Węgierski przyczółek - Zbigniew Ziobro z Budapesztu atakuje rząd. Zamieszanie u koalicjanta - kłopoty z wyborem szefa Polski 2050. Grenlandia 51. stanem? Kolejne pomysły z Waszyngtonu. Zaczynamy "19.30". Zbigniew Ziobro niespecjalnie pamięta, kiedy złożył ten wniosek, ale rozpatrzono go pozytywnie i Budapeszt będzie przez jakiś czas jego domem. Schowany za polityczny azyl zapowiada walkę z reżimem i mówi, że nigdzie tchórzliwie nie uciekał, ale raczej heroicznie został. Dokładnie jak ci, których stan wojenny uwięził za granicą. Daniel Chaliński jest w Budapeszcie i podąża tropami eksministra. Jak trudno na te tropy trafić? Szczególnie trudno jest, jeśli były minister nie chce z nami rozmawiać. Co Zbigniew Ziobro będzie robił w Budapeszcie? Plany ma ambitne. Będzie dużo pracować. Nie zrzeknie się mandatu posła, stworzy swój internetowy kanał. Mają być regularne spotkania z dziennikarzami. W formie zdalnej prawdopodobnie. Budapeszt. Miasto, w którym żyje prawie dwa miliony ludzi. Od niedawna swoje miejsce na Ziemi ma tu także Zbigniew Ziobro. Ten od czasu przyznania azylu nie pojawia się już publicznie, a jeśli już, to przez internetowe łącze. "Działanie kryminalne w stosunku do mnie wymierzone zostało mi za granicą, więc ja nie wróciłem, tak jak wielu nie wróciło w czasie stanu wojennego". Nie po raz pierwszy PiS wyciąga takie najcięższe działa, już porównywali księdza O. do Popiełuszki. Naprawdę to jest niegodne, haniebne, ohydne i pokazuje, że tam standardy moralne szorują po dnie. PiS ze Zbigniewem Ziobro ma znowu problem. Najpierw komentarze... No to oczywiście nas topi. ...że przez jego ucieczkę partia traci w sondażach, a słowa o stanie wojennym dla kolegów z klubu są nie do zaakceptowania. Mój dziadek był internowany w stanie wojennym, porównywanie tego, co się teraz dzieje, co bez wątpienia jest naganne, do tego, co działo się w stanie wojennym, jest nieproporcjonalne. Zbigniew Ziobro za granicą przebywa od końca października. Czy ja bym Rzeczpospolitą nawet w obliczu łamania polskiego systemu praworządności przez obecnie rządzących opuścił? Nie opuściłbym. Tyle prezydent, ale zdaniem Jarosława Kaczyńskiego aresztowanie oznaczałoby "przedwczesną śmierć Ziobry". To już jest działanie, które być może może być nawet zakwalifikowane jako zabójstwo, i to zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Czyli PiS wraca do swojej znanej już narracji. Mimo zapowiedzi Zbigniewa Ziobro, który dziś mówił, co planuje i jak ciężko chce pracować na uchodźstwie. To, że on pojechał do reżimu, który kolaboruje ze zbrodniarzem, z Putinem, i on na Polskę pluje teraz, że u nas jest dyktatura. Wiktor Orban azyl politykowi i jego żonie Patrycji Koteckiej przyznał w grudniu - chwilę przed świętami. It's not surprising. Węgierscy eksperci, którzy taki ruch przewidywali, wskazują na jedną, ale w tym przypadku kluczową, kwestię. Według rankingu praworządności Węgry zajmują 79. miejsce. Polska 32. Co ciekawe, informacje o azylu Zbigniewa Ziobry, jak zaznaczają rządzący, nie zostały dotąd potwierdzone w żadnym oficjalnym trybie międzynarodowym. Sam polityk decyzji azylowej na piśmie nie posiada. Może jest w rękach mojego kolegi, któremu powierzyłem te formalne kwestie. Ale mimo to postawa strony węgierskiej zdaniem ministra Żurka jest nieakceptowalna. "Niezwykle przykro patrzeć na ucieczkę byłego ministra rządu RP pod parasol wiernego sojusznika Putina, podczas gdy na osiedla w Ukrainie spada kolejny grad bomb i