Ostatnia prosta. Kandydaci w terenie walczą o głosy wyborców. Stół negocjacyjny. Kto przy nim zasiądzie, by rozmawiać o pokoju w Ukrainie? W łonie matki. Operacje prenatalne specjalnością polskich chirurgów. Dobry wieczór. Marek Czyż. "19.30". W sondażach co prawda zmieniają się procenty, ale kolejność bez zmian, Rafał Trzaskowski na czele stawki. Bezpieczeństwo to ciągle najsilniejszy akcent, a teraz kandydat PO dodaje uczciwość i bezinteresowność, a to się dobrze montuje z kłopotami głównego konkurenta. Dobrze się z tego klei przekaz do wyborców, ale muszą jeszcze zagłosować. Przed ostatnią prostą jeszcze jeden zakręt - frekwencja. Słowa, które w kampanii Rafała Trzaskowskiego padają najczęściej, to bezpieczeństwo, łączenie Polaków, a także uczciwość. Ale teraz, kiedy do ciszy wyborczej zostały już tylko godziny, ważne jest jeszcze jedno słowo: mobilizacja. Cała Polska naprzód! To właśnie dlatego na ostatniej kampanijnej prostej prezydent Warszawy wsiadł do autokaru. Brzeg, Nową Sól, Międzyrzecz, a także Kraków, w którym był wczoraj, łączy jedno. We wszystkich tych miastach Rafał Trzaskowski 5 lat temu wygrał z Andrzejem Dudą. To także teraz ma dać energię. Zachęcamy i będziemy zachęcać do ostatnich godzin, do ostatnich sekund kampanii wyborczej, aby wziąć sprawy w swoje ręce, aby pójść zagłosować, aby o tym, kto będzie prezydentem Polski, nie decydował Macierewicz z Kaczyńskim. W Brzegu w woj. lubuskim Rafał Trzaskowski przybijał piątki z mieszkańcami i przypomniał jedno ze swoich najważniejszych założeń. Ja staram się patrzeć na to, co nas łączy. I to jest najważniejsze, bo niepotrzebny nam jest nieustający konflikt i awantura. Na placu Zamkowym w Brzegu te słowa dla wielu mają znaczenie symboliczne. Szacunek każdemu człowiekowi się należy bez względu na poglądy, wyznanie. Bo to właśnie tu pięć lat temu ówczesny konkurent Rafała Trzaskowskiego powiedział to: To nie są ludzie. To jest ideologia. Pod adresem społeczności LGBT. To był taki niesmak. To nie powinno mieć miejsca takie coś. To jest miejsce, które chcemy odczarować po tamtej kampanii, słowach prezydenta, które dzieliły polskie społeczeństwo, które wykluczały część naszych obywateli. O potrzebie budowania wspólnoty Rafał Trzaskowski mówi na niemal każdym spotkaniu - to Kraków. Jestem w stanie do każdego wyciągnąć otwartą rękę i zapytać: "Co możemy zrobić razem?". I to jest dzisiaj najważniejsze. Wśród słuchających pan Andrzej, który wraz z żoną przyjechał z podkrakowskiej Skawiny. Polska jest pęknięta. Okropnie. Mój brat - nie dogadam się z nim, nie przekonam go. W rodzinie siedzimy razem przy jednym stole. To aż brzydko mówić, ale co zrobić? I tego właśnie większość uczestników wieców ma już dość. Wiem, to będzie trudne zadanie, ale jeżeli teraz tego nie zrobimy, to będziemy podzieleni i nic w tym kraju nie będzie się dało zrobić. Podczas trwającej blisko pół roku kampanii Rafał Trzaskowski mówił o 5-punktowym pakcie dla bezpieczeństwa, patriotyzmie gospodarczym, wyrównywaniu szans i prawach kobiet. Teraz... Najważniejsza jest uczciwość, ludzka przyzwoitość i bezinteresowność. On i jego polityczne zaplecze podkreślają, że są cechy, bez których nie można być dobrym prezydentem. Sami możecie państwo porównać kandydatów, który z nich jest uczciwy, który jest odpowiedzialny. Łatwo ustawić się w roli recenzenta, ale to ja biorę się za odpowiedzialność, za rządzenie. Gdy pytamy przychodzących na wiece, co ich przekonuje, odpowiadają podobnie. Jest przyzwoitym człowiekiem i będzie dobrym prezydentem. Jest świetnym dyplomatą, mówi