Burza po s¾owach Donalda Trumpa o sojusznikach w NATO. Reagują wojskowi, premier i minister obrony. Polityczna wojna w Polsce 2050. Oskarżenia o przewrót i białoruskie standardy. Pilne wsparcie z Polski dla zamarzającej Ukrainy. Sytuacja jest krytyczna. Monika Sawka, dobry wieczór. Burza po słowach Donalda Trumpa. Amerykański prezydent uderza w sojuszników z NATO i sugeruje, że walczyli w Afganistanie, ale pozostawali z dala od linii frontu. Reagują nie tylko politycy, m.in. minister obrony, ale także wojskowi. Bo podczas misji w Afganistanie zginęło 44 Polaków. Według Władysława Kosiniaka-Kamysza ta ofiara nigdy nie zostanie zapomniana i nie może być umniejszana. Uściski, poklepywania, uśmiechy. Na kryzysowym szczycie w Brukseli unijni przywódcy byli wobec siebie serdeczni i zjednoczeni. Naszą wspólną europejską misją powinna być ochrona relacji z naszymi partnerami zza Atlantyku, nawet jeśli dziś jest to trudniejsze niż kiedykolwiek dotąd. Donald Trump nie przestaje uderzać w NATO. W wywiadzie dla telewizji Fox News stwierdził, że "nie jest pewien", czy sojusznicy przyszliby USA z pomocą. Nigdy ich nie potrzebowaliśmy. Nigdy ich o nic nie prosiliśmy. Pewnie powiedzą, że wysłali oddziały do Afganistanu. Tak, zrobili to, ale te wojska zostawały na tyłach, z dala od linii frontu. Artykuł 5 NATO został uruchomiony tylko raz. Wojska Sojuszu wysłano do Afganistanu po zamachach z 11 września. Podczas interwencji u boku Amerykanów zginęło 1144 żołnierzy, w tym 43 z Polski. W sumie przez lata w misji uczestniczyło ponad 30 tys. naszych wojskowych. Podpułkownik Michał Pycio w Afganistanie był zastępcą dowódcy Task Force. Nie zgadza się z interpretacją amerykańskiego prezydenta. Trudno określić, gdzie jest ta linia frontu. Według generała Romana Polko, który również uczestniczył w misji w Afganistanie, Trump przekroczył czerwoną linię, a jego wypowiedź to czysty cynizm. Wojskowy apeluje o szacunek dla poległych i ich bliskich. Spotykam się czasem z ich rodzinami. Wtedy człowiek zdaje sobie sprawę, jak ogromną cenę nie tylko oni, bo zginęli, ale ich rodziny płacą za to, że wykonywali misję, wspierając Amerykanów. W obronie polskich żołnierzy stanął też wicepremier, szef MON, podkreślając jednoczenie, że Polska jest żelaznym sojusznikiem. Polska tym dowodem krwi i życia, zdrowia swoich żołnierzy dała dowód lojalności. Chciałbym, żeby wobec tego był powszechny szacunek. W Sejmie słychać też takie głosy. Temu wiceprzewodniczącemu klubu PiS wypowiedź Trumpa nie przeszkadza. Nie są oburzające. Pan prezydent Trump ma prawo być rozczarowany, że tylko 4 kraje europejskie przystąpiły do tego nowego ONZ. O interwencję do prezydenta Nawrockiego, który chwali się dobrymi stosunkami z Donaldem Trupem, zaapelował Radosław Sikorski. Zwierzchnik Sił zbrojnych na pewno upomni się o honor naszych żołnierzy. Słowa Trumpa o Afganistanie oburzyły także innych sojuszników w NATO, którzy pozytywnie odpowiedzieli na prośbę USA, by zwiększyć bezpieczeństwo w Arktyce. Amerykański prezydent odstąpił od zamiaru aneksji Grenlandii pod presją Europy. Kierowaliśmy się czterema zasadami: stanowczością z utrzymaniem otwartości na dialog, gotowością do działania oraz jednością. To podejście okazało się skuteczne i powinniśmy je utrzymać. Na Donalda Trumpa zadziały unijne groźby wojny handlowej. I choć szantaż