"Najdrożsi bracia i siostry, z głębokim bólem muszę ogłosić śmierć naszego Ojca Świętego. O godzinie 7.35 tego ranka biskup Rzymu Franciszek wrócił do Domu Ojca" - te słowa kardynała Kevina Farrella zmroziły świat. Papież Franciszek zmarł w wieku 88 lat. Papież Franciszek stał na czele Kościoła katolickiego od 2013 roku. 12 lat jego pontyfikatu to czas ogromnej pracy, którą włożył w to, żeby scalić i zmienić Kościół. Ale od początku był blisko ludzi, wśród nich, wsłuchany i współczujący. Tak jak jeszcze wczoraj, do ostatnich swoich godzin. Cisza. Długa i wymowna. To ona przemówiła jako pierwsza. Najdrożsi bracia i siostry, z głębokim bólem muszę ogłosić śmierć naszego Ojca Świętego Franciszka. O godzinie 7.35 tego ranka biskup Rzymu Franciszek powrócił do Domu Ojca. Była 9.45, gdy tę smutną wiadomość poznał cały świat. Jestem naprawdę zszokowana. Panuje tu teraz coś w rodzaju cichego szumu. Nie spodziewaliśmy się tego. Nie spodziewaliśmy się, że dzisiaj będzie ten bardzo zły dzień. Nikt się tego nie spodziewał. Franciszek zmarł w Domu Świętej Marty. Tu mieszkał. I to w papieskiej kaplicy jego odejście ogłosił kardynał Kevin Farrell, kamerling. Wcześniej, by obudzić papieża, trzykrotnie zawołał jego imię z chrztu. Jego całe życie było poświęcone służbie Panu Bogu i jego Kościołowi. Tę służbę pełnił nawet u kresu swojej drogi, po 38 dniach hospitalizacji spowodowanych ciężkim zapalenie płuc. Jeszcze wczoraj podejmował oficjalnych gości. Spotkał się z wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych. Pamiętał o trójce jego dzieci, którym podarował te czekoladowe jajka i różańce. Wiem, że Ojciec Święty wciąż nie czuje się dobrze, ale dobrze widzieć Waszą Świątobliwość w lepszym zdrowiu. W południe pojawił się na balkonie bazyliki Świętego Piotra, co wywołało entuzjazm kilkudziesięciu tysięcy wiernych. Mówił jednak wyraźnie słabym głosem. Drodzy bracia i siostry, wesołych świąt wielkanocnych. Udzielił też tradycyjnego błogosławieństwa Urbi et Orbi. Ale sił, by wygłosić swoje orędzie wielkanocne, już nie miał. Jego ostatnie słowa odczytał arcybiskup Diego Ravelli. Mówił o pokoju. Chrystus zmartwychwstał. W tym orędziu zawarty jest cały sens naszej egzystencji, która jest stworzona nie dla śmierci, lecz dla życia. Niech zajaśnieje światło pokoju. W całej Ziemi Świętej i na całym świecie. Apeluję do walczących. Wstrzymajcie ogień! Wiernych zaskoczył także, gdy po raz pierwszy od kilku miesięcy wsiadł do papamobile i długo objeżdżał plac św. Piotra, pozdrawiając tysiące pielgrzymów. I błogosławiąc. Dziś ten sam plac znów wypełnia się tysiącami wiernych z całego świata. W obliczu śmierci nie możemy zrobić nic innego jak tylko pokłonić się i oddać się modlitwie. O 20.00 w kaplicy Domu Świętej Marty odbędzie się obrzęd stwierdzenia śmierci papieża i złożenia jego ciała do trumny. Watykan ogłosił, że w środę trumna z ciałem Franciszka może zostać przeniesiona do bazyliki Świętego Piotra. Kościół otrząśnięty z barokowego blichtru, manifestowana skromność i człowiek w silnym powiększeniu - tak zaczął się ten pontyfikat, tak go Bergoglio nakreślił, tak prowadził. Ale poza symboliką Franciszek pozostawia w Kościele silne zmiany. Witold Tabaka z taką opowieścią dla państwa. Witaj, powiedz, jakie i jak ważne są te zmiany? Ten pontyfikat zaczął się 12 lat temu od prostego: dobry wieczór państwu. Tak po raz pierwszy Franciszek przywitał wiernych na placu św. Piotra. Taki był jego pontyfikat. Skromny i prosty. Mówił, że Kościół powinien być szpitalem polowym przed bitwą. O tym, że należy przygarniać zranionych, a nie tylko nakładać na nich obowiązki. Mówił, że Kościół powinien się wyzbyć blichtru, że powinien być prosty, otwarty dla ubogich. Sam papież Franciszek zrezygnował z mieszkania w apartamentach królewskich, z limuzyn, nawet z szewca, który szyje papieżom buty na wymiar. Sam próbował przeprowadzić reformy. Wiele z nich się udało. Nie potępiał ludzi po rozwodach, nie potępiał ludzi LGBT. Mówił o sobie: kim ja jestem, żeby ich potępiać. Udzielał błogosławieństwa. 13 marca 2013 roku biały dym nad Kaplicą Sykstyńską zapowiadał wybór pierwszego od ponad tysiąca lat papieża spoza Europy. Na balkonie bazyliki św. Piotra wierni zobaczyli Jorge Mario Bergoglio, jezuitę z odległej Argentyny. Dobry wieczór. Tym prostym powitaniem od razu podbił serca wiernych. Przyjął imię Franciszek, inspirując się świętym z Asyżu, patronem ubogich. Wybór papieża Franciszka był zaskoczeniem nie tylko dla rzymian, nie tylko dla dziennikarzy, ale też dla papieża Benedykta. Od 600 lat wszyscy papieże wybierani byli po śmierci swoich poprzedników. Tym razem było inaczej, dlatego te zdjęcia dwóch papieży wywoływały sporo emocji. A samemu Franciszkowi życie w cieniu papieża emeryta, który ustąpił z funkcji, nie ułatwiało podejmowania twardych decyzji. Cześć konserwatystów w ogóle nie uznawała papieża Franciszka, twierdząc, że prawowitym papieżem jest papież Benedykt XVI. Od początku było jasne, że ten pontyfikat będzie inny od poprzedniego. Papież Franciszek zamiast w pałacowych apartamentach, zamieszkał w skromnym Domu św. Marty, nie korzystał z limuzyn i stawiał na bliski kontakt z wiernymi. Nie unikał tematów trudnych. Choć spotykał się z oporem, reformował kurię rzymską. Wprowadził po raz pierwszy kobiety na stanowiska rządzące w kurii rzymskiej, mamy prefekta dykasterii zakonnej kobietę, mamy kobietę przewodniczącą gubernatoratu Państwa Watykańskiego. Decyzji, by kobiety mogły pełnić posługę kapłańską, jednak nie podjął, choć w Kościołach protestanckich jest to normą. Nie tylko są księża kobiety, pastorki, ale też są i biskupki, a my dalej tkwimy na tym etapie, który wielu komentatorów, nawet przyjaznych Kościołowi, uważa za relikt średniowiecza. Bardzo odważnie jak na realia Kościoła wypowiadał się na temat włączenia do wspólnoty osób LGBT. Na początku pontyfikatu, wracając ze Światowych Dni Młodzieży w Brazylii, podkreślał: Jeśli ktoś jest gejem i poszukuje Boga w dobrej wierze, kim jestem, by go osądzać? Potępienie takiej osoby jest grzechem. Kryminalizacja osób o skłonnościach homoseksualnych jest niesprawiedliwością. I choć prywatnie bardzo dobrze im życzył, formalnie do błogosławieństwa par tej samej płci nie doszło. Mimo podjętych prób przełomu nie było też w kwestii przyjmowania eucharystii przez osoby żyjące w związkach niesakramentalnych. Dla jednych zbyt konserwatywny, dla innych zbyt postępowy. Trzeba podkreślić, że tutaj nie chodzi o masy wiernych, tylko o elity w Kościele i o spory w tych elitach. Te jednak nie przekładało się na stosunek wiernych do papieża. To właśnie Franciszek do stolicy Filipin przyciągnął prawie 7 mln wiernych. Było