Ira$ski pocisk trafi¾ w szpital w Izraelu. Tel Awiw zapowiada odwet. 14-latka ofiar@ po¼aru bloku w Rzeszowie. Relacje mieszkańców są dramatyczne. 30 tys. protestów wyborczych trafiło do Sądu Najwyższego. Minister Bodnar mówi, że sytuacja jest poważna. Monika Sawka, dobry wieczór. Ten atak wstrząsnął Izraelem. Irańskie rakiety uderzyły w szpital w Beer Szewie na południu kraju. Budynek grozi zawaleniem. Kilkadziesiąt osób zostało rannych. Izraelski minister obrony nazwał nalot zbrodnią wojenną najgorszego rodzaju i zapowiedział odwet. Iran grozi użyciem potężnej broni. W Tel Awiwie jest Anna Kowalska. O jaką broń chodzi? Hipersoniczne pociski nowej generacji. Ta broń dotarłaby do Tel Awiwu w mniej niż 7 minut. To oznacza mniej czasu dla Żelaznej Kopuły na ich przechwycenie. Kopuła i tak kuleje. Dzisiaj kolejny atak Iranu i kolejne straty. 1 pocisk upadł za moimi plecami. Inny uderzył w szpital. Dla całego świata to może być przełomowa noc. Być może do wojny dołączą Amerykanie. Iran ostrzega, że to rozpętałoby istne piekło. To był największy szpital w południowym Izraelu. Ale po tym porannym irańskim ataku została po nim sterta gruzów. Pocisk balistyczny trafił w jedno ze skrzydeł placówki. Wczoraj zostało ewakuowane, ale na innych oddziałach wciąż przebywali chorzy. Dziś opuszczali szpital w panice i desperacji. To osoby starsze, chorzy na raka, potrzebujący pilnej opieki medycznej. Nie mogą wrócić do domu. A dziś zostali bezpośrednio zaatakowani rakietą. Nie ma na to wytłumaczenia. W ataku na szpital w Beer Szewie rannych zostało ponad 70 osób. W całym kraju blisko 300. Irańskie pociski uderzyły też w przedmieścia Tel Awiwu. Na twarzach Izraelczyków coraz częściej widać strach. Bo obrona przeciwpowietrzna nie zawsze radzi sobie z pociskami wroga. Moja córka i ja byłyśmy w schronie. Dwie, trzy minuty później usłyszeliśmy bombę. Rząd powinien kontynuować to, co robi. Izraelskie władze po tych atakach zapowiedziały dotkliwy odwet. I chcą do wojny wciągnąć Amerykanów. To decyzja, którą musi podjąć prezydent. Ale mogę powiedzieć, że już teraz bardzo pomagają, ponieważ uczestniczą w ochronie nieba nad Izraelem i jego miastami za pomocą baterii rakietowych. Jak wynika z nieoficjalnych doniesień, Donald Trump już wstępnie zatwierdził plany ataku na Iran, ale nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji. Izrael potrzebuje amerykańskiej broni, by uderzyć w Fordo, czyli największy w Iranie zakład wzbogacania uranu. Ukryty jest głęboko w górach, kilkaset metrów pod ziemią. By zniszczyć Fordo konieczna jest pomoc tych amerykańskich bombowców. To one przenoszą najpotężniejsze na świecie bomby penetrujące. Pociski mogą dotrzeć nawet na głębokość 60 m i raz na zawsze zniszczyć irański arsenał. Izrael dziś zaatakował dwa inne irańskie obiekty nuklearne, w tym wielki reaktor w Araku. Działaliśmy, aby uniemożliwić reżimowi irańskiemu uruchomienie reaktora, co umożliwiło stworzenie broni jądrowej. To nasz obowiązek. Mieszkańcy Teheranu w panice opuszczają stolicę. W nalotach zginęło już blisko 700 cywilów. I najważniejsi przedstawiciele irańskich władz, poza Alim Chameneim, najwyższym przywódcą Iranu. Ale po dzisiejszym ataku na szpital i okolice Tel Awiwu izraelski rząd otwarcie mówi już, że jest on kolejny na liście. Dyktator taki jak Chamenei, który