Budżet w trybunale. Prezydent popisał ustawę i wysłał do Trybunału Konstytucyjnego. Tragedia na torach. W zderzeniu pociągów w Hiszpanii zginęło kilkadziesiąt osób. ONZ - bis? Donald Trump zaprasza m.in. Karola Nawrockiego do Rady Pokoju. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Trzy możliwości - pierwsza to podpisać. Druga - podpisać i odesłać do Trybunału Konstytucyjnego. A trzecia - odesłać do Trybunału bez podpisu. Czas - do jutra. I choć niemal w ostatniej chwili, to prezydent podjął decyzję. Ustawa podpisana i odesłana do Trybunału. Czy perturbacje dotyczące budżetu oznaczają kłopoty? Jeśli tak, to czyje? O budżecie na miarę naszych możliwości. Prezydent od wielu tygodni nie szczędził gorzkich słów na temat stanu finansów państwa. Budzi głębokie zastrzeżenia. I z decyzją w sprawie ustawy budżetowej, która w miniony wtorek trafiła na jego biurko, czekał niemal do ostatniej chwili. Karol Nawrocki nie mógł jej zawetować. Możliwości miał trzy: podpisać, podpisać i odesłać do Trybunału Konstytucyjnego, odesłać ją do Trybunału bez podpisu. Wybrał to drugie rozwiązanie. Mówimy o pomocy społecznej, mówimy o ochronie zdrowia, mówimy w końcu o wydatkach na bezpieczeństwo. Więc naprawdę to jest szalenie istotne, żeby najważniejszy dokument, najważniejsza ustawa, ustawa budżetowa, była podpisana przez prezydenta. Brak podpisu nie oznaczałby paraliżu państwa, mówił kilka dni temu premier. Nie interesuje mnie tutaj opinia pana prezydenta, bo budżet tak czy inaczej będzie realizowany. Jednak w formie przygotowanej przez Radę Ministrów - bez poprawek naniesionych później przez parlament. A tych istotnych nie brakowało. M.in. zwiększono nakłady na Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zwiększono nakłady na Agencję Wywiadu, zwiększono środki na polską naukę. Brak podpisu wstrzymywałby też m.in. podwyżki dla pracowników budżetówki. Prezydent nie powinien szukać pretekstów do kierowania do Trybunału Konstytucyjnego. Wcześniej takie preteksty były znajdowane, one nie miały materialnego znaczenia dla dalszego procedowania. Najważniejsze jest to, że budżet działa. Będzie działał, będzie obsługiwał wszystkie najważniejsze wydatki. Budżet znalazł się w ogniu krytyki opozycji i prezydenta z powodu tej kwoty. To wysokość deficytu - jak dotąd najwyższego. Ten budżet jest katastrofalny. On jest dramatyczny dla Polski i Polaków. Jest to budżet na miarę możliwości i tego, jaka sytuacja finansowa kraju została odziedziczona niejako po poprzednikach. Rządzący dodają, że po poprzednikach odziedziczono też bałagan w Trybunale Konstytucyjnym. To on ma zająć się wnioskiem prezydenta. Musi to zrobić pełny skład. To co najmniej 11 sędziów. Aktualnie jest ich dziewięciu. Trybunał ma dwa miesiące na rozpatrzenie wniosku prezydenta o zbadanie ustawy budżetowej, natomiast nie ma żadnej konsekwencji, jeśli Trybunał tego nie dotrzyma. Sejmowa większość nie uzupełniała wakatów, uznając Trybunał za nielegalny, bo zasiadają w nim sędziowie-dublerzy. W grudniu potwierdził to unijny Trybunał Sprawiedliwości. Skierowanie przez pana prezydenta ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnego, który nie może orzekać, gdyż nie ma pełnego składu i są w nim sędziowie nieuprawnieni, już samo