Pierwsza grupa Polaków ewakuowanych z Izraela już w kraju. Koniec politycznego projektu - Trzecia Droga na rozstajach. Pierwsza w Polsce i w Europie operacja czaszki dziecka przed porodem. Pierwszy samolot wylądował na Okęciu przed 7:00 rano, następny przyleci jutro. Polacy ewakuowani z Izraela wracają do kraju. Łącznie ok. 200 osób, drogą przez Egipt i Jordanię. Pierwsza z maszyn została wyczarterowana przez LOT. Jutro po naszych poleci samolot wojskowy Polskich Sił Zbrojnych. Witamy Państwa wszystkich. Cieszymy się, że bezpiecznie dolecieliście. Po 19 godzinach podróży zmęczeni, ale szczęśliwi bezpiecznie dotarli do Polski. Cało, szczęśliwie, za darmo i bez żadnych problemów. Teraz Jest ulga. Dzieci już piszą, że czekają. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ewakuowało z Izraela ponad 160 osób, w tym dzieci i kilkudziesięciu obcokrajowców. Część osób to były osoby, ktore tam przyjechały na wypoczynek, ze względów rodzinnych, które tam pracowały. W drogę powrotną ruszyli spod polskiej ambasady w Tel Awiwie czterema autokarami. Po kilku godzinach dojechali na egipsko-izraelskie przejście graniczne, stamtąd na lotnisko Szarm el-Szejk. Do Warszawy lecieli polskim LOT-em. Do kraju dotarli wczesnym rankiem. Na początku byliśmy wszyscy zdenerwowani jak to będzie, bo to jest normalne, ale się wszystko udało. Uważam, że wszyscy stanęli na wysokości zadania, którzy powinni nam pomóc. Jutro wojskowym samolotem ze stolicy Jordanii do Polski wróci kolejna, 65-osobowa grupa. Wszystkie osoby, które chcą się ewakuować, mają otwarte drzwi do naszej placówki. Prosimy o kontakt. Staramy się na bieżąco sprawdzać te liczby i będziemy adekwatnie reagować, tak żeby ci wszyscy, którzy chcą wyjechać, naprawdę mogli to zrobić. Bo sytuacja na Bliskim Wschodzie pogarsza się z godziny na godzinę. Czuje się zagrożenie i niemoc, bo trzeba się tylko schować i nic więcej. Ale ze strony Izraela było zabezpieczenie i powiadomienia, że każdy mógł się schować. Tak wyglądało dziś w nocy niebo w Tel Awiwie i w Jerozolimie, a tak w Teheranie. Reżim irański spędził lata, zbliżając się do broni nuklearnej. Wydał miliardy na budowę programu pocisków balistycznych. Nasza misja jest jasna - usunąć zagrożenie u źródła. Według Portalu Axios dołączenie do wojny rozważać ma amerykański przywódca. Na razie wprost napisał, czego oczekuje od Iranu. "Bezwarunkowa kapitulacja". Czy zaatakuje Iran - nie chce jednak powiedzieć. Mogę to zrobić, mogę tego nie zrobić. Nikt nie wie, co zamierzam zrobić. Odpowiedź Teheranu - jednoznaczna. Szkody, jakie poniesie Ameryka, jeśli dokona interwencji wojskowej w tej dziedzinie, będą nieodwracalne. Donald Trump w telefonicznej rozmowie polecił premierowi Izraela, by ten "kontynuował" działania wobec Iranu. A na konferencji dodał, że jego cierpliwość się skończyła. Panie Prezydencie, czy Irańczycy się z Panem kontaktowali? Tak. Powiedziałem im, że jest bardzo późno na rozmowy. Rosja Putina kontynuuje swoją wojnę w wyraźnym przekonaniu, że eksplozje w Tel Awiwie słychać głośniej niż te w Kijowie. W Ukrainie żałoba narodowa po nocnym bombardowaniu stolicy. Zginęło ponad 20 osób, ponad 100 jest rannych, a bilans może się zmieniać, bo w gruzach leżą domy, a pod nimi może ludzie. Co dla pokoju w Ukrainie może oznaczać wojna na bliskim wschodzie? Kijów opłakuje ofiary barbarzyńskiego