Zamrożenie wojny i złagodzenie sankcji na Rosję. Bloomberg ujawnia amerykański plan ws. Ukrainy. Andrzej Duda zablokował ustawę o mowie nienawiści i skierował ją do Trybunału. Niebezpiecznie w Wielki Piątek. Alerty IMGW i RCB. Burze, podtopienia i trąby powietrzne. Monika Sawka. Dobry wieczór. Zaczynamy od amerykańskiej propozycji pokoju między Rosją a Ukrainą. Według agencji Bloomberg Amerykanie mają oferować Rosji złagodzenie sankcji pod warunkiem trwałego zawieszenia broni. Propozycja zakłada też odrzucenie ukraińskich aspiracji dotyczących dołączenia do NATO. W tym samym czasie świat obiegła też zaskakująca deklaracja amerykańskiego sekretarza stanu. Na pożegnanie z Europą był uśmiech. Po tych słowach wiadomo, że był czysto dyplomatyczny. To nie nasza wojna. Marco Rubio przed odlotem do USA ostrzegł, że te mogą wycofać się z negocjacji na linii Ukraina-Rosja. Nie zamierzamy dalej latać po całym świecie i organizować spotkania za spotkaniem, skoro nie ma żadnych postępów. Jeśli jedna ze stron lub obie poważnie myślą o pokoju, chcemy pomóc. Jeśli nie, to Stany Zjednoczone mają inne priorytety. Wcześniej w Pałacu Elizejskim amerykański sekretarz stanu odbył wielogodzinne rozmowy. Przy jednym stole spotkali się - po raz pierwszy - przedstawiciele Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz Ukrainy. Rubio miał przedstawić im propozycję zamrożenia konfliktu. Okupowane ukraińskie terytoria zostałyby pod kontrolą Rosji w zamian za złagodzenie sankcji. Jak donosi agencja Bloomberg, amerykański plan zakłada także odrzucenie możliwości przystąpienia przez Ukrainę do NATO. Rosja mówi o czymś jeszcze. Chcielibyśmy, aby Europejczycy przestali zbroić Ukrainę i zachęcać ją do kontynuowania konfliktu. Rosyjski ambasador stwierdził też, że szans na rozejm nie ma. Ale Kreml po wypowiedzi Marco Rubio o możliwym wycofaniu się z rozmów ton złagodził. Tak wygląda on w rosyjskiej praktyce. Wielki Piątek wojsko Putina zaczęło od zabijania. W nocy zaatakowało Charków rakietami balistycznymi uzbrojonymi w bomby kasetowe. Miały wyrządzić jak najwięcej szkód. Jak długo jeszcze Władimir Putin może odpowiadać na pańską propozycję zawieszenia broni, zanim nałoży pan na Rosję dodatkowe cła lub sankcje? Dowiemy się od nich w tym tygodniu, a właściwie wkrótce, i zobaczymy. Ale chcemy, żeby przestał. Chcemy, aby śmierć i zabijanie się skończyły. Amerykański przywódca pilnie potrzebuje sukcesów w obliczu mijających stu dni urzędowania. I wyraźnie w sprawie przedłużających się negocjacji pokojowych traci cierpliwość. Nie obarczam Zełenskiego odpowiedzialnością, ale nie jestem zachwycony faktem, że ta wojna się rozpoczęła. Nie powiedziałbym, że wykonał najlepszą robotę. Nie jestem jego wielkim fanem. Podobnie jak JD Vance. Dziś z wizytą we Włoszech, ale ten - zaskakująco - optymistą pozostaje. Skoro trwają negocjacje, nie będę przesądzał, ale jesteśmy optymistycznie nastawieni, że możemy zakończyć tę wojnę, tę bardzo brutalną wojnę. Ale, jak po raz kolejny podkreślił Wołodymyr Zełenski, nie za cenę ukraińskiego terytorium. O czym po rozmowach z Putinem mówił specjalny wysłannik Trumpa Steve Witkoff. Uważam, że pan Witkoff przyjął strategię strony rosyjskiej i świadomie lub nieświadomie rozpowszechnia rosyjskie narracje. Nie ma on mandatu do dyskusji o ukraińskich terytoriach, ponieważ należą do nas. Za to Kijów gotów jest do eksploatacji przez USA ukraińskich złóż metali ziem rzadkich. Strony podpisały list intencyjny w tej sprawie. Docelowa umowa ma zostać zawarta za tydzień. W jakiej mierze różni się ona od wcześniejszych - nie wiadomo. Z