Cios za ciosem. Wojna Izraela z Iranem nie gaśnie. Fala wniosków. Jest już ponad 6 tys. protestów wyborczych. Drogowy zabójca wreszcie stanął przed sądem. Dymy nad Tel Awiwem, dymy nad Teheranem. Rakiety balistyczne, drony i lotnictwo - tak się od 5 dni wykluwa nowa wojna na Bliskim Wschodzie. Największe mocarstwa patrzą na mapę regionu, bo wojna jest lokalna, ale interesy ma tam cały świat. Rosja wyraża zaniepokojenie, Turcja chce mediować, a Donald Trump mówi: "bądźcie czujni", gdy niespodziewanie opuszcza szczyt G7. Co widać, kiedy na chwilę dym opada? Amerykanie wzmacniają siły na Bliskim Wschodzie. Ściągają tam lotniskowiec USS Nimitz wraz z grupą uderzeniową. Ma dołączyć do innego lotniskowca - USS Carl Vinson, który od miesięcy operuje w regionie. Obecnie jest na Morzu Arabskim wraz z krążownikiem rakietowym oraz 3 niszczycielami. 2 kolejne znajdują się na Morzu Czerwonym oraz we wschodniej części Morza Śródziemnego. Pentagon przerzucił też z baz w USA do Europy ponad 30 samolotów tankujących. Tego typu maszyny wspierają misje bojowe. Ale Donald Trump, który nagle opuścił szczyt G7 w Kanadzie i zapowiedział, że od rana będzie w centrum dowodzenia w Białym Domu, utrzymuje, że USA nie zamierzają przyłączać się do wojny. Chyba, że ich siły w regionie zostaną zaatakowane. Odpowiemy ostro, jeśli zrobią coś naszym ludziom. Wtedy już nie będzie działań w białych rękawiczkach. Myślę, że Irańczycy wiedzą, że nie powinni ruszać naszych żołnierzy. Jeszcze na pokładzie Air Force One Trump stwierdził, że nie chce rozejmu, tylko całkowitej rezygnacji Iranu z broni jądrowej. Nie szukam zawieszenia broni. Szukamy czegoś lepszego niż zawieszenie broni. Iran nie może mieć broni atomowej, to bardzo proste. A we wcześniejszym wpisie wezwał do natychmiastowej ewakuacji Teheranu. Tak wczoraj wyglądały ulice irańskiej stolicy. Mieszkańcy - w chaosie i panice - uciekają z 10-milionowego miasta. Bombardowanego nieustannie przez izraelskie lotnictwo. Tyle zostało z kompleksu irańskiej telewizji państwowej. Nasi koledzy starali się dostarczyć informacje, ale zostali zredukowani do popiołu. Na żywo uderzenie mogły zobaczyć tysiące Irańczyków. Słuchajcie, to, co słyszycie, to dźwięk agresora. Słyszycie agresora atakującego prawdę. W nocnych nalotach Izrael zabił szefa sztabu irańskiej armii na czas wojny. Generał Ali Szadmani został awansowany na to stanowisko zaledwie 4 dni wcześniej. Celem Tel Awiwu jest też lider Iranu - Ali Chamenei. Robimy to, co musimy. Nie będę wdawał się w szczegóły. Wyeliminowanie politycznego i duchowego lidera Iranu nie zaostrzy konfliktu, lecz go zakończy. Teheran twierdzi, że uderzył dziś w centralę Mosadu i izraelskiego wywiadu wojskowego w Tel Awiwie. Irańskie rakiety spadły też w Herclijji. Iran jako główne źródło niestabilności w regionie uznali niespodziewanie we wspólnym oświadczeniu przywódcy grupy G7. Izraelskie ataki na Iran potępili zaś przywódcy 20 państw arabskich i muzułmańskich. Najpierw lądowym konwojem do Egiptu i Jordanii, potem już samolotami do Polski. Plan jest prosty, ale logistycznie skomplikowany - tak o ewakuacji Polaków z Izraela mówią przedstawiciele MSZ. Przestrzeń powietrzna nad Izraelem jest zamknięta, więc trzeba szukać innej drogi, a ten szlak jest przetarty, użyli go już Czesi i Słowacy. Ewakuacja trwa. To Tel Awiw i grupa Polaków na chwilę przed wyruszeniem w drogę do Egiptu. Cieszę się, że wracam, ale jednocześnie jest mi smutno, że zostawiam moich przyjaciół i miejsce, które tak bardzo kocham. Przyjechałem tu na 3 tygodnie pielgrzymki i