w wielu językach. Wie, co się dzieje na świecie. I zdecydowanie jest to jego plus, a nie minus, jak niektórzy uważają. O tym samym przekonuje Małgorzata Trzaskowska, która też ruszyła w Polskę. I w taki sposób wspiera męża. Ja wybrałam Rafała prawie 30 lat temu i jestem szczęśliwa. Wiem, że jest uczciwy, odpowiedzialny. Jest dobrym ojcem i autorytetem dla naszych dzieci. Czas kampanii ma być wykorzystany do ostatniej minuty. Ameryka wycofuje ograniczenia w eksporcie komponentów stosowanych w sztucznej inteligencji. Decyzja obejmuje także Polskę. I tu szybka reakcja Karola Nawrockiego, który sugeruje, że to efekt jego nacisków na administrację Trumpa. Zdążył nawet podziękować Donaldowi Trumpowi za przywrócenie bilateralnego zaufania. Kto jest kowalem polskiego losu, a kto tylko podstawia nogę do podkucia? Karol Nawrocki w terenie. Jego kampania równolegle toczy się na Nowogrodzkiej. Jarosław Kaczyński wbrew takim stanowczym zapewnieniom ministra obrony narodowej... Nie ma nikt intencji wysyłania wojsk na Ukrainę. ...sugeruje coś wprost odwrotnego. My mamy brać udział, i to taki bardzo poważny: wysłanie wojsk, nawet jeżeli one nie będą w bliskim kontakcie z wojskami rosyjskimi. To kłamstwo obliczone na korzyść kampanii Karola Nawrockiego - odpowiada szef MON-u. Będą głosić wszelkie możliwe kłamstwa, aby podzielić tylko swój interes polityczny, a nie zadbać o interes Polski. Kaczyński twierdzi, że ewentualna prezydentura Karola Nawrockiego może uchronić przed wysłaniem polskich wojsk na Ukrainę, choć nikt tego nie planuje. Prezes PiS-u na tej samej konferencji chwalił też swojego kandydata za to, że ten podczas wizyty w Białym Domu rzekomo miał wpływ na zniesienie restrykcji na chipy AI. Wszystko wskazuje na to, że ten wpływ był bardzo daleko idący. Sądzę, że rozstrzygający. Nawrocki nie zna się na chipach. Zna się na kawalerkach. Politycy w Sejmie kpią. Minister cyfryzacji zdumiony. Karol Nawrocki w tej kampanii wiele razy kłamał, narrację zmieniał, a później nie chciał się przyznać do błędów. Był w Stanach, nic nie załatwił. Dzisiaj powinien pochwalić rząd. Chipy AI są kluczowe dla trenowania zaawansowanych modeli i realizacji unijnych strategii. USA ogłosiły we wtorek, że znoszą ograniczenia eksportu chipów AI do większości krajów, w tym Polski, o co zabiegał m.in. polski rząd. Udało się to załatwić. Wiele tygodni miesięcy negocjacji. Ale Karol Nawrocki w Internecie ogłasza to jako swój sukces. O czym mówią też politycy PiS-u. Dr Karol Nawrocki wyręczył rząd, pojechał do Ameryki i ponegocjował. - Naprawdę? - Tak. I takie zapewnienia mogą dziwić, bo w proces negocjacji zaangażowany był też prezydent Duda, o czym tak mówił już w lutym. Rozmawiałem z sekretarzem handlu USA Howardem Lutnickiem, który zobowiązał się, że ta sprawa zostanie załatwiona. Mówiłem też o tym prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Myślę, że możemy się spodziewać zmiany tej decyzji wkrótce. To wkrótce nastąpiło. O planach zniesienia restrykcji poinformowała Agencja Reutera jeszcze przed wizytą Karola Nawrockiego w Białym Domu. Tą wizytą, podczas której Karol Nawrocki, jak twierdzi, miał słyszeć dużo krytyki pod adresem polski i obecnego rządu. Ale nie sprecyzował, z czyich ust rzekomo miała paść. Ciąg dalszy tej historii jest już na piśmie. Grupa republikańskich kongresmenów pyta UE o działania rządu Tuska, sugerując możliwe naruszenia demokracji. Bardzo się cieszę, że taki list został wysłany do Komisji Europejskiej, ponieważ będziemy mieli możliwość się ustosunkować do spraw w tym liście