Akcja deregulacja - premier zapowiada przyjęcie 120 projektów ustaw w ciągu dwóch miesięcy. Agenci CBA w Polskim Komitecie Olimpijskim - chodzi o fikcyjne faktury VAT. W Sejmie awantura. W Puźnikach na zachodzie Ukrainy rozpoczęły się ekshumacje polskich ofiar zbrodni wołyńskiej. Monika Sawka. Dobry wieczór. To największa zmiana ustrojowa od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej - zapewnia premier. I przekonuje, że w pierwszym etapie pakietu dotyczącego deregulacji ma być 120 ustaw usuwających bariery i zbędne przepisy. Reformy mają ułatwić życie przedsiębiorcom. Uwagi ma Lewica i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Zadanie jest naprawdę wiekopomne i nie ma tu słowa przesady. To zadanie to deregulacja. W lutym była konferencja premiera na warszawskiej giełdzie i rękawica rzucona prezesowi InPostu. Bierze pan to? Tak? Rafał Brzoska wyzwanie przyjął. Dziś poznaliśmy pierwsze efekty. To pakiet 120 ustaw. Mniej barier i przepisów, więcej swobody, powszechna cyfryzacja, domniemanie niewinności podatnika, urzędy służące obywatelom - to najważniejsze założenia pierwszego pakietu deregulacji. Premier chce, by Sejm zajął się nim zaraz po wyborach prezydenckich. To jest rok przełomu i tak masywnej zmiany ustrojowej nie było od przystąpienia do Unii Europejskiej. Jesteśmy na finiszu tego gigantycznego sprintu. Nad projektami pracował zespół rządowy złożony z szefa RCL, ministra rozwoju i finansów. Oraz społeczny pod wodzą Rafała Brzoski i Adama Malinowskiego z Inicjatywy Sprawdzamy. Planujemy wdrożyć w ciągu 100 dni więcej ustaw za sprawą Ministerstwa Finansów niż przez ostatnie 2 lata. To ma po prostu dobrze chodzić i jestem przekonany, że właśnie tak będzie. Aż 80% pomysłów deregulacyjnych wpłynęła poprzez tę stronę od obywateli. To w sumie 15 tysięcy zgłoszeń i prawie tysiąc komentarzy. Ktoś może powiedzieć, że wiele z tych naszych propozycji to nie deregulacja, tylko regulacja. Ale czasami trzeba w ogóle coś uregulować jak chociażby kwestię obrotu kryptowalutami, żeby być konkurencyjnym na rynku europejskim. Za pięć najważniejszych zmian w deregulacji Polacy uznali domniemanie niewinności podatnika, brak kar za niecelowe pomyłki, zmiany w egzekucji komorniczej, jednakowe prawa na rynku pracy, przeniesienie kolejnych usług do mObywatela. I większość z nich znalazła się w pierwszym pakiecie. Dane z mObywatela, e-PUAP czy Internetowego Konta Pacjenta mają być połączone. Chodzi o to, żeby usługi informatyczne, bazy danych widziały się nawzajem. Żebyśmy nie musieli wypełniać w każdym urzędzie stosów dokumentów. Na wzór prywatnych placówek przez aplikację mamy umawiać i odwoływać wizyty lekarskie także w publicznej służbie zdrowia. Szybsze mają być rozwody. Chodzi o możliwość pozasądowego rozwiązania małżeństwa. Ujednolicone godziny pracy urzędów. W Karczewie można do urzędu dostać się w poniedziałki do godziny 19:00, ale w Zielonce do 17:00, a w Konstancinie 4 dni w tygodniu z pięciu pracuje się do 15:45. Rafał Brzoska zaproponował zasadę, że każdy nowy przepis znosi dwa stare. Rzucam jako luźny challenge. Postaramy się pozytywnie zaskoczyć i może te proporcje będą lepsze niż 1 in 2 out. Propozycje deregulacji wpłynęły też od posłów PiS. Zwracam się do ministra Paszyka, żeby poważnie potraktować wnioski opozycji, kiedy na to zasługują. PiS w ocenie - mniej łaskawy. Rząd Donalda Tuska to rekord świata w uchwaleniu stron ustaw komplikujących życie przedsiębiorców. Kto to mówi - pytają rządzący. PiS raczej starał się ten