Protest za protestem - S@d Najwy¼szy zasypany protestami wyborczymi. Wyjazd awaryjny - rz@d ewakuuje Polak#w z Izraela i Iranu. Airbus po polsku - wielki kontrakt LOT-u podpisany. "19.30", Zbigniew Łuczyński. Dobry wieczór w poniedziałek. Ostatni dzień na składanie w Sądzie Najwyższym protestów wyborczych w głosowaniu na prezydenta Polski. Osobiście można było to zrobić do godziny 16.00. O ważności protestów wysłanych pocztą decydować będzie data stempla pocztowego. Protestów jest wiele. Ostatni dzień wykorzystał także komitet wyborczy Rafała Trzaskowskiego, który chce ponownego przeliczenia głosów w części komisji. Panie pośle, złożył pan protest wyborczy? Tak. I nie jest jedyny. Wśród autorów protestów politycy Koalicji Obywatelskiej i sztab Rafała Trzaskowskiego. Dzisiaj składamy protest wyborczy. Sąd Najwyższy zarejestrował ich ponad 3 tys., ale na tym nie koniec. Wiemy też, że na biurze podawczym jest jakiś worek i kilka kupek niezarejestrowanych protestów, w związku z czym tych protestów na pewno wpłynęło więcej. Do składania protestów zachęcali sztabowcy Rafała Trzaskowskiego. To jest naturalne, że każdy protest powinien być rozpatrzony, bo jesteśmy w państwie prawa i każdy głos jest ważny i każdy głos się liczy. W tych 13 komisjach będzie przeliczony ponownie. Tak już w czwartek zdecydował Sąd Najwyższy. Powodem jest to, że wyniki kandydatów przypisano tu odwrotnie, dodając Karolowi Nawrockiemu i odejmując Rafałowi Trzaskowskiemu około 2,5 tys. głosów. To na wynik wyborów nie wpłynie, bo Karol Nawrocki wygrał różnicą blisko 370 tys. głosów. Ale według rządzących takich i podobnych błędów może być więcej. Statystycznie rzecz biorąc, jest tak duża liczba nieprawidłowości, że może to rodzić uzasadnione podejrzenia, że wybory zostały przeprowadzone w sposób nieprawidłowy, nieuczciwy, nie oddający rzeczywistego wyniku. Cezary Tomczyk, wiceminister obrony narodowej i członek sztabu Rafała Trzaskowskiego, wskazał na pięć powodów. Wśród nich wzrost głosów nieważnych. Tych z podwójnym znakiem X było ponad 100 tys. O tym mechanizmie dwóch krzyżyków mówił przed laty na konferencji prasowej Joachim Brudziński. Chodzi o te słowa, sprzed 11 lat. Robi się krzyżyk na kciuku i jeśli jest głos oddany na kandydata, mocno się przyciska kciuk i głos jest nieważny. Ale wtedy to PiS przegrywał wybory, teraz stało się odwrotnie i teraz to PiS zarzuca Koalicji to, co ona im wcześniej. Trzeba z honorem umieć przegrać, trzeba mieć ten honor, a nie próbować dla swoich wyborców wrzucać taką narrację, że wybory zostały sfałszowane. Nikt nie mówi, że wybory zostały sfałszowane, chodzi o to, żeby każdy głos trafił tam, gdzie chcieli wyborcy. Wątpliwości jest kilka. Dotyczą także aplikacji promowanej przez tego posła PiS, któremu prokuratura zarzuca przywłaszczenie pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. Według Rzeczpospolitej za stworzeniem narzędzia, które miało służyć do kontroli wyborów, choć nie było autoryzowane przez PKW, stali politycy PiS. Co to w ogóle jest, jakąś aplikację, która jest de facto niedozwolona? Wiemy, że były potajemnie szkolenia ludzi, którzy są powiązani z PiS-em, i szkolili ludzi do - właśnie - pytanie, do czego? PiS od takich zarzutów się odcina. Próba insynuowania, że tu opozycja stoi za jakimiś sfałszowanymi wyborami, może być to tylko zbyte uśmiechem. Sprawą już