rosyjskiego ataku. Nad ranem z rumowiska ratownicy wydobyli ciała kolejnych ofiar. I wciąż szukają tych, którzy zaginęli. Nadal nie wiemy, ile osób może znajdować się pod gruzami. Ratownicy pracowali przez całą noc i nadal pracują. Nie zatrzymaliśmy się nawet na sekundę. To zdjęcie obiegło niemal wszystkie ukraińskie media. Rodzice wbrew logice i wciąż trwającym rosyjskim atakom żyjący nadzieją, że ich syn przeżył, uwięziony w ruinach. Szans na odnalezienie go żywego - jednak nie było. Służby odkopały ciało. Dom tylko w tym budynku trafionym rosyjska rakietą straciło 30 rodzin. Usłyszałam głośne eksplozje, otworzyłam oczy, byłam cała we krwi, poduszka była pokryta odłamkami szkła. Zobaczyłam wybite okna, wszędzie było szkło. Bardzo się przestraszyłam. Rosyjski nalot był potężny. Ukraińcy mówią o 440 dronach i ponad 30 rosyjskich rakietach. Tak, jesteśmy świadomi ataku na Kijów, który spowodował liczne ofiary, w tym tragiczną śmierć obywatela USA. Potępiamy te ataki i składamy nasze najgłębsze kondolencje ofiarom i rodzinom wszystkich poszkodowanych. Ale bardziej konfrontacyjnego stanowiska względem Moskwy Biały Dom zajmować nie zamierza - o czym jeszcze na szczycie państw G7 mówił Donald Trump. Dlaczego czeka Pan z nałożeniem sankcji na Rosję? Czekam, aby zobaczyć, czy umowa zostanie podpisana. Nie zapominajcie, że sankcje kosztują nas dużo pieniędzy. Mówimy o miliardach i miliardach dolarów. Senat USA co najmniej do lipca miał odroczyć głosowanie nad ustawą nakładającą surowe sankcje na Rosję i jej partnerów. Powód - wojna między Izraelem a Iranem. A to oznacza, że Putin zyskał na czasie. I wykorzystuje go do nasilenia ofensywy na ukraińskim froncie. Nieprzypadkowo właśnie teraz do Pjongjangu wysłał sekretarza rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa. Kim Dzong Un obiecał mu kolejne tysiące żołnierzy. Jedyne obawy, jakie narastają na Kremlu, to przed możliwą zmianą reżimu w Iranie. To mogłoby oznaczać utratę przez Moskwę jednego z najważniejszych sprzymierzeńców w antyzachodnim sojuszu. Uciekam tu przed dronami Shahed, bombami. Myślałem, że tutaj to się nie zacznie. Ta Ukrainka przed rosyjska agresją z Kijowa uciekła do Izraela. Obok jej domu znów wybuchł irański dron. To jest "19:30", za nami tematy zagraniczne, a przed nami... Na zaproszenie prezydenta. Uznałem, że jest to oczywiste. Już w tej chwili był obecny z uwagi na to, że kwestie są w ogromnej części przyszłe. To jest naturalny proces przekazywania władzy. Wakacyjne finanse. Wakacje są drogie, to wszystko bardzo dużo kosztuje i niestety paragony grozy będą się pojawiać. Trzeba liczyć się no z kosztami, z jakimś kieszonkowym, wydatkami. Jak to kobieta, chce coś kupić. Dwa lata z ogonkiem i starczy. Taka była umowa i Trzecia Droga finiszuje. Miały to poprzedzić stosowne uchwały, a potem konferencje liderów, ale prasa była szybsza. Są podziękowania za realizację wspólnych projektów, świadomość wspólnej wagi dla wyborczego sukcesu, ale też akcent na osobną przyszłość. Jaka może wyć wartość dodana po takim dzieleniu? Razem jesteśmy. Tak, razem. Poseł PSL i posłanka Polski 2050 - razem, a jednak osobno. Mówili o końcu Trzeciej Drogi. Byliśmy umówieni na konkretne wybory, te wybory są za nami. Gdyby nie Trzecia Droga, byłaby trzecia kadencja PiS. Dzięki nam mamy dzisiaj sojusz partii demokratycznych w