największe pod względem liczby uczestników wydarzenie w historii papiestwa. Największe kontrowersje, zwłaszcza w Europie, wywołały słowa Franciszka o napaści Rosji na Ukrainę. Sugerował też, że to Ukraina sprowokowała napaść Rosji swoimi natowskimi aspiracjami. Brakowało takiego jednoznacznego postawienia diagnozy, kto jest agresorem, kto jest ofiarą, kto dopuszcza się tak naprawdę zbrodniczej agresji i aktów, które zasługują na daleko idące potępienie. Choć przez wielu był do tego namawiany, nigdy nie pojechał z pielgrzymką do Ukrainy. Walczył z nadużyciami w Kościele. Zorganizował konferencję z udziałem duchownych i świeckich ekspertów. Miała pokazać skalę seksualnych nadużyć i przestępstw wśród duchownych. Z całego serca apeluję do wszystkich o stanowczą walkę z wykorzystywaniem nieletnich, zarówno seksualnie, jak i w innych obszarach, ponieważ mamy do czynienia z obrzydliwymi zbrodniami, które należy wymazać z powierzchni ziemi. To on był papieżem czasu pandemii. Te zdjęcia z pustego placu św. Piotra przeszły do historii. Ten pusty rzymski plac to nie był plac, który symbolizował jedyny świat zamknięty w pandemii COVID-19. To był właściwie także symbol Kościoła, pustego Kościoła, w którym wielu ludzi nie odnajduje Boga. Hierarchowie kościelni rozumieją, że w dzisiejszym Kościele także wierni mogą nie odnajdywać Boga i od nich zależy teraz, także od nowego papieża zależy to, czy będzie potrafił do tych ludzi na nowo się odezwać, pokazać im wiarygodny Kościół, w którym będą magli odnaleźć to, czego szukają. Od białego dymu konklawe po czerń kiru tej żałoby, Argentyna wspomina pontyfikat swojego rodaka, pontyfikat biednego dla biednych. Złoto jego piotrowego sygnetu było skromne, bo sygnet był pozłacany, a Franciszek z ojczyzny wywiózł przesłanie swojej posługi: w Kościele wielki jest nie ten, który rozdaje, a ten, który służy. Przez siedem dni żałoby Argentyna będzie się modliła za Franciszka, z myślą o Jorge Mario. W Buenos Aires - mieście, z którego papież Franciszek wyruszył w świat - głęboki smutek. Wierzyłem, że jego stan się poprawił, Przecież jeszcze niedawno uczestniczył w obchodach Wielkanocy. To bardzo smutne. Był papieżem oddanym biednym i potrzebującym. Pokornym. Będzie nam go bardzo brakowało. Wieść śmierci papieża dotarła do Argentyny w środku nocy. Gdy Watykan ogłaszał odejście Ojca Świętego, dzwony biły już we wszystkich kościołach Buenos Aires. Świątynie szybko wypełniły się wiernymi. W konfesjonale, w którym młody Jorge Mario Bergoglio, przyszły papież, po raz pierwszy poczuł powołanie do kapłaństwa, zapłonęło światełko. To samo, które paliło się, gdy przez wiele tygodni walczył z chorobą. Symboliczny gest, który głęboko poruszył mieszkańców. To miejsce już zawsze będzie symbolizować naszego Franciszka, człowieka, który nigdy nie odwracał się plecami do biedy, cierpienia i miłości. Dla Argentyńczyków Franciszek był kimś więcej niż tylko głową Kościoła: sąsiadem, duchowym przewodnikiem, a dla niektórych - po prostu kolegą z pracy. W drodze do pracy często spotykałam go w metrze. Siedział zamyślony, a ja dźwigałam torbę pełną książek. Gdy mnie zobaczył, zawsze wołał: "Witaj, mała profesorko!". To prawda, nigdy nie byłam wysoka. Bardzo lubiłam tę jego bezpośredniość. Był po prostu bardzo miły. Zawsze ciepły, zawsze serdeczny. Ksiądz