Waga s¾#w. Mocna odpowiedź sojuszników na słowa Donalda Trumpa o żołnierzach walczących w Afganistanie. Piekło zwierząt. Schronisko dla bezdomnych zwierząt zamknięte po protestach mieszkańców i kontroli weterynarzy. Bieg z misją. Setki osób policzyło się z cukrzycą podczas biegu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dobry wieczór, zapraszam na "19.30". Nieprawdziwe, niesprawiedliwe, krzywdzące - to tylko niektóre z komentarzy po tym, jak amerykański przywódca umniejszył w drastyczny sposób rolę żołnierzy NATO w Afganistanie. Krytyka płynie zewsząd, a do słów odnieśli się również polscy przywódcy. Zamiast przeprosin, zastępczyni rzecznika Białego Domu przekazuje światu komentarz: "prezydent Trump ma rację". Jeździliśmy w jednym samochodzie, nasz patrol był mieszany, czyli były pojazdy zarówno amerykańskie, jak i polskie, i wykonywaliśmy tą samą robotę. Tomasz Kloc walczył w wojnach w Iraku i w Afganistanie. Tak skończyła się dla niego jedna z akcji. Został ciężko ranny w wybuchu miny pułapki. Rany uda, brzucha, ręki, oczu, tak że bardzo wielonarządowe. "Naval" brał udział w 200 operacjach bojowych. Zawsze od naszych amerykańskich przyjaciół słyszałem "good job" i "thanks brothers" i naprawdę tych poklepywań po naszych ramionach było mnóstwo. Weterani nie mogą pogodzić się z tymi słowami Donalda Trumpa o sojusznikach z NATO. Nigdy ich nie potrzebowaliśmy, właściwie nigdy ich o nic nie prosiliśmy. Pewnie powiedzą, że wysłali oddziały do Afganistanu. Tak zrobili to, ale te wojska zostawały na tyłach, z dala od linii frontu. Adrian Tomaszkiewicz i jego koledzy ramię w ramię z Amerykanami walczyli z Talibami na najtrudniejszych terenach na wschodzie i południu kraju. Skandaliczne te słowa prezydenta Trumpa. I mnie to boli, bo ja tam straciłem wielu kolegów. To oni często stanowili trzon wielu działań bojowych w amerykańskich wojnach. Nie wszyscy wrócili do kraju, o czym przypomniał w mediach społecznościowych premier. Domagam się i oczekuję powszechnego szacunku wobec weteranów wojska polskiego, wobec weteranów misji zagranicznych. Minister obrony narodowej we wpisie wymienił wszystkich 44 poległych Polaków w misji w Afganistanie. W piątkowy wieczór prezydent Karol Nawrocki w mediach społecznościowych też napisał o ofiarach wojny w Afganistanie. Wyraził swój pogląd w mediach społecznościowych, podpisuje się pod tymi słowami pana prezydenta. We wpisie Karola Nawrockiego nie ma jednak odniesienia do Donalda Trumpa. Ale tu też nie ma słowa o Donaldzie Trumpie. Rządzący mówią o niewystarczającej reakcji prezydenta na słowa sojusznika z USA. Ja bym oczekiwał, ze prezydent Nawrocki wystosuje oficjalny list do prezydenta Trumpa. Jeżeli rzeczywiście ma dobre relacje z Białym Domem, to powinien sięgnąć po telefon i wytłumaczyć prezydentowi Trumpowi, że tego typu słowa nigdy nie powinny paść. Będzie wykorzystywał każdą okazję, żeby też o tym przypominać. Teraz mógłby zadzwonić do Donalda Trumpa i mu o tym przypomnieć? Ale proszę mnie nie namawiać, polityka skromnego, do ustawiania agendy politycznej prezydenta. Okazja na zwrócenie uwagi była już w Davos, gdzie obaj politycy spotkali się w cztery oczy. Bo już na szczycie w Szwajcarii padły takie słowa o NATO. Nigdy o nic nie prosiliśmy i nigdy nic nie dostaliśmy. Prezydencki minister twierdzi, że podczas rozmowy Trump nazywał polskich żołnierzy wspaniałymi wojownikami, choć nieznany jest kontekst tej wypowiedzi. Oskarża też rząd o atakowanie prezydenta. Rozumiem, że prezydencki urzędnik chce bronić