w sobie świadczy o złych intencjach pana prezydenta. Niewykluczone, że w tym roku rządzący spróbują przełamać ten impas i wybrać nowych sędziów. Na końcu tej procedury jest prezydent, który może, ale nie musi odebrać od nich ślubowanie. Rośnie liczba ofiar katastrofy kolejowej w Hiszpanii. W prowincji Kordoba w Andaluzji wykoleiły się dwa pociągi dużych prędkości, jadące z przeciwnych stron. Oprócz tych którzy zginęli, jest także wielu rannych, a wiele osób walczy o życie. Pociągami podróżowało około 400 osób. To najtragiczniejszy od lat wypadek w Hiszpanii. To widok, jaki zastały służby po przybyciu na miejsce katastrofy kolejowej. W zderzeniu dwóch pociągów w Andaluzji na południu Hiszpanii zginęło co najmniej 39 osób, a ponad 150 zostało rannych. Zrobiło się ciemno i nagle usłyszałem tylko krzyki. Ludzie, którzy byli cali i zdrowi, wybili okna i wyciągnęli mnie, bo byłam cała we krwi. Widziałam umierających ludzi, ale nie mogłam nic zrobić. Mój brat był w tym pociągu. Ludzie umierali w jego pobliżu. Powiedział, że mała dziewczynka prosiła go o pomoc, ale on miał złamane kolano i nie mógł się ruszyć. Do zdarzenia doszło wczoraj, kilka minut przed dwudziestą. Dwa pociągi dużej prędkości, pierwszy relacji Madryt - Huelva, drugi jadący z Malagi do Madrytu, zderzyły się w pobliżu miasta Adamuz. Mieszkańcy tej niewielkiej miejscowości od razu pospieszyli na pomoc poszkodowanym i wspierali służby. To, co zobaczyli, zostanie z nimi do końca życia. Kawałki ludzi. To już nie byli ludzie. Tam były ramiona. Mój mąż zobaczył w środku martwe dziecko. Nie chciał tego widzieć. Zobaczył też inne dziecko, wołające matkę. Na miejscu służby walczą z czasem. Ratownicy i strażacy nie wykluczają, że liczba ofiar i rannych może być większa. Łącznie pociągami podróżowało około 400 osób. Utworzyliśmy centrum informacyjne dla wszystkich osób poszukujących informacji lub ofiar, z którymi nie udało im się jeszcze skontaktować. Widok był szokujący. Naprawdę szokujący. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. To tragedia, z którą będziemy się zmagać jeszcze długo. Przed służbami także żmudne śledztwo, które ma wyjaśnić przyczyny katastrofy. Ze wstępnych analiz wynika, że doszło do niej, gdy ostatnie wagony pociągu jadącego z Malagi wypadły z szyn i wjechały na sąsiedni tor, po którym jechał pociąg z Madrytu. Ten wypadek jest zastanawiający. Zdarzył się na prostym odcinku torów. Na tym etapie trudno go wytłumaczyć. Nie wiadomo jeszcze, czy te ubytki na torach to efekt czy przyczyna katastrofy. Służby badają też wątek zgłoszenia Związku Zawodowego Maszynistów sprzed kilku miesięcy. Kolejarze alarmowali zarządcę o złym stanie torów, m.in. na odcinku, na którym doszło do katastrofy. Hiszpanie uczcili dzisiaj pamięć ofiar tragedii minutą ciszy. Kondolencje do Madrytu płyną m.in. z Warszawy. Z powodu katastrofy hiszpański premier Pedro Sanchez odwołał wyjazd na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos. Odkryjemy prawdę, znajdziemy odpowiedzi. A kiedy to zrobimy, poinformujemy opinię publiczną o przyczynach z całkowitą przejrzystością. W Hiszpanii ogłoszono trzydniową żałobę narodową. W Hiszpanii jest teraz wysłannik TVP, Paweł Kursa. Jak teraz wygląda sytuacja na miejscu