Rada Trumpa - czy Polska przyjmie zaproszenie do Rady Pokoju? Neorozwód - wyrok rozwodowy nie istnieje, bo wydał go neosędzia. Szpiedzy na stypendium - proces dwojga Rosjan oskarżonych o szpiegowanie dla FSB. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Davos, jakiego świat nie widział. Lista tematów jest imponująco długa. Ale oczy całego świata skierowane są na głównego rozgrywającego. Donald Trump w Davos chce powołać Radę Pokoju i staje twarzą w twarz z tymi, których chce obarczyć wyższymi cłami, bo mają inne zdanie w sprawie Grenlandii. Wśród uczestników zaproszony do Rady Pokoju Karol Nawrocki. Zaproszony, ale czy zadowolony? Światowe Forum Ekonomiczne w Davos w tym roku może okazać się jednym z najbardziej kluczowych w ostatnich latach. Konkurencja handlowa Stanów podważa interesy Europy. Celem jest osłabienie i podporządkowanie Europy. W połączeniu z kolejnymi cłami jest to niedopuszczalne. Ta ostra krytyka Stanów ze strony francuskiego prezydenta na otwarcie Forum pokazuje, że to Donald Trump narzucił agendę tegorocznego spotkania. Bo od pierwszego dnia głośno mówi się głównie o Grenlandii i karnych cłach na Europę. Bezpieczeństwo Arktyki możemy osiągnąć tylko razem. Dlatego proponowane dodatkowe cła są błędem, zwłaszcza w stosunkach między długoletnimi sojusznikami. Donald Trump do Davos zabiera silną reprezentację, wspierać ma go m.in. sekretarz stanu Marco Rubio, który ma przekonywać Europejczyków do przyszłości Grenlandii według wizji Trumpa. Wizji, której prawdopodobnie nie odpuści, a która powoduje coraz więcej napięć. Postępuje w sposób nieakceptowalny i niezgodny nie tylko z prawem międzynarodowym, ale niezgodny z podstawowymi kanonami relacji miedzy państwami. Ale w Davos Donald Trump chce także powołać do życia Radę Pokoju. Napisał w mediach społecznościowych. Powstanie Rady to realizacja jednego z punktów planu pokojowego dla Strefy Gazy, w której nowa organizacja ma pomóc w odbudowie i utrzymaniu pokoju. Donald Trump wielokrotnie krytykował ONZ i jak słyszymy, będzie chciał działać wyłącznie ze swoim zaufanym gronem. Wydaje się, że to jest takie nowe ciało międzynarodowe, które ma służyć przede wszystkim pokazaniu, że Donald Trump jest tą osobą, która rozdaje na arenie międzynarodowej karty, z ominięciem wszystkich istniejących elementów ładu międzynarodowego, z ONZ na czele. To on miałby decydować praktycznie o wszystkich działaniach rady, o wydatkach i jej składzie. Amerykański Bloomberg pisze o prawie 50 zaproszonych państwach i Komisji Europejskiej. Zaproszenie prawdopodobnie odrzuci Francja. To reakcja Donalda Trumpa na pogłoski o "nie" Emmanuela Macrona. Tak powiedział? Cóż, nikt go tam nie chce, bo wkrótce przestanie pełnić urząd. Nałożę 200-procentowe cła na jego wina i szampany, wtedy dołączy. Wśród zaproszonych krajów jest też Polska, bo list otrzymał Karol Nawrocki. Który także jest w Davos. I może mieć problem z ewentualną odmową. Jego pozycja międzynarodowa w dużej mierze opiera się właśnie na relacjach z prezydentem Trumpem, cały czas stawiał na Trumpa, na Stany Zjednoczone, więc trudno, żeby w tej chwili mu odmówił. Natomiast pytanie, co oznacza jego zgoda. Zgodę musi wydać najpierw rząd, później Parlament. Zwłaszcza że koszt stałego członkostwa to minimum miliard dolarów. Przepisy tutaj są jasne: Rada Ministrów, ewentualne podpisanie, potem procedura ratyfikacji, a takiej decyzji jeszcze nie ma. Prezydent