prezydenta, ale najpierw trzeba bronić polskiego munduru. Brytyjskiego munduru po słowach Trumpa tak bronił premier Wielkiej Brytanii. Uważam słowa prezydenta Trumpa za obraźliwe i, szczerze mówiąc, przerażające. I nie dziwię się, że wyrządziły tak wielki ból bliskim tych, którzy zginęli lub zostali ranni. O poglądzie Trumpa w sprawie NATO przypomniał dziś Biały Dom. Prezydent Trump ma rację, wkład Ameryki w NATO przyćmiewa wkład innych krajów. Karol Nawrocki mógł dziś publicznie wypowiedzieć się w tej sprawie w czasie wizyty litewskiego prezydenta w Polsce. Do słów Donalda Trumpa się nie odniósł. Były już konferencje o zdrowiu i Warszawie. A tym razem partia Jarosława Kaczyńskiego w ramach prac nad programem rozmawiała o rolnictwie. Winnym podpisania umowy z krajami Mercosur według największej partii opozycyjnej jest rząd, a minister rolnictwa powinien zapłacić za to stanowiskiem. O temacie, którym według PiS "trzeba grzać", ale niekoniecznie zgodnie z faktami. W niewielkiej mazowieckiej wsi najważniejsi politycy PiS. I ten apel. Jeśli wieś nas poprze, a to warunek naszego zwycięstwa, jeśli nie będzie słuchała różnych opowieści, to wrócimy do zrównoważonego rozwoju. Wrócimy do wielkiego rozwoju polskiej wsi. Za plecami Jarosława Kaczyńskiego trzy hasła. Wśród nich "Stop Mercosur". Bo politycy PiS jak mantrę powtarzają, że byli i są przeciwni umowie handlowej z krajami Ameryki Południowej. W obliczu takich protestów rolników PiS chce pokazać, że stoi z nimi w ramię w ramię. Gdybyśmy my rządzili pod przewodnictwem pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, dzisiaj Mercosuru nie byłoby, nie byłoby problemu z Mercosurem. Problem w tym, że problem z Mercosurem powstał, gdy to PiS był przy władzy - odpowiadają rządzący. Ja zawiniłem, ale ty jesteś tak naprawdę odpowiedzialny za to. Czegoś takiego nie widziałem w polskim parlamencie od lat. Negocjacje w sprawie umowy z Mercosur zamknięto w 2019 roku, w samym środku rządów Zjednoczonej Prawicy. A politycy prawicy tak ją zachwalali. Polska jest zwolennikiem zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Wspólnym Rynkiem Południa. Niezależnie od jakiegoś niewielkiego importu polscy rolnicy będą konkurencyjni. Polska zdecydowanie popiera rozwój wielostronnych umów handlowych, do których na pewno należy umowa z Mercosurem. Dziś PiS powtarza, że jest umowie z Mercosurem przeciwny. I skutecznie zabiegaliby o jej zablokowanie. Jeśli doszłoby za naszej sytuacji do głosowania na Radzie Europejskiej, premier Mateusz Morawiecki objechałby 25 stolic i zebrałby grupę państwa, która by tę umowę zablokowała. To, co już było po grudniu 2023 roku, to był to już finał, w którym się niewiele dało zrobić. Obecny rząd mniejszości blokującej nie zebrał. W gronie przeciwników umowy były jeszcze: Francja, Węgry, Austria i Irlandia. Języczkiem u wagi były Włochy. PiS chwalił się świetnymi relacjami z premier Giorgią Meloni. Do zablokowania umowy z Mercosur przekonywał ją prezydent Karol Nawrocki. Nie było konkretów i konkretnej deklaracji. Umowy nie udało się zablokować. Gdyby PiS dołożył swoją cegiełkę, czyli pan Nawrocki przekonał Włochy, pan Kaczyński, rozmawiając z panią Meloni, poruszył sprawę Mercosuru, to może ta umowa byłaby zablokowana. Pytanie, które nam często zadają. No dobrze, rządziliście 8 lat. Dla PiS-u to pytanie trudne, bo w tym czasie zachwalał unijny Zielony Ład, który krytykował już po zmianie władzy. Nie widział też problemu w napływie zboża z Ukrainy, który blokował dopiero u