rakiet". Na wpis ministra sprawiedliwości odpowiedział szef węgierskiego MSZ-tu. "To szaleństwo, że polski minister sprawiedliwości poucza nas o demokracji, wolności mediów i praworządności". Ale zupełnie inne zdanie ma także węgierska opozycja. Krytykujemy decyzję Orbana z perspektywy praworządności, którą chcemy na Węgrzech przywrócić. Nie chcemy udzielać azylu żadnym przestępcom, skądkolwiek by pochodzili. Dotyczy to także Polski. Wybory parlamentarne na Węgrzech 12 kwietnia. Opozycyjna partia TISA nieznacznie prowadzi w sondażach. To może oznaczać, że azyl Zbigniewa Ziobry ma swój termin ważności. 164 podmioty miały z naruszeniem prawa wydać 118 mld zł i jest w tych sprawach ponad 200 zawiadomień do prokuratury. Krajowa Administracja Skarbowa robi remanent po rządach prawicy i dolicza się takich kwot. Pieniądze znaczące w budżecie dużego państwa miały być wyprowadzane zgodnie z prostym założeniem: są przepisy, ale je ominiemy, bo nikt tego nie sprawdzi. Dariusz Matecki przed sądem. Poseł PiS zeznawał dziś w procesie byłych dyrektorów Lasów Państwowych. Według prokuratury mieli mu załatwić fikcyjny etat. Nie mam nic do ukrycia w sprawie zatrudnienia w Lasach Państwowych. To są dziesiątki, setki działań, które podejmowałem. Audyt wykazał co innego. Matecki miał zarobić niemal pół miliona złotych, a śladów jego pracy praktycznie nie znaleziono. Znaleziono za to inne wydatki Lasów Państwowych z czasów rządu PiS budzące wątpliwości. Skala nieprawidłowości to kilkadziesiąt milionów złotych. Co i tak jest wierzchołkiem góry lodowej. Duża, gigantyczna sprawa. Przyznaje szef Krajowej Administracji Skarbowej. KAS przeprowadziła audyt w przeszło 160 instytucjach. Kontrole wykazały, że za poprzedniej władzy nieprawidłowo wydano nawet 118 mld zł. To są wszelkiego rodzaju nieprawidłowości najpierw związane z rozdysponowaniem tych środków pieniężnych z pominięciem wszelkich racjonalnych zasad gospodarowania środkami publicznymi. Czy się za tym kryje złodziejstwo, czy brak umiejętności, czy niefrasobliwość - to będzie oceniać prokuratura. Śledczy przyglądają się choćby milionom dla ojca Tadeusza Rydzyka. Ministerstwo Obrony Narodowej sfinansowało program w jego telewizji, jego fundacja dostawała dotacje z Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Kultury. Ta ostatnia to ponad 200 mln zł na budowę Muzeum Pamięć i Tożsamość w Toruniu. Oczywiście to nie jest żadne przestępstwo. Mówi prezes PiS. Politycy jego partii podważają wiarygodność Krajowej Administracji Skarbowej. Została sprowadzona do roli politycznego cyngla, który realizuje zamówienia pana premiera Donalda Tuska i jego współpracowników. To są ludzie, którzy na kontroli zęby zjedli. To są profesjonaliści, to są ludzie, którzy bronią pieniądz publiczny. Ten za czasów PiS szerokim strumieniem płynął też do innych zaprzyjaźnionych fundacji i stowarzyszeń. Kilkadziesiąt milionów z Funduszu Sprawiedliwości dostała Fundacja Profeto na budowę tego ośrodka ze studiami nagrań. Wybrane organizacje dostawały dotacje z resortu edukacji na remonty nieruchomości w ramach tzw. programu Willa+. Politycy i polityczki wyciągali pieniądze publiczne, robiąc sobie z nich skarbonkę. Ludzie już nie kupują tej bajki, że gdzieś te pieniądze były kradzione, minęły 2 lata i teraz ponownie próbuje się uruchamiać tę narrację. Takiej arogancji, takiego zuchwalstwa politycznego, jakie reprezentowali ludzie PiS-u, nie było i chyba nigdy już w Polsce nie będzie. Do prokuratury łącznie skierowano 200 zawiadomień. Krajowa Administracja Skarbowa zapowiada kolejne. To jest "19.30". W naszym programie dziś jeszcze: Znęcali się nad zwierzętami. 