Bliskowschodni rozejm. Trwały czy kruchy? Bilans nawałnic. Kilka tysięcy interwencji strażackich. Rekonstrukcja nadchodzi. Kto pożegna się z rządem? Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór, zaczynamy 19:30. W nocy amerykański prezydent ogłosił pełne i całkowite zawieszenie broni pomiędzy Iranem a Izraelem i wyraził nadzieję, że będzie trwało wiecznie. Strony konfliktu nadzieje rozwiały szybko, nawzajem oskarżyły się o ataki rakietowe i sam prezydent Trump przyznał, że Izrael i Iran naruszyły rozejm. Przenosimy się do Tel Awiwu, gdzie jest Anna Kowalska. Jak w praktyce wygląda kruche zawieszenie broni? Jego warunki pozostają niejasne i nie wiemy tak naprawdę, co wydarzy się dalej, ale to pierwszy od 12 dni na Bliskim Wschodzie spokojny wieczór. Faktycznie już po rozpoczęciu rozejmu Iran zaatakował ponownie. Izraelskie myśliwce były gotowe do kontrataku, ale wtedy reprymendy obu stronom udzielił Donald Trump. Na widok tych irańskich pocisków balistycznych oddech wstrzymał cały świat. Bo tym razem ich celem nie był Izrael, ale Amerykanie. Iran w odwecie za niedzielny atak na ich obiekty nuklearne zaatakował tę, największą na Bliskim Wschodzie, amerykańską bazę Al Udeid w Katarze. Wystrzeliwując w jej stronę kilkanaście pocisków. Zatrzymała je katarska obrona przeciwlotnicza. 11 pocisków zostało zestrzelonych na terytorium Kataru. Jak się później okazało, Iran, wcześniej, by uniknąć ofiar i dalszej eskalacji, poinformował Waszyngton o planach ataku. Dzięki temu nikt nie ucierpiał. I Stany Zjednoczone uznały, że na tym powinna skończyć się wymiana ognia. Ale ostatnie godziny wojny na Bliskim Wschodzie były wyjątkowe brutalne. Iran dziś rano wystrzelił w stronę Izraela ponad 20 pocisków, w siedmiu osobnych seriach. Jedna z rakiet trafiła w osiedle mieszkaniowe w Beer Szewie. Spójrzcie, pocisk trafił prosto w ten blok. Nasze służby ratownicze mieszkanie po mieszkaniu przeszukują gruzy. Wstępny bilans: 4 ofiary śmiertelne i kilkadziesiąt rannych. Moja matka i ojciec żyją, ale zginęło trzech moich sąsiadów. Niech się skończy ta wojna. Mamy już dość bomb. Chcemy pokoju, także w Iranie. Na Bliskim Wschodzie wszyscy wierzyli, że atak na Beer Szewę będzie ostatnim tej wojny. W nocy prezydent Donald Trump ogłosił długo wyczekiwane zawieszenie broni. Nie wiadomo, na jakich zasadach na rozejm zgodził się Iran. Izrael twierdzi, że nadszedł czas na zakończenie wojny, bo skutecznie udało się zniszczyć irański arsenał balistyczny i nuklearny. Zawieszenie broni weszło w życie dziś rano. Siły Obronne Izraela w pełni wypełniły wszystkie cele określone w operacji Powstający Lew. Dokładnie o 7:00 rano czasu lokalnego. I po 12 dniach wojny na ulicach Teheranu wreszcie zapanował spokój. Mam nadzieję, że pozostaną wierni zawieszeniu broni. Historia pokazała, że nigdy go naprawdę nie uszanowali, ale nadal mam nadzieję, że tym razem to zrobią. Pytania o przyszłość faktycznie padły, i to już trzy godziny później, gdy Iran wystrzelił w stronę Izraela dwie rakiety. O dyscyplinę do obu stron ostro zaapelował Donald Trump. Nie jestem z tego zadowolony. Wiecie, co mamy? Zasadniczo mamy dwa kraje, które walczą tak długo i tak ciężko, że nie wiedzą, co robią. Rozumiecie to? Po rozmowie z Donaldem Trumpem władze Izraela zadecydowały, że odpowiedzą jedynie symbolicznie. I nie będą dalej atakować Iranu. Dając tym samym mieszkańcom Bliskiego Wschodu nadzieję