Historyczna misja. Sławosz Uznański-Wiśniewski w drodze na Międzynarodową Stację Kosmiczną. NATO inwestuje i będzie wydawać 5% PKB na obronność. Prokurator Generalny chce przeliczenia głosów w niemal 1500 komisjach. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Była punktualnie 8.31 - na zegarach w Polsce, bo oczy wszystkich zwrócone były na Florydę, gdzie z Przylądka Canaveral na Międzynarodową Stację Kosmiczną właśnie startowała ta rakieta Falcon 9 ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim na pokładzie. I tak staliśmy się świadkami historycznej chwili, na którą czekaliśmy od lat. W kosmiczną misję wyruszył drugi Polak w historii. Na Florydzie jest - i z bliska widział start - Marcin Antosiewicz. Na ten moment astronauci czekali od tygodni, czekał sztab ekspertów i bliscy załogi - jakie emocje im towarzyszyły i czy wszystko poszło zgodnie z planem? Tak, na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Jak państwo widzą, nasza misja trwa od 10 godzin. Co oznacza, że za około 18 godzin Sławosz Uznański-Wiśniewski dotrze na Międzynarodową Stację Kosmiczną. I jak słyszę tu na miejscu, wszystko wskazuje na to, że zostanie tam dłużej niż planowano. W międzyczasie już wszyscy wiemy, że w misjach kosmicznych pewna jest tylko zmiana. Ale warto tracić na nie czas, nerwy i pieniądze. Bo efekty mogą być bardzo pożyteczne. A emocje z faktu, że Polska wraca do kosmosu, są unikalne. My staliśmy dokładnie w tym miejscu i kiedy rakieta startuje, to nie tylko ją widać i słychać, ale także czuć - czuć trzęsącą się ziemię pod nogami. A kiedy rodzice żegnają syna, żona męża na misję w kosmos, to w powietrzu czuć absolutną dramatyczną troskę. To była skrajność tego poranka: głośny start rakiety, który poprzedziło ciche, skupione, intymne pożegnanie. 4,5 godziny przed startem. Kolumna samochodów z czwórką astronautów zatrzymuje się na chwilę, by mogli pożegnać bliskich. Musieli zachować kilkumetrowy dystans. Od miesiąca są w kwarantannie, by nie narazić się na infekcję. Powietrzne całusy nie miały końca. To był ostatni moment, kiedy widzieli się na żywo. - Zestresowany? - Trochę! - A wy? - Też! Odwaga pokonała strach. Spotkanie przed startem trwało zaledwie 6 minut. Nie ma słów, by opisać pożegnanie ukochanego przed lotem w kosmos. Na szczęście mogli jeszcze chwilę porozmawiać przez telefon, gdy był już na wieży, chwilę przed wejściem do statku kosmicznego. Spytałam się go dzisiaj, jak to będzie, jak na ziemi nie będzie mojego ulubionego człowieka. I wymieniliśmy między sobą wiele czułych słów, aż do momentu jego wejścia do kapsuły. I od teraz mogę tylko zaufać. 50 minut przed startem pojawił się problem z załadowaniem danych pogodowych do kapsuły. Widmo kolejnego odłożenia startu stało się realne. Na szczęście dosłownie w ostatniej chwili problem udało się rozwiązać. To jest częścią procesu. Nadal jest relatywnie ciężko wysłać człowieka w kosmos. Dlatego potrzebowaliśmy trochę czasu na rozwiązanie kilku problemów w ostatnich tygodniach. Start rakiety rodziny oglądały w zamkniętym sektorze. Na wszelki wypadek mieli do dyspozycji zespół lekarzy i psychologów. Staliśmy na balkonie Saturn V na Kennedy Space Center razem z rodzicami Sławosza. Patrzyliśmy, jak nasz najdroższy człowiek wzbija się w tej kapsule. I tak naprawdę, aż ta jasna łuna nie zniknęła nam z oczu, tak podążaliśmy za nią wzrokiem. Ten huk był niesamowity. Ten widok też był niesamowity, więc naprawdę na to się nie da przygotować. Teraz jak Sławosz będzie leciał w następne miejsca, być może na Księżyc, to już będziemy lepiej przygotowani. Po 2,5 minuty