rządzie. Ten trwa dalej, ale już bez tego szyldu, z którym dwa lata temu... 128 lat na to czekaliśmy. ...partie ogłosiły koalicję. Trzecią Drogę w polskiej polityce. I dostały się do Sejmu z trzecim miejscem na podium. Rozstajemy się, jeśli chodzi o Trzecią Drogę. Natomiast jest to rozstanie przyjazne, z szacunkiem i będące pewnego rodzaju oczywistością. Myśmy się umówili nie na wieczność, tylko na 4 wybory. Po wyborach parlamentarnych były samorządowe. Potem wybory do europarlamentu. Wreszcie ostatnie - prezydenckie. Liderzy przyznają, że decyzję o rozstaniu planowali ogłosić wspólnie, po partyjnych naradach. Miało być trochę inaczej. Ktoś puścił przeciek. Wczoraj po 20.00 o samodzielnym starcie ludowców poinformowała Wyborcza.pl. Po 22.00 Szymon Hołownia napisał, że przyjmuje decyzję PSL ze zrozumieniem i wdzięcznością oraz że "perspektywa samodzielnego startu daje mu poczucie szczerej, politycznej radości". To jest też wielkie oczekiwanie, które wypływa z naszych środowisk, od naszych sympatyków, członków. Więc do takiego samodzielnego startu jesteśmy gotowi. Przygotowania do wyborów ruszyły. Te parlamentarne za ponad 2 lata. Myślę, że o tym zdecydował wynik wyborczy Hołowni. Marszałek po przecenie - 4,99. Od 2020 roku słyszę o moim politycznym końcu. Jeszcze się nie skończyłem i wcale nie zamierzam. Ale różnica między wynikami 5 lat temu i dziś daje do myślenia. Czy to jest wynik moich marzeń? Tak, to jest wynik moich marzeń. Czy to są wyniki naszych marzeń? Oczywiście nie, patrzę na nie z dużym niepokojem. Sejmowy próg dla partii to 5%, dla koalicji 8%. Szymon Hołownia mówi, że partie muszą odbudować własne, różne elektoraty. Nie zgadzaliśmy się w mieszkalnictwie, w pewnych rzeczach światopoglądowych. Gdzie związki partnerskie? Czemu tej ustawy jeszcze nie ma w Sejmie? Gdzie sprawa aborcji? Ostatnio wczorajsza kwestia rozwodów. Ja mam tu zupełnie inny pogląd. Mowa o projekcie Ministerstwa Sprawiedliwości, który pozwala na szybsze rozwody w urzędach stanu cywilnego, jeśli nie ma sporu między małżonkami i małoletnich dzieci. Przeciwko są ministerstwa rolnictwa i obrony, co skrytykowała też Magdalena Biejat. A kto stoi na czele Ministerstwa Obrony i PSL? Władysław Kosiniak-Kamysz - ten sam człowiek, który zdążył rozwieść się raz. Przekroczyła pani pewną ważną granicę zachowania, której się nie przekracza. Ten wstydliwy, prymitywny filmik zostanie z panią na długo. Słowo "rozwód" padało dziś głównie w kontekście Trzeciej Drogi. Rozwód bez orzekania o winie. To już od dawna było białe otwarte małżeństwo. To nie jest nigdy nic miłego taki rozwód zapewne. Ale jakaś tam kalkulacja zwyciężyła. Czy dobra, czy zła, to przyszłość pokaże. W życiu rozwody się zdarzają. Chodzi o to, żeby nawet jeżeli się zdarzają rozstania, to rozstać się w sposób cywilizowany i o byłych partnerach mówić z szacunkiem. Liderzy zapewniają, że będą blisko współpracować. Ślubna fotografia. Nie wykluczają, że drogi Trzeciej Drogi jeszcze kiedyś się zejdą. Bezpieczeństwo energetyczne i bliski szczyt NATO - w tych sprawach prezydent Andrzej Duda zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Wśród najważniejszych polityków w Pałacu Prezydenckim także Karol Nawrocki. Jeszcze nie jako gospodarz obiektu, ale na zaproszenie urzędującej głowy państwa. Była mowa o wydatkach na obronność, ale też o szacunku