na lepsze dni. Trwa szczyt NATO w Hadze. Pierwsze takie spotkanie sojuszników z amerykańskim przywódcą w trakcie jego drugiej kadencji w Białym Domu. W dyskusji dominują eskalujące konflikty, w komentarzach mowa o przełomowym szczycie. W Hadze jest Dorota Bawołek. Czy faktycznie tak może być i za sprawą jakich decyzji? Sojusznicy NATO mają zdecydować o znaczącym zwiększeniu swoich wydatków na obronę, by skuteczniej odstraszać Rosję, która według danych wywiadu kilku NATO-wskich państw zbroi się na potęgę. I już za 5 lat może próbować zaatakować. Czasu jest coraz mniej. Kolacja u króla Holandii i zaledwie 2,5 godzinne posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej - historyczne decyzje w Hadze mają zapaść w historycznie krótkim czasie. Bo Donald Trump nie lubi długich spotkań, ale lubi komplementy. 5% PKB to nowy cel sojuszników, w ramach którego 3,5% ma być przeznaczane na zakup sprzętu wojskowego, a 1,5% na cyberbezpieczeństwo i inwestycje w infrastrukturę. Na przykład budowę mostów czy lotnisk umożliwiających przemieszczanie się europejskim armiom. Jeśli tego nie zrobimy, to za 5 lat Rosja zaatakuje nas. Nie sądzę, że na to Moskwa by się teraz odważyła, ale już za 5 lat naprawdę może to zrobić. Na inwestycje sojusznicy mają ostatecznie 10 lat i choć dla krajów jakich jak Polska nie będzie to problem... Jesteśmy tym państwem w Sojuszu Północnoatlantyckim, które na obronność w stosunku swojego PKB wydaje najwięcej. to dla co najmniej 8 państw może być to spore wyzwanie, bo wciąż nie przekroczyły ustalonego ponad dekadę temu progu 2%. Madryt na obronę przeznacza obecnie niewiele ponad 1%, ale obiecał, że jeszcze w tym roku podwoi swoje wydatki. Norwegia i Niemcy nowy próg zadeklarowały osiągnąć do 2029 roku. To wszystko sprawi, że będziemy mogli odstraszyć Putina. Spokojna głowa. Pieniądze mają być przeznaczone na uzupełnienie braków w wyposażeniu europejskich armii. Systemów obrony powietrznej, rakiet dalekiego zasięgu, myśliwców, systemów wywiadowczych, amunicji i dronów, potrzebnych, zwłaszcza jeśli Stany Zjednoczone ograniczyłyby swoją obecność w Sojuszu na rzecz innych regionów świata, co już widać na Bliskim Wschodzie. NATO uważa, że Iran nie powinien dostać w swoje ręce broni jądrowej. To, co zrobiły Stany Zjednoczone, było zdecydowanym działaniem. A jeśli Trump spyta, czy możecie nam w tej operacji wspomóc? Jak odpowie NATO? Nie będzie zaangażowania Sojuszu poza jego terytorium. NATO zapewnia natomiast o dalszym wsparciu Ukrainy. Ale choć prezydent Zełenski weźmie udział w kolacji sojuszników u króla Holandii, to na posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej tym razem nie został zaproszony, by nie drażnić Trumpa. Burzowy front przetoczył się przez Polskę, wyrządzając poważne szkody. Strażacy interweniowali tysiące razy - najczęściej na Śląsku, ale niebezpiecznie było w niemal całym kraju. W Kołobrzegu na kobietę spadł konar drzewa, a w miejscowości Samborzec w Świętokrzyskiem drzewo spadło na jadący samochód, raniąc kierowcę. Wystarczyła chwila, żeby mieszkańcy tego domu dosłownie zostali bez dachu nad głową. Grad taki, że białe podwórko było, wielkości wiśni, taki sypał. Mieszkańcy gminy Kluki pod Bełchatowem szczególnie dotkliwie odczuli załamanie pogody. To była niespokojna noc także na południu Polski. To nagranie z Katowic, gdzie silny wiatr powalał drzewa i łamał gałęzie, uszkodzonych zostało