dzwonił w tej sprawie do premiera. Prezydencki minister twierdzi, że trzeba działać szybko. W Davos dyskusje o tym dzieją się na porządku dziennym, więc jeśli rząd chce mieć jakikolwiek udział w opiniowaniu tej sprawy, to należy to zrobić teraz. Brak decyzji może być spowodowany tą kontrowersją: zaproszeniem Trumpa dla Władimira Putina, które potwierdził Kreml. Mój reset lepszy niż twój - komentuje szef polskiej dyplomacji. Nie przeszkadzałoby panu, że prezydent Nawrocki usiądzie z Putinem przy jednym stole? Wszystko jest możliwe w polityce. Ale przecież mówiliście, że Putin zamordował prezydenta. Proszę mi nie przypisywać tego, co ja mówiłem, bo ja już nawet sam nie wiem, co mówiłem. To się zmienia. To mówi senator PiS, partii, która tak świętowała zwycięstwo Trumpa w wyborach. Czy reset w relacjach z Rosją to już nie problem? Są politycy, z którymi prezydentowi nie po drodze. Putin, agresor, który jest odpowiedzialny za przelewanie krwi, za mordowanie narodu ukraińskiego, ma znaleźć się w radzie pokoju. Do organizacji prawdopodobnie nie przystąpi też Ukraina, bo Wołodymyr Zełenski Rosję widzi w radzie wojny. Amerykanie rozesłali już specjalne zaproszenia na ceremonię podpisania statutu, która ma być w czwartek, na marginesie szczytu w Davos. Chcieli dokonać podziału majątku, bo byli po rozwodzie. A przynajmniej tak myśleli. Para z Giżycka w sądzie rejonowym w Giżycku dowiedziała się, że podziału majątku nie będzie, bo - uwaga - wyrok w sprawie rozwodowej nie istnieje. Wydał go bowiem neosędzia. To nie pierwszy taki przypadek. Szef resortu sprawiedliwości mówi, że problem musi być rozwiązany systemowo. Systemowo czyli jak? Ta historia to dowód na to, że problem neosędziów może dotknąć każdego. Wystarczy przyjść do sądu. Para z Giżycka chciała rozwodu i 2 lata temu po całym procesie go dostała. Ale kiedy teraz po raz kolejny poszła do sądu, by podzielić majątek, okazało się, nie ma do tego podstaw, bo o rozwodzie orzekał neosędzia. Z tego powodu sąd rejonowy w Giżycku uznał, że rozwód nie istnieje. Osoby, które brały udział w tym postepowaniu, mają pełnomocników profesjonalnych, mogą wnieść odwołanie od tego postanowienia. I tak z pozoru prosta sprawa zaczyna się wydłużać. Przestrzegaliśmy przed tak poważnym kryzysem. Mówi minister sprawiedliwości. Ale dla pary z Giżycka to żadne pocieszenie. Do kogo z pretensjami powinno się zgłosić małżeństwo z Giżycka, które chciało rozwodu, dostało rozwód, a teraz okazuje się, że tego rozwodu nie ma? Do Zbigniewa Ziobry, to jest człowiek, który ponosi osobistą odpowiedzialność za ten bałagan, który mamy. Z tym może być problem. Po pierwsze Zbigniew Ziobro jest w Budapeszcie, gdzie ukrywa się przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Po drugie do winy się nie poczuwa i za wszystko - to jego wpis na portalu X - wini obecnie rządzących. A skoro tak, to rządzący przypominają, kto reformował KRS. Dzisiaj pijemy to piwo, którego on nawarzył, więc to odwracanie kota ogonem jest amoralne. To jego eksperymenty ze zmianą powoływania sędziów dzisiaj takie powodują efekty. To rok 2017. Takie protesty nie powstrzymały Zbigniewa Ziobry. Doprowadził do tego, że już nie sędziowie, lecz politycy w Sejmie, wybierają członków Krajowej Rady Sądownictwa. Ta rada decyduje o tym, kto może nosić sędziowską togę. Ich zamiar był taki, żeby podporządkować władzę sądowniczą pod władzę wykonawczą, bo chcieliby dzielić i rządzić z ulicy Nowogrodzkiej. Unijne trybunały orzekły, że to złamanie zasad praworządności. Ale PiS jakby tego nie słyszał. Zmiany zostały wprowadzone zgodnie z polskim prawem, ustawowo. Upolityczniona KRS powołała już blisko 3 tys. neosędziów, to 1/3 wszystkich sędziów. Każdy może się spotkać z taką sytuacją, że w jego sprawie będzie orzekać neosędzia, a tym samym takie orzeczenie jest wadliwe. W tej sytuacji każdy, także małżeństwo z Giżycka, może złożyć skargę w Europejskim Trybunale Praw Człowieka i domagać się odszkodowania. Z tego tytułu Polska wypłaciła już 5 mln zł. Ten licznik wciąż bije. Trzeba zrobić wszystko, żeby to uporządkować. Stąd dwa projekty, którymi jutro zajmie się Sejm. Ten ostatni punkt rozwiązywałby problem małżeństwa z Giżycka. Ale prezydent mówi "nie". Nie zgodzę się nigdy na to, by segregować sędziów. Więc ja pytam prezydenta, jeśli nie to, to co? Czy Kancelaria Prezydenta będzie płacić teraz odszkodowania, które przegramy w tych sprawach. Prezydent swojej propozycji nie przedstawił. To jest "19.30", a dziś w programie jeszcze... Włamania do szkolnych e-dzienników. Dostali dziwne oceny, niedostateczne. Sprawami zajmują się odpowiednie służby. Policjanci będą prowadzić czynności zmierzające do ustalenia i zatrzymania sprawcy tego zdarzenia. Trzeba by się zastanowić, jak ten system wzmocnić. Po tragedii, która rozegrała się na torach w Andaluzji, nie milkną pytania o przyczynę katastrofy. Ruszyło śledztwo. Jak mówi minister transportu Hiszpanii, wypadek można określić jako "dziwny", bo doszło do niego na prostym odcinku. Odcinku, który został odnowiony całkiem niedawno. Odpowiedź na pytania nie przyjdzie szybko. O cierpliwość apelują rządzący. Na razie w Hiszpanii żałoba narodowa. To jedna z największych katastrof kolejowych w historii Hiszpanii. Jej skutki na własne oczy zobaczyła para królewska. Dziękowała za zaangażowanie służbom, które wciąż pracują na miejscu. Rano spod zmiażdżonego wagonu wyciągnięto kolejną ofiarę. Zlokalizowano też następne. Mamy nadzieję, że dzięki ciężkiemu sprzętowi te 3 ciała zostaną wydobyte. Zginęło ponad 40 osób. Rodziny ofiar oddawały próbki DNA, by w ten sposób pomóc w ich identyfikacji. Czy ma pani nadzieję? Tak, dopóki nie zobaczę męża, nie mogę jej tracić. W wielu miastach ustawiają się kolejki chętnych do przekazania krwi dla ponad 150 rannych. Moja grupa krwi to B-, jedna z najrzadszych, więc może być potrzebna. Do katastrofy doszło w niedzielę wieczorem. 2 pociągi dużej prędkości zderzyły się w pobliżu miasta Adamuz na prostym odcinku toru. Ostatnie wagony składu, który jechał do Madrytu, wypadły z szyn i wjechały na tor pociągu jadącego z naprzeciwka. Mieszkańcy liczącego ok. 4 tysięcy osób miasteczka już w pierwszych minutach od tragedii ruszyli na pomoc. Wśród nich Gonzalo Sanchez. Pomógł ewakuować 17 osób. To, co zastał na miejscu, zapamięta do końca życia. Dużo destrukcji, dużo śmierci. Ucięte kończyny, połamane nogi, krwotoki. Każda minuta była ważna dla uratowania życia. O szczęściu może mówić Emil Johnsson. Przez około pół godziny był zakleszczony w jednym z wagonów. Obok mnie leżała nieprzytomna kobieta. Próbowałem jej pomóc. Miała krew na twarzy. Pomimo urazów pamięta też sekundy przed tragedią. Poczułem drżenie. Nie wiem, jak to opisać. I widać to na pojawiających się w sieci nagraniach. Służby wykluczyły, że do katastrofy doprowadziła nadmierna prędkość i błąd ludzki. Zdaniem ekspertów przyczyną mogła być usterka pociągu. Choć przewoźnik twierdzi, że skład posiadał przeglądy techniczne. To pociąg, który ma niecałe 3 lata, był nowy. Eksperci biorą też pod uwagę uszkodzenie infrastruktury kolejowej. Albo pociąg uległ awarii, albo któryś z elementów toru nie był w idealnym stanie. W ubiegłym roku hiszpański związek zawodowy maszynistów informował nie tylko o zużyciu torów na tym odcinku, ale też o problemach z siecią trakcyjną. Oczekujemy natychmiastowego podjęcia odpowiednich działań w celu zagwarantowania bezpieczeństwa. Śledztwo trwa, a ustalenie przyczyny katastrofy zajmie tygodnie, a nawet miesiące. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, która wygasza rozwiązania tzw. specustawy ukraińskiej, wprowadzonej po wybuchu pełnoskalowej wojny za naszą wschodnią granicą. Nowa ustawa, jak zapowiada rząd, ma wprowadzić systemowe, równe zasady dla wszystkich cudzoziemców. Jakie najważniejsze zmiany czekają Ukraińców i innych cudzoziemców w Polsce? Natalia Shchaslyva przyjechała z ukraińskiego Żytomierza do Warszawy 4 lata temu, kilka dni po rozpoczęciu wojny. W Polsce założyła prywatną szkołę muzyczną, co było możliwe dzięki specustawie o pomocy Ukraińcom w związku z rosyjską agresją. Ta specustawa pomogła mi i tysiącom Ukraińców zrealizować swoje projekty, idee i swoje marzenia. Przepisy, które ułatwiały uchodźcom ze wschodu m.in. legalizację pobytu, podjęcie pracy, założenie działalności gospodarczej czy dostęp do pomocy socjalnej, teraz mają ulec zmianie. Rząd przyjął dzisiaj projekt ustawy wygaszającej przepisy specustawy ukraińskiej z 2022 roku. Po pewnym czasie, kiedy Ukraińcy już tutaj zadomowili się, mają rodziny, mają pracę, a ich dzieci chodzą do szkoły, zrównujemy ich status do każdego innego cudzoziemca, który zamieszkuje i chce nadal mieszkać w naszym kraju. To ma unormować sytuację migrantów oraz uchodźców na naszym rynku pracy, w opiece zdrowotnej i w kwestii świadczeń społecznych. Tzw. ustawa wygaszająca zakłada m.in., że każdy obywatel Ukrainy mający status pobytu tymczasowego musi do 4 marca przyszłego roku złożyć odpowiedni wniosek o zmianę swojego statusu na 3 kolejne lata. Jeśli tego nie zrobi, będzie w Polsce nielegalnie. Już na poziomie unijnym zostało powiedziane, że obowiązuje ta ochrona do 2027 roku, ale jednocześnie warto zachęcać obywateli Ukrainy do przejścia na bardziej stabilne tytuły pobytowe. Ponadto od marca przyszłego roku uchodźcy wojenni zamieszkujący nasz kraj będą musieli płacić składki i pracować, by otrzymywać opiekę zdrowotną. Większość Ukraińców, którzy teraz mieszkają i pracują w Polsce, tak naprawdę nic nie zauważą, ponieważ mieli prawo do legalnego pobytu w Polsce i nadal będą je mieli. Zapowiedzi zmian wzbudzały obawy zarówno u przedsiębiorców ukraińskich, jak i polskich pracodawców zatrudniających obywateli Ukrainy. A to niemal 70% cudzoziemców zgłoszonych do ZUS-u. Niektórzy już myślą o tym, także pracodawcy, jak dalej pracować i co robić. Dużo osób może zrezygnować z tych miejsc pracy, np. pojechać do innego miejsca. Rząd uspokaja, że dotychczasowe udogodnienia, czyli uproszczone zasady podejmowania pracy i prowadzenia działalności gospodarczej, pozostaną bez zmian. Nie należy tutaj spodziewać się żadnych turbulencji z punktu widzenia rynku pracy i naszych przedsiębiorców, tutaj wszystkie interesy na pewno zostaną zachowane. Nowe przepisy wkrótce mają trafić pod obrady