od startu oddzielił się pierwszy stopień rakiety. Po 9. minucie - drugi. Potem sama kapsuła z prędkością 28 tys. km na godzinę rozpoczęła podróż na Międzynarodową Stację Kosmiczną. By dotrzeć do celu, potrzebuje blisko 29 godzin. Kosmos zawsze jednoczył ludzi. Zabieram dziś z Ziemi cząstkę każdego z was, waszej siły, waszej nadziei, waszego zaufania. Jutro o godzinie 13.00 polskiego czasu kapsuła ma połączyć się ze stacją kosmiczną. Powrót na Ziemię jest planowany za 16 dni. Ostatnie słowa, widzimy się za dwa tygodnie. Umówieni! Gdy w kosmiczną podróż ruszał pierwszy Polak, Mirosław Hermaszewski, też był czerwiec, ale 47 lat wcześniej. Misja trwała 8 dni, a po niej przyszły dekady oczekiwania na kolejną szansę. I choć to historia, która wykracza daleko poza Ziemię, to właśnie tu, dr. Sławoszowi Uznańskiemu-Wiśniewskiemu kibicowaliśmy w każdym zakątku kraju, a najmocniej w Łodzi. Wstrzymany oddech, zaciśnięte kciuki i nadzieja, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. O 8.31 cała Polska patrzyła w jednym kierunku. Gdy rakieta Falcon 9 po starcie z Przylądka Canaveral wyniosła w przestrzeń kosmiczną drugiego w historii Polaka. Niezależnie od wieku, płci i poglądów w całym kraju wspólnie przeżywaliśmy ten historyczny moment. Szczególne emocje czuć było w Łodzi, rodzinnym mieście naszego astronauty. Przyjechaliśmy grupą 50 osób, jako stowarzyszenie seniorów z Głowna, żeby to wielkie wydarzenie podziwiać. Przyjechaliśmy z Warszawy, żeby być w tym mieście Sławosza, gdzie wszyscy niesamowite emocje przeżywali. Trochę się stresowałem, że coś nie zadziała, ale fajnie było. Na lekcje w Gorzowie dziś nikt nie zaspał. Najmłodsi z wypiekami na twarzy obserwowali start rakiety Falcon. Ja szczerze mówiąc, jestem w wielkim szoku, w ogóle samej skali tego wylotu. Dla nich to dopiero początek kosmicznej przygody. Napięcie i radość także w warszawskim Centrum Nauki Kopernik. Kciuku trzymali najmłodsi, trzymali także politycy. Wśród nich premier Donald Tusk. I prezydent Andrzej Duda. W bagażu na orbitę polski astronauta zabrał m.in.: bryłkę soli z Wieliczki, wiersze Wisławy Szymborskiej, rękopis mazurka Fryderyka Chopina i rycinę z traktatu tego, który wstrzymał słońce, a ruszył Ziemię, Mikołaja Kopernika. W toruńskim planetarium emocje sięgały orbity. Jest to rzeczywiście miejsce nieprzypadkowe, ważne i dla Torunian, i dla wszystkich Polaków, i jest to taka łączność między Toruniem a kosmosem, dzięki naszemu astronaucie i naszemu astronomowi. Mam nadzieję, że będzie więcej przygód i więcej astronautów z Polski w przyszłości. Bo Sławosz Uznański-Wiśniewski jest dopiero drugim, po Mirosławie Hermaszewskim, Polakiem w przestrzeni kosmicznej. Tamten lot, sprzed niemal pół wieku do ostatniej chwili był utrzymywany w tajemnicy. Nie byliśmy w stanie doświadczyć poprzedniego startu Polaka i to na pewno były duże emocje przez to, że ta misja była dużo razy przekładana. Wyczekiwaliśmy, wyczekiwaliśmy, aż w końcu się udało. A z okołoziemskiej orbity usłyszeliśmy przesłanie naszego astronauty. Niech ta misja będzie początkiem epoki, w której nasza odwaga i nieustępliwość kształtują nowoczesną Polskę. Dla nas i dla przyszłych pokoleń. Kosmos zawsze łączył ludzi. I nas dzisiaj, tutaj na Ziemi, również połączył. Cel to Międzynarodowa Stacja Kosmiczna - dokowanie ma się rozpocząć za niespełna 18 godzin. To w tym kosmicznym laboratorium właśnie otwiera się nowy rozdział polskiej nauki. ISS okrąża Ziemię 16 razy w ciągu każdej doby, poruszając się z prędkością ponad 27. tys. km/h. Wewnątrz 7-osobowa załoga, a w drodze dr Sławosz