schyłku rządów. Stąd teraz pudrowanie rzeczywistości, bo jak mówi ekspert, partia Jarosława Kaczyńskiego musi walczyć o swój żelazny, wydawało się, elektorat. Kiedyś to był główny elektorat PSL-u. Już od 2015 roku PiS ten elektorat wiejski PSL-owi odebrał, a dziś rywalizuje z Konfederacją. Która ostro krytykuje PiS za umowę z Mercosur. To jest "19.30" w sobotę, dziś jeszcze: Protest przed schroniskiem w Sobolewie. Nie rozumiem, jak ludzie mogli doprowadzić do czegoś takiego. Musimy coś zrobić, żeby zmienić to prawo. I koniec piekła zwierząt. To już dawno powinno być zamknięte. Zaczęliśmy zauważać nieprawidłowości, które tam występowały. To jakieś kuriozum. On był taki roztrzęsiony, jak go odbierałem, teraz został przeze mnie adoptowany. To była wymowna cisza. Cisza, która jest sprzeciwem. Ulicami Jeleniej Góry przeszedł marsz upamiętniający tragiczną śmierć 11-letniej Danusi. Przemoc rówieśnicza to zjawisko, które się rozszerza i oznacza kolejne ofiary. Dlatego, jak mówią organizatorzy marszu, po chwili refleksji muszą jak najszybciej przyjść konkretne działania. Cisza przemawia najgłośniej. Tym marszem mieszkańcy, nie tylko Jeleniej Góry, uczcili pamięć 11-letniej Danusi. Dziewczynki, która zginęła ugodzona nożem w pobliżu szkoły. Żeby okazać solidarność z rodziną, żeby uczcić pamięć Danusi. Tragedia w połowie grudnia wstrząsnęła całą Polską. Śmiertelne ciosy 11-latce zadała jej rok starsza koleżanka ze szkoły. Żeby zasygnalizować, że jest problem i żeby zrobić wszystko, żeby w przyszłości już więcej takie rzeczy nie miały miejsca. Życzę wszystkiego dobrego tym rodzicom. Mam nadzieję, że się podniosą z tego wszystkiego i że my jesteśmy tutaj właśnie dla nich. To oddolna inicjatywa, jak mówią organizatorzy, rodziców i osób przejętych tragedią. I wnioski są. Wyraźnie wybrzmiały w liście rodziców Danusi. Nasze życie zostało złamane. Pilnie musi wejść w życie ustawa o ochronie dzieci w środowisku cyfrowym. W ślad za takimi krajami jak Australia, Wielka Brytania czy Dania. Lincz, hejt, plotki, brzydkie zdjęcia - nie rozumiem, czemu ma to służyć. Totalne bagno i my w tym bagnie pozwalamy, żeby dzieci w nim były. Bo cyberprzemocy, nowej formy agresji, jest coraz więcej. Doświadcza jej nawet 36% młodzieży. Pokazują to badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. A przemoc w różnych formach dotyka już 2/3 uczniów. Bardzo przeżywamy, bo akurat to nasza sąsiadka za ścianą, prawie że wnuczka. No co powiedzieć, tragedia. Jako lekarze patrzymy na agresję jako na objaw, jak na sygnał, który dzieci dają nam dorosłym i my powinniśmy go umieć odczytać, przetworzyć i pomóc dziecku. I zdążyć przed tragedią. W listopadzie wyszło na jaw, że 14-latek planował atak na jedną z poznańskich podstawówek - na liście osób do zabicia miał 6 uczniów i 4 nauczycieli. Zaledwie tydzień temu w Jastrzębiu Zdroju 16-latek zaatakował o 3 lata młodszego chłopaka. Maczetą. Wszystko nagrywała jego koleżanka. W momencie, kiedy dziecko czuje się zagubione, bezsilne, bezradne, to ta agresja daje takie poczucie mocy i chwilowej ulgi. Ostrzeżeniem może być izolowanie się dziecka i jego ucieczka w internet. Podczas cichego marszu w Jeleniej Górze organizatorzy rozdali uczestnikom kilka tysięcy bransoletek wykonanych przez uczniów, rodziców i nauczycieli. Danusia kochała robić bransoletki i obdarowywała nimi wszystkich, jako znak takiej swojej dobroci, przyjaźni. Marsz ma otworzyć oczy i rodzicom, i rządzącym. Pozwalamy na to, żeby dzieci wychowywał bezduszny, wirtualny świat, w