9 psów w skrajnym zaniedbaniu. Jeżeli były na spacerach, to bardzo dawno temu. Usłyszeli zarzuty, Znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad 14 psami rasy mieszanej. Są z Polsce dzieci, które takiej zimy jeszcze nie widziały i cieszą się jak dzieci, ale są też dorośli, którzy już śnieg i lód widzieli i też bawią się jak dzieci. Konsekwencje są różne, od kłopotliwych po dramatyczne, a może być gorzej, bo idzie odwilż. I tu się kończy zabawa na lodzie, a zaczyna walka z czasem. Na Wiśle i Odrze do akcji weszły lodołamacze, by nie powstały zatory grożące wylaniem. Ten film z Wodzisławia Śląskiego krąży w sieci. Efektem jego publikacji była wielogodzinna interwencja służb. Nurkowie zeszli pod wodę, żeby przeczesać dno w poszukiwaniu wraku. I potwierdzeniu, że nie ma tam żadnych osób. Jeździli tutaj po lodzie i w pewnym momencie siadło przednie koło. Gościu, co jechał, wyskoczył. I od nagrzanego silnika lód zaczął topnieć. Lekkomyślność to mało powiedziane. Tym bardziej że w ostatnich dniach podobnych sytuacji jest coraz więcej. Gmina Tczew, jazda po zamarzniętym jeziorze. Finał: dwóch kierowców w lodowatej wodzie. Na szczęście obaj zostali uratowani. Zatoka Pucka, akcja ratunkowa i ewakuacja mężczyzny z tafli lodu 500 metrów od brzegu. Tymczasem kilka godzin wcześniej w tym samym miejscu... Tu jak jest woda po kolana. To jest bezpiecznie. Nic bardziej mylnego. Zamarznięty zbiornik wodny nigdy nie jest gwarancją bezpieczeństwa, nawet jeśli lód wydaje się gruby i stabilny. Do akcji na Wiśle i Odrze ruszyły także lodołamacze. W związku z prognozowanym ociepleniem mają umożliwić swobodny spływ kry, co ma zapobiec lokalnym podtopieniom i powodziom. Ona służy temu, żeby ten długo zalegający lód nie spowodował w przyszłości w trakcie roztopów podtopień i nagłych wezbrań wody. Przed nami ocieplenie, choć nie wszędzie. Na północnym wschodzie lokalnie nawet -18. Tam, gdzie temperatura będzie poniżej zera, będziemy mieć do czynienia z marznącymi opadami deszczu powodującymi gołoledź, czyli z bardzo niebezpieczną sytuacją. Dlatego uważać trzeba nawet na zwykłej drodze. Można tutaj sobie nóżkę skręcić albo coś. Powoli jedziemy, ostrożnie, patrzymy na drogę, a nie w telefony. Ale zima ma również piękne oblicze. Wręcz artystyczne. To Noteć w okolicach Drezdenka. Śryż zaobserwowano również na Warcie i Odrze. Taka mozaika jest jednym z pierwszych etapów zamarzania rzeki, gdy temperatura wody spada delikatnie poniżej zera. Na nowe rozdanie w Polsce 2050 partia i wyborcy będą musieli poczekać. Wybory nowego lidera się odbyły, ale trzeba je było unieważnić, bo w proces elekcji wkradły się techniczne błędy. A może być ciekawie, bo sam Szymon Hołownia wraca z wewnętrznej emigracji i nie wyklucza startu w powtórce. Stawka się nie zmienia, bo chodzi o jedność i nowy początek. Z początkiem może się udać, z jednością - nie wiadomo. - Nie podjąłem jeszcze tej decyzji. - Czyli rozważa pan? Nie podjąłem jeszcze tej decyzji. Tak Szymon Hołownia odpowiada na pytanie o to, czy wejdzie do gry i będzie walczyć o pozostanie szefem Polski 2050. Choć powinno być już zawodach... W poniedziałek wszystko będzie jasne. ...to piłka wciąż jest w grze. Wczorajsze głosowanie zostało unieważnione, bo system informatyczny padł. To jest zaskoczenie dla nas, tym bardziej