świat regulować, i to w taki sposób, żeby on był mętny. Z jednej strony robili ustawę covidową, a z drugiej zapisywali w niej wybory kopertowe. Prezentacja pierwszego pakietu deregulacji trwała prawie dwie i pół godziny. Prawie nas wykończyli. Ale o to chodziło. Projekty dopiero trafią do Sejmu. Dziś posłowie przyjęli jedną z wcześniej przygotowanych ustaw deregulacyjnych. Rozprawia się z tym, co wielu przedsiębiorców określało jako zmora. Skraca czas kontroli mikroprzedsiębiorców z 12 do 6 dni. A teraz akcja agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Polskim Komitecie Olimpijskim. Śledczy podejrzewają prezesa PKOl o malwersacje finansowo-gospodarcze. Nie mam sobie nic do zarzucenia - przekonuje Radosław Piesiewicz. Według prokuratury miał wystawiać w ramach prowadzonej działalności gospodarczej nierzetelne faktury na ponad 9 mln zł. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego odchodzić nie zamierza, kontrola CBA to jego zdaniem akcja polityczna. Nie mam sobie nic do zarzucenia, będę współpracował ze służbami. To, co mogę powiedzieć, to liczę się ze wszystkimi możliwościami, że będą postawione mi jakieś zarzuty. Agenci CBA przeszukali 16 miejsc na terenie całego kraju, w tym PKOL, oraz mieszkanie prezesa Piesiewicza. Sprawa dotycząca nieprawidłowości w wystawianiu faktur, poświadczenia nieprawdy co do faktur, które miały miejsce, a faktycznie wiemy, że takiego faktu nie było. Chodzi o grube miliony. Dokładnie o ponad 9 milionów. W latach 2020-2024 firma prezesa PKOl miała świadczyć fikcyjne usługi na rzecz Polskiego Związku Koszykówki oraz Polskiej Ligi Koszykówki. Były wystawiane dokumenty na różnego rodzaju usługi, które w ocenie kontrolerów i w ocenie prokuratora prowadzącego śledztwo nie zostały wykonane. Jak słyszymy - nieprawidłowości w Polskim Związku Koszykówki były tajemnicą poliszynela. Że pan Piesiewicz robi różnego rodzaju rzeczy w Polskim Związku Koszykówki, wiemy już od wielu lat. Myśmy to głośno sygnalizowali. Niestety władza wtedy nie chciała nic z tym robić. Nie jest tajemnicą, że prezes PKOl ma silne polityczne poparcie PiS. Minister sportu przekonywał w Sejmie, mówiąc o wynagrodzeniu prezesa Piesiewicza, że to właśnie politycy związani z PiS stworzyli wokół tej instytucji system korupcyjny. Ludzie na ulicach inaczej Piesiewicza i tej jego sitwy nie nazywają jak złodzieje. To wy jesteście winni, że okradliście polskich sportowców. Zareagował sam prezes Kaczyński. Powie to samo, tylko nie korzystając z immunitetu materialnego, będzie miał procesy i będzie musiał udowodnić, jakie ja mam związki z panem Piesiewiczem. Ja panu powiem, jakie pan miał związki, pan był "cappo di tutti cappi" całej tej mafii pisowskiej. Takie są pana związki z panem Piesiewiczem. Cierpi na tym sport, bo to nie pierwszy raz, gdy o Radosławie Piesiewiczu jest głośno. Po igrzyskach w Paryżu wycofali się sponsorzy PKOL, a Ministerstwo Sportu zamroziło finansowanie. Działalność pana Piesiewicza budzi wiele kontrowersji. Myślę, że za jego prezesury zostały naruszone podstawy zaufania do tej instytucji, która powstała 106 lat temu. Pod koniec wakacji Najwyższa Izba Kontroli planuje publikację raportu z kontroli w Polskim Komitecie Olimpijskim. Zbigniew Ziobro po raz szósty nie pojawił się na przesłuchaniu przed komisją śledczą do spraw Pegasusa. Jej członkowie chcą, by poseł PiS wytłumaczył, dlaczego - kiedy był ministrem sprawiedliwości - za pieniądze, które powinny trafić do ofiar przestępstw, kupiono Pegasusa. System służył do