okazał się skuteczny, to amerykański prezydent ostatnimi groźbami pogrzebał resztki zaufania europejskich sojuszników. Jeśli któremuś z nas będzie się grozić albo wywierać presję, to normalne, że będziemy stawać w jego obronie, używając naszych narzędzi odwetu, by odzyskać szacunek, tak jak miało to miejsce w tym tygodniu. Akceptujemy zwłaszcza w Polsce amerykańskie przywództwo, ale potrzebne jest zaufanie i szacunek między partnerami, a nie dominacja czy odwet. I to właśnie odbudowa zaufania może być najtrudniejsza. W wielu unijnych stolicach panuje przekonanie, że amerykański prezydent tym razem przekroczył czerwone linie Europy, wyrządzając stosunkom transatlantyckim nieodwracalne przynajmniej w najbliższym czasie szkody. Oskarżenia o stosowanie białoruskich standardów i próbę puczu. W Polsce 2050 znów gorąco. Kryzys narasta po nieudanych wyborach nowego lidera partii. Dziś Szymon Hołownia, który wczoraj apelował do partyjnych kolegów i koleżanek "opamiętajcie się", rozmawia z Pauliną Hennig-Kloską i Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Ta druga napisała do działaczy, że za chwilę z Polski 2050 nie zostanie cegła na cegle. Do czego prowadzi ta wojna domowa? Da się to posklejać jeszcze? Zawsze wszystko da się posklejać, tylko trzeba mieć dobry klej. W przypadku Polski 2050 to duże wyzwanie. Bo podział z dnia na dzień się pogłębia. Frakcje szymonitów, frakcje paulistów. My jesteśmy jak jeden wielki kościół katolicki ze swoimi zakonami. Które nie mogą się dogadać w sprawie sposobu wyboru nowego szefa. Po jednej stronie - Szymon Hołownia, kilku posłów i większość ministrów ze startującą na szefową partii Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Z drugiej - jej kontrkandydatka Paulina Hennig-Kloska i większość posłów. Po pierwszej turze wyborów ministra energii jest faworytką. Proces wyborczy chce zatrzymać Szymon Hołownia. Nikt nie będzie mnie przekonywał do tego, że święte zasady demokracji prowadza do takiego czy innego rozwiązania. Święte zasady demokracji doprowadziły do rozbiorów Polski. Były marszałek Sejmu proponuje więc, by zapomnieć o drugiej turze i ogłosić, że Polska 2050 ma dwie przewodniczące. Tłumaczy to temperaturą partyjnego sporu. Tych dwóch zamierza z partii usunąć. Paulina Hennig-Kloska mówi "nie" i domaga się, by zgodnie z tym, co ustaliły władze partii, wybory zakończyły się w tym miesiącu. Uważam, że procesy demokratyczne się kończy. Nie zmienia się reguł w trakcie gry. Nic mi nie wiadomo, by w naszym statucie było współprzewodnictwo. Jej kontrkandydatce to nie przeszkadza. W liście do członków partii proponuje współprzewodnictwo, bo, jak twierdzi, inaczej z Polski 2050 za chwilę nie zostanie cegła na cegle. Czy to jest walka o władzę? Mam nadzieję, że nie, ale tak to wygląda. Oliwy do ognia dolało ujawnienie przez Onet dyskusji na jednym z komunikatorów. Członkowie partii związani z Szymonem Hołownią jeszcze przed pierwszą turą planowali zatrzymać proces wyborczy. To ministra kultury. To wiceszefowa Kancelarii Premiera. I znów ministra kultury. Marta Cienkowska, pytana o poziom tej dyskusji, problemu nie widzi. Twierdzi, że język był swobody, bo rozmowa toczyła się w gronie dobrych znajomych. Ale jak się uderzymy młotkiem w palec, to też nie mówimy "o święta Tereso". Mówią ci, którzy na czacie byli. Ci, którzy nie