poruszonych. List republikanów stoi w sprzeczności z oświadczeniem sekretarza stanu USA z 3 maja, który podkreślił, że relacje z Polską nigdy nie były lepsze, i chwalił wspólne wartości jak wolność i demokracja. Ten wtorkowy wiec to też miał być sukces Karola Nawrockiego. w Zabrzu kandydata PiS-u wsparł prawicowy polityk George Simion, który wygrał pierwszą turę wyborów w Rumunii. Rosja się cieszy. Nawrocki i jego prorosyjski rumuński odpowiednik George Simion na jednej scenie 5 dni przed wyborami prezydenckimi w Polsce i Rumunii. Wszystko jasne. George Simion utrzymuje regularne kontakty z PiS. Kandydatom do wyborczej ciszy wiele już nie zostało, ale kampanijny urobek ciągle do powiększenia, więc wiece, spotkania, hasła i argumenty nadal w użyciu. Od służby zdrowia po czyste środowisko, od braw uznania po gwizdy krytyki. Cały czas z przekonaniem, że wyborcy ciągle przed ostateczną decyzją i każda godzina się liczy. Środa w wyborczym kalendarzu to znak, że kandydaci mają ostatnie 3 dni na przekonanie do siebie wyborców. Niektórzy zaczęli od rana. Najbardziej aktywna była Magdalena Biejat, która odwiedziła Wielkopolskę. Będę na panią głosowała. Trudnych pytań też nie zabrakło. Np. od przedsiębiorcy o składkę zdrowotną. Magdalena Biejat głosowała przeciw jej obniżeniu. Była też w tej sprawie u prezydenta, który zawetował ustawę. Proszę mnie przekonać do tego, że mam z radością płacić kolejny podatek. Składkę zdrowotną powinniśmy zlikwidować i zastąpić ją systemem, w którym wszyscy płacimy podatek zdrowotny, który jest proporcjonalny do naszych dochodów. W ostatnich sondażach poparcie dla Magdaleny Biejat oscyluje wokół 6%. Inny z lewicowych kandydatów Adrian Zandberg w obu sondażach ma niemal identyczny wynik - ok. 5,5%. Kandydat partii Razem dzień spędził na Śląsku, odwiedził Częstochowę. Trzeba wprowadzić profesjonalny nadzór nad spółkami komunalnymi. I uciąć to "koryciarstwo", i na poziomie spółek Skarbu Państwa i na poziomie spółek komunalnych. Oczyścić politykę. Na finiszu kampanii wciąż wybrzmiewa echo tego spięcia podczas debaty prezydenckiej w TVP. Zagłosowaliście za budżetem ochrony zdrowia, w którym brakuje 20 mld zł. W sprawie ochrony zdrowia, w przeciwieństwie do ciebie, nie poddajemy się na starcie. Naprawdę są ważniejsze rzeczy niż stołek marszałka Sejmu dla Włodzimierza Czarzastego. I to są sprawy ludzi. Tak. I ja te rzeczy załatwiam, a ty - nie. O sprawę pytani byli sami zainteresowani. Adrian Zandberg mógł wykorzystać to pytanie, żeby docisnąć jeszcze jakichś prawicowych kandydatów. Żadne obietnice, że ktoś dostanie fotel marszałka Sejmu, nie są warte krzywdy tysięcy ludzi. Ochrona zdrowia to jeden z elementów stałych przemówień kandydata Konfederacji, który był w Kujawsko-Pomorskiem. Sondaże dają mu około 12% poparcia i 3. miejsce na podium. Nic nie robią, bo oni chcą tylko mówić. Z ochroną zdrowia jest coraz gorzej. Wielkopolska gościła też innego kandydata - Trzeciej Drogi. Szymon Hołownia w Pobiedziskach, w towarzystwie ministry klimatu, wziął udział w ustanowieniu rezerwatu leśnego. Jesteśmy w stanie tak chronić przyrodę, tak zarządzać lasami, żebyśmy nie musieli nikogo pozbawiać pracy ani perspektyw. Na 3 dni przed ciszą wyborczą marszałek Sejmu ma od 7% do ponad 8,5% poparcia. Pytany o sondaże, przytacza inny, z którego wynika, że nawet 1/4 Polaków rozważa zmianę kandydata, na którego odda głos. 8 mln Polaków, czyli 40% wyborców mówi, że na wybory nie pójdzie. Tutaj się wszystko jeszcze może zdarzyć. Będzie tak, jak mówiłem. Te wybory rozstrzygną się w ostatniej