jednej strony oświadczenie amerykańskiego sekretarza stanu o rezygnacji z prób osiągnięcia pokoju, z drugiej optymizm wiceprezydenta JD Vance'a i przekonanie o możliwości zakończenia wojny. Łączymy się z Marcin Antosiewiczem. Skąd ten dwugłos u Amerykanów? Z frustracji. Za 12 dni minie 100 dni od powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu. Prezydent pokoju, jak siebie widzi Trump, potrzebuje pokoju, a nie ciągłych rozmów o pokoju. Cierpliwość się kończy. Potrzebne są efekty. Bo Trump obiecał wyborcom zakończenie wojny w 24 godziny, a jest, jak jest. Obiecał Amerykanom wyzwolenie poprzez cła, no i musiał się cofnąć. W Ameryce na Wielkanoc tematem przy stole będzie widmo drożyzny i recesji. Więc potrzebny jest plan B. On może wyglądać tak: jeśli Putin nie przestanie strzelać, Amerykanie zaczną myśleć o dozbrajaniu Ukraińców i wprowadzeniu kolejnych sankcji na Rosję i kraje, które z nią handlują. Natomiast jeśli Putin faktycznie zawiesi broń, to dostanie wszystko, co wywalczył: Donbas i Krym i stopniowe znoszenie sankcji. Z perspektywy Waszyngtonu to dobra oferta. Przed chwilą prezydent powiedział w Białym Domu, że jest optymistą, deal jest prawdopodobny, a on nie ucieknie od stołu. Więc przełom jest bliski, pytanie tylko, dla kogo będzie korzystny. Prezydent Andrzej Duda zablokował ustawę o mowie nienawiści i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. "Nie zaskoczył. Szkoda" - ocenił minister sprawiedliwości Adam Bodnar. I przypomniał: walka z mową nienawiści to nie ideologia. Ustawa, która według prawicy ma być kagańcem na wolność słowa, w praktyce mogłaby pomóc grupom szczególnie narażonym na hejt, także osobom starszym i z niepełnosprawnościami. Budzą te kwestie po prostu wątpliwość pana prezydenta. Andrzej Duda nie podpisał nowelizacji Kodeksu karnego, konkretnie tzw. ustawy o mowie nienawiści. Odesłał ją w trybie prewencyjnym do upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego. Wniosek sprowadza się do jednej kwestii: czy tak wprowadzone przepisy do Kodeksu karnego spełniają test konstytucyjny i czy nie naruszają jednej z fundamentalnych wolności, czyli wolności do swobodnej wypowiedzi. Prezydent swoje wątpliwości zawarł w 40-stronicowym uzasadnieniu wniosku do Trybunału. I wpisał się w narrację PiS i Konfederacji, które w marcu - gdy Sejm przyjmował ustawę - głosowały przeciw. I wtedy, i dziś słyszeliśmy o zagrożeniu wolności słowa. Chodziło o to, żeby zamykać konserwatystów do więzień, tak jak robiono to przez ostatnie lata w Wielkiej Brytanii, jak robi się to w innych państwach. Jak słyszymy po drugiej stronie politycznej barykady, to celowe podgrzewanie emocji. Na szczuciu na ludzi, którzy naprawdę na to nie zasługują, którzy nie wybrali sobie tego, kim są, i nie powinni z tego powodu cierpieć. Następnym razem przed podejmowaniem takiej decyzji radzę prezydentowi rozmowę z tymi, których hejt w Internecie dotknął, którym zniszczył życie. Decyzję prezydenta skrytykował minister sprawiedliwości. Walka z mową nienawiści nie jest sprzeczna z polską Konstytucją. Jest całkowicie odwrotnie - ochrona słabszych i wykluczanych to jeden z filarów naszej ustawy zasadniczej. To także jedna z podstawowych wartości europejskich. Rządzący przypominają też te słowa prezydenta o społeczności LGBT z kampanii wyborczej sprzed 5 lat. Wmawia się nam, że to ludzie, a to jest po prostu ideologia. Od początku do końca tej prezydentury brał sobie za cel społeczność LGBT i do końca w tym przekonaniu trwa. I to będzie taka bardzo brzydka, niefajna końcówka jego prezydentury. Społeczność LGBT to jedna