wakacji. Zostałem 10 dni w Jerozolimie, potem pojechałem na północ i wybuchła wojna. Konwój dotrze do Szarm el-Szejk, skąd jutro o świcie wystartuje pierwszy wyczarterowany przez polski rząd samolot do Warszawy. Na pokładzie znajdą się też obywatele innych krajów. Jednak najprawdopodobniej nie wszystkie miejsca będą zajęte. Ewakuacja cieszy się znacznie mniejszym zainteresowaniem niż wynikałoby to z doniesień medialnych. W czwartek o świcie wyruszy kolejny konwój do jordańskiego Ammanu. Do kraju Polaków zabierze wojskowy samolot. Wojsko Polskie jest gotowe udzielić wszelkiego wsparcia i ewakuować polskich obywateli natychmiast. Od piątku w systemie Odyseusz, ułatwiającym kontakt z obywatelami przebywającymi za granicą, zarejestrowało się około 300 Polaków. MSZ tłumaczy: nie oznacza to, że wszyscy chcą opuścić Izrael. To jest system osób przebywających w danym kraju, to nie jest grupa osób, które zgłosiły się do ewakuacji. Skorzysta z niej 180 Polaków. To głównie turyści, ale też pacjenci leczący się w Izraelskich szpitalach. Służby konsularne namawiają kolejne osoby, by opuściły Izrael. Koledzy od rana podejmowali wysiłki, żeby się skontaktować z dużą grupą tych Polaków, którzy są zarejestrowani, po to żeby zaoferować ten pierwszy samolot i mamy też przypadki odmów. Wcześniej niż Polska ewakuacje rozpoczęły też inne europejskie kraje - Czechy i Słowacja. Wczoraj w Bratysławie wylądował samolot z Jordanii z 73 osobami ewakuowanymi z Izraela. Oczywiście słyszeliśmy rakiety i syreny alarmowe, ale nie doświadczyliśmy, żadnej niebezpiecznej sytuacji. Na pokładzie znaleźli się nie tylko Słowacy, ale też obywatele innych krajów, m.in. 15 Polaków. Według niektórych mediów to pracownicy polskiej ambasady w Tel Awiwie. To były dzieci naszych pracowników, a opiekunowie to są częściowo nasi pracownicy, albo członkowie rodzin. To były mamy w większości. Z Iranu, z pomocą MSZ, wyjedzie 6 osób, a także część personelu polskiej ambasady w Teheranie. To jest "19.30", co jeszcze przed nami? Sprawca tragedii na ławie oskarżonych. wielonarządowe obrażenia, skutkujące zgonem pokrzywdzonego na miejscu zdarzenia. Przyznaję się do prowadzenia arteona, do przekroczenia prędkości. Co nam dała Solidarność? Komunizm upadł i właściwie to zapoczątkowało całą serię zmian. Taka wolność mi się wydaje, to jest kluczowe. "Jeśli każdy głos się liczy, to go policzmy na nowo, bo się w komisjach działy rzeczy dziwne" - mówią autorzy wyborczych protestów, które w sprawie prezydenckiej elekcji trafiły do Sądu Najwyższego. Jest ich ponad 4 tys., a Sąd Najwyższy rozpatrzy je do 2 lipca. Wyniku wyborczego protesty nie zmienią, ale w procesie wyborczym coś chyba powinny zmienić. Uważam, że powinny być przeliczone. Były szef PKW, sędzia Wojciech Hermeliński uważa, że należy ponownie przeliczyć wszystkie głosy oddane w drugiej turze. Na razie Sąd Najwyższy zlecił to w tych 13 komisjach, w których zamieniono wyniki, głównie na korzyść kandydata PiS. Dziwi mnie to. Przecież to są najłatwiejsze wybory. Szczególnie w drugiej turze. Mały Kazio na kartce papieru by to szybciej policzył niż te niektóre komisje. Albo to wynikało z niechlujstwa, niewiedzy albo ze złej woli. Protest złożył też sztab Rafała Trzaskowskiego, wskazując na zamienione wyniki, duży wzrost głosów nieważnych. Wątpliwości budzi też używanie niezatwierdzonej przez PKW tzw. aplikacji Mateckiego do sprawdzania zaświadczeń. Demokracja to przede wszystkim szacunek do wyborców, do wszystkich wyborców. Dlatego musimy mieć pewność, że wszystkie głosy zostały prawidłowo