chwili. Państwowy Instytut Badawczy NASK poinformował o możliwej ingerencji w proces wyborczy. Na platformie Facebook zidentyfikowano konta reklamowe z możliwym finansowaniem z zagranicy. Miały wspierać i dyskredytować kandydatów. Jak poinformowała NASK, właściciel serwisu zablokował już reklamy. Policja uruchomiła procedurę Child Alert w związku z zaginięciem 11-letniej Patrycji. Nastolatka zaginęła 13 maja, kiedy to po wizycie u dziadków nie powróciła do domu. Ostatni raz była widziana wczoraj około 12.30 w miejscowości Dziewkowice. Policjanci apelują o kontakt każdego, kto ma jakiekolwiek informacje na temat miejsca pobytu dziewczynki. "19.30" trwa, a przed nami jeszcze... Jazda z głową w kasku. Jest wola, żeby wystąpić z petycją, żeby uczynić kaski obowiązkiem. Może zmniejszyć ilość ciężkich urazów o 69%. "Gaja" w finale. Nigdy Polska takiego występu nie miała. Wszyscy są pełni dumy, radości. Widzieli tę determinację Justyny Steczkowskiej. Ankara zaprasza Rosję i Ukrainę do stołu negocjacji, ale na razie nie wiadomo, kto ma tam usiąść. Putin zaproponował rozmowy o wojnie i pokoju, więc Zełenski do Turcji się wybiera, ale rozmawiać chce z Putinem, a ten na razie nie potwierdza osobistego udziału w rozmowach. Do mediacji gotów jest amerykański sekretarz stanu Marco Rubio, a prezydent Trump spodziewa się "całkiem niezłych rezultatów". Na co się zanosi? Putin milczy i kluczy. Już trzecią dobę. Choć do przybycia do Turcji i rozmów z Wołodymyrem Zełenskim wzywa go pół świata. Nie wiem, czy Putin się pojawi. Wiem, że chciałby, żebym ja tam był. Nie wiem, czy będzie, jeśli ja nie przyjadę. To od Putina zależy, czy przyjmie tę ofertę negocjacji. Za bezpośrednimi negocjacjami Rosji z Ukrainą opowiadają się też Chiny i Brazylia. We wspólnym oświadczeniu wskazały, że to jedyny sposób zakończenia konfliktu. Spróbuję porozmawiać z Putinem. Nic mnie nie kosztuje powiedzenie: "Hej, towarzyszu Putin, jedź do Stambułu i negocjuj, do diaska". To Putin ponad 3 lata po rozpoczęciu pełnej inwazji niespodziewanie w niedzielę zaproponował Ukrainie bezpośrednie rozmowy w sprawie zakończenia wojny. Zełenski propozycję przyjął, ale negocjacje chce prowadzić jedynie twarzą w twarz z rosyjskim dyktatorem. Putin decyduje o wszystkim w Rosji. Tylko on decyduje o sprawach wojny. To jest jego wojna, więc negocjacje muszą być prowadzone z nim. Oprócz Zełenskiego do Stambułu udają się amerykański sekretarz stanu oraz specjalni wysłannicy Donalda Trumpa. Z Rosji najprawdopodobniej będą szef MSZ i doradca Putina ds. polityki zagranicznej. Ale nie rosyjski prezydent. Czy może pan podać skład delegacji? Jaki jest grafik prezydenta na jutro? Prezydent ma zaplanowane robocze spotkania. - W Rosji? - Ma robocze spotkania. Mimo gróźb kolejnych sankcji Kreml zignorował europejskie wezwanie do ogłoszenia 30-dniowego rozejmu. I nadal zajadle atakuje. Jeśli Putin nie przyjedzie, to będzie to ostateczny dowód, że nie jest gotów do zakończenia wojny. Dziś państwa unijne uzgodniły 17. pakiet sankcji. Ma uderzyć w rosyjską flotę cieni i firmy zaangażowane w omijanie restrykcji. Ale to ma być dopiero początek. Jeśli Rosja nie zgodzi się na zawieszenie broni, nie podejmie prawdziwych negocjacji, to prezydent Trump będzie miał już wszelkie podstawy do zmiany polityki na taką, która będzie wywierała nacisk na agresora, W amerykańskim senacie na głosowanie czeka pakiet sankcji wobec Rosji. Republikański senator Lindsey Graham określił je jako miażdżące. Moskwa prowadzi z Europą hybrydową wojnę i przybywa na to dowodów. Niemieckie