którym nikt im nie pokaże, gdzie jest granica, której przekraczać nigdy nie wolno. Zamknięte kolejne miejsce, gdzie zwierzęta doznawały okrucieństwa z rąk tych, którzy w teorii mieli sprawować nad nimi opiekę, a stworzyli im piekło. Chodzi o schronisko w Sobolewie. Protesty mieszkańców i aktywistów odniosły skutek. O tym, że od psów możemy uczyć się miłości, wierności i charakteru, napisał premier. I to jest prawda, wiem coś o tym. Tłum ludzi, którym los zwierząt nie jest obojętny przed urzędem gminy w mazowieckim Sobolewie. Nie godzimy się na takie traktowanie zwierząt. To kolejny protest przeciwko działalności schroniska "Happy Dog", czyli "Szczęśliwy pies". Zdaniem aktywistów i wolontariuszy to, co przeżywały zwierzęta w tym azylu, całkowicie przeczy tej nazwie. Widzieliśmy zwierzęta, które trafiały w dobrym stanie, a po pewnym czasie bycia tam to była skóra i kości. Pies padł z wycieńczenia na spacerze. Dostaliśmy informację, że to dlatego, że ma nowotwór, natomiast tego nowotworu nie miał. On po prostu był tak wycieńczony. Podobnie jak ten pies na zdjęciu, który cudem został wyciągnięty ze schroniska przez wolontariuszy i dopiero pod koniec życia poznał ciepły dom. Ale na krótko, właśnie przez swój stan zdrowia. Tracił wzrok w schronisku, później się okazało, że miał silną jaskrę, musieliśmy usunąć mu gałkę oczną, potem musieliśmy usunąć mu zęby. Na koniec został mu już tylko strach. Takich historii w Sobolewie było setki. Według wolontariuszy i aktywistów, właściciel schroniska robił wszystko, by psy nie trafiały do normalnych domów. Jeśli piesek był gdzieś znaleziony bezdomny, to osoby, które go znalazły, obawiały się o zgłoszenie tego pieska, żeby ten piesek nie trafił do Sobolewa, bo wtedy zostanie tu do śmierci. Prowadzący schronisko Marian D. już 8 lat temu został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. Do dziś nie usłyszał jednak wyroku. To jest kpina, wójt ma wiedzę od 8 lat o tym, że ten człowiek stoi pod zarzutami znęcania się nad zwierzętami i to mu absolutnie nie przeszkadza, aby kontynuować umowę dzierżawy. O rozwiązanie której mieszkańcy i aktywiści apelowali od lat. Dziś też byli pod urzędem gminy. Poseł na sejm RP, zostałem poinformowany o tym, że mam porozmawiać z panem komendantem i mam możliwość interwencji poselskiej. Dziś usłyszeli dobrą wiadomość. Powiatowy lekarz weterynarii zamknął dziś to schronisko. Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie. To nie koniec, tylko początek - zapowiada szef MSWiA. Ruszyliśmy z interwencyjnymi kontrolami schronisk dla zwierząt. Będą one trwały dalej. Nie będzie przyzwolenia na barbarzyństwo. Kontrole ruszyły po ujawnieniu skandalicznych warunków, w których żyły zwierzęta w schronisku w Bytomiu. Miasto po licznych protestach rozwiązało umowę z prywatną firmą zarządzającą schroniskiem. Teraz trwa walka o nowy tymczasowy dom dla prawie 200 psów i kotów z Sobolewa. Uratowanych dzisiaj z piekła, jakie zgotowali im ludzie. Bieszczadzkie lasy. Po jednej stronie uzbrojeni myśliwi gotowi do zimowego polowania. A naprzeciw nich kobiety, członkinie koła grzybiarskiego Rydz. To było bezkrwawe starcie, bo kobiety zdołały powstrzymać myśliwych przed zabijaniem zwierząt. A zajście prowokuje dyskusje wokół polowań w Puszczy Karpackiej, a także granicach prawa łowieckiego w Polsce. Miało być polowanie, było zimowe grzybobranie. Myśliwych z Bieszczad powstrzymali społecznicy z Koła Grzybiarskiego Rydz. Ja mogę panu zaśpiewać na przykład, jaka pan lubi kolędę? W takich warunkach