że pierwsza tura wyborów bezkonfliktowo się odbyła. Obie odbywały się za pośrednictwem platformy Interankiety. Polska 2050 użyła jednego z najtańszych rozwiązań, czyli jak informuje firma, partia samodzielnie założyła konto, opłaciła i przeprowadziła głosowanie. To, jak słyszymy w Sejmie, pierwszy błąd. Wykorzystano rozwiązanie, które można by wykorzystać do tego, żeby zagłosować na weekendowym spotkaniu sąsiedzkim czy będzie kurczak, czy wołowina. Te wybory wydają się być gorzej cyfrowo zabezpieczone niż wybory na przewodniczącego samorządu studenckiego u mnie na roku. Pojawia mi się głosowanie start. To kolejny grzech, choć w przypadku Ryszarda Petru nie był on ciężki. Ten został popełniony m.in. przez tego działacza Polski 2050. To z wykształcenia informatyk, którzy wrzucił do sieci nagranie z głosowania wraz z linkiem, otwierając na oścież drzwi hakerom. Jeśli ten link przedostanie się gdzieś dalej, to istnieje ryzyko, że ktoś inny, kto teoretycznie nie powinien mieć dostępu do głosowania, odda taki głos, jeżeli nie zostanie ustawiona konfiguracja, że nie można zagłosować wielokrotnie, być może ktoś z tego samego linku zagłosuje wielokrotnie. Tak było w tym przypadku. O 21.00 system padł, bo liczba głosujących wyniosła 20 tys., a uprawnionych do głosowania było zaledwie 800. To jest sytuacja nie do obrony. Polska 2050 chce, by wyjaśnieniem sprawy zajęła się ABW. W piątek - decyzja, co dalej. Jest Rada Krajowa, online. Ale tu pojawia się jeszcze jedno pytanie. Może zostało to unieważnione, bo ktoś, kto miał wygrać, przegrał. To naprawdę nie wróży nic dobrego. To wyniki pierwszej tury, którą wygrała popierana przez Szymona Hołownię Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Ale troje kandydatów, którzy do drugiej tury nie przeszli, poparli Paulinę Hennig-Kloskę. Oddane na nich głosy dawałyby jej większość. Dynamika jest w kierunku Pauliny Hennig-Kloski i wszystko wskazuje, że wygrałaby te wczorajsze wybory. Wejście do gry nowego zawodnika może to zmienić. To partia musi chcieć, nie ja. Mówi dziś Szymon Hołownia, ale jednocześnie deklaruje, że w piątek będzie proponował unieważnienie także pierwszej tury wyborów. Jeżeli był problem z drugą turą, to chociaż pierwsza tura została skwitowana, ale była robiona na tym samym narzędziu, to zawsze się może znaleźć ktoś, kto będzie twierdził, że może w pierwszej turze coś było nie tak. Ale ponowne rozpisanie wyborów może tylko pogłębić podziały w partii. Ja dziś nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy zaczynać od nowa. Czas nagli. Kadencja obecnych władz partii wygasa za tydzień. Od środy Polska 2050 może być partią bez szefa. Tuż po zabójstwie krzyczał, że mści się na PO, ale dla prawicy prezydent Gdańska był przypadkową ofiarą szaleńca. Dopiero sąd, wydając prawomocny wyrok, wskazał na oczywiście polityczne tło zbrodni. 7 lat temu podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy od ciosów nożem zginął Paweł Adamowicz. Zabójca odsiaduje dożywocie, a śledztwo wykazało, że jego nienawiść nie wzięła się znikąd. 7. raz gdańskie karyliony wybiły na cześć pamięci Pawła Adamowicza. 7 lat temu w finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku brał udział ówczesny prezydent miasta. Chwilę po tych słowach... Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. ...Adamowicz otrzymał nożem trzy ciosy. Zabił go ten mężczyzna, skazany później na dożywocie. O tej tragedii mieszkańcy nigdy nie zapomną. Spotykaliśmy go codziennie, jak chodził z Żaka do prezydium. Szkoda go nam, ale co zrobić. To nienawiść doprowadziła do tego, że Adamowicz nie żyje. W szkole imienia Pawła Adamowicza jego bliscy prosili młodych Gdańszczan o kierowanie się wartościami patrona placówki. Szacunek, tolerancja, poznanie drugiego człowieka, rozmowa, wymiana poglądów mimo różnic politycznych, to jest kanon. Bardzo często ulegamy dezinformacji, ulegamy mowie nienawiści. Nie bądźcie obojętni, bo to od was zależy. Słowa o mowie nienawiści nie padły tu przypadkiem. Paweł Adamowicz długo przed śmiercią stał się obiektem szczucia ze strony m.in. tuby propagandowej rządu PiS, telewizji rządzonej przez Jacka Kurskiego. Panie prezydencie, dlaczego brał pan pieniądze od przestępców? Takie gonitwy nie były rzadkością, głównie w wykonaniu tego pracownika, który zniknął z anteny telewizji Kurskiego dopiero po wyroku skazującym. Ale w zupełnie innej sprawie. To szczucie dobrze pamięta Krzysztof Brejza, który sam był obiektem ataków ze strony mediów sprzyjających PiS. Pamiętam, jak niszczony był Paweł Adamowicz, pamiętam, jak funkcjonariusz telewizji Kurskiego biegał za nim, insynuując, kłamiąc, że był on zamieszany w aferę Amber Gold. Prezydent Adamowicz doświadczył tego, czym to się może skończyć, w sposób absolutnie graniczny. Związku przyczynowo-skutkowego w tej sprawie nie widzi ten poseł PiS, choć sam hejt krytykuje. Że ma to związek z jakimś tam językiem nienawiści, to wydaje mi się, że może to być troszeczkę naciągane. Przypomnijmy, sam morderca wykrzykiwał ze sceny hasła polityczne. Jak słyszymy w Sejmie, przez 7 lat w debacie publicznej niewiele się zmieniło. Część hejterów zmieniła miejsce zatrudnienia, ale styl działania pozostał ten sam. Cały czas mamy polityków i polityczki, którzy mowę nienawiści traktują jako element debaty publicznej. Cały czas mamy media, które mową nienawiści się posługują. Jak mówi ekspert, z hejtem musimy walczyć wszyscy, bo narastający - ma ten sam mechanizm i działa na każdego. Od hejtu się zaczyna i później dużo łatwiej jest na tym, co wytworzy w naszych umysłach hejt, przejść do tego, co jest realną przemocą fizyczną. Internet, media, polityka - uczestnicy debaty publicznej muszą poddać jej język refleksji. By taka tragedia była ostatnią. Dostanę Grenlandię tak czy inaczej - zapowiada prezydent Trump, powtarzając argumenty o bezpieczeństwie narodowym. Tłumaczy Ameryce i światu, że albo Grenlandię przejmą Amerykanie, albo Chińczycy i Rosjanie. Jego republikańscy doradcy rozumieją taką filozofię, Grenlandczycy stanowczo nie, a europejscy sojusznicy pytają, co będzie z NATO, jeśli jeszcze będzie. O narzędziach nowej dyplomacji z Nuuk na Grenlandii Artur Kieruzal. Nie ma zgody na sprzedaż wyspy ani uczynienie z niej stanu USA. W Kopenhadze politycy przypominają, że na mocy porozumienia z czasów Zimnej Wojny USA już dziś mają niemal nieograniczony wojskowy dostęp do Grenlandii. Waszyngton może zwiększać liczbę żołnierzy w swoich bazach w przypadku np. zagrożenia ze strony Rosji. Dla Trumpa to jest argument strategiczny. Grenlandia leży na potencjalnej trasie rakiet z Rosji i Chin. Stawką są zasoby ukryte pod lodem. I surowce, których znaczenie rośnie wraz z topnieniem Arktyki. Dania odrzuca zmiany statusu wyspy, ale deklaruje możliwość szerszej współpracy. Grenlandczycy są zaniepokojeni wizją USA. Tutaj w Nuuk nikt nie chce, by nad ich domami i urzędami powiewała amerykańska flaga. Opozycja na ulicach, ale reżim ajatollahów