służby zatrzymały trzech Ukraińców, których podejrzewają o szpiegostwo i planowanie aktów terroru. Niemcy mają dowody na związki tych ludzi z rosyjskimi służbami. Podejrzani mężczyźni zostali zatrzymani w Kolonii, Konstancji nad Jeziorem Bodeńskim i w Szwajcarii. Według Prokuratury Federalnej byli gotowi na dokonanie podpaleń w transporcie towarów w Niemczech i spowodowanie eksplozji ładunku wybuchowego, jak już wszystko na to wskazuje - na zlecenie Rosji. Mieli planować także wysłanie paczek z materiałami wybuchowymi lub zapalającymi z Niemiec do odbiorców w Ukrainie. Nie wiemy, czy miały tam eksplodować, czy może miały eksplodować podczas lotu lub w pociągu. Przeprowadzono nawet próby z dwiema paczkami, które nie zawierały żadnych ładunków wybuchowych. Według medialnych doniesień Ukraińcy mieli zostać wykorzystani przez Rosję jako tzw. agenci niskiego szczebla. Dwóch zatrzymanych jest już w areszcie śledczym. Trzeci ma zostać postawiony przed sądem w Karlsruhe po przekazaniu ze Szwajcarii. Ze względu na szczególne znaczenie sprawy Niemieckie organy bezpieczeństwa, m.in. Federalna Służba Wywiadowcza, w ostatnich miesiącach wielokrotnie ostrzegały przed rosyjskim szpiegostwem i sabotażem. Te najnowsze zatrzymania przypominają wydarzenia z lata ubiegłego roku. Wtedy w magazynach jednej z firm logistycznych w Lipsku pojawiły się paczki z ładunkami wybuchowymi, które się zapaliły. Powołując się na kręgi śledczych, podano później, że podejrzewa się, iż za przesyłkami mogą stać rosyjskie służby specjalne. Z miesiąca na miesiąc jest ich więcej. Tak dużo, że w porównaniu z zeszłym rokiem to całkiem inna skala. Od stycznia pożarów lasów było 4 razy więcej niż rok temu. Lasy płonął w całej Polsce, choć na zachód od Wisły zagrożenie jest większe. Leśnicy mają apel o ostrożność, bo natura nie jest po ich stronie. Suszę widać wszędzie, a gdyby nawet spadł deszcz, to musiałby padać bardzo długo, a na to się nie zanosi. Z góry na pierwszy rzut oka niebezpieczeństwa pożarowego nie widać, ale wystarczy postawić stopę w lesie, żeby zobaczyć i usłyszeć, że susza dotarła też tutaj. Ściółka sucha jak papier. To niestety duże niebezpieczeństwo pożaru. Jest coraz gorzej, jest coraz bardziej sucho. Niestety tych pożarów wybucha coraz więcej. Liczby za pierwszy kwartał tego roku pokazują to bardzo wyraźnie. Do końca kwietnia w lasach wybuchło blisko 2000 pożarów, czyli trzykrotnie więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Przeraża skala, natomiast większość tych pożarów to są pożary małopowierzchniowe. To nie są tak duże pożary, jak znamy z Hiszpanii czy Grecji. Bo dość szybko udaje się je zlokalizować. W takich punktach jak ten dyspozytor analizuje obraz z kamer pozwalających zerknąć nawet 30 km dalej. Wszystko, co do nas spłynie, czy od straży pożarnej, czy z tego systemu ja wypatrzę, czy ktoś nawet zadzwoni na telefon, to moja rola, żeby te wszystkie informacje zebrać i sprawdzić to w terenie. Bo tu liczy się czas reakcji. Ostatni pożar z Biebrzańskiego Parku Narodowego pokazał, jak trudno walczy się z takim żywiołem. Ryzyko pożarowe, jak widać na modelu stworzonym przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, jest w dużej części kraju wysokie. Najbliższe deszczowe dni odrobinę sytuację poprawią. Długoterminowa prognoza mówi, że problem szybko wróci. Miesiące czerwiec, lipiec, sierpień będą w całej Polsce prognozowane powyżej normy termicznej. A to oznacza, że prawdopodobnie nie do każdego lasu będzie można latem wejść. W miesiącach letnich - czerwiec, druga połowa