przewodzi krajowi takiemu jak Iran, i zadeklarował jako swój cel zniszczenie państwa Izrael, nie może dłużej istnieć. A to może oznaczać, że ostatecznym celem Izraela jest nie tylko zatrzymanie irańskiego programu nuklearnego, ale przede wszystkim upadek reżimu. Teraz misja: ewakuacja. Nad ranem wylądował samolot z Polakami, którzy opuścili Iran. Na pokładzie 13 osób. Wśród nich iranistka. Przyznała, że sytuacja w Teheranie pogarsza się z godziny na godzinę. Na warszawskie lotnisko za pół godziny przyleci też kolejna grupa ewakuowanych z Izraela. MSZ podróże w rejon konfliktu odradza. I tłumaczy, że ewakuacja jest darmowa dla turystów, którzy utknęli w kraju objętym wojną, nie dla mieszkańców. Małgorzata Wróblewska, iranistka, od rana jest już w Polsce. Po wyczerpującej podróży. Ciężka, ale jesteśmy w domu. Jest wśród 13 Polaków ewakuowanych z Iranu. Drogą lądową zostali przetransportowani do stolicy Azerbejdżanu, stamtąd samolotem rejsowym dotarli na lotnisko Chopina w Warszawie. Na szczęście jesteśmy w Polsce, jesteśmy bezpieczne. Jesteśmy bardzo szczęśliwe, chociaż bardzo zmęczone. Było bardzo ciężko. Zważywszy na to, że sytuacja w Iranie strasznie się pogarsza. W Iranie zostało tylko kilku polskich obywateli, którzy nie deklarowali chęci wyjazdu. Magdalena Chumek wróciła do kraju, mimo że w Iranie mieszka na stałe. Myśleliśmy, że ewakuacja będzie darmowa, a ewakuacja była dla nas bardzo droga, bo musiałyśmy pokryć nie tylko koszta wiz, ale także koszta biletów do Polski, które były bardzo drogie dla nas i czułyśmy się takimi obywatelami drugiej kategorii, bo ewakuowana była większa grupa, a tylko 6 osób z nas musiało zapłacić za bilety. Jak podkreśla rzecznik MSZ, ewakuacja jest darmowa dla turystów, którzy utknęli w kraju objętym wojną, nie dla mieszkańców, i wszyscy zostali o tym uprzedzeni. Chcemy im pomóc, nie zostawiamy ich, zasady są jednak takie, że bezpłatna ewakuacja na koszt podatnika dotyczy obywateli polskich, którzy nie są rezydentami. Dziś jedna akcja ewakuacyjna Polaków z Izraela. Zostali przewiezieni do Jordanii. Ze względów bezpieczeństwa MSZ nie informuje, którym przejściem. Z Ammanu już wojskowym samolotem do Warszawy - na pokładzie 65 osób. W Izraelu jest jeszcze sporo osób, zarejestrowanych w systemie Odyseusz, które chcą się ewakuować. Narzekają, że nie mają kontaktu z polskimi służbami. Coraz bardziej się niepokoją. Co pan tym ludziom powie? Sytuacja jest trudna. Placówka pracuje w ograniczonym zakresie, ale żeby każdy miał włączone telefony. To nie przekonuje tych, którzy w Izraelu czekają. To jakby powiedzieć komuś, kto jest niewidomy, że powinien przejrzeć na oczy mniej więcej. Ja podałem dwa numery telefonu, polski numer telefonu, który działa, oraz izraelski numer telefonu, który działa, moi znajomi nie mają problemu z dodzwonieniem się do mnie w każdym momencie. Wczoraj przez Egipt do kraju wróciły 154 osoby, dziś kolejne. Niewykluczone, że będzie następny samolot. MSZ zapewnia, że nie zostawi nikogo, kto zgłosił chęć ewakuacji z Izraela. Jutro dalsze decyzje. Rzecznik MSZ ze zdziwieniem odnotowuje, że wciąż są Polacy, którzy decydują się przekraczać granice Izraela. MSZ apeluje do rodaków, by nie wjeżdżali do Izraela i Iranu, bo jest tam coraz bardziej niebezpiecznie. Oglądają państwo 19:30, już za