Jeden na jeden. Polacy chcą debaty Trzaskowski - Nawrocki. Wtargnięcie. Prokuratura wszczyna śledztwo po awanturze posła Brauna. Zakaz zdjęć. Niewłaściwa fotografia może słono kosztować. Marek Czyż, "19.30". Zapraszam. Jeśli debaty są solą kampanii, to Polacy lubią przyprawić. Pracownia IPSOS zapytała potencjalnych wyborców, o polityczne starcia kandydatów. Z badań wynika, że każda debata to oczekiwane widowisko, a TVP powinna transmitować wszystkie. Z największymi emocjami czekamy na pojedynki. Co słyszymy, kiedy mówią, co mówią, gdy wiedzą, że słuchamy. To pytanie jest wciąż aktualne... Czy chcecie debaty jeden na jeden? bo do debaty Trzaskowski - Nawrocki jeden na jeden wciąż nie doszło. Kandydat Koalicji Obywatelskiej podtrzymuje swoją gotowość. Po tym gdy tu w hali w Końskich zaplanowana przez sztab Trzaskowskiego debata dwóch kandydatów przerodziła się w debatę ośmiu. Wciąż nie doszło do bezpośredniego pojedynku lidera i wicelidera sondaży. Słyszę, że chce pan debatować. To zaproszenie jest wciąż aktualne - słyszymy ze sztabu. Pana zdaniem powinno dojść do debaty Trzaskowski - Nawrocki? Zdecydowanie tak. Przed pierwszą turą? Ja uważam, że im szybciej, tym lepiej. Ale na to się chyba nie zanosi. Sam kandydat dziś był mało rozmowny. Po Końskich chciałby pan stanąć do debaty jeden na jeden raz jeszcze? Może tym razem by się udało? To teraz drugie podejście. Już raz go wyzwałem i przyszedł z kolegami. Czy podtrzymuje pan to zaproszenie w takim razie? Niech najpierw się poskłada Rafał Trzaskowski. Czy powinno dojść do debaty pomiędzy Trzaskowskim a Nawrockim jeden na jeden? Do tej debaty dojdzie w drugiej turze, to nie ulega wątpliwości. Natomiast teraz to powinny być debaty, które nie deprecjonują innych kandydatów. Ta postawa polityka PiS-u może dziwić, bo Andrzej Duda 10 lat temu nie wspominał nic o deprecjonowaniu pozostałych kandydatów. Oczywiście interesuje mnie debata jeden na jeden z kandydatem Platformy, natomiast formuła jest do uzgodnienia. Karol Nawrocki jest tchórzem. Dla sztabowców Trzaskowskiego sytuacja jest jasna. To decyzja pana Jarosława Kaczyńskiego i pana Szefernakera, którzy obawiają się tego, że Karol Nawrocki w końcu zacznie mówić o swoich poglądach, a nie o partyjnym przekazie, który mu przygotują. Aż 68% ankietowanych uważa, że powinno dojść do debaty Karola Nawrockiego i Rafała Trzaskowskiego - wynika z sondażu IPSOS dla "19.30" i TVP Info. Zdecydowana większość ankietowanych uważa, że Telewizja Publiczna powinna transmitować debaty pomiędzy kandydatami na urząd prezydenta. Na ten moment to co pewne to debata wszystkich kandydatów 12 maja o 20.00. Ja się oczywiście żadnych debat nie boję. - Mówiła dziś Magdalena Biejat i złożyła taką deklaracje odnośnie drugiej tury. Jeśli mnie pan pyta, czy będę miała wątpliwości między poparciem kandydata strony demokratycznej, a kandydata skrajnej prawicy, to informuję, że nie będę miała żadnych. Kandydat partii Razem takiej deklaracji nie chciał złożyć. Jak pan uzyska odpowiedź od Rafała Trzaskowskiego, który ma trend spadkowy i z sondażu na sondaż traci coraz więcej, to umówmy się na spotkanie i porozmawiamy o tej kwestii. Dla dopełnienia politycznego obrazu dzisiejszego dnia mamy dla państwa najnowszy sondaż poparcia dla partii politycznych. Gdyby wybory parlamentarne odbywały się teraz to Koalicja Obywatelska ma poparcie 28% ankietowanych, PiS - 26%, Konfederacja - 17%. Na Trzecią Drogę chęć głosowania deklaruje 8% badanych, na Lewicę - 5%, a 4% na partię Razem. 