po wyborach zajęła się ABW i prokuratura. Czy ta czerwona lampka nie powinna się włączyć wcześniej? Oczywiście, że powinna. Bez względu na to, czy to będzie miało wpływ na wynik wyborów, czy nie, to jest ważne, że nieprawidłowości, jeśli były, to będą wyciągnięte konsekwencje z tego. Sąd Najwyższy ma czas do 2 lipca na rozpatrzenie protestów. PKW dziś przyjęła sprawozdanie z wyborów, co jest podstawą do stwierdzenia ich ważności. Zastrzegła jednak, że doszło do incydentów, które - zwłaszcza w II turze - mogły mieć wpływ na wynik głosowania. Wrze na Bliskim Wschodzie. Izraelskie myśliwce atakują Iran. Mają sięgać wyznaczonych celów wojskowych, wyrzutni rakietowych i centrów dowodzenia. To kolejne uderzenia po tych, które miały zniszczyć m.in. zakłady wzbogacania uranu, pola gazowe i lotniska. Iran kontratakuje. Uderza w Jerozolimę, Tel Awiw i Hajfę. Są ofiary i zniszczenia. To już czwarta doba wymiany ognia pomiędzy wrogimi krajami. Niebo nad Hajfą od kilku nocy nie wygląda spokojnie. W Teheranie kolejne budynki zamieniają się w gruz, popiół i pył. Wielka eksplozja, domy się trzęsą, to jest przerażające. W nocy obie strony przeprowadziły kolejne ataki na terytoria przeciwnika. Osiągnęliśmy pełną dominację w przestrzeni powietrznej Teheranu. Ta dominacja skończyła się śmiercią ponad 200 osób. Według irańskich władz blisko 90% z nich to cywile. Bo choć izraelska armia zapewnia, że uderzyła w centra dowódcze irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji, to rakiety spadły m.in. na szpital w mieście Kermanszah. Iran nie pozostał dłużny. Nad Tel Awiw i nad Hajfę nadleciało kilkadziesiąt rakiet. Dużo, ale mniej niż mogło. Nasze myśliwce zniszczyły ponad 120 wyrzutni rakiet ziemia-ziemia. To 1/3 wyrzutni posiadanych przez Iran. Dlatego w nocy Teheran mógł wystrzelić w kierunku Izraela tylko połowę rakiet, które zamierzał wykorzystać. Część z nich przebiła się przez ochronę powietrzną. Uderzyły w blok mieszkalny oraz rafinerię w Hajfie. Arogancki dyktator z Teheranu stał się tchórzliwym mordercą, który strzela do cywilów w Izraelu. Te słowa odebrano jako zapowiedź świadomych ataków na cywili. 4 godziny później minister obrony Izraela wyjaśniał: Bo ceną ma być konieczność opuszczenia domów stojących na terenach bombardowań. Niektórzy mieszkańcy Teheranu już próbują wyjeżdżać. W mieście zaczyna jednak brakować benzyny - na stacjach paliw kierowcy ustawiają się w kolejkach. A Benjamin Netanjahu mówi o sukcesie. Jesteśmy na drodze do osiągnięcia obu naszych celów, zapobiegania zagrożeniu nuklearnemu i rakietowemu. Bo Tel Awiw jak mantrę powtarza, że jego celem jest powstrzymanie Iranu przed rozwijaniem arsenału nuklearnego. Teheran zaś odpowiada, że broni takiej posiadać nie zamierza. Jednocześnie przygotowuje się jednak do wyjścia z traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Wojna na Bliskim Wschodzie to także problem Polaków. Sytuacją naszych obywateli, którzy przyjechali do Izraela jako turyści lub na pobyt krótkoterminowy, zajmuje się Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Ewakuacja, do której ma dojść pilnie, ma być nieodpłatna, wbrew informacjom, które pojawiały się wcześniej. O scenariuszu ewakuacji polskich obywateli. Obrzeża Hajfy, pustka. Jeśli jakaś restauracja działa, to tylko na wynos, codzienne alarmy, zarządzenie, by trzymać się blisko