chwilę tragiczny finał pożaru w Rzeszowie, a później jeszcze: Procesje Bożego Ciała. Wyznajemy w ten sposób też, że Chrystus, który przychodził pod postacią chleba, jest Bogiem. To jest taka manifestacja naszej religijności. Chronię się na tyle, ile mogę, wystawiam się na tyle, ile muszę. Bezpieczne opalanie - coraz więcej przypadków groźnego nowotworu. Tego nie należy lekceważyć, bo czerniak jest małym nowotworem, ale bardzo śmiertelnym. Ogień pojawił na czwartym z 12 pięter budynku w Rzeszowie. Uciekając przed płomieniami, mieszkańcy wychodzili na balkony i parapety. Zadymiona klatka schodowa odcięła im drogę ucieczki. Nie mogli być ewakuowani po drabinach strażackich, bo zastawiona samochodami ulica uniemożliwiała wozom gaśniczym dojazd do budynku. Dla 14-latki pożar skończył się tragicznie. O dramatycznej nocnej akcji. Tę noc mieszkańcy wieżowca przy ulicy Popiełuszki w Rzeszowie zapamiętają na zawsze. Ogień zniszczył cały pion 11-piętrowego budynku. Jeden dym, jeden ogień, wybuchło to wszystko. Płomienie pojawiły się w mieszkaniu na 4. piętrze po godzinie 20.00. Taka tragedia, i to dzień przed Bożym Ciałem. Z pożarem walczyły 24 zespoły straży pożarnej. Mieszkańcy w panice rzucali się do ucieczki. Sytuacja wyglądała dramatycznie, bardzo dużo osób stało w oknach, prosiło o pomoc, na początku nasze siły były niewystarczające. Z płonącego budynku i sąsiednich klatek ewakuowano ponad 250 osób. Wszędzie się paliło, wszędzie był dym, zdążyłem tylko pukać po sąsiadach, komu zdążyłem, to pomogłem. Nie wszystkim jednak udało się pomóc. Nastolatkę, która uciekała przed dymem i ogniem, nieprzytomną wyniesiono z budynku. Pomimo udzielonej na miejscu akcji medycznej życia 14-latki nie udało się uratować. W ten symboliczny sposób nastolatkę żegnali dziś sąsiedzi. Dziewczynka cieszyła się, miała mieć teraz świadectwo. Piękna dziewczyna, grzeczna, uprzejma. Do szpitali z poparzeniami i objawami zatrucia dymem trafiło 8 osób. Mieszkańcy sąsiadujących z pożarem klatek do swoich mieszkań mogli wrócić dopiero dziś. Dopiero wróciliśmy, noc spędziłyśmy poza domem. Kazali nam szybko zbierać rzeczy i wyjść. Miasto zapewnia poszkodowanym pomoc psychologiczną i materialną. Przed spalonym blokiem ustawiała się dziś kolejka, wejść można było tylko na chwilę, po najpotrzebniejsze rzeczy. Mieszkania są pilnowane przez policjantów i strażników miejskich. My tutaj będziemy nadzorować ich dobytek. Mieszkania są okopcone i zalane wodą. W tym, w którym doszło do pożaru, mieszkało starsze małżeństwo. Zdążyli uciec. Dawno nie widziałem takich zniszczeń, w zasadzie w mieszkaniu nie ma nic, co nie uległo spaleniu. Mieszkańcy do domów wrócą dopiero po tym, jak budynek opuści prokurator i biegły z zakresu pożarnictwa. Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane. Lawina protestów wyborczych. Do Sądu Najwyższego wpłynęło już 30 tysięcy zgłoszeń. Dla porównania: pięć lat temu było ich 6 tysięcy. "Sytuacja jest poważna, nie możemy jej lekceważyć, bo każdy głos ma znaczenie" - mówi minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Wczoraj prokuratura poinformowała, że w jednej z komisji w Bielsku-Białej doszło do zamiany głosów oddanych na kandydatów. 