mają wątpliwości nie tylko do warstwy językowej. Część osób uważa, że tylko Szymon to uratuje, tylko że Szymon Hołownia miał możliwość startowania i tego nie zrobił. Ja sama byłam zaangażowana w zbieranie podpisów dla niego, że gdyby zmienił zdanie, to żeby mógł to zrobić, napisał nam, że nie. Teraz Szymona Hołownia twierdził, że to obudziło demony. To pokazuje, do czego doprowadziła nas kampania wyborcza, do czego doprowadziło to, że zgodziłem się ustąpić z szefa ruchu. Polska 2050 będzie członkiem koalicji rządzącej. Mimo wszystko jesteśmy stabilną częścią koalicji 15 października. Koalicjantów to nie uspokaja, bo pojawiający się na horyzoncie rozłam to jeszcze trudniejsze do ułożenia puzzle. Najlepszym rozwiązaniem jest takie, w którym to środowisko się jednak opamięta, pójdzie po rozum do głowy, brutalnie powiem: tak się kończy amatorszczyzna polityczna. To tak jest, jak od razu z przedszkola chce się iść na studia wyższe. Egzamin z zawierania kompromisów wciąż jeszcze przed Polską 2050. Oglądają Państwo "19:30". W programie jeszcze m.in... Ukraińcy w heroicznej walce z przeszywającym zimnem. Sytuacja jest krytyczna. W wielu mieszkaniach w Kijowie nie ma prądu. Kilka tysięcy rodzin jest bez ogrzewania. W budynkach, które od ponad 10 dni pozostają bez ciepła, mróz rozrywa rury. Na pomoc Ukraińcom ruszyli także Polacy. W ciągu kilku dni udało się zebrać 5 mln zł. Decyzją premiera do Ukrainy trafią nagrzewnice i generatory. To jedna z uszkodzonych przez Rosjan elektrowni na zachodzie Ukrainy. Miała dawać ludziom ciepło, ale sama zamarza. Trudna sytuacja była 1,5 roku temu. Teraz jest krytyczna. Jesteśmy ostrzeliwani non stop. Tak jak dosłownie wszystkie tego typu obiekty w kraju. Putin na froncie wojny wygrać nie umie, dlatego chce zamrozić Ukrainę. Ci ludzie walczą, by nie zamarzła. Od naszej pracy zależy, czy ludzie będą mieli ogrzewanie. Ale potrzebujemy pomocy. Kraje europejskie coś tam nam przysyłają, ale wszystko już dawno wykorzystaliśmy. Na pomoc sąsiadom ruszyli Polacy. W ramach akcji "Ciepło z Polski dla Kijowa" w ciągu zaledwie 6 dni przekazali niemal 6 mln zł. Dziś na wschód ruszyły pierwsze transporty generatorów, m.in. z tego magazynu. Do Kijowa pojedzie też kilkaset urządzeń z rezerw rządowych oraz z Warszawy. Wszyscy widzimy te zdjęcia z Kijowa pozamarzanych klatek schodowych, szpitali, które nie funkcjonują, i ludzi, którzy opuszczają Kijów. O ewakuację z ukraińskiej stolicy dziś ponownie zaapelował do mieszkańców mer miasta Witalij Kliczko. Wezwał też do gromadzenia zapasów żywności, wody i lekarstw. Ostrzegł, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć. Teraz jest 8 stopni. Widzisz? Dziś rano było 7. Jak mamy tu żyć? Chcę stąd uciec. Boje się patrzeć na media społecznościowe i czytać, że nadlatuje więcej rakiet i setki Shahedów. Kiedy to czytasz, wpadasz w panikę. Los Iriny, tak jak i całej Ukrainy, przez najbliższe dwa dni będzie rozstrzygał się nie w -20, lecz w +20 stopniach tu, w Abu Zabi. Gdzie dziś doszło do pierwszego od czasu inwazji Rosji trójstronnego spotkania negocjatorów z Ukrainy, Rosji i USA. Ci przylecieli tu tuż po tym spotkaniu na Kremlu. Rozpoczęło się wczoraj chwilę przed północą i trwało niemal 4 godziny. Według oficjalnych komunikatów Moskwy było konstruktywne. Wysłannik Trumpa jeszcze w Davos wyraził optymizm co