zliczone. Jakiekolwiek pomyłki powinny być wyjaśnione, bo jesteśmy za tym. Ale wyniku to absolutnie nie zmieni. A tak sprawę komentuje prezes PiS: Jarosław Kaczyński po raz kolejny szaleje, a dobrze wie, że chodzi o to, żeby demokracja była demokracją i żeby każdy głos podczas procesu wyborczego był dobrze policzony. Rząd nie włącza się w żaden sposób w to czy stwierdzić, czy nie stwierdzić ważności wyborów. Wczoraj PKW przyjęła sprawozdanie z wyborów prezydenckich. Jak ustaliliśmy, "za" było 6 członków komisji, 2 się wstrzymało. Przeciwko był szef PKW, Sylwester Marciniak. Komisja stwierdziła, że w trakcie głosowania miały miejsce incydenty mogące mieć wpływ na wynik głosowania. PKW pozostawia jednak Sądowi Najwyższemu ocenę ich wpływu na wynik wyborów. Zawsze tam znajdował się wniosek, czy wybory należy uznać za ważne czy nieważne, było to sugestia dla SN. Skoro nie ma, to trochę jest to zaskakujące, bo widzę tu pewne wahanie ze strony PKW. PKW pisze też, że protesty oraz rozstrzygnięcie o ważności wyboru prezydenta powinny być dokonywane przez taki skład Sądu Najwyższego, którego status nie budzi żadnych wątpliwości. Wyborami zajmuje się nieuznawana przez europejskie trybunały Izba Kontroli. Ta uchwała trafia do marszałka Sejmu, PKW, oraz do premiera, który musi opublikować uchwałę w Dzienniku Ustaw. Jeśli tak, to czy premier ma opublikować ją z odpowiednią adnotacją, wyrażającą wątpliwości co do tej izby? Dlatego minister sprawiedliwości wnioskował o wyłączenie neosędziów i przekazanie sprawy wyborów do Izby Pracy. Z kolei pierwsza prezes Sądu Najwyższego kwestionowanie statusu Izby Kontroli nazwała dezinformacją. O ważności wyborów zgodnie z konstytucją orzeka Sąd Najwyższy i to SN wyda orzeczenie. Wszystkie wątpliwości powinny być rozstrzygnięte, dlatego że my musimy mieć pewność, że jest kontrola społeczna instytucji publicznych nad wynikami wyborów. Czas na rozpatrzenie protestów Sąd Najwyższy ma do 2 lipca. Ma być szybka, głęboka i w lipcu. Koalicja planuje rekonstrukcję gabinetu premiera i może nawet kogoś, kto ją potem wytłumaczy - rzecznika rządu. W koalicyjnym rządzeniu interesów jest tyle ilu koalicjantów i rząd trochę utył, ale wyborcza porażka wymusza nowy start i odchudzanie. Kto przechodzi na dietę i czy wyjdzie na zdrowie? To dzisiejsze posiedzenie rządu... Jedno z ostatnich w takim składzie. Koalicjanci są zgodni: czas na terapię odchudzającą. Mamy ok. 120 ministrów, powinno być ich mniej? Tak! Oczekuję tego, że będzie ich mniej, zarówno w zakresie ministrów, jak i wiceministrów. Ich obecna liczba to efekt koalicji. W wielu resortach, tak jak tu, w Ministerstwie Edukacji Narodowej, są przedstawiciele wszystkich lub prawie wszystkich ugrupowań wchodzących w skład rządu. To ma się zmienić. To nie musi zaburzać harmonii koalicyjnej. Chodzi o to, żeby nie było tak, że minister dostaje w teczce swoich zastępców. Wiemy jedno, że ministerstwa będą odchudzone, że to będzie - i o tym mówił premier - jeden z najmniejszych rządów w całej Europie. Redukcja może dotknąć ministrów bez teki, m.in. ds. równości, społeczeństwa obywatelskiego i seniorów. Wiele wskazuje na to, że te stanowiska będą zlikwidowane. Podobnie jak część ministerstw, które mają być połączone z innymi. Mówię o całej sferze gospodarki, jeżeli trzeba jakieś resorty połączyć, bo mogą być bardziej funkcjonalne, to trzeba je połączyć. To może oznaczać fuzję resortu rozwoju i technologii oraz przemysłu. To drugie - zgodnie z przedwyborczą obietnicą Koalicji Obywatelskiej - zostało przeniesione na Śląsk. I według