Deszcz dronów i rakiet nad Izraelem i nad Iranem, i pytanie o szanse negocjacji. Lot odłożony, nowej daty brak. Polski astronauta na razie nie poleci w kosmos. Niebezpieczna droga do wymarzonej sylwetki. Alarmujące dane o anoreksji i bulimii wśród nastolatków. "19:30", Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. To już tydzień wojny pomiędzy Izraelem a Iranem. Także miniona noc na Bliskim Wschodzie była niespokojna. Armia Izraela informuje o atakach na cele wojskowe w Iranie. Irańskie pociski uderzają w Izrael, m.in. w Tel Awiw, Hajfę i miasto Beer Szewa. W Tel Awiwie jest nasza wysłanniczka Anna Kowalska. Jaka jest skala zniszczeń i jak sprawdza się obrona przeciwlotnicza Izraela? Cały czas trwa szacowanie strat. Iran wystrzelił ponad 20 pocisków. Ruszyliśmy do schronów, bo żelazna kopuła nie zawsze sobie radzi. 3 pociski trafiły do celu. Największe zniszczenia na północy kraju. Zwłaszcza w Hajfie. Tam co najmniej 23 osoby ranne i 3 walczą o życie. Iran użył także pocisków kasetowych, które rozpadają się na mniejsze pociski powodując dużo większe zniszczenia. Mniej informacji na temat sytuacji w Iranie, jedyne informacje to te, które podaje izraelskie wojsko, które kontynuuje naloty. Dzisiaj zaatakowano ośrodek nuklearny w środkowym Iranie. Istnieje tam duże ryzyko promieniowania. W tym momencie trwa nadzwyczajne spotkanie Rady Bezpieczeństwa ONZ która chce znaleźć dyplomatyczne rozwiązanie. Ambasador Izraela powiedział jednak, że ataki na Iran będą kontynuowane. Tel Awiw się barykaduje. To już trzeci ogromny bunkier budowany w podziemiach miasta. Tym razem na parkingu dworca centralnego, gdzie schronienie znaleźć mogą tysiące Izraelczyków. Wiele osób w Tel Awiwie nie ma schronów w domu. Dlatego tworzymy takie miejsca. Są tu materace, namioty i osobna strefa dla dzieci. Chcemy stworzyć jak najbardziej przyjazne warunki. Tylko schrony są w stanie uchronić mieszkańców przed takimi irańskimi rakietami. Dziś w całym kraju znów zawyły syreny. W nocy pociski drugi dzień z rzędu uderzyły w Beer Szewę na południu. Szyby w oknach powpadały do środka, zniszczyły meble. Nic nam nie zostało, nic. Wszystko jest zniszczone. A w ciągu dnia Iran wystrzelił w stronę Izraela kolejne 20 rakiet. Co najmniej 3 dotarły do celu. Tel Awiw wciąż nie otrząsnął się po fali irańskich pocisków. Takich zniszczeń mieszkańcy miasta nie widzieli jeszcze nigdy. Dlatego mówią wprost: "Nie ma szans na rozmowy pokojowe. Ta wojna musi zakończyć się wygraną Izraela". Jestem w szoku, nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś takiego w Izraelu, zwłaszcza w Tel Awiwie. Czy czuję się bezpiecznie? W tej chwili nie za bardzo. Zniszczymy ich, inaczej nigdy byśmy nie zaczynali tej wojny. Zobaczcie, co oni zaplanowali. To jest efekt jednego pocisku. Jestem w szoku, nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś takiego w Izraelu, zwłaszcza w Tel Awiwie. Czy czuję się bezpiecznie? W tej chwili nie za bardzo. W nocy 60 izraelskich myśliwców ostrzelało irańskie pozycje wojskowe. Armia zniszczyła też siedzibę irańskiej agencji badań nuklearnych i już planuje kolejne ataki. To jest rodzaj zagrożenia, z którym państwo Izrael po prostu nie może żyć. Kropka. Dlatego rozpoczęliśmy tę kampanię i dlatego tak ciężko pracujemy. Wymiana ognia trwa pomimo pierwszych od początku wojny prób negocjacji pokojowych. W Genewie z MSZ Iranu spotkali się przedstawiciele Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec i szefowa unijnej dyplomacji. Na rozmowy pokojowe liczy