wiele samochodów. To było coś okropnego, tak jakby trąba powietrzna przeszła za moim oknem. To właśnie na Śląsku było prawie 800 interwencji strażaków. Łącznie w całym kraju Straż Pożarna była wzywana ponad pięć tysięcy razy. W wielu miejscach wciąż nie ma prądu, dwie osoby zostały ranne. Według synoptyków aura w najbliższych godzinach będzie spokojniejsza, ale to nie koniec gwałtownych zmian w pogodzie. Wciąż musimy być przygotowani chociażby na ulewne deszcze. Spodziewamy się porywistego wiatru na przeważającym obszarze, ale najsilniejsze porywy wiatru będą głównie na północy i północnym zachodzie. Dlatego dla własnego bezpieczeństwa warto stosować się do zaleceń strażaków. Nie parkować pod drzewami, starać się nie poruszać w czasie tak silnych zjawisk atmosferycznych, by nie powodować zagrożenia związanego z opadającymi drzewami. A przede wszystkim zachować spokój. Bo jak wynika z ocen klimatologów, do gwałtownych zmian i anomalii pogodowych musimy się dostosować. One się po prostu już dzieją, niezależnie od nas, bo już w dużym stopniu naruszyliśmy system klimatyczny. I właśnie w ten sposób boleśnie odczuwamy tego skutki. Prokurator generalny Adam Bodnar będzie wnioskował o ponowne przeliczenie głosów. Mowa o kilkuset, a nawet tysiącu komisji. Sąd Najwyższy zarejestrował blisko 55 tysięcy protestów. Właśnie zapadły pierwsze decyzje. Trzy z nich zostały uznane za zasadne, ale bez wpływu na wynik wyborów. Czy kolejne mogą zmienić powyborczy krajobraz? Tak wygląda ponowne przeliczenie głosów. To sąd okręgowy w Zabrzu i karty z komisji nr 20. Wyniki różnią się o jeden głos, który został niepoprawnie przypisany kandydatowi, a był oddany na Rafała Trzaskowskiego. W Wieńcu w kujawsko-pomorskim pomyłka była większa. Dziś okazało się, że ten podany do PKW wynik powinien być odwrotny. Wygrał tu nie Karol Nawrocki, lecz Rafał Trzaskowski. Między innymi stąd zapowiedź prokuratora generalnego. Przygotowujemy się bardzo profesjonalnie do zażądania przeliczenia głosów w tych komisjach, co do których zostały wykazane anomalie statystyczne. Wiemy doskonale, że to nie jest tylko te kilkanaście komisji, co do których to przeliczenie już nastąpiło. Jeszcze nie wiem, ile dokładnie ich będzie. Czy 800, czy 1000. To jest całkowicie bezprawne. Twierdzi teraz prezes PiS, który wcześniej, kiedy wybory przegrywał, to 2014 rok, mówił tak: sfałszowaliście wybory. Teraz są stwierdzone już błędy w liczeniu głosów. W ten sposób - według OKO.press - Rafał Trzaskowski stracił ponad 2600 głosów. To dane tylko z 13 komisji, w których ponowne liczenie kart Sąd Najwyższy zlecił dwa tygodnie temu. Gdyby sytuację odwrócić, gdyby to Trzaskowski miał 360 tysięcy przewagi i widać by było te przekręty w 11 komisjach, to Jarosław Kaczyński dzień, noc stał by pod Sejmem i krzyczał: ukradli nam wybory. Ale PiS wybory wygrało i wątpliwości rządzących ocenia teraz tak. To jest tylko takie nakręcanie i ubolewam nad tym, że to jest tylko takie dzielenie Polaków. Ale przecież w 2014 PiS mówiło to samo. Mówiliśmy o tym, żeby sprawdzić, i teraz też mówię. Tam, gdzie są wątpliwości, sprawdzić. O tym będzie decydować Sąd Najwyższy, a dokładnie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, w której zasiadają neosędziowie, nominowani za czasów PiS. Ta izba będzie teraz decydować o wniosku prokuratury o ponowne liczenie głosów, jeżeli nie zareaguje, to prokuratura będzie musiała sama podjąć odpowiednie działania. Może to zrobić w ramach śledztwa, ale decyzje o ważności wyborów podejmie Sąd Najwyższy. Termin mija 2 lipca. Powinien być dotrzymany, ale nie musi być dotrzymany, ważne jest to, żeby ustalić, jak przedstawia się ostateczny wynik głosowania. Nikt nie kwestionuje wyniku wyborów. Dziś mówimy o tym, że z szacunku do wyborców należy zweryfikować wynik głosowania. Wątpliwości ma blisko 55 tysięcy osób. Tyle protestów wyborczych zarejestrował Sąd Najwyższy. Między innymi stąd propozycja Romana Giertycha, by przełożyć zaplanowane na 6 sierpnia Zgromadzenie Narodowe, podczas którego ma być zaprzysiężony nowy prezydent. Marszałek Sejmu mówi "nie". Jeżeli Sąd Najwyższy zatwierdzi ważność wyborów, zwołam zgromadzenie na 6 sierpnia. Roman Giertych jest bardzo kreatywnym prawnikiem, wymyśla różne koncepcje. To reakcja Romana Giertycha. Jeżeli były jakieś wątpliwości, to powinny być wyjaśnione. Odpowiada Polska 2050, ale dodaje, że to jeszcze nie oznacza zmiany wyniku wyborów. Ludzie muszą mieć pewność, że głos, który oddali w wyborach, trafił na konto konkretnego kandydata. Z tym dziś zgadzają się niemal wszyscy. Dyskusja o rządowej rekonstrukcji trwa. Najpierw w koalicji, zanim jej efekty pozna opinia publiczna. Oficjalnie, bo nieoficjalnie słychać coraz więcej o konkretnych nazwiskach, zmianie struktury i nowym superresorcie. W lipcu mamy poznać konkrety, choć część zmian już się dokonuje. Czy coś pani wiadomo na temat rekonstrukcji? Nie znam żadnych decyzji liderów. Tu żaden z ministrów... Pani minister, pani zostanie na stanowisku? Spokojnie, czekamy na decyzję. i wiceministrów nie może być pewnym swojego stanowiska. Rekonstrukcja zbliża się wielkimi krokami. W poniedziałek premier na spotkaniu liderów zapowiedział, że w przyszłym tygodniu przedstawi im zarys zmian w rządzie. Następnie będziemy kontynuować rozmowę o tym, jak dopasować do tego kompetencje naszych ludzi. Po rozmowie myślę, że zaakceptujemy jakiś wariant. I to - jak twierdzi lider Lewicy - ma się wydarzyć w przyszłym tygodniu. Później rozmowy kadrowe. Wszyscy, którzy są ministrami w tym rządzie, mam nadzieję, że od pierwszego dnia pełnienia swojej funkcji, byli gotowi, żeby w każdej chwili z jednym kartonem wyjść, bo to zadanie na jakiś czas. Przekonuje ministra do spraw równości, która - podobnie jak te inne ministry bez resortów - może stracić tekę. Ale to nie jest równoznaczne z opuszczeniem rządu. Czy to będzie minister, czy to będzie sekretarz stanu, to jest naprawdę rzecz dla mnie osobiście, dla lewicy drugorzędna. Chodzi o efekt, chodzi o pracę. Mówi poseł Lewicy. Wiceprezes ludowców sugeruje, kto z rządem powinien się pożegnać. Ci, którzy skłócali różne środowiska, choćby myśliwych, leśników, zulowców czy drzewiarzy, również uważam, że nie powinni mieć miejsca w dalszej perspektywie. To teraz rządowe gorące krzesła. Według Onetu Adama Bodnara może zastąpić na stanowisku ministra sprawiedliwości Roman Giertych. Albo obecny szef Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati. Dostał pan propozycję zostania ministrem sprawiedliwości. Ja się koncentruję na tym, co robię. Jestem adwokatem. I konsekwentnie na tym się koncentruję. Zmiany według "Rzeczpospolitej" mogłyby też dotyczyć tych czterech ministerstw, które być może zostałby połączone w jedno. Na czele nowego superresortu mógłby stanąć obecny minister finansów Andrzej