dla wyborców, bo premier zaapelował o poważne potraktowanie wyborczych protestów. To pierwsze po wyborach spotkanie premiera i prezydenta elekta. Miejsce - Pałac Prezydencki i posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Karola Nawrockiego zaprosił prezydent. Uznałem, że jest to oczywiste, jako że ten, który za 6 tygodni obejmie odpowiedzialność za sprawy państwowe i zajmie to miejsce, już w tej chwili był obecny z uwagi na to, że kwestie są w ogromnej części przyszłe. To pierwszy raz w historii, kiedy w posiedzeniu rady uczestniczy prezydent elekt. To jest naturalny proces przekazywania władzy. My też jako MON jesteśmy otwarci, żeby przygotować do objęcia zwierzchnictwa nad armią prezydenta elekta. Sytuacja bezpieczeństwa energetycznego i przyszłotygodniowy szczyt NATO to główne tematy dzisiejszego spotkania. Będę podtrzymywał poparcie dla Ukrainy jeżeli chodzi o członkostwo w NATO. O tym poparciu prezydent z pewnością rozmawiał z siedzącym tuż obok Karolem Nawrockim, który w trakcie kampanii o kluczowej dla Andrzeja Dudy sprawie mówił tak: Nie widzę przyszłości Ukrainy w UE i w NATO. A członkostwo Ukrainy w Sojuszu uzależnia choćby od ekshumacji na Wołyniu. Chcę wierzyć, że obecny prezydent przekona prezydenta elekta jako minimum swojego spadku, jaki pozostawia, że w interesie Polski jest zabieganie wśród sojuszników o przyjęcie Ukrainy do NATO. W trakcie wielogodzinnej dyskusji w Pałacu także inne ważne tematy. Na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego postawiłem bardzo jasno kwestię wiarygodności wyborów. Nikt nie powinien kwestionować w Polsce wyniku wyborów prezydenckich. To jasna deklaracja premiera na pojawiające się kolejne nieprawidłowości, tym razem w Bielsku-Białej. Minister sprawiedliwości wskazuje na możliwość popełnienia przestępstwa. 160 głosów oddanych na Rafała Trzaskowskiego zostało błędnie wykazanych w protokole wyborczym W tej sprawie Adam Bodnar zwrócił się już do Sądu Najwyższego. I to temat nieprawidłowości dotyczących wyborów był powodem ostrej wymiany zdań między Mariuszem Błaszczakiem a przedstawicielami rządu. Glos w trakcie posiedzenia zabrał także Karol Nawrocki, ale - jak wskazują obecni na spotkaniu - nie było to przemówienie polityczne. Prezydent Duda dziś surfuje w sprawach międzynarodowych i bezpieczeństwa jak wytrwany surfer po bałtyckim wybrzeżu, ale Nawrocki potrzebuje po prostu zapoznać się z tą robotą. Bo prezydent - jak wskazują eksperci - z rządem, chcąc nie chcąc, musi współpracować. Szczególnie w obszarze bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że nie będzie prymatu walki partyjnej nad kwestiami, które są ważne dla interesu RP, tylko będzie pełne wsparcie dla struktur rządowych, dla MON, dla MSZ. Prezydent elekt w sieci podziękował za zaproszenie i skrytykował Zielony Ład, za którym, przypomnijmy, głosował rząd Zjednoczonej Prawicy. Rekonstrukcja rządu ruszyła. Trochę może siłą faktu, a nie planu, niemniej z resortu rolnictwa odchodzi wiceminister Michał Kołodziejczak. Nie ukrywa braku chemii z ludowcami w resorcie, ze szczególnym podkreśleniem sporu z ministrem Siekierskim. Zarzuca Siekierskiemu brak wizji w rolnictwie i personalne Bizancjum w resorcie. O drodze z Agrounii do rządu i z powrotem. Niepokorna dusza, barwny ptak - mówią o nim politycy koalicji. Teraz niepokorny wobec szefa - ministra Czesława Siekierskiego - odchodzi z resortu rolnictwa. Resortu z przerośniętą, jego zdaniem, administracją. Nie będę się też z tą machiną administracyjną przepychał, ale też nie będę dawał twarzy do polityki, z którą nie do końca się zgadzam. Wiceminister już kilka tygodni temu dawał sygnały, że chce odejść z ministerstwa. Czekał. Teraz jest na to dobry moment po wyborach prezydenckich, po głosowaniu, po przegłosowaniu wotum zaufania dla rządu. Nie chciałem swoją decyzją wprowadzać jakiegokolwiek zamieszania. Rezygnację poprzedził listem otwartym do Czesława Siekierskiego. My, rolnicy, potrzebujemy szybkiego przedstawienia wizji rozwoju i skutecznej tarczy dla rolnictwa. Dziwi mnie, że pan minister uważał, że pewne rzeczy posuwają się zbyt wolno, są pewne zasady. Działania pana ministra zaczęły szkodzić trochę jedności koalicji. Szkodzić mógł też ten zarzut. Zbyt duży wpływ ograniczeń, które idą ze strony PSL, osób, którym często zależy na obsadzaniu różnych stanowisk. Te zarzuty PSL odpiera. Jest to resort, który bardzo silnie pracuje, zresztą zatrzymanie niekontrolowanego napływu produktów rolnych z Ukrainy, zatrzymanie umowy UE - Mercosur, wyższa opłacalność w ogóle produkcji rolnej. Odchodzący wiceminister miał złą prasę wśród polityków opozycji. Nie mógł się odnaleźć jako urzędnik. On w dalszym ciągu zdaje się, że zachowywał się tak, jakby był członkiem polskiej partii protestującej. Kiedyś był radnym PiS, z partii został jednak wyrzucony. Politykom PiS trudno zapomnieć o protestach Agrounii przeciwko polityce rolnej rządów Zjednoczonej Prawicy. To rok 2019. Na czele protestów stał Michał Kołodziejczak. I dzięki nim zaistniał w krajowej polityce. Przed wyborami do Sejmu w 2023 roku start z listy KO zaproponował mu Donald Tusk. Był jedynką w Koninie, po wyborach został wiceministrem. Zdążył odejść, zanim go wyrzucono, bo zdaje się, że był na wylocie ze względu na swoje problemy. W zeszłym tygodniu portal Goniec podał informację, że polityk kupił dyplom niesławnej uczelni Collegium Humanum. Kołodziejczak zaprzeczał. Jedynym powodem rezygnacji pozostają rozbieżności pomiędzy nim a ministrem Siekierskim. Bardzo też emocjonalny, dlatego mu ciężko było zrozumieć tę machinę administracyjną. Ale myślę, że mogli panowie trochę więcej cierpliwości mieć do siebie. Żałuję. Kołodziejczak pozostaje posłem Koalicji. Czy pozostanie trybunem ludowym dla rolników? Z pewnością nie dla wszystkich. Ta historia ma kilka miesięcy i chyba kłopotliwy finał. W listopadzie w Inowrocławiu policjantom nie spodobał się zakapturzony jegomość. Uznali, że zachowuje się dziwnie, ubrany jest podejrzanie, więc zasługuje na zatrzymanie, kajdanki, rewizję i mandat. Obywatel się z tym nie zgodził i poskarżył. Na tyle skutecznie, że przełożeni stróżów prawa musieli ich zdyscyplinować i pouczyć. Na końcu pozostaje pytanie o standardy rekrutacji. Patrz, jaka mordzia idzie. Niebieski pitbull. Atak. Tak zaczęła policyjna interwencja w Inowrocławiu. Policjanci zatrzymują przechodnia, bo, jak mówią, na widok radiowozu zmienił kierunek marszu. Zdaniem policjantów mężczyzna nie reagował też na policyjne sygnały dźwiękowe. Chwilę później na rękach miał już kajdanki. Mimo że nie uciekał i nie stawiał oporu. Policjant nie powinien się tak zachowywać. Ręki nie czuję. Niech się pan uspokoi. Zakładanie kajdanek, gdzie jest 4 policjantów obok, to bym już powiedział, że przesadzone i niepotrzebne, ale podstawy do legitymowania widzę pełne. W radiowozie rewizja i mandat. 