pochodzących stamtąd polityków: powinno tam pozostać. Jeszcze nigdy w historii rządów Platformy Obywatelskiej, Koalicji Obywatelskiej nie było tak spokojnie na Śląsku. Pani jest spokojna, że zostanie w tym rządzie? - Tak. Ministra funduszy mówi też wprost, że Polska 2050 wypełni umowę koalicyjną. I przekaże Lewicy stanowisko marszałka Sejmu. Ale oczekuje czegoś w zamian. Jeżeli jest tak, że marszałkiem ma być ktoś inny, to Polska 2050 musi mieć w rządzie wicepremiera. Decyzja w lipcu. Wcześniej ma być powołany rzecznik rządu. Wśród kandydatów wymieniani są ministrowie KO: Maciej Wróbel, Aleksandra Gajewska, Adam Szłapka i Jan Grabiec. Na razie pewna jest nominacja dla tego polityka. Marcin Bosacki, mimo zapowiedzi odchudzenia rządu, ma być 7. wiceministrem spraw zagranicznych. Nie wykluczam, że będzie redukcja, ale w ramach redukcji całej erki, bo jest rekordowa ilość ministrów konstytucyjnych. Wśród nich szef dyplomacji oceniany jest najlepiej. To wynik sondażu przeprowadzonego na zlecenie Onetu. Na kolejnych miejscach: Władysław Kosiniak-Kamysz, Adam Bodnar, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Andrzej Domański i Tomasz Siemoniak. Potrzebny jest całościowy plan, kalendarz realizacji ustaw, co do których się umówiliśmy. Personalia są ważne, ale na drugim planie. Jedną z takich ustaw jest lewicowy projekt budowy mieszkań na tani wynajem, który dziś został podpisany przez premiera. Jeśli zostanie przyjęty przez Sejm i podpisany przez prezydenta - na ten cel zostanie przeznaczone 18 mld złotych. W prezydenckiej kampanii nie udało się tej sprawy wyjaśnić. Wybory rozstrzygnięte, ale sprawa pozostała. Na tyle mocno, że prokuratura wszczyna w niej śledztwo. Jak było z kawalerką pana Jerzego, co było w akcie notarialnym, a co powinno być, kto się kim opiekował, a kto nie i czy na końcu jest ratunek od bezdomności, czy oszustwo. Procesu z tego nie będzie z kilku powodów, ale może będzie chociaż prawda? Jak naprawdę było z tym mieszkaniem - pytają Karola Nawrockiego politycy, pyta też prokuratura. Prokurator, uznając, że zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, podjął decyzję o wszczęciu śledztwa. Chodzi o przejęcie mieszkania pana Jerzego. Dokładniej - gdańskiej kawalerki o wartości 120 tys. zł. Przyzwoitości żadną ustawą nie da się zapisać. Jeżeli ktoś obejmuje urząd, powinien odpowiedzieć na oczekiwania społeczne, a część społeczeństwa oczekuje wyjaśnienia tej sprawy. Prokuratura ma ustalić, czy Karol Nawrocki w 2017 roku osiągnął korzyść majątkową. Przestępstwo miało polegać na wprowadzeniu pana Jerzego w błąd przy zawieraniu umowy przedwstępnej sprzedaży nieruchomości. Może chodzić o oszustwo. A za to grozi do 8 lat pozbawienia wolności. Jeżeli ktoś w akcie notarialnym podpisując się własnym imieniem i nazwiskiem, mówi, że wpłacił całą sumę związaną z zapłatą za mieszkanie, a później sam mówi, że to nieprawda, to znaczy, że świadomie do aktu notarialnego skłamał. I to poświadczenie nieprawdy bulwersuje polityków koalicji rządzącej, a PiS w ruchu prokuratury dopatruje się polityki. Myślę, że to jest chęć procedowania dalej tej sprawy po to, by podważać na przyszłość mandat. Ale w tej sprawie jest wiele pytań, na które trzeba odpowiedzieć. Świadczy o tym fakt, że Karol Nawrocki wielokrotnie mijał się z prawdą. To nagranie - wtedy kandydata na prezydenta - miało wystarczyć i uciąć medialną burzę. Jednak późniejsze tłumaczenia... Dziennikarze Onetu dość szybko odnaleźli pana Jerzego w DPS-ie. Kontrowersje budzi fakt, że Karol Nawrocki zobowiązał się do opieki nad