czerwca, lipiec, sierpień - to może być problem. My dzisiaj nie wiemy, będziemy obserwować, jak sytuacja się rozwija. I tu leśnicy apelują, żeby zakazy wziąć na poważnie. Zapalenie papierosa i pstryknięcie niedopałka w taki suchy las może spowodować pożar. Taki jak w Biebrzańskim Parku Narodowym. Zmagało się z nim prawie 500 strażaków, także ochotników. Niektórzy stracili swój sprzęt. Straż pożarna na swoją modernizację otrzyma dodatkowe pieniądze, podobnie jak policja, straż graniczna służba ochrony państwa. Jak zapowiedział to dziś premier, w sumie to będzie 13 mld zł. Pole operacyjne wielkości znaczka pocztowego, wiek pacjenta: między 21. a 25. tygodniem życia płodowego. Operacje w łonie matki u pacjentów z rozszczepieniem kręgosłupa są przeprowadzane w Klinice Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Bytomiu, a Polska należy do światowej czołówki w operacjach w łonie matki. Maciek ma 14 lat. Kiedy jego mama była w ciąży, dowiedziała się, że dziecko ma rozszczep kręgosłupa, groziła mu niepełnosprawność. Lekarz skierował ją na mało jeszcze wtedy znaną operację prenatalną. Nie wahała się, bo liczył się czas. Im szybciej dziecko będzie zoperowane, tym wada i uszkodzenia będą mniejsze. Operacja polega na dostaniu się do kręgosłupa płodu poprzez powłoki brzuszne ciężarnej matki. Odbywa się to endoskopowo lub techniką cesarskiego cięcia. Operacja nie zawsze całkowicie leczy, ale zmniejsza komplikacje po urodzeniu dziecka. Te dzieci są operowane jeszcze przed urodzeniem, zanim ta wada dokona po urodzeniu zniszczeń takich, że mają wodogłowie, wymagają wielokrotnych operacji. One dają szanse na normalne życie. Klinika w Bytomiu zaczęła jako pierwsza w Europie robić takie operacje 20 lat temu przez prof. Anitę Olejek, a prof. Janusz Bohosiewicz był pierwszym, który zoperował kręgosłup u płodu. Dziś, jak patrzę na te pierwsze operacje, to się trochę wstydzę. Dziś już to robi się inaczej. Od kilkunastu lat robią to w Polsce także inne ośrodki. Pełen zakres operacji w łonie matki przeprowadza klinika w szpitalu MSWiA. Transfuzje dopłodowe to już bardzo powszechny zabieg. Wszystko to, co można zrobić na świecie, w naszych ośrodkach też jest robione. W operacjach serca u płodów specjalizuje się prof. Marzena Dębska od 15 lat. To nagrania sprzed lat, ale technika operacji nie zmieniła się. W tym wszystkim chodzi o to, żeby nie dopuścić do takiego uszkodzenia serca, że ono nie będzie potem normalnie pracować. Maciek po prenatalnej operacji kręgosłupa ma od urodzenia intensywną rehabilitację. Jest aktywnym młodym człowiekiem, który uprawia sporty. Należę do klubu tenisa stołowego w Sosnowcu. Trenuję dwa razy w tygodniu. Dla jego mamy decyzja o operacji w czasie ciąży była najlepsza. Nawet kiedy mamy gorsze chwile i myślimy, że nie możemy tego udźwignąć - warto. Hulajnoga - niegroźna zabawka, coś znacznie mniej niż rower. Ale gdy jej dodać elektryczny silnik, zmienia się wszystko i robi się niebezpiecznie. Lekarze z Grudziądza długo walczyli o życie 17-latki, która uległa wypadkowi. Przegrali, bo obrażenia były zbyt rozległe, a jak mówią, mogłoby być inaczej, gdyby dziecko miało na głowie kask. Żądają zmian w prawie, bo w statystykach takich tragedii jest więcej. Ta historia wstrząsnęła szpitalem w Grudziądzu. Lekarze długo walczyli o życie 17-latki rannej w wypadku na hulajnodze elektrycznej. Jechała z 2 lata młodszym bratem - za szybko i bez kasku. Tylko chłopca udało się uratować. Medycy chcą, by ta historia stała się impulsem do zmian w prawie. Gdyby te dzieci miały kaski, możliwe, że skończyłoby