500 złotych za niewykonywanie poleceń. Uważam, że reakcja policjantów była przesadzona. Ukarali tego człowieka mandatem 500 zł nie wiadomo za co. To jest sytuacja naganna. Nagranie trafiło do Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Tu, jak słyszymy, wszystko przebiegło zgodnie z procedurami, bo były powody do zatrzymania. Uzasadnione było także użycie środka przymusu bezpośredniego w postaci siły i kajdanek. Niemniej w naszej ocenie kajdanki były założone zbyt długo. Skutek? Rozmowy dyscyplinujące i pouczenia. Materiały trafiły do prokuratury. Sprawę umorzono. W zachowaniu interweniujących policjantów nie można dopatrzeć się znamion przestępstwa. Mężczyzna sprawy nie odpuszcza. Skarga trafiła do sądu. To nie są okoliczności, które uzasadniałby zatrzymywanie kogokolwiek, na chybił trafił, jeśli żyjemy w państwie demokratycznym, a nie już totalitarnym. To nie jest odosobniony przypadek. W Elblągu policjanci podczas przesłuchania nastolatki w sprawie uszkodzenia taksówki zamiast pytać - wyzywali. Dziś w sądzie mowy końcowe. Tak jeden z oskarżonych tłumaczył całe zajście. Sytuacja, do której doszło, w mojej ocenie i ocenie wszystkich dookoła została sprowokowana i zmanipulowana przez pokrzywdzoną. Wyrok 2 lipca. Wniosek już teraz - prawo ma działać, a nie ranić. To pierwsza w Europie i druga na świecie taka operacja. Usunięcie przepukliny mózgowej u płodu w 26. tygodniu ciąży. Operacja tym bardziej jest wyjątkowa, że w innych ośrodkach zalecano kobiecie przerwanie ciąży. Z pomocą przyszli lekarze z warszawskiego Uniwersyteckiego Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka. To była długo wyczekiwana ciąża. Pani Natalia z mężem starali się o dziecko 8 lat. Kiedy okazało się, że rozwijający się płód ma nieuleczalną wadę czaszki, runął im świat. Konsultowałam wyniki z kilkoma lekarzami, każdy powiedział, żebym terminowała ciążę. My jednak z mężem podjęliśmy decyzję, że przyjdziemy jeszcze do szpitala na konsultację. Zespół Uniwersyteckiego Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka podjął wyzwanie, choć miała to być pierwsza taka operacja w Europie. Pierwsze dwie na świecie, w Brazylii wykonał kilka miesięcy temu profesor Renato Ximenes. Pierwsze dziecko zmarło, ale nie z powodu operacji - mama miała cukrzycę ciążową. Ale to drugie jest piękne i ma się dobrze. Jesteśmy szczęśliwi, że się udało. Liczył się czas, operację można przeprowadzić tylko w określonym momencie ciąży. Musieliśmy wystąpić o szybki termin do komisji bioetycznej warszawskiego uniwersytetu, żeby nam dali zgodę na zabieg eksperymentalny. operację pod okiem profesora Ximenesa i specjalistów ze Stanów zjednoczonych przeprowadziły specjalistki chirurgii płodowej siostry Magdalena i Ewelina Litwińskie. W tych pionierskich działaniach nigdy nie mamy pewności, jaki będzie ich efekt, ale mieliśmy wszelkie podstawy medyczne żeby uważać, że poprawimy rokowania co do przeżycia i co do rozwoju dziecka. Zabieg polega na wyłonieniu macicy drogą cesarskiego cięcia, ułożeniu dziecka we właściwej pozycji, a następnie fetoskopowo, przez niewielkie otwory, zoperowaniu przepukliny czaszkowej. Na ubytek kostny została nałożona łata średnicy 2 