panem Jerzym. Co posła Wieczorka oburzało w sprawie przejęcia mieszkania? Przede wszystkim kluczenie i co chwila jakieś nowe fakty w tej sprawie. Ostatecznie - co już wiemy - akt notarialny między panem Jerzym a Karolem Nawrockim i jego żoną został sporządzony w areszcie w obecności notariusza. Prokuratura może prowadzić co najwyżej postępowanie w sprawie. A to dlatego, że Karola Nawrockiego chroni immunitet prezesa IPN. Uchylić go może - na wniosek prokuratury - większość sejmowa. Inna procedura dotyczy prezydenta, gdy ten urząd obejmie 6 sierpnia. Każda osoba, która pełni funkcję prezydenta w sprawach karnych w trakcie pełnienia urzędu, nawet jeśli są to czyny sprzed okresu pełnienia urzędu, podlega odpowiedzialności wyłącznie przed Trybunałem Stanu. W praktyce raczej nie. Arytmetyka w tym zakresie jest bezwzględna. Jest to niemal niemożliwe. Bo aby postawić prezydenta przed Trybunałem Stanu, konieczne jest uzyskanie 2/3 głosów Zgromadzenia Narodowego. Pierwotnie Łukasz Ż., ale decyzją sądu Łukasz Żak. Sąd uznał, że nazwisko i wizerunek tego pana należą się opinii publicznej. We wrześniu ubiegłego roku Żak, gnając Trasą Łazienkowską grubo ponad 200 km/h, miał wjechać w osobówkę, którą podróżowała rodzina z dziećmi, i uciekł z miejsca wypadku. Ojciec rodziny zginął na miejscu, żona i dwoje dzieci trafili do szpitala. Dziś ruszył proces. Od tego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, minął prawie rok. Rodzina zmarłego 37-letniego Rafała, ojca dwójki dzieci, wreszcie może liczyć na sprawiedliwość. Rozpoczynam, otwieram przewód sądowy. Na ławie oskarżonych sześć osób, wśród nich Łukasz Żak, kierowca białego arteona i sprawca wrześniowej tragedii. W wyniku którego spowodował u Rafała P. wielonarządowe obrażenia w obrębie głowy, klatki piersiowej, jamy brzusznej i kończyn dolnych, skutkujące zgonem pokrzywdzonego na miejscu zdarzenia. Według opinii biegłych mężczyzna w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał, jak ściga się z kolegami. Tuż przed zderzeniem auto Żaka miało pędzić prawie 200 km/h. Przyznaję się do prowadzenia arteona, do przekroczenia prędkości. W dalszym zakresie się do niczego nie przyznaję. Oskarżony odmówił składania wyjaśnień, a jest co wyjaśniać, bo Łukasz Żak nie udzielił pomocy czteroosobowej rodzinie poszkodowanej w wypadku oraz Paulinie K. która jechała razem z nim, i uciekł z miejsca zdarzenia. Ja tak nie twierdzę, jeżeli prokuraturze uda się udowodnić, że uciekł i zostanie za to skazany prawomocnie... Ja tak nie twierdzę. Po zderzeniu na miejsce przybyli znajomi mężczyzny, którzy zostali oskarżeni m.in. o pomoc w ucieczce. Łukasz Żak po wypadku zbiegł do Niemiec. Tam zatrzymali go policjanci po wystawieniu Europejskiego Nakazu Aresztowania. To nie pierwsze jego przestępstwo. Ten konkretny wypadek pokazuje jak w soczewce, ogniskuje drogowe patologie, których jest niestety zbyt wiele na naszych ulicach. Po pierwsze kierujący i sprawca wypadku miał wielokrotny zakaz prowadzenia pojazdów. Wypadek na Trasie Łazienkowskiej, jak i ten na autostradzie A1, przyczyniły się do dyskusji o wprowadzeniu kary za zabójstwo drogowe. Zmian w prawie jak na razie brak. Ten projekt był źle sformułowany, on nie został przyjęty do dalszego procedowania. Trwa oczywiście dyskusja, czy należy zaostrzać odpowiedzialność karną za najbardziej brawurowe sytuacje w ruchu drogowym. Łukaszkowi Żakowi grozi do 30 lat więzienia. Pierwsze apacze w Polsce. Na razie przyleciały te do szkolenia, ale w zamówieniu jest 98 takich maszyn. Szturmowe śmigłowce to potęga ognia