30 tys. protestów wyborczych wpłynęło do Sądu Najwyższego. To najwięcej od 20 lat. Teraz wszystkie trzeba zarejestrować i rozpatrzyć. Sytuacja jest poważna. Mówi minister sprawiedliwości i wskazuje na przypadek z komisji wyborczej w Bielsku-Białej. 160 głosów na Rafała Trzaskowskiego odnaleziono w worku z głosami dla Karola Nawrockiego i przypisano je Karolowi Nawrockiemu. Problem zauważa też PKW. Państwowa Komisja Wyborcza odnotowuje również występowanie powtarzalnych błędów PKW na swoich stronach ma fałszywe informacje. Dlatego Roman Giertych chce ponownego przeliczenia wszystkich głosów. Wczoraj w Sądzie Najwyższym próbował uzyskać dostęp do protokołów z posiedzeń sądów rejonowych przeliczających głosy. Izba Kontroli Nadzwyczajnej, która jest fałszywym sądem, takim rakiem budynku Sądu Najwyższego, odmówiła mi dostępu do tych dokumentów, przekazując sprawę do rozstrzygnięcia pani Manowskiej. Małgorzata Manowska wydała w tej sprawie oświadczenie, w którym informuje, że poseł Giertych - z którym się spotkała - podjął nieskuteczną próbę przedostania się do objętej szczególną kontrolą strefy. O tym, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej nie powinna orzekać w żadnej sprawie, a zwłaszcza ważności wyborów, przypomina też były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Do orzekania jest Sąd Najwyższy, który powinien w składzie odpowiednim wydać orzeczenie. Izba Kontroli Nadzwyczajnej została uznana za niesąd przez orzeczenia dwóch poważnych sądów europejskich. Co więcej, dokładnie to samo można wyczytać w oświadczeniu PKW. Protesty wyborcze oraz rozstrzygnięcie w przedmiocie ważności wyboru Prezydenta RP Posłów PiS takie argumenty nie przekonują. Mamy do czynienia z Izbą, Sądem Najwyższym, który funkcjonuje, który stwierdza ważność wyborów. Ja mam taki gorący apel do polityków PO: nie huśtajcie. Możemy się spierać, możemy mieć różne zdanie, ale huśtacie łódką o nazwie Polska. Choć Karol Nawrocki ponad tydzień temu odebrał uchwałę w sprawie stwierdzenia wyniku wyborów Prezydenta RP... To o niczym nie przesądza. Nie ta uroczystość, a orzeczenie Sądu Najwyższego będzie podstawą do stwierdzenia ważności wyborów. Wszędzie tam, gdzie to jest uzasadnione, możliwe, potrzebne, powinniśmy uzyskać pewność, że głosy w tych wyborach zostały dobrze, uczciwie policzone. Na rozpatrzenie wszystkich protestów i podjęcie uchwały w sprawie ważności wyborów Sąd Najwyższy ma czas do 2 lipca. Potocznie zwana Bożym Ciałem uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa to jedno z najważniejszych świąt w Kościele katolickim. Tradycja jego obchodzenia sięga XIII wieku. Na ulicach uroczyste procesje. W kilku miejscach w Polsce na jej część powstają specjalne kwiatowe dywany. Ozdabiają drogę, którą przemierzą wierni. To jedno z najważniejszych religijnych świąt w Polsce. Kościół katolicki obchodzi to święto od XIII wieku. To manifestacja wiary w to, że Bóg jest obecny w sakramencie Eucharystii, w to, że Chrystus jest tu na ziemi pod postaciami chleba i wina. Najbardziej widoczną formą tego święta są procesje prowadzone do czterech ołtarzy, które symbolizują cztery Ewangelie i cztery strony świata. Wyznajemy w ten sposób, że Chrystus, który przychodził pod postacią chleba, jest Bogiem, bo tylko przed Bogiem się klęka, tylko przed Bogiem sypie się kwiaty. Sercem każdej procesji jest Najświętszy Sakrament, który przenosi się w monstrancji i pod