Domański. To tylko jeden z wariantów. Jak pisze dziennik, celem rządu po rekonstrukcji jest skonsolidowanie działów energetyki w jednych rękach. Superresort gospodarczy ma powstać. Czy to prawda? Są też takie pomysły. Kolejna zmiana może dotyczyć tego polityka. Jan Grabiec mógłby stanąć na czele Ministerstwa Aktywów Państwowych. Grabiec obecnie jest szefem Kancelarii Premiera. To jego zastępca. Z rządem, ale nie w ramach rekonstrukcji, już się pożegnała ta wiceministra edukacji. Powodem - jak twierdzi - jest brak poparcia w ministerstwie i w rządzie dla projektów, nad którymi pracowała. Joanna Mucha was zaskoczyła? To była jej decyzja. Myślę natomiast, że ta ostatnia krytyka o charakterze politycznym była zapowiedzią jakoś. Joanna Mucha wbrew doniesieniom medialnym zapewnia, że zostaje w partii Szymona Hołowni. W 19:30 za chwilę o ustawowej ofensywie w Sejmie, a potem? Nowy koronawirus? Dosyć intensywnie się rozprzestrzenia. Wzbudza nieprawidłowe procesy immunologiczne. Czy tym razem poleci? Jesteśmy gotowi, rozpoczynamy ponownie odliczanie. Ruszyły obrady Sejmu, a wraz z nimi legislacyjna ofensywa. Dominują projekty deregulacyjne, ale w kolejce jest także ustawa wiatrakowa czy ta o obronie ojczyzny. Koalicja tłumaczy, że ze zmianami chce zdążyć do końca prezydentury Andrzeja Dudy, a jakich konkretnie chce zmian i jakie są szanse na ich wprowadzenie? Sejm ustawę uchwalił. Przy Wiejskiej ruszyła rządowa ofensywa legislacyjna. To będzie rekordowe posiedzenie Sejmu, dlatego że zamierzamy na nim uchwalić aż 24 ustawy. Z czego 15 dotyczy deregulacji, czyli rozwiązań, które mają ułatwić życie obywateli. Ten deregulacyjny walec po prostu idzie do przodu. Aż 15 ustaw z deregulacji. Dużo. Jest twarde zobowiązanie, przyjmujemy kolejne postulaty. Pomysły konsultowane były i wciąż są w Kancelarii Premiera. Podjęliśmy się tego wysiłku wspólnie ze stroną społeczną. Będziemy podsumowywali na początku lipca pierwszy etap naszej pracy. Wyjątkowe tempo, wyjątkowa praca, jeszcze raz chciałem wszystkim podziękować za niezwykłe zaangażowanie. Za deregulacją jest też cała opozycja - choć zgłasza swoje poprawki. Najczęściej tu - na specjalnej sejmowej komisji. Jej przewodniczący mówi wprost: przyśpieszenie jest, bo chodzi o ograniczenie biurokracji. Pracujemy w tempie 7-8 ustaw tygodniowo nowych, ale każda z tych ustaw zmienia jeden obszar w życiu Polaków, przedsiębiorców. Ale nie tylko deregulacją zajmuje się w tym tygodniu Sejm. To ustawa o inwestycjach strategicznych w obronność, a także ta dotycząca wspierania żołnierzy. Do tego ustawa wiatrakowa. A to nie wszystko. Tak przyśpieszonych prac w parlamencie dawno nie było. Punktów jest dużo, nie wszystkie są w rozumieniu legislacyjnym rzeczami dużymi i ważnymi. Przydałoby się jeszcze więcej. Choć na więcej nie ma czasu - odpowiadają rządzący. Bo posłów już teraz czekają nocne głosowania. Czy takie późne głosowanie? No 23:15. Znamy historię. To nawiązanie do tych wydarzeń. Kiedy za czasów rządu Zjednoczonej Prawicy normą były nocne głosowania. Zarządzam przerwę do drugiej. Jesteśmy po 7 godzinach głosowania. Kiedy dokonywano kontrowersyjnych zmian. Oni w nocy głosowali projekty, których się zwyczajnie wstydzili. Głosujemy dobre zmiany, często deregulacyjne, które dobrze wpłyną na działalność gospodarczą w Polsce. Przyśpieszamy rozsądnie. To, co widzicie państwo, ten Sejm, 3 dni praca codziennie do 24:00, będzie trzeba, będą 4 dni. Skąd taki pośpiech, pyta ironicznie opozycja. Jak jest rekonstrukcja, to trzeba pracować 100 razy więcej niż normalnie. A po rekonstrukcji będą mogli sobie robić dalej, co robią, czyli będą leniami. Nie ma na co czekać, trzeba wszystkie pomysły realizować. To, co chcemy dowieźć. A mamy 2,5 roku do końca kadencji. Niektórzy politycy koalicji rządzącej przyznają, że rządowa ofensywa legislacyjna jest po to, by jak najwięcej ustaw trafiło na biurko jeszcze urzędującego prezydenta. Powód? Karol Nawrocki. To jest jedna wielka niewiadoma. Niestety w tych czasach chaosu taka niewiadoma nie jest niczym dobrym. Przyśpieszenie nie tylko w Sejmie. Rząd dziś przedłużył mrożenie cen energii dla indywidualnego odbiorcy. Tarcza obowiązywać będzie do końca roku. W kalendarzu początek lata, a w przychodniach wysyp infekcji. Do Europy dotarł nowy wariant koronawirusa. Nimbus powoduje ostre bóle gardła, gorączkę i kaszel. Ale objawów może być więcej, podobnie jak chorób, z którymi w ostatnich dniach pacjenci zgłaszają się do lekarzy. Pomimo pięknej pogody w gabinetach lekarskich znowu przybywa pacjentów. Myślę, że z 30% więcej niż standardowo, ale ta liczba wzrasta. Dominują angina i koronawirus. Tylko w ciągu pierwszych tygodni czerwca potwierdzono ponad dwa tysiące zachorowań na COVID, a tylko znikomy odsetek pacjentów wykonuje testy. W tej chwili hospitalizujemy kilkoro dzieci z powodu COVID-19, większość infekcji ma charakter łagodny. Za obserwowane wzrosty zakażeń może odpowiadać nowy wariant koronawirusa określany jako nimbus. Patogen po raz pierwszy wykryto w styczniu w Chinach. Po Azji fala zachorowań dotarła do Stanów Zjednoczonych i Europy. Wypiera te wcześniejsze warianty i stanowi nawet 1/3 obecnie krążących wariantów tego wirusa. Chorzy skarżą się przede wszystkim na ostry ból gardła, który pojawia się nagle i utrzymuje przez kilka dni. Inne objawy to kaszel, gorączka, bóle mięśni oraz dolegliwości ze strony układu pokarmowego. Z danych światowych, które spływają do nas, nie wskazują one na to, że mamy więcej ciężkich pobytów w szpitalu, ciężkich hospitalizacji, ciężkiego przebiegu tego subwariantu. Jednocześnie lekarze przypominają, że to wirus, którego nie można lekceważyć. Nawet po łagodnym przebiegu choroby u wielu pacjentów notowane są późniejsze ciężkie powikłania. Dlatego że ten wirus wzbudza w naszym organizmie różnego rodzaju nieprawidłowe procesy immunologiczne. Zapalenie naczyń, choroby autoagresyjne i przede wszystkim to, o czym powinniśmy pamiętać - obniża naszą odporność. W konsekwencji osoby, które przeszły COVID, są bardziej podatne na kolejne zachorowania. Wirusolodzy prognozują, że sezon wakacyjny może przyczynić się do dalszego rozprzestrzeniania się wariantu nimbus. Kolejnej fali zachorowań możemy się spodziewać na początku września, po powrocie dzieci do szkół. W poznańskiej fabryce sztucznej inteligencji powstaje superkomputer z supermocą. Będzie pracował dla zdrowia, energetyki czy bezpieczeństwa, a z fabryki skorzysta nie tylko świat nauki, ale mali i średni przedsiębiorcy też. Dlaczego supernowoczesny Piast ma być jednocześnie przełomowy? To będzie pierwsze takie miejsce w Polsce. W Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym powstaje fabryka sztucznej inteligencji. Jej sercem będzie odpowiednio skonfigurowany superkomputer. Jest to fabryka nowej generacji, ponieważ ona