śledzenia i podsłuchiwania polityków opozycji, prokuratorów i adwokatów. Z jakim nastawieniem? Dobrym. Liczycie, że Zbigniew Ziobro przyjdzie? Tu nie o wiarę chyba chodzi. Sądząc po minach członków komisji śledczej do spraw Pegasusa, chyba nikt nie liczył, że Zbigniew Ziobro się pojawi. Nie stawił się na wyznaczony termin. Co istotne - do komisji nie wpłynęło usprawiedliwienie jego nieobecności. Zbyszko, siadaj. To szósty raz, gdy na wezwanie komisji, Ziobro na tym krześle nie usiadł. No i co, krzesło jest puste znowu. Krzesło puste, bo Ziobro okazał się tchórzem i miękiszonem. Jeszcze wczoraj Ziobro był na posiedzeniu Sejmu. Brał nawet udział w głosowaniach. Dziś na sali plenarnej już go nie było. Dlaczego Zbigniew Ziobro tak bardzo nie chce stawić się przed komisją do spraw Pegasusa? A zauważył pan orzeczenie Trybunału w tym zakresie? Czy do pana nie dotarło? Dotarło i dotarł nawet do mnie ten fragment, że komisja winna po ogłoszeniu niniejszego wyroku zaprzestać swej działalności. Ale w składzie orzekającym był sędzia dubler. Dlatego rząd wyroku nie publikuje. Generalnie od czasów, kiedy PiS przegrał wybory parlamentarne, dla PiS-u wszyscy przedstawiciele dowolnych instytucji publicznych są nielegalni, bo nie reprezentują Prawa i Sprawiedliwości. Ziobro przed komisję wzywany jest regularnie od dziesięciu miesięcy. Na początku usprawiedliwiał swoją nieobecność. Później już tylko publikował w internecie zdjęcia ze szpitala. A następnie... Mam go tu przed sobą. powoływał się na wspomniany wyrok Trybunału. Teraz dochodzi jeszcze to. 7 kwietnia nasi kierowcy z Sejmu udali się na miejsce celem przekazania i wręczenia wezwania. Rodzina pana Zbigniewa Ziobro o tym wiedziała. Tego samego dnia Zbigniew Ziobro - jak przekazuje komisja - dostał informację mailem na skrzynkę służbową. On powinien siedzieć na wyznaczonym dla niego miejscu. I odpowiadać na pytania dotyczące jednej z największych afer - słyszymy. Służby specjalne państwa, prokuratura przy wykorzystaniu cyberbroni w postaci Pegasusa starała się wypaczyć wynik wyborczy. Bo wśród inwigilowanych Pegasusem był m.in. ówczesny szef kampanii Koalicji Obywatelskiej. A samo oprogramowanie - jak słyszymy - zostało kupione za zgodą i wiedzą Zbigniewa Ziobry. Ustalenia zakupu systemu Pegasus przeprowadzał pan Ziobro razem z panem Bejdą. Ani Zbigniew Ziobro, ani Ernest Bejda przed komisję się nie stawili. Szymon Hołownia proponuje Rafałowi Trzaskowskiemu debatę w Gdańsku. To będzie sparing - przekonuje kandydat Trzeciej Drogi na prezydenta. Ja się z przyjaciółmi nie spieram - mówi kandydat Koalicji Obywatelskiej. I zaproszenie odrzuca. A politycy opozycji wypominają marszałkowi Sejmu niekonsekwencję, bo debatę jeden na jeden w Końskich sam krytykował. Mam nadzieję, że Rafał tę rękawicę w przyjaznym geście wyciągniętą podejmie. Marszałek Sejmu podał nawet konkretną datę i wyznaczył Gdańsk na miejsce pojedynku. W Sejmie - niedowierzanie. To pan Szymon chce tylko dwóch kandydatów? Bo próba organizacji pojedynku jeden na jeden już była. Czekam na pana w Końskich. I skończyła się fiaskiem. Dwa tygodnie temu do Końskich przyjechało nie dwóch, lecz ośmioro kandydatów, czego inicjatorem był Szymon Hołownia. Ja pierwszy powiedziałem: Rafał, Karol, wbijamy do was. I jako pierwszy krytykował Rafała Trzaskowskiego za poniesienie rękawicy... Wzywam Rafała Trzaskowskiego.... rzuconej przez kandydata PiS. Umówili się na ustawkę, w której nie widzą przestrzeni dla nikogo innego. Teraz marszałek Sejmu używa innych