cm, odpowiednio przyszyta, tak żeby ten efekt estetyczny też był jak najlepszy. Bez tej operacji wada czaszki pogłębiałaby się, a to ryzyko powikłań po urodzeniu. Coraz więcej wad i chorób można leczyć w życiu płodowym. Ta operacja należy do najtrudniejszych. Cztery dni po operacji lekarze z rosnącym optymizmem mówią o efektach. Liczymy na to, że nasze leczenie nie powoduje pogorszenia choroby, tylko zatrzyma ją na pewnym etapie, a dzisiaj dzieciątko może się rozwijać już prawidłowo. Wiem, że moja córka będzie zdrowa, wierzę w to głęboko, czekam na poród, żeby ją zobaczyć. Dzięki temu zabiegowi poród odbędzie się siłami natury. Polska jedzie na wakacje, i to bardzo patriotycznie, bo ponad połowa wybiera Polskę. Zamierzamy wydać około 4000 zł na gospodarstwo domowe i to nieznacznie, ale więcej niż rok temu. Pójdą na to pieniądze z kredytu, ale w niewielkim procencie. Większość - ponad 80% - zaoszczędziła na to. Takie dane publikuje Związek Banków Polskich. Jak jesteśmy gotowi na paragony grozy? Jedni na jeziorach, kołysani falami. Siedzieliśmy i wspominaliśmy, kiedy po raz pierwszy byliśmy na Mazurach. Otóż 52 lata temu. I od tej pory jesteśmy co najmniej dwa, trzy razy w roku. Inni w górach podziwiają widoki. Rodzinnie do Ustronia raz do roku musimy przyjechać, tak że tradycji stało się zadość i jak najbardziej tutaj chcemy odpocząć w długi weekend. Kto mógł wziąć wolne w piątek, przed sobą ma czterodniowy weekend. Miejscowości turystyczne szykują się, by przyjąć gości. W Zakopanem już dziś tłoczno. A szykuje się prawdziwy najazd turystów. Chyba trzy czy cztery pokoje wolne. Mam nadzieję, że się przy tej pogodzie sprzedadzą. Bo według prognoz w końcu poczujemy lato. I oficjalnie rozpoczniemy sezon wakacyjnych wyjazdów. Sezon wakacyjny właśnie startuje. Takim punktem zwrotnym, przejściem z sezonu zimowego na letni, jest właśnie okres Bożego Ciała. Jak wynika z raportu Związku Banków Polskich, na letni wypoczynek w tym roku przeciętna rodzina chce przeznaczyć 4400 zł. To tylko o 67 zł więcej niż rok temu. I aż 1006 złotych więcej niż trzy lata temu. Ubiegłoroczne wakacje przez inflację były bardzo drogie, nie zmienia to faktu, że wakacje są drogie, to wszystko bardzo dużo kosztuje i niestety paragony grozy będą się pojawiać. A rosnący koszt wakacji sprawia, że w kwestii finansowania letniego wypoczynku pozostajemy ostrożni. 82% Polaków sfinansuje urlop z oszczędności, jedynie 13% badanych rozważa pożyczkę. Podobny trend widać w przypadku wyboru kierunku wakacji - ponad połowa badanych wybiera Polskę. Najchętniej wyjeżdżamy oczywiście nad polskie morze, lubimy też jeździć w góry, szczególnie w Tatry i Bieszczady. Natomiast w tym roku szukamy też oferty kulturalnej w dużych polskich miastach. Bo czemu na przykład nie postawić na Gdańsk? Bardzo mi się podoba, szczególnie te stare budynki. Widok z wieży - fantastyczny. 1/5 Polaków celuje w zagranicę. Wciąż popularne są Grecja, Hiszpania i Turcja. Kocham Turcję, więc może do Turcji polecę. Trzeba liczyć się no z kosztami, z jakimś kieszonkowym, wydatkami - jak to kobieta, chce coś kupić. A jak chce się kupić w Polsce np. gofra, i to nie takiego na bogato, tylko z cukrem pudrem, trzeba zapłacić ponad 15 zł. Profesor Marek Safjan, były sędzia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w "Pytaniu dnia" u Doroty Wysockiej-Schnepf.