Repolonizacja gospodarki. Premier zapowiada przełomową decyzję. Fortuna za doradztwo. Kto zarobił miliony na fuzji Lotosu z Orlenem? Problemy z pomocą. Dlaczego nie wszyscy powodzianie dostali pieniądze? Oglądają państwo "19.30", Joanna Dunikowska-Paź, zapraszam. "Kończy się era naiwnej globalizacji. Czas na repolonizację polskiej gospodarki" - to premier podczas Europejskiego Forum Nowych Idei. Zdaniem Donalda Tuska do polskich firm powinny trafić 53 mld zł z inwestycji w pierwszą polską elektrownię jądrową. I ruszyła fala komentarzy - od "przełomowej decyzji" po "wyborczą ściemę". Czas na odbudowę polskiej gospodarki, czas na repolonizację. Dzisiejsza zapowiedź premiera brzmi znajomo. Ale tym razem nie chodzi o kwestie własności. Zamiast przejmować, rząd chce wspierać firmy z polskim kapitałem. Musimy zadbać w sposób bezwzględny i egoistyczny o interesy polskich przedsiębiorców. Chodzi przede wszystkim o przetargi na publiczne inwestycje. Tu nowe wytyczne są jasne: jeśli oferta pod względem jakości, terminu i ceny jest podobna, wygrywać powinna polska, a nie zagraniczna firma. Ktoś to nazwie nacjonalizmem gospodarczym, proszę bardzo. Takie zarzuty mogą się pojawić, bo unijne przepisy mówią o równym traktowaniu firm. Natomiast dziwnie się składa tak, że w bardzo wielu krajach, a może i większości, to zazwyczaj ich krajowe firmy wygrywają przetargi. Teraz podobnie ma być w Polsce. Owszem, jesteśmy częścią europejskiej rodziny, ale jesteśmy przede wszystkim Polską, łączy nas Biało-czerwona i to tutaj dbamy przede wszystkim o interesy przedsiębiorców. Przykładem ma być ta inwestycja. Euroterminal Sławków ma łączyć kraje unijne z tymi, gdzie pociągi kursują po szerokich torach. To budowa dróg i kolei liczona w miliardach złotych. Wielu ostrzyło sobie na to zęby, bo to jest niezwykle smakowity kąsek i podjęliśmy decyzję, że w 100% nadzór nad tą inwestycją będziemy mieli my, Polacy. Polskie firmy mają też zyskać na budowie elektrowni jądrowej w Choczewie. Te inwestycję realizują Amerykanie, ale zgodnie z decyzją rządu, który za nią płaci, do polskich przedsiębiorstw mają trafić zlecenia opiewające na 53 mld zł. To jest projekt, który może być wykonany w pewnej części mocą polskich przedsiębiorców. Zwłaszcza jeśli chodzi o segment budowlany czy doposażenie elektryczne, w polskich firmach produkuje się nawet komponenty do reaktorów jądrowych. Tu w Rafako, obecnie w stanie upadłości, do tej pory produkowano urządzenia dla energetyki. Premier dziś zapowiedział zmianę profilu tutejszej produkcji. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy uruchomili produkcje zbrojeniową w miejscu, gdzie kiedyś produkowano kotły. Tak na te słowa zareagował rynek. Akcje Rafako podrożały o połowę. Nie będzie to jedyna firma, która przestawi się na produkcję zbrojeniową. To jeden z pomysłów na Śląsk. Rząd chce, by połowa pieniędzy wydawanych na obronność - to około 100 mld złotych rocznie - trafiała do polskich przedsiębiorstw. Musimy dbać o naszą gospodarkę, nasz przemysł, naszych przedsiębiorców, bo ten egoizm gospodarczy na świecie jest coraz bardziej widoczny. Nie będzie już tłumaczenia, że to jest niemożliwe, bo to jest możliwe. Z tego zadania państwowe przedsiębiorstwa będą rozliczane. Premier dziś zapowiedział, że zażądał raportów dotyczących tego, do jakich firm trafią zlecenia za publiczne pieniądze. Kolejne wezwania bez odpowiedzi i kolejne wnioski o ukaranie europosłów PiS-u. Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik nie stawili się na posiedzeniu sejmowej komisji śledczej do sprawy Pegasusa. Były dobrze znane tłumaczenia i nowy ciekawy wątek o naciskach na prokuraturę. Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik ponownie nie stawili się przed komisją śledczą do spraw Pegasusa. To drugi raz, kiedy były minister spraw wewnętrznych i koordynator służb specjalnych w rządzie PiS oraz jego zastępca zlekceważyli wezwanie do złożenia zeznań. Zaskoczenia nie ma, bo Maciej Wąsik w mediach społecznościowych już wcześniej jasno określił swój stosunek do komisji i w taki sposób zapowiedział swoją nieobecność: Komisja złożyła już drugi wniosek do sądu o karę finansową dla europosłów PiS. Dopiero po trzecim niestawiennictwie będziemy wnioskować o ich doprowadzenie, wcześniej wnioskując o ściągnięcie im immunitetów w Parlamencie Europejskim. Kamiński i Wąsik, tak jak i reszta polityków PiS, nie uznają działania komisji śledczej. To ciało jest nielegalne, a więc prowadzi nielegalne czynności. PiS powołuje się na decyzję upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego. Sąd Okręgowy w Warszawie, który odrzucił wniosek komisji o doprowadzenie Zbigniewa Ziobry na zeznania, uznał jednak ostatnio, że komisja działa legalnie i ma prawo wzywać świadków. Wcześniej komisja przesłuchała prokuratorkę, która od 2019 roku prowadziła sprawę afery fakturowej ws. Krzysztofa Brejzy i jego ojca. Ja podejrzeń co do pana Krzysztofa Brejzy nie miałam ani co do pana Ryszarda, szczerze powiedziawszy. Zarzuty nie były postawione, a pan Brejza miał i tak zainstalowanego Pegasusa, a ta pani słyszała z różnych stron: a może by tak te zarzuty postawić, może jednak znajdą się jakieś materiały, może pani jeszcze raz to przemyśli. Świadczy to o tym, że ktoś wywierał naciski na prokuratorów. Komisja zapowiedziała kolejne wezwanie dla europosłów Kamińskiego i Wąsika na pierwszą połowę maja. Szymon Hołownia sumuje dotychczasową kampanię, zaprasza na spotkanie wyborców Rafała Trzaskowskiego i obiecuje, że będzie prezydentem dostępnym dla wyborców, także pod telefonem. O 3. miejsce w sondażach marszałek Sejmu walczy ze Sławomirem Mentzenem. A do kandydata Konfederacji ostatnio jest sporo pytań o doradców i współpracowników. Pod tym numerem telefonu Szymon Hołownia czeka na wiadomości od obywateli. Ma to być nowy rozdział w kampanii kandydata. Pisać i pytać może każdy. Są ludzie, którzy się nie zgadzają, ale nie ma żadnych obraźliwych słów. Pewnie z czasem trzeba będzie poblokować tu i tam. Ale będzie pan odpisywał? Bedę odpisywał, ale tu jest 99% rozmów takich, jakie mam na spotkaniach z ludźmi. A właśnie swoją dotychczasową kampanię marszałek podsumowuje. I odpowiada na takie opinie wyborców. "Jestem za panem, ale nie powinien pan atakować koalicji. Mam nadzieję, że w drugiej turze poprze pan Trzaskowskiego". Tego marszałek nie potwierdza, choć jego sztabowcy nieoficjalnie podkreślają, że poparcie Hołowni dla Trzaskowskiego, gdyby ten nie wszedł do drugiej tury, to naturalna sprawa. Realnie - jak słyszymy od polityków Trzeciej Drogi, Hołowni zależy, by wyprzedzić tego kandydata. Ten - jak ustaliło TVP Info - ma otaczać się osobami powiązanymi z Rosją i Białorusią. A chodzi o Romana Łazarskiego, bliskiego współpracownika Mentzena, który odpowiadał za finanse Konfederacji. Pan Łazarski równocześnie działa w