słów. To będzie debata, to będzie sparing osób, które pozwolą wam popatrzeć na dwóch dobrych kandydatów. Ale według sztabu Rafała Trzaskowskiego chodzi raczej o sondaże. Ten ostatni wykonany przez IBRIS na zlecenie Polityki Szymonowi Hołowni daje 7% i czwarte miejsce. Szymon Hołownia buduje swoje poparcie, ono nie jest wysokie póki co, więc chwyta się wszystkich możliwych sposobów, żeby to poparcie budować, my trzymamy kciuki za wszystkich naszych koalicjantów. Politycy popierający pozostałych kandydatów przypominają te słowa marszałka Sejmu. Rafał, debaty w tej formule nie wybronisz. I pytają, co zmieniło się od tego czasu. Szymon Hołownia jest ostatnią osobą, która powinna wyzywać na sparing, skoro to on uważał, że w tej wcześniejszej debacie wszyscy powinni wziąć udział. To niedobrze, panie marszałku, że pan jest tutaj niekonsekwentny. W Sejmie pojawiły się już zapowiedzi powtórki z Końskich. Magda będzie i podejrzewam, że inni kandydaci też. Ale plany te pokrzyżował Rafał Trzaskowski, informując, że rękawicy rzuconej przez Szymona Hołownię nie podejmie. Ja się z przyjaciółmi nie spieram, poza tym nie mam pewności, że ktoś jeszcze nie przyjdzie na taką debatę. Politycy Polski 2050 przekonują, że w tym przypadku porównania do debaty w Końskich nie mają podstaw. Prawda jest taka, że Szymon mówi: jestem w stanie debatować z każdym, jestem w stanie stanąć do dyskusji z każdym niezależnie, z której strony przychodzi kandydat. Na razie poza Rafałem Trzaskowskim Szymon Hołownia na sparingi jeden na jeden planuje zaprosić Magdalenę Biejat, Sławomira Mentzena i Karola Nawrockiego. Z pozostałymi kandydatami - jak pisze - prawdopodobnie nie zdąży spotkać się przed pierwszą turą. Najwyraźniej Szymon Hołownia boi się starcia ze mną, ponieważ przy mnie trudno byłoby mu błyszczeć. To, kto przy kim traci blask, będzie można ocenić 12 maja podczas debaty wszystkich kandydatów w Telewizji Polskiej. To była jedna z najtragiczniejszych nocy dla Ukraińców. Rosja przypuściła zmasowany atak na Kijów i Charków. W stolicy zginęło co najmniej 10 osób, a ponad 60 zostało rannych. Wśród poszkodowanych są też dzieci. Pod gruzami zawalonych budynków wciąż mogą być ludzie, więc ofiar może być więcej. Solomija ma zaledwie dwa lata. Ale doskonale wie, co to schron i co oznacza dźwięk nadlatujących dronów i bomb. Wybuchło. Waliło mocno, bardzo mocno. Wraz z mamą i bratem w tej piwnicy spędziła kolejną już noc. W pokój nie wierzę. Bo te szahedy i pociski zdecydowanie nie są pokojowe. One nas zabijają. W Kijów uderzało wszystko - rakiety balistyczne, pociski manewrujące Iskander i Kalibr, rakiety kierowane i dziesiątki dronów. To był największy atak na ukraińską stolicę od zeszłego lata. Są zabici i dziesiątki rannych. Rosjanie mówią o pokoju, rosyjskim pokoju, ale my widzimy, jak wygląda ten ich pokój. To bombardowanie cywilów i ich domów. Choć według Moskwy to przedsiębiorstwa produkujące broń dla ukraińskiej armii. Do rosyjskiego ataku doszło po tej konferencji Trumpa, który stwierdził, że Moskwa jest gotowa do zawarcia pokoju, a problemem jest stanowisko Kijowa. Myślę, że mamy układ z Rosją. Musimy zawrzeć porozumienie również z Zełenskim. Myślałem, że negocjacje z nim będą łatwiejsze, ale jak na razie jest trudniej. Wczoraj w Londynie w napiętej atmosferze doszło do załamania rozmów pokojowych z USA. Bo Kijów mówi "nie" oddaniu Rosji Krymu i kontroli nad zajętymi przez nią obszarami oraz rezygnacji z dążeń do NATO. W zamian za zamrożenie konfliktu. Taki nieoficjalnie