w natarciu i skuteczne wsparcie w obronie. Będą kosztowały około 40 mld złotych, ale to cena samych maszyn. Swoje będzie kosztowało szkolenie i serwis. Pierwsze dostawy w 2028 roku. Jest to niewątpliwie najlepszy śmigłowiec szturmowy na świecie. To przeskok na pewno technologiczny, jeśli chodzi o śmigłowce, które obecnie posiadamy. Do 56. Bazy Lotnictwa w Latkowie pod Inowrocławiem trafiły pierwsze trzy apacze. Na tych wyleasingowanych od Amerykanów egzemplarzach polscy piloci będą się szkolić, by móc obsługiwać te, których dostawa zacznie się za trzy lata. Nie chcieliśmy tracić ani dnia, ani minuty, dlatego zdecydowaliśmy się na leasing 8 w troszkę starszej wersji, wersji D, niż tej najnowocześniejszej wersji E, którą kupujemy, ale po to, żeby nasi piloci byli przygotowani. 20 pilotów i drugie tyle personelu naziemnego przeszło już szkolenie w Stanach. Piloci, technicy są już w blokach startowych, jest to tak naprawdę też spełnienie ich marzeń. Kończyli szkoły w Dęblinie, najnowocześniejsze kursy w USA. Trzeba też posiąść wiedzę na temat tego śmigłowca, a to wymaga czasu i ogromnej pracy. W przekazaniu pierwszych apaczy uczestniczył charge d'affaires USA. To kolejny jasny przykład doskonałych relacji pomiędzy naszymi narodami. To wstęp do wdrożenia apaczy do naszej armii. Polska zamówiła ich aż 96. I będzie to największa po amerykańskiej flota tych śmigłowców na świecie. Są w stanie zwalczać cele na ziemi i w powietrzu, żołnierze nazywają je wręcz latającymi czołgami. Zdaniem eksperta, byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, są świetne w zmasowanym ataku w decydującym momencie bitwy. Pojawia się jednak "ale". Jako środki walki taktycznej, bezpośrednio na linii frontu, do wykonywania zadań rozproszonych, ogniowych, o wiele bardziej efektywne dzisiaj już są o wiele tańsze i skuteczne drony. To widać w wojnie Rosji z Ukrainą czy w działaniach na Bliskim Wschodzie. Rola dronów rośnie i powinniśmy w nie inwestować - mówi generał. Przecież widzimy, jak daleko te strategiczne drony również potrafią przenikać w głąb terytorium Rosji. Jednym słowem drony i broń przeciwdronowa to jest dzisiaj numer jeden. Rząd realizuje umowę wynegocjowaną jeszcze przez rząd PiS. Kontrakt na 96 apaczy jest wart 10 mld dolarów. Unijni eksperci w sprawach rolnictwa w Warszawie. Prawie na finał polskiej prezydencji toczy się dyskusja o zagrożeniach dla ważnego rynku, wielkich pieniędzy, społecznych oczekiwań i kłopotów z metryką, bo wieś w całej Unii mocno się starzeje. Czy Wspólnota ma na to plan? Oprócz hodowli zwierząt Paweł Rochala na prawie 300 hektarach uprawia m.in. pszenicę i kukurydzę. Źródłem sukcesu jest nie tylko ciężka praca, ale i unijne wsparcie. Korzystamy z dopłat, ale obawiamy się, co będzie dalej. Mówi się o odejściu od dopłat obszarowych. I ta kwestia spędza sen z powiek nie tylko polskim rolnikom. Unijna polityka rolna ma różne oblicza, bo producenci i hodowcy z Cypru, Niemiec czy krajów skandynawskich mają odmienne cele. Ale są pewne kwestie, których europejscy rolnicy obawiają się niezależnie od szerokości geograficznej. I o nich rozmawiali ministrowie 27 państw Unii Europejskiej odpowiedzialni za rolnictwo i bezpieczeństwo żywnościowe. Produkcja żywności najwyższej jakości wiąże się z regulacjami, których muszą trzymać się rolnicy. Spotykamy się, by ustalić, jak możemy im w tym pomóc. Jednym z najważniejszych tematów była kwestia Mercosur, czyli umowy handlowej między UE a krajami Ameryki Południowej. Tam jest masowa produkcja bardzo słabej jakości i jeżeli ta umowa