katastrofy? Jesteśmy w ważnym miejscu. Sala bankietowa w Adamuz. Tutaj minionej nocy przebywały osoby, którym udzielano pomocy. Przynoszono dary, pomoc. Z tymi osobami łączy się dziś cała Hiszpania. Główne ulice są zablokowane przez służby. To tutaj media kontaktują się ze światem. Sytuacja, która wydarzyła się poprzedniej nocy, teraz zawsze przyspiesza. Od kiedy na miejscu pojawił się ciężki sprzęt, sytuacja powinna się polepszać. Mimo że słońce zaszło, to tej nocy prawdopodobnie nikt ze służb nie pójdzie spać. To jest 19.30. A co dziś jeszcze w programie? W dalszym ciągu prawdopodobnie nie udało się uwolnić wszystkich osób znajdujących się w pociągach. Siarczysty mróz nad Polską. Pamiętajmy o potrzebujących. W co gra Donald Trump? I czym dla USA są umowy i sojusze, które dla nas oznaczają poczucie bezpieczeństwa i międzynarodowy porządek? To zasadne pytanie zwłaszcza wobec najnowszej inicjatywy prezydenta USA - Rady Pokoju, do której zaproszenie dostał Władimir Putin, Aleksander Łukaszenko czy Viktor Orban, ale też, jak się okazało dwie godziny temu, Karol Nawrocki. W sytuacji, gdy Donald Trump prze do aneksji Grenlandii, coraz głośniej słychać pytania o przyszłość NATO. Spór o Grenlandię staje się groźbą poruszenia fundamentów światowego bezpieczeństwa. Europejscy przywódcy konflikt w sprawie wyspy widzą jako zagrożenie dla stabilności NATO. Gdyby doszło do takiej inwazji USA na Grenlandię, byłby to gwóźdź do trumny NATO. Sekretarz Generalny rozmawiał z prezydentem USA o bezpieczeństwie na Grenlandii i w Arktyce. Tu więcej konkretów brak. Wątpliwości wobec działań najsilniejszego gracza Sojuszu Północnoatlantyckiego każą więc postawić pytanie: Co dalej z NATO? Eksperci uspokajają - USA nie opuszczą partnerów. Mają żywotne interesy, aby Europa była bezpieczna. I mają żywotne interesy w tym, żeby jeśli USA będą potrzebowały pomocy, tak jak to było w Afganistanie, żeby można było liczyć na Europejczyków i na NATO. Bez Stanów nie byłoby NATO. To po prostu można by było zamknąć tę historię wtedy. Słyszymy od byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jego zdaniem, gdyby negocjacje Stanów z Europą poszły źle, Amerykanie mogliby zamrozić członkostwo w NATO, a to groziłoby paraliżem Sojuszu. Na wszystkie scenariusze Europa musi być przygotowana. Musimy mieć plany ewentualnościowe na funkcjonowanie naszej obronności, w zależności od tego, jak zachowają się USA. Europa się zbroi. Zwłaszcza wobec nowej strategii bezpieczeństwa USA, zakładającej "przywrócenie stabilności w Europie i stabilności strategicznej z Rosją". Polska nie jest objęta planowanymi sankcjami Trumpa za sprzeciw wobec jego planów wobec Grenlandię. Mimo niepokojów wewnątrz NATO, wicepremier i szef MON uspokaja. Polska jest wymieniana na pierwszym miejscu jako modelowy sojusznik i nic w tym względzie się nie zmienia. Nie ma gwarancji bezpieczeństwa dla NATO i Europy bez USA. Nie ma siły USA bez ich obecności w NATO. Eksperci podkreślają, że Trumpowi na NATO zależy, ale sama ewentualność zbrojnego przejęcia Grenlandii stawia pod znakiem zapytania partnerską współpracę. Nadal chce zachować resztę, wyjmując ten jeden element, nie bacząc na to, że ten jeden element rujnuje zaufanie. Zaufania do międzynarodowych organizacji