Uznański-Wiśniewski. "Dziś robimy ogromny krok w stronę przyszłości technologicznej Polski" - To kolejny krok ludzkości w kosmosie, ale wielki skok dla polskiego rozwoju misji kosmicznych. Dziś robimy ogromny krok dla przyszłości technologicznej Polski. Doktor Sławosz Uznański-Wiśniewski jest w drodze na Międzynarodową Stację Kosmiczną. To poligon doświadczalny dla nowych technologii. Nasze krajowe systemy zostaną sprawdzone w ramach polskiej misji IGNIS, która ma wynieść polską naukę i sektor kosmiczny na najwyższy poziom. Polska gospodarka potrzebuje innowacji, potrzebuje transferu nowoczesnych technologii. To będzie bodziec dla naszych ośrodków naukowych do dalszego rozwoju, do równania do tych najlepszych ośrodków. Po 2 dniach na aklimatyzację, doktor Uznański-Wiśniewski zacznie pierwsze eksperymenty. Misja Polaka zakłada, że będzie ich 13, ze wszystkich 60 zaplanowanych na Stacji. Będzie polegała na przetestowaniu różnych rozwiązań, które zostały opracowane przez polskie instytucje badawcze, firmy z sektora kosmicznego. To m.in. badania nad zdrowiem i odpornością człowieka i organizmów żywych, promieniowaniem, trwałością leków, czy rozwojem sztucznej inteligencji do podboju kosmosu. Jak ten - pokładowy komputer LeopardISS stworzony przez gliwicką firmę. Będzie wykorzystywany do przyszłych misji planetarnych, czy to lunarnych na Księżyc, czy też na Marsa. Pomocne jest dla łazików. Które same będą podejmowały decyzje - jak badać nowe tereny. Ale wcześniej trzeba je zobrazować z poziomu stacji kosmicznej. Oprogramowanie przygotowała Politechnika Poznańska. W tej autonomii np. potrzebne jest to, żebyśmy byli w stanie zrekonstruować otoczenie takiego robota, najlepiej w trzech wymiarach, w 3D. Uznański-Wiśniewski ma też na sobie ultracienką opaskę z celulozy bakteryjnej i nanomateriałów MXene, które mogą pomóc w stworzeniu superlekkich sensorów medycznych. Opaska cały czas mierzy jego puls, w ekstremalnych, kosmicznych warunkach. Stworzono ją na AGH. Przełomowy eksperyment, bo da możliwość produkowania materiałów w kosmosie, materiałów sfunkcjonalizowanych, które mogą spełniać funkcję np. sensorów, ale to jest jedno z wielu zastosowań. Także w leczeniu pacjentów na Ziemi. W kosmos poleciały też mikroglony z terenów wulkanicznych. W przyszłości te lub podobne organizmy będą mogły np. produkować tlen podczas misji kosmicznej. Ważny element polskiej misji to edukacja. Polski astronauta będzie łączył się z polskimi uczniami i pokazywał im kosmos, by zainteresować ich naukami ścisłymi. Potrzebujemy nowych inżynierów, potrzebujemy, żeby gospodarka nasza rozwijała się w kierunku nauk ścisłych i przyrodniczych. Mamy wielką nadzieję, że ta misja i też sama sylwetka pana dr. Sławosza Uznańskiego się do tego przyczyni. Misja Ignis będzie kosztowała Polskę 65 mln euro. Przyszłe zyski - kosmiczne. Oglądają państwo "19:30" w środę, która zapisze się w polskiej historii. A o czym jeszcze powiemy? Urzędnicza pomyłka. Nikt przez pół roku nie zauważył, że podpisuję się pod inną osobą. Urzędnicy systematycznie ignorowali tę sprawę. Pytania i wątpliwości Doszło do przeliczneia głosów, z ktróych wnikało, że doszło do fałszerstw wyborczych To miał być przełomowy szczyt i bez wątpienia zapadła na nim historyczna decyzja. Kraje Sojuszu Północnoatlantyckiego będą wydawać 5% PKB na obronność. Na zakończonym dziś po południu na szczycie NATO w Hadze przyjęto deklarację, zobowiązującą kraje członkowskie do zwiększenia wydatków wzmacniających bezpieczeństwo Sojuszu do 2035 r. Uroczysta kolacja w towarzystwie króla... Największym zwycięstwem jest triumf