też Biały Dom. Na razie odraczając udział amerykańskiego wojska w wojnie z Iranem. Mam wiadomość bezpośrednio od prezydenta: "W oparciu o fakt, że istnieje duże prawdopodobieństwo negocjacji, które mogą lub nie mogą odbyć się z Iranem w najbliższej przyszłości, podejmę decyzję, czy wkraczać, czy nie, w ciągu najbliższych 2 tygodni". Iran takie rozmowy wyklucza. W obliczu trwających ataków reżimu syjonistycznego nie dążymy do negocjacji z nikim, zwłaszcza z USA. Na ulice Teheranu wyszły setki tysięcy Irańczyków, wykrzykujących antyizraelskie i antyamerykańskie hasła. Z Bliskiego Wschodu swoich obywateli ewakuują kolejne kraje. W niedziele z Ammanu odlecieć ma trzeci już samolot z ewakuowanymi Polakami. Zarejestrować się w systemie Odyseusz, ten system jest dla nas podstawą. Lub kontaktować się z nami mailowo lub telefonicznie. Sławosz Uznański-Wiśniewski musi poczekać. NASA potrzebuje czasu, by upewnić się, że sytuacja na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej po wycieku jest bezpieczna. A to oznacza, że lot w kosmos Polaka zostaje ponownie przełożony. Do kiedy? Nie wiadomo. Co to oznacza dla misji Axiom i samego Uznańskiego? Na oglądanie Ziemi z tej perspektywy Sławosz Uznański-Wiśniewski musi jeszcze poczekać. A oto powód. NASA informuje, że musi się jeszcze przyjrzeć efektom prac serwisowych na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Naprawiano jej rosyjską część. Do usterki doszło w tym module Zwiezda. Wyciekało z niego powietrze. Rosjanie zarzekają się, że ten przeciek po kilku latach obecności został zasklepiony, nie ma z nim problemu, ale wygląda na to, że NASA im nie wierzy. Bezpieczeństwo przede wszystkim - to główna zasada podróży kosmicznych. Każda nieszczelność lub uszkodzona śrubka może doprowadzić do gigantycznej katastrofy. Takiej jak ta wahadłowca Challenger niemal 40 lat temu, gdy zginęła 7-osobowa załoga. Lub ta wczorajsza eksplozja podczas testu statku Starship firmy SpaceX. Trzymajcie kciuki, tak jak my tutaj. Mówił w środę polski astronauta podczas łączenia z gośćmi Air Show w Paryżu. Polak czeka na start już kilka tygodni. Misja miała ruszyć pod koniec maja. Najpierw popsuła się rakieta, potem kapsuła, a następnie pogoda. Teraz doszła awaria na orbicie. Lot w kosmos to trudna rzecz, ale nie możemy się doczekać na moment startu na Florydzie i podróży na stację kosmiczną. Mam nadzieję, że stanie się to w najbliższych dniach. Lada dzień uczestnikom misji wygasną certyfikaty niezbędne do lotu w kosmos. Okno startowe otwarte jest tylko do końca czerwca. Co dalej? Będziemy musieli przerwać kwarantannę. Jeśli wyjdą z kwarantanny, to powrót będzie musiał trwać kolejne dwa tygodnie. No więc to wszystko nam się posypie. Pośpiech w tej branży jest jednak złym doradcą. To nie jest satelita, to nie jest jakiś łazik. To są żywi ludzie, w związku z czym warto tutaj oddać się w ręce inżynierów, którzy decydują o tym, czy ten lot się odbędzie, czy nie. Jeśli się odbędzie, to Sławosz Uznański-Wiśniewski zajmie się badaniami naukowymi. Polski astronauta na ISS ma wykonać kilkanaście eksperymentów. Chce sprawdzić, czy w arcytrudnych kosmicznych warunkach ziemskie mikroglony mogą produkować tlen. Miejmy nadzieję, że te opóźnienia też wykażą, czy i jak bardzo te mikroorganizmy są odporne na tego typu perturbacje. Kosmiczny kalendarz jest napięty przez inne loty i sezonowe ograniczenia pogodowe. Jeśli Polak nie poleci w czerwcu, następna okazja może się nadarzyć dopiero za kilka miesięcy. To jest "19.30" w piątek 20 