się nie cofa. W Teheranie setki ofiar policyjnych pacyfikacji, bo władza strzela, by zabić, a nie przestraszyć. Działają szybkie trybunały, a dla wrogów Boga kara jest tylko jedna. Ameryka wchodzi do gry, na razie nie militarnie, i uderza wysokimi cłami we wszystkich, którzy handlują z Iranem, najbardziej uderzy to w Chiny, więc bliskowschodni tygiel może się rozlać na Dalekim Wschodzie. Już nie setki, a tysiące ofiar. Głównie młodzi ludzie, często nastolatkowie, jak relacjonują lekarze, trafieni ostrą amunicją bezpośrednio w głowę lub w serce. To jedno z nielicznych nagrań ujawniających brutalność irańskich sił bezpieczeństwa. Strzelały, nie by ranić, ale zabić. Władze prawdę o krwawej pacyfikacji protestów próbowały ukryć. Od wczoraj reżim wkracza też do domów mieszkańców Teheranu i zdejmuje anteny satelitarne z dachów. To jedyny łącznik Irańczyków ze światem, bo internet jest odcięty. Otrzymujemy doniesienia, że nawet linie telefoniczne nie działają. Ci, którym po wielu dniach udało się dodzwonić do krewnych za granicą, mówią o wszechobecnej śmierci. Represje protestów jednak nie powstrzymały. Na ulicach wciąż słychać hasła przeciwko reżimowi ajatollahów. Płoną budynki rządowe, a nawet meczety. Donald Trump, który w ostatnich dniach publicznie groził, że zaatakuje Iran, jeśli władze będą zabijać protestujących, na razie karze go cłami. Te mogą uderzyć w Chiny, największego odbiorcę irańskiej ropy. Każdy kraj prowadzący interesy z Islamską Republiką Iranu będzie płacił cło w wysokości 25% od wszystkich transakcji handlowych zawieranych z USA ze skutkiem natychmiastowym. W kolejnym wpisie wezwał Irańczyków do dalszych antyrządowych protestów i przejmowania instytucji. Zapowiedział też, że im pomoże. Prezydent Trump jest bardzo dobry w tym, że zawsze ma wszystkie możliwe opcje na stole, a naloty byłyby jedną z wielu możliwości, które rozważa naczelny dowódca. Rzeczniczka potwierdziła, że przedstawiciele reżimu kontaktowali się z amerykańską administracją, by podjąć rozmowy. Ich treści jednak nie zdradziła. Teheran oficjalnie oskarża USA i Izrael o rozniecanie protestów. I sypie pogróżkami. Nie dążymy do wojny, ale jesteśmy na nią w pełni przygotowani, w rzeczywistości nawet bardziej niż przed poprzednią wojną. Na dowód siły reżim na ulice wyprowadza swoich zwolenników. Pojmanych przeciwników w niespotykanym tempie sądzi i skazuje. Jeden z demonstrantów jutro ma zostać stracony. Ta psia makabra wzięła się ponoć z ludzkiej miłości, ale trudno to będzie udowodnić. W mieszkaniu dwóch mężczyzn we Wrocławiu policja zabezpieczyła 9 skrajnie zaniedbanych psów, a w Poznaniu ujęła właścicieli. Zwierzęta przeżyły, ale nie wszystkie, bo zwłoki kilku psów znaleziono w szafie. Za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem "hodowcom" grozi 5 lat więzienia. Tak Mario wygląda dziś, wesoły i chętny do kontaktu z ludźmi, bardzo, bardzo sympatyczny, jest taki dobroduszny. A w takiej formie był 10 dni temu, wycieńczony i przestraszony. Pracownicy schroniska znaleźli go podczas interwencji razem z 8 innymi psami w jednym z wrocławskich mieszkań. Właściciele zapadli się pod ziemię. Ci mężczyźni celowo wyjechali z miasta po tym, jak 3 stycznia policjanci interweniowali w mieszkaniu, w którym odkryliśmy makabryczne widoki. Wpadli w Poznaniu. 49-letni Andrzej W. i 10 lat młodszy Marcin B. usłyszeli prokuratorskie zarzuty. Takiego przypadku ja w swojej karierze nie widziałam. Kilka zwierząt tej gehenny nie przeżyło. 