myśliwi zrezygnowali z oddania strzałów. Gorącą atmosferę sporu z początku spotkania ostudził humor grzybiarek. No i grzyby wszystkie podeptali. Chodzili z tymi pukawkami, a my z babami poszłyśmy na grzyby, kolędy śpiewałyśmy. Myśliwym humor się udzielił i ostatecznie zrezygnowali z polowania. Komu jeszcze herbatki, a dużo tego macie, wystarczy. Chłopaki, chodźcie na herbatę. Inicjatywa obrońców przyrody ożywiła dyskusję o granicach bezpieczeństwa i swobody myśliwych. Mamy szereg patologii, które dzieją się w myślistwie i w tym, jak myślistwo w Polsce funkcjonuje, no i tym, że obywatele chcą jednak korzystać z lasu w inny sposób, a nie być wypraszanymi przez myśliwych. Takie sytuacje regulują konkretne przepisy: Wy czy my powinniśmy bazować na prawdziwej wiedzy. Z jednej strony to prawo łowieckie, które jasno określa sytuację dostępu do lasu w trakcie polowań: "Kto celowo utrudnia lub uniemożliwia wykonywanie polowania, podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku." Uważam, że przerywanie polowania jest złamaniem prawa, myśliwi wykonują zadnia, które są regulowane przez właśnie ustawę - Prawo łowieckie. Należy do zadań myśliwych przede wszystkim gospodarka łowiecka i jest częścią gospodarki narodowej. Z drugiej strony każdy obywatel ma prawo swobodnego dostępu do lasów państwowych. Świetna okazja, żeby zbierać grzyby, których nie ma w innych porach roku albo takie, które najłatwiej jest znaleźć w styczniu, przykładowo płomienice zimową, boczniaka ostrego, ostrygowate lub uszaka bzowego. W tej dyskusji nie o grzyby jednak chodzi, a o przyszłość polowań i zabezpieczenie. Polowania są elementem ingerencji w naturalne procesy, to przede wszystkim regulujemy pogłowie i tak naprawdę myślistwo w obecnym kształcie to jest nic innego jak biznes. Myśliwi również powinni w swoich szeregach jako polski związek łowiecki podjąć działania, które będą zmierzały do ograniczenia tych przypadków, ale pamiętajmy, przypadki z użyciem broni będą się zdarzały, zdarzają się w służbach. Zbiorowe polowanie powinny być zgłaszane w urzędach gminy, powinny pojawić się ogłoszenia w internecie i na głównych duktach leśnych. Indywidualne polowania takiej procedury nie wymagają, wystarczy poinformowanie własnego koła łowieckiego o zamiarze wyjścia do lasu. Trójstronne rozmowy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, dyplomacja - to wszystko nie znaczy wiele. Bo, jak pisze minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, po nocnych atakach Rosji na ukraińskie miasta "rakiety uderzyły nie tylko w naszych obywateli, ale także w stół negocjacyjny". Po ataku kolejne tysiące budynków mieszkalnych w Ukrainie pozostaje bez ogrzewania i prądu. Ogniem i krwią Putin znaczy kolejne miejsca na mapie Ukrainy. To mieszkanie w jednym z bloków w Charkowie zamienił w stertę gruzu. W gruzach legło też życie tych ludzi. Rosjanie zbombardowali szpital, porodówkę i akademik dla uchodźców. To był potężny atak. Charków już wcześniej był celem takich ostrzałów, ale tym razem zniszczenia są bardzo poważne. Ale Putin na celownik wziął przede wszystkim Kijów. Niszczy konsekwentnie i bezlitośnie od tygodni. To moment uderzenia drona w jeden z domów. A Rosja wystrzeliła ich setki, głównie w obiekty energetyczne. W największym tegorocznym ataku na ukraińską stolicę wykorzystała też ciężkie pociski przeciwokrętowe. Ich głowica bojowa waży tonę. Za nami kolejna ciężka noc. Kolejne bombardowania w Kijowie. Wróciliśmy do punktu wyjścia. Znów nie mamy ogrzewania, znów nie