czerwca. A dziś jeszcze: Opiekunki z gruźlicą. My o niczym nie wiedzieliśmy. Nie poinformowano nas, że jest ognisko. Jako lekarze rodzinni nie mamy żadnego narzędzia, aby skutecznie diagnozować gruźlicę. Wielki powrót. Marek jest wielkim profesjonalista, to jest wybitny aktor. Zawsze go podziwiałem. On wnosi cały ten potencjał tego, w czym grał i jak grał. Może być nawet 50 tysięcy protestów wyborczych. Choć termin na złożenie protestów dotyczących wyborów prezydenckich minął w poniedziałek, to część z nich dopiero spływa do Sądu Najwyższego. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego wyznaczyła posiedzenia jawne w sprawie protestów na przyszły piątek. Sąd Najwyższy zasypany protestami wyborczymi. Stan na dziś - 43 tysiące. Ale będzie jeszcze więcej. Można się spodziewać, że tych protestów będzie summa summarum powyżej 50 tysięcy. To najwięcej od 20 lat. We wszystkich komisjach, w których są wątpliwości, głosy powinny być ponownie policzone - słychać od premiera i marszałka Sejmu. Na razie zdecydowano o tym w 13 komisjach. Nikt nikomu łaski nie robi, obywatele mają prawo wiedzieć, jak wygląda wynik wyborów. Trzeba przeliczyć głosy, i to naprawdę nikogo nie boli. Matematyka jeszcze nikogo nie skrzywdziła. Zdaniem PiS to niczego nie zmieni. My mamy pana prezydenta wybranego, 6 sierpnia rozpocznie swoją służbę dla Rzeczpospolitej. Jeszcze nie wiadomo, spokojnie. Jeżeli przeliczymy jeszcze raz głosy, to wtedy... Sam pan Nawrocki powinien chcieć tego dla jasności. Zgłoszenie protestu to konstytucyjne prawo wyborcy, przypomina premier. O tym i ponownym przeliczeniu głosów Donald Tusk mówił na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Przepraszam za to słowo, ale innego nie znajduję - histeryczna reakcja prezydenta. Pan prezydent pozwolił sobie na sugestię, że przeliczenie głosów to może być jakaś manipulacja. To jest bardzo proste - te głosy można przeliczyć z kamerami w ręku, z obecnością pełnomocników. Karol Nawrocki wygrał te wybory tak zdecydowaną większością głosów, że nie ma najmniejszych wątpliwości, że będzie prezydentem. natomiast wszyscy ci, którzy próbują te wybory podważać, moim osłabiają polskie państwo. Sąd Najwyższy przekazał do Prokuratury Krajowej już 172 protesty. Ostatni przypadek to Bielsko-Biała - 160 głosów oddanych na Rafała Trzaskowskiego znaleziono w worku z głosami na Karola Nawrockiego. Sytuacja faktycznie jest poważna i nie możemy jej lekceważyć. Co najmniej dwie sprawy będą rozpatrywane w Sądzie Najwyższym w świetle kamer. Na jawnym posiedzeniu, które będzie miało miejsce w piątek 27 czerwca. Żeby opinia publiczna też mogła w jakiś sposób przyjrzeć się sposobowi procedowania Sądu Najwyższego. A konkretnie Izby Kontroli Nadzwyczajnej, nieuznawanej przez europejskie trybunały. Rozwiązaniem miała być ustawa incydentalna marszałka Hołowni - o wyborach miało decydować 15 najstarszych stażem sędziów. Ale prezydent ją zawetował. Panie prezydencie, proszę wycofać weto - to będzie oznaczało, że jutro będziemy mieli sędziów, których decyzje wszyscy bez problemu zaakceptujemy. Miał okazję, żeby zaapelować o to na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, nie starczyło mu chyba odwagi. O takim scenariuszu wcześniej mówił minister sprawiedliwości. Powrót do ustawy incydentalnej byłby rozwiązaniem sytuacji. Wtedy nikt nie śmiałby podważyć orzeczenia. Teraz Szymon Hołownia chce dyskusji o kształcie PKW. Chodzi o powyborcze sprawozdanie, w którym komisja stwierdza incydenty mogące wpłynąć na wyniki