pokoju. Tak przywódcy krajów NATO rozpoczęli szczyt w Hadze. Dziś już oficjalnie, po 2,5-godzinnych rozmowach, kraje NATO przyjęły wspólną deklarację, która mówi o jedności wobec rosyjskiego zagrożenia i wsparciu Ukrainy. I zatwierdziły nowy próg wydatków na obronność - 5% PKB - do 2035 r. Wspólnie sojusznicy położyli podwaliny pod silniejsze, sprawiedliwsze i bardziej śmiercionośne NATO. Zgodziliśmy się na Haski Plan Inwestycji Obronnych. To skok kwantowy w naszej zbiorowej obronie. Donalda Trumpa Holandia przyjęła po królewsku. Miałem okazję być dziś na śniadaniu z królem i królową. To wspaniali ludzie. Donald Trump stał się pierwszym prezydentem w historii, który spędził noc w królewskich posiadłościach. To jeden z wielu gestów, które miały sprawić, że Donald Trump na szczycie NATO poczuje się wyjątkowo. W Hadze amerykański przywódca rozwiał obawy sojuszników i wprost poparł art. 5. NATO. Jesteśmy z sojusznikami do końca. Czyli zapis o wzajemnych gwarancjach bezpieczeństwa. W przemówieniu zwrócił się do Hiszpanii, która na obronność łoży najmniej. Negocjujemy z Hiszpanią umowę handlową. Sprawimy, że zapłacą dwa razy więcej, mówię poważnie. Ale też podsumował rozmowę o pokoju z prezydentem Ukrainy na marginesie szczytu. To świetny moment, żeby to zakończyć. Porozmawiam z Putinem i zobaczę, czy możemy to zakończyć. Z prezydentem Ukrainy spotkali się też europejscy przywódcy. Dziękuję, wam za obronę powietrzną i zrobiliście naprawdę wiele. Poza deklaracją jedności w Hadze mocno wybrzmiał sukces Trumpa na Bliskim Wschodzie. Amerykański atak na Iran zakończył wojnę. Zawieszenie broni choć kruche, trwa, a zwycięstwo w wojnie świętuje zarówno Iran, jak i ogłaszają go izraelskie władze. Historyczne zwycięstwo. Udaremniliśmy irański projekt nuklearny. Po zawieszeniu broni Iran wystrzelił 2 rakiety i Izrael wysłał na Teheran kilkadziesiąt myśliwców gotowych do kontrataku, wtedy Donald Trump wyjątkowo ostro przez telefon rozkazał Benjaminowi Natanjahu wstrzymać ogień i pokój udało trzymać. Iran jednak już zapowiada odbudowę i kontynuację programu nuklearnego. Według Trumpa irańskie instalacje nuklearne zostały całkowicie zniszczone, ale innego zdania jest amerykański wywiad i sam Iran, który twierdzi, że zostały jedynie znacznie uszkodzone. A w tle szczytu w Hadze, spotkanie prezydenta Polski Andrzeja Dudy z amerykańskim przywódcą Donaldem Trumpem, zapewnienie o współpracy transatlantyckiej i słowa podziękowania za wsparcie inicjatywy podniesienia wydatków na obronność. Po spotkaniu prezydent Andrzej Duda w mediach społecznościowych podziękował prezydentowi USA za "skuteczne przywództwo i kluczowe wsparcie dla inicjatywy podniesienia wydatków na obronność. Polsko-amerykańska współpraca pokazała swoją skuteczność. Szczyt NATO umacnia więzi transatlantyckie, a silniejsze NATO to bezpieczniejsza Polska!" - podkreślił polski prezydent. To nie pierwszy raz, gdy myli się system, ale większa czujność i dokładność człowieka mogłyby oszczędzić wyjątkowo trudnych doświadczeń. Pan Marcin zamknięty przez przypadek w brytyjskim ośrodku deportacyjnym, bezskutecznie tłumaczył urzędnikom, że próbują odesłać niewłaściwą osobę. Jak się okazuje - po brexicie - takich pomyłek przybywa. 2 zdjęcia. 2 twarze. 