Mario przez lata milczał o wyjątkowym spotkaniu z ówczesnym arcybiskupem Buenos Aires. Nam po raz pierwszy opowiedział tę historię. Przeżywałem głęboki kryzys kapłaństwa. Żyłem na ulicy. Choć nie należałem do jego diecezji, wyciągnął do mnie rękę. Jak dobry Samarytanin, uratował mnie i pomógł wrócić do powołania. Zrobił coś, czego nikt inny dla mnie nie zrobił. I o czym nikt wcześniej nie wiedział. Wam mówię to po raz pierwszy. Dla mieszkańców Buenos Aires Franciszek był jak ich miasto: skromny, prawdziwy, bliski. Urodził się i wychowywał we Flores - miejscu o ogromnym dziedzictwie kulturowym. To piękna dzielnica, ale często zapominana przez władze. Żyje się tu skromnie i właśnie dlatego ducha Franciszka czuć tu na każdym kroku. W Buenos Aires papieża żegnali dziś kościelni hierarchowie. Odszedł papież ubogich. Tych zepchniętych na margines, których nikt nie chce albo których wielu wyklucza. Franciszka wspominał także prezydent Argentyny. Republika Argentyny, kraj o długiej tradycji katolickiej i ojczyzna papieża Franciszka, Ale najbardziej jego brak odczuwają ci, o których troszczył się i o których się upominał od chwili, gdy po raz pierwszy założył koloratkę. Najubożsi mieszkańcy argentyńskiej stolicy. Gdy słychać bicie tego dzwonu, Polacy wiedzą, że to ważny dzień. W kalendarzu jest ich około 30, ale bywa, że więcej. Dziś w południe królewski Zygmunt ogłosił smutną nowinę i zwołał wiernych na modlitwę za papieża. Franciszek Polskę odwiedził raz, ale zostawił tu tyle, że wystarczyło na 21 lat pontyfikatu i pamięć o dobrym człowieku i silnym pasterzu. Tak Kraków żegna papieża Franciszka. W południe zabił dzwon Zygmunta. W całej Polsce rozdzwoniły się kościelne dzwony. Tylko płakać. Ja już chyba w nocy wyczułam, bo spać nie mogłam. Wielki żal. Zaskoczenie jest ogromne, a drugie wrażenie to ucisk serca, bo przecież kochaliśmy tego papieża. Kiedy pojawiła się informacja o śmierci papieża Franciszka, w wielu kościołach trwały świąteczne liturgie. Przed chwilą umarł Ojciec Święty. Pomódlmy się za niego. Pod Twoją obronę... To Jasna Góra. Podobnie było w świątyniach w całej Polsce. Ja tak naprawdę dowiedziałam się podczas mszy o śmierci papieża. Smutek i niedowierzanie. Bo wielu wciąż ma przed oczami te zdjęcia Franciszka, wykonane zaledwie wczoraj. Sobie przypomniałam, jak nasz papież też wyszedł w pierwszy dzień świąt i też nie mógł już słowa powiedzieć, i zaraz mnie tak tchnęło do serca, że jest bardzo chory. Prezydent Andrzej Duda żegnając papieża w mediach społecznościowych, pisze o jego pokorze i skromności. Premier Donald Tusk zamieścił pamiątkowe wspólne zdjęcie. Dobry, ciepły i wrażliwy człowiek. Niech spoczywa w pokoju. Biskupi podkreślają, że papież Franciszek odszedł w drugi dzień świąt wielkanocnych, co ma znaczenie symboliczne. Odchodzi więc opromieniony blaskiem zmartwychwstania. I myślę, że on, który tyle razy przekazywał nam prawdę o Chrystusie zmartwychwstałym, w szczególny sposób stał się i jest świadkiem Chrystusa zmartwychwstałego. I dlatego powinniśmy nie tyle płakać, że odszedł, ale dziękować, żeśmy mieli takiego papieża. Którego każdy zapamięta inaczej. Pomyślałam o tym przesłaniu, które miał, żeby powstać z kanapy i robić coś dobrego, i sobie pomyślałam, co mogę zrobić dobrego. Ja jestem na przykład osobą homoseksualną. On jako jedyny z papieży