nie ma sam Donald Trump - głównie do ONZ. Tworzy więc Radę Pokoju, która miałaby zająć się sytuacją w Strefie Gazy. Prezydent USA zaprosił 60 krajów, m.in. Włochy czy Niemcy, ale też zaprosił Władimira Putina, Aleksandra Łukaszenkę i Viktora Orbana, który pokazał w sieci zaproszenie od amerykańskiego prezydenta. Zaproszenie otrzymał też Karol Nawrocki. Odpowiedź, czy je przyjął, mają poznać najpierw Amerykanie. Chęć zaangażowania Polski do dyskusji o sytuacji bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie, należy traktować jako uznanie roli Polski na arenie międzynarodowej. Kancelaria prezydenta zwróciła się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych o opinię prawną w sprawie dołączenia do Rady. Uczestnictwo w Radzie ma trwać trzy lata, wpisowe za stałe członkostwo, jak podaje Bloomberg, ma wynosić miliard dolarów. Czy zaproszenie dla Karola Nawrockiego do trumpowskiej Rady Pokoju to dobra wiadomość? Ten temat m.in. w dzisiejszym Pytaniu Dnia. Justyna Dobrosz-Oracz porozmawia z ministrem Tomaszem Siemoniakiem. Groźby prezydenta Donalda Trumpa, których celem ma być dobrowolne oddanie Grenlandii wkroczyły w nową fazę, czyli zapowiedź wyższych ceł dla krajów UE, które przeprowadziły ćwiczenia wojskowe na wyspie. UE zwołuje w czwartek nadzwyczajny szczyt. A Donald Trump w liście do szefa norweskiego rządu pisze, że nie myśli już o pokoju, bo nie dostał pokojowej nagrody Nobla. "Zostawcie Grenlandię w spokoju" - słychać było przed meczem amerykańskich drużyn koszykarskich w Londynie. Dziś na Downing Street brytyjski premier potępił groźby Donalda Trumpa i podkreślił, że wojna handlowa nie leży w interesie żadnej ze stron. Stosowanie ceł przeciwko sojusznikom to błąd. To nie jest właściwy sposób rozwiązywania różnic w ramach sojuszu. Nie pomaga to też wzmocnieniu bezpieczeństwa Grenlandii. Wszystkie opcje są na stole - mówią unijni urzędnicy, po tym jak Donald Trump postanowił ukarać wyższymi cłami część europejskich państw za wspieranie Grenlandii. Ale ton wypowiedzi jest bardziej stanowczy niż wcześniej. UE dysponuje narzędziami i jest gotowa zareagować, ponieważ zrobimy wszystko, co konieczne, by chronić interesy gospodarcze UE. A politycy mówią otwarcie, że nie poddadzą się szantażowi Donalda Trumpa. Odpowiedzią nie może być schowanie głowy w piasek i zgoda na to wszystko. Staniemy się pionkiem wielkich mocarstw, próbując przetrwać gdzieś w małej niszy z tym, co mamy. Dlatego w Brukseli pełna mobilizacja. Na czwartek w Brukseli zwołano nadzwyczajny szczyt UE, na którym przywódcy omówią ewentualne kroki odwetowe, wymierzone w amerykańską gospodarkę. Takie jak cła, ograniczenia handlowe i inwestycyjne czy dodatkowe opłaty dla amerykańskich gigantów cyfrowych. Bruksela sięgnie po nie tylko wtedy, jeśli Trump zrealizuje swoje groźby. Unia cały czas liczy jednak, że konflikt uda się zażegnać przy wspólnym stole rozmów, być może w Davos. Właśnie rozpoczynający się szczyt ekonomiczny w Szwajcarii może być całkowicie zdominowany przez konflikt o Grenlandię. Premier Norwegii, który otrzymał od Trumpa taką wiadomość: "Biorąc pod uwagę, że wasz kraj postanowił nie przyznać mi Pokojowej Nagrody Nobla za powstrzymanie ośmiu wojen, ma nadzieję, że uda mu się ją