z najbardziej dyskryminowanych grup społecznych w Polsce. Z badań Kampanii Przeciw Homofobii wynika, że 70% jej członków doświadczyło mowy nienawiści. Ta nowelizacja miała również wprowadzić systemy, które będą monitorowały zjawisko, ale także będą badały, czy osoba, która doświadczyła przemocy motywowanej uprzedzeniami, jest objęta stosowną ochroną. Orientacja seksualna to tylko jedna z nowych przesłanek w nowelizacji ustawy. Katalog rozszerzono jeszcze o wiek, płeć i niepełnosprawność, co pozytywnie ocenia rzecznik praw obywatelskich. Państwo ma obowiązek skutecznej walki z mową nienawiści, a elementem skutecznej walki jest penalizacja. Zdaniem rzecznika zmiana przepisów może powodować pewne problemy orzecznicze. Ale to właśnie sądy, gdy przepis już działa, mogą rozstrzygnąć wątpliwości - słyszymy. Poddanie kontroli konstytucyjności takiej regulacji powinno mieć miejsce na późniejszym etapie, gdy przepis już obrośnie orzecznictwem sądowym. Czyli lepiej było tę ustawę podpisać? Ja nie wchodzę w kompetencje pana prezydenta. Mówię, jaki jest stan nauki i stan orzecznictwa sądów konstytucyjnych dotyczących prawa karnego. Minister sprawiedliwości zapowiada dalsze prace nad rozszerzeniem przepisów penalizujących mowę nienawiści. Na podium bez zmian. W wyścigu o fotel prezydencki prowadzi Rafał Trzaskowski niezależnie od tego, która pracownia przeprowadza sondaż. Na drugim miejscu Karol Nawrocki. Różnice pojawiają się jednak, jeśli chodzi o zyski i straty. Na wynik badania może wpływać sposób jego przeprowadzenia, ale też np. dzień tygodnia. Sondażowym kalkulacjom przyjrzał się Mateusz Dolatowski. Kiedy politycy żegnają się z Sejmem... Żeby nasz kraj był lepszy. ...a kandydaci z wiecami... Święta tuż-tuż. ...teraz polityka zagości przy świątecznych stołach. Rafał Trzaskowski jest liderem sondaży, a Karol Nawrocki wiceliderem. Cały czas nie lekceważę tego przeciwnika. Absolutnie jesteśmy przekonani, że on wejdzie do drugiej tury i że ta różnica będzie bardzo niewielka, bo PiS ma zdolności mobilizacyjne. Dobre wiadomości. Nawrocki w górę, Trzaskowski w dół. Więc dobrych świąt! To raczej myślenie życzeniowe. Kandydat popierany przez PiS ma 6 punktów procentowych mniej względem swojego rywala - wynika z sondażu IPSOS dla TVP. w sondażu Opinia24, który został przeprowadzony w tych samych dniach, przewaga Trzaskowskiego nad Nawrockim to 12,5%. A w sondażu pracowni IBRIS na zlecenie Polsat News wynosi nieco ponad 5 punktów procentowych. Skąd tak duża różnica między badaniami? Przede wszystkim dlatego, że mamy do czynienia z różnymi grupami badawczymi. One są czasami lepiej lub gorzej dobrane. Czasem jest nadreprezentacja niektórych grup wyborców. A to w dużej mierze zależy od metody, którą przeprowadza się sondaż. Przy odczytywaniu warto zwrócić uwagę na te słowa, które najczęściej są zapisane drobnym druczkiem. CATI to wywiad telefoniczny, CAWI to wywiad internetowy, a CAPI to wywiad twarzą w twarz. Ta metoda CAWI, czyli badanie w internecie, faworyzowała Kamalę Harris, ponieważ głównie wypełniali te ankiety respondenci o orientacji lewicowej. w badaniach sondażowych istotny jest też kontekst i chwila, w jakiej są przeprowadzane. Preferencje wyborcze to nie jest stan stały. Nawet z dnia na dzień może dochodzić do zmiany. Jakieś duże wydarzenie w kampanii może wpływać na to, że preferencje wczoraj różnią się od tych zmierzonych następnego dnia. A ostatnio takim wydarzeniem bez wątpienia była debata w Końskich organizowana przez sztab Trzaskowskiego, dzięki której wyborcy mogli poznać tych mniej popularnych kandydatów. Lider