ma być pomysł Waszyngtonu na pokój. Wszystko, co jest sprzeczne z naszymi wartościami lub naszą konstytucją, nie może znaleźć się w żadnej umowie. Akt kapitulacji, nagradzanie gangstera, poroniony pomysł sklecony przez dwóch handlarzy nieruchomościami. To tylko niektóre komentarze niemieckiej prasy do propozycji Białego Domu. Chcę przypomnieć fakty. Jest agresor - Rosja. I ofiara - Ukraina. Amerykański gniew powinien być skierowany tylko w jedną osobę: prezydenta Putina. To zaś odpowiedź Ukraińców, która wybrzmiała w ukraińskim metrze. Walka z Rosją - do końca. W Puźnikach, nieistniejącej już wsi na zachodzie Ukrainy, rozpoczęły się ekshumacje polskich ofiar zbrodni wołyńskiej. Według różnych źródeł ukraińscy nacjonaliści zabili tam od 50 do 120 Polaków. Są to pierwsze takie prace od zniesienia przez stronę ukraińską w listopadzie ubiegłego roku zakazu poszukiwań na terytorium Ukrainy. Czekali na ten dzień wiele lat. Dla wielu osób, które przeżyły, to była taka zadra niezaleczona, że zostawiło się tam swoich krewnych, sąsiadów, bardzo bliskie rodziny i żal za tym miejscem. To tutaj, w Puźnikach, w lutym 1945 roku doszło do zbrodni na polskich mieszkańcach wsi, która obecnie znajduje się na terenie Ukrainy. To właśnie w tym miejscu dziś rozpoczęły się prace ekshumacyjne, które zaplanowane są na trzy tygodnie, ale to, jak długo będą trwały, będzie zależało od warunków pogodowych i sytuacji w Ukrainie. Wszystko udało się sprawnie przeprowadzić, udało się dowieźć cały sprzęt, cały zespół i rozpoczynamy budowę całego centrum medycznego. W pracach ekshumacyjnych weźmie udział 20 specjalistów z Polski, a całym procesem badań genetycznych potem zajmie się łącznie około 50 naukowców. Ukraińcy obiecali pomoc. Nasze służby medyczne są w gotowości, by pomóc ludziom tu pracującym, wiemy, że wśród nich są medycy, będziemy z nimi współpracować. Miejsce ekshumacji do momentu zakończenia prac będzie cały czas monitorowane przez polską oraz ukraińską stronę. Cała sytuacja wokół procesu ekshumacyjnego narażona jest także na ataki rosyjskiej dezinformacji. Staramy się być bardzo roztropni i ostrożni. Tym bardziej że temat wciąż wywołuje emocje, szczególnie wśród tych, którzy przeżyli tragedię w Puźnikach, tak jak Maria Wróblewska. Banderowcy podchodzili po prostu i podpalali domy, były przeważnie pod słomą. To się szybko paliło. Mieszkańcy okolicznych ukraińskich miejscowości mają inną wersję tej tragicznej historii. Moskale palili. Moskale, moskale palili. To nie nasi. Co np. z lekcji historii wiecie o Puźnikach? Że zostały spalone. Przez kogo? A w to się nie zagłębialiśmy. Władze ukraińskie zapewniają, że zależy im na porozumieniu z Warszawą, szczególnie w tak trudnym temacie. To bardzo dobry krok dla naszych państw, ponieważ Polska była, jest i będzie naszym partnerem strategicznym. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pochówek i upamiętnienie ofiar zbrodni w Puźnikach odbędzie się w sierpniu tego roku. Tysiące wiernych z całego świata zmierzają do Watykanu, by ustawić się w kolejce do Bazyliki Świętego Piotra, gdzie została wystawiona trumna z ciałem papieża Franciszka. Wśród nich grupy pielgrzymkowe i rodziny z małymi dziećmi. Łączymy się z Bartoszem Filipowiczem. Jak długo wierni muszą czekać, by oddać hołd ojcu świętemu i się z nim pożegnać? Niektórzy nawet kilka godzin. Przepraszamy za problemy techniczne. Bazylika Matki Bożej Większej - to tam zgodnie ze swoją ostatnią wolą spocznie w sobotę papież Franciszek. Jest on pierwszym od