wyjaśnić osobiście. Jadę na spotkanie w Davos, gdzie Trump będzie obecny. A jeśli będę miał okazję, wtedy z nim porozmawiam. Według najnowszego sondażu przeprowadzonego dla stacji CBS zdecydowana większość Amerykanów, bo aż 86%, sprzeciwia się planom Donalda Trumpa dotyczącym przejęcia Grenlandii. Również przedstawiciele Kongresu po obu stronach politycznego sporu nie są entuzjastami polityki Trumpa w tej sprawie. Jedyne kraje, które szczerze mówiąc, najbardziej skorzystają z tego chaosu to Rosja i Chiny. Grenlandia i Grenlandczycy powinni decydować o swojej przyszłości. Chodzi o to, że powinniśmy ich raczej zaprosić. Na razie Grenlandczycy odwołali zaproszenie na wyścig psich zaprzęgów dla wysłannika Trumpa na Grenlandię. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji rozmawiała dziś o telewizji i mediach publicznych, tych sprzed 10 lat. O tym, że prezesem TVP został czynny polityk, który wprost z ministerstwa kultury objął prezesurę w Telewizji mówi dziś prof. Tadeusz Kowalski z Krajowej Rady. Jak to się skończyło? I dlaczego nie może się powtórzyć? Dlaczego oczekiwana ustawa medialna może pomóc? "Czy strajk kobiet chce palenia kościołów?" Tak wyglądały media publiczne za czasów PiS. Symbol pioruna, budzący skojarzenie z niemiecką formacją SS. To nie tylko takie paski. To przede wszystkim niszczenie tych, którzy nie szli pod rękę z ówczesną władzą. Nie stronią od luksusu. W taki sposób telewizja za czasów Jacków Kurskiego relacjonowała strajk lekarzy rezydentów. Chcą więcej i szybciej. Dostawało się artystom. I nauczycielom, gdy domagali się podwyżek. W porównaniu do innych zawodów dużo więcej wolnego czasu. Co roku wrogiem dla TVP za czasów PiS był WOŚP. Jedna wielka nagonka, jedna wielka szczujnia. Takim ekstremalnym przykładem było to, co się stało z prezydentem Gdańska. W roku poprzedzającym zabójstwo Pawła Adamowicza telewizja publiczna mówiła o nim 1773 razy. Pod jego adresem były rzucane insynuacje. Dlaczego prosił pan przestępców o pieniądze? Bez jakichkolwiek dowodów, za to z takimi ocenami. To jest rak na polskiej demokracji. Po zabójstwie prezydenta Gdańska refleksja nie przyszła. Pojawia się mnóstwo pytań, jak do tego doszło. Podobnie, jak po samobójczej śmierci 15-letniego Mikołaja. Trzy miesiące wcześniej ówczesne TVP Info i Polskie Radio Szczecin ujawniły, że był ofiarą pedofila, tylko po to, by zaatakować przeciwny obóz polityczny. Sprawa pani posłanki Filiks i przede wszystkim sprawa Pawła Adamowicza. To są sprawy całkowicie wymyślone. Więc PiS za nic przepraszać nie zamierza. Rządzący mówią wprost. To, co Jacek Kurski zrobił z telewizją polską, było nie tylko zniszczeniem samej instytucji, ale było także zniszczeniem wielu standardów, także w mediach. Telewizja Jacka Kurskiego niszczyła tych, którzy myśleli inaczej niż PiS. Sądowy bilans rządów PiS w TVP to ponad 120 pozwów o zniesławienie i roszczenia oszacowane na 10 mln zł. Część procesów już zakończyła się wyrokami. Tak było w przypadku sprawy założonej TVP przez Fundację Otwarty dialog. Sędzia w uzasadnieniu pisał o "wyjątkowo perfidnej manipulacji". Na przełomie 2015 i 2016 roku władza dokonała zamachu na media publiczne. Było to przejęcie władzy w mediach publicznych przez rząd. No i de facto