zostanie podpisana, to my nie wytrzymamy tej konkurencji. Będzie to jeszcze trudniejsze, jeśli państwa członkowskie nie dogadają się co do wysokości budżetu przeznaczonego na rolnictwo. Obecnie trwają dyskusje o priorytetach finansowych Unii od 2008 roku. Nie będzie jakościowej produkcji rolnej bez pieniędzy. Teraz, kiedy trwają dyskusje nad budżetem, musimy wywalczyć jak najwięcej środków na rolnictwo. Kolejna paląca kwestia to Zielony Ład, czyli zbiór przepisów zobowiązujących do działań na rzecz ochrony klimatu, przeciwko któremu protestowali rolnicy w całej Europie. Zielony Ład został bardzo ograniczony, dopasowany, zmieniony do oczekiwań rolników, dokonaliśmy istotnych zmian. Rolnicy oczekują jednak dalszych działań w tej kwestii, a według ekspertów właśnie dzięki takim rozmowom wiele problemów udaje się rozwiązać. To są takie nieformalne spotkania, dzięki którym można załatwić wiele rzeczy i pokazać, że nasza prezydencja w UE ma swój sens. Bo dobrze rozegrane zakulisowe rozmowy to potem już tylko formalność w Brukseli i zysk dla rolników, także tych nad Wisłą. Słowo jak słowo, ale w polskiej historii jest symbolem, znakiem, epoką. Solidarność dumnie nosi ten historyczny ładunek znaczeń od 45 lat, a z nim pamięć o zdarzeniach i ludziach będących miarą polskiego sukcesu. Razem z gdańskim Muzeum Solidarności szukamy w państwa pamięci emblematów tamtej dobrej historii. Ostatnich 45 lat to dla Polski, dla Polaków, a więc dla nas wszystkich, czas wielu zmian, wielkich wydarzeń. I chwil, które wpłynęły na naszą przyszłość. Komunizm upadł i właściwie to zapoczątkowało całą serię zmian, która nastąpiła, i że teraz się żyje lepiej. Unia i możliwość podróżowania. I ogólnie taka wolność, mi się wydaje, to jest kluczowe. Wejście do NATO też dało nam taką możliwość bezpieczniejszego czucia się. To m.in. te wydarzenia były powodem radości i dumy, dały nadzieję. Mają wspólny mianownik: nasza solidarność. A przecież to od Solidarności i jej sukcesu wszystko się zaczęło. Rozbicie starego porządku pod naszym nadzorem, który hamował rozwój Europy i Świata. W ramach obchodów 45. rocznicy powstania Solidarności Telewizja Polska, Europejskie Centrum Solidarności i Gdańsk zapraszają do zgłaszania swoich propozycji wydarzeń, które zasługują na szczególne wyróżnienie. Formularz zgłoszeniowy dostępny jest na stronie Miasta Gdańska jeszcze przez tydzień. Pojawiają się takie najważniejsze wydarzenia w historii jak wejście Polski do Unii, pojawiają się tematy związane z nagrodami Nobla, ale również sukcesy Igi Świątek. Tak naprawdę chodzi o to, żebyśmy jeszcze raz spojrzeli na te ostatnie 45 lat i zobaczyli, że to był wielki sukces. I że wiele nam, jako Polakom, rzeczywiście się udało. Jesteśmy bezpieczni w UE i możemy patrzeć z nadzieją w przyszłość. Na pewno są to różnego rodzaju sukcesy artystów i artystek czy naukowców i naukowczyń czy też sportowców. Wspomnę o nagrodach Nobla, dlatego że one pokazują i jakość polskiej literatury i to, że jest ona doceniana. Spośród nadesłanych zgłoszeń kapituła wyłoni 45 wydarzeń, z których latem my wszyscy, Polacy, wybierzemy 10 najważniejszych. Warto, żebyśmy wspólnie się cieszyli, że nam się, Polakom, udało. Zwieńczeniem akcji będzie koncert na terenach postoczniowych transmitowany przez Telewizję Polską w Dzień Solidarności i Wolności, a więc 31 sierpnia. O Naszej Solidarności będzie w TVP Info debata z udziałem dawnych liderów podziemia, a już za chwilę w "Pytaniu dnia" Justyna Dobrosz-Oracz porozmawia z marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską.