Radosne zmartwychwstanie. Wielkanoc to najważniejsze święto katolików. Wątpliwy rozejm. Deklaracje Putina kontra działania jego armii. Epidemia pod kontrolą. Polska na razie wolna od pryszczycy. Zbigniew Łuczyński, zapraszam na "19.30" w Niedzielę Wielkanocną. To najstarsze i najważniejsze święto chrześcijan. Celebruje radosny moment zmartwychwstania Jezusa. Dla wielu z nas to czas odpoczynku, świętowania przy stole i korzystania z tradycji. Wielkanocne pisanki, baranki, koszyczki z pokarmem , to symbole świętowania, ale Wielkanoc to z pewnością o wiele więcej. Triumfalne bicie dzwonów obwieszcza wiernym zmartwychwstanie Chrystusa. Rezurekcja. Procesja wokół kościoła z Najświętszym Sakramentem i figurą Chrystusa Zmartwychwstałego. Rano wszyscy się budzą, są zwarci i gotowi, by przyjść i wykrzyczeć, wyśpiewać: Alleluja, Jezus zmartwychwstał. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa to najważniejsze święto w Kościele katolickim. Zwycięstwo nad grzechem i śmiercią, ten triumf jest bardziej niedostrzegalny niż jakiekolwiek inne wydarzenie. Dzieje się bez świadków. Wielkanoc jest najstarszym świętem obchodzonym już w czasach apostolskich. Zmartwychwstanie w historii całego świata, w historii ludzkości, to jest punkt zwrotny. W tym roku Wielkanoc wspólnie, w jednym terminie, obchodzą katolicy, grekokatolicy i prawosławni. To czas rodzinny. Dzielenie się poświęconym jajkiem, a później uroczyste śniadanie. Jest żur, są wędliny, pieczone mięsa i słodkości. Na stole pisanki, gałązki zielonego bukszpanu, bazie i pierwsze kwiaty. Ale nie każdy ma z kim usiąść do stołu. To z myślą o samotnych i potrzebujących w wielu polskich miastach zorganizowano wielkanocne śniadania. Wspaniałe, naprawdę, jestem pod wrażeniem, tyle ludzi się zaangażowało, więc wielkie serducho dla nich, że wspierają tych, którzy chwilowo nic nie mają albo mają mało. Bo to w życiu wszystko może się zmienić w każdej sekundzie, sam tego doświadczyłem, tak że w imieniu swoim bardzo dziękuję. Śniadanie dla tych, który ucierpieli w powodzi, przygotowali wolontariusze w Głuchołazach. Przyszli samotni i rodziny z dziećmi. Mieszkańcy się zjednoczyli, przyszli tutaj na rynek. Pierwsze święta po powodzi, podoba mi się to. Wielkanoc to nie tylko uroczyste śniadanie. Jeszcze kilka dekad temu święta wyglądały inaczej. Wiosenne kolędowanie nazywane konopielką - tradycja z północno-wschodniej Polski. Zanikła w latach 60. Odtwarzają ją skanseny i domy kultury. Najczęściej to było polecane szczególnie kawalerom, gdzieś tam zawsze jakąś dziewczynę, czy w swojej wsi, czy we wsi sąsiedniej, gdzieś tam coś miał na oku i do tych panien chodzili, za te pieśni i życzenia kolędownicy dostawali od gospodarzy jajka, wędliny czy wypieki. A to już ohulki - młodzieżowe pieśni wiosenne. Motywem przewodnim - uczucia. Tu występuje kawaler, tu panna, tu dziewczyna porównywana do gwiazdy, chłopiec do księżyca, oni się spotykają, zapoznają. W niektórych regionach na stołach baranki z masła, pascha czy sękacze. Na Podkarpaciu we wsi Handzlówka - obowiązkowo serwatka. To zupa z chrzanem, kiełbasą i skórkami chleba. Kisimy tą serwatkę tak tydzień, dwa przed świętami, bo potrzebuje takiego przygotowania, potem gotujemy ją, żeby była klarowna, czysta. W wielu polskich domach część ludowych tradycji praktykowana jest do dziś. Nie było to pewne do końca, ale papież Franciszek nie zwiódł tych, którzy czekali na Placu świętego Piotra i pokazał się w oknie, udzielając błogosławieństwa Urbi et Orbi. Jego orędzie, odczytane przez mistrza ceremonii, wybrzmiało szczególnie mocno, bo ojciec święty mówił o pokoju i nadziei, i o tym, że pokój jest możliwy. Na placu świętego Piotra te słowa czekało ponad 35 tysięcy osób z całego świata. Drodzy bracia i siostry, wesołych świąt wielkanocnych. Bo wierni do ostatniej chwili nie wiedzieli, czy papież wygłosi tradycyjne orędzie Urbi et Orbi. Dwie minuty po godzinie 12 pojawił się na środkowym balkonie bazyliki. Mistrz ceremonii odczyta wam moje orędzie. Orędzie mówiące o nadziei, zwłaszcza dla regionów pogrążonych w konfliktach i kryzysach humanitarnych: Bliskiego Wschodu i Ukrainy. Niech zmartwychwstały Chrystus udzieli Ukrainie, spustoszonej wojną, swojego wielkanocnego daru pokoju i zachęci wszystkie zaangażowane strony do podejmowania wysiłków mających na celu osiągnięcie sprawiedliwego i trwałego pokoju. A po orędziu uroczyste błogosławieństwo, by wielkanocna nadzieja dotarła do całego świata. 23 marca Franciszek opuścił szpital, w którym przez ponad miesiąc walczył z zapaleniem płuc. Jak ojciec święty przeżywa Wielkanoc po hospitalizacji? Najlepiej jak mogę. Przeżywam ją tak, jak najlepiej mogę. Ale po raz pierwszy od wyboru w 2013 roku Franciszek opuścił większość wydarzeń Wielkiego Tygodnia. Obowiązki podczas Drogi Krzyżowej w Koloseum i sobotniej Wigilii Paschalnej przekazał kardynałom. Papież Franciszek jest z nami duchowo i w ramach jego obowiązku przeczytam homilię, którą przygotował. W niedzielę wielkanocną mszę na placu Świętego Piotra odprawił w jego imieniu kardynał Angelo Comastri. Ale nieobecność Franciszka wynikała nie tylko z jego problemów zdrowotnych. Gdy na placu Świętego Piotra trwała uroczysta msza, papież rozmawiał z wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych, J.D. Vance'em. Wiem, że ojciec święty wciąż nie czuje się dobrze, ale dobrze widzieć waszą świątobliwość w lepszym zdrowiu. Spotkanie trwało tylko kilka minut i ograniczyło się do wymiany życzeń wielkanocnych i upominków. Franciszek jeszcze raz zaskoczył wiernych. Po zakończonym błogosławieństwie Urbi et Orbi, wsiadł do papamobile i z bliska pozdrowił zgromadzonych na Placu Świętego Piotra. Władimir Putin ogłasza rozejm wielkanocny, a w tym czasie Rosjanie nie rezygnują z ostrzałów, ataków i zadawania strat Ukrainie. Wielkanocny poranek to kilkadziesiąt ataków artyleryjskich i z użyciem dronów. Kolejne święta w cieniu wojny nie są spokojne, a szanse na trwały rozejm ciągle dalekie. Radość i łzy. Ci ukraińscy żołnierze jeszcze kilkadziesiąt godzin temu o świętach wielkanocnych mogli jedynie marzyć. Nie spędzą ich w rosyjskiej niewoli, a w Ukrainie - z najbliższymi. Walentyn w rękach Rosjan spędził trzy lata. Swoją córkę zobaczył drugi raz w życiu. Gdzie zostałeś wzięty do niewoli? W Mariupolu. Tak jak Marharyta i Rusłan - matka i syn. Trafili do niewoli po upadku "twierdzy Azowstal". Spotkali się przypadkiem, w autobusie transportującym jeńców. Marzyłam o wolności i o tym, by przytulić moje dzieci i bliskich. To największa wymiana jeńców wojennych od początku pełnoskalowej wojny. Ukraina uwolniła 246 rosyjskich żołnierzy, w zamian przekazano im tyle samo ukraińskich jeńców. Kreml stwierdził, że w geście dobrej woli wymieniono też 31 rannych Ukraińców na 15 Rosjan. Gestem dobrej woli miało być też 30-godzinne zawieszenie broni ogłoszone przez Putina. Za wywiązanie się Kremla z rozejmu Wołodymyr Zełenski zaproponował 30 dni wstrzymania wymiany ognia. Ukraińcy obchodzą czwartą Wielkanoc w cieniu wojny. Co do obietnic rosyjskiego dyktatora są zgodni. To propaganda skierowana do jego ludzi, nic więcej. Ufać słowom Putina to jak ufać diabłu. Całonocne nabożeństwa wielkanocne rozpoczęły się procesjami wokół świątyń. Dźwięki dzwonów mieszały się z alarmami przeciwlotniczymi. Już w ciągu pierwszych sześciu godzin obowiązywania zawieszenia broni Rosjanie złamali je kilkaset razy. Putin albo nie ma pełnej kontroli nad swoją armią, albo Rosja nie ma zamiaru podejmować żadnych rzeczywistych kroków, by zakończyć wojnę i jest zainteresowana jedynie korzystnym PR-em. Bo Kreml zaproponował 30-godzinne zawieszenie broni w chwili, gdy Waszyngton, nie widząc postępów, grozi odejściem od stołu negocjacyjnego. Wcześniej Amerykanie zaproponowali 30-dniowe pełne zawieszenie broni. Ukraina się na nie zgodziła, Rosjanie - nie. Teraz w ten sposób Putin podtrzymuje rozmowy, dając trochę, ale niezbyt wiele. Wielkanocne zawieszenie ognia ma potrwać do północy. To jest "19.30" w świąteczną niedzielę, za chwilę o wielkanocnym śniadaniu w rodzinie zastępczej, a potem: Tragedie na drogach. Szok, dreszcz na ciele. Ludzie nie uważają. Każdy nietrzeźwy, pijany kierowca wiezie śmierć. Polityka bez polityków. Kandyduje na stanowisko burmistrza Taranto. Wydaje mi się, że jest bardzo wiarygodna. Misja sportowa. Nie miały tych piłek i trenowały zupełnie "na sucho". Te kilka uśmiechów, to jest coś pięknego. Teraz o świętach Wielkiej Nocy spędzanych w gronie rodzinnym. Rodzina, o której opowiemy, składa się z cioci, wujka i ich dzieci. I choć mówi się o nich rodzina zastępcza, to w u nich wszystko musi wyglądać tak jak w domu, gdzie do stołu zapraszają mama i tata. Rodziny zastępcze to część systemu, który choć działa w Polsce od lat, wkrótce doczeka się zmiany. Przygotowania do świąt trwały od tygodnia. Czternaście par pomocnych rąk w kuchni i przy stole i jeden wspólny dom. Dom państwa Murawskich, czyli rodzina zastępcza. Od dziewiętnastu lat w misji pomocy dzieciom. Dziś dla nich są ciocią i wujkiem - namiastką biologicznych rodziców. Kocham, co robię, uwielbiam spędzać czas z dziećmi i dla mnie tak naprawdę te dzieci są bardziej potrzebne niż ja dla nich. My tworzymy tą rodzinę. Święta wielkanocne to wyzwanie. Każdy ma inną ulubioną potrawę. Kluczem - jak słyszymy - jest odpowiednia organizacja. Każdy ma tam jakiś przydział. Wszyscy się angażujemy w święta, bo nie tylko my obchodzimy święta, ale obchodzą je też dzieciaki. Oni też mają w to swój wkład. W domu są dzieci roczne i ci już pełnoletni. Jak między nami wszystko będzie w porządku, w sensie ten klimat, ta atmosfera, to wszystko pójdzie dobrze. To jednak praca dwadzieścia cztery godziny na dobę. Pełna wyzwań, ale i radości. Mamy chłopca niepełnosprawnego, który nie ma wszystkich paluszków u rąk i nóg. Teraz jesteśmy po operacjach i chłopak świetnie chodzi, zaczyna mówić. Choć funkcjonują w ramach systemu, to system często nie nadąża. Programy pomocowe są, ale niewystarczające. Brakuje psychologów, szkoleń. Odpowiedniego wynagrodzenia. Bo brakuje rodziców - alarmuje fundacja Happy Kids. W pieczy zastępczej w Polsce obecnie przebywa ponad 75 tysięcy dzieci. W kolejce do bezpiecznego domu nadal ponad 1500. To są dzieci, które pomimo orzeczenia sądu nie mają dzisiaj miejsca w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, nie mają miejsca w rodzinach zastępczych, bo ich po prostu nie ma. Resort rodziny pracuje nad reformą i usprawnieniem systemu, bo to właśnie te rodziny dają dzieciom drugą szansę. Nie zamieniłbym, a dlaczego? Dlatego, że żyję tu 16 lat. Innego miejsca... nie odnalazłbym się, ja to wiem. Ciocię i wujka traktuje jak własnych rodziców. Na drogach w całym kraju wzmożony ruch, wielu kierowców przemierza drogi jadąc na rodzinne spotkania. Aktywni pozostają także policjanci, którzy zapowiadali wzmożone kontrole. I jak zapowiadali, tak robią. A efekt? Większa niż zazwyczaj liczba kierowców, którzy łączą świętowanie i jazdę, a do tego włączają brawurę i alkohol. Dwie ofiary śmiertelne to tragiczny bilans wypadku, do jakiego doszło w warszawskiej dzielnicy Wawer. Szok, dreszcz na ciele, że święta idą, a ludzie nie uważają i tragedia, tragedia po prostu. 36-letni motocyklista potrącił starsze małżeństwo, które przechodziło przez jezdnię poza przejściem dla pieszych. Nic nie było słychać i nagle się zjechały karetki i policja, i tłumy zaczęły się tam zbierać. 68-letni pieszy zginął na miejscu, jego o pięć lat młodsza partnerka oraz motocyklista trafili do szpitala. Dziś służby poinformowały o śmierci kierowcy, który, jak się okazało, miał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Życiu potrąconej kobiety nie zagraża niebezpieczeństwo. Do śmiertelnego wypadku doszło także wczoraj na autostradzie A2 w kierunku Poznania w powiecie brzezińskim. Kierujący samochodem marki BMW z niewyjaśnionych dotąd przyczyn stracił panowanie nad kierowanym przez siebie pojazdem, po czym samochód dachował. Kierujący pojazdem odniósł śmierć na miejscu. Do szpitala trafili pasażerowie samochodu, kobieta oraz troje dzieci w wieku od jedenastu do szesnastu lat. Świąteczne statystyki drogowe pogorszył także ten wypadek, po którym wciąż nie mogą otrząsnąć się mieszkańcy Wierzchosławic pod Inowrocławiem. Po zderzeniu skutera i samochodu osobowego ciężko ranne zostały trzy osoby. Ta krzyżówka jest tragiczna, tu jest bardzo dużo śmiertelnych wypadków, tu żeby ich uniknąć, to powinno być rondo. Siedem ofiar śmiertelnych i ponad 130 rannych to dotychczasowy, tragiczny bilans świąt. Łącznie doszło do 120 wypadków. Zatrważająca jest liczba pijanych kierowców, na podwójnym gazie złapano ponad 700 osób. Walczmy z tym, bo każdy nietrzeźwy, pijany kierowca wiezie śmierć. To jest coś, na co mamy wpływ i możemy to wyeliminować. Zanim uruchomisz swój samochód, zanim odpalisz motor, to włącz jeszcze wyobraźnię, przewidywanie, skupienie i podzielność uwagi. Tych kilka prostych, ale ważnych elementów może sprawić, że nasze drogi będą bezpieczniejsze, nie tylko od święta. Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym. Na granicy powiatów monieckiego i augustowskiego zapaliło się trzcinowisko. Określony przez ratowników front pożaru ma długość około 300 metrów. W akcji w bardzo trudnym terenie bierze udział 80 strażaków, z użyciem dwudziestu trzech wozów i helikoptera. Zagrożenie jest bardzo duże, ale jednej z najbardziej zakaźnych chorób zwierzęcych w Polsce nie ma. To stanowisko ministra rolnictwa Czesława Siekierskiego. Ministerstwo zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą i apeluje do rolników o niekorzystanie z "okazji" kupowania zwierząt po wyjątkowo zaniżonych cenach. To może oznaczać, że pochodzą z krajów europejskich, gdzie pryszczyca ma swoje ogniska. Są oczkiem w głowie Artura Saganowskiego. Hodowca z Gądeczu w woj. kujawsko-pomorskim ma 116 krów. Dobrze się nakarmi, to jest dobre mleko. Od świtu do nocy stara się im zapewnić jak najlepsze warunki. Rozmowa z nimi, dobre żywienie no i dobre warunki dobrostanowe, żeby tak ładnie wyglądały. Ostatnie tygodnie to jednak niepokój. Tysiące krów, świń i kóz z niemieckich, słowackich i węgierskich hodowli trzeba było zabić z powodu pryszczycy. To jedna z najbardziej zakaźnych chorób zwierząt. Przenosi się bardzo łatwo ze zwierzę na zwierzęcia, nawet przy udziale wiatru, z powietrzem. Boimy się przede wszystkim o własny byt, czy będziemy, czy nie będziemy, bo to dla nas są potężne straty, gdzie nasze gospodarstwa mogą potracić cały dobytek. W Polsce pryszczycy na razie nie wykryto. Jest szansa, że ta pryszczyca nie przedostanie się na obszar Polski. Uspokajał minister rolnictwa. Służby jednak trzymają rękę na pulsie, bo na Węgrzech transmisji wirusa nie udało się zatrzymać. Wykryto tam nowe ognisko pryszczycy, wybito niemal tysiąc krów. Powstrzymanie wirusa wymaga zdyscyplinowanej współpracy wszystkich opiekunów zwierząt. Zgodnie z nowym rozporządzeniem polskiego ministra rolnictwa od wczoraj obowiązuje zakaz sprowadzania z Węgier zwierząt parzystokopytnych, mięsa z tych zwierząt, ich mleka, a także innych produktów pochodzenia zwierzęcego, obornika, słomy i siana. Wszelkie służby, wszelkie resorty, które mogą być zaangażowane, są zaangażowane od strony logistycznej, prewencyjnej. Bo prewencja jest kluczowa. Na takich szkoleniach w całej Polsce rolnicy dowiadują się, jaka jest aktualna sytuacja epidemiologiczna i jak chronić swoje hodowle. Przede wszystkim podnosimy świadomość rolników. Bardzo ważne jest teraz to, żeby zachować bioasekurację gospodarstwa. I żeby broń Boże nie korzystać z okazji i nie kupować zwierząt o nieznanym pochodzeniu. A służby pilnują, żeby do Polski nie wjechał transport z takimi zwierzętami, które mogą być zarażone pryszczycą. Ciężarówki przewożące zwierzęta i produkty pochodzenia zwierzęcego przez południową granicę kierowane są do siedmiu przejść. Tam są szczegółowo sprawdzane przez policję, służby celne i weterynaryjne. Te kontrole cały czas trwają, one są 24-godzinne. Pryszczycę w Polsce ostatni raz wykryto 54 lata temu. Poronienie. Za tym słowem kryje się ogromny ból. Kilkadziesiąt tysięcy kobiet w Polsce doświadcza tego w ciągu roku. Droga, przez którą wtedy przechodzą, to ogromna trauma, a przepisy prawa są niewystarczające. Jeden z zapisów oznacza "nie znasz płci, nie masz praw". Czyli możesz mieć problem z zasiłkiem, urlopem, pogrzebem dziecka. Rząd szykuje zmiany. A na jakim są etapie? Pani Monika poroniła w ósmym tygodniu ciąży. Podczas wizyty kontrolnej dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko przestało się rozwijać. Pani Agnieszka straciła kilka ciąż. Jedna z nich była już w zaawansowanym stadium, było to w połowie ciąży. W tej jednej chwili ich świat się zatrzymał. Nie były w stanie od razu wrócić do pracy, do obowiązków. Chciały skorzystać z urlopu macierzyńskiego. Usłyszeliśmy, że trzeba poznać płeć dziecka. To było dla mnie ogromnym szokiem. Sześć tygodni musiałam zajmować się tą procedurą, musiałam pilnować, czy dokumenty już są. Głównym uczuciem przez cały ten czas jest niemoc i takie rozgoryczenie. Na określeniu płci absurdy się nie skończyły. Kolejnym zderzeniem z bezdusznością systemu było to, że jak już dostaliśmy kartę martwego urodzenia, to trzeba było zarejestrować dziecko w urzędzie stanu cywilnego. To kolejny absurd, bo dziecka nie ma, dziecko nie zostało urodzone. Podszedł do mnie pan urzędnik na korytarzu, jak wypełniałam formularze, i w którymś momencie powiedział: o, a tutaj pani nie wpisała imienia. Imię dziecka trzeba wpisać. Komplet dokumentacji uprawniającej do tego, żeby skorzystać ze skróconego urlopu macierzyńskiego otrzymałam w okolicy 48. dnia po przebytym poronieniu. Co piętnaście minut jedna Polka doświadcza poronienia. Dla wielu z nich taka procedura jest nie do przejścia. Ta kwestia straty ciąży jest tak bardzo trudna i gdyby miały przejść przez tą procedurę, ustalać płeć dziecka, rejestrować w urzędzie stanu cywilnego, to wiele po prostu się na nią nie decyduje. Te kobiety czują się samotne i zagubione, bo nikt wokół nich nie do końca rozumie to, że po stracie na etapie 9-12 tygodnia one tak bardzo to przeżywają i doświadczają tego tak, jak klasycznej żałoby. Resort rodziny chce z tym koszmarem skończyć. Nawet 50 tys. urodzeń martwych ma miejsce, z czego tylko w przypadku 8 tys. znamy płeć dziecka. Musimy uchronić matki przed tą absurdalną sytuacją, gdzie przy tak trudnym przeżyciu psychicznym, emocjonalnym, muszą zajmować się jeszcze skomplikowanymi formalnościami. Plan resortu wydaje się być prosty - ograniczyć formalności do minimum. Powinno wystarczyć zaświadczenie lekarskie, bo to lekarz stwierdza, czy miało miejsce poronienie i to powinno być wystarczającym dokumentem. Pytanie - od kiedy? Kolejne spotkanie zespołu, który nowe przepisy dopiero ma wypracować, odbędzie się po świętach. Nie świętuje, nie czuje zmęczenia i może pracować w czasie, gdy siedzimy przy świątecznych stołach i rozprawiamy z rodziną. Nie o polityce, nie, bo to za bardzo by podniosło emocje. Mowa o sztucznej inteligencji. Bo ta coraz bardziej wkracza w nasze życie i często nie potrafimy już rozróżnić, gdzie jest prawda. AI wkracza też coraz bardziej do świata polityki. To Anna. Chce zostać burmistrzem miasta w Apulii we Włoszech. Ma swój program, profil w mediach społecznościowych i obiecuje, że nie zawiedzie wyborców. Problem w tym, że nie istnieje w realnym świecie. To sztuczna inteligencja. Wydaje mi się, że jest bardzo wiarygodna. Pierwsze jej publiczne wystąpienie pokazujemy ekspertom zajmującym się AI. Badania pokazują, że o wiele bardziej ufamy tym formułom sfeminizowanym. Czatbotów czy robotów, a zatem przypisujemy im cechy, które przypisujemy kobietom. Empatię, zrozumienie. I tym chciałby pokonać swoich kontrkandydatów - choć, co w tym przypadku ważne, Anna ma też wady. Wygenerowana postać pani burmistrz jest łatwiejsza do zhakowania, bo już działa w tej przestrzeni cyfrowej, która jest kodem źródłowym, z którym hakerzy mają do czynienia na co dzień. Wygenerowany przez AI polityk raczej w wyborach ostatecznie nie wystartuje. Nie dowodu osobistego, nie ma też fizycznego ciała - choć w przypadku jej ewentualnej wygranej pojawiają się takie poważne pytania. Kto po wyborach i wyborze takiej kandydatki rządziłby tym miastem? Jakie faktycznie okazałyby się prawdziwe poglądy, czy bardziej lewicowe, czy bardziej prawicowe. To, że AI może w przyszłości zastąpić wiele zawodów, już wiemy. Ale coraz częściej mówi się o tym, że zastąpić powinna polityków. To wyniki badania z 2021 roku. Ponad połowa Europejczyków chciałaby zamienić parlamentarzystów na sztuczną inteligencję. Pytamy zatem na Wiejskiej. Czy politycy powinni się obawiać, że zastąpi ich sztuczna inteligencja? - Nie. Senator Kwiatkowski to pytanie zadał czatowi GPT - czyli właśnie sztucznej inteligencji. Daleka jest jak widać perspektywa pustych ław poselskich w trakcie posiedzenia Sejmu. Nie wyobrażam sobie takiego algorytmu sztucznej inteligencji, który byłby w stanie zastąpić Marka Suskiego. Nie ma takiego naukowca na świecie, który byłby w stanie temu sprostać. W światowej polityce sztuczna inteligencja jest już znana. W brytyjskim parlamencie humanoidalny robot miał swoje wystąpienie. Natomiast w Ukrainie rzecznikowi prasowemu MSZ pomaga Wiktora. Cyfrowa urzędniczka udziela mediom informacji o sprawach konsularnych. Misje kojarzą nam się najczęściej z osobami duchownymi. Tym razem jednak w rolę misjonarzy wcielili się sportowcy. Polscy koszykarze zorganizowali wyprawę do dalekiego Zimbabwe, aby wspomóc utalentowaną sportowo młodzież, pomóc w budowie boiska i przeprowadzić treningi. A wszystko zaczęło się od filmu, na którym dzieci grały w koszykówkę bez piłki. Grupa koszykarzy z Polski odwiedziła Zimbabwe, by pokazać dzieciakom prawdziwe piękno tego sportu. Dzieciaki chciały grać w koszykówkę, a nie miały tych piłek i trenowały zupełnie "na sucho", podając do siebie nieistniejącą piłkę i kozłując dalej. Ona nas zainspirowała do tego. Koszykarscy misjonarze przekazali dzieciom piłki i sprzęt, dofinansowali budowę boiska, a także zorganizowali ćwiczenia i turniej. W roli trenerów olimpijczyk z Paryża Przemysław Zamojski oraz Kacpa. Te kilka momentów, te kilka uśmiechów, to jest coś pięknego, co możemy im dać. Możemy im wręczyć kilka piłek i możemy podzielić się swoim doświadczeniem, przekazać im swoje spostrzeżenia na temat życia nie tylko tego sportowego. Koszykarze z Polski odwiedzili cztery miasta, w każdym z nich prowadzili zajęcia i inspirowali młodych zawodników. Ale i dla nich to też była to lekcja. Tego najbardziej nauczyła mnie Afryka, że można nie mieć nic. Na zasadzie dzieciaki nie miały butów, były po prostu głodne, ale miały radość. Młodzi zawodnicy pokazali dużo pasji i zaangażowania, a efekty tej akcji wpłyną na kolejne pokolenia koszykarzy z Zimbabwe. Ten na pozór niewielki gest może mieć dla dzieci wielkie znaczenie. Odnajdzie swoją drogę i będzie miało tą okazję wyrwać się z tego kraju i zaistnieć na międzynarodowej arenie. Tego życzę każdemu z osobna dzieciakowi. Bo w Zimbabwe sport nie jest priorytetem, ale odskocznią. Ludzie żyją tu z dnia na dzień i nie mogą być pewni swojej przyszłości. Dla tych dzieciaków, dla mieszkańców Zimbabwe, problemem jest najbliższy posiłek, który będzie, a może będzie za kilka dni. Ekipa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i nie wyklucza, że wróci z kolejną koszykarską misją do Afryki. Najświętszym miejscem chrześcijaństwa, do którego płyną myśli wszystkich wierzących w czasie Wielkanocy, jest grób Jezusa. Znajduje się on w Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie. I choć z powodu wojny, mniej niż zazwyczaj jest tam pielgrzymów ze świata, to modlitwy przy grobie Chrystusa zawsze gromadzą chrześcijan, którzy świętują zmartwychwstanie. To była "19.30" w Niedzielę Wielkanocną. Dziękuję za wspólny czas i życzę państwu oddechu od codzienności, dobrej pogody i powodów do radości. Do zobaczenia jutro.