Sejmu. Szef Służby Ochrony Państwa, generał Radosław Jaworski, który odpowiada za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie, zawieszony. Toczy się postępowanie dyscyplinarne. Jego obowiązki przejął jeden z zastępców. Szefa SOP nie można odwołać bez zgody prezydenta, a Karol Nawrocki nie zgodził się na to odwołanie. Zawieszenie szefa SOP to efekt kilkumiesięcznej kontroli w służbie, która została wszczęta we wrześniu ubiegłego roku, po tym jak spod chronionego przez SOP domu premiera w Sopocie został skradziony samochód należący do rodziny szefa rządu. Generałowi Jaworskiemu, który od tego czasu był na urlopie, a teraz jest na zwolnieniu lekarskim, MSWiA zarzuca złą politykę finansową i kadrową. Prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z szefem MSWiA nie zgodził się na odwołanie generała Jaworskiego ze stanowiska, a szef gabinetu prezydenta w mediach społecznościowych napisał, że "pełną odpowiedzialność za funkcjonowanie formacji i bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie bierze na siebie minister Marcin Kierwiński". Ten z kolei napisał, że jego decyzja o zawieszeniu komendanta SOP "podyktowana jest dobrem tej służby". Mieszkali w Polsce, gdzie otrzymali status uchodźców. W ubiegłym roku zostali zatrzymani przez polskie służby po zarzutem szpiegostwa na rzecz Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji. Dziś w Sosnowcu rozpoczął się proces rosyjskiego małżeństwa, Iriny i Igora R. Oprócz współpracy z FSB oskarżenie obejmuje też nadanie paczki z bombą. Jak doszło do namierzenia pary szpiegów? Zanim ruszył proces, był manifest. Igor R. prowadzony na salę rozpraw trzymał kartkę z napisami: po polsku "Rosja" i "Putin", i po rosyjsku "Ch***j wojnie". On i jego żona Irina odpowiadają za szpiegostwo na rzecz Rosji. Proces w całości został utajniony. Wnioskowała o to prokuratura, argumentując to względami bezpieczeństwa państwa. Małżeństwo miało rozpracowywać środowisko rosyjskich opozycjonistów w Polsce. On od lutego do lipca 2022 roku gromadził dane, ona na zaszyfrowanym dysku przekazała je dalej. Irina R. na terytorium Rosji podjęła już próbę przekazania tego nośnika elektronicznego, zaszyfrowanego, FSB. Informacje dotyczyły m.in. osób i instytucji wspierających rosyjskich uchodźców, w tym MSZ-tu. Rola resortu dyplomacji była tu niebagatelna. To MSZ 4 lata temu zaprosił do Polski Igora i Irinę R, którzy przedstawiali się jako opozycjoniści i dostali w Polsce specjalne stypendium. Jeśli ktoś jest przygarniany przez Polskę i MSZ i ówczesny pan minister nie widzi tam problemu i nie sprawdzając, finansuję ich pobyt, to tak naprawdę płaci za szpiegowanie na rzecz obcego wywiadu. Zdaniem ekspertów Rosjanie mieli po prostu wiarygodną "legendę". Jeśli są agentami, to mają odpowiednią kartotekę, odpowiednie legendy wpisane, i bardzo trudno jest rozpoznać, jeśli nie ma się wglądu w służby przeciwnika. Igor i Irina studiowali na Uniwersytecie Śląskim. Mieszkali w jednym z akademików w Sosnowcu. W ręce ABW wpadli po tym, jak w lipcu 2024 roku w sortowni firmy kurierskiej zauważono podejrzaną, uszkodzoną paczkę. Zawierała materiały wybuchowe, materiały inicjujące. Z ustaleń biegłego z zakresu chemii wynika, iż była to tzw. bomba kumulacyjna. Na etykiecie przesyłki było nazwisko Igora R. Taki ktoś, kto penetruje środowisko uchodźcze, może dostać nagle zadanie i być przygotowanym do tego, żeby podłożyć gdzieś bombę. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z tą bombą. Na szczęście to zostało ukrócone. W paczce był m.in. pojemnik z nitroglikolem i wojskowe zapalniki produkcji radzieckiej. Konsekwencję byłyby straszne. Zresztą mieliśmy do czynienia z działaniami rosyjskimi, które nie liczyły się z ofiarami. Przecież uszkodzenie torów niedawne. To jest bezwzględny wróg, który się nie liczy z ofiarami w Polsce. Dywersja to jedna z metod Kremla. Ta w Polsce to m.in. pożar centrum handlowego Marywilska w maju 2024 roku. Podpalaczy nie złapano. Ich zleceniodawcy są w areszcie. Służby wciąż ścigają sprawców uszkodzenia torów na trasie Warszawa-Lublin. Ale w ich ręce wpada coraz więcej podejrzanych o dywersję. Funkcjonariusze ABW do tej pory zatrzymali 62 osoby, podejrzanych jest aż 91 osób. Jeśli sąd uzna Igora i Irinę R. za winnych, dostaną nie mniej niż 8 lat więzienia. Najsurowsza kara za szpiegostwo to dożywocie. Jedynki dla całej klasy, a do tego wulgaryzmy. Tak było w szkole w Otwocku. Ale włamań do e-dzienników w szkołach jest więcej. Ministerstwo Edukacji zapowiada zmiany. Ma być stworzony centralny, państwowy dziennik elektroniczny. System logowania będzie powiązany z aplikacją mObywatel. Kiedy dane wrażliwe zawarte w dziennikach będą bardziej bezpieczne? Niemal od zawsze niektórzy uczniowie mieli pokusę poprawiania ocen w szkolnych dziennikach. Na lepsze. Tu sytuacja była odwrotna. Uczniowie z zespołu szkół ekonomiczno-gastronomicznych w Otwocku w swoich elektronicznych dziennikach zauważyli oceny niedostateczne, których w rzeczywistości nie dostali. I nie tylko to ich zaniepokoiło. W ich dziennikach elektronicznych, na ich kontach pojawiły się wiadomości o dziwnej treści, z dziwnymi linkami. W kilku polskich szkołach ktoś zalogował się na konta nauczycieli i postanowił namieszać w elektronicznych dziennikach. Podobne zgłoszenie dostała policja w oddalonej o 400 km Oławie. Wysyłane były wiadomości zarówno do rodziców, jak i do uczniów, a także modyfikowane były dane zawierane w dzienniku elektronicznym. Elektroniczne dzienniki obsługuje w Polsce kilka prywatnych firm. Prezes jednej z nich zapewnia, że system jest bezpieczny. Nie jest to przełamanie zabezpieczeń systemu, jest to po prostu uzyskanie dostępu do loginu i hasła nauczyciela. Eksperci tłumaczą, że prawdopodobnie grupa osób wpadła na pomysł ataku na e-dzienniki. Loginy i hasła nauczycieli mogły zostać skradzione dużo wcześniej i trafić do bazy, z której można je po prostu kupić. Najprawdopodobniej na skutek tego, że te dane, login, hasło i gdzie nauczyciel ma konto, zostały z komputera nauczyciela wykradzione poprzez złośliwe oprogramowanie. Można tego uniknąć, stosując dwuetapową weryfikację. Oprócz loginu i hasła trzeba podać dodatkowy, jednorazowy kod, przesłany przez administratora serwisu. I tu można wyciągnąć lekcję na przyszłość, bo jak wynika z danych jednej z głównych platform, takie zabezpieczenie stosuje zaledwie co piąty nauczyciel. A to oznacza, że jakiś uczeń, kiedy podejrzy, gdy nauczyciel loguje się na swoje konto, to potencjalnie może mu do głowy przyjść zalogowanie się na konto nauczyciela. Ministerstwo Edukacji zapewnia, że pracuje nad centralnym e-dziennikiem, który ma być stopniowo wdrażany od września 2027 roku. Z bezpiecznym dostępem, z bezpiecznym systemem logowania się, opartym o systemy wokół mObywatela, i z Ministerstwem Cyfryzacji umówiliśmy się na taką