2% - inny komitet. Co dziesiąty badany nie wie, na kogo oddałby swój głos. Europoseł Grzegorz Braun, kandydat w wyborach prezydenckich, usiłował dokonać obywatelskiego zatrzymania lekarki, która w szpitalu w Oleśnicy, przeprowadzała legalną aborcję. Do szpitala wdarł się z grupą aktywistów i przez godzinę więził lekarkę w sekretariacie, nie pozwalając jej wykonywać obowiązków. Prokuratura wszczęła śledztwo, bo widzi tam potencjał na pięć przestępstw. W taki sposób Grzegorz Braun chciał dokonać obywatelskiego zatrzymania lekarki na dyżurze. Przez godzinę jestem więziona przez pana Brauna. Wspólnie z innym posłem i swoimi sympatykami uniemożliwiał pracę Gizeli Jagielskiej. Ginekolożka przeprowadziła aborcję na pacjentce w 36. tygodniu ciąży, u której zdiagnozowano wadę płodu. W tym szpitalu pozbawia się życia małych Polaków. Wykonuje swoją pracę, która pozostaje w zgodzie z wytycznymi medycznymi i prawem polskim, więc trudno mi się odnieść do tego, co wygadują ci panowie. Na miejscu interweniowała policja. Obie strony złożyły zawiadomienia. W sprawie wtargnięcia Brauna do szpitala zareagował minister sprawiedliwości. Adam Bodnar napisał, że prokuratura musi reagować szybko i stanowczo. Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie pięciu przestępstw. Chodzi m.in. o bezprawne pozbawienie wolności lekarki czy narażenie pacjentek oddziału położniczego na bezpośrednie zagrożenie życia. Bo w momencie, kiedy polityk uniemożliwiał pracę Gizeli Jagielskiej ta nadzorowała wtedy blok porodowy. W tym czasie dwie panie były w trakcie akcji porodowej, a pani doktor po prostu nie miała do nich dostępu. Na kontrowersyjne zachowanie Grzegorz Brauna zareagowała Naczelna Rada Lekarska. Apelujemy o to, żeby pozwolić nam pracować, bo nasza praca polega na pomaganiu pacjentom, na ratowaniu ich życia. A tak naprawdę bezpieczny lekarz to jest bezpieczny pacjent. Gizela Jagielska, jak mówi, w trosce o pacjentów, w momencie kiedy Braun ze swoimi ludźmi nie wypuszczał jej z sekretariatu - ta skontaktowała się z Magdaleną Biejat. Wara od szpitali wszystkim polskim rodzimym terrorystom, fanatykom, którzy próbują nas zastraszyć. O przerwaniu ciąży w 9. miesiącu głośno było po publikacji Gazety Wyborczej. Ta opisała historię pacjentki z Łodzi, która miała być wprowadzona w błąd przez tamtejszych lekarzy na temat stanu swojej ciąży. Ostatecznie - kobieta dokonała aborcji w szpitalu w Oleśnicy. Na życzenie pacjentki, zgodnie z jej wolą, wybranym sposobem aborcji, zakończyliśmy tę ciążę. Sprawę tej aborcji od początku miesiąca bada prokuratura. Jej rzeczniczka - tak odpowiada na pytanie o ewentualne zarzuty dla lekarki. Na obecnym etapie postępowania nie można wywodzić tak daleko idących wniosków. Pojawiają się także pytania o działania policji. To zdanie byłego szefa MSWIA. Moim zdaniem sytuacja wymknęła się spod kontroli i reakcja powinna być bardziej zdecydowana. Ja tu jestem po stronie funkcjonariuszy, rozwiązali ten problem w taki sposób, że nie doszło do agresji fizycznej czy jakiegoś starcia. Jeżeli prokuratura będzie chciała postawić Braunowi zarzuty - najpierw trzeba uchylić europosłowi immunitet. Przypomnijmy, że polityk od ponad roku ma postawione zarzuty za znieważenie na tle religijnym. Chodzi o zgaszenie w Sejmie świec chanukowych. Do tej pory nie ma w tej sprawie aktu oskarżenia. "19.30" trwa, proszę zostać z nami, bo mamy jeszcze kilka ciekawych tematów. Między innymi takie: Koniec fotografowania obiektów strategicznych. To jest narzędzie wspierające budowę pewnej kultury obronności. Nie wiem, jak można to w dzisiejszej dobie wyegzekwować. Dziecko zostało odarte z godności, zostało odarte ze