głosowania. Ale ich ocenę pozostawia Sądowi Najwyższemu. Nie może być tak, że PKW przerzuca odpowiedzialność na Sąd Najwyższy albo na jakieś inne gremia, bo tak to trochę wygląda. Sąd Najwyższy ma niecałe 2 tygodnie na rozpatrzenie wyborczych protestów. Premier Donald Tusk przedstawił dziś nowego rzecznika rządu. To Adam Szłapka, minister do spraw Unii Europejskiej. Choć minister formalnie zostanie rzecznikiem po zakończeniu polskiej prezydencji w Radzie UE, to za komunikację ma odpowiadać już od dziś. Adam Szłapka ma 41 lat, jest politologiem i samorządowcem. Karierę polityczną zaczynał od działalności w młodzieżowej organizacji Unii Wolności. Od 6 lat pełni funkcję przewodniczącego Nowoczesnej, ugrupowania wchodzącego w skład Koalicji Obywatelskiej. W Sejmie zasiada trzecią kadencję. W ostatnich wyborach parlamentarnych otrzymał prawie 150 tys. głosów, co było trzecim najwyższym wynikiem w kraju. Wyprzedzili go jedynie Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Skoro wszyscy mówią: "Musicie mieć dobrego rzecznika, który od rana do wieczora będzie prostował kłamstwa, będzie informował o tym, co robimy", to wziąłem te słowa też do serca i już się nie upieram, jak widzicie, decyzja jest podjęta. Naszym zadaniem jest to, żeby to nie obywatel musiał dowiedzieć się, jakie te sukcesy są, tylko żebyśmy to my byli w stanie każdego dnia docierać do każdego obywatela z informacją o tym, co robimy, bo robimy naprawdę bardzo dużo. Gruźlica w przedszkolu w Krośnie Odrzańskim. Ponad 150 osób objętych nadzorem epidemiologicznym, w tym dzieci i personel. Część rodziców skierowanych na oddział zakaźny. Takie działania podjęto, po tym gdy u dwóch pracownic wykryto tę groźną chorobę. Placówkę zamknięto, a po przeprowadzonych testach wiadomo już, że prątka gruźlicy wykryto u 21 dzieci. O chorobie, która powraca. Zamknięta placówka i dezynfekcja, która powinna tu być dużo wcześniej. W styczniu sanepid dostał informację o zakażeniu prątkiem gruźlicy u jednej z pracownic żłobka. W czerwcu okazało się, że jest zakażona druga pracownica połączonego ze żłobkiem przedszkola. Ale władze zaalarmowano dopiero teraz. To uruchomiło postępowanie tak jak w ognisku epidemicznym, włączyły się do tego władze lokalne, wojewoda, zajęliśmy się tym w trybie alertowym. Wcześniej dzieci, ale tylko te ze żłobka, gdzie pracowała pierwsza zakażona pracownica, dostały skierowania do lekarzy rodzinnych na badania. Ale zabrakło procedur. Lekarze podejmowali różne decyzje. W zależności od decyzji jedne dzieci były kierowane na badania, inne nie były. Część rodziców na własną rękę zapłaciła za testy na gruźlicę. Bo w Podstawowej Opiece Zdrowotnej nie przewidziano takich świadczeń. Nie mamy jako lekarze rodzinni żadnego narzędzia, aby skuteczne diagnozować gruźlicę, żeby wykonywać badania laboratoryjne w tym kierunku. Dopiero po wykryciu drugiego zakażenia, w czerwcu, wszystkim rodzinom sfinansowano w trybie pilnym badania na gruźlicę. Okazało się, że na 150 osób zakażonych jest 22 dzieci, a troje spośród nich ma objawy choroby. To, że ktoś uległ zakażeniu, nie oznacza, że rozwinie chorobę, rozwinie ją tylko część populacji. W przypadku ryzyka gruźlicy i małych dzieci szczególnie liczy się czas. Badanie po kontakcie z osobą zakażoną powinno się odbyć natychmiast po stwierdzeniu tego zakażenia. A tu minęło kilka miesięcy. Rodzice zamierzają złożyć doniesienie do prokuratury przeciwko sanepidowi, który od stycznia czekał z podjęciem zdecydowanych działań. My o niczym nie wiedzieliśmy