baldachimem. Protestanci uważają, że to jest symbol. Dla nas to jest rzeczywistość obecności w Najświętszym Sakramencie Jezusa Chrystusa. Boże Ciało zawsze przypada w czwartek. Katolicy powinni tego dnia uczestniczyć we mszy. Nie ma przymusu udziału w procesji. Jest to przywilej i wspólna manifestacja wiary. To jest taka manifestacja naszej religijności, a przy okazji że jesteśmy góralami, no to się pokazujemy. Na Podhalu to święto obchodzone jest szczególnie uroczyście. Pan Jezus przychodzi do nas, będzie między nami i mamy okazję się z nim spotkać. Sztuczna inteligencja, biotechnologie, media społecznościowe - świat staje się zbyt skomplikowany, mówił prymas Polski. Dlatego potrzebna jest wiara w Eucharystię. w naszej obsesji na punkcie wolnego czasu, konsumpcji, rozrywki, telefonów komórkowych i mediów społecznościowych zapominamy o karmieniu naszego życia mocą Eucharystii. Przywiązanie do wiary i tradycji podkreślali dziś mieszkańcy setek miejscowości w całej Polsce. Czekamy z niecierpliwością co roku, by pokazać te barwne, kolorowe, przepiękne stroje łowickie. My łowiczaki lubimy te kolory, barwy, hafty i ten nasz łowicki przepych. Nieodłącznym elementem procesji są "feretrony", czyli przenośne ołtarze. Można je podziwiać tu na Myszyńcu na Kurpiach. Na Kurpiach to jest najpiękniejsza ta procesja nasza. To są kwiaty robione własnoręcznie. Mam już 75 lat, a pamiętam, od kiedy ta procesja jest. Kwiaty to także tradycja Bożego Ciała. Od dwustu lat w kilku miejscach w Polsce powstają specjalne kwiatowe dywany. Wstajemy rano, cały tydzień się zbiera kwiatki. Słynne są zwłaszcza dywany ze Spycimierza w Łódzkiem. To jest nie do pomyślenia, że można coś takiego wykonać, podziwiam to. Miliony wiernych na ulicach dowodzą, że ta tradycja jest w Polsce żywa. Pod Tatrami tłumy. Zakopane pęka w szwach. Zdecydowana większość wybiera wędrówki po tatrzańskich szlakach, ale są też tacy turyści, którzy wolny czas spędzają na biesiadowaniu. Tłoczno jest też w Krynicy-Zdroju i drogach dojazdowych do morskich kurortów. Nie jest tanio, ale jak przekonują hotelarze, ceny są takie same jak w ubiegłym roku. Początek długiego weekendu na Zakopiance tradycyjnie wyglądał tak. To oznaczało jedno. Tłumy na Krupówkach. Stolica polskich Tatr przeżywa oblężenie. Każdego przyciąga czym innym. Jutro Morskie Oko, Dolina Kościeliska następnego dnia. Krupówki, Kasprowy Wierch, Gubałówka. Dobre powietrze, widoki, oscypki. Zakopane jest w czołówce najpopularniejszych miejscowości tegorocznego długiego czerwcowego weekendu. Co dziesiąty nocleg zarezerwowany na ten okres jest właśnie pod Tatrami. Obłożenie zakopiańskich hoteli i pensjonatów wynosi 90%. Jest znacznie lepiej, niż oczekiwano. Ponad 25% gości długiego weekendu czerwcowego przedłużyła go o co najmniej jedną dobę, a najczęściej o dwie. To zmiana w porównaniu z zeszłym rokiem. Hotelarze przekonują, że to przez niemal niezmienne ceny. Wiem, że Zakopane słynie mimo wszystko z tego, że te ceny są zawyżane, ale porównując do zeszłego roku, raczej te ceny nie są dużo wyższe. Tłumy pod Tatrami, tłumy też w Beskidzie Sądeckim. Na brak turystów nie narzekają w Krynicy-Zdroju. Trzeba mieć świadomość, że większość już zdecydowana pokojów jest zarezerwowana, potwierdzone zaliczkami. Goście czekali na to, jaka będzie pogoda, a skoro prognozy