wytwarza moc obliczeniową. To, co ona może wykonać, to obliczenia wysokiej skali, żeby nauczyć modele myślenia za nas. Poznańska fabryka AI ma być wykorzystywana w sektorach takich jak ochrona zdrowia, cyberbezpieczeństwo, robotyka, badanie kosmosu, energetyka, rolnictwo czy przy badaniu zmian klimatycznych. Inwestycja ma kosztować 540 mln złotych, 200 milionów przekazała Komisja Europejska. Kształcimy najlepsze kadry na świecie i budujemy suwerenność cyfrową na terenie Polski i Europy. Z fabryki będą mogli korzystać nie tylko naukowcy i instytucje, ale także mali i średni przedsiębiorcy. Jednym z jej elementów będzie supernowoczesny komputer Piast Q. Wygląda zupełnie niepozornie, trochę jak futurystyczna lodówka, a to prawdziwy przełom. Uruchomiony w tym tygodniu sprzęt to pierwszy na kontynencie komputer kwantowy w technologii uwięzionych jonów. Możliwości obliczeniowe są tak gigantyczne, że pozwolą symulować całą rzeczywistość w eksperymentach naukowych. Zamiast tranzystorów występujących w układach scalonych wykorzystujemy zjawiska kwantowe. Stwarzają nam niesamowite możliwości i tylko wyobraźnia nas ogranicza. Fabryka AI ma zacząć działać już w przyszłym roku. Ma do niego dojść jutro, kiedy zegary w Polsce będą wskazywały na godzinę 8:31. To nowy plan na start kosmicznej misji z udziałem doktora Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskigo. Polski astronauta przyznaje, że ostatni czas był pełen niespodzianek i emocji, ale z nadzieją dodaje: "Do zobaczenia w Kosmosie". Do siedmiu razy sztuka. Zwłaszcza że zza oceanu płyną dobre wiadomości. Ostatnie dni, mimo że pełne niespodzianek i pełne emocji, są również pełne skupienia. Jesteśmy gotowi, rozpoczynamy ponownie odliczanie. Rakieta Falcon 9 z Polakiem na pokładzie ma wystartować jutro o 8.31 czasu polskiego i po ponad dobie lotu astronauci powinni dotrzeć na Międzynarodową Stację Kosmiczną w czwartek około godziny 13:00 naszego czasu. Wieści z NASA napawają optymizmem. NASA, AXIOM Space i ESA wydały komunikat, co ciekawe po raz pierwszy unikając zwrotu, nie wcześniej niż podając konkretną godzinę startu i konkretną godzinę dokowania. Co sugeruje, że tym razem musi się udać. Do tej pory start misji Axiom 4 opóźniano sześć razy, powodami był wyciek paliwa z pierwszego stopnia rakiety Falcon 9 czy wyciek w Zwiedzie, rosyjskim module stacji kosmicznej. Opóźnienia są czymś normalnym z tego względu, że ponad terminowość stawia się bezpieczeństwo. Proszę zauważyć, że w XXI wieku mieliśmy tylko jedną katastrofę kosmiczną z utratą astronautów. Misja AXIOM 4 ma potrwać dwa tygodnie. I to będą pracowite dwa tygodnie dla astronauty. W jej trakcie przeprowadzonych zostanie 60 eksperymentów naukowych, w tym aż 13 przygotowanych przez polskich naukowców. Będzie to między innymi testowanie wysoko zaawansowanej sztucznej inteligencji w warunkach niskiej grawitacji czy też wykorzystanie mikroglonów w medycynie kosmicznej. Ta misja to nie tylko mały krok dla polskiego astronauty, ale wielki skok dla polskiego sektora kosmicznego oraz inspiracja dla przyszłych pokoleń. Do zobaczenia w Kosmosie. Go, Poland. A także dowód na to, że jak się bardzo chce, to można sięgać gwiazd. Jutrzejsze specjalne wydanie poranka w TVP Info poświęcone będzie właśnie drugiemu polskiemu astronaucie. A za chwilę w Pytaniu Dnia u Doroty Wysockiej-Schnepf mecenas Roman Giertych. Ciekawego wieczoru, do zobaczenia.