schronów. Opowiada o tym i wysyła ten filmik Polka, Olga Koenig. Przyjechała tu na 10 dni, chce natychmiast wracać. Ja zostawiłam w Warszawie dwójkę dzieci z tatą, więc chciałabym jak najszybciej wracać do kraju, stąd też taki pośpiech. Z myślą o takich osobach Ministerstwo Spraw Zagranicznych organizuje ewakuację. Ma się ona rozpocząć w ciągu kilkudziesięciu godzin. Zakładamy, że ewakuacja będzie dotyczyła tych osób, które utknęły w Izraelu na pobytach jako turyści albo na pobytach krótkoterminowych. Te osoby zostały poproszone o rejestrację w systemie Odyseusz. Z 64 zgłoszeń szybko zrobiło się ponad 200. Operacja stała się trudniejsza, niż zakładano. Wymaga zgód dyplomatycznych, wymaga koordynacji, wymaga poinformowania większej grupy ludzi, niż nam się wydawało. Informacja o tym, że możliwa jest ewakuacja, powoduje, że się gwałtownie zwiększa liczba osób, które by chciały z niej skorzystać, i to też komplikuje sytuację. Ministerstwo planuje ewakuację lądową, bo z Izraela nie lata w tej chwili żaden samolot. Polacy mają być przewiezieni autobusami w konwoju do przejścia granicznego Allenby i dalej do Ammanu w Jordanii. Stamtąd już samolotem - najprawdopodobniej rządowym - do Polski. Wojsko Polskie jest w każdej chwili gotowe do ewakuacji polskich obywateli. Czeka tylko na sygnał. Na ten sygnał czekają też Polacy w Izraelu. W tym momencie naprawdę chcielibyśmy, żeby doszło do działań, a nie do dyskusji. Przedwczoraj wieczorem zarejestrowani w Odyseuszu otrzymali maila od konsula Jacka Biegały, a w nim: "proszę pamiętać, że koszty podróży ponosi każdy indywidualnie" i że "do organizacji Państwa podróży został włączony konsul honorowy" - jak się okazało, właściciel biura podróży. Konsul honorowy to nie jest MSZ. MSZ nie organizuje żadnych, ale to żadnych komercyjnych ewakuacji. W Iranie pomoc Polakom idzie sprawniej, ale tu chodzi o znacznie mniejszą grupę obywateli - mowa jest o 9 osobach. Jesteśmy przeszczęśliwi, bo dostaliśmy informację, że będziemy mogli opuścić Iran w środę, będziemy ewakuowani przez naszą placówkę w Teheranie, będziemy jechać przez Azerbejdżan, i naprawdę należą się wielkie podziękowania konsulatowi Polski w Teheranie. Na informacje czekają obywatele Polski na stałe mieszkający w Izraelu, chcą wiedzieć, czy są plany objęcia ewakuacją także ich. Airbusy dla Polski. Przedstawiciele Polskich Linii Lotniczych LOT ogłosili zawarcie historycznego kontraktu. LOT kupuje 40 nowoczesnych samolotów Airbus A220 w 2 wariantach: A220-100 i A220-300, które będą mogły pomieścić od 100 do 160 pasażerów. Będą nowoczesne, komfortowe i co ważne, aż 50% cichsze od maszyn konkurencji. Jest się czym chwalić. Premier Donald Tusk pisze: "To największa w historii inwestycja polskiego przewoźnika". Nowoczesny, komfortowy i bezpieczny - taki będzie nowy flagowy samolot Polskich Linii Lotniczych. Podczas Międzynarodowego Salonu Lotniczego w Paryżu LOT podpisał kontrakt na zakup 40 samolotów francuskiej firmy Airbus, z opcją na prawo zakupu kolejnych 44. Chodzi o model A220, najbardziej nowoczesny samolot w swojej klasie. Ponad rok temu zaczęliśmy pracę nad projektem odświeżenia floty i znalezienia odpowiedniego partnera. Airbus i LOT początkowo nie wiedziały o sobie zbyt wiele, dlatego jestem niezmiernie zadowolony, że udało nam się stworzyć atmosferę partnerstwa. Według rządu ta inwestycja jest