2 zupełnie inne życiorysy. Ten drugi z kryminalną przeszłością. Pan Marcin od 2 lat bezskutecznie próbuje przekonać brytyjskich urzędników, że chcą deportować nie tego Polaka. Przychodzi do mnie oficer imigracyjny do celi i wręcza dokumenty. Mówi: mam dla ciebie złą wiadomość. Daje mi papiery, które nie są do mnie. Przeglądam: jest Marcin Dąbrowski, ale data urodzenia zupełnie inna. Trafił do zamkniętego ośrodka deportacyjnego. Teraz, po wyjściu, pan Marcin nosi elektroniczną opaskę na nodze i co tydzień musiał meldować się w tym budynku na obrzeżach Londynu. Wszystko przez to, że urzędnicy nie sprawdzili nawet podstawowych danych. Nikt przez pół roku nie zauważył, że podpisuję się pod inną osobą. Na monitorze pojawia się zdjęcie zupełnie innego człowieka i nikt nie reaguje. Przez półtora roku kolejne prośby o weryfikację dokumentów pozostawały bez odpowiedzi. Pomimo wielokrotnych prób wyjaśnienia sprawy, wysyłania pism, zarówno przez pana Marcina, jak i jego reprezentantów, urzędnicy systematycznie ignorowali tę sprawę. Dopiero moja interwencja w Home Office, czyli brytyjskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i seria pytań podważających zasadność deportacji sprawiły, że procedura została zatrzymana. W przypadku tak poważnych zaniedbań, będziemy walczyć o odszkodowanie. Nie śpię po nocach, boję się, bo tamta osoba może coś zrobić, popełnić przestępstwo, a przyjdą po mnie. To nie pierwszy raz, kiedy brytyjskie służby imigracyjne próbują deportować niewłaściwą osobę. Prawnicy alarmują - po brexicie takich przypadków jest coraz więcej. Bo kiedy państwo przestaje patrzeć ludziom w twarz, a zaczyna w tabelki, pomyłki nie są wyjątkiem. Są systemem. "Wystąpiłem do Sądu Najwyższego z wnioskami o przeprowadzenie oględzin kart do głosowania w 1472 obwodowych komisjach wyborczych" - przekazał dziś po południu prokurator generalny Adam Bodnar. Odpowiedź z sądu jeszcze nie popłynęła, jest za to informacja o tym, kiedy decyzja o ważności wyborów. Mamy ją poznać we wtorek. Były anomalie. To autor jednego z ponad 50 tys. protestów i tego raportu, który wskazuje na znaczące anomalie w blisko 1,5 tys. komisji, co mogło oznaczać, że kilkaset tysięcy głosów zostało policzonych źle. Jego protest dziś prokurator generalny uznał za zasadny, a Sąd Najwyższy - odrzucił. Nie chcą słuchać faktów, nie chcą oglądać dokumentów, ich interesuje tylko to, żeby to przestępstwo ukryć. Krzysztof Kontek podkreśla, że mocne słowa to efekt decyzji sądu, podjętej zanim wpłynęła opinia prokuratora generalnego. To, co się stało, jest dla mnie o tyle niezrozumiałe, że to jest uderzenie w demokratyczne państwo, bo jeżeli jest wątpliwość, to trzeba ją rozwiać, bo to jest najgorsze, co mógł zrobić sąd wobec pana Karola Nawrockiego. Te wątpliwości podziela prokurator generalny, który dziś wystąpił do Sądu Najwyższego o ponowne przeliczenie głosów w 1472 komisjach. Gdyby nie było sytuacji z Bielska-Białej, gdyby nie było sytuacji z Kamiennej Góry, to być może te anomalie wydawałyby się czymś naturalnym, ale doszło do przeliczenia głosów, z którego wnikało, że doszło do fałszerstw wyborczych. Prokurator generalny mówi o sytuacjach, w których głosy oddane na Rafała Trzaskowskiego były w kopertach z nazwiskiem Karola Nawrockiego. W kilkunastu komisjach w wyniku takich błędów Rafał Trzaskowski stracił ponad 2600 głosów. Tak wynika z ustaleń oko.press. Sąd Najwyższy oficjalnie informuje tylko o pomyłkach na niekorzyść Karola Nawrockiego. Te wykryto w tych 3 komisjach. W sumie kandydatowi PiS odjęto blisko 600 głosów. Ciągle coś z poczty jeszcze spływa. Mimo to sąd Najwyższy na rozpatrzenie wszystkich protestów dał sobie jeszcze tylko 4 dni. Dziś ogłosił, że decyzję w sprawie ważności wyborów prezydenckich podejmie we wtorek, dzień przed ostatecznym terminem. Damy radę, spokojnie, czuwam nad wszystkim, wszystko jest pod kontrolą. To jednak może oznaczać, że wniosek prokuratora generalnego nie zostanie