ponad 120 lat ojcem świętym, który zdecydował, że nie zostanie pochowany w Grotach Watykańskich. Dlaczego? Bazylika Matki Bożej Większej. Miejsce szczególne, bo niedługo spocznie tu ósmy papież. Franciszek miejsce wybrał sam. A to żadnego z wiernych Polaków spotkanych przed bazyliką nie dziwi. Nie dziwię się, że sobie wybrał takie miejsce. Chyba godne papieża. To jest jego wola. Nie dziwi mnie. Świątynia jest jedną z czterech bazylik papieskich, choć od Watykanu dzieli ją kilka kilometrów. Franciszek bazylikę w ciągu swojego pontyfikatu odwiedził ponad sto razy. Papież przyjeżdżał tutaj zawsze przed i po zakończeniu swoich zagranicznych podróży. Modlił się tutaj także zawsze wtedy, kiedy wracał ze szpitala. A również i wcześniej, nim został papieżem. I w trakcie jednej z wizyt zapadała decyzja, o czym Franciszek pisał w książce. Tuż za figurą Matki Bożej Królowej Pokoju znajduje się mała wnęka, a w niej drzwi prowadzące do pomieszczenia, w którym przechowywano kandelabry. Zobaczyłem je i pomyślałem: "To jest to miejsce". I właśnie tam przygotowano miejsce pochówku. Powiedziano mi, że jest gotowe. Franciszek odbiega od tradycji, bo ostatni papież w bazylice został tu pochowany w XVII wieku. Skąd taka decyzja? Pytamy w Watykanie. Jeszcze jako biskup Buenos Aires, jeszcze jako ksiądz, jeszcze jako przewodniczący w seminarium on zawsze chciał być z ludźmi. Ja bym tak odbierał jego ostatni testament. Do Santa Maria Maggiore znacznie łatwiej wejść niż do Bazyliki Watykańskiej. Do Bazyliki Matki Bożej Większej przyjeżdżają wierni z całego świata. To jest coś nie do opowiedzenia, tak bym powiedziała, w jednym słowie. To trzeba być, trzeba przeżyć. Trzeba to po prostu poczuć. I zobaczyć relikwię żłóbka Jezusa czy słynną ikonę Matki Bożej Śnieżnej. Według legendy chroni mieszkańców Rzymu przed wszelkimi nieszczęściami. Czy to wojną, czy to zarazą, więc ta ikona ma takie jakby zbawcze znaczenie. I papież też jest wyznawcą tego kultu. Bazylika Santa Maria Maggiore została zbudowana w miejscu, w którym we śnie papieża Liberiusza ukazała się Matka Boża. Tam też według legendy w środku lata pojawiła się warstwa śniegu na wzgórzu. Papież Franciszek bazylikę też wskazał jako swoje miejsce emerytury, w przypadku gdyby zrezygnował z funkcji. W wywiadach biskup Rzymu podkreślał, że chciałbym tam spowiadać wiernych. Mówił też, że jeśli zrezygnuje, nie chce być nazywany ojcem świętym i nie chce zakładać papieskiej sutanny. Franciszek nie tylko planował swoją emeryturę, zmienił także protokół pogrzebu. Jego ciało zostanie złożone nie w trzech trumnach jak do tej pory, tylko w dwóch - z cynku i drewna. 80 ocalałych z Zagłady wśród około 7 tysięcy młodych Żydów z całego świata. Oddają hołd swoim przodkom i w ciszy pokonują trzykilometrową Drogę Śmierci. Nie wolno milczeć wobec żadnych przejawów nienawiści rasowej, etnicznej, bo jeżeli się nad nią milczy, to ostateczny efekt może być taki jak to, co stało się tutaj, co zostało przez Niemców uczynione tutaj w czasie II wojny światowej, kiedy próbowali, kierując się właśnie nienawiścią etniczną, dziką żądzą zniszczenia, wymazać spośród ludzkości naród żydowski. Wierzę, że nasza obecność tutaj, w tym świętym miejscu, odzwierciedla nasze zobowiązanie, aby kroczyć wspólnie do wspólnej przyszłości, wspierając się na pamięci przeszłości. Powrót do wzajemnych wizyt młodzieży Polski i Izraela jest bardzo ważnym krokiem, który unaocznia, jak bardzo pragniemy wspólnie nauczać przyszłe pokolenia o Holokauście, a także o tym, jak