sondaży musi się liczyć z tym, że w sondażu przerzucą swoje sympatie na innego, nieco podobnego kandydata. I tak w sondażu zyskali m.in. Magdalena Biejat czy Szymon Hołownia, stracił za to Rafał Trzaskowski. Te 8 punktów procentowych gdzie przepłynęło pana zdaniem? Moim zdaniem w dwóch kierunkach. Po pierwsze do tej grupy wyborców niezdecydowanych, a także do kandydatów reprezentujących naszych koalicjantów. Marszałek Hołownia, pani marszałek Biejat. Stąd ich dzisiejsze zadowolenie nie powinno dziwić, choć w głosach kandydatów też sporo ostrożności. Doskonale wiem, że za dwa, trzy tygodnie dowiemy się, co przyniosły Końskie. Debata była punktem zwrotnym kampanii, nie tyle co w całej kampanii, tylko w pani kampanii? Uważam, że była ważnym momentem kampanii. Czy była punktem zwrotnym, to się okaże na końcu tej kampanii. Wtedy dowiemy się też, czy Karol Nawrocki osiągnie poziom poparcia PiS, bo kandydat popierany przez PiS nie może dorównać poparciu PiS-u. Ci wahający się wyborcy PiS, ci, którzy nie stanowią tego integralnego twardego elektoratu, po prostu nie mają zaufania do Nawrockiego. Kandydat PiS-u na przekonanie wyborców PiS-u ma jeszcze 30 dni. Oglądają państwo "19.30". Dziś Wielki Piątek, czas ciszy i zadumy, a później jeszcze: Porzucony noworodek w Łodzi. Matka z zarzutami. Usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa. Jest to zdarzenie wstrząsające, dramatyczne, ciężko to opisać. Młoty i paniczna ucieczka. Jest wyrok za napad w Szczecinie. Działali z pełną premedytacją. Wiem, że zrobiłem źle. Przepraszam. Niepokojące prognozy. Do godzin wieczornych może być niebezpiecznie. Zmienia to się jak w kalejdoskopie. Trwa Wielki Piątek w Kościołach wschodnim i zachodnim. To dzień najgłębszej żałoby i czas rozważań o cierpieniu i miłości do końca, silniejszej niż śmierć. Mękę Pańską wspomina droga krzyżowa. W rozważaniach papież wezwał do refleksji i nawrócenia, by przywrócić radość i pokój. Dziesiątki tysięcy wiernych wzięły udział w Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej. Tradycja odprawiania w małopolskim sanktuarium Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek sięga początków XVII wieku. Każdy człowiek powinien tu być chociaż raz w swoim życiu. Inaczej się przeżywa, będąc tu, w takim miejscu, w takim tłumie ludzi, którzy kierują się ku modlitwie i Bogu. Wielki Piątek to czas zadumy i refleksji nad śmiercią Chrystusa. Dla nas tajemnica śmierci jest zawsze związana ze zmartwychwstaniem i to właśnie sercem wiary jest zmartwychwstanie Chrystusa. Bo gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, próżna by była nasza wiara i nasze przepowiadanie. Dziś w kościołach na ołtarzach nie ma kwiatów i świec, puste jest tabernakulum, a obrazy z wizerunkiem Chrystusa - zasłonięte. Odbywa się Liturgia Męki Pańskiej. A najważniejszym momentem jest adoracja Krzyża. Hostia zostaje przeniesiona do symbolicznego Grobu Pańskiego. W Watykanie Liturgii Męki Pańskiej przewodniczył delegat papieża. Franciszek ze względu na stan zdrowia celebracje wielkanocne powierzył kardynałom. Przygotował jednak rozważania Drogi Krzyżowej. Droga krzyżowa wyruszyła też z kościoła w Nowej Słupi do najstarszego w Polsce sanktuarium na Świętym Krzyżu. Towarzyszymy Panu Jezusowi w tym trudzie takim też fizycznym dźwigania krzyża. Raz w roku właśnie w Wielki Piątek w Katedrze na Wawelu prezentowana jest niezwykła relikwia - gwóźdź z krzyża, na którym miał umrzeć Chrystus. Kołatki zamiast dźwięku dzwonów, które na czas triduum paschalnego milkną w kościołach. Zwyczaj znany od setek lat, kultywowany wciąż w Strzeleczkach