są dobre, to i u nas prognozy są dobre na ten weekend. Nie wszyscy obrali kierunek południe. To autostrada A1 w stronę Trójmiasta i gigantyczny zator na wysokości Grudziądza. Wielokilometrowe korki też na trasie S3 do Świnoujścia. Celem - wypoczynek nad morzem. Choć akurat na wybrzeżu z pogodą nieco gorzej. Od rana mocno wiało. Spacerowiczów na plaży niewielu. Ci nieliczni jednak nie narzekają. Sztorm. Jest przepięknie, mewy kołują cudownie, a my mamy głowy w chmurach. Zawsze tu przyjeżdżałem i będę przyjeżdżał dlatego, że tu jest klimat, odpowiednie temperatury. W tym roku polskie morze wygrywa zdecydowanie, patrząc na majówkę albo na początek czerwca. Po weekendzie na plażach i ulicach kurortów wypoczynkowych zrobi się spokojniej. Ale na krótko. Główny sezon rozpocznie się dopiero 26-27 czerwca i wtedy spodziewamy się, że będzie najazd turystów. Co oznacza czas bardziej wytężonej pracy, choćby dla ratowników wodnych. Czerniak to najbardziej złośliwy nowotwór skóry. Kluczowe jest jednak to, że wiadomo, jak go uniknąć, i co robić, jeśli podejrzewamy, że się pojawił. Natychmiastowa reakcja to pewność wyleczenia. Pewności, że się nie zachoruje, nie daje jednak żaden krem z filtrem. Bo to tylko jeden z kilku elementów ochrony skóry w ciepłe dni. Najważniejsze informacje przed rozpoczynającym się sezonem na opalanie. Pogoda wprost wymarzona na długi weekend. Ale dermatolodzy apelują o zdrowy rozsądek, bo nadmierne opalanie zwiększa ryzyko rozwoju czerniaka. Tego nie należy lekceważyć, bo czerniak jest małym nowotworem, ale bardzo śmiertelnym. Podstawa to kremy z wysokim filtrem, ale nie wszyscy o tym pamiętają. Żona się lubi opalać i się smaruje, ale ja nie mam problemu ze słońcem. Chronię się na tyle, ile mogę, wystawiam się na tyle, ile muszę. Rocznie diagnozę "czerniak" słyszy 4,5 tys. Polaków, 1400 umiera. Zachorowalność na czerniaka rośnie najszybciej z wszystkich nowotworów. W ostatnich dekadach liczba zachorowań wzrosła trzykrotnie. Małgorzata Bieniaszewska początkowo usłyszała, że to włókniak, ale i tak postanowiła usunąć znamię. Kilka tygodni później dowiedziała się, że to czerniak złośliwy. Są cztery etapy rozwoju nowotworu, ja byłam w tym trzecim. W związku z tym było wiadomo, że według statystyk mam 50% szans na przeżycie. Teraz jest w trakcie immunoterapii. Ja miałam bardzo dużo szczęścia, bo ta immunoterapia zadziałała i mam nadzieję, że już będzie działać do końca. Michał Buszman trzy lata temu też usłyszał, że ma czerniaka z przerzutami do węzłów chłonnych. Miał wtedy 34 lata. Mój syn miał później komunię i nie wiedziałem, czy dożyję. To była pierwsza myśl, która mnie uderzyła. Teraz przechodzi kolejne starcie, po 3 latach choroba wróciła. Pojawił się nowy przerzut w węzłach chłonnych. Kluczowy, jak zawsze, jest czas wykrycia nowotworu. Przykładamy do skóry i takie szybkie spojrzenie daje nam informację, czy widzimy coś niepokojącego, czy nie. Stąd apele lekarzy o regularne sprawdzanie znamion i wykonywanie raz w roku przeglądu, czyli dermatoskopii. Idziemy do lekarza rodzinnego i prosimy go o skierowanie do dermatologa celem dermatoskopii. A jak asymetria, B jak nierównomierne brzegi i E jak ewolucja. Tak zwane abecadło czerniaka wskazuje zmiany, które wymagają pilnej konsultacji z lekarzem. Przed wakacjami należy dokładnie