biznesie bardzo aktywnie i m.in. jest oficjalnym przedstawicielem spółki Approach, która należy do rosyjskiej bizneswoman Anny Rybaczenko. Która jako architekt miała zarobić na tzw. pałacowym osiedlu Putina, czyli najdroższej okolicy w całej Rosji, gdzie swoje złote posiadłości mają dygnitarze Kremla. Zawsze zadawałem sobie pytanie, skąd oni mają te pieniądze od lat, i mam wrażenie, że ten trop rosyjski, trop wschodni jest tam bardzo mocno obecny. Według Rzeczpospolitej, która powołuje się na unijny ośrodek, który zajmuje się analizą dezinformacji, rosyjscy hakerzy już zaczęli rozpowszechniać fałszywe informacje o tym, że Unia Europejska ma uniemożliwić Mentzenowi start w majowych wyborach. To absolutnie wymaga wyjaśnienia. Nie może być żadnej wątpliwości, że ruski kapitał w sposób bezpośredni lub pośredni miesza się do polityki w naszym kraju. Ja tego typu informacje na tym etapie widzę wyłącznie jako albo próbę obsmarowania kogoś, albo, co bardziej niebezpieczne z punktu widzenia polskiej demokracji, tak zwaną podgotowkę. Czyli zdaniem polityków PIS - prowokację, ale warto jeszcze wspomnieć o głównym doradcy do spraw wojskowości kandydata Konfederacji, który o Rosji mówi tak. Nie mamy opcji rosyjskiej w Polsce i moim zdaniem jest to wielka tragedia, bo to jest bardzo ważny ośrodek kompetencji i siły politycznej. Te słowa wypowiada, przypomnijmy, doradca wojskowy Sławomira Mentzena. Czy kandydat się pod tym podpisuje - tego nie wiemy. Mimo że dwukrotnie pytanie zadaliśmy, polityk odjechał na hulajnodze. Oglądają Państwo "19:30" we wtorek. Za chwilę o zamrożeniu cen prądu. A potem? Setki milionów za doradztwo. To są pieniądze nasze, to są pieniądze obywatela. Nie wiem, czy się szaleju najedli. Warunki pokoju. To porozumienie dotyczy tych tzw. 5 terytoriów. Nie zaczynasz wojny przeciwko komuś, kto jest 20 razy większy od ciebie. Młodzieżowe prawybory. Ta procedura nas przygotowuje do prawdziwych wyborów. Kiedy prąd będzie tańszy? Szef Kancelarii Premiera na antenie TVP Info deklarował, że ceny będą mrożone do 1 października, a to oznacza rachunki na podobnym poziomie przynajmniej do końca roku. Dopiero w przyszłym możemy zapłacić mniej, ale już teraz konieczna jest dyskusja o jak najbardziej efektywnym miksie energetycznym. Rafał Mołek z Gorzowa miesięcznie płaci za prąd. Energia jest na takim poziomie że stać mnie na to, żeby korzystać z tego. Nie czuję jakichś większych opłat, droższych. I na razie drożej nie będzie. Rząd przedłuża zamrożone pierwotnie do 1 lipca taryfy na prąd dla gospodarstw domowych o kolejny kwartał. Ceny prądu będą na obecnym poziomie do 1 października i później też będą na takim poziomie. Ponieważ trendy na rynku są takie, że energia jest coraz tańsza. Rząd zapowiada też obniżki cen ciepła. W przyszłym roku powinniśmy to odczuć już na swoich rachunkach dla wszystkich paliw. Czy to jest ciepło dostarczane z prądu, gazu, oleju opałowego. Żółta linia to regulowana cena prądu w domach w ostatnich latach. Niebieska to cena na rynku hurtowym, która od trzech lat spada. Zamrożenie cen oznacza, że nasze rachunki za prąd nie wzrosną, ale też znacząco nie spadną. Przynajmniej do końca tego roku. Powód - państwowe koncerny już rok temu kupiły energię na 2025 rok, gdy cena na giełdach była wyższa niż teraz. Dopiero realne obniżki zobaczymy w 2026 roku, bo dziś koncerny energetyczne zaczynają już kupować prąd dla gospodarstw domowych, który będą nam sprzedawać w przyszłym roku. I ten prąd jest dziś po 30, 40 groszy za kilowatogodzinę netto na giełdzie. Podczas gdy w szczycie kryzysu gospodarczego ten prąd kosztował 2 złote. PiS ma wątpliwości. W dużej mierze ceny polskiego prądu zależą od pozwoleń na emisję CO2. One przejściowo rzeczywiście nie rosną, w związku z tym ceny prądu w Polsce także nie rosną. Ale niestety wydaje mi się, że na jesieni będą znowu rosły. Im więcej energii będzie z odnawialnych źródeł, tym ceny będą niższe - przekonuje minister klimatu. Jeżeli mamy więcej OZE w miksie danego dnia, to energia następnego dnia, bo tak działa rynek, jest po prostu tańsza. Rząd zakłada, że za 5 lat ponad połowę energii mamy mieć z odnawialnych źródeł. Ale jak na razie wciąż najwięcej czerpiemy jej z węgla. OZE jest na drugim miejscu, na trzecim gaz. To, do czego dzisiaj potrzebujemy elektrowni węglowych, to do stabilizowania rynku, bo moi poprzednicy zaniedbali budowanie nośników przechowywania energii, magazynowania jej. Mowa o budowanym przez PGE wielkim magazynie energii w Żarnowcu. Ma powstać do 2027 roku. To, co zdaniem ekspertów już powinniśmy zacząć robić, to oszczędzać prąd. My jesteśmy w takiej sytuacji, że przez najbliższe 20 lat tej energii będzie nam brakować. Bo będą się powoli wykańczać te źródła tradycyjne, będziemy musieli wyłączać elektrownie węglowe, bo one już będą wyeksploatowane. Nie będzie jeszcze zbudowanych elektrowni atomowych, więc będzie nam tego prądu brakowało. Rząd zakłada, że prąd z pierwszej polskiej elektrowni jądrowej popłynie w 2036 r. Niegospodarność, błędna wycena, miliardowe straty. To kontrolerzy NIK-u o połączeniu Orlenu z Lotosem. W raporcie o fuzji czytamy, że samo zatrudnienie zewnętrznych doradców to koszt ponad 250 mln zł. Pakiet dokumentów z Izby trafi teraz do prokuratury, która zdecyduje co dalej. To podpisy pod umową kluczową dla fuzji Orlenu z Lotosem. Saudi Aramco 2,5 roku temu przejęło część udziałów w Rafinerii Gdańskiej. I według Najwyższej Izby Kontroli zrobiło świetny interes. W przeciwieństwie do polskiego koncernu kierowanego przez Daniela Obajtka. Transakcji tej dokonano za kwotę o 5 mld zł poniżej ich wartości rynkowej. I według NIK mogła być ona zagrożeniem dla bezpieczeństwa paliwowego kraju. Saudyjczycy zyskali wpływ na produkcję paliw w Polsce, a węgierski MOL kupił kilkaset stacji Lotosu. Arabia Saudyjska i Węgry są w dobrej komitywie z Rosją, z Putinem. Dziś Lotos szorowałby po dnie. Ówczesny prezes Orlenu broni decyzji o fuzji i podważa wyliczenia Izby. NIK nie ma żadnych uprawnień do przeprowadzenia wyceny. Wartość sprzedanych aktywów Lotosu to, według NIK, prawie 10 mld zł. Ale swoją wycenę miał też Orlen - również znacznie wyższą od kwoty, którą zainkasował od Saudyjczyków. Sam Orlen na swoje własne zlecenie czy też przy pomocy własnych pracowników sporządzał tego typu wyceny i miał pełną świadomość tego, ile te aktywa są warte. Nie znajduję żadnego uzasadnienia biznesowego, ekonomicznego, logicznego. Orlen sprzedał udziały w Rafinerii Gdańskiej poniżej wartości, choć słono zapłacił za przygotowanie się do całej transakcji. Koncern miał ponad 30 umów z firmami doradczymi. Łącznie przelał im niemal 200 mln zł. Lotos takich umów miał kilkanaście, na doradztwo wydał 50 mln zł. To ustalenia NIK. Nie wiem, czy się szaleju najedli, czy skorzystali z jakichś dilerów. Zdaniem Daniela Obajtka te wydatki były uzasadnione. Zdaniem NIK częściowo można było ich uniknąć. Bo Orlen powinien skorzystać z usług Prokuratorii Generalnej. Konsultacje prawne Prokuratorii mogłyby zapobiec wielu problematycznym aspektom tej transakcji. Te sprawy muszą być do dna wyjaśnione, bo ktoś Obajtkowi, ktoś tym wszystkim zarządom podsuwał te podmioty, które miały zarabiać krocie. PiS podważa wiarygodność Najwyższej Izby Kontroli i jej raportu. Została przez pana Banasia tak zmaltretowana, tak zgwałcona, tak zniszczona, że nie traktuję poważnie żadnego raportu, niestety. NIK przekaże raport prokuraturze, która prowadzi śledztwo w sprawie fuzji Orlenu z Lotosem. Zabezpieczono bardzo obszerną dokumentację w wersji papierowej, jak i elektronicznej. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów. "Putin w końcu przedstawił nam warunki osiągnięcia trwałego pokoju" - mówi Steve Witkoff, nie zdradzając szczegółów w sprawie trwających od tygodni negocjacji. Zakończenie wojny w Ukrainie nie jest łatwe, a dla amerykańskiego przywódcy jasne nie jest także to, kto ją wywołał. "Nie zaczyna się wojny z kimś, kto jest 20 razy większy" - to Donald Trump do prezydenta Ukrainy. "To takie smutne" - dodaje i akurat z ostatnim fragmentem nie sposób polemizować. Mieszkańcy Sum pogrążeni w żałobie. Przynoszą kwiaty tam, gdzie kilkadziesiąt godzin wcześniej rosyjskie rakiety zabiły ponad 30 osób, w tym dwoje dzieci. Uczę w podstawówce. Daję dzieciom zabawki, by zobaczyć ich uśmiech. Przyniosłam je też tutaj, ale z czarną wstążką. Kto odpowiada za tę masakrę i setki innych w Ukrainie, w Sumach wątpliwości nie ma nikt. Nienawidzę Rosjan. Czuję tylko gniew. Nic więcej. Na Kreml wskazują też zachodni przywódcy, ale nie prezydent USA. Kiedy zaczynasz wojnę, musisz wiedzieć, że możesz ją wygrać, prawda? Nie zaczynasz wojny przeciwko komuś, kto jest 20 razy większy od ciebie. To kolejna szokująca wypowiedź Donalda Trumpa. Wcześniej stwierdził, że atak Rosjan na Sumy był wynikiem błędu. Błędem jego zdaniem było też dopuszczenie do wybuchu wojny. Tu też winnych szuka nie tylko w Moskwie. Biden mógł ją powstrzymać, Zełenski również. Putin nigdy nie powinien był jej rozpocząć. Wszyscy są winni. Świat zna prawdę i wie, kto ponosi odpowiedzialność - odpowiada prezydent Ukrainy. Kiedy wojna się skończy, wszyscy zrozumieją, że stało się tak, ponieważ Rosja jako agresor została zmuszona do pokoju. Ale to Kreml rozdaje teraz karty. W piątek w Petersburgu o zawieszeniu broni z rosyjskim dyktatorem rozmawiał specjalny wysłannik prezydenta USA Steve Witkoff. Dziś w amerykańskiej telewizji zdradził, że Putin przedstawił swoje warunki. To porozumienie dotyczy tych tzw. pięciu terytoriów, ale jest w nim wiele więcej. Chodzi o protokoły bezpieczeństwa, NATO czy nie NATO i artykuł piąty. Dyplomata nie podał żadnych szczegółów, ale najprawdopodobniej chodzi o ziemie okupowane przez Rosjan: Krym oraz część obwodów: ługańskiego, donieckiego, zaporoskiego i chersońskiego. Kreml twierdzi, że nie ma jasnego planu porozumienia z Waszyngtonem w sprawie Ukrainy. Jest za to wola polityczna. Według "Wall Street Journal" sekretarz stanu Marco Rubio i wysłannik ds. Ukrainy Keith Kellogg i inni wysocy rangą urzędnicy przekonują Trumpa, by był bardziej sceptyczny wobec deklaracji Putina o zawarciu pokoju. Kijów nie wierzy w ani jedno jego słowo i próbuje wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną. W nocy ukraińskie drony zaatakowały Kursk. Te faktyczne odbędą się 18 maja, ale uczniowie poznańskich szkół już zagłosowali. Dziś odbyły się tam prawybory prezydenckie, które dla uczniów były jak próba generalna przed pierwszym w ich życiu prawdziwym głosowaniem, które jak podkreśla Młodzieżowa Rada Miasta Poznania, jest przywilejem i obowiązkiem. By głosować w tych wyborach, nie trzeba być osobą pełnoletnią, zamiast dowodu osobistego wystarczyła legitymacja szkolna. Poznańska młodzież w 35 szkołach głosowała dziś prezydenta. Żeby przeprowadzić żywą lekcję demokracji, żeby oswoić cały proces wyborczy i pokazać. W szkołach, gdzie zorganizowano prawybory, odbywają się prelekcje na temat roli prezydenta i wagi wyborów prezydenckich. To inicjatywa młodzieżowej rady miasta i naukowców z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. To sprawia, że młodzi ludzie może będą się mniej bać iść na wybory. Ta procedura nas przygotowuje do prawdziwych wyborów, żeby wiedzieć, jak to działa. Uczniowie głosy oddawali podczas przerw. Wyniki poznamy najprawdopodobniej w czwartek. Na karcie są dwa dodatkowe pytania. Jedno dotyczy tego, czy wyborca jest już w takim wieku, by wybierać prezydenta, a drugie, jeżeli ma już 18 lat, to czy zagłosuje w wyborach prezydenckich. Dla tysięcy uczniów wybory 18 maja będą pierwszymi w życiu. Zmarła Jadwiga Jankowska-Cieślak, aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. Laureatka nagrody im. Zbyszka Cybulskiego, Złotych Lwów i Polskiej Nagrody Filmowej Orzeł. Za film "Inne spojrzenie" artystka otrzymała Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. Była pierwszą Polką, która zdobyła to wyróżnienie. Jadwiga Jankowska-Cieślak znana była z ról w produkcjach "Trzeba zabić tę miłość", "Sam na sam" czy "Sztuka kochania". W swojej 50-letniej karierze wystąpiła w wielu serialach TVP, w tym w "Polskich drogach". Zachwycała widzów też na deskach teatru. Ostatnią sztuką, w której zagrała, były "Przebłyski" w stołecznym teatrze IMKA. Odbudowa po powodzi pochłania miliardy złotych. Niemal 730 mln trafiło do samorządowej kasy. Potrzeb jest mnóstwo: od prac projektowych, po odbudowę mieszkań, świetlic czy mostów. Ale istotny jest czas i pomysł na to, jak środki wykorzystać skutecznie. Jak samorządy sobie z tym radzą? 4 mld złotych - tyle do tej pory kosztowała walka ze skutkami powodzi. 738 mln zł to pieniądze, które trafiły bezpośrednio do samorządów dotkniętych powodzią. Od grudnia ubiegłego roku władze gmin mogły je wydawać według własnych potrzeb, korzystając z uproszczonej procedury przetargowej, bez zbędnej biurokracji. Te środki finansowe praktycznie już zostały przez nas wydane czy to na dokumentację, czy na uzupełnienie zadań, które żeśmy realizowali. To gmina wiejska Kłodzko, która otrzymała subwencję w wysokości blisko 8 mln zł. Pieniądze wydano m.in. na prace projektowe, dzięki którym udało się uzyskać finansowanie i wybudować ten most. Kolejne cztery kładki są w realizacji. W gminie Bardo dzięki subwencji w wysokości 6 mln udało się już wyremontować wiejską świetlicę i stworzyć projekty kolejnych inwestycji. Wydajemy, dlatego że robimy z tego dokumentację. I remiza, i świetlica, i mieszkania komunalne, to właśnie z tych pieniędzy. Inaczej jest w Lądku-Zdroju, wyjątkowo mocno dotkniętym powodzią. Tak wciąż wygląda miasto, choć to właśnie Lądek dostał spośród wszystkich miast i gmin subwencję największą - ponad 56 mln złotych. To roczny budżet miasta. Ile z tych 57 mln zostało wydanych, a ile trzymacie na później? Te środki nie są jeszcze wydane, one są wprowadzone do budżetu i przeznaczone pod konkretne zadania, my wydamy je w momencie realizacji tych zadań. O ocenę takiego dysponowania subwencją pytamy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Źle, że te pieniądze leżą na kontach, te pieniądze powinny pracować na rzecz powodzian. Zdaniem burmistrza będą. Choć przyznaje, że część z nich chce przeznaczyć z władzami powiatu kłodzkiego na wspólne inwestycje drogowe - choć na to są zabezpieczone inne pieniądze. Chcemy pokazać, że jako samorząd, który korzysta z tych dróg, chcemy dołożyć środki finansowe do ich remontu. To są pieniądze, po które samorząd bez sięgania po finansowanie na odbudowę dróg, oczyszczalni ścieków może sięgnąć w każdej chwili, żeby zrealizować te najbardziej bieżące i pilne potrzeby lokalnej społeczności. A to Kłodzko - tu część inwestycji ruszy już na przełomie maja i czerwca. Bo dokumentacje projektowe wykonano wcześniej, finansując je właśnie z subwencji. Miasto dostało 25 mln. Część już wydano. Reszta będzie przeznaczona m.in. na opłaty za wywóz śmieci, które mieszkańcy wynoszą, remontując swoje domy. Raz na dwa, trzy tygodnie przeprowadzamy zapytanie ofertowe, wyłaniamy wykonawcę i zbieramy te odpady i je usuwamy. M.in. korzystamy z tych środków, które otrzymaliśmy pod koniec roku. W najbardziej zniszczonych gminach szacuje się, że proces odbudowy potrwa nawet 5 lat. Wiele zależy jednak od tego, jak będzie układała się współpraca na linii rząd-samorządy. Na popowodziowych terenach przydaje się każde wsparcie, także do dla bezdomnych czworonogów. Odbudowa boksów, wymiana wylewek, czy wyposażenie weterynaryjne to najpilniejsze potrzeby, a z pomocą dla dwóch opolskich organizacji na rzecz zwierząt ruszyła fundacja Telewizji Polskiej. Dla Odiego i 40 innych czworonogów, których życie nie rozpieszczało, to cały świat. Jedyny, jaki mają. Po powodzi schronisko dla bezdomnych zwierząt w Konradowej wyglądało jak po przejściu kataklizmu. Podopieczni na miesiąc musieli się ewakuować do Opola. Bezpieczeństwo psów było priorytetem. Tu jest jedna wielka rodzina nasza. Te psy to są jakby nasi synowie, córki. Sporo wysiłku kosztowało przywrócenie tego miejsca do funkcjonalności. Priorytetem była odbudowa i modernizacja boksów. Dla fundacji Telewizji Polskiej hasło "pomagamy" oznaczało jedno - wszystkie ręce na pokład. Zależało nam, żeby jak najszybciej wrócić do funkcjonowania, żeby nasze psy mogły wrócić do siebie, bo dla nich to jest dom i staramy się, żeby miały tutaj niesamowicie fajnie. I tak się stało. Środki, które placówka otrzymała, przeznaczone zostaną również na wymianę wylewek, które wykruszyły się podczas powodzi. Teraz pracownicy czekają już tylko na łaskawą pogodę, ale przyszłość maluje się w barwach słońca. Myślę, że tej wiosny już będziemy mogli oddychać swobodną piersią. Pomogła Telewizja, ale również prywatni darczyńcy czy firmy. Lawina serc z całej Polski, popłynęła również do Nyskiego Pogotowia Opiekuńczo-Adopcyjnego dla Zwierząt ŁAPA. Środki zostaną przeznaczone na zakup wyposażenia, transportery, kojce tymczasowe, wyposażenie weterynaryjne. To dowód na to, że dobro wraca. Fundacja pomagała w ratowaniu zwierząt z zalanych terenów. Już za chwilę gościem Marka Czyża w "Pytaniu dnia" będzie poseł PiS Marcin Przydacz. Do zobaczenia.