wszystkich praw. Ochrona dzieci po rozwodzie rodziców. Chodzi o to, żeby strony skoncentrowały się na jak najszybszym rozstaniu dla dobra dziecka. Początek Triduum Paschalnego. Europa dostawia swój fotel do stołu negocjacji o pokój na wschodzie. W Paryżu najważniejsi gracze omawiają rezultaty i perspektywy amerykańskich rozmów z Rosją o pokoju w Ukrainie. Nie jest łatwo o wspólną strategię, bo Amerykanie mówiąc o swoich sukcesach i bliskim porozumieniu, pokazują żądania Moskwy znane od lat. Paryż dyplomatycznym centrum rozmów o przyszłości Ukrainy. W Pałacu Elizejskim Emmanuel Macron przyjął wysłannika prezydenta Trumpa i szefa jego dyplomacji. Było to jedno z serii spotkań Amerykanów z przedstawicielami Francji, a także Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz Ukrainy. W XVIII-wiecznej rezydencji. To jest piękne. Wiesz, jak to wygląda? To faktycznie wygląda jak klub prezydenta Trumpa w Mar-A-Lago. Naprawdę? To nie pierwszy raz, gdy Steve Witkoff wprowadza w zdumienie swoich rozmówców. Podobnie jak Trump, który wykonuje niezrozumiałe dla Europy gesty wobec Moskwy, która w nocy uderzyła w kolejne ukraińskie miasto - Dniepr. Jedynym powodem tej wojny jest Rosja. Wciąż nie ma nawet zawieszenia broni, nie mówiąc już o czymkolwiek więcej. Przyczyna leży tam - w Moskwie, na Kremlu. W trakcie spotkań w Paryżu Witkoff miał zdawać relacje ze swoich rozmów z Putinem. Spotkał się z nim już trzykrotnie. Ostatni raz w piątek. Na rozmowach spędził w sumie 12 godzin. O ich rezultatach tak - z dumą - opowiadał na antenie stacji Fox News. Nareszcie. I nie mówię tego w kontekście tego, że musieliśmy czekać, ale raczej, jak długo zajęło nam dotarcie do tego punktu. Nareszcie Putin przedstawił swoje żądania do osiągnięcia pokoju. Tyle że Witkoff dowiedział się tego, co Putin powtarza niezmiennie - publicznie - już czwarty rok, czyli od początku inwazji na Ukrainę. Żąda demilitaryzacji kraju i zmian jego władz. A także gwarancji, że nie wejdzie do NATO. A przede wszystkim uznania aneksji Krymu i czterech ukraińskich obwodów, o których Witkoff nigdy wcześniej nie słyszał. I nadal nie potrafi ich wymienić. Myślę, że największą kwestią w tym konflikcie są tak zwane cztery regiony: Donbas, Krym... Znasz te nazwy. Europejczycy mieli naciskać na USA, aby te wywarły większą presję na Rosję, by takie ataki, jak ten na Sumy, już się nie powtórzyły. To nie podoba się Moskwie. Rozmowy z USA były niezwykle produktywne. Ale jest wiele osób, struktur, krajów, które próbują wykoleić nasz dialog z USA. Na rozmowach w Waszyngtonie jest francuski minister obrony oraz premier Włoch Georgia Meloni. W prokuraturze zeznawała dziś Ewa Wrzosek, prokurator prowadząca śledztwo w tzw. sprawie dwóch wież. Przesłuchanie miało związek ze śmiercią wezwanej w charakterze świadka Barbary Skrzypek, bliskiej współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego. Nieco ponad dwie godziny trwało przesłuchanie prokuratorki Ewy Wrzosek. Tu w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. Zeznawała jako świadek w sprawie śmierci Barbary Skrzypek. Była bliska współpracowniczka Jarosława Kaczyńskiego zmarła trzy dni po przesłuchaniu w sprawie afery dwóch wież i powiązanej z PiS-em spółki Srebrna. Przesłuchanie prowadziła Ewa Wrzosek. PiS oskarża ją o nieprawidłowości. Nie ma wątpliwości, że jest związek pomiędzy tym przesłuchaniem i jego skutkami, a śmiercią Barbary Skrzypek. A tak naprawdę pani Wrzosek nie ma nic na swoją obronę. Główny zarzut PiS do Ewy Wrzosek, to niedopuszczenie pełnomocnika Barbary Skrzypek. Prokuratorka odpiera oskarżenia