partię. Według profesora Tadeusza Kowalskiego w polskim prawie potrzebne są bezpieczniki, które będą chronić media publiczne. Takim może być nowa ustawa medialna, która jest na etapie konsultacji społecznych. Zakłada chociażby to, że oddzielamy pion redakcyjny od pionu zarządczego. Zimno, coraz zimniej. Po przeważnie bezchmurnym i w wielu miejscach słonecznym dniu, temperatura spada, a przed nami kolejna noc z siarczystymi mrozami, nawet minus 25 stopni Celsjusza. Choć ciepłe powietrze w niektórych miejscach na zachodzie jest odczuwalne, to zimowe zagrożenia nie mija. Strefa mrozu będzie się poszerzać, a razem z nią ryzyko tragedii, o których słyszymy niemal co dzień. To tu - niespełna 200 metrów od domu zmarł 31-latek. Znalazł go sąsiad. Jechałem sobie do pracy i zobaczyłem pieska, jak siedział sobie na przykopce. No i rozejrzałem się. Patrzę - człowiek leży. Sztywny był po prostu. Na pomoc było już za późno. Mężczyzna już nie żył. Wykluczyliśmy udział osób trzecich. Prowadzimy czynności wyjaśniające w tej sprawie. Bierzemy pod uwagę, że mogło dojść do śmiertelnego wychłodzenia organizmu. W Warszawie w domu jednorodzinnym zmarło, prawdopodobnie z wychłodzenia, starsze małżeństwo. W budynku nie było ani ciepłej wody, ani ogrzewania. Policjanci z warszawskiego Ursusa otrzymali zgłoszenie od zaniepokojonego mieszkańca dzielnicy, że od 2 dni nie widział swoich sąsiadów. Z relacji policjantów wynika, że panowały tam trudne warunki bytowe. Policja apeluje o czujność. Najbliższe dni również mogą być bardzo mroźne. Służby odwiedzają miejsca, w których koczują osoby w kryzysie bezdomności. Pytamy się, czy potrzebują pomocy medycznej przede wszystkim. Mogą to być osoby wychłodzone. Pytamy, czy potrzebują pomocy z MOPS. Ale to też od nas, od naszej reakcji lub jej braku, może zależeć to, czy ktoś przeżyje. 27 osób zmarło z wychłodzenia w ostatnich czterech miesiącach. Wszystkich prosimy serdecznie o to, aby jeżeli kogoś zauważą na ulicy, poinformować odpowiednie służby. Abyśmy mogli odpowiednio zadbać o te osoby. Wystarczy zadzwonić pod numer alarmowy 112. - Ja na dworze śpię. - Dlaczego? No bo nie mam gdzie. To jedno z miejsc, w których osoby w kryzysie mogą się ogrzać, wykąpać i zjeść. Przychodzą wychłodzeni, chcący się napić, ale my oferujemy i ciepły posiłek, i ciepłe picie, kawę, herbatę. W czasie mrozu ogromnym zagrożeniem są też niesprawne urządzenia grzewcze. Już wiadomo, że przyczyną śmierci matki i trójki dzieci w Chełmnie było zaczadzenie. Współwłaścicielka mieszkania usłyszała zarzut. Podrobienia dokumentów potwierdzających przeprowadzenie kontroli pieca gazowego, wynikających z prawa budowlanego. Kobieta próbowała uzyskać taki dokument już po tragedii. Choć miniona noc była jedną z najchłodniejszych, to zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Silny mróz do minus 20 stopni. Lokalnie na północnym wschodzie nawet do minus 26 stopni. Polska podzielona na dwie części - cieplejsza i chłodniejsza. Ten podział widać na tej mapie ostrzeżeń przygotowanej przez meteorologów. W ostatnim tygodniu stycznia nad Polskę dotrze wyż syberyjski, który przyniesie jeszcze silniejszy mróz. Groźny wypadek w stolicy. Samochód wjechał w grupę ludzi. Lądował śmigłowiec LPR. Reanimowano 4-letnie dziecko. W zdarzeniu ucierpiało pięć osób. Z wstępnych informacji wynika, że przed godziną szesnastą na skrzyżowaniu ulic Grochowskiej i Zamienieckiej, jeden z pojazdów nie ustąpił pierwszeństwa drugiemu, wskutek czego drugi dachował i uderzył w grupę ludzi czekających na przejściu dla pieszych. W akcji brało udział pięć jednostek straży pożarnej i dwie grupy operacyjne. Dziecko, które było reanimowane, w ciężkim stanie zostało przewiezione do szpitala. Kierowcom pojazdów nic się nie stało. Na Pradze kilka godzin trwały utrudnienia w ruchu. Policja bada przyczyny wypadku. 13 osób oskarżonych. Ruszył proces handlarzy dopalaczami. Są już pod opieką, ale to, co przeszły zwierzęta w schronisku w Bytomiu, to był horror. Nieocieplone budy, niedożywienie, a nawet eutanazje zwierząt bez uzasadnienia. O nieprawidłowościach w placówce, którą zarządzał prywatny operator, alarmowali społecznicy i radni. Szerokim echem odbiła się też interwencja Dody w placówce. Dziś zarządzanie schroniskiem przejęły władze miasta., Zima, która nam wszystkim daje się we znaki, dla zwierząt, tych bezpańskich, jest walką o przetrwanie. Często przegraną, bo bez nas, ludzi, sobie nie poradzą. Trudny czas przechodzą teraz schroniska dla zwierząt. Jeden z podopiecznych schroniska dla bezdomnych zwierząt w Bytomiu, który miał być poddany eutanazji, spędził dwie doby w chłodni na stosie nieżywych zwierząt. Po czym ożył. Męczarnia psów. Byłem sam osobiście. Weszliśmy do tych budynków co tam są. Były kupy nieposprzątane. Z zewnątrz to aż o pomstę do nieba... To już koniec gehenny. Opiekę nad bezdomnymi zwierzętami przejęła dziś gmina. Wieczorem zmieniono zamki i ruszyła inwentaryzacja. Wcześniej po masowych protestach miasto rozwiązało umowę z firmą zarządzającą schroniskiem. Na tę decyzję mieszkańcy Bytomia czekali od lat. Mówią, że regularnie informowali o nieprawidłowościach. Wykazały je również zlecone przez miasto kontrole. Raport, który opracowaliśmy razem z panią radną Beatą Adamczyk-Nowak, wskazywał liczne nieprawidłowości. Począwszy od finansowych, a skończywszy na dręczeniu zwierząt. Jak można tak robić zwierzętom? Jesteś okropna. W piekle spłoniesz. O sprawie zrobiło się naprawdę głośno po interwencji Dody. O dramatycznych warunkach, w jakich żyją zwierzęta, informowali ją fani. Dlatego artystka przeprowadziła własne śledztwo i skonfrontowała je z władzami placówki oraz prezydentem. Budy za 3 tys. zł? Gdzie są te budy? Bo na razie to stoi u pani jacuzzi, na te fakturę wystawione, co są budy. Była już prezeska schroniska odpiera zarzuty. Jestem od wielu miesięcy obiektem ataków, pomówień, znieważeń, W schronisku w Bytomiu rano ruszyły adopcje. Na nowych warunkach. Pod kontrolą urzędników miejskich i behawiorystów. Jestem wychowana ze zwierzakami. Też już dawno chciałam kota, a jest możliwość to zrobić, to to robię. W tej walce wygrały dobre serca. Ale o zwierzętach trzeba pamiętać nie tylko wtedy, kiedy dzieje im się krzywda. Większość schronisk, jak to w Gdańsku, które obchodzi dziś 20. urodziny, dba o los podopiecznych. Na adopcję czekają zwierzęta w całym kraju. W 19.30 to wszystko. W studiu zapowiadana już Justyna Dobrosz-Oracz i gość Pytania Dnia szef MSWiA Tomasz Siemoniak. Do zobaczenia.