5 psów zmarło, z tym że 2 psy zmarły na skutek obrażeń doznanych w wyniku użycia narzędzia typu siekiera. Udało się uratować 9 z 14 psów, nad którymi mężczyźni znęcali się ostatnie 2 lata. We wrocławskim schronisku dochodzą już do zdrowia. Była to dla nas sprawa trudna do przepracowania emocjonalnie, jest nam bardzo przykro, że nie zdążyliśmy pomóc wszystkim. Być może udałoby się to, gdyby sygnał do obrońców praw zwierząt trafił wcześniej. Warto reagować, bo coraz więcej podobnych spraw kończy się w sądach. I to zasługa nas wszystkich. Tego okrucieństwa niestety zawsze było tyle samo, natomiast zmieniły się nasze postawy społeczne, reagujemy, zgłaszamy, nie boimy się zeznawać. Ta zmiana już następuje, ale ciągle jest wiele do zrobienia. Dlatego organizacje zajmujące się prawami zwierząt apelują, by większy nacisk położyć też na naukę od najmłodszych lat. Edukacja humanitarna powinna odbywać się na każdym etapie edukacji, dzieci już od przedszkola powinny wiedzieć, czym jest znęcanie się nad zwierzętami, jak tego unikać, i uczyć empatii. Tu empatii zabrakło. Zatrzymani mężczyźni mogą trafić do więzienia na 5 lat. To miała być mądra inicjatywa ekologów i gest przyzwoitego przedsiębiorcy, a powstała sądowa epopeja na krawędzi skargi kasacyjnej z 2 mln potencjalnej kary. Obyło się bez skazujących wyroków, rujnujących grzywien, sprawa jest prawomocnie zamknięta. Jak zużyte opony z pożytecznego odpadu stały się ekologicznym zagrożeniem, a gest dobrej woli prawie przestępstwem? Czekali na ten moment 8 lat. Naczelny Sąd Administracyjny w składzie tu obecnym oddala skargę kasacyjną. Ten wyrok oznacza, że Sławomir Jakubowski, przedsiębiorca z Suwałk, nie będzie musiał płacić niemal 2 mln zł za gest dobrej woli. Jesteśmy chudzi, ale teraz jesteśmy jeszcze lżejsi, z tego powodu że jesteśmy szczęśliwi, że to wszystko za nami. W 2018 roku do zakładu wulkanizacyjnego Sławomira Jakubowskiego zgłosił się przedstawiciel lokalnej fundacji z prośbą o przekazanie niepotrzebnych, zużytych opon. Miały one, w ramach proekologicznego projektu budowy ogrodu, wzmocnić brzegi stawu zniszczone przez bobry. Pamiętam, jak mówił jeszcze: "Zobaczysz, będziemy sławni w związku z tym, że możemy pomóc, przekazać te opony dalej i dać im drugie życie. Ale fundacja nie miała pozwolenia na składowanie odpadów, więc urzędnicy nałożyli karę na fundację i przedsiębiorcę. Ten mandat zapłacił, a opony zostały zutylizowane. Tymczasem Urząd Marszałkowski naliczył mu jeszcze tzw. opłatę podwyższoną. Bo przecież opony znalazły się w nieodpowiednim miejscu i tam leżały przez 2 lata. Obowiązkiem marszałka jest wyliczenie opłaty podwyższonej za okres, w którym one były składowane bez zezwolenia. Z odsetkami to prawie 2 miliony. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który przyznał panu Sławomirowi rację, ale urzędnicy odwołali się i dopiero dzisiaj Naczelny Sąd Administracyjny zakończył koszmar rodziny Jakubowskich. Urząd Marszałkowski powinien ponownie przeanalizować tę sprawę, kierując się orzeczeniami sądów, które wytknęły poprzednie błędy. Wyrok jest prawomocny, więc to tylko formalność. Na duchu i przy życiu trzymali mnie i trzymają wnuczki. Dwóch wnuczków. Oni byli dla mnie nadzieją, że mamy dla kogo żyć i musimy żyć dla nich. Ale czy ta rodzina musiała przez to wszystko przejść? Za chwilę "Pytanie dnia". Dorota Wysocka-Schnepf i Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości. Ja dziękuję za uwagę, dobrego wieczoru.