do możliwości zawarcia porozumienia kończącego konflikt. Myślę, że udało nam się sprowadzić wszystko do jednego problemu. I omawialiśmy różne jego wersje, a to oznacza, że jest on możliwy do rozwiązania. Ostatni punkt sporny wskazał prezydent Ukrainy. Chodzi o wschodnią część naszego kraju, chodzi o ziemię. To kwestia, która nie została jeszcze rozwiązana. Tyle że dla Kremla tylko jedno rozwiązanie wchodzi w grę - oddanie jemu Donbasu. I to mieli usłyszeć ludzie Trumpa od Putina. Bez tego trwały pokój według Moskwy nie będzie możliwy. Nieprzypadkowo kilka minut po rozpoczęciu rozmów Rosja poinformowała, że jej bombowce dalekiego zasięgu odbyły pięciogodzinny lot patrolowy nad Morzem Bałtyckim. To jasno pokazuje intencje Kremla. W Sejmie posłowie decydują o ograniczeniu sprzedaży alkoholu oraz reklamowaniu towarów z procentami. Dziś na stole były dwa projekty. Przygotowali je politycy Lewicy i Polski 2050. Pomysłodawcy zmian alarmują: łatwiej jest kupić alkohol niż świeże pieczywo. I tak nie może być. I proponują m.in. wycofanie alkoholu ze stacji benzynowych. Krytycy regulacji mówią, że uderzają one w prawo do prowadzenia legalnej działalności gospodarczej. Tu mogło dojść do tragedii. Nikomu nic się nie stało być może tylko dzięki reakcji dwóch kobiet. Obie ruszyły za kierowcą, który w okolicach Bielska jechał wężykiem na ekspresowej jedynce. Kierowca wysiadł z auta w takim stanie. Został zatrzymany przez policję. Badanie pozwoli nam stwierdzić, co w krwi tego mężczyzny płynęło. Płynęło prawdopodobnie wiele, a sytuacja ze Śląska nie jest odosobnionym przypadkiem. W zeszłym roku policja złapała ponad 95 tys. kierujących na podwójnym gazie. To niewielki wzrost w stosunku do wcześniejszych lat. Pijani za kółkiem i poza nim to codzienność. W Polsce 8 na 10 dorosłych osób pije alkohol. Co czwarty Polak sięga po procenty minimum raz w tygodniu. Żyjemy w takiej kulturze, że do tego alkoholu jesteśmy bardzo przyzwyczajeni, on reguluje nasze emocje radosne i te smutne. Towarzyszy nam przy rodzinnym stole. Niebawem kupić procenty może być trudniej. Ograniczeniami w sprzedaży alkoholu zajął się Sejm. Dwa projekty - Lewicy i Polski 2050 - trafiły do dalszych prac. Mamy 300 sklepów monopolowych na jednego mieszkańca. To naprawdę bardzo dużo. Łatwiej jest kupić alkohol niż świeże pieczywo. I tak nie może być. Powinniśmy zmierzać do racjonalnego, zdrowego stylu życia, w którym miejsca dla alkoholu w takich ilościach, w jakich teraz jest on spożywany, nie ma. Lewica chce m.in. ogólnopolskiego zakazu sprzedaży alkoholu w nocy. Polska 2050 chce decyzję oddać samorządom. Obecnie taki zakaz obowiązuje w 180 gminach. W wielu z nich spełnia jeden ze swoich celów, co pokazują policyjne statystyki. Zauważyliśmy trend, gdzie interwencji jest mniej w miastach, gdzie te obostrzenia i ograniczenia zostały wprowadzone. PiS też chce, by o nocnej prohibicji decydowały samorządy. Zakazujące w całym kraju, odbierające kompetencje samorządom. Uważam, że to jest nieporozumienie. Można to zrobić odgórnie ustawą, wtedy wszyscy będą mieli czyste ręce, rozwiązany problem i nie będą się musieli mierzyć z lobby alkoholowym osobno. Kolejne propozycje to zakaz reklamy i promocji alkoholu. To krok w dobrą stronę - słyszymy od eksperta. Choćby ze względu na wiek inicjacji alkoholowej. Lewica chce, by alkoholu