mamy prądu i w wielu mieszkaniach nie ma wody. Kiedy wróci - nie wiadomo. Moment, w którym nastąpił rosyjski atak, jest wymowny. Tak właśnie Kreml prowadzi negocjacje. Nie za pomocą słów, a dronów i bomb. Wystrzelił zaledwie kilka godzin po rozpoczęciu pierwszych bezpośrednich trójstronnych rozmów pokojowych. W Abu Zabi i wczoraj, i dziś rozmawiali ze sobą przedstawiciele Ukrainy, Rosji oraz USA. Ale nie dyplomaci, tylko w większości wojskowi i zaufani ludzie Trumpa. Na czele rosyjskiej delegacji stał szef wywiadu wojskowego GRU. Ukraińskiej - szef Rady Bezpieczeństwa i Obrony oraz szef administracji prezydenta, który również jest byłym szefem wywiadu wojskowego. Był też głównodowodzący ukraińską armią i amerykańscy dowódcy. Rozmowy dotyczyły m.in. kwestii stref buforowych i mechanizmów jej kontroli. Według Zełenskiego były konstruktywne. Ale o przełomie mowy nie ma. Z prostego powodu. Konieczne jest, aby nie tylko Ukraina chciała zakończyć tę wojnę i osiągnąć pełne bezpieczeństwo, ale aby podobne pragnienie pojawiło się również w Rosji. Ta niezmiennie domaga się oddania ukraińskiego Donbasu, którego nie zdołała w całości zająć jej armia. A na to zgody ani Kijowa, ani Ukraińców, nie ma. Dopóki nie uzyskamy przewagi fizycznej na polu bitwy, jakiejś, jak powiedział Trump, silnej karty, nic z tego nie wyjdzie. Rosja rozumie tylko siłę. Negocjacje nie dają nam nadziei na poprawę sytuacji. Naszą jedyną nadzieją jest wytrwałość naszego narodu. Następne takie spotkanie może się odbyć w przyszłym tygodniu. 5-letnie dziecko użyte przez agentów jako żywa przynęta do wywabienia z domu dorosłych. Ten szokujący sposób walki z imigracją w USA dolał oliwy do ognia i potęguje protesty w Minneapolis, które od tygodni znajduje się na celowniku służb federalnych. Choć władze się tłumaczą, to wzburzenie tłumu nie mija. "Shame", czyli "hańba". To reakcja tłumu na aresztowanie blisko stu duchownych. Zgromadzili się przed międzynarodowym lotniskiem Minneapolis St. Paul, by nakłonić amerykańskie linie lotnicze do odmowy transportu osób zatrzymanych przez Urząd do spraw Imigracji i Egzekwowania Ceł. Bóg patrzy na to okrucieństwo i płacze. To okrucieństwo to trwające od blisko 2 miesięcy represje wobec imigrantów w stanie Minnesota. Protestują przeciwko nim nie tylko duchowni. Na ulice miasta Minneapolis wyszło w piątek kilka tysięcy ludzi. Jest zimno: na termometrach -29 stopni. Ale protestujących, jak twierdzą, rozgrzewa słuszny gniew. Ta chłodna pogoda nie powstrzyma nas przed robieniem tego, w co wierzymy. Oprócz demonstracji, blokada ekonomiczna, jak nazywają to organizatorzy protestów. W całym stanie Minnesota w geście solidarności właściciele zamknęli ponad 700 firm. I zapewniają demonstrującym wsparcie. Organizujemy darowizny dla dotkniętych rodzin, rozwieszamy transparenty, zapewniamy przekąski i ogrzewacze do rąk. Były też apele do mieszkańców, by nie posyłali dzieci do szkoły, nie szli do pracy ani na zakupy. Bezpośrednim impulsem do piątkowych protestów było zatrzymanie 5-letniego Liama Ramosa. Chłopiec wracał z tatą z przedszkola. Na posesji przed ich domem czekali na nich agenci urzędu do spraw migracji. Liam był jak sparaliżowany. Nie płakał, ale wyglądał na bardzo przestraszonego. Świadkowie zdarzenia są zgodni: funkcjonariusze poprosili malca, by zapukał do domu. Wykorzystali dziecko jako przynętę. Teraz Liam i jego tata przebywają w ośrodku detencyjnym w Teksasie. Jeśli ktoś pamięta dzieci w klatkach sprzed 8 lat, to właśnie tam rząd utrzymuje jednostki