historyczna. "To największa w historii inwestycja polskiego narodowego przewoźnika". Bo A220 będą stopniowo zastępować starzejącą się polską flotę i mają sprawić, że LOT dołączy do grona najważniejszych przewoźników w Europie. Nowa flota jest konieczna dla LOT-u, abyśmy mogli rozwijać nasze lotnictwo cywilne, ale przede wszystkim żebyśmy mogli z powodzeniem wybudować najnowocześniejsze lotnisko w Europie. A 220 to najbardziej innowacyjny samolot pasażerski w swojej klasie. Służy w 24 liniach lotniczych świata. Jest komfortowy i uniwersalny - mieści do 160 pasażerów i ma zasięg do 6700 km. Zużywa też o 25% mniej paliwa niż samoloty poprzedniej generacji, przez co produkuje mniej dwutlenku węgla. Ten samolot ma najbardziej komfortową kabinę w swojej kategorii, ale też największy zasięg. Można nim latać nie tylko na 2-godzinne, ale nawet na 7-godzinne rejsy. Konkurencyjną ofertę złożył brazylijski Embraer. Dziś LOT w swojej flocie posiada prawie 50 ich samolotów. Według władz wybór Airbusa był przede wszystkim decyzją biznesową. To porozumienie ekonomiczne między producentem i przewoźnikiem. Ale eksperci twierdzą, że to także dowód na zacieśniającą się przyjaźń między Paryżem i Warszawą. Łączna wartość kontraktu z Airbusem przekracza 11 mld dolarów. Polscy pasażerowie na tych fotelach zasiądą już niebawem. Pierwsze samoloty do służby trafią przed wakacjami 2027 roku. W Berlinie odsłonięto pomnik dla polskich ofiar nazizmu i niemieckiej okupacji w Polsce w latach II wojny światowej. 30-tonowy głaz to pierwsze takie upamiętnienie obywateli polskich. Od lat strona polska i niemiecka zabiegały o to, by na mapie Berlina znalazło się miejsce ku czci polskich ofiar. Teraz więcej o ważnym geście Niemców 80 lat po wojnie. Miejsce, w którym upamiętniono polskie ofiary II wojny światowej, nie jest przypadkowe. 30-tonowy głaz został umieszczony między Bundestagiem a Urzędem Kanclerskim. To tu w 1939 roku stała Opera Krolla, w której Hitler 1 września ogłosił napaść na Polskę. Stoimy dziś w centrum Berlina, stolicy zjednoczonych Niemiec, by wspólnie uczcić pamięć i godność milionów Polek i Polaków, obywatelek i obywateli Polski, wszystkich narodowości zamieszkujących II Rzeczpospolitą, ofiar II wojny światowej. W Berlinie już jest Pomnik Pomordowanych Żydów Europy oraz pomniki poświęcone prześladowanym przez III Rzeszę homoseksualistom czy Sinti i Romom, a także ofiarom eutanazji. Do tej pory obywatele żadnego europejskiego kraju nie byli jednak w Niemczech tak wyraźnie upamiętnieni - polskie ofiary zamordowane przez Niemców będą pierwszą taką grupą. Późno. 80 lat za późno. Ale lepiej późno niż wcale. O upamiętnienie polskich ofiar niemieckich zbrodni już kilkanaście lat temu zabiegał Władysław Bartoszewski, później grupa byłych niemieckich polityków i działaczy społecznych. W końcu, 5 lat temu, Bundestag uchwalił budowę pomnika polskich ofiar II wojny światowej. To była długa droga, ale było warto. Ten kamień ma też znaczenie symboliczne - to ciężki i wielki kamień, który leży na niemieckim sumieniu. Jest on krokiem do budowy docelowego pomnika. W Berlinie ma też powstać Dom Niemiecko-Polski, miejsce edukacji o Polsce i polsko-niemieckiej historii. Badania pokazują, że Niemcy wciąż zbyt mało na ten temat wiedzą. Mieli planować ataki na szkołę, paradę równości czy pielgrzymkę. Przygotowywali się chodząc