i mówi - wszystko było zgodnie z prawem. Nie mam sobie nic do zarzucenia. To przesłuchanie przebiegało według standardowych procedur. Wydaje mi się, że nawet te procedury były przeze mnie przestrzegane w stopniu wyższym niż przeciętnie. A to, jak mówi Wrzosek, ze względu na znajomość Barbary Skrzypek z Jarosławem Kaczyńskim, wobec którego prowadzone jest postępowanie w sprawie "dwóch wież". Uważam, że dobrym standardem jest, że prokuratura wszczęła postępowanie przygotowawcze, celem wyjaśnienia, czy wszystkie okoliczności związane z tym przesłuchaniem nie budzą żadnych wątpliwości. Do tej pory w sprawie śmierci Barbary Skrzypek prokuratura przesłuchała między innymi członków jej najbliższej rodziny, pełnomocników, austriackiego biznesmena, którzy byli obecni podczas przesłuchania kobiety, a także prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego. Żeby mieć koncesję na nadawanie, trzeba spełnić warunki. Od tego mamy urząd regulatora, by wnioskujących sprawdził i ocenił. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji taki proces przeprowadziła i koncesję przyznała między innymi telewizji Republika. I tu się zaczyna historia dziwnych zdarzeń, finansowych kombinacji, ciekawej korespondencji. Do jej części właśnie dotarliśmy i pytamy, co szef rady rozumie pod pojęciem "medialny ład". Nadzwyczajny pośpiech... Nie wiem, czym był ten pośpiech wywołany. towarzyszył przyznaniu telewizjom Republika i wPolsce24 koncesji na ogólnopolskie nadawanie naziemne. Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w czerwcu zeszłego roku posiedzenie w tej sprawie zwołał zdalnie, kiedy był za granicą. Rada, w której większość mają nominaci sejmowej większości z czasów PiS i prezydenta, przyznała koncesję telewizji Republika, mimo że jej wniosek był jedynym negatywnie ocenionym przez departament opiniujący wnioski w konkursie. Tym bardziej zaskoczyło mnie, bo ta opinia była zdecydowanie negatywna, tutaj biuro opiera się na wskaźnikach analizy ekonomicznej. A te mówiły, że Republika nie wykazała we wniosku, że będzie w stanie sfinansować projekt. Co do negatywnej opinii rzekomo finansowej, to są całkowicie fałszywe przekazy, nie wiem, skąd pan ma te informacje. Z dokumentów Krajowej Rady, tych dokumentów. Brakujące pieniądze miały pochodzić z darowizn widzów, czyli niepewnego i niestabilnego źródła. Oprócz Republiki i wPolsce24 w konkursie startowała jedna telewizja z Węgier i firma Michała Winnickiego, który wyniki konkursu zaskarżył. To właśnie ten, który składał ten wniosek do sądu o uchylenie tego procesu koncesyjnego, on właśnie miał negatywną opinię dotyczącą finansowania. I tu też coś zupełnie innego wynika z dokumentów Krajowej Rady. Kiedy spółka Winnickiego złożyła w sądzie skargę, jak słyszymy - zaczęły się naciski. Wysyłali różne osoby, które się ze mną spotykały, dzwoniły, naciskały na mnie, abyśmy ten wniosek wycofali, nie ugięliśmy się pod tą presją. Przedstawiciel Republiki pytał wręcz o możliwość odkupienia od niego spółki, która zaskarżyła w sądzie decyzję Krajowej Rady. Winnicki na dowód pokazuje korespondencję. Druga strona pokazuje tylko odpowiedź, którą Winnicki wysłał do przedstawiciela Republiki, i oskarża go o szantaż. Wojewódzki Sąd Administracyjny ponad tydzień temu uchylił decyzję Krajowej Rady o nadaniu koncesji Telewizji Republika i wPolsce24. Jeżeli w wyniku tego orzeczenia sądowego całe postępowanie koncesyjne będzie przeprowadzone jeszcze raz, to ci sami uczestnicy będą mieli prawo uczestniczenia w nim i prawo składania dokumentów wolnych już od tych wad. Maciej Świrski już