śnieżycach okazało się, że w większości miejsc w kraju zima tym razem nie zaskoczyła kierowców. W wielu miejscach śnieg zamienił się w deszcz, często marznący. Według prognoz czekają nas jeszcze wyjątkowo mroźne noce, gdy temperatura będzie spadać nawet do -15 stopni. Ale na razie znów będzie ciepło. A pogoda przypomina ruletkę, choć zima nie tylko w Polsce potrafi być piękna. To tylko jedno oblicze zimy - to piękne. Mieszkańcy North Woodstock w amerykańskim stanie New Hampshire dzięki niskim temperaturom mogą podziwiać artystyczne instalacje, które robią wrażenie. To bardzo romantyczne miejsce. Wchodząc do takiego lodowego zamku przenosisz się do innego wymiaru, miejsca jakiego większość gości nigdy nie widziała. Ale w północnej Grecji z powodu obfitych opadów śniegu zamknięto szkoły. We włoskim Salerno służby uratowały osiem osób, w tym dziecko, uwięzionych w schronisku. W pułapce znaleźli się również mieszkańcy Wyspy Chrząszczewskiej w Zachodniopomorskiem. Z powodu cofki utknęło tam 200 osób. O poranku część skorzystała z pomocy straży pożarnej, która transportowała mieszkańców Kamienia Pomorskiego do szkół czy pracy. Takie osiedle, co to się budowało, to wszystko nie ma jak przejechać. Kto ma jeszcze takie te duże, te terenowe, to jeszcze przejedzie. Całe szczęście, że nie ma podstopień gospodarstw domowych. To takie nieszczęście w szczęściu. Najtrudniejsza sytuacja panuje na wschodzie województwa pomorskiego, a także w Zachodniopomorskiem. Intensywne opady śniegu spowodowały uszkodzenia sieci i awarie. Rano bez prądu było blisko 30 tys. odbiorców. Do tego sztormy, które nie wszyscy traktują poważnie. Pomimo umieszczonych tablic, że w czasie sztormu, oblodzenia, zalodzenia, zapiaszczenia jest zakaz wchodzenia na falochron, osoby się niestety do tego nie stosują. Nie lepiej było na południu kraju. W Małopolsce tylko w weekend strażacy interweniowali ponad 50 razy. Przy gruncie temperatura nocą może spadać chociażby do -5 stopni, co skutkuje tym, że mamy szklankę na drodze. dlatego musimy dbać o własne bezpieczeństwo, jechać ostrożnie, powoli. To ważne, ale co ciekawe, kolejne dni upłyną pod znakiem ocieplenia i roztopów. Do Polski wkroczy ciepły front atmosferyczny, więc będziemy się spodziewać opadów śniegu szybko przechodzących w opady deszczu ze śniegiem, marznącego deszczu i deszczu. Nie zima, a chwilowy epizod zimowy - tak komentują synoptycy sytuację z ostatnich dni. Ciepło ma być szczególnie w drugiej połowie tygodnia. Już niemal tydzień Los Angeles walczy z tragicznymi pożarami. Ogień zrównał z ziemią tysiące domów, setki tysięcy mieszkańców musiało się ewakuować. Rośnie liczba ofiar. Pozostały zniszczenia, jakich Kalifornia nie pamięta. Według władz pożary to najgorsza klęska żywiołowa, jaka nawiedziła dotąd USA. To drużyna Chucka Harta sprząta teraz po pożarach. Głównie usuwają konary drzew z drogi, by służby mogły dojechać na miejsce katastrofy. Rodzina Harta mieszka w Pacific Palisades od trzech pokoleń. Nigdy sobie nawet nie wyobrażałem takich zniszczeń, poza uderzeniem bomby atomowej. Jeździliście tu, to widzieliście. Pokazuje nam swoje zdjęcie po pierwszych ośmiu godzinach walki z pożarem, kiedy tak wyglądał widok za jego oknem. Zobaczyłem, że wszystko tam jest w ogniu. I pomyślałem, że mamy poważny problem w tym momencie! To był pożar, który przeskakiwał z jednego miejsca na drugie. W nocy wiał tak silny wiatr, że wszystko wyglądało jak pokaz fajerwerków. Jakby były odpalane kolejne race. Każde drzewo się paliło. To było naprawdę szalone! Jednak ani przez chwilę nie pomyślał o ewakuacji. Każde miejsce traktuje tu jak własny dom. Jeśli wszyscy by uciekli, to wszystko by się tutaj spaliło. W takiej sytuacji musisz być przygotowany, musisz znaleźć węże, musisz zdobyć kilka pił łańcuchowych. I musisz tam wejść, by po prostu zrobić tę robotę. I dokładnie to zrobiliśmy! Odbudowa Pacific Palisades jego zdaniem potrwa 5-7 lat. To zabija nadzieję wśród wielu ewakuowanych, którzy jak Ellen śpią w okolicznych hotelach lub centrach pomocy. Szczerzę mówiąc to już nie wierzę w to, że w moim życiu zobaczę jeszcze miejsce, które będzie mogli nazwać zrewitalizowanym Pacific Palisades. Katastrofa wciąż trwa. W regionie kilka pożarów jest nadal aktywnych. Porywisty wiatr, który momentami wiał 160 km/h, w ciągu 4 dni błyskawicznie rozniósł ogień na wzgórzach Los Angeles. Nad miasto nadciąga kolejna wichura, dlatego władze nie odwołują alarmów i nie pozwalają ewakuowanym wracać do ocalałych domów. Zawsze powtarzamy ludziom w Kalifornii: zróbcie plan, by mieć wystarczająco dużo czasu na ewakuację. By pozostawić drogi przejezdne dla wozów strażackich. Tragedia zostaje coraz bardziej upolityczniona. Donald Trump atakuje lokalne władze za brak kompetencji. Gubernator Kalifornii zaprasza go na miejsce katastrofy. Aktor Mel Gibson, który stracił dom w Malibu, w prawicowej telewizji złośliwie proponuje gubernatorowi, by zamiast żelu na włosy zajął się dostarczaniem wody do hydrantów. Popyt przewyższył podaż. Żaden miejski system wodny nie jest zaprojektowany na wypadek dwóch lub trzech pożarów domów w tym samym czasie. 16 osób jest wciąż zaginionych. Ludzie szukają także swoich zwierząt. Nie wszyscy mają tak wiele szczęścia jak Oreo, którego właściciel znalazł po 5 dniach. I na koniec jeszcze jedna informacja. Sobotnie wydanie "19.30" w TVP1, TVP Info i TVP Polonia oglądało prawie 1,9 mln widzów. Dziękujemy, że wciąż są Państwo z nami. Już za chwilę "Pytanie Dnia", Justyna Dobrosz-Oracz i jej gość Radosław Nielek, dyrektor instytutu badawczego Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej. Dobranoc i do zobaczenia.