nie można było kupić także na stacjach benzynowych. My jesteśmy za tym, żeby na stacji tankować, ale samochód, a niekoniecznie wlewać w siebie małpki. W odwodzie jest też projekt Ministerstwa Zdrowia. Ze wszystkich trzech projektów ma powstać jeden - wspólny. Myślę, że uda nam się stworzyć dobry, ostateczny projekt, który, mam nadzieję, znajdzie większość sejmową. Roczne koszty społeczno-ekonomiczne nadmiernego spożycia alkoholu szacuje się na 180 mld zł. Posłowie zdecydowali, że immunitet wiceministra obrony nie zostanie uchylony. Tego chciała opozycja. To pokłosie tzw. afery zegarkowej. W kwietniu ubiegłego roku Cezary Tomczyk pokazał dokumenty, które jego zdaniem świadczą o tym, że zakupiony za rządów PiS zegarek na prezent dla wiceministra obrony Korei Południowej trafił do jednej z ówczesnych pracownic resortu. Kto jest za? Kto jest przeciw? To była formalność. Sejmowa większość obroniła immunitet tego polityka KO. Ręce za odebraniem immunitetu podnieśli politycy PiS-u. I trudno się dziwić, bo sprawa dotyczy bliskiej współpracowniczki Mariusza Błaszczaka. Pani Glapiak uważa, że nie powinno się jej czynu nazywać złodziejstwem. Agnieszka Glapiak pracowała w Ministerstwie Obrony, gdy na czele resortu stał właśnie Mariusz Błaszczak. Po zmianie władzy przeprowadzono audyt i okazało się, że zegarek Longines o wartości 6000 zł ginie. Odnajduje się po wizycie Żandarmerii Wojskowej w mieszkaniu Agnieszki Glapiak. Jak ten zegarek trafił do mieszkania pani Glapiak? A co ja mam teraz spekulować, że on go teraz... Po pierwsze, jeśli mówi to minister Tomczyk, nie ma pewności, że on tam rzeczywiście trafił. Tyle że ustalenia MON-u potwierdza też prokuratura. Zegarek miał być prezentem dla delegatów Ministerstwa Obrony Korei Południowej, ale... Delegacja koreańska składała się z samych chłopów. A zakupiony zegarek był damski. Do tego na ministerialnych serwerach odkryto ten mail. Wysłany od pani Glapiak do pani Lewandowskiej, ówczesnej dyrektor generalnej w MON-ie, o treści: "Taki sobie wybrałam" wraz z wizerunkiem zegarka Longines. Agnieszce Glapiak nie spodobały się takie wypowiedzi wiceministra obrony. Cenne przedmioty trafiały do kieszeni współpracowników ministra obrony narodowej pana Błaszczaka. Glapiak pozwała Tomczyka za zniesławienie. W przesłanym nam oświadczeniu twierdzi, że nie można nazywać jej mianem "złodziejki", bo nie ma zarzutu przywłaszczania, ale o tym zarzucie w oświadczeniu Glapiak już nie wspomina. Przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Agnieszka Glapiak odwraca kota ogonem - słyszymy od rządzących. Pani Glapiak ma kłopoty, a nie minister Tomczyk. Nie ma w ogóle przestrzeni, żeby pozwolić pani Glapiak na zamulanie rzeczywistości. Dlatego o zdjęciu mu immunitetu nie ma mowy. Ja nie znam innego słowa niż kradzież na przywłaszczenie przedmiotu, który nie powinien do tej osoby trafić. Ale Agnieszka Glapiak nie jest skazana. Oczywiście. I tu wchodzimy w pewne niuanse. Ja nazywam rzeczy po imieniu. Agnieszka Glapiak rok przed zmianą władzy została wybrana z rekomendacji PiS przez Sejm do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji powinien być nieskazitelny, czyściutki, a tymczasem babka, zamiast iść do sklepu i kupić, przywłaszczyła sobie zegarek, który był na prezenty z Ministerstwa Obrony Narodowej. Do tego Glapiak ma też