obejrzeć skórę, jeżeli cokolwiek nas niepokoi, czyli nagle coś jest, czego nie było, patrzymy, że coś zmienia kolor, patrzymy, że coś zmienia rozmiar. Jeszcze kilka lat temu czerniak był wyrokiem. Dzięki nowoczesnym terapiom coraz więcej pacjentów udaje się uratować. Trzeba z pewnymi rzeczami się pogodzić, a z pewnymi nie. To znaczy pogodzić się z tym, że jestem w procesie leczenia, ale nie godzić z tym, że będę umierać. To nie jest wyrok, to jest dziś przewlekła choroba i tak do tego trzeba podchodzić. Michał Buszman przed chorobą biegał półmaratony i trenował koszykówkę. Musiał zwolnić tempo, ale nie traci nadziei na szczęśliwy finał. Mój syn ma 13 lat, moja córka 7, oboje też grają w koszykówkę, więc ja muszę wrócić, bo z nimi gram. Warto o tym wszystkim pamiętać, bo po Europie rozlewa się wielka fala upałów. Najgoręcej jest teraz na Półwyspie Iberyjskim. Temperatury dochodzą do 43 stopni. W kolejnych dniach żar będzie się lał także w innych krajach zachodniej i południowej części kontynentu. Pod koniec tygodnia upalnie zrobi się też w Polsce. Sezon na ekstremalne upały rozpoczęła Hiszpania. Władze wydały pierwszy w tym roku czerwony alert. Ostrzeżenia najwyższego stopnia dotyczą północy kraju. W rejonie Kordoby odnotowano ponad 43 stopnie Celsjusza. 40 stopni i więcej, ogromny upał, nie można nawet wyjść w nocy, to nie do zniesienia. To efekt mas gorącego powietrza napływającego głównie z północnej Afryki. Tam temperatury dochodzą niemal do 47 stopni. Fala gorąca w kolejnych dniach rozleje się na kraje południowej i zachodniej części kontynentu. Choć żar już odczuwa południe Francji. W weekend spodziewane są tam również 40-stopniowe upały. Bez dwóch zdań jest gorąco. Nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak upalnie. Jesteśmy z Normandii, więc to dla nas spora zmiana. Letnia aura opanowała także Paryż. W nocy temperatura nie spadnie poniżej 20 stopni Celsjusza. By schłodzić stolicę Francji, władze rozbudowują miejski system chłodzenia - największy na świecie. Obecnie ma długość 110 km. Za 15 lat będzie przeszło dwa razy dłuższy. Do chłodzenia wykorzystuje się wodę z przepływającej przez miasto Sekwany. Temperatura w tej sieci wynosi 12 stopni Celsjusza. Woda z Sekwany pompowana jest do specjalnych instalacji chłodniczych i przekazywana do sieci. Woda wykorzystywana jest do chłodzenia budynków. Dokładnie 800 - w tym Luwru, Zgromadzenia Narodowego czy szpitali. Skwar daje się we znaki mieszkańcom Bałkanów. To stolica Czarnogóry - Podgorica. Chłodzimy się lodami, sokami, wodą. Jest ciężko, naprawdę ciężko... Za gorąco. Fala gorąca dotarła nawet do Wielkiej Brytanii. To wyschnięty zbiornik Woodhead w północnej Anglii. Normalnie wygląda tak. Prognozy wskazują, że tegoroczny czerwiec może być dla Wysp rekordowy. W sobotę w Londynie mają być nawet 33 stopnie Celsjusza. W Rzymie nawet o pięć więcej. By schronić się przed skwarem, wkrótce Watykan opuści papież Leon XIV. Większość lipca spędzi w Castel Gandolfo. To powrót do tego, co papieże robili przez prawie 300 lat - przed papieżem Franciszkiem. Ten zrezygnował bowiem z tradycji letnich pobytów w historycznej rezydencji. Gorąco państwu dziękuję, spokojnego wieczoru. Czas na "Pytanie dnia", gościem Mariusza Piekarskiego jest dziś Jacek Czaputowicz, były minister spraw zagranicznych.