w Opolskiem. Symbol żałoby. Dawniej wierzono, że głośne dźwięki odstraszają złe moce. Ostatnie dni przed Wielkanocą chodzimy. Zamiast dzwonów kościoła my chodzimy i terkotamy. Łapiemy za rączkę i kręcimy mocno, żeby było słychać. O świcie na pola wyszli mieszkańcy Śląska Opolskiego, by postawić na nich krzyżyki wykonane z palm wielkanocnych. Tradycja przynieść ma ochronę i błogosławieństwo upraw. Dawniej to była pszenica i żyto - to, z czego się chleb wypieka. Oczywiście w domu, w kuchni, do szopy, do stodoły, do obory. W każdym obejściu by był ten krzyżyk, ten znak Pana Jezusa. Uroczystość Wielkiego Piątku obchodzą dziś też prawosławni i wierni innych obrządków wschodnich. W tym roku Wielkanoc wypada u nich w tym samym terminie, co u katolików. Zarzut usiłowania zabójstwa usłyszała matka noworodka porzuconego w pustostanie. Kobieta jest w szpitalu i tam została przesłuchana przez prokuratora. 36-latka przyznała się do winy. Twierdzi, że bała się przyznać partnerowi, że będą mieli trzecie dziecko. Dziewczynka była skrajne wychłodzona, w jej krwi wykryto amfetaminę. Jej historią żyje cała Polska. Kilkudniowa porzucona w reklamówce dziewczynka wciąż przebywa w szpitalu. Matka noworodka spędzi trzy miesiące w zakładzie karnym. Tak na wniosek prokuratury zadecydował sąd. W toku wyjaśnień zmieniała wersje dotyczące różnych szczegółów, ale z tej kluczowej, czyli z takiej, czy w ogóle wiedziała w ciąży. Śledczym miała także przekazać, że bała się powiedzieć partnerowi, że zaszła w kolejną ciążę. 36-letnia kobieta usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa. Przyznała się. Grozi jej dożywocie. Dzieci porzucane, pozostawiane w taki brutalny sposób to dzieci niechciane. Takie, które były z nieplanowanej ciąży, przez nieświadomą, często zaburzoną matkę. Są to dzieci osób uzależnionych. Co ważne - w organizmie noworodka wykryto amfetaminę. Matka dziecka twierdzi, że narkotyków nie zażywała. W tej sprawie wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Prokuratura dwukrotnie przesłuchała ojca dziecka. Ten miał o ciąży nie wiedzieć. Dzisiaj ponownie przesłuchiwany został w charakterze świadka i zgromadzony materiał dowodowy do tej pory nie dał podstaw, aby postawić mu zarzuty. 36-latka ze swoim partnerem miała już dwoje dzieci. Jaki będzie ich los, zadecyduje sąd rodzinny. Obecnie są pod opieką rodziny. Najprawdopodobniej trafią do pieczy zastępczej. Porzucona dziewczynka miała wiele szczęścia. W pustostanie na łódzkich Bałutach znalazł ją przypadkowy świadek. Miejsce, w którym matka zostawiła dziecko zawinięte w reklamówkę, jest zaledwie kilka metrów od straży pożarnej. I to właśnie strażacy najszybciej pojawili się na miejscu. Udrożnienie dróg oddechowych spowodowało, że ten oddech wrócił, zaczęła machać rękami, pojawiła się mimika twarzy. Tym sprzętem strażacy uratowali dziecku życie. Dziewczynka natychmiast trafiła do szpitala. Dziewczynka była w stanie skrajnej hipotermii, ale wydolna oddechowo i krążeniowo. O tej sprawie nie mówiłaby dziś cała polska, gdyby matka zostawiła noworodka w oknie życia. Bo te miejsca powstały, aby takim historiom zapobiegać. To jest miejsce, w którym w sposób anonimowy można pozostawić swoje dziecko, nie narażając się na poszukiwania, badanie spraw przez policje. Dziecko jest bezpieczne. Prokuratura zapowiedziała, że zasięgnie opinii biegłych psychiatrów w sprawie ewentualnej obserwacji psychiatrycznej kobiety. 