do 5 czerwca. Nie poinformowano nas, że jest ognisko, nie podjęto kroków w przedszkolu, dezynfekcji, badania dzieci. Rodzice są pewni, że gdyby procedury uruchomiono wcześniej, ognisko zakażeń nie byłoby aż tak duże. Teraz dzieci, u których wykryto zakażenie, przez dwa miesiące profilaktycznie będą przyjmować leki. Te, u których doszło do rozwoju gruźlicy, będą leczone kilkoma lekami nawet pół roku. Biorą leki, które nie są obojętne dla organizmu. To są małe dzieci. Patrzą w lustro i nawet kiedy problemy z wagą ich nie dotyczą, postrzegają siebie jako osoby otyłe. Problem zaczyna się często niewinnie - od liczenia kalorii, odstawienia słodyczy czy intensywnych treningów. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że gubienie kilogramów staje się obsesją. Anoreksja wśród nastolatków to problem. O przyczynach, objawach i walce z chorobą. Jestem za gruba i brzydzę się sobą. Unikanie posiłków i drobiazgowe liczenie kalorii. U większości chorych powtarza się ten sam scenariusz. Przeszłam nie tylko przez anoreksję, ale też miałam epizody bulimiczne. Karolina Chmielewska ważyła 40 kg, ale czuła, że to wciąż za dużo. Miałam problemy z samooceną, wiec jedyną rzeczą, która była łatwa do zmienienia, był mój wygląd, i od tego to się zaczęło. Dopiero po 17 tygodniach terapii w zamkniętym ośrodku udało się odzyskać kontrolę nad wagą i nad życiem. Ja bym tu nie siedziała, gdyby nie ośrodek. Dane są alarmujące. 40% polskich nastolatków odczuwa lęk przed otyłością, prawie co trzeci cierpi na jadłowstręt, 10% prowokuje wymioty. Taka moda na szczupłą sylwetkę, Internet, media społecznościowe i taki nieprawdziwy obraz kreowania wizerunku w Internecie. Anoreksja i bulimia stanowią coraz większy problem i dotykają coraz młodszych dzieci. Kiedy 16 lat temu zakładałam ośrodek i kiedy zaczynałam pracę, najmłodszy pacjent miał 17 lat, dzisiaj najmłodszy pacjent, którego miałam, nie na tym, ale na poprzednim turnusie, miał 10,5 roku. Pacjent idzie cały czas w kierunku odchudzania, aż do śmierci. Stąd kolejna edycja kampanii Dieta (Nie) Życia, która ma uzmysłowić skalę problemu. Szybka reakcja na pierwsze sygnały psychiczne, zanim jeszcze pojawią się widoczne objawy fizyczne, może zwiększyć szansę na skuteczne leczenie o 50%. Dlatego tak ważne jest wyłapanie wczesnych sygnałów choroby. Kiedy dziecko zaczyna niechętnie jeść wspólne posiłki, zamyka się na obiad, kolację w swoim pokoju, kiedy zaczyna nosić bardziej obszerne ubrania. Aleksandra Pakieła, która długo zmagała się z bulimią, przyznaje, że to nałóg, podobnie jak alkoholizm. Jest to choroba brzydka, nieliteracka, którą się ukrywa. Najtrudniejsze jest przyznanie przed samym sobą, że jest się chorym. Jeśli otworzymy się na rozmowę, to może bardzo dużo zmienić. Anoreksja i bulimia to dramatyczne wołanie o akceptację, dlatego czujność i reakcja otoczenia są kluczowe. Wiesz, że 10% dzieci nawet nie jest zdiagnozowanych, a 20% tych dzieci, które podejmą walkę, najprawdopodobniej umrze? Wiedziałeś o tym? To ci o tym mówię, bo to może być też twoje dziecko. W zeszłym roku stolicę Niemiec odwiedziło kilkanaście milionów turystów, z czego co najmniej kilkaset tysięcy z Polski. Berlin przyciąga. I choć główne atrakcje w większości dobrze są znane, to nie każdy wie, że Berlin, znany z Bramy Brandenburskiej, wieży telewizyjnej i ciekawych budynków, ma jeszcze inną stronę. To miasto jezior, plaż i rzek. O mniej znanym obliczu miasta. Berlin jest nie tylko najbardziej zieloną metropolią Niemiec, ale jest też miastem z