zapowiedział skargę kasacyjną. Były członek Krajowej Rady wątpi w bezstronność przewodniczącego. Wielokrotnie gościł w spółce, która brała udział w tym konkursie i która wygrała konkurs. To jest oczywiście niedopuszczalne. Nawet porażka prawicowych stacji w drugiej instancji, przed NSA, nie oznaczałaby ich zamknięcia, a jedynie powrót do nadawania lokalnego, przez internet, sieci kablowe i satelitarne. Od dziś ostrożnie ze zdjęciami, bo niefrasobliwa fotka może słono kosztować. Jest mapa miejsc, a na niej około 25 tysięcy obiektów ważnych dla obronności kraju, które ministerstwo chowa za tabliczkami z zakazem fotografowania. Pytanie, czy się za nimi zmieszczą, bo technologia trochę jednak wyprzedza zakazy rodem z raczej dawnych czasów. Już wkrótce takie tabliczki z zakazem fotografowania pojawią się na ogrodzeniach. To jest narzędzie skierowane przeciwko obcym służbom, jak również narzędzie wspierające budowę pewnej kultury odporności, którą musimy w państwie zbudować. Rozporządzenie ministra obrony wskazuje, że każdy, kto chce zrobić zdjęcie obiektów szczególnie ważnych dla bezpieczeństwa, obronności, a także innych obiektów infrastruktury krytycznej, będzie musiał uzyskać na to zezwolenie. Takie miejsca mają być wyraźnie oznaczone tabliczkami z napisem "zakaz fotografowania" w 5 językach. Do tej pory osoby przyłapane na gorącym uczynku były praktycznie bezkarne. Mogły filmować przejazdy jednostek wojskowych, twierdząc, że przecież nie ma żadnego zakazu, on nie robi tego, tylko sobie fotografuje naturę. Teraz osoby fotografujące bez zezwolenia mogą zostać ukarane aresztem lub grzywną. Przepis, który w rzeczywistości spowoduje duże problemy nie dla jednostek wojskowych, dla instytucji, które są chronione, ale dla służb, które odpowiadają za bezpieczeństwo. Zdaniem Mariusza Marszałkowskiego milion złotych, które wydamy na produkcję tabliczek, można było wydać na kampanię informacyjną. Powinno się uczyć ludzi, żeby nie robić zdjęć na przykład kolumnom wojskowych, które jadą na ćwiczenia w rejony, powiedzmy, działań. A takie zachowanie to realne zagrożenie dla sukcesu prowadzonej akcji, a nawet życia żołnierzy. Tabliczki niczego nie zmienią. Zwłaszcza że obiekty strategiczne to też lotniska, dworce czy stacje metra. Nie wiem, jak można to w dzisiejszej dobie wyegzekwować. Bo zdjęcia dziś robi się nie tylko aparatem czy telefonem. Są do tego różne sprzęty w postaci ukrytych nawet kamer jak na przykład okulary, piloty, kluczyki czy pendrive, ewentualne jakieś kamery, które można zamontować na sobie, ukryć w ubraniu. O tym, że takie zakazy są bez sensu, już 19 lat temu mówił Radosław Sikorski, ówczesny minister obrony, który zdecydował o ich zdjęciu z ogrodzeń. Doszliśmy do wniosku, że przy nowoczesnej technologii satelitarnej ze względu na to, że tabliczki w niektórych miejscach wręcz dekonspirują obiekty wojskowe, że dla bezpieczeństwa kraju będzie równie dobrze, może lepiej, jeśli ochronę będą wykonywać nowoczesne systemy. Dziś nowoczesna technologia stała się powodem ich wieszania. Rozumiem, że po prostu dostosowano prawo i przepisy do rozwijającej się technologii. W całym kraju zakazem fotografowania ma być objętych 25 tysięcy obiektów. Kilka dni temu premier zapowiedział inwestycyjną ochronę nad terminalem przeładunkowym w Sławkowie na Śląsku, na który ostrzą sobie zęby zachodnie firmy. Tymczasem na decyzje o rozbudowie nie może się doczekać suchy port w Małaszewiczach, przy granicy z Białorusią. Tędy idzie niemal cały chiński transport kolejowy do Europy. Od czego zależy ta rozbudowa? Praca przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Tak wygląda towarowa brama Europy. Znajdujemy się na terenie jednego z największych terminali przeładunkowych w naszym kraju. Tak zwany suchy port w Małaszewiczach to ważny punkt na kolejowym Nowym Jedwabnym Szlaku. Tą lądową drogą do Europy trafia 90 procent chińskich towarów przewożonych koleją. Większość towarów, które do nas trafiają z różnych chińskich serwisów przesyłkowych takich jak Ali Express, przechodzą właśnie przez Małaszewicze i tu są właśnie przeładowywane. Suchy port w Małaszewiczach - kilkanaście kilometrów od białoruskiego Brześcia - działa od końca II wojny. Umożliwia przeładunek towarów pomiędzy koleją normalno- i szerokotorową. Dzisiaj Małaszewicze to łącznie 20 terminali i tylko w zeszłym roku miliard złotych zysku dla naszego budżetu. Wojna na wschodzie przez chwilę przyhamowała ruch przez Małaszewicze, ale on teraz znowu tam rośnie. Więc warto by było skorzystać z tego wzrostu na kierunku Europa - Chiny. Ale żeby to zrobić, potrzebna jest rozbudowa portu, która od lat stoi w miejscu. Według polityków związanych z obozem Prawa i Sprawiedliwości to wina rządu. To nasze lubelskie CPK. I to samo, co dzieje się z CPK, dzieje się z Małaszewiczami. Ten projekt nie jest skreślany, tylko odsuwany przez kolejne lata rządów tej koalicji. Ministerstwo Infrastruktury odpiera te zarzuty i twierdzi, że jest gotowe działać w tej sprawie. Ta inwestycja ma kluczowe znaczenie i nigdy nie zaniechaliśmy jej rozbudowy, kwestia jest tutaj tylko formalna i finansowa, kiedy dojdzie do przekształceń własnościowych. Wówczas zostanie uruchomione finansowanie publiczne. Rozbudowa portu ma kosztować prawie 3,5 miliarda złotych. Ale jest warunek - Polskie Linie Kolejowe muszą przejąć sto procent akcji spółki Cargotor, zarządzającej całym rejonem przeładunkowym. A ten proces przeciąga się. Pora na Małaszewicze, one były bardzo zaniedbane. Dzisiaj to wraca do PLK, chociaż nie wiem, dlaczego tak długo to trwa. Opóźnienie tej inwestycji oznacza utratę kolejnych milionów, które mogłyby wpłynąć do naszego budżetu. Gdy w małżeństwie są dzieci, to powstaje rodzina, i ona jest najlepszym środowiskiem dla każdego dziecka. Tak wygląda świat idealny, ale sądowe wokandy są pełne spraw, w których rodzina to piekło, z którego dziecko samo się nie wydostanie. Teraz resort sprawiedliwości podaje wytyczne, jak to zrobić przymusowo, by dzieci chronić. Wstrząsające nagranie z przymusowego odbierania dziecka opublikował ojciec chłopca, jak mówi, by pokazać bezduszność urzędników. Dziecko zostało odarte z godności, został odarte ze wszystkich praw. W tle konflikt między rodzicami i koszmar dziecka, które w takich przypadkach zawsze jest najbardziej pokrzywdzone. Widząc zdezorganizowanie osób dorosłych, mają poczucie, że dorośli nie rozumieją tej sytuacji, nie kontrolują tej sytuacji, więc tym bardziej czują się zagrożone. W ubiegłym roku kuratorzy sądowi przeprowadzili 1200 procedur przymusowego odebrania dziecka, w kilkudziesięciu przypadkach emocje wzięły górę i sytuacja wymknęła się spod kontroli. Rodzice nie chcą oddać dziecka, trzymają je, ukrywają, tutaj była mowa o ukrywaniu dziecka, o stawianiu czynnego oporu wobec kuratora czy policji. Ministerstwo Sprawiedliwości opracowało nowe wytyczne postępowania w trakcie przymusowego odebrania dziecka. Kurator sądowy musi działać w sposób, który minimalizuje stres dziecka. W wyjątkowych sytuacjach może odstąpić od wykonania nakazu, jeśli uzna, że mogłyby to zagrozić zdrowiu dziecka. Mówią o dobrych praktykach, o współpracy z psychologiem, o współpracy z policją, o tym, jak się przygotować, jak poszczególne służby mają się do tego przygotować, aby jak najmniej przymusowo wykonać ten przymusowy odbiór dziecka. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada przyspieszenie pracy sądów rodzinnych. Teraz takie sprawy ciągną się latami. Nawet odwiozłam go w połowę drogi, bo było dużo kilometrów. Nic nie wskazywało na to, że nie wróci, po prostu nie wrócił. Pani Ewa od dwóch lat walczy o odzyskanie syna, mimo że to jej sąd przyznał główną opiekę nad dzieckiem. Były mąż uniemożliwia jej kontakty z dzieckiem. Złożyłam wniosek we wrześniu, pierwszą sprawę miałam w marcu, a wiadomo, że w przypadku dziecka czas jest kluczowy. Resort chce walczyć z alienacją rodzicielską. Między innymi dzięki karom finansowym nakładanym na rodzica, który blokuje drugiej stronie ustalone sądownie kontakty z dzieckiem. Konflikty między rodzicami ma też ograniczyć zniesienie orzekania o winie w trakcie rozwodów. To z założenia antagonizuje obie strony, a chodzi o to, żeby strony skoncentrowały się na jak najlepszym, najszybszym rozstaniu dla dobra dziecka. Dla szybszego rozwiązywania małżeńskich konfliktów w sądach okręgowych i apelacyjnych mają powstać wydziały rodzinne. Dziś Wielki Czwartek, początek Triduum Paschalnego. Dla chrześcijan obu obrządków zaczyna się wypełniać boski plan, zakończony odkupieniem w śmierci Chrystusa. To ważny dzień dla wiernych i dla Kościoła, który wspomina ustanowienie kapłaństwa i eucharystii. O tradycji chleba i wina, i ostatniej wieczerzy. Msza krzyżma - uroczysta eucharystia z udziałem kapłanów z całej diecezji. Odnawiają przyrzeczenia, potwierdzając w ten sposób gotowość do służby w Kościele. Do duchownych zwrócił się w homilii metropolita warszawski. To z powodu braku pokory, z powodu buty i wyniosłości pasterzy ludzie bardzo dziś cierpią i odchodzą od Boga, a na pewno od Kościoła. W czasie mszy krzyżma święcone są oleje. Jest to olej, którego używa się do sakramentu święceń kapłańskich, do bierzmowania, święci też olej chorych, którego używa się podczas sakramentu namaszczenia chorych i katechumenów. Wielki Czwartek to początek Triduum Paschalnego. Przygotowanie do najważniejszych świąt - Zmartwychwstania Pańskiego. To jest wyjątkowy czas, że nie tylko mycie okien, nie tylko sprzątanie, nie tylko ogródki, kiedy się słoneczko pojawiło, ale też wysprzątanie swojego serca, by w te święta wejść z taką duchową mocą, oczyszczonym wewnętrznie. Watykan. Wieczorna liturgia Wieczerzy Pańskiej sprawowana na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Obrzęd obmycia nóg symbolizuje pokorę, służbę i bezwarunkową miłość. Przewodniczenie celebracjom wielkanocnym papież Franciszek ze względu na stan zdrowia powierzył kardynałom. Sam odwiedził zakład karny w Rzymie. Spotkał się z około siedemdziesięcioma osadzonymi. Dotrzymał tradycji wprowadzonej przez siebie na początku pontyfikatu. W poprzednich latach odwiedzał zakłady karne, szpitale, ośrodek dla uchodźców. W wielu miejscach w Polsce odbywają się misteria Męki Pańskiej. W Piekarach Śląskich ponad stu aktorów przedstawiło ostatnie chwile życia Jezusa. Źródłem jest właśnie to, co jest zapisane w ewangelii, ale żeby upiększyć ten obraz, postanowiliśmy trochę dodać tekstu, żeby ten obraz był płynniejszy i pomagał każdemu przeżywać te wszystkie tajemnice, które się tutaj odbywają. Uroczystość Wielkiego Czwartku obchodzą dziś też prawosławni i wierni innych obrządków wschodnich. Za chwilę w Pytaniu Dnia europoseł Michał Wawrykiewicz u Aleksandry Pawlickiej. Jutro Monika Sawka. Dziękuję i do zobaczenia.