46 zatrzymanych i seria zarzutów dla członków mafii, która oszukiwała na odpadach. Nawet rakotwórcze były wyrzucane w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Z ustaleń śledczych wynika, że przestępcy trudnili się m.in. fikcyjnym obrotem odpadami, fałszowaniem dokumentacji oraz oszustwami podatkowymi. Mocne uderzenie CBŚP w mafię śmieciową. Na terenie kilku województw zatrzymano 46 osób. Zorganizowana grupa przestępcza trudniła się m.in. fikcyjnym obrotem odpadami, fałszowaniem dokumentacji, a także oszustwami podatkowymi. Skalę zjawiska pokazuje ta liczba: zatrzymanym postawiono łącznie ponad 17 tys. zarzutów. Jedna z podejrzanych osób wystawiła fikcyjne faktury na ponad 11 mln zł. Jeśli chodzi o mechanizm działania tych osób, to przede wszystkim był on związany ze składowaniem odpadów w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Takich jak to nielegalne składowisko opadów niebezpiecznych w gminie Mykanów koło Częstochowy. W tych pojemnikach jest cała tablica Mendelejewa, substancje groźne dla życia i zdrowia okolicznych mieszkańców. Były takie momenty, że podejrzewaliśmy jakieś alergie czy inne choroby okresowe właśnie od tego, że żyjemy w takim środowisku. Jest ten łatwy pieniądz, szybki pieniądz, który pozwala im zarabiać krocie. Bo przestępcy i ich fikcyjne firmy znikali z milionami, które dostawali na utylizację toksycznych odpadów. Beczki i pojemniki jednak nie znikały. Zostawiano je na nielegalnych składowiskach. Ta ekologiczna bomba często wybuchała, pożary i trujący dym zagrażały setkom ludzi. Płacimy za to zdrowiem, płacimy też za sprzątanie i bezpieczne usuwanie odpadów. W tym roku z rezerwy celowej przeznaczono 200 mln zł na ten cel. 9 gmin w całej Polsce już może przygotowywać procedury postępowania. Wśród nich jest gmina Mykanów, dostanie od państwa kilkanaście milionów złotych. Toksyczne odpady znikną. Jak wyjaśnia wójt, bez tego wsparcia składowiska nie udałoby się zlikwidować. Gmina nie dostałaby takiego kredytu, środków własnych nie ma na tyle, żeby takie pieniądze wyłożyć. Utylizacja trwałaby wiele lat. To powolne i kosztowne usuwanie skutków przestępstw. Pytanie, co robić, by im zapobiec. Nigdy nie było intencji nawet, żeby to działało. Według ekspertów służby państwowe muszą mieć więcej pieniędzy i więcej narzędzi. Inspekcje przychodzą zapowiedziane, one działają od konkretnej godziny do konkretnej godziny. A przestępcy nie pracują od 7.00 do 15.00. Myślimy o tym, w jaki sposób zwiększyć uprawnienia kontrolne i skuteczność kontroli prowadzonych przez GIOŚ. Ministerstwo zapowiada też uszczelnienie elektronicznej bazy danych dla firm, które produkują i pozbywają się odpadów. Teraz sądowy finał spektakularnego napadu na kantor w Szczecinie. Sąd skazał dwóch obywateli Ukrainy na 5 lat więzienia. Mają też naprawić wyrządzone szkody, które oszacowano na ponad 11 tys. złotych. W listopadzie dwaj mężczyźni w kominiarkach z młotami próbowali zbić szybę w okienku kasowym, ale im się to nie udało. Uciekając, zgubili jeden z młotów. Działali z pełną premedytacją. Sąd nie miał wątpliwości. Było przestępstwo - będzie kara. Dziś skazani Ukraińcy mówią, że żałują napadu na kantor w Szczecinie. Zrobiłem źle. Moi rodzice nie uczyli mnie tego. Byłem bardzo pijany. Wiem, że zrobiłem źle. Przepraszam. Pół roku temu: kominiarki, ciemne ubrania, rękawiczki i młoty. Wszystko pod osłoną nocy. Mimo kilkudziesięciu uderzeń i rozpylenia gazu napastnikom nie udało się zniszczyć pancernej szyby. Uciekli bez łupu, pozostawiając młoty. To żaden gang Olsena - mówił sędzia. W sposób zaplanowany i w sposób przemyślany. Zaczęli od wybrania daty i godziny, miejsca również, gdzie wiedzieli, że pieniądze będą. Napastnicy specjalnie wybrali noc poprzedzającą święto 11 