nie miał z tym problemu. Potrafił trafiać do ludzkich serc, tak prosto, tak spokojnie, nie jakoś wyniośle. Bardzo żal. Bo przez to, jaki był... Bardzo otwarty, bardzo prosty i bardzo też życzliwy dla drugich. mówiąc o nim w czasie przeszłym... Tak trochę się wzruszyłem. ...dziś trudno powstrzymać łzy. Świat opuszcza flagi na masztach, wzywa do modlitwy bez względu na wyznanie, a dobre wspomnienie słychać u wiernych i niewiernych. Franciszek silną wiarę łączył z równie silnym człowieczeństwem, a ono jest w cenie i pod gwiazdą, i pod krzyżem, i pod półksiężycem. Polityczni przywódcy, może trochę zawstydzeni, żegnają lidera, który widział wielki świat, ale pamiętał o małym. Od Sydney po Manilę - wierni z całego świata oddają hołd człowiekowi, który przez 12 lat dawał świadectwo Kościoła otwartego dla wszystkich, wrażliwego na los światowych peryferii. Skromnego i bliskiego szczególnie wykluczonym. To takie symboliczne. Zanim odszedł, pozwolił nam przeżyć Wielki Tydzień. Jakby mówił: "najpierw Bóg, potem cała reszta". Wczoraj mówił: "Chrystus zmartwychwstał". A dziś zmartwychwstał razem z Nim. Czuła twarz Kościoła. W skromnych butach. Z pozłacanym, a nie złotym pierścieniem. Częściej na piechotę. Zawsze z otwartymi ramionami. Zależało mu na tym, by przyjąć całą ludzkość, nie stawiać murów, ale kochać, tak jak Jezus. Dlatego nawet najważniejszym przywódcom świata drży głos, kiedy wspominają ostatnie spotkania z Franciszkiem, jak to na Korsyce czy w Marsylii. Z pokorą i niespotykaną humanistyczną wrażliwością potrafił odnaleźć się w świecie, który dziś przepełniony jest brutalnością i wojną. Miał w sobie głębokie poczucie solidarności z drugim człowiekiem, zwłaszcza tym najbardziej bezbronnym. Nowoczesny i bliski współczesnemu światu. Już w pierwszym roku pontyfikatu w audiencjach, mszach, uroczystościach i spotkaniach z papieżem udział wzięło około 7 mln osób. Australijczycy nazywają go kochającym ojcem. Papież Franciszek potrafił objąć swoją czułością całą ludzkość. Dziś płaczą po nim nie tylko katolicy, ale również osoby spoza Kościoła. Oraz ci, którzy wyznają inne religie. Na starym mieście w Jerozolimie flaga Watykanu została opuszczona do połowy masztu. A rząd Hiszpanii ogłosił trzy dni żałoby narodowej. Jesteśmy ludźmi wiary i wiem, że łączy nas głęboka nadzieja, że jego pamięć będzie natchnieniem do czynów dobroci, jedności, dialogu między narodami i nadziei dla całej ludzkości. Zawsze podkreślał wartość człowieczeństwa, nawoływał do przywrócenia znaczenia równości między ludźmi i przypominał, że wszyscy jesteśmy równi. W takich momentach jak pandemia, kiedy w ciemności i deszczu wyszedł sam na plac św. Piotra i błogosławił światu. Franciszek był człowiekiem nadziei - wbrew wszystkiemu. Nawet w chorobie potrafił ją przekazywać innym, dając przykład wszystkim cierpiącym. Trudno będzie znaleźć kogoś równie ludzkiego - tak po prostu. W chrześcijańskiej tradycji te święta to czas, gdy życie śmierć pokonuje, więc gdy papież wczoraj błogosławił miastu i światu, to miasto i świat zobaczyły nadzieję. Zniknęła dziś rano i przyniosła prawdę o cierpieniu, obowiązku i misji złączonych w pontyfikat jak ewangelia umierania. O sile i słabości, wierze i zwątpieniu, i krzyżu niesionym do końca. Schorowany i opadający z sił. Do końca z wiernymi. Zdjęcie papieża Franciszka, który dzień przed śmiercią błogosławi dziecko na placu św. Piotra,, to symbol tego pontyfikatu - do ostatnich chwil skupiony na innym. Wydawało się, że papież już się nie podniesie, natomiast widać było, jak chce uczestniczyć w tych najważniejszych świętach chrześcijańskich. Jego obecność na placu św. Piotra przywróciła nadzieję na to, że wraca do sił. Wczoraj pojawił się po raz pierwszy bez rurki wspomagającej oddychanie. 