się na dużo łagodniejszych obrażeniach, niezagrażających życiu. Jest wola naszych lekarzy, żeby wystąpić z petycją do Ministerstwa Zdrowia i Infrastruktury, żeby uczynić kaski obowiązkiem. To nagranie pokazuje dobitnie różnicę między upadkiem w kasku i bez niego. Kask może zmniejszyć ilość ciężkich urazów o 69%, a śmiertelność - o ponad 40%. Taki kask chroni głowę przed urazami. Jednak by spełniał swoją funkcję, musi być odpowiednio dobrany. Takie najbardziej zaawansowane o największym stopniu ochrony są szczękowe, chronią całą twarz. W takich kaskach jesteśmy prawie 100% bezpieczni w przypadku jakiejś kolizji. Dr Łukasz Jabłoński podkreśla, że na SOR Warszawskiego Szpitala Dziecięcego codziennie trafia nawet kilkanaścioro pacjentów po wypadkach na elektrycznych hulajnogach i rowerach. Urazy dotyczą całego ciała, ale te czaszkowo-mózgowe są najbardziej krytyczne i często nieodwracalne. To są złamania z przemieszczeniem, czasem złamania otwarte, które wymagają zazwyczaj w pierwszej, drugiej dobie operacji. Ale są to też poważne urazy twarzoczaszki, które czasem kończą się hospitalizacją w oddziale intensywnej terapii. Wzrost wypadków z udziałem hulajnóg widać też w policyjnych statystykach. W ubiegłym roku było ich 372, ponad 100 więcej niż rok wcześniej. A główną przyczyną jest nadmierna prędkość. Poruszając się taką hulajnogą, możemy jechać maksymalnie do 20 km/h, a gdy wjeżdżamy na chodnik, powinna być ta prędkość zbliżona do prędkości pieszego. W praktyce użytkownicy jeżdżą nawet dwu-, trzykrotnie szybciej. Wysoko postawiony środek ciężkości, małe koła sprzyjają temu, żeby doszło do utraty panowania nad pojazdem. Stąd coraz częstsze apele o zaostrzenie przepisów. Aktualnie jazda w kasku na hulajnodze nie jest obowiązkowa, tylko zalecana, ale resort infrastruktury nie wyklucza zmian. Zaczynamy analizować, czy pod kątem praktyki użytkowania, czy nie warto wprowadzić tego przepisu. Nowe przepisy w pierwszej kolejności dotyczyłyby osób niepełnoletnich. Jeszcze w tym tygodniu medycy z Grudziądza mają złożyć w tej sprawie petycję. Hołd dla ziemi ubrany w muzyczne widowisko, wyśpiewany pewnym głosem, czysto, mimo inscenizacyjnych zawiłości. Bazylea zachwycona występem Justyny Steczkowskiej, otwiera szeroko wrota finału imprezy. Pani Justyna z Eurowizją zna się nie od dziś i właśnie pokazuje, że to znajomość coraz bardziej zażyła. Finał w sobotę. Zażyłość coraz większa, i to taka, gdzie to świat zabiega o Justynę. W sieci występ naszej reprezentantki ma najwięcej odsłon i pozytywnych opinii. Pojawia się wiele głosów, że w sobotę możemy nawet wygrać. Co robi takie wrażenie na fanach z zagranicy? Przede wszystkim to, że ten występ jest światowy, że nigdy Polska takiego występu nie miała, że wszyscy są pełni dumy, radości, widzieli determinację Justyny Steczkowskiej, żeby każda ta sekunda była dokładnie tak pokazana, jak ona sobie to wymyśliła, jak przygotowała razem z ekipą. Widać świetną komunikację w całym zespole, całej telewizji, w teamie Justyny Steczkowskiej i tancerzy. Mamy chyba ten pakiet, który jest nam potrzebny do wygrania Eurowizji. Są nawet komentarze nawiązujące do sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. Fani żartobliwie komentują, że Polska wystawiła do konkursu czarodziejkę Yennefer z Vengerbergu, żeby zapewnić sobie zwycięstwo. Niech ten urok naszej magicznej Gai trwa i będzie wystarczająco silny, by przyciągnąć przyszłoroczną Eurowizje do Polski. Prof. Joanna Senyszyn, kandydatka w wyborach prezydenckich, u Doroty Wysockiej-Schnepf w "Pytaniu dnia".