ważna jest jedność i braterstwo między narodami, i wspólne tworzenie przyszłości. Wykup przez Wody Polskie nieruchomości na terenach szczególnie zagrożonych powodzią, pakiet wsparcia dla przedsiębiorców i zmiany systemowe w budowie odporności na powodzie. To zakłada trzecia wersja ustawy powodziowej. Opozycja pyta, co z bonem turystycznym dla terenów, które zostały zalane i innymi pomocowymi rozwiązaniami. Trzecia wersja tzw. ustawy powodziowej trafiła do Sejmu. Rozwiązania, które z jednej strony pozwalają odbudowywać, z drugiej strony pozwalają ludziom dotkniętym powodzią na zupełnie nowy start. Przykładem jest tu sytuacja mieszkańców zniszczonej przez powódź ulicy Chełmońskiego w Kłodzku. Ich los był także przedmiotem dyskusji w Sejmie. Oni jeszcze nie dostali żadnej pomocy, ci, którzy chcieliby na przykład wystąpić o przesiedlenie na inne miejsce, nie mogą tego zrobić. Zgodnie z nową ustawą będą mogli. Inna opcja to zamiana zniszczonego mieszkania na lokal komunalny. Te wszystkie osoby, które złożyły wnioski z ulicy Chełmońskiego i są zainteresowane mieszkaniem w lokalach komunalnych, a później ewentualnego odkupu tych lokali, które gmina kupiła jeszcze raz, to podkreślę - ze środków Banku Gospodarstwa Krajowego, poskładały te wnioski. Siedem rodzin trafi do mieszkań komunalnych prawdopodobnie do końca miesiąca. Na terenach, które będą potrzebne do budowy np. zbiorników retencyjnych, Wody Polskie będą proponować wykup nieruchomości. Mechanizm wykupu 100% plus 20% naddatku za to, że jest to proces dobrowolnego wywłaszczenia. Ustawa przewiduje wsparcie dla przedsiębiorców. To m.in. przedłużenie zwolnienia z opłacania ZUS. Zdaniem przedsiębiorców to za mało. Nie znalazły tam się ani pożyczki dla przedsiębiorców, przedłużenie tych pożyczek, ani świadczeń interwencyjnych, żeby je przedłużyć, ani bonu energetycznego, ani bonu turystycznego, nie ma mnóstwa de facto instrumentów finansowych, które wspierają przedsiębiorców. Przedłużenie pożyczek z regionalnych organizacji ma do ustawy jeszcze trafić. Lokalni przedsiębiorcy liczyli także na bon turystyczny, który przyciągnąłby na te tereny odwiedzających. Na razie go nie będzie. Samorządowcy i przedsiębiorcy będą szukać pomocy gdzie indziej. Jeżeli rząd nie jest w stanie pomóc przedsiębiorcom w tym zakresie i wskazać instrumentów pomocowych, może należy wystąpić również do marszałka województwa. Nowa ustawa zakłada także rekompensatę dla osób fizycznych, które wynajmowały zniszczone w powodzi lokale przedsiębiorcom. Przewidziano też premię powodziową na remonty części wspólnych budynków wielorodzinnych. Zostaną także uproszczone procedury odbudowy zniszczonych urządzeń wodnych czy koryt rzek. Koncert TVP "Tysiąclecie Korony Polskiej" przeniesiony na niedzielę. Tego dnia błonia Stadionu Narodowego będą rozbrzmiewać echem historii. Wydarzenie będzie transmitowane w telewizyjnej Jedynce. Na scenie wystąpią m.in. Kayah, Organek czy Stanisław Soyka. Artyści podczas koncertu wykonają swoje największe przeboje w wyjątkowych aranżacjach. Towarzyszyć im będzie orkiestra symfoniczna pod batutą Michała Grotta. W wydarzeniu może wziąć udział każdy. Wstęp jest bezpłatny. W czasie koncertu przypomniane zostaną ważne wydarzenia historyczne, podkreślające znaczenie koronacji Bolesława Chrobrego dla historii Polski. Koncert będzie transmitowany także online na platformie TVP VOD. Ja już państwu dziękuję, czas na Pytanie Dnia. U Aleksandry Pawlickiej dziś minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.