listopada. Pracownica kantoru włączyła alarm i schowała się w łazience. O napadzie poinformowała szefową. Nie ukrywam, że stres mi pozostał. Jeden pan zaczął od razu uderzać młotem w lewą szybę, czyli okienko, przy którym ja siedziałam. A drugi pan do okienka, przy którym siedziałam, przez szparę w tym okienku próbował wprowadzić gaz. Ważnym dowodem w sprawie były telefony komórkowe sprawców, które wskazały dokładną trasę, jaką pokonali. Mamy do czynienia tutaj z przypadkiem rozbójniczego czynu przestępczego dokonanego przez cudzoziemców ze Wschodu. Sprawcy to pracujący w naszym kraju, niekarani wcześniej Ukraińcy. Wymyślili napad, bo mieli kłopoty finansowe. Prokuratura wnioskowała o orzeczenie wobec oskarżonego 6 lat pozbawienia wolności. Sąd orzekł 5 lat, więc ta różnica jest nieznaczna. Nie przewiduję na chwilę obecną, żebyśmy się odwoływali. Obrońcy oskarżonych odmówili komentarza po ogłoszeniu wyroku. Najprawdopodobniej jednak złożą apelację, domagając się złagodzenia kar. Wzmożone kontrole policji na drogach w okresie świąt wielkanocnych. Burze z obfitym deszczem, a do tego trąby powietrzne. IMGW ostrzega, RCB wysyła alerty. Dla większości kraju synoptycy podnieśli stopień alarmów do drugiego w trzystopniowej rosnącej skali. Wyładowaniom może towarzyszyć silny wiatr do 100 km/h. Trzeba liczyć się też z podtopieniami. W Przemyślu gradobicie. Burzowy front dotarł na Podkarpacie. Strażacy i służby walczą z żywiołem. Zalane są drogi. Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego informuje o ponad 100 zgłoszeniach. To już województwo lubelskie i skutki załamania pogodowego. Burze miejscami mogą być niebezpieczne. Na alertowej mapie kraju 10 województw i ostrzeżenia pierwszego i drugiego stopnia przed burzami. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa alarmuje. IMGW zaleca pozostanie w domach. W ciągu wieczora, ale również w nocy mogą być niebezpieczne ze względu na wiatry 100 km/h, ale opady do 40 l na m2, tak że do godzin wieczornych może być niebezpiecznie. To skutek nagłej zmiany pogody i napływu chłodnego frontu, który wyparł ciepłą masę powietrza. Eksperci tłumaczą - to zjawisko normalne, ale niebezpieczne. Ta ciepła pogoda wiąże się z tym, że jak przychodzi to ochłodzenie, te burze występują naturalnie i tak jest w przypadku tych burz, które obserwujemy dzisiaj. Jeszcze dziś nic nie wskazywało na taką zmianę pogody. Tak po południu było nad polskim morzem. Klimat - wakacyjny. Ładnie świeci słoneczko. Wyjechaliśmy na rowery i na lody pójdziemy. Jak złapiemy ładną pogodę, to staramy się z niej korzystać. Południe - w tych godzinach - było pod chmurami, padał deszcz. Pięknie z pogodą jest. Taka ma być, trochę deszczu się przyda. Zmienia to się jak w kalejdoskopie. Dobra wiadomość jest taka, że od jutra pogoda ulegnie poprawie. Kolejne dni to wyższe temperatury, niemal w całym kraju przynajmniej 20 stopni Celsjusza. Jest bardzo przyjemnie. Jest idealna pogoda. Ale nie zawsze tak było. To Wielkanoc w 2013 roku w Beskidach. Czynne stoki i ratraki pracujące pełną parą. Warunki są naprawdę fajne, śnieg sypie, trzeba korzystać. A tak dziś wyglądają Beskidy. Wczoraj było bardzo ciepło, dałyśmy radę się nawet opalić. Także wczoraj padł rekord. Tak ciepło tego dnia jeszcze nie było. 17 kwietnia był najcieplejszym w historii pomiarów meteorologicznych. Napłynęło do nas powietrze zwrotnikowe z Afryki. Może nie afrykańskie, ale ciepłe powietrze na święta z nami zostanie. Ja już państwu dziękuję, spokojnego wieczoru i do zobaczenia jutro o 19.30. W TVP 1 o 21.05 uroczysta droga krzyżowa z rzymskiego Koloseum.