na strzelnicę i biorąc udział w treningach wojskowych. Gromadzili środki pirotechniczne i badali instrukcje budowania materiałów wybuchowych. Dwóch 19-latków służby zatrzymały w kwietniu, trzeciego ujęto w czerwcu. Teraz niedoszli zamachowcy są na wolności. Czym kierował się sąd? To miał być zamach z wieloma ofiarami na jedną z olsztyńskich szkół. Trzech 19-latków zostało zatrzymanych przez ABW - dwóch w kwietniu, jeden kilka dni temu. Sąd jednak nie zgodził się na ich areszt. W ocenie sądu nie zachodzi realna obawa, żeby mieli popełnić przestępstwa, które wchodziłyby w grę. Sąd przyznał jednak, że śledczy mają poważne dowody potwierdzające, że nastolatkowie przygotowywali się do zamachu. Z uzasadnienia sądu wynika, że skoro materiał dowodowy jest zgromadzony, to mało prawdopodobne, by podejrzani wpływali na śledztwo. Ale prokuratura złożyła zażalenie na brak aresztu dla podejrzanych. Nie mamy pewności czy ustaliliśmy wszystkie osoby, które były w ten proceder zaangażowanie. Przebywanie podejrzanych na wolności może nam to w znaczący sposób utrudnić. Na razie podejrzani mają policyjny dozór, nie mogą opuszczać miejsca zamieszkania, mają też zakaz kontaktowania się między sobą ani przebywać w miejscach gromadzenia się ludzi. Zdaniem Piotra Chlebowicza, kryminologa z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, nastolatkowie, którzy planowali atak terrorystyczny, nie pasują do żadnego znanego modelu zamachowca, mimo że inspirowali się np. Andersem Breivikiem. Eksperci szukają motywu podejrzanych, a w Olsztynie urzędnicy planują szkolenia uczniów. Nie jesteśmy się w stanie tak przygotować, ale żeby wiedzieć, jak się zachować - czy wolno uciekać, czy nie wolno uciekać, czy trzeba się zamknąć, czy trzeba uciekać. Trzem nastolatkom za przygotowanie zamachu terrorystycznego grozi 10 lat więzienia. Nastolatka ciężko ranna po wypadku podczas jazdy na quadzie. Do zdarzenia doszło w Świętokrzyskiem. Lekarze walczą o życie dziecka. Także w powiecie nowosądeckim dwaj młodzi mężczyźni jadący quadem uderzyli w drzewo i spadli z urwiska. Są ciężko ranni. O podobnych tragediach słyszymy niemal każdego dnia. Quad to nie zabawka. Jechali jednym quadem. Około 6:00 rano uderzyli w drzewo i spadli z tego zbocza - 10 m w dół. Jak się okazało na miejscu, podróżował quadem 21-latek i 17-latek. Obaj jechali drogą przez las. Wszystko działo się 20 km od Nowego Sącza - koło wsi Kąclowa. Nieprzytomnych mężczyzn znalazł przechodzień, który wezwał pomoc. Helikoptery przewiozły poszkodowanych do szpitali w Krakowie i Sanoku. w tym momencie jest w rękach naszych specjalistów. A to wieś Wnorów - 90 km od Kielc. Wczoraj quadem jechała tu 12-letnia dziewczynka. Spadła i uderzyła o asfalt. Jakby ona miała mniejszą szybkość. Ale jak ona uderzyła tu i tam ją rzuciło, o, gdzie ta kałuża jest, tam poleciała. Motor poszedł przez ogródek, a ona tak. Tutaj też lądował śmigłowiec, który zabrał dziewczynkę do szpitala w Kielcach. Jej stan lekarze oceniają jako ciężki, ale ustabilizowany. Dodam jeszcze, że wczoraj trafił do nas również kilkuletni chłopczyk, który doznał wypadku na quadzie. Lekarze i ratownicy medyczni ostrzegają - początek lata to wzrost liczby takich wypadków. A w Polsce jest dziś ok. 50 tys. quadów. W ciągu ostatnich 5 lat sprzedaż quadów w Polsce wzrosła 10-krotnie. Ten sprzęt jest dziś tak popularny jak kiedyś rowery, ale znacznie bardziej niebezpieczny. Prosty w obsłudze, dający poczucie wolności i stosunkowo niedrogi. Dlatego jest tak popularny - także wśród młodzieży. On ma zupełnie inny środek ciężkości, zupełnie inaczej reaguje na zakrętach. Na asfalcie, gdy hamujemy, ten bieżnik jest mniejszy, mniejsza część koła styka się z powierzchnią asfaltu. Jak podkreślają eksperci, do takiej jazdy niezbędny jest kask i tak zwany buzer, czyli zbroja chroniąca tułów. W Kąclowej i we Wnorowie o tych środkach bezpieczeństwa zapomniano. Wszystkie te osoby poruszały się bez kasków. To jest nasz apel rokroczny: zwracamy się z prośbą do rodziców dzieci i starszych użytkowników tego typu pojazdów, by dbali o swoje bezpieczeństwo. Quadem oficjalnie może jeździć już 14-latek. Wystarczy prawo jazdy kategorii AM i dużo rozsądku w głowie. Są rodzicami, ale choć bardzo chcą, nie mogą wychowywać własnego dziecka. Pani Patrycja jeszcze w szpitalu dowiedziała się, że nie będzie dobrą matką. Jej mąż podobnie. Według sądu uniemożliwia im to choroba. Antoś trafił do rodziny zastępczej, 500 km od rodzinnego domu. Czy w tym przypadku służby zareagowały prawidłowo i czy chorzy rodzice nie mogą być dobrymi rodzicami? Sprawą zajął się program "Reporterzy" na antenie TVP1. Radość z narodzin trwała bardzo krótko. Antoś został odebrany rodzicom. Oni mnie od razu skreślili, na samym początku, gdy mnie zobaczyli. "Wy to jednak jesteście na to chorzy. Pan musi opiekować się partnerką, a kto będzie za synkiem biegał?". Pani Patrycja ma orzeczenie o niepełnosprawności. Na co dzień porusza się na wózku i przy pomocy balkonika. Pan Łukasz od lat żyje z przewlekłą chorobą wymagającą stałego leczenia. Lekarze w szpitalu, w którym urodził się Antoś, podejrzewali, że rodzice mogą nie poradzić sobie z opieką nad chłopcem. Patrycja wyjechała z sali poporodowej z uśmiechem na ustach. Szczęśliwa mama, wszystko wyglądało dobrze, ale sprawy potoczyły się inaczej. Szpital skierował sprawę do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej po dobie obserwacji rodziców. To nie jest tak, że podejmuje jedna osoba i z obserwacji jednej osoby. Trwa to kilka dni, trwa to wiele godzin. To jest całe konsylium, które obserwuje, podejmuje. Jeżeli w jakiejkolwiek sytuacji stwierdzą, Rodzice uważają, że to dyskryminacja ze względu na niepełnosprawność. Niepełnosprawność rodziców, bieda rodziców, inne przyczyny związane z rodzicami, są przesłankami, ale nigdy nie jest to jedyna przesłanka, na podstawie której sąd decyduje się do takiego posunięcie, na wydanie takiego postanowienia. Kwestią zainteresował się rzecznik do spraw osób z niepełnosprawnościami. Na pytanie dlaczego rodzinie nie został przydzielony asystent - słyszymy taką odpowiedź. Albo to sąd robi i wtedy my tutaj mamy jakby odgórnie z sądu, że ma być w rodzinie asystent, albo pracownik socjalny jest w środowisku i on wskazuje tutaj do kierownika, żeby po prostu asystent pracował. Nie było takiego tutaj, że tak powiem, wniosku. Instytucje zadziałały błyskawicznie. Odbiór dziecka następuje bardzo szybko i bez badania tak naprawdę przyczyn oraz podstaw. Natomiast sam powrót dziecka do domu niestety trwa często miesiącami, a być może nawet latami. Antoś musiał spędzić w szpitalu 4 miesiące w oczekiwaniu na rodzinę zastępczą. Pierwsze kilkanaście miesięcy życia dziecka to jest czas, kiedy kształtuje się relacja przywiązania, to jest prototyp wszystkich uczuć, jakie w przyszłości dziecko będzie w stanie odczuwać. Rodzina zastępcza, do której trafił Antoś, żyje ponad 500 km od miejsca zamieszkania jego biologicznych rodziców. Wierzę, że odzyskamy synka, ale wiem, że to nie będzie łatwe. Tęsknię każdego dnia. Nawet jeśli to będzie trwało bardzo długo, a na pewno będzie, to i tak nie przestaniemy walczyć. Jest pierwszym Polakiem w historii, który tego dokonał. A zwycięstwo w prestiżowym wyścigu Le Mans oznacza wejście do elitarnego grona kierowców, którzy zwyciężyli także Formule 1. Spektakularne zwycięstwo Roberta Kubicy w 24-godzinnym wyścigu to z pewnością nie ostatnie słowo naszego mistrza. Powiemy o tym, jak pozostawić rywali w tyle. Ten moment przeszedł do historii polskiego motorsportu. Robert Kubica jako pierwszy Polak wygrał 24-godzinny wyścig Le Mans w najtrudniejszej kategorii Hypercar. Zrobiliśmy wszystko, aby wygrać. Byliśmy skupieni, skoncentrowani, dbaliśmy o nasze auto, wiedzieliśmy kiedy naciskać. Jestem bardzo szczęśliwy z mojej pracy, z pracy mojego zespołu. W składzie załogi AF Corse 83 znaleźli się oprócz Roberta Chińczyk Yifey Ye oraz Brytyjczyk Phil Hanson. Wygrana Kubicy to nie jedyny polski sukces w tym wyścigu. Kategorię LMP2 zdominował zespół Inter Europol Competition z Kubą Śmiechowskim za kierownicą. Dwóch Polaków na 1. miejscu w Le Mans i to jeszcze polski zespół który w LMP2, który również triumfuje - to takie rzeczy nie zdarzały się jeszcze do tej pory w historii polskiego motorsportu. Nie bez powodu rywalizacja na 13-kilometrowym Cirquit de la Sarthre jest jedną z najtrudniejszych na świecie. Wyścig toczy się nie tylko na torze, ale i na lokalnych drogach, gdzie w nocy jest zimno, a rano osiada mgła. To walka z torem, maszyną i samym sobą. Kierowca może spędzić maksymalnie 14 godzina za kierownicą w trakcie jednego wyścigu. Kubica spędził tych godzin 10. To już jest niebywałe, a jak dodamy do tego fakt, że ma praktycznie unieruchomioną prawą rękę. To pamiątka po tym feralnym wypadku na trasie rajdu we włoskiej Ligurii, gdy po wypadnięciu z trasy doznał licznych obrażeń. Zwycięstwo Kubicy było symboliczne, bo dokładnie w tym samym czasie 17 lat temu Polak wygrał jedyny wyścig Formuły 1 w swojej karierze - Grand Prix Kanady. Tylko 2 kierowców w XXI wieku dokonało dwóch największych wyczynów w motorsporcie, czyli zwycięstwo w F1 i zwycięstwo w Le Mans - Robert Kubica i Fernando Alonso - więc są to wielkie nazwiska. Fernando Alonzo pogratulował Kubicy. Co prawda dalsze plany Polaka nie są jeszcze znane, ale pojawiają się pewne spekulacje. Niedługo F1 w 2026 roku odpowiednio się powiększy. Weterani są w cenie, Fernando Alonso zaczepia, może obaj w jednym zespole w F1 - to byłaby piękna klamra. Bo jedno jest pewne, Robert Kubica w sporcie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Nie tylko Robert Kubica. Sukces w ten weekend odniosła też Telewizja Polska i festiwal w Opolu. Pierwsza trójka najliczniej oglądanych tytułów weekendu to opolskie koncerty! Ponad 2 mln widzów gromadziły przed telewizorami "Trzy ćwiartki Jacka Cygana", "Premiery" i "Zróbmy więc prywatkę". Przez cały festiwal TVP1 była liderem anten. Za chwilę Justyna Dobrosz-Oracz w Pytaniu Dnia. Gość programu to sędzia Wojciech Hermeliński. Dobranoc i do zobaczenia.