23 marca po ponad pięciu tygodniach Franciszek opuścił szpital. Przeszedł ostre obustronne zapalenie płuc. Zawsze jak ktoś wychodzi ze szpitala, to się wydaje, że teraz może być lepiej. Lekarze zalecili mu oszczędny tryb życia, ale Franciszek, jak zawsze, działał na własnych zasadach. Był bardzo wytrwałym człowiekiem i bardzo chciał być z ludźmi. To był taki rys charakterystyczny papieża Franciszka. Zawsze chciał być z ludźmi, nie chciał odejść w jakimś szpitalu otoczony maszynami, rurkami. Choć pojawiały się pytania, czy zrezygnuje z posługi, Franciszek, podobnie jak Jan Paweł II, chciał wytrwać do końca. Było widać, że cierpi, że każde słowo, każdy gest są wysiłkiem. To też miało wymiar symboliczny. Zarówno papież Jan Paweł II, jak i Franciszek, pokazali piękne oblicze odchodzenia i starości. Oblicze odwagi, oblicze nadziei. On to pełnienie funkcji, to pozostawanie na posterunku do ostatnich chwil życia potraktował jako swoje powołanie i chwała mu za to. Jego postawa była odczytywana jako przesłanie dla wszystkich chorych i cierpiących. Doświadczony licznymi chorobami papież Franciszek wielokrotnie podkreślał znaczenie akceptacji cierpienia. Pisał o nadziei, która niezależnie od wszystkiego pozostanie na zawsze. Zachęcał do dialogu, żeby młodzi nie zostawiali starych samymi, a starsi słuchali oczekiwań młodych, sam starał się być taki. On powiedział, że kieruje się głową, a nie kolanem, wtedy kiedy musiał się przesiąść na wózek inwalidzki. Chciał być papieżem do końca, tak długo, jak czuł, że zdrowie mu na to pozwala. Ostatnie tygodnie papieża to ewangelia umierania pisana na oczach wiernych. Pomimo przeciwności i przedłużającej się hospitalizacji stał się symbolem niezłomności i oddania. Odszedł tak, jak żył, na własnych zasadach. Proboszcz świata, bo tak chciał być postrzegany, do końca na urzędzie. Pełnił do końca tę służbę, której się podjął, widać było, że kocha ludzi, to jest niezwykłe. Widać było, że on naprawdę kocha ludzi. "Nie zapomnij o ubogich" - to zdanie usłyszał po wyborze na biskupa Rzymu i nigdy go nie zapomniał. Papież ubogich, bezdomnych imigrantów, miał zawsze dla nich czas, dobre słowo, konkretną pomoc, a czasem rogalika i cappuccino. To obrazy symbole tego pontyfikatu. Dziękuję, dziękuję. On cię błogosławi. Franciszek w obozie dla ponad dwóch tysięcy uchodźców na greckiej wyspie Lesbos. Z niespodziewaną wizytą w schronisku dla bezdomnych, w którym odprawił mszę. Na obiedzie z ponad tysiącem ubogich i potrzebujących mieszkańców okolic Rzymu. A tu z bezdomnymi, zaszczepionymi w Watykanie przeciwko COVID-19. Dla których otworzył też drzwi swojego domu. W grudniu papież zaprosił bezdomnych na poranne cappuccino i rogalika. Otworzył wiele furtek w świecie Kościoła. Dosłownie i w przenośni - mówi watykanista Michał Kłosowski, autor książki "Dekada Franciszka". To jest papież zmiany, która objawia się przede wszystkim w