wieloma jeziorami i rzekami. Szprewa w centrum miasta płynie przez 45 km. Przekonać o tym można się, wychodząc z dworca głównego. Bruce i Janis przyjechali z Arizony. Nie spodziewałam się, że jest tu tyle wody, że Berlin ma tyle wysp. To piękne. Kocham wodę, kocham być na wodzie, a to miasto daje tyle ku temu okazji. Prawie 7% powierzchni Berlina stanowi woda. Dla porównania w Warszawie to 0,5%. Mówi się, że Berlin jest zbudowany na wodzie. Przez stolicę Niemiec płynie kilka dużych rzek, w tym Szprewa i Hawela. Jest tu około 50 większych jezior i wiele plaż. Mamy 200 dróg wodnych i nieskończoną liczbę kąpielisk. W którym dużym mieście jest tak, że za rogiem można popływać? Taki właśnie jest Berlin. Jest jedną z nielicznych europejskich stolic, której centrum można przemierzyć domem na wodzie. Do wyboru są też rejsy na ponad stu statkach. Turyści przyjeżdżający do Berlina są zaskoczeni, że właściwie całe miasto, a szczególnie jego centrum można oglądać z perspektywy wody. Urząd kanclerski, ze względu na kształt budynku potocznie nazywany pralką, siedzibę niemieckiego parlamentu, muzea, wieżę telewizyjną. Woda daje nową perspektywę. Najlepsza rzecz, którą można robić w Berlinie, to pływanie. Polecam wszystkim. Przerwę można zrobić na jednej w kilkudziesięciu wysp - na tej za mną jest nawet szkoła. Jest tu też kilkanaście półwyspów. Mostów znacznie więcej niż w Wenecji. Żyłem w różnych miejscach na świecie, ale zawsze wracałem do Berlina. Dlaczego? Tęskniłem za wodą. Ma różne oblicza. Niektóre dla metropolii nieoczywiste. Ci, którzy znają słynną serię filmów o Jamesie Bondzie, czyli prawdopodobnie wszyscy, znają szefową MI6 zwaną M. To filmowa fikcja, ale teraz - uwaga - do gry wchodzi C, czyli postać jak najbardziej prawdziwa. To historyczna chwila. Keir Starmer mianował właśnie na stanowisko szefowej Secret Intelligence Serwis - wywiadu znanego jako MI6, Blaise Metreweli. Kim jest kobieta na czele brytyjskich szpiegów? Po raz pierwszy od 116 lat na czele brytyjskiego wywiadu zagranicznego MI6 stanie kobieta. Nową C została Blaise Metreweli, doświadczona agentka, specjalistka od nowych technologii i sztucznej inteligencji. To wydarzenie przełomowe, choć jak podkreśla historyczka Clare Mullen, kobiety od zawsze odgrywały istotną rolę w brytyjskich służbach wywiadowczych. Kobiety odgrywały kluczowe role, już w czasie I wojny światowej łamały kody w tajnych operacjach. W II wojnie światowej stanowiły 75% personelu Bletchley Park, pierwszej na świecie fabryki wywiadu. Dla wielu to również symboliczny powrót do historii. Blaise Metreweli ma polskie korzenie, jej rodzice noszą nazwiska Dąbrowski i Borkowska. Nie jest to pierwszy polski ślad w MI6. Już w czasie wojny dla Jej Królewskiej Mości służyła Krystyna Skarbek, To była Polka, choć służyła Brytyjczykom. Eksperci zauważają, że nowa C różni się od wizerunku znanego z filmów o Bondzie, choć nie brakuje podobieństw. Nowa C to zupełnie inna postać niż M z filmów o Jamesie Bondzie. Jest przedstawicielką nowego pokolenia, wysportowana, świetnie wykształcona, w średnim wieku. Ale przede wszystkim jest kobietą. Możesz realizować swoje aspiracje bez względu na to, dokąd zmierzasz, a ludzie to dostrzegą. To trochę jak z Margaret Thatcher, która została pierwszą kobietą na stanowisku premiera. Tak właśnie powinno być. Historyczne mianowanie Blaise Metreweli następuje w czasie, gdy rola naszych służb wywiadowczych nigdy nie była tak istotna. Blaise Metreweli ma 47 lat i niemal trzy dekady doświadczenia w