zarzuty za pomoc ówczesnemu szefowi MON-u w odtajnieniu i ujawnieniu fragmentów planu użycia Sił Zbrojnych RP "Warta". Mieszkańcy Chrzanowa, Trzebini i Oświęcimia w Małopolsce mają dość Janiny. To kopalnia, w której węgiel kopie się coraz głębiej, a konsekwencje są coraz poważniejsze - pękające ściany i uciążliwe wstrząsy w dzień i w nocy. Wczoraj najmocniejszy osiągnął magnitudę powyżej 3 stopni. Czuć, jak trzeszczy cały dom. Mówią przerażeni ludzie i pytają, jak żyć w takich warunkach. To była masakra. Ja myślałam, że tracę przytomność. To było takie zawirowanie, że wszystko się zatrzęsło. Źródłem Zakład Górniczy "Janina" w Libiążu. Wstrząsy były odczuwalne w okolicach Chrzanowa, Trzebini i Oświęcimia. Trzęsienie mocniejsze niż dotychczas, najmocniejsze chyba, jakie do tej pory były. W ciągu czterech dni zanotowano kilkanaście wstrząsów. Wczorajsze były najsilniejsze. Wpłynęło około 30 zgłoszeń. Nie ma informacji o poszkodowanych. Mieszkańcy zgłaszali fakt tego, że trzęsie się dom, przesuwają się meble. Ludzie odczuwają wstrząsy od lat. Alarmują, że pękają ściany. Boją się trwałych uszkodzeń budynków. Niekiedy rzeczy spadają z półek, albo po prostu wszystko się trzęsie w domu. Mam też trzyletnią córkę i ona to już w ogóle jest wystraszona. Ludzie też tutaj opowiadają, że domy pękają. Tak na nagraniu wyglądają wstrząsy. To film z poprzednich lat z kamer monitoringu. I to jest bardzo częsty widok. W zeszłym roku odnotowaliśmy w naszej górnośląskiej regionalnej sieci sejsmologicznej ponad 400 takich wstrząsów. Kopalnia zapewnia, że prowadzi kontrolę wstrząsów i robi co może, by je ograniczyć. Spółka i służby techniczne kopalni stosują szeroko zakrojoną profilaktykę przeciwtąpaniową, która ma ograniczyć ilość i energię tych wstrząsów. Wstrząsy są nieodłącznym elementem prowadzenia wydobycia. I one będą występować. Nawet jeśli prace w kopalni Janina zostałyby wstrzymane. Kopalnie przestaną wydobywać, ale zostaną jeszcze 3 rzeczy po kopalniach. Orkiestry dęte, związki zawodowe, a najdłużej szkody górnicze. I choć można się starać się o odszkodowania od kopalni, to mieszkańcy czują się ignorowani. Jesteśmy wskazywani jako ludzie, którzy ulegają masowej halucynacji, że to przecież niemożliwe. Czuć i słychać, jak trzeszczy cały dom. Takie drżenie. Kopalnia węgla kamiennego Janina działa nieprzerwanie od 1907 roku. To pierwsza taka sprawa w Polsce. Ruszył proces o kradzież głosu z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Głosu lektora Jarosława Łukomskiego użyła produkująca przydomowe szamba spółka z Karpina. Firma broniła się stwierdzeniem, że głos nie jest w polskim prawie chroniony. Ten spór może dać wytyczne, jak w praktyce stosować przepisy dotyczące nowych technologii. Głosem, który doskonale znamy z dużych produkcji. Jarosław Łukomski lektorem jest od ponad czterech dekad. Nigdy nie podpisywał umowy na udział w reklamie spółki produkującej szambo. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie walczył o swój wizerunek w pierwszym takim procesie w Polsce - o kradzież głosu przy użyciu sztucznej inteligencji. Mój głos, co do tego nie ma wątpliwości, wypowiadający słowa, których w życiu nie widziałem i nie zostałem poproszony o ich odczytanie. To był wielki szok. Według pełnomocniczek pozwanej spółki głos należy do kogoś innego. Ale na sali sądowej nie były w stanie wskazać, do kogo konkretnie. Zapewniały też, że nie wiedzą, jak powstała reklama. A tak sprawę tłumaczy prezes spółki. Pytanie, kto sprawił, że głos lektora był wcześniej dostępny na portalach typu YouTube, Facebook, z których sztuczna inteligencja się uczy i korzysta. Byliśmy pewni, że postępujemy zgodnie z prawem. Nie ma nic za darmo. Tak jak samochód pozostawiony na ulicy na silniku na parkingu nie upoważnia do odjechania. Tu mamy do czynienia z taką sytuacją. Zanim została usunięta, reklamy wygenerowały około 400 tys. wyświetleń. Lektor domaga się wynagrodzenia za wykorzystanie jego wizerunku oraz zadośćuczynienia - 50 tys. zł - za naruszenie dóbr osobistych. Prezes pozwanej spółki zaapelował o polubowne rozwiązanie sprawy. Taka historia mogła przydarzyć się każdemu. Brak odpowiednich przepisów dotyczących sztucznej inteligencji, na co powoływał się prezes pozwanej spółki, nie oznacza, że jest to sfera nieuregulowana. Choć warto w przyszłości zadbać o szersze rozwiązania. Istnieje pewien potencjał, żeby replikować to, jak dana osoba wygląda, żeby replikować nagrania. Sprawa poruszyła całe środowisko lektorskie. Jest to kradzież, a brzmienie tego głosu w tej reklamie absolutnie należy do Jarka Łukomskiego. Ten wyrok może stać się precedensem. Rozstrzygnięcie, czy sam głos podlega takiej samej ochronie prawnej, jak nagranie człowieka. Twa mobilizacja przed niedzielnym finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tysiące ludzi ściga się na pomysły, jak wspomóc zbiórkę. Są licytacje, które biją rekordy, a niektórzy ćwiczą formę przed jutrzejszym biegiem. Na błoniach Stadionu Narodowego prawie wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Na błoniach Stadionu Narodowego w Warszawie ostatnie przygotowania przed wielkim finałem. Tu będzie tętniące życiem miasteczko, a w nim wiele atrakcji. Finał rozpocznie się w niedzielę, ale już jutro wystartuje tu 20. Bieg "Policz się z cukrzycą". Jak co roku dochód z biegu będzie przeznaczony dla kobiet w ciąży, które chorują na cukrzycę. Fundacja kupuje dla nich najnowocześniejsze pompy insulinowe. Biegnijcie całymi rodzinami. Wasze zwierzęta też mogą taką koszulkę dostać. I w ten sposób robimy przepiękną pętlę Mostem Świętokrzyskim. W niedzielę na ulice Polski ruszy 120 tysięcy wolontariuszy z 1700 sztabów. Dobro zawsze wraca i warto zawsze pomagać innym, bo nigdy nie wiadomo, kiedy może nam się to zwrócić. Orkiestra zagra też na świecie. M.in. w Bangkoku, Chicago, w Hiszpanii. Ma być kolorowo, ma być głośno. A także z polarnikami na Arktyce. Siema! Pozdrawiamy. Na aukcjach dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przybywa niecodziennych przedmiotów. Ich wartość przekracza 12 mln zł. Licytować można np. portret wyobrażonego przodka Roberta Makłowicza. To jest bardzo śmieszna rzecz, czyli moja, za przeproszeniem, gęba, mundur niezwykle pompatyczny, kot na kolanach. Teraz to mogę nawet z lodówki wyskoczyć, i to w twoim domu, zupełnie na serio. Na najmniejszy koncert świata może wpaść Krzysztof Zalewski. Aktorzy filmu "Furioza" zapraszają na plan zdjęciowy. I pamiętajcie: Furioza swoich nie zostawia. Damięccy - też nie. Licytujemy. Autor podcastu Imponderabilia oddał na licytację stół, przy którym prowadzi wywiady. Redakcja "19.30" zaprasza do licytowania dnia z naszymi dziennikarzami.