wzięty pod uwagę. Jeżeli ten wynik dziwnie odbiega od tego, co było na przestrzeni lat, to takie przypadki należy po prostu zbadać. PiS w pomyłkach w liczeniu głosów nie widzi nic niepokojącego. Protesty były i pomyłki były, teraz się zdarzyły i zdarzały się w przeszłości, ale nie wyciągajmy z tego wniosków, że wybory zostały sfałszowane. Przeciwnego zdania jest ten polityk i autor - powielonego przez kilka tysięcy osób - protestu. Wszyscy wiemy, że mamy do czynienia z fałszerstwem, nie znamy tylko skali tego fałszerstwa. Stąd też, choć wśród rządzących to rzadkość, żądania ponownego przeliczenia wszystkich głosów. To nie jest dogrywka, to nie jest próba zmiany wyniku wyborów, to jest tylko rzetelne policzenie głosów. Za takim rozwiązaniem jest - według sondażu IBRIS dla Polskiego Radia - blisko 45% ankietowanych, niespełna 52% jest przeciw. A więcej o ponownym liczeniu głosów i o tym, co dzieje się wewnątrz samej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, w programie Justyny Dobrosz-Oracz "Bez trybu" na antenie TVP Info o 20.18. Ceny prądu zamrożone do końca roku, mieszkańcy mają zyskać na farmach wiatrowych. To efekt ostatnich rządowych decyzji. Co jeszcze się zmieni? Mmm, dobre. W taki żartobliwy sposób... ...rzecznik rządu w internecie... Może spać spokojnie. ...a premier w poważniejszym tonie podczas Rady Ministrów uspokajają Polaków. Do końca roku rachunki za prąd nie pójdą w górę. To rozwiązanie dla indywidualnych odbiorców. Co z przedsiębiorcami? W ostatnim roku blisko 30% tańsza energia dla przemysłu. Jak twierdzi rząd... Wpływ na to mają inwestycje w transformacje energetyczną. Przykładem jest rozwój morskich farm wiatrowych. ...tych na lądzie też będzie więcej. Sejm pracuje nad nową ustawą wiatrakową - chodzi o zmniejszenie odległości turbin od zabudowań. Im więcej produkujemy energii z odnawialnych źródeł energii, to te ceny są niższe. Dobre informacje. We wtorek rząd też przyjął projekt tzw. ustawy stażowej. Zmiany wpłyną na takie osoby jak pani Alicja. 8 lat jestem na zleceniu. Której lata zatrudnienia na tzw. "śmieciówce" będą się liczyły do stażu pracy. To ważne, żeby państwo doceniało, widziało i poważnie traktowało każdy wysiłek pracowniczy Polek i Polaków. Zmiany mają dotyczyć nawet 2 milionów Polaków. Ja jestem zadowolona z tych zmian, ponieważ dla mnie to był zawsze problem, jednak to zlecenie nie liczy się do stażu pracy. Do stażu pracy wlicza się też własna działalność i praca za granicą - nawet z przeszłości. PiS rozwiązanie chwali - z małym "ale". To jest absolutnie rozwiązanie dobre, tylko trzeba sobie zdawać sprawę, że to będzie polskie państwo kosztowało. Projekt z rządu trafi teraz do Sejmu. W przypadku tej deklaracji premiera... Odejść od tzw. "podatku Morawieckiego". ...zmiany ustawowe nie będą potrzebne. Trudno się zgodzić na to, aby za walkę ze zmianą klimatu odpowiedzialni finansowo mieli być ci, którzy najmniej zarabiają. Chodzi o podatek przy rejestracji tych tańszych samochodów, np. starszych diesli. A jak słyszymy w komisie pana Michała, zapotrzebowanie na takie auta jest spore ze względu na zasobność portfela, która nie jest dość duża, a druga sprawa, że auta starsze więcej wytrzymywały. Nowy podatek, zaproponowany przez rząd Morawieckiego w ramach Krajowego Planu Odbudowy, miał wejść w życie w przyszłym roku. Ale Morawiecki w internecie twierdzi, że Tusk zlikwidował podatek, którego nie było. gdybyśmy rządzili, nie sądzę, żeby takie rozwiązanie w polskim prawie zostało przyjęte. To po co wpisywaliście je w kamienie milowe? Administracja brukselska wymuszała na krajach