wywiadzie. Jej nominacja to nie tylko symbol nowej ery w MI6, ale również przypomnienie o ogromnym wkładzie kobiet, także tych o polskich korzeniach, w bezpieczeństwo Wielkiej Brytanii. Marek Kondrat - wybitny aktor, który przez niemal dwie dekady nie pojawiał się na wielkim ekranie, podjął wyzwanie i powróci do świata filmu. "Lalka" Bolesława Prusa ma powrócić na ekrany. To już pewna wiadomość. Wiadomo też, że w rolę Stanisława Wokulskiego wcieli się Marcin Dorociński. Jako Izabela Łęcka partnerować mu będzie na planie Kamila Urzędowska. Jednak nazwisko aktora mającego zagrać postać Ignacego Rzeckiego rozgrzewa do czerwoności. Doczekał się miana aktora kultowego. Na ekranie nie występuje od 18 lat. Rok temu zapewniał, że do aktorstwa nie wróci. Ono miało swój czas, który to czas się skończył, nie ma w tym nic złego. Dziś okazuje się, że Marek Kondrat wraca z aktorskiej emerytury. "Lalka" jest moją ulubioną powieścią. Ekranizacja najsłynniejszej polskiej powieści będzie filmem fabularnym. Wokulskiego zagra Marcin Dorociński. Rolę Izabeli Łęckiej przyjęła znana z "Chłopów" Kamila Urzędowska. Ta obsada, w tej "Lalce" i na drugi, i na trzeci plan będą wyskakiwały nowe gwiazdy, to będzie najbardziej rozgwieżdżona obsada filmu od lat. Kondrata skuszono rolą starego subiekta. W latach 60. wcielił się w nią Tadeusz Fijewski. Dekadę później Bronisław Pawlik. Stary kawaler, dziwak, postać wielowymiarowa. Podobno dla aktora to wymarzona rola, bo bardzo wymagająca. A Bolesław Prus wyobraził sobie, że Rzecki mieszkał tu, na Krakowskim Przedmieściu 7, w centrum Warszawy. To miejsce, w którym przewodnicy po Warszawie opowiadają o fenomenie powieści Prusa i charakterze starego subiekta. Rzecki nie był osoba, która lubiła zmiany, można powiedzieć, że był staroświecki. I według krytyków jest w tym podobny do bohatera "Dnia Świra". Choćby poprzez nerwicę natręctw, że ma uregulowany tryb życia, że jest dziwakiem odsuniętym na margines, ma taki sposób funkcjonowania na granicy obłędu. On wnosi cały ten potencjał tego, w czym grał i jak grał, do tego filmu, spodziewam się, że decyzja castingowa jest spowodowana także tym. Artur Barciś, który z Kondratem grał w komedii "Pułkownik Kwiatkowski", przyznaje, że sam marzył o roli Rzeckiego, ale cieszy się z powrotu wybitnego aktora. Cudownie. Marek jest przede wszystkim wielkim profesjonalistą. To jest wybitny aktor, zawsze go podziwiałem, kiedy byłem jeszcze studentem. Cieszę się, że wrócił. Jeśli wszystko ułoży się zgodnie z planem, Kondrat na planie "Lalki" pojawi się już w się już w sierpniu. W 19.30 to wszystko. Ja dziękuję, w studiu już Justyna Dobrosz-Oracz, co oznacza, że za chwilę "Pytanie dnia". Dziś rozmowa z Michałem Kołodziejczakiem. Do zobaczenia. Justyna Dobrosz-Oracz, zapraszam na "Pytanie dnia". Moim gościem Michał Kołodziejczak. Uprzedził pan swoją dymisję? Moja rezygnacja była zapowiadana przeze mnie wcześniej. Był na to dobry moment, bo byłem gotowy opuścić resort już przed wyborami prezydenckimi. Podjąłem decyzję, że po tych wszystkich turach, potem było wotum zaufania, że to będzie najlepszy moment. Spotkałem się 2 razy z osobą wyznaczoną przez premiera do rozmów, żeby to wszystko odpowiednio przygotować i znalazłem dobry moment do tego wszystkiego. Moi informatorzy twierdzą, że dostał pan ultimatum: albo pan zrezygnuje, albo zostanie zdymisjonowany. O czymś takim nie słyszałem. Kiedy zauważyłem, że klimat w resorcie jest taki, że nawet jeżeli byśmy z ministrem Siekierskim szli do tego samego celu,