takiej czułości, wrażliwości na osoby, które są wykluczone, które są w potrzebie, w kryzysach, które są biedne, które migrują. Których do tej pory także my katolicy nie dostrzegaliśmy wystarczająco dużo. Bracia i siostry, dobry wieczór. Sam Franciszek zaraz po wyborze tak mówił o sobie. Dobrze wiecie, że zadaniem konklawe było wybranie biskupa dla Rzymu. Wydaje się, że moi bracia kardynałowie wybrali go prawie z końca świata. Przyjmując imię, Franciszek wołał o Kościół ubogi dla ubogich. Tak wspominając konklawe i słowa przyjaciela, biskupa Sao Paulo Claudio Hummesa. Kiedy doszło do 2/3 głosów i rozległy się zwyczajowe w takiej sytuacji oklaski, bo wybrano papieża, on mnie objął, ucałował i powiedział: "Nie zapomnij o ubogich". Słowa te zapadły mi w sercu. Zaraz po wyborze zrezygnował z papieskich apartamentów. Widok ubogich, potrzebujących, bezdomnych wokół placu św. Piotra nikogo nie dziwi. Papież Franciszek szeroko otworzył drzwi Watykanu dla potrzebujących. To nie tylko noclegownie, w Watykanie działają jadłodajnie dla bezdomnych. Widać jego troskę o rzymskich ubogich, przede wszystkim osoby w kryzysie bezdomności. Tutaj duże dzieło, które zlecił kardynałowi Krajewskiemu, to otwarcie dosłownie placu św. Piotra na te osoby, które nie niepokojone służbami mogą po prostu nocować tutaj, liczyć na pomoc. Kardynał Konrad Krajewski jest pierwszym Polakiem pełniącym funkcję jałmużnika papieskiego, który zajmuje się działalnością charytatywną Watykanu. Powiedział: "Sprzedaj biurko, nie chcę cię widzieć na Watykanie. Idź i szukaj biednych, bo to jest Jezus". I tak na polecenie Franciszka pod kolumnadą na placu św. Piotra powstały prysznice dla bezdomnych, niewielki salon fryzjerski, wreszcie mała placówka medyczna. Powstały też darmowe pralnie. Franciszek otworzył schronisko, dom dla bezdomnych na placu św. Piotra i prosząc o pomoc, znalazł wspólnotę Saint Egidio. Mają miejsce, gdzie można żyć w rodzinie, mieć posiłki, czyste ubrania, przyjaźnie, ludzi, którzy pomagają znaleźć pracę, wrócić do rodziny. Z Manuelem i Andresem rozmawiam przed watykańską jadłodajnią dla bezdomnych. Są z Wenezueli. Mówią, że dzięki papieżowi poczuli się rodziną. Pomagał wszystkim, którzy nie mają nic - dokąd pójść, co jeść, gdzie się umyć. Zrobił dużo dobrego dla nas bezdomnych. W Watykanie jest szpital, mała klinika, do której możemy pójść, noclegownia. W grudniu papież zorganizował dla nas piękny koncert z okazji Bożego Narodzenia. "Koncert z ubogimi" pierwszy raz odbył się 10 lat temu. Ostatni poprowadził Hans Zimmer. To bycie dla innych - słychać było w homiliach Franciszka - wspomina ksiądz Tomasz Jarosz, który administruje polskim kościołem św. Stanisława w Rzymie. Franciszek był tu w rocznicę kanonizacji Jana Pawła II. Im bliżej jesteś Pana Boga, tym więcej w tobie też siły do tego, żeby żyć z innymi i dla innych. I nigdy, kiedy dostrzeżemy biedę drugiego, nie patrzyli na to z poczuciem wyższości czy pogardy. O potrzebujących pamiętał także, leżąc w szpitalu z ciężkim zapaleniem płuc. Nawet w szpitalu wciąż rozmawiał z parafią w Gazie. On nigdy nie był dla siebie, zawsze był dla innych. Zawsze prosił: módlcie się za mnie. To były zresztą jego pierwsze słowa po wyborze. Prośba o modlitwę. Zanim udzielę wam błogosławieństwa, proszę, żebyście pomodlili się o błogosławieństwo dla mnie.