rodzinne. Pytanie, które zadają sobie sąsiedzi Liama, brzmi: dlaczego? Administracja Donalda Trumpa przekonuje, że celem operacji był ojciec chłopca, a funkcjonariusze jedynie zabezpieczyli dziecko. Co niby mieli zrobić? Mieli pozwolić 5-latkowi zamarznąć na śmierć? Mieli nie aresztować nielegalnego imigranta w USA? Ale adwokat rodziny odrzuca tę argumentację. Rodzina Ramos wjechała do USA przez oficjalne przejście graniczne i starała się o azyl - zapewnia. Rodzina przestrzegała wszystkich ustalonych procedur, stawiała się na rozprawy sądowe, nie stwarzając żadnego zagrożenia ani ryzyka ucieczki. Liam nie jest jedyny. Jedna z lokalnych szkół przyznała, że w tym tygodniu funkcjonariusze urzędu do spraw imigracji zatrzymali w sumie 4 jej uczniów. Można biec, można trasę pokonać marszem lub z kijkami, można nawet z psem, jeśli pies chce - ważne, aby do celu. A ten jest ważny. "Policz się z cukrzycą". Bieg to znakomite preludium do finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Różne dystanse łączą wszystkich, a każdy kilometr się liczy. O ludziach, którzy łapią dystans, żeby pomagać. Życzę powodzenia. To ostatnie przygotowania do jutrzejszego finału WOŚP. W Polsce i na świecie kwestować ma około 120 tysięcy wolontariuszy. Od zawsze podziwiam Wielką Orkiestrę i bardzo chciałam zawsze zbierać. Wojtek miał okazję korzystać z WOŚP, był jako dziecko operowany i to był jego pomysł, że w tym roku chce właśnie pomóc. Każdy identyfikator powinien być widoczny u wolontariusza, w tym roku mamy coś nowego, czyli QR kod do tak zwanej e-skarbonki. Oznacza to, że każdy wolontariusz może od razu zbierać do e-skarbonki. Mamy naprawdę wiele planów związanych z orkiestrą i z zakupami i bardzo liczymy na te datki. Zbiórki internetowe na diagnostykę i leczenie chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów ruszyły miesiąc temu. Dziś ruszyły akcje wspierające. W Opolu pomagali fryzjerzy. Strzyżemy dla WOŚP, wrzut do puszki, są z nami mistrzowie barberstwa, jak i fryzjerzy damscy. Także w Opolu alpiniści przebrali się za superbohaterów i odwiedzili małych pacjentów. Grali z nami w gry. A to początek sztafety, która by wesprzeć zbiórki, wybiegła dziś z rynku w Gnieźnie. Mam nadzieję, że w ciągu 7 godzin dobiegniemy do tej Warszawy. Do pokonania mają 310 kilometrów i chcą zdążyć na jutrzejszy finał w stolicy. W Warszawie dziś też biegano, ale na skromniejszy, 5-kilometrowy dystans. Jak co roku dla szczytnego celu. Do aktywnego wsparcia orkiestry stawiło ponad 5000 osób, w tym reprezentacja naszej redakcji. Jak jesteś aktywny, to jest szansa, że będziesz zdrowy do końca życia i jeden dzień dłużej. Twój pierwszy bieg? No już czwarty, ale drugi na 5 kilometrów. Cały dochód z biegu zostanie przeznaczony na zakup pomp insulinowych dla ciężarnych kobiet z cukrzycą. Kobiety potrzebują insuliny, ja mam zdrowe dziecko, chcę, żeby inni też mieli. Byli tu biegacze na czterech łapach, byli tacy z 4-letnim bagażem życiowym, ale też biegacze seniorzy. Szczytny cel i wszyscy razem, i babcia, i córcia. Chodziło o to, żeby być razem, żeby uśmiechać się, to jest taka fajna idea, być po prostu razem, zrobić coś dla siebie i innych. Bieg "Policz się z cukrzycą" po raz 18. udowadnia, że biegając można razem pomagać i dbać o zdrowie. A dla uczestników to po prostu zastrzyk endorfin. W "19.30" to wszystko. Za chwilę Pytanie Dnia, gościem Justyny Dobrosz-Oracz będzie Jerzy Marek Nowakowski, dyplomata i historyk. Czego politycy nie mówią? O tym już za moment. Do zobaczenia.