współpracę. Policja przypomina, że niezależnie, czy był to internetowy żart, czy próba wyłudzenia pieniędzy, takie działania to złamanie prawa. Policjanci analizują cały zebrany materiał, w tym materiały informatyczne, i będą prowadzić czynności zmierzające do ustalenia i zatrzymania sprawcy tego zdarzenia. Internetowym włamywaczom może grozić do 2 lat więzienia. Niskie temperatury, bezwietrzna pogoda, w połączeniu z sezonem grzewczym i ruchem samochodowym to prosta droga do smogu. Ta toksyczna pokrywa kumulująca się przy ziemi to nic dobrego dla naszych organizmów. Dziś Kraków był najbardziej zanieczyszczonym miastem na świecie. W stolicy i wielu miejscach w Polsce nie jest dużo lepiej. Jak żyć, kiedy dusi nas smog? To czarne płuca Polski. Jakość powietrza w Krakowie jest dziś fatalna. Normy przekroczone nawet 300-krotnie. Nie odczuwam. Oprócz tego, że komunikacja jest za darmo. To zachęta do rezygnacji z samochodów i ograniczenia emisji spalin. Stolica Małopolski wyprzedziła dziś Indie i Pakistan, stając się liderem rankingu miast z najgorszym powietrzem na świecie. Zostały przekroczone normy pyłów zawieszonych PM 10 i PM 2,5. W Krakowie ogłoszono alert smogowy, a mieszkańcy otrzymali ostrzeżenie RCB na telefony. Tak, przed chwilą nawet, jak przechodziłyśmy obok, w buzi takie poczucie pyłu. I też widać tak oczami, że jest, ale tak w kwestiach zdrowotnych to tylko w kwestii zapachu. Średnia stężenia pyłu PM 10 przekroczona jest dziś we wszystkich stacjach pomiarowych na terenie Krakowa. W jego składzie znajdują się benzopireny, furany, dioksyny, metale ciężkie - substancje rakotwórcze, cisi zabójcy. I nie pochodzą tylko z rur wydechowych samochodów, a głównie z kominów i starych urządzeń do ogrzewania, jakich pełno w Krakowie. Stanowią dla nas zagrożenie. To nie muszą być wcale substancje typowo rakotwórcze. Niestety, takie też mogą się znajdować w tym, co wdychamy. Zanieczyszczone powietrze zabija. Każdego roku w Polsce z tego powodu przedwcześnie umiera nawet 50 tys. osób. Tymczasem jak wynika z raportu opublikowanego przez Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, poziom wiedzy o tym zagrożeniu jest w naszym kraju wciąż niski. Ten dwumetrowy model ludzkich płuc jeździ po całej Polsce i dosłownie oddycha lokalnym powietrzem. My znajdujemy się przed jedną ze szkół na warszawskiej Białołęce. Stolica trafiła dziś do pierwszej dziesiątki najbardziej zanieczyszczonych miast świata. A Kampania Polskiego Alarmu Smogowego pokazuje wprost, jak pyły i toksyny osadzają się w naszych płucach. To nie jest straszenie. To ostrzeżenie i apel o zmianę krok po kroku. Na szczęście niektórzy odrabiają lekcje. Rybnik od lat skutecznie walczy ze smogiem. Mniej się kurzy. Ja tak samo wymieniłem. Wymiana kopciuchów to tylko pierwszy krok. W 2010 roku mieliśmy ponad 130 dni z przekroczeniami normy dopuszczalnej. Na koniec ubiegłego roku było ich 26. Cel Rybnika - zero takich dni. Władze miasta skupiają się na trzech filarach: edukacja, dotacja, czyli wsparcie mieszkańcu przy wymianie starych pieców, oraz kontrola. W "19.30" to wszystko. Za chwilę Pytanie Dnia. Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf będzie profesor Roman Kuźniar, politolog, dyplomata, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. A jeśli chcą państwo odpocząć od politycznych emocji, to zapraszamy do TVP na mecz Ligi Mistrzów. Mecz Inter-Arsenal w Jedynce o 20.55. Do zobaczenia.