członkowskich różnego rodzaju rzeczy. Propozycje KPO, kamieni milowych w tym zakresie, on wynegocjował, on zatwierdził. On czyli Mateusz Morawiecki. Morawiecki i politycy z jego rządu. Po negocjacjach rząd Tuska uzyskał wstępną zgodę Brukseli na to, by nie wprowadzać dodatkowego podatku. Od przyszłego miesiąca mają wzrosnąć zarobki medyków, a ministra zdrowia informuje, że w ciągu najbliższego roku do placówek medycznych m.in. na ten cel ma trafić blisko 18 mld zł. Eksperci alarmują jednak - ochrona zdrowia w Polsce od lat stoi nad przepaścią, pytają o szczegóły nowego finansowania i ostrzegają - to zdecydowanie za mało, by rozwiązać problem. Zwiększamy finansowanie podmiotów leczniczych. Na tę decyzję od tygodni czekali dyrektorzy szpitali i podmiotów medycznych. W skali najbliższego roku do podmiotów leczniczych trafi blisko 18 mld zł. Ta rekomendacja prezesa agencji powinna zagwarantować taki przyrost finansowania świadczeń, który wystarczy na pokrycie kosztów rosnących. Eksperci przyznają, że diabeł tkwi w szczegółach, teraz czekają na wytyczne nowego finansowania z NFZ. Mówimy: sprawdzam. Jeżeli się okaże, że tych środków będzie za mało, mamy tu spotkanie i my jesteśmy w gotowości protestacyjnej. Zgodnie z tzw. ustawą podwyżkową zarobki medyków powinny wzrosnąć już od lipca. Przewiduje się, że o około 14% od obecnego stanu. To oznacza, że minimalna płaca lekarza specjalisty ma wynosić blisko 12 tys. zł. Bez specjalizacji 9700 zł, a pielęgniarki ze specjalizacją i tytułem magistra - 10,5 tys. zł. Już pod koniec marca, na początku kwietnia wiadomo było, jakie to będą kwoty. Rząd nas lekceważy - mówią medycy, bo dane dotyczące wsparcia szpitali są spóźnione i nieprecyzyjne. Przypominają też o waloryzacji wyceny świadczeń, która nie została uwzględniona. Mamy inflację, może nie jest ona tak duża jak kiedyś, ale to jest 5%, a to jest w skali średniego szpitala powiatowego to jest od 5-10 mln wzrostu kosztów. Dlatego zdaniem ekspertów to tylko odłożenie w czasie kryzysu w sektorze opiece medycznej, który od lat stoi nad przepaścią. Kolejki do specjalistów rosną, a ponad połowa placówek powiatowych jest zadłużona. Sytuacja finansowa polskiej ochrony zdrowia jest dramatyczna, jesteśmy w ogonie Europy, rząd widzi słupki i pieniądze na koncie, z drugiej strony my widzimy chorych ludzi, którzy za chwilę będą odbijać się od drzwi szpitali, bo zabrakło pieniędzy. Zdaniem dr Małgorzaty Gałązki-Sobotki konieczne są radykalne zmiany systemu szpitalnictwa na rzecz opieki skoordynowanej, ale żaden rząd nie ma odwagi, by je wprowadzić. W funduszu zapasowym NFZ na dziś pozostało niespełna miliard złotych, zatem bez dotacji z budżetu państwa na pewno realizacja tego zadania nie będzie możliwa. W tym roku dotacja z budżetu państwa dla NFZ przekroczyła już 23 mld zł. Ratownicy wydobyli 3 ciała z jeziora Małszewskiego w gminie Jedwabno. Teraz konieczne jest potwierdzenie tożsamości ofiar pod nadzorem prokuratora. Przez kilkadziesiąt godzin służby poszukiwały 3 nastolatków, którzy w nocy wypłynęli kajakami na jezioro i nie wrócili na brzeg. Szczegóły sprawy zna Anna Kieres. 3 ciała ratownicy namierzyli przy użyciu sonaru ponad 200 metrów od brzegu. Nurkowie na głębokości 8 metrów odnaleźli ciała 3 mężczyzn. Trwa identyfikacja i potwierdzenie tożsamości. Nie możemy jeszcze potwierdzić czy są to ciała tych zaginionych młodych mężczyzn, ponieważ muszą